W BLASKU MIŁOSIERDZIA
38/1038 – 23 sierpnia 2025 r. C.
INTERNETOWE WYDANIE TYGODNIKA

Niedziela, 23 sierpnia 2025
XXI niedziela zwykła rok „C”
Czytania
Pierwsze czytanie: Iz 66,18–21
Psalm: Ps 117
Drugie czytanie: Hbr 12,5–7.11–13
Ewangelia: Łk 13,22–30
Ewangelia
Królestwo Boże dostępne dla wszystkich narodów
Łk 13, 22-30
✠ Słowa Ewangelii według Świętego Łukasza
Jezus przemierzał miasta i wsie, nauczając i odbywając swą podróż do Jerozolimy.
Raz ktoś Go zapytał: «Panie, czy tylko nieliczni będą zbawieni?»
On rzekł do nich: «Usiłujcie wejść przez ciasne drzwi; gdyż wielu, powiadam wam, będzie chciało wejść, a nie zdołają. Skoro Pan domu wstanie i drzwi zamknie, wówczas, stojąc na dworze, zaczniecie kołatać do drzwi i wołać: „Panie, otwórz nam!”, lecz On wam odpowie: „Nie wiem, skąd jesteście”. Wtedy zaczniecie mówić: „Przecież jadaliśmy i piliśmy z Tobą, i na ulicach naszych nauczałeś”.
Lecz On rzecze: „Powiadam wam, nie wiem, skąd jesteście. Odstąpcie ode Mnie wszyscy, którzy dopuszczacie się niesprawiedliwości!” Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów, gdy ujrzycie Abrahama, Izaaka i Jakuba, i wszystkich proroków w królestwie Bożym, a siebie samych precz wyrzuconych. Przyjdą ze wschodu i zachodu, z północy i południa i siądą za stołem w królestwie Bożym.
Tak oto są ostatni, którzy będą pierwszymi, i są pierwsi, którzy będą ostatnimi».
Komentarz do czytań
XXI niedziela zwykła roku C... Nie wystarczy być Kościołem. Trzeba jeszcze słuchać Jezusa.
Bóg nie chce zbawienia tylko niektórych. Chce zbawienia wszystkich. Jakimi drogami tych, którzy dziś są daleko do siebie doprowadzi, tego nie wiemy. Przynajmniej nie do końca. Ważne jednak, że my, którzy uważamy się za Jego dzieci, nie powinniśmy spoczywać na laurach. Nie wystarczy być Kościołem. Trzeba jeszcze słuchać Jezusa.
I trzeba w tym wszystkim pamiętać jeszcze o jednym: jeśli spotyka nas cierpienie, różnorakie przeszkody, nie znaczy to, że Bóg nas opuścił, że o nas zapomniał. Widać ma w tym jakiś swój zamysł.
Tak, potrzebuję nawrócenia. Ale... Czy naprawdę wiem z czego i na co? Kto prześladował Jeremiasza? Wierzący! Tyle że wierzący po swojemu. Tacy, co to im się jakaś Boża obietnica obiła o uszy, ale w ogóle nie potrafili w świetle wiary zinterpretować otaczającej ich rzeczywistości.
Metryka chrztu nie wystarczy. Można być „zapisanym”, ale chrześcijaninem, tak naprawdę, z serca, nie być. Bo być chrześcijaninem, to coś więcej. To żyć jak chrześcijanin. Nie, od czasu do czasu, zakładać na siebie strój chrześcijanina.
Trudno mi w życiu? Chciałoby się łatwiej, przyjemniej. O ile jednak nie chodzi o wielkie cierpienie odbierające wręcz zmysły, te życiowe trudności sprzyjają naszemu dojrzewaniu. Bóg jest dobry. Na pewno nie bez powodu pozwala, by te doświadczenia na nas spadły. Z nich rodzą się często najciekawsze inspiracje.
W dzisiejszym numerze
- Jezus jest w drodze
- Karteczka – przypominajka
- Każdy z nas, świadomie bądź nie, nosi w sobie pragnienie przynależności do jakiejś wspólnoty
- Przyjdą ze Wschodu i Zachodu
- Szansa ciasnych drzwi
- Co robić, gdy nudzisz się podczas Mszy Świętej?
- Czy tylko nieliczni będą zbawieni? Szereg trudnych pytań
- „Zdrowyś św. Józefie…” Czy znasz modlitwę Pozdrowienia św. Józefa?
- Przebaczenie „uprzedzające”
- We wtorek uroczystości Matki Bożej Częstochowskiej
- Księgarnia w kościele uznana za najpiękniejszą. Poznaj jej historię
- Święci i błogosławieni w tygodniu
Jezus jest w drodze
Jezus jest w drodze ku Jerozolimie, dziś, jutro i pojutrze. Tak to ukazuje Ewangelia św. Łukasza, pod koniec XIII rozdziału. Tu mamy zapis, że Jezus, odbywając podróż do Jerozolimy, przemierza miasta i wsie nauczając.
To jest podróż szczególna. W czasie tej podróży pada to ważne pytanie: „Panie, czy tylko nieliczni będą zbawieni?”
Jezus umiera na krzyżu, by uratować człowieka. Walczy o każdego z nas i od razu to widać, kiedy na modlitwę prośby „dobrego łotra”, Jezus otwiera przed nim „bramy” Królestwa: „Jezu wspomnij na mnie” i odpowiedź „dziś ze mną będziesz w raju.”
Usiłujemy przychodzić przez ciasne drzwi, wchodzimy w doświadczenie wyrzeczenia, wysiłku, trudu pójścia za Jezusem. On daje łaskę, daje nam siłę, ale też zaprasza nas, żebyśmy mieli odwagę ruszyć ku spotkaniu z Nim.
Oto Jezus pochodzący z ludu wybranego, otwiera się na ludzi ze wszystkich narodów, ras i języków, żeby dać im życie na wieki i pragnie z nimi zasiąść w Królestwie Bożym.
Poznać Jezusa nie tylko ze słyszenia, nie tylko z wiedzy zgromadzonej, ale poznać Go w doświadczeniu swojego życia, jako tego, który jest pełen łaski i miłosierdzia.
Warto także zapamiętać psalm tej najbliższej niedzieli, jeden z najkrótszych w Biblii – 117-ty: „Chwalcie Pana wszystkie narody” i odpowiedź jaką śpiewamy: „całemu światu głoście Ewangelię”.
Niech ludzie zobaczą w nas żywą Ewangelię Jezusa Chrystusa, w naszych czynach, nie tylko słowach.
Ks. Wenancjusz Zmuda „Mateusz.pl”
Karteczka – przypominajka
„Kogo kocham, tego karcę i ćwiczę”. Szesnastoletni ja, dawno, dawno temu, z powodu, którego dziś nie pamiętam, wypisałem na małej, żółtej karteczce przypominajce ten cytat z Apokalipsy (3,19). Przez pół liceum ta żółta karteczka wisiała nad moim biurkiem. Wspomnienie wróciło podczas przyglądania się paralelnemu sformułowaniu tej samej myśli w dzisiejszym fragmencie z Listu do Hebrajczyków: „Kogo miłuje Pan, tego karci, chłoszcze zaś każdego, którego za syna przyjmuje”. Oba fragmenty są pochodnymi idei z Prz 3,11.
Nie pamiętam ani okoliczności zapisania cytatu, ani wpływu, jaki obecność żółtej karteczki miała na moje nastoletnie życie. Na szczęście nie był to jedyny cytat na ścianie w pokoju szesnastoletniego mnie. Dzisiaj uderza mnie jednak nieoczywistość tego obrazu miłości, która karci i chłoszcze: jak pogodzić współczesną kulturę towarzyszenia w rozwoju dziecka, stopniowego uświadamiania mu jego potencjału, nienachalnego wprowadzania go w świat wartości i możliwych ról z narracją o miłości karcącej i chłoszczącej?
