W BLASKU MIŁOSIERDZIA
44/1044 – 5 października 2025 r. C.
INTERNETOWE WYDANIE TYGODNIKA

Niedziela, 5 października 2025 r.
XXVII niedziela zwykła rok „C”
Czytania
Pierwsze czytanie: Ha 1,2-3;2,2-4
Psalm: Ps 95
Drugie czytanie: 2 Tm 1,6-8.13-14
Ewangelia: Łk 17,5-10
Ewangelia
Łk 17, 5-10 - Służyć z pokorą
✠ Słowa Ewangelii według Świętego Łukasza
Apostołowie prosili Pana: «Dodaj nam wiary». Pan rzekł: «Gdybyście mieli wiarę jak ziarnko gorczycy, powiedzielibyście tej morwie: „Wyrwij się z korzeniem i przesadź się w morze”, a byłaby wam posłuszna.
Kto z was, mając sługę, który orze lub pasie, powie mu, gdy on wróci z pola: „Pójdź zaraz i siądź do stołu”? Czy nie powie mu raczej: „Przygotuj mi wieczerzę, przepasz się i usługuj mi, aż zjem i napiję się, a potem ty będziesz jadł i pił”? Czy okazuje wdzięczność słudze za to, że wykonał to, co mu polecono?
Tak i wy, gdy uczynicie wszystko, co wam polecono, mówcie: „Słudzy nieużyteczni jesteśmy; wykonaliśmy to, co powinniśmy wykonać”».
Komentarz do czytań
Wiara przenosi góry? No to nie ma dla wierzących rzeczy niemożliwych. Trudno przypuszczać, że Bóg chce, byśmy dzięki wierze przesadzali drzewa i przenosili góry. Jezus mówiąc o tym chce uświadomić swoim uczniom, że dla tego, kto konsekwentnie ufa Bogu, nie ma rzeczy niemożliwych. I stać się może nawet to, co po ludzku wydawało się niemożliwe.
Co to znaczy "ufać konsekwentnie"? Chodzi o to, by w sytuacji, gdy wydaje nam się, że Ewangelia się nie sprawdzi, mimo wszystko konsekwentnie działać zgodnie z jej zasadami. Ot, nie odpowiadać złem na zło, nadstawiać drugi policzek, przebaczać wrogom, przyjmować migrantów... Tak się nie da? No to ufam Bogu czy nie?
Łatwo powiedzieć: „ślubuję ci miłość”. Wiadomo, codzienność domaga się realizowania owego ślubu w bardzo różny sposób i w wielu różnych okolicznościach. Podobnie jest z wiarą w Boga i Jego Syna. Nie tylko wymaga ona ułożenia życia wedle przykazania miłości. Wierzyć znaczy też ułożyć jakoś swoje relacje z Bogiem. Wierzący, podobnie jak kochający mąż, żona, ojciec czy matka, musi wypowiadać Bogu swoje „tak” w bardzo różnych, czasem trudnych okolicznościach. Wokół tej prawdy koncentrują się czytania XXVII niedzieli zwykłej.
Czy Bóg w ogóle interesuje się tym, co dzieje się w świecie? Tyle w nim zła, a On daje się nie reagować. Człowiekowi prawy się burzy, ale cóż może zrobić? Musi je znosić.
Dlaczego Bóg nic w tym nie robi? Ano w odpowiednim momencie zrobi. Na pewno nie jest tak, że podczas sądu dobro i zło zostaną potraktowane tak samo; tak samo ocenieni dobrzy - w których Bóg doszuka się najdrobniejszych win - i źli, na których Bóg spojrzy z miłosierdziem. Nie, na pewno zło zostanie ukarane... I nie po to, by zły cierpiał, ale po to, by ten, który zło znosił nie miał podstaw do myślenia, że został przez Boga oszukany. Bóg jest sprawiedliwy. Musi wymierzać sprawiedliwość, podnosi uciskanych....
Zaufaj Bogu... Często mam wrażenie, że to główne przesłanie całej historii zbawienia. I właśnie to zaufanie Bogu jest wiodącym tematem czytań tej niedzieli. Bywa trudno, gdy wydaje się, że Bóg ni reaguje na zło i jest głuchy na nasze prośby. Bywa trudno, gdy trzeba zrobić coś na przekór utartym, ale niechrześcijańskim schematom postępowania. Ot, przebaczyć mordercy bliskiej mi osoby... Ale być chrześcijaninem to podejmować takie wyzwania, ciągle bardziej nim się stawać. I ciągle wracać, jak zachęcał Paweł Tymoteusza, do tego, co najbardziej podstawowe; żeby tych fundamentów nie tracić z oczu.