„Usiłujcie wejść przez ciasne drzwi” – to już Ewangelia. Ale przecież „jadaliśmy i pijaliśmy z Tobą, i na ulicach naszych nauczałeś”. „Nie wiem, skąd jesteście. Odstąpcie ode Mnie wszyscy, którzy dopuszczacie się niesprawiedliwości”. Pan życia nie rozpoznaje tych, którzy nie czynią sprawiedliwości. By wejść przez ciasne drzwi, trzeba poznać smak sprawiedliwości, trzeba za nią tęsknić, łaknąć jej i pragnąć – inaczej wszystkie gesty zażyłości ze Zbawicielem okazują się puste. To sprawa życia i śmierci. I właśnie tak uzasadnia koncept karcenia autor Listu do Hebrajczyków: choć wydaje się ono smutne, „przynosi tym, którzy go doświadczyli, błogi plon sprawiedliwości”. A sprawiedliwość to życie w taki sposób, by Bóg był we wszystkim uwielbiony i by Jego stworzenie – zwłaszcza to na Jego obraz i podobieństwo – było właściwie ukochane. Warto to sobie zapisać na żółtej (lub innej) przypominajce.
Ten artykuł jest częścią miesięcznika W
Łukasz Miśko OP „wdrodze.pl”
Każdy z nas, świadomie bądź nie, nosi w sobie pragnienie przynależności do jakiejś wspólnoty
Każdy z nas, świadomie bądź nie, nosi w sobie pragnienie przynależności do jakiejś wspólnoty, a co za tym idzie – akceptacji i przyjęcia. Pragnienie to jest naturalne i wynika z naszych pierwotnych instynktów społecznych. Daje ono poczucie bezpieczeństwa, sprawczości, a także pozwala odnaleźć pomoc w trudnościach i oparcie w chwilach niepowodzeń. Człowiek jest istotą społeczną i – powtarzając za klasykiem – nikt nie jest samotną wyspą.
Jednak potrzeba przynależności może mieć różne źródła i różne skutki. Może być naturalna, pozytywna i budująca, ale bywa także negatywna. Kiedy pragniemy wspólnoty z potrzeby bezpieczeństwa, braterstwa i jedności – to pragnienie jest dobre. Gdy natomiast kieruje nami chęć elitarności, wyższości czy źle pojmowanego ekskluzywizmu – wówczas rodzi się coś niebezpiecznego i sprzecznego z Ewangelią.
Dla jasności – nie chodzi tu o jakąkolwiek rewolucję polityczną czy społeczną (o manifest rewolucji marksistowskiej czy francuskiej), ale o zrozumienie, co kryło się za pytaniem rozmówcy Jezusa w dzisiejszej Ewangelii. Na pierwszy rzut oka mogło ono brzmieć jak troska: „Czy tylko nieliczni będą zbawieni?” (Łk 13,23). Tymczasem już w pierwszym czytaniu usłyszeliśmy, że Bóg – wbrew ówczesnym przekonaniom Żydów – pragnie zbawić także tych, którzy nie uchodzili za „godnych” Jego wybrania. Słowa proroka Izajasza mogły dla wielu zabrzmieć jak bluźnierstwo, bo przecież przymierze zostało zawarte z Abrahamem i jego potomstwem. A jednak Bóg objawia, że Jego miłość i zbawienie skierowane są do wszystkich narodów.
Żydowski midrasz opowiada, że gdy wody Morza Czerwonego zatapiały faraona i jego wojsko, aniołowie zwrócili się z radością do Boga, wysławiając Jego moc i ocalenie ludu wybranego. Wtedy Bóg – jak mówi tradycja – miał zasmucić się i odpowiedzieć: „Jak mogę się cieszyć, skoro Moje dzieci giną w Morzu Czerwonym?”.
Dzieło odkupienia jest faktem: męka, śmierć i zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa – Jego doskonałe posłuszeństwo i miłość – otworzyły nam drogę do Nieba. Każdy człowiek otrzymał dar zbawienia, ale pozostaje pytanie: co z tym darem zrobimy? Nie jest on tanim „gratisem” dorzucanym do gazety czy paczki chipsów, lecz niewyobrażalnym skarbem, który można przyjąć i rozwinąć albo – niestety – zmarnować.
Odpowiedzią na to pytanie jest przypowieść Jezusa, a jej sens dopełnia dzisiejsze drugie czytanie. Sama deklaracja wiary jest niewystarczająca. Jak mawiają członkowie Drogi Neokatechumenalnej: „To, że stoję w kościele, nie czyni mnie jeszcze katolikiem, tak jak to, że stoję w garażu, nie czyni mnie samochodem”. Bóg oczekuje nie tylko słów, ale także postawy serca i czynów. Nie praktykujemy modlitwy, uczynków miłosierdzia czy lektury Pisma Świętego po to, aby „zasłużyć” na Niebo, lecz dlatego, że kochamy Boga, siebie i bliźniego. To miłość, a nie strach przed karą czy chęć nagrody, powinna być motywacją naszego życia. Przyjmujemy trudy i cierpienia nie jako „karę Bożą”, lecz jako okazję, by zbliżyć się do Boga i upodobnić do Chrystusa.
Wtedy wszystko jest na właściwym miejscu. Wtedy pytanie rozmówcy Jezusa byłoby wyrazem troski o zbawienie jak największej liczby ludzi, a nie – jak można przypuszczać – próbą potwierdzenia własnej wyjątkowości. Ekskluzywizm religijny, który nie zaprasza do wspólnoty, ale eliminuje innych, jest sprzeczny z Ewangelią.
Kościół jest drogą do zbawienia. W nim otrzymujemy wszystkie potrzebne środki, by wzrastać w miłości i dążyć do życia wiecznego z Bogiem. Ale tej drogi nie możemy zamykać przed tymi, którzy jeszcze do Kościoła nie należą lub z różnych przyczyn są od niego daleko. Troska o depozyt wiary ma sens tylko wtedy, gdy prowadzi do ewangelizacji i pragnienia zbawienia wszystkich, a nie do szyderstwa czy pogardy wobec tych, którzy są „na zewnątrz”. W sercu chrześcijanina powinien być ból i żal na myśl o potępieniu innych, a nie pycha i przekonanie, że „ja mam już niebo zapewnione”.
Bóg jest Miłością i pragnie, aby każdy człowiek mógł doświadczyć tej Miłości i miłosierdzia. Stawia warunki, ale jednocześnie daje łaskę, abyśmy mogli je wypełnić.
Prośmy Boga, przez ręce Najświętszej Maryi Panny, aby Jego miłość przynaglała nas do ewangelizacji. Niech jak najwięcej ludzi doświadczy miłości Boga i osiągnie zbawienie.
o. Wacław Zyskowski CSsR – „redemptor.pl”
Redemptorysta Prowincji Warszawskiej, obecnie Prefekt Studentatu Prowincji Warszawskiej Redemptorystów – Kraków
Przyjdą ze Wschodu i Zachodu
Bez względu na to, co myślimy. Bez względu na to, co czujemy. Przyjdą… Zasiądą… Będą ucztować… Bo nasz Bóg nie jest Bogiem, który rozprasza. Nasz Bóg gromadzi. „Albowiem nieustannie gromadzisz lud swój, aby na całej ziemi składał Tobie ofiarę czystą” (III ME).
Przyjdą, choć Bóg zna ich czyny. Choć nie słyszeli i nie widzieli. Ich obecność nie będzie nagrodą. Będzie objawieniem Jego chwały.
Przyjdą ostatni, robotnicy jedenastej godziny, kolorowi-biali-czarni, przed którymi w imię Jezusa zamykano granice i zasiądą przy stole. Z nami. Pod warunkiem, że nie dopuszczaliśmy się nieprawości, że nie żyliśmy złudzeniem Królestwa tylko dla nas. W domyśle lepszych.
Zasiądą wśród tych, którzy już dziś gotowi są powiedzieć: witajcie w Królestwie. Dziś, bo jutro może być za późno.
Ks. Włodzimierz Lewandowski – „wiara.pl”
Szansa ciasnych drzwi
„Trudną mowę” o świadectwie życia chrześcijan słyszeliśmy w czytaniach poprzedniej niedzieli roku C; podobny ton brzmi też dzisiaj. Dziwna jest pedagogia matczyna Kościoła: w sezonie, gdy wielu ludzi przebywa na wakacjach, a więc na zrozumiałym „luzie”, przypomina im on o przeciskaniu się przez ciasne drzwi. Nie ma, jak widać, wakacji od wysiłków w dążeniu do Boga. Ciało zmęczone wymaga należnego mu wypoczynku, dusza zaś – nie. Obecne życie winno być nieprzerwanym pasmem naszych odpowiedzi na Boży program zbawienia. Dziś nam jawi się ono jako powszechne powołanie do wspólnoty czcicieli Boga, łaska dana wszystkim, prowadząca ku wieczności razem z Nim. Ten Boży plan ukazuje się dziś w trzech czasowo odległych od siebie etapach dziejów ludu Bożego. Trzy odmienne sytuacje, a więc kolejno: koniec niewoli babilońskiej jako kary, poważne ostrzeżenie Jezusa przed zmarnowaniem łaski wezwania oraz Boża taktyka wychowywania nas jak dzieci przez nieuniknione próby, uczą nas ufnie podejmować solidne wysiłki w realizacji Bożych zamiarów.
2. Czytany dziś urywek z „Księgi Pociech” Trito-Izajasza tchnie niebywałym optymizmem jako jedna z przepowiedni odsłaniających plany Boże wobec całej ludzkości. Ich wykonawcami będą niektórzy z Izraelitów, wprawdzie poniżonych dotąd w niewoli babilońskiej, ale ocalałych dzięki swemu zawierzeniu Bogu. Wyliczone przy tym szczegółowe nazwy geograficzne krain wskazują na ludzi naprawdę ze wschodu i zachodu, z północy i południa – jak podejmie to ogólnie Jezus w Ewangelii. Ale tutaj będą to jeszcze Izraelici w roli posłów Bożego zbawczego uniwersalizmu. Z owych odległych krain do Jerozolimy, do jej świątyni, powrócą jako dar dla Jahwe dawni wygnańcy, lecz już traktowani ze czcią przez dotychczasowych ciemięzców. Nieoczekiwana i trudna do pojęcia dla judaistycznego ekskluzywizmu po niewoli („płot Prawa” u rabinów!) jest końcowa Boża obietnica dotycząca pogan: Jahwe powoła i weźmie sobie na własność spośród nich niektórych jako kapłanów i lewitów. W pełni ziści się to dopiero w Kościele Chrystusowym.
Dla zrozumienia dzisiejszego urywku Listu do Hebrajczyków trzeba cofnąć się nieco wstecz. Autor po rozważaniach o kapłaństwie Jezusa Chrystusa snuje wnioski moralne skierowane do adresatów kuszonych, na skutek wrogości rodaków, do odstępstwa od Niego. W tym kontekście pojawia się zagadnienie wytrwania w wierze, gdy staje się ono trudne. Autor przytacza szereg budujących przykładów trudnej wiary u czołowych postaci Starego Testamentu, kończąc wreszcie ukazaniem wzoru samego Chrystusa, który zamiast radości, którą Mu obiecywano, przecierpiał krzyż (12,2). W dzisiejszym urywku stwierdza, że jeszcze w walce z grzechem nie opierali się oni aż do krwi, tzn. nie było wśród nich dotąd męczenników i napomina ich, by pamiętali, że dowodem pedagogii Boga Ojca są doświadczenia, jakim obecnie podlegają. Argumentuje przy tym słowami z Księgi Przysłów. Od siebie zaś dodaje refleksję zapewniającą, iż to doczesne Boże karcenie, choć na razie wydaje się przykre, kiedyś wyda błogi plon sprawiedliwości. Bożą pedagogię ożywia bowiem miłość prawdziwie ojcowska.
W Ewangelii pada pod adresem Jezusa anonimowe pytanie o liczbę zbawionych, które zawsze niepokoiło ludzi o wrażliwym sumieniu, zwłaszcza rabinów żydowskich wczytujących się w ostrzegawcze głosy proroków. Jezus nie rozstrzyga tego pytania teoretycznie, lecz daje odpowiedź na wskroś praktyczną: środkiem zapewnienia sobie zbawienia jest przeciskanie się przez ciasne drzwi. Ta przenośnia mówi o potrzebie osobistego wysiłku i czujności, zanim On jako Pan domu bezpowrotnie i bezapelacyjnie je zamknie przed tymi, którzy zaniedbali skorzystania z tej szansy. Nic nie pomoże wtedy powoływanie się na dawną z Nim bliskość w Ziemi Świętej. Od wspólnego z Nim szczęścia w Jego domu – w niebie – wyklucza ich fakt dopuszczania się niesprawiedliwości (Ps 6,9), wyraźnie sprzecznej z Jego nauczaniem (por. Mt 7,13n; 8,11n; 25,10–12). Płacz i zgrzytanie zębów – to biblijny obraz niewczesnej rozpaczy potępionych (por. jeszcze Mt 13,42.50; 22,13; 24,51; 25,30). Ostatnie zdanie perykopy powtarza się jako przestroga w Mt 19,30; 20,16 (tzw. Logion wędrowny).
3. Bardzo różne w nastroju są dzisiejsze trzy czytania, niemniej łączy je ze sobą jedna myśl o koniecznym współdziałaniu Boga i człowieka w sprawie zbawienia. Boża miłosierna miłość zamierza szczęście dla człowieka jako swego stworzenia rozumnego i wolnego, które zdolne jest zrozumieć miłość. Oczekuje więc od niego godnej odpowiedzi, jaką jest osobisty wysiłek: czujny i solidny. Teoretycznie jest to jasne, ale przecież, jak wykazały dzieje ludu Bożego, wciąż w praktyce pojawiają się trudności. Źródłem ich jest zbyt intensywne przeżywanie przez ludzi doczesności, która na dwa skrajnie różne sposoby przeszkadza ludziom iść za Bogiem. Albo ułuda nęci ich, by przekraczali Bożą wolę, albo pojawia się zniechęcenie do jej cierpliwego znoszenia w różnych doświadczeniach. Jedna i druga z tych pokus opiera się na nieprawdzie. Skutecznym przeciwśrodkiem na konkretne działania nieprawdy w doczesności jest postrzeganie niezawodnej, bo objawionej prawdy. Takiej zaś nam dostarcza tylko żywa wiara i na niej oparta prawidłowa ocena rzeczywistości.
4. Po wyzyskaniu myśli punktu 1 i 3 jako wstępu można w homilii przedstawić program realizacji wyżej podanego hasła niedzieli. Będzie to analiza trzech sytuacji dziejowych ukazanych w trzech czytaniach, ale od razu z zastosowaniem do nas. Przy tym omawianiu ich aktualności wydaje się wskazaną następująca kolejność: zagrożenie (II czytanie), przestroga (Ewangelia), zapewnienie Boże (I czytanie), ze względu na końcowy akord optymistyczny. Mimo trudności życiowych doznawanych obecnie szansa wyjścia z nich obronną ręką pozostaje otwarta dla nas jako dla dzieci wychowywanych przez ojcowską dobroć Boga. Słowo dzieci trzeba jednak właściwie rozumieć, gdyż nie zwalnia ono nas z odpowiedzialności, wprost przeciwnie domaga się rozstrzygnięcia z naszej strony już teraz za synowskim trwaniem w karności. Na serio mamy wziąć obraz ewangeliczny ciasnych drzwi: Kościół jest dla nas nośnikiem królestwa Bożego, a nie magiczną rękojmią wejścia do nieba. To zaś wejście ma gwarancję, ale innego rodzaju – zbawczą wolę Boga, który inicjuje, pomaga i wyczekuje naszej odpowiedzi.