W dzisiejszym numerze
- Rzeczy niemożliwe
- Moc wiary
- Pokorni słudzy
- "Kiedy Bóg milczy, naprawdę mówi". Lekcja od proroka, który doświadczył depresji
- Przynajmniej siebie nie oszukuj
- Jedno z najbogatszych państw. „Ta nienawiść wobec chrześcijan musi się skończyć”
- Najnowsze statystyki powołaniowe: 289 nowych kandydatów do kapłaństwa w Polsce
- Pieniądze i bogactwo? Czym jest prawdziwe życie w dobrobycie?
- Święci i błogosławieni w tygodniu

Rzeczy niemożliwe
Wielu z nas słyszało zapewne o triatlonie, który łączy w sobie trzy dyscypliny: pływanie, jazdę na rowerze i bieganie. Ale chyba niewielu słyszało o zawodach, w których startowali w tym roku 14 sierpnia w Szwajcarii trzej Polacy. To mistrzostwa świata w dziesięciokrotnym Ironmanie, czyli 38 km pływania, 1800 km jazdy na rowerze i 422 km biegania! Nie mieści mi się to w głowie! Rywalizacja na takich dystansach wydaje się niemożliwa dla zwykłego śmiertelnika. Mogą to robić tylko niesamowici bohaterowie, wybrańcy, wyjątkowe jednostki.
Przypomniałem sobie o tych zawodach, czytając dzisiejsze słowo. Do Jezusa przychodzą uczniowie i proszą Go, aby przymnożył (dodał) im wiary. Spojrzałem też na wersety, które poprzedzają tę prośbę. I znalazłem tam opowieści o uzdrowieniach i licznych cudach Jezusa. A później o konfliktach z uczonymi w Piśmie i faryzeuszami. Apostołowie, którzy są świadkami tych wydarzeń, przychodzą do Jezusa świadomi swojej słabości i niedoskonałości. W jaki sposób uzdrawiać? Jak poradzić sobie z tymi, którzy ciągle atakują, skąd brać mądrość, aby się bronić i być gotowym na uzasadnianie swojej wiary? I słyszą przypowieść o małym ziarenku. Niepozornym, ledwo zauważalnym. A jednocześnie jest to obraz wiary, która skrywa wielki potencjał, moc, dynamizm i odwagę robienia rzeczy niemożliwych. Bo Jezus za chwilę opowiada o morwie, którą dzięki wierze można wyrwać i posadzić w morzu, choć morwa ma bardzo rozbudowany system korzeniowy i w słonym środowisku nie ma szansy przeżyć. Ale Jezus nie poprzestaje na tym! Mówi swoim uczniom o bezinteresownym służeniu, o nieczekającej na odpłatę miłości bliźniego. Tak więc, przychodząc do Jezusa i prosząc Go o dar wiary, mamy szansę robić rzeczy niemożliwe. Sami z siebie nie dalibyśmy rady. Tylko nieliczni by temu podołali. Bo przecież wśród nas tak mało jest bohaterów, wybrańców i wyjątkowych jednostek. Dlatego musimy prosić: Dodaj nam wiary.
Marcin Barański OP – „wdrodze.pl”

Moc wiary
Grupa egipskich chrześcijan jechała autokarami do jednego z klasztorów położonych na pustyni. Islamscy fundamentaliści zatrzymali ich i kazali wysiąść z pojazdów. Każdego z osobna pytali o wyznawaną wiarę i żądali, by wyrzekł się Chrystusa oraz przeszedł na islam. Osoby, które odmówiły, były zabijane. Wszyscy chrześcijanie – w tym dzieci – zostali wówczas zamordowani. Woleli umrzeć, niż wyprzeć się Chrystusa. Papież Franciszek powiedział, że ci Koptowie, zabici podczas napadu na egipski autokar, są męczennikami.
Jezus w dzisiejszej Ewangelii mówi o wierze: „Gdybyście mieli wiarę jak ziarnko gorczycy, powiedzielibyście tej morwie: «Wyrwij się z korzeniami i przesadź się w morze», a byłaby wam posłuszna” (Łk 17,6).
Gdybyśmy wymóg Jezusa potraktowali dosłownie, to przecież każdemu drzewu moglibyśmy rozkazać, by rzuciło się w morze. Tymczasem Jezus nie nakłania nas do czarodziejskich sztuczek, lecz do prawdziwej wiary. Morwa, która – na słowo płynące z wiary – miałaby przesadzić się w morze, znana jest z bardzo głębokich korzeni. Potrafi je zapuszczać coraz głębiej i żyć nawet 600 lat. Jest symbolem wytrzymałości, wytrwałości, ale też pewnej zdrętwiałości i niewzruszoności. Jeśli takie drzewo na słowo wiary miałoby się przesadzić w morze, świadczy to o niezwykłej skuteczności wiary.
Jezus porównuje moc wiary do ziarnka gorczycy. Z małego nasionka potrafi wyrosnąć roślina, która w Palestynie osiąga nawet cztery metry wysokości. Wiara musi się rozwijać, pogłębiać i doskonalić, albowiem „skarb ten nosimy w naczyniach glinianych” (2 Kor 4,7), które zawsze mogą się rozbić. Wiara podobna do ziarnka gorczycy to nie tyle wiara «mała» czy «niepozorna», ile taka, która – choć zaczyna się od niewielkiego zalążka – odznacza się wielką mocą duchową… Bóg wychowuje nas nie do wiary na chwilę, lecz do wierności długodystansowej. Wiara jak ziarnko gorczycy ma wzrastać.
Okazuje się jednak, że wielu współczesnych ludzi żyje z dnia na dzień, nie przejmując się swoją przyszłością – ani tą bliższą, za rok czy dwa, ani tą ostateczną: w wieczności, po śmierci. Wielu mówi, że wierzy i że są chrześcijanami, lecz nie widać tego w ich postępowaniu. Papież Benedykt XVI w liście na rozpoczęcie Roku Wiary stwierdził, że „wiara to wędrówka, która zaczyna się chrztem świętym, a kończy przejściem do życia wiecznego”.
Współczesny chrześcijanin często uważa, że aby być wierzącym, wystarczy po prostu przyjąć istnienie Boga. Tymczasem to za mało. Wielu ludzi odchodzi od wiary – z różnych powodów. Jedni dlatego, że są wykorzenieni ze swojego środowiska rodzinnego, wyjeżdżając na studia, do pracy czy mieszkając w wielkich aglomeracjach. Inni szukają doraźnych korzyści, negując wiarę i Kościół. Wiara wielu wierzących staje się letnia, zwietrzała, rozmyta.
Potrzeba ludzi autentycznej wiary, wyrażonej w osobistym świadectwie. Chrześcijanin jest wezwany nie tylko do tego, by wierzyć w Boga, ale także, by wierzyć Bogu – całkowicie. Święty John Henry Newman definiował wiarę w następujący sposób: „Poddać się Bogu, złożyć całe życie lub pragnąć je złożyć w rękach Tego, który jest wyłącznym Dawcą wszelkiego dobra”.
Wiara nie oznacza jedynie przyjęcia określonego zbioru prawd dotyczących tajemnic Boga, człowieka, życia, śmierci czy rzeczy przyszłych. Polega przede wszystkim na głębokiej, osobistej relacji z Chrystusem – relacji opartej na miłości do Tego, który pierwszy nas umiłował (por. 1 J 4,10). Jest to miłość aż do całkowitej ofiary z siebie. Powierzając się Chrystusowi, nie tracimy nic, a zyskujemy wszystko. W Jego rękach nasze życie nabiera prawdziwego sensu.
Dlatego musimy wołać jak Apostołowie: „Przymnóż nam wiary” (Łk 17,5). Święty Jan Paweł II w liście apostolskim Dies Domini przypomina:
„Niedziela jest w pełnym tego słowa znaczeniu dniem wiary. W nim to, za sprawą Ducha Świętego, każdy z uczniów Chrystusa na nowo przeżywa w swoim «dzisiaj» pierwsze objawienie się Zmartwychwstałego. Podczas niedzielnej liturgii eucharystycznej odmawia się wyznanie wiary – Credo, w którym człowiek ochrzczony w szczególny sposób odnawia postanowienie wierności Chrystusowi i Jego Ewangelii oraz z nową mocą uświadamia sobie przyrzeczenia chrzcielne. Przyjmując słowo i spożywając Ciało Pańskie, patrzy jakby w oczy samemu Zmartwychwstałemu Jezusowi, obecnemu w «świętych znakach», i razem z apostołem Tomaszem wyznaje: «Pan mój i Bóg mój!» (J 20,28)” (Dies Domini, nr 84).