Augustyn Jankowski OSB – „wiara.pl”
Co robić, gdy nudzisz się podczas Mszy Świętej?
Nuda na Mszy Świętej to doświadczenie, o którym rzadko się mówi. A przecież każdy z nas (prawdopodobnie) kiedyś jej doświadczył. Przychodzimy do kościoła, siadamy w ławce, zaczynają się śpiewy, modlitwy, czytania… i po chwili myśli odpływają. Zamiast skupienia pojawia się znużenie, rozkojarzenie, czasem nawet irytacja. Wydaje nam się, że to znak naszej słabości, braku wiary, albo wręcz grzechu. Tymczasem nuda jest częścią naszej kondycji, oznaką tego, że jesteśmy ludźmi, którzy potrzebują uczyć się trwania.
Nuda w liturgii nie musi być wrogiem. Może być nauczycielką cierpliwości, powolnym wychowywaniem serca do wierności. W świecie, w którym wszystko zmienia się błyskawicznie, w którym co chwilę przesuwamy palcem ekran telefonu w poszukiwaniu nowego bodźca, liturgia staje się jedynym miejscem, które nie podąża za tempem naszej niecierpliwości. Tu nic się nie „scrolluje”, nie zmienia gwałtownie, nie wybucha fajerwerkami. Tu czas płynie inaczej – w rytmie wieczności.
Nuda może stać się wejściem w głębsze warstwy modlitwy. To właśnie wtedy, gdy zmysły nie są bombardowane nowością, otwiera się przestrzeń na coś innego – na ciszę. I to w tej ciszy dojrzewa spotkanie z Bogiem. Cisza Mszy nie jest pustką, ale pełnią. Powtarzalność modlitw nie jest monotonią, ale rytmem, który jak fale morza obmywa nasze serce, oczyszcza je z rozproszeń, przywraca pokój.
To właśnie wtedy, gdy wydaje się, że nic się „nie dzieje”, możemy odkryć, że istotą Mszy nie są emocje, podniosłe przeżycia ani intelektualne uniesienia. Eucharystia nie jest koncertem, w którym czekamy na kolejne kulminacje. To nie teatr, który ma nas zaskakiwać nowymi scenami. Istotą liturgii jest obecność Boga.
Wielu z nas jest tak bardzo emocjonalnie pobudzonych – oglądamy mnóstwo filmów, słuchamy dużo muzyki – że nie jesteśmy już zdolni do przeżywania głębszych uczuć. Nie jesteśmy przygotowani na uczucia, które naprawdę mogą dokonać w nas przemiany. (Richard Rohr, Prostota)
Świadome słuchanie czytań i Ewangelii
Podczas Liturgii Słowa często „gubimy się”, teksty są długie, język trudny, a nasze myśli wędrują ku codzienności. Ale warto zatrzymać się choć na jednym zdaniu, na jednym słowie, które może stać się dla nas drogą.
Może to będzie „Światłość”, gdy Jezus mówi: „Ja jestem światłością świata” (J 8,12). Zamiast analizować całe czytanie, możesz powtarzać w sercu: „Światłość… Światłość dla mnie…”.
Może to będzie słowo „Pokój”, które pojawia się w liście św. Pawła. Zatrzymaj się i pozwól, by to jedno słowo napełniło cię ciszą.
Nie chodzi o to, by zrozumieć wszystko. Chodzi o to, by dać się dotknąć. Liturgia Słowa to jak ocean – nie wypijesz go całego, ale możesz zaczerpnąć kubek, który cię odświeży.
Osobista modlitwa w trakcie Mszy
Msza jest modlitwą wspólnoty, ale to nie znaczy, że tracisz prawo do własnego, osobistego dialogu z Bogiem. Eucharystia jest czasem, gdy możesz szeptać w sercu: „Panie, jestem tu. Widzisz mnie. Kochasz mnie takim, jaki jestem”.
Kiedy kapłan podnosi Hostię, możesz ofiarować Bogu swój dzień, swoje lęki, zmęczenie. Nie musisz używać wyszukanych słów. Wystarczy krótka modlitwa: „Jezu, ufam Tobie”.
Ćwicz modlitwę serca: niech Twoje wnętrze powtarza jedno krótkie zdanie, jak bicie serca. To może być: „Panie, zmiłuj się”, albo: „Dzięki Ci, Jezu”. Ta modlitwa nie odrywa od liturgii, ale w niej dojrzewa.
Intencja Mszy
Zanim rozpocznie się Eucharystia, możesz w sercu podjąć decyzję: „Panie, chcę przeżyć tę Mszę w intencji…”. Może to być ktoś chory, samotny, ktoś, kto cię zranił, a może cały Kościół.
Kiedy pojawia się znużenie, kiedy myśli odpływają, przypomnij sobie tę intencję. Powiedz w sercu: „Dla niego… dla niej… dla nich”. To sprawia, że nawet chwile rozproszenia stają się ofiarą. To już nie „moja nuda”, ale ofiara, którą mogę złożyć w miłości.
Intencja Mszy nadaje kierunek – sprawia, że Eucharystia nie jest abstrakcyjna, ale bardzo konkretna. To Msza za życie, za osoby, za sprawy, które nosisz w sercu.
Skupienie się na słowach modlitw (nawet powtarzanych)
Msza pełna jest słów, które znamy od dziecka. „Panie, zmiłuj się nad nami”. „Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata”. „Chwała Tobie Panie”. Łatwo je wypowiadać automatycznie, jakby były pustą formułą. A przecież każde z nich to perła.
Spróbuj wziąć jedno zdanie jak różaniec w dłonie. Powtarzaj je świadomie. Jeśli mówisz: „Panie, zmiłuj się”, zatrzymaj się na słowie „zmiłuj”. Pomyśl: to prośba, to wołanie serca. Kiedy mówisz: „Baranku Boży”, skup się na obrazie – Jezus łagodny, cichy, ofiarujący siebie.
Powtarzalność modlitwy nie jest przeszkodą. Ona jest szkołą trwania. Jak fale, które uderzają o brzeg, tak słowa liturgii uderzają w nasze serce. Z czasem wygładzają je, czynią miększym.
Wdzięczność i rachunek sumienia
Najbardziej intymny moment Mszy to cisza po Komunii. Jezus naprawdę jest w Tobie. To nie symbol, to nie metafora. On przyszedł do twojego serca.
To chwila, by w prostocie powiedzieć: „Dziękuję”. Nie szukaj wielkich słów. Dziękuj za to, co małe: za chleb, za kogoś bliskiego, za zdrowie, za powiew wiatru. Wdzięczność otwiera serce na Boga.
Możesz też zrobić króciutki rachunek sumienia. Nie w sensie surowego osądu, ale w duchu miłości: „Jezu, gdzie dziś byłem daleko od Ciebie? Co mogę Ci oddać , żebyś mnie przemienił?”. To chwila szczerości, chwila bliskości.