o. Andrzej Makowski CSsR – „redemptor.pl”
Prefekt Tirocinium Pastoralnego Prowincji Warszawskiej Redemptorystów w Lublinie,
wykładowca homiletyki w Instytucie Teologicznym Zakonu Świętego Pawła Pierwszego Pustelnika oraz w Instytucie Teologicznym Księży Misjonarzy w Krakowie – Lublin

Pokorni słudzy
1. Kościół nadal ukazuje nam nasze trudne sytuacje życiowe. Dziś omawia w czytaniach częste doświadczenie wielu ludzi – konieczność długotrwałego, cierpliwego czekania z wiarą na spełnienie się Bożych obietnic. Tymczasem lęk o przyszłość niekiedy ściska serce, zwłaszcza gdy dokoła panoszy się zło, a Bóg zdaje się zwlekać z niezbędną naszym zdaniem interwencją. „Panie, czemu przychodzisz tak późno, kiedy mrok staje się czarny...?” – śpiewał przed laty o. A. Duval TJ, popularny francuski piosenkarz religijny. Dodajmy do obrazu tej sytuacji jeszcze polską niecierpliwość, a wyda się nam nasze położenie nie do zniesienia. A słowo Boże czytań przyznaje nam rację tylko częściową, podając szereg przykładów dziejowych i pouczenie Pańskie. Nie jest beznadziejna nasza sytuacja, jeśli z wiarą liczymy nie na siebie, lecz na uprzedzającą zbawczą inicjatywę Boga, który nas wychowuje do wiary pokornych sług. A ta ma zapewnienie skutecznego działania i dotarcia do celu.
2. Habakuk, jeden z dwunastu tzw. Mniejszych Proroków, najdobitniej po Jeremiaszu skarży się na trudne czasy, w jakich wypadło mu działać. Sądząc po aluzjach był to wiek VII/VI przed Chr., gdy z jednej strony tyrania królów judzkich, z drugiej rozpanoszone zło moralne w narodzie, przyzywały bliską i nieuchronną karę na lud niewierny. Wówczas pyszne i okrutne imperium babilońskie miało się stać biczem Bożym na całe to zło w narodzie. Odpowiedź Boga na skargę proroka bynajmniej jej nie lekceważy, nawet każe mu się liczyć z pozornym opóźnieniem swojej interwencji, ale tym niemniej każe mu utrwalić pomyślną zapowiedź dla wszystkich. Przyjdzie ona niezawodnie, ale tylko jako nagroda wierności dla sprawiedliwego. Ostatnie zdanie (w postaci uzależnionej od przekładu Septuaginty): Sprawiedliwy żyć będzie dzięki wierze jest podstawą nauki św. Pawła o usprawiedliwieniu (por. Rz 1,17).
Od zagrożenia ze strony bojaźni nie są wolni ludzie będący nawet na wyłącznej służbie Boga i Kościoła. Młody biskup Tymoteusz, umiłowany syn duchowy i następca św. Pawła, otrzymuje od niego stosowne umocnienie w dzisiejszym urywku z ostatniego listu Apostoła, prawdziwie już testamentarnego, gdyż drugie rzymskie uwięzienie zakończyło się jego męczeństwem. Źródłem zwycięskiego optymizmu ma być w duszy Tymoteusza dar Boży – charyzmat obecny od nałożenia rąk, czyli od święceń. Trzeba tylko, aby on go na nowo rozpalił. Podobnie jak węgiel rozżarzony po pewnym ostudzeniu wymaga strumienia powietrza, by znów zapłonął, młody biskup ma oczekiwać podobnego skutku ze strony tchnienia Ducha Świętego. Tymoteusz, który był słabego zdrowia (por. 1 Tm 5,23) i zapewne z natury lękliwy, ma więc liczyć na otrzymanego ducha mocy i miłości i trzeźwego myślenia, nie zaprzestając pełnienia swoich obowiązków, mimo że Paweł jest uwięziony. Przez Ducha Świętego, który w nas mieszka, ma strzec depozytu wiary.
Dzisiejsza perykopa ewangelijna zawiera dwa odrębne tematy u Ewangelisty ze sobą nie powiązane: logion Jezusa o mocy wiary (por. Mt 22,17) i wyłącznie Łukaszowe pouczenie o pokorze sług Pańskich. Kościół łącząc ze sobą oba tematy pokazuje nam, w jaki sposób winni być kształtowani autentyczni świadkowie Chrystusa na pracowników od Boga zależnych, pokornych, bezpretensjonalnych. W drugiej zaś części wiara przenosząca drzewa czy góry – to orientalna przesadnia, podkreślająca, że wiara jest darem Bożym, który – choć człowieka przerasta – może i powinien być w pełni przez niego przyjęty, a wtedy będzie owocny. Drugie porównanie nawiązujące do ustroju społecznego starożytności, kiedy to sługa był niewolnikiem swego pana, stwierdza naszą zupełną zależność od Boga (por. beze Mnie nic... – J 15,5). Przymiotnik grecki oddany przez „bezużyteczni” ma odcień znaczeniowy: „nędzni”, „byle jacy”.
3. Główna myśl skupia się wokół nieoczekiwanej mocy wiary praktycznej określonej zdaniem: sprawiedliwy żyć będzie dzięki swej wierności. Ukazuje się ona jako Boży postulat w trzech nakreślonych dziś rożnych sytuacjach ludzi wierzących. Bóg pozornie tylko nieobecny w smutnym położeniu dziejowym swego ludu, jednakże każe ufać prorokowi Habakukowi, a za jego pośrednictwem całemu narodowi, że Boże obietnice nie zawiodą w czasie przez Niego ustalonym (I czytanie). W sytuacjach zniechęcenia brakiem wyników u sług Pańskich winna górować mimo wszystko prawda o zupełnej ich zależności od Pana, który – jeśli potrzeba – potrafi działać nawet cuda przez tych, którzy Mu zawierzają (Ewangelia). Dziś w Kościele każdy ma jakiś dar charyzmatyczny (por. Rz 12,6–8; 1 Kor 12,4–11; 1 P 4,10), tylko musi dbać o rozpalanie go na nowo przez powtarzane wypraszanie tchnienia Ducha Świętego.
4. Homilia wyzyskując jako wstęp punkt 1 może rozwinąć trójdział wskazany w punkcie 3 w postaci kolejnego podsunięcia: pewnego twierdzenia, wymagania i zachęty. Twierdzenie brzmi: mamy uznać w naszym życiu próby wiary jako wyraźnie zamierzone przez Boga wobec nas środki wychowawcze. Jak proroka Habakuka przygotowują one nas, o ile wytrwamy w wierze, do niechybnego spełnienia się objawionych obietnic Bożych. Wymaganie odnosi się do sposobu, w jaki mamy pełnić nasze zadanie sług Bożych. Jest nim pokorna bezinteresowność, którą nam dyktuje tylko wiara, gdyż racje ludzkie mogłyby podsuwać zgoła inne zachowanie – egocentryczne. Nie łatwo nam się zgodzić na wyznanie: słudzy nieużyteczni jesteśmy, a jeszcze trudniej po ludzku uczciwie stwierdzić: wykonaliśmy to, co powinniśmy wykonać. Pozostaje nam tylko liczyć na dodawanie nam przez Pana wiary i tak rozpalać jak Tymoteusz otrzymany w Kościele charyzmat.
Augustyn Jankowski OSB – „wiara.pl”

"Kiedy Bóg milczy, naprawdę mówi".
Lekcja od proroka, który doświadczył depresji
"Bóg działa w naszych najciemniejszych chwilach. Gdy myślimy, że On milczy, Bóg mówi, ale inaczej - nie przez światło, ale przez ogień, który nie pozwala nam się poddać. Kiedy wydaje nam się, że wiara straciła sens, On działa właśnie w tym poczuciu bezsensu i pokazuje, że nawet tam możliwe jest spotkanie z Nim". Przeczytaj fragment książki Przemysława Wysogląda SJ "Odwaga zaufania ciemności. Duchowa pomoc w doświadczeniu depresji".
I powiedziałem sobie: Nie będę Go już wspominał ani mówił w Jego imię!
Ale wtedy zaczął trawić moje serce jakby ogień, nurtujący w moim ciele.