Duchowość ignacjańska
Pomocą w przeżywaniu trudności na Mszy mogą być także wskazówki duchowości ignacjańskiej. Św. Ignacy Loyola zachęcał, aby podczas modlitwy nie zatrzymywać się na ilości słów, ale na jakości spotkania. W Ćwiczeniach duchownych radził, by nie spieszyć się z tekstem, ale pozwolić, aby jedno słowo lub obraz „zatrzymało” serce. Gdy w czasie Mszy coś poruszy twoje wnętrze: zdanie z czytania, krótkie wezwanie liturgiczne, cisza po Komunii, warto przy nim pozostać, powtarzać je i modlić się nim, dopóki daje życie. To metoda, którą Ignacy nazywał „zatrzymaniem” (repetitio), trwaniem przy tym, co Bóg sam daje, nawet jeśli jest to tylko jedno krótkie słowo.
Dlaczego coraz trudniej się skupić?
Nasze czasy uczą nas rozproszenia. Media społecznościowe karmią nas tysiącami bodźców. Mózg przyzwyczaja się do ciągłej zmiany. Msza ma inny rytm: spokojny, powtarzalny, pełen ciszy. Dlatego bywa dla nas trudna.
Ale właśnie w tym tkwi jej siła. Eucharystia staje się szkołą skupienia, szkołą ciszy, szkołą obecności. To nie jest łatwe, wymaga ćwiczenia, cierpliwości, pokory. Ale jeśli będziemy się uczyć wytrwania, Msza może stać się miejscem odpoczynku od świata, w którym wszystko krzyczy.
Może więc nuda nie jest wrogiem. Może to zaproszenie, by zejść głębiej, poza emocje, poza oczekiwania, poza rozrywkę. Bo Bóg przychodzi w ciszy. A my uczymy się tej ciszy właśnie w liturgii.
Znudzenie
Jeśli podczas Mszy ogarnia cię nuda, nie traktuj jej jako sygnału do ucieczki. Zatrzymaj się. To właśnie w tej chwili możesz nauczyć się modlitwy, która jest prostym trwaniem. Wystarczy wsłuchać się w jedno słowo, które wybrzmi w liturgii.
Twoja obecność na Eucharystii nigdy nie jest bez znaczenia.
Po prostu bądź. Trwaj. Nie oczekuj spektakularnych przeżyć, nie szukaj wrażeń. Msza Święta nie została dana, żeby zatrzymać uwagę kolejnymi bodźcami. Jej istotą jest spotkanie z Bogiem – żywym, bliskim, cichym. On przychodzi nie w hałasie, ale w prostocie znaków; nie w fajerwerkach emocji, ale w ciszy, która uczy serce pokoju. Powtarzalne słowa liturgii, które z początku mogą nużyć, z czasem stają się pieśnią, delikatną, spokojną, ale niosącą moc przemiany.
Msza to szkoła cierpliwej obecności. A wierność tej obecności sprawia, że nawet w nudzie można odnaleźć Boga.
Julia Hap – „deon.pl”
Czy tylko nieliczni będą zbawieni?
Szereg trudnych pytań
Dobrzy ludzie pójdą po śmierci do nieba, a źli do piekła. Tak wierzono w wielu starożytnych religiach. Tak też myśli dziś wielu ludzi, którzy wierzą w istnienie sprawiedliwego Boga, czy jakiejś siły wyższej. Nie tak jest w chrześcijaństwie. Zbawienie jest dla grzeszników i nie trzeba czekać na śmierć, by go doświadczyć.
Gdy Jezus odbywał podróż do Jerozolimy, ktoś Go zapytał „Panie, czy tylko nieliczni będą zbawieni?” (Łk 13,23). W odpowiedzi słyszymy z ust Jezusa, że wielu będzie chciało, ale nie zdołają, choć warto próbować. Czy wszyscy nie zdołają? Może jednak ktoś, jeśli się bardzo postara, zdoła przejść przez ciasne drzwi, o których pisze ewangelista Łukasz (por. Łk 13,24)? Odpowiedź powinna być znana każdemu chrześcijaninowi: Nikt nie zdoła! Łatwiej linę przeciągnąć przez ucho igielne niż samemu się zbawić.
Kolejne pytanie zadane Jezusowi referuje ewangelista Mateusz: „Któż więc może się zbawić?” (Mt 19,25). Tu dowiadujemy się nieco więcej: „U ludzi to niemożliwe, lecz u Boga wszystko jest możliwe” (Mt 19,26). Bóg może zbawić każdego. I na dodatek chce zbawić każdego. Paweł Apostoł zapewnia nas, że Bóg „pragnie, aby wszyscy ludzie zostali zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1 Tm 2,4). Jeśli sam Bóg postawił przed sobą taki cel, to chyba jest w stanie go osiągnąć. Jest przecież Wszechmogący. Ale tu zaraz pojawia się kolejne pytanie: Co będzie z człowiekiem, który się uprze, że woli płacz i zgrzytanie zębów? Przecież Bóg szanuje wolność człowieka.
Płacz i zgrzytanie zębów
Warto przypomnieć, że w Biblii płacz jest wyrazem lęku, rozpaczy i bezsilności, a zgrzytanie zębami jest zewnętrznym przejawem złości i żywienia do kogoś nienawiści (por. Hi 16,9; Ps 35,16; Lm 2,16). Lęk i nienawiść. Czy ktoś przy zdrowych zmysłach może dokonać takiego wyboru? Czy może świadomie zgodzić się na lęk i nienawiść? Doświadczenie ostatniego czasu pokazuje, że jest to możliwe, że są ludzie, którzy wolą się bać i nienawidzić niż ufać i kochać.
Wielu z nas jest tak bardzo emocjonalnie pobudzonych – oglądamy mnóstwo filmów, słuchamy dużo muzyki – że nie jesteśmy już zdolni do przeżywania głębszych uczuć. Nie jesteśmy przygotowani na uczucia, które naprawdę mogą dokonać w nas przemiany. (Richard Rohr, Prostota)
Niektórzy boją się uchodźców, muzułmanów, Romów czy Żydów, nawet jeśli ich nigdy nie spotkali. Inni boją się faszystów i komunistów, podświetlonej dyni i pentagramu. Wielu obawia się, że ktoś ich czegoś pozbawi, oszuka, wyśmieje lub rzuci na nich urok. Są podejrzliwi wobec każdego i z trudem wierzą, że ktoś obcy może mieć dobre serce i dobre intencje. Wszędzie wietrzą podstęp i szerzą spiskowe teorie. Otwarte ramiona są dla nich brakiem rozsądku, a zaproszenie bezdomnego do wspólnego stołu narażeniem całej rodziny na wszy lub inne pasożyty. Trzęsą się ze strachu, plują żółcią w internecie i myślą że służą Bogu. A tu już tylko krok do nienawiści, do przekonania, że każdego, kto może być dla nas zagrożeniem, trzeba się pozbyć.
W najbliższą niedzielę (XXI niedziela zwykła), gdy usłyszymy jak zdesperowani zwolennicy Jezusa kołaczą do drzwi i wołają „Panie otwórz nam!”, pomyślmy przez chwilę, czy rzeczywiście należymy do Jezusa Chrystusa. Czy sami nie zatrzasnęliśmy ze strachu drzwi, którymi mają wejść ludzie różnych kultur? Ich nadejście zapowiada Jezus w tym samym fragmencie Ewangelii: „Przyjdą ze wschodu i zachodu, z północy i południa i siądą za stołem” (Łk 13,29), a nam pozostanie jedynie płacz i zgrzytanie zębami ze złości.
Co stanie się z porządnymi ludźmi, którzy nie znają Jezusa?
Nie dostąpimy zbawienia dlatego, że jesteśmy dobrzy, że przestrzegamy przykazań, lecz dzięki ufnej wierze w Jezusa Chrystusa. Nie chodzi tu tylko o wiarę zadeklarowaną, ale żywą, widoczną w naszym codziennym życiu. Doświadczenie miłości Chrystusa zmienia wszystko. Patrzymy na świat Jego oczyma i dostrzegamy jego obecność we wszystkim i we wszystkich. Ale tu pojawia się kolejne pytanie: Co stanie się z tymi porządnymi ludźmi, którzy nie znają Jezusa, albo poznali Go w krzywym zwierciadle i słusznie odrzucili jako karykaturę? Co się z nim stanie? Mam nadzieję, że Zbawiciel przedstawi się im osobiście we właściwym czasie, choćby w ostatniej sekundzie życia, i wtedy ze zdziwieniem zobaczą, jak bardzo byli do Niego podobni.