Czyniłem wysiłki, by go stłumić, lecz nie potrafiłem.
Jr 20,9
Jeremiasz doświadcza emocjonalnego i duchowego załamania, czegoś, co dziś nazwalibyśmy depresją
Nie będę już głosił w imię Pańskie (por. Jr 20,9)! To nie pobożna skarga Jeremiasza, ale krzyk człowieka, który dotarł do kresu swoich sił. Prorok powołany do mówienia w imię Boga czuje się zdradzony przez Tego, któremu służy. Jest wyczerpany, opuszczony i nie widzi sensu w tym, co robi. Nie chce mu się żyć. Nie chce już prorokować. Jego zwątpienie nie jest chwilowe. Doświadcza emocjonalnego i duchowego załamania, czegoś, co dziś nazwalibyśmy depresją.
Gdy modliłem się tym tekstem, uderzyło mnie, jak precyzyjnie opisuje on doświadczenie depresji: poczucie bezsensu, które odbiera ochotę do działania; wrażenie, że Bóg milczy, jakby odwrócił twarz; wewnętrzny ogień, który nie ogrzewa, ale pali od środka, pozostawiając tylko popiół zmęczenia. Jeremiasz przypomina człowieka, który wierzył, że służy Bogu, a teraz uświadomił sobie, że został oszukany - czuje, że jego poświęcenie nie ma znaczenia.
Wypalenie to reakcja organizmu na chroniczny stres. W jej efekcie nasz układ nerwowy wchodzi w awaryjny tryb przetrwania, co uniemożliwia odpoczynek, podejmowanie decyzji czy budowanie relacji.
W tej rozpaczy dzieje się jednak coś niezwykłego. Gdy Jeremiasz mówi: "Nie będę Go już wspominał ani mówił w Jego imię", nagle doświadcza czegoś niespodziewanego: "wtedy zaczął trawić moje serce jakby ogień, nurtujący w moim ciele" (Jr 20,9). Bóg zaczyna do niego mówić. Paradoksalnie nie przez natchnione proroctwa, nie przez wyraźne słowa pocieszenia, ale przez ten wewnętrzny żar, który nie pozwala prorokowi całkiem zamilknąć.
Kiedy Bóg milczy, naprawdę mówi
Tak Bóg działa w naszych najciemniejszych chwilach. Gdy myślimy, że On milczy, Bóg mówi, ale inaczej - nie przez światło, ale przez ogień, który nie pozwala nam się poddać. Kiedy wydaje nam się, że wiara straciła sens, On działa właśnie w tym poczuciu bezsensu i pokazuje, że nawet tam możliwe jest spotkanie z Nim. Bo gdyby On nie przychodził do tego, co w nas pozbawione sensu, to na czym polegałoby zbawienie całego człowieka? Bóg tam jest, nawet gdy Go nie czujemy. On jest w naszej pustej modlitwie i w beznadziei cierpienia.
Jeremiasz to świadek tego, że Bóg nie ucieka od depre- sji. Wręcz przeciwnie - czyni z niej miejsce swojego objawie- nia. Bo prawdziwa wiara to nie tylko ufność, gdy wszystko się układa, ale też zdolność do krzyku, gdy wszystko się wali, i do usłyszenia Bożej odpowiedzi w ogniu, który nie pozwala nam umrzeć. Historia Jeremiasza to nie opowieść o świętym, który zawsze był silny, ale o człowieku, który w swoim załama- niu odkrył Boga na nowo. Odkrył jednak nie Boga sukcesu czy Boga łatwych odpowiedzi, ale Boga, który nie boi się bólu de- presji i który właśnie w niej pisze ciąg dalszy historii zbawienia.
Jakie to dziwne, że Ty na mnie liczysz!
Pomóż mi nieść ten krzyż z pokorą i ufnością. Uwolnij mnie od wszelkich obciążeń, które mnie przytłaczają.
Panie Jezu, dziękuję Ci za to, że jesteś przy mnie w chwilach cierpienia.
Pomóż mi przyjąć mój krzyż z pokorą i miłością, tak jak Ty przyjąłeś swój.
Naucz mnie współcierpieć z tymi, którzy cierpią, i współkochać tych, którzy pragną miłości!
Chcę zjednoczyć moje cierpienie z Twoją Męką, aby przyniosło owoc zbawienia.