Sięgając do greckiego oryginału Ewangelii według Łukasza zauważymy, że pytanie skierowane do Jezusa, brzmiące w polskim tłumaczeniu: „Czy tylko nieliczni będą zbawieni?”, jest zapisane w czasie teraźniejszym, a nie przyszłym, czyli Jezus jest pytany o to, kto jest w stanie wejść na drogę zbawienia, tu i teraz. W takim znaczeniu, zbawienie nie dotyczy jedynie przyszłości, lecz jest procesem rozpoczynającym się w teraźniejszości, bo to „dzisiaj jest dzień zbawienia” (2 Kor 6,2), nie jutro, nie po śmierci. Nie lękajcie się więc – wołają od dawna pasterze Kościoła – bo Pan jest blisko, na wyciągnięcie ręki. Nie opierajcie się, pozwólcie się kochać i kochajcie.
Wejście na drogę zbawienia to porzucenie lęku i nienawiści, to ufne otwarcie się na prymat ofiarnej miłości. Wierzący i niewierzący w Boga, porządni i mniej porządni, bogaci i biedni, którzy doświadczają tej miłości, wchodzą na drogę zbawienia. Natomiast ci, którzy patrzą na innych złym okiem, zgrzytają zębami, żyją w strachu i nazywają podejrzliwość rozsądkiem, są wciąż daleko od Boga, którego niosą na sztandarach. Trudno dotrzeć do nich z Dobrą Nowiną. Wolą tę złą. Czy i oni wejdą kiedyś na drogę zbawienia?
Wojciech Żmudziński SJ – „deon.pl”
„Zdrowyś św. Józefie…”
Czy znasz modlitwę Pozdrowienia św. Józefa?
Każdy z nas zna modlitwę Zdrowaś Maryjo. A czy wiesz, że istnieje jej odpowiednik, skierowany do św. Józefa?
Zdrowaś…
Słowo „zdrowaś” to staropolskie tłumaczenie greckiego słowa Χαίρε (czyt. chaire), które można oddać jako „witaj”, „bądź pozdrowiona”. „Zdrowaś” weszło na stałe do naszego słownika, ale jego męska forma „zdrowyś” brzmi nieco śmiesznie.
Dlatego w modlitwie Pozdrowienia św. Józefa użyto nowożytnej formy.
Pozdrowienie św. Józefa
Bądź pozdrowiony, święty Józefie, napełniony Bożymi łaskami, Pan z Tobą, błogosławiony jesteś między sługami Bożymi i błogosławiony mniemany Syn Twój, Jezus. Święty Józefie, Opiekunie Syna Bożego, módl się za nami grzesznymi teraz i w godzinę śmierci naszej. Amen.
„aleteia.pl”
Przebaczenie „uprzedzające”
Podczas audiencji generalnej Leon XIV rozważał w katechezie sens chrześcijańskiego miłosierdzia – darmowego uścisku, ofiarowanego bez żadnych warunków wstępnych, tak istotnego dla pokoju.
„Prawdziwe przebaczenie nie czeka na nawrócenie, lecz ofiaruje się jako pierwsze, jako darmowy dar, jeszcze zanim zostanie przyjęte”. Tymi słowami Leon XIV skomentował fragment Ewangelii św. Jana, w którym Jezus podaje chleb także zdrajcy Judaszowi. To logika Boża, tak odległa od ludzkiej logiki do ut des. Jezus – wyjaśnił Papież – nie ignoruje tego, co się dzieje, lecz właśnie dlatego, że widzi jasno, wie, iż „wolność drugiego człowieka, nawet gdy gubi się w złu, może jeszcze zostać dosięgnięta światłem łagodnego gestu”. To skandal przebaczenia „uprzedzającego”, które wyprzedza, ofiarowując uścisk miłosierdzia, nie wymagając żadnych warunków wstępnych. Tak jak stało się z celnikiem Zacheuszem, który się nawrócił, ponieważ został wezwany i przyjęty przez Jezusa, samemu zapraszającego się do jego domu, ku wielkiemu zgorszeniu wszystkich wobec tego gestu przełamania tradycji i konwenansów dokonanego przez Nazarejczyka.
Jak bardzo nasze życie i nasze relacje potrzebują takiego przebaczenia. Jak bardzo potrzebuje go nasz świat – przebaczenia, które „nie jest zapomnieniem, nie jest słabością”. Przychodzą na myśl prorocze słowa orędzia na Światowy Dzień Pokoju 2002, które Jan Paweł II ogłosił krótko po atakach terrorystycznych z 11 września w Stanach Zjednoczonych. Gdy wszyscy myśleli o wojnie „prewencyjnej”, pod wpływem ogromu doznanego ataku, Papież chciał powiedzieć, że „Nie ma pokoju bez sprawiedliwości, nie ma sprawiedliwości bez przebaczenia”. „Wielokrotnie – stwierdzał Papież Wojtyła – zatrzymywałem się, aby rozważyć pytanie: jaka droga prowadzi do pełnego przywrócenia ładu moralnego i społecznego tak barbarzyńsko naruszonego? Przekonanie, do którego doszedłem, rozważając i konfrontując się z Objawieniem biblijnym, jest takie, że nie da się w pełni odbudować naruszonego ładu inaczej niż łącząc ze sobą sprawiedliwość i przebaczenie. Filary prawdziwego pokoju to sprawiedliwość i ta szczególna forma miłości, którą jest przebaczenie”. Nie tylko poszczególni ludzie, lecz także „rodziny, grupy, państwa, a nawet cała Wspólnota międzynarodowa muszą otworzyć się na przebaczenie, by na nowo tkać zerwane więzi, przezwyciężać sytuacje jałowego wzajemnego oskarżania się, pokonywać pokusę wykluczania innych, nie dając im prawa do odwołania. Zdolność przebaczania leży u podstaw każdego projektu przyszłego, bardziej sprawiedliwego i solidarnego społeczeństwa”.
Brak przebaczenia natomiast – wyjaśniał dalej Jan Paweł II – „zwłaszcza gdy podsyca trwanie konfliktów, pociąga za sobą ogromne koszty dla rozwoju narodów. Zasoby są zużywane na wspieranie wyścigu zbrojeń, wydatków wojennych, skutków retorsji gospodarczych. W ten sposób brakuje środków finansowych potrzebnych do budowania rozwoju, pokoju, sprawiedliwości. Ileż cierpień znosi ludzkość, nie potrafiąc się pojednać, jakich opóźnień doświadcza, nie umiejąc przebaczyć! Pokój jest warunkiem rozwoju, ale prawdziwy pokój jest możliwy tylko dzięki przebaczeniu”.
Papież Leon zakończył audiencję, wyjaśniając, że „bez przebaczenia nigdy nie będzie pokoju!”. I zaprosił nas na dzień modlitwy i postu o pokój w piątek, 22 sierpnia, aby błagać o wstawiennictwo Maryi Królowej Pokoju i prosić Boga o pokój i sprawiedliwość dla świata dręczonego przez wojny. Dla naszego świata, który tak bardzo potrzebuje przebaczenia „uprzedzającego”.
Andrea Tornielli - VATICANNEWS.VA |, za „wiara.pl”
We wtorek uroczystości Matki Bożej Częstochowskiej
W najbliższy wtorek przypada uroczystość Matki Bożej Częstochowskiej - to drugie sierpniowe święto, przed którym na Jasną Górę przybywają tysiące pielgrzymów. W tym roku sumie odpustowej będzie przewodniczył prymas Polski abp Wojciech Polak.
Jak podało Biuro Prasowe Jasnej Góry, obchodzone 26 sierpnia święto będzie czasem szczególnego dziękczynienia za obecność Maryi w dziejach Polski, rozpocznie ono także trzeci etap peregrynacji Obrazu Nawiedzenia po polskich diecezjach. Uroczystości na Jasnej Górze odbywać się będą z udziałem episkopatu i wielu pątników przybywających do Częstochowy w pieszych pielgrzymkach.
Sumie odpustowej na jasnogórskim szczycie będzie przewodniczył abp Polak, który także wygłosi homilię. Mszę św. koncelebrować będą polscy biskupi, którzy tradycyjnie w przeddzień uroczystości obradować będą na Radzie Biskupów Diecezjalnych. Podczas sumy ponowione zostaną Jasnogórskie Śluby Narodu Polskiego.
To modlitwa w formie przyrzeczenia, autorstwa kard. Stefana Wyszyńskiego, zawierająca m.in. zobowiązanie do ochrony życia, nierozerwalności małżeństwa, umacniania rodziny, dbałości o pokój, sprawiedliwość, dobre współżycie sąsiedzkie i społeczne oraz walki ze społecznymi przywarami. Zwieńczeniem uroczystości będzie wieczorna msza, której przewodniczyć będzie metropolita częstochowski abp Wacław Depo.
"Jasna Góra to nie tylko duchowa stolica Polski, ale także duchowa stolica pamięci o tych wszystkich wydarzeniach historycznych, które miały miejsce na przestrzeni wieków, a z którymi jasnogórskie sanktuarium jest tak bardzo związane przez modlitwę" - powiedział kustosz Jasnej Góry o. Waldemar Pastusiak, cytowany przez służby prasowe sanktuarium. "Uroczystość Matki Bożej to nasze dziękczynienie za Jej obecność w historii naszego narodu szczególnie dziś, gdy mija 1000 lat od koronacji Bolesława Chrobrego na króla Polski" - dodał kustosz.
Sierpień jest tradycyjnie okresem najbardziej wzmożonego ruchu pielgrzymkowego w Częstochowie. Najwięcej pątników przybywa na Jasną Górę przed świętem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny (15 sierpnia) i Matki Bożej Częstochowskiej (26 sierpnia). Jak wynika z danych Jasnej Góry, w tym roku przed uroczystością Wniebowzięcia do częstochowskiego sanktuarium przybyło w sumie blisko 55 tys. pątników. W 55 pielgrzymkach pieszych przyszło 52,5 tys. osób, prawie 2 tys. przyjechało do Częstochowy w 35 pielgrzymkach rowerowych, a 63 w pielgrzymkach biegowych. Według danych Urzędu Miasta Częstochowy, od 20 sierpnia do końca miesiąca na Jasną Górę dotrze w sumie ponad 24 tys. osób w zorganizowanych grupach.
Księgarnia w kościele uznana za najpiękniejszą. Poznaj jej historię
Plebiscyt na najpiękniejszą księgarnię na świecie ogłosiła międzynarodowa platforma 1000libraries.com, która zajmuje się propagowaniem piękna księgarń i bibliotek oraz opracowywaniem przewodników turystycznych po wszelkiego rodzaju księgarniach, bibliotekach, księgarnio-kawiarniach itd. na całym świecie. 1000libraries.com promuje „turystykę księgarnianą” oraz czytelnictwo książek, a także wydaje własny magazyn. Z platformą związana jest licząca setki tysięcy osób internetowa społeczność miłośników książek.
– pisze Dominika Krupińska z blogu Adoptuj kościół w Holandii.
W maju 2025 roku platforma 1000libraries.com nominowała 19 księgarń z różnych rejonów świata do konkursu na najpiękniejszą księgarnię na świecie. Następnie przez dwa miesiące trwało głosowanie, w którym wzięło udział 200 tysięcy ludzi z całego świata. W pierwszej dziesiątce znalazły się księgarnie z Londynu, Paryża, Buenos Aires, Nowym Jorku i innych słynnych miast, ale pierwsze miejsce zajęła księgarnia ulokowana w XIII-wiecznym gotyckim kościele dominikanów w niewielkim i prowincjonalnym, w porównaniu z tamtymi popularnymi metropoliami, holenderskim Maastrichcie.
Losy tego kościoła są typowe dla południowej części ziem niderlandzkich. Generalnie rzecz biorąc, w północnych Niderlandach, jeśli jakieś kościoły czy klasztory zostały zburzone lub przeznaczone na cele świeckie, to stali za tym najczęściej protestanccy powstańcy, toczący wojnę o niepodległość z katolickimi Habsburgami, którzy kilka dekad wcześniej weszli w posiadanie Niderlandów drogą spadku i rządzili ciężką ręką. Protestanci przejęli większość kościołów, usuwając z nich wyposażenie sakralne i wprowadzając „zreformowany” kult; sądzili bowiem, że tak oddają prawdziwą cześć Bogu… Ale w południowej części Dolnych Krajów było jeszcze gorzej, bo tam dotarły wojska rewolucji francuskiej, owładnięte zwierzęcą nienawiścią do chrześcijaństwa. Robili to samo, co komunistyczni bolszewicy, rewolucjoniści hiszpańscy i komunardzi paryscy: ludzi mordowali, a budowle sakralne burzyli albo przeznaczali do takiego celu, który byłby najbardziej upokarzający, jak stajnie.
Protestanci i rewolucjoniści
Taki los przypadł w udziale także klasztorowi i kościołowi dominikanów w Maastrichcie. Miasto wpadło w ręce wojsk francuskich 4 listopada 1794 roku i rozpętał się w nim typowy dla rewolucji francuskiej terror. W kościele dominikanów urządzono konkretnie stajnie dla koni. Francuzów w końcu wygnano, ale dominikanie już nie wrócili (w wyniku terroru i represji zakon o mało nie wygasł…). Władze miasta urządziły w kościele magazyn, a potem była w nim rzeźnia, sala koncertowa, arena boksu, przechowalnia rowerów, miejsce zabaw dla dzieci… W końcu jednak, na początku XXI wieku wiekową budowlę poddano drobiazgowej rewaloryzacji pod nadzorem konserwatorów zabytków i przeznaczono do godnego (wreszcie) celu, który rozsławił ją na całym świecie: urządzono w nim „świątynię kultury wysokiej”: księgarnię oferującą wartościowe książki.
Lepsza księgarnia niż nocny klub
Nie mam zdjęć kościoła – księgarni z Maastrichtu, ale odwiedziłam w zeszłym roku dwa inne dawne kościoły dominikanów, które zostały przejęte przez protestantów i z biegiem czasu pełniły różne funkcje, a ostatnio zostały starannie odrestaurowane i zamienione w świątynie kultury: w Zwolle, gdzie w kościele mieści się księgarnia, a w klasztorze m.in. konserwatorium, oraz w Zutphen, gdzie w kościele urządzono bibliotekę. Amicus Plato, sed magis amica veritas, więc trzeba uczciwie przyznać, że często protestanci nie musieli wcale niczego siłą dominikanom odbierać, bo synowie świętego Dominika sami ochoczo stawali się awangardą reformacji (historia powtórzyła się zresztą po ostatnim soborze).