Daj mi siłę, abym nie ulegał zniechęceniu,
i zawsze patrzył na Ciebie jako na źródło nadziei i pocieszenia.
Fragment książki Przemysława Wysogląda SJ "Odwaga zaufania ciemności. Duchowa pomoc w doświadczeniu depresji".
Przemek Wysogląd SJ
- ksiądz, rysownik, autor komiksu "Kostka", duszpasterz młodzieży w Opolu. Prowadzi bloga "Wiara rodzi się z patrzenia".

Przynajmniej siebie nie oszukuj
„Doświadczyłem mocy Chrystusa”. No dobrze, ale czy On cię do ciebie przyznaje?
Kiedy Bóg jest z nami? Tak, to chyba prawda: wszystko co można poznać o Bogu dzięki objawieniu mówi nam, że On jest zawsze z każdym człowiekiem. Bo na każdym Mu zależy. Znaleźć jednak można w Ewangeliach wzmianki z których wynika, że nie zawsze tak będzie. W czasie ostatecznego sądu Chrystus do niektórych swoich uczniów się nie przyzna. Nie obroni ich przed sprawiedliwa karą. Choć mienili się być chrześcijanami, i to gorliwymi, nie uzna, że są naprawdę Jego uczniami.
Nie każdy, który Mi mówi: "Panie, Panie!", wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie. Wielu powie Mi w owym dniu: "Panie, Panie, czy nie prorokowaliśmy mocą Twego imienia, i nie wyrzucaliśmy złych duchów mocą Twego imienia, i nie czyniliśmy wielu cudów mocą Twego imienia?" Wtedy oświadczę im: "Nigdy was nie znałem. Odejdźcie ode Mnie wy, którzy dopuszczacie się nieprawości!"
Nieswojo się robi, gdy człowiek to czyta. Jak to, Panie, nie wystarczy, że tyle zrobiłem dla Boga? Że zostałem księdzem? Że przewodzę parafii albo uczę w szkole religii? Że zawsze jestem w niedzielę na Mszy? Że należę do grupy modlitewnej i regularnie uwielbiam? Że prorokuję, wyrzucam złe duchy i nawet uzdrawiam? Że jestem zapraszany, by dać świadectwo albo i głosić rekolekcje? Że prowadzę katolicki portal albo współtworzę najbardziej poczytne katolickie pismo?
Nie, nie wystarczy. Trzeba jeszcze pełnić wolę Ojca. Nie jakąś abstrakcyjną, odczytywaną z na chybił-trafił otwartego Pisma Świętego albo wyrastającą z utożsamienia „ja chcę” i „Duch mi mówi”. Wolę Ojca wyrażoną w zawartym na kartach Biblii objawieniu. Wolę Ojca, o której Jezus mówił proklamując swoją „konstytucję królestwa”. Unikając postawy dziecka, wybierającego z ciasta rodzynki: to przyjmuję, bo mi wygodne, ale o tamtym lepiej zapomnieć. Albo poddawania trudnych fragmentów nauczania Jezusa takiej egzegezie, że już niewiele znaczą. Jeśli nie będziemy wierni słowom Jezusa, jeśli nie przyjmiemy lub przynajmniej uczciwie nie będziemy próbowali przyjąć postawy, do której wzywa On swoich uczniów, możemy w dniu sądu usłyszeć: „Nigdy was nie znałem. Odejdźcie ode Mnie wy, którzy dopuszczacie się nieprawości!"
Tak, bo nieprawością jest nie tylko człowieka zabić, ale i obrzucić go wyzwiskami. Nieprawością jest nie tylko zdradzać żonę czy męża fizycznie, ale i w wyobraźni. Jest nią manipulowanie prawdą, jest nią mściwość i nienawiść, nawet jeśli dotyczą wrogów. Jest nią też religijność na pokaz, służenie Mamonie zamiast Bogu i łatwe odsądzanie innych od czci i wiary. Jest nią wszystko, czego byśmy sami nie chcieli doświadczyć, a co czynimy naszym bliźnim. To nie wymysły. To streszczenie Jezusowego kazania na górze....
Tymczasem... Zdarza się, że wierzący zamiast słuchać Jezusa sakralizują nieprawość. Ot, rodzice, którzy uważają, że czwarte przykazanie upoważnia ich do nieliczenia się ze swoimi dziećmi. Mąż gdy domaga się, by wedle słów