Na powrót zakonników nie ma co liczyć, dopóki nie nastąpi jakieś wielkie nawrócenie Europy i nowy boom powołaniowy. Ale dawne holenderskie kościoły dominikanów, będące dziś świątynią literatury, nieoczekiwanie utrzymują funkcję ewangelizacyjną: przypominają o wierze chrześcijańskiej i stanowią szansę na nawiązanie „pierwszego kontaktu” z nią dla ludzi, którzy są całkowicie zdechrystianizowani i negatywnie nastawieni do Kościoła. Potrzebują „stopnia pośredniego”, by mogli zacząć zapoznawać się z chrześcijaństwem i stopniowo rozmontowywać wpajane latami uprzedzenia. Historyczna architektura, sztuka, literatura, muzyka potrafi wybornie pełnić rolę praeparatio evangelica. Nie są to puste frazesy, lecz moje obserwacje. Na nowym witrażu w kościele – księgarni w Zwolle (zdjęcie w galerii na końcu tekstu) umieszczono herb zakonu dominikanów wraz z hasłem: „Dom Słowa – dom dla słowa”.
W oczekiwaniu na powrót wiary
Należy być może dodać, że Kościół powinien być kościołem, ale jeśli już stracił funkcję sakralną, to lepiej żeby stał się dobrą księgarnia niż klubem erotycznym, albo żeby został zburzony lub się zawalił z braku remontów. Te kościoły są dobrze zaopiekowanie i wprowadzone zmiany budowlane są kosmetyczne, więc dostały czas, by dotrwać do momentu, gdy wiara się odrodzi i pojawi się szansa na ich przywrócenie kultowi.
Dominika Krupińska – „aleteia.pl”

Święci i błogosławieni w tygodniu
|
•
|
23 sierpnia - św. Róża z Limy, dziewica
|
|
•
|
23 sierpnia - bł. Bernard z Offidy, zakonnik
|
|
•
|
23 sierpnia - bł. Władysław Findysz, prezbiter i męczennik
|
|
•
|
23 sierpnia - św. Filip Benicjusz, prezbiter
|
|
•
|
24 sierpnia - św. Bartłomiej, Apostoł
|
|
•
|
24 sierpnia - św. Emilia de Vialar, dziewica i zakonnica
|
|
•
|
24 sierpnia - bł. Maria od Wcielenia (Vincenta Rosal), dziewica
|
|
•
|
24 sierpnia - bł. Mirosław Bulesić, prezbiter i męczennik
|
|
•
|
24 sierpnia - bł. Poznańska Piątka, męczennicy
|
|
•
|
25 sierpnia - św. Ludwik IX, król
|
|
•
|
25 sierpnia - św. Józef Kalasanty, prezbiter
|
|
•
|
25 sierpnia - św. Maria (Baourdy) od Jezusa Ukrzyżowanego (Mała Arabka), dziewica
|
|
•
|
25 sierpnia - bł. Maria del Transito od Jezusa Sakramentalnego, dziewica
|
|
•
|
25 sierpnia - bł. Maria Troncatti, zakonnica
|
|
•
|
26 sierpnia - Najświętsza Maryja Panna Częstochowska
|
|
•
|
26 sierpnia - św. Joanna Elżbieta Bichier des Ages, dziewica
|
|
•
|
26 sierpnia - św. Teresa od Jezusa Jornet e Ibars, dziewica
|
|
•
|
26 sierpnia - bł. Maria od Aniołów Ginard Marti, zakonnica i męczennica
|
|
•
|
27 sierpnia - św. Monika
|
|
•
|
27 sierpnia - bł. Dominik od Matki Bożej Barberi, prezbiter
|
|
•
|
27 sierpnia - bł. Maria Pilar Izquierdo Albero, zakonnica
|
|
•
|
28 sierpnia - św. Augustyn, biskup i doktor Kościoła
|
|
•
|
28 sierpnia - św. Maria od Krzyża (Joanna Jugan), zakonnica
|
|
•
|
28 sierpnia - bł. Alfons Maria Mazurek, prezbiter i męczennik
|
|
•
|
28 sierpnia - Ezechiasz, król
|
|
•
|
29 sierpnia - męczeństwo św. Jana Chrzciciela
|
|
•
|
29 sierpnia - bł. Beatrycze z Nazaretu, dziewica
|
|
•
|
29 sierpnia - bł. Teresa Bracco, dziewica i męczennica
|
|
•
|
29 sierpnia - św. Eufrazja od Najświętszego Serca Jezusa, zakonnica
|
|
•
|
29 sierpnia - bł. Dominik Jędrzejewski, prezbiter i męczennik
|
|
•
|
30 sierpnia - św. Małgorzata Ward, męczennica
|
|
•
|
30 sierpnia - święci Gwaryn i Amadeusz, biskupi
|
|
•
|
30 sierpnia - św. Juniper Serra, prezbiter
|
|
•
|
30 sierpnia - przebicie serca św. Teresy od Jezusa, dziewicy i doktora Kościoła
|
|
•
|
30 sierpnia - bł. Ghebre Michał, prezbiter i męczennik
|
|
•
|
30 sierpnia - bł. Alfred Ildefons Schuster, biskup
|
|
•
|
30 sierpnia - Rebeka, żona Izaaka
|
NIEDZIELNA EUCHARYSTIA W KOŚCIOŁACH W OKOLICY
Parafia Miłosierdzia Bożego, os. Na Wzgórzach
niedziele i święta: 6.30, 8.00, 9.30, 11.00, 12.30 (oprócz VII i VIII), 16.00, 19.00,
dni powszednie – 7.00, 7.30, 18.00.
Parafia Matki Bożej Pocieszenia, ul. Bulwarowa 15a
niedziele i święta: 7:00, 8:30, 10:00, 11:30, 13:00, 18:00, 20:00
dni powszednie: 7:00, 15:00, 18:00
Parafia Matki Bożej Częstochowskiej, os. Szklane Domy 7,
niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:30, 17:00 (oprócz VII i VIII),
19:00 (oprócz VII i VIII), 20:30
dni powszednie: 6:30, 8:00, 18:00
Parafia Matki Bożej Królowej Polski, Arka Pana, ul. Obrońców Krzyża 1
niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:30, 16:00, 17:30, 19:00,
dni powszednie: 6:00, 6:30, 7:00, 7:30, 8:00, 11:00, 18:00
Bazylika Krzyża św. - klasztor
(pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i św. Wacława)
niedziele i święta: 06.30, 08.00, 09.30, 11.00, 12.30, 14.00 (oprócz VII i VIII)
dni powszednie: 06.30, 07.30, 08.30, 16.00 (w piątki), 18.00.
Parafia św. Bartłomieja Apostoła, Mogiła, ul. Klasztorna 11,
niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:30, 14:00 (oprócz VII, VIII), 16:30, 18:00
dni powszednie: 6:00, 7:00 (oprócz VII i VIII), 7:30, 8:30, 18:00
Parafia Najświętszego Serca Pana Jezusa, os. Teatralne,
niedziele i święta: 7:00, 8:30, 10:00, 11:30, 13:00 (oprócz VII i VIII), 18:00, 19:30
dni powszednie: 6:30 (oprócz VII i VIII), 7:00, 18:00
Parafia św. Stanisława Biskupa Męczennika, Kantorowice 122,
niedziele i święta: 9:00, 11:00, 18:00, dni powszednie: 8:00, 17:00, (18.00- lato)
Parafia Najświętszego Serca Pana Jezusa, os. Lubocza,
niedziele i święta: 8:00, 10:30, 17:00, dni powszednie: 7:00, 17:00
Parafia Matki Bożej Wspomożenia Wiernych, Prusy,
niedziele i święta: 7:30, 9:30, 11:30,
dni powszednie: 18:00 (pon., śr., pt.), 6:30 (wt., czw., sob.)
Parafia św. Maksymiliana Marii Kolbego, Mistrzejowice,
niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 10:30, 11:00, 13:00, 17:00, 19:00
dni powszednie: 6:30, 7:00, 7:30, 18:00
NASZE STRONY INTERNETOWE I ADRESY:
strona internetowa gazetki:wzgorza-gazetka.pl
adres gazetki:Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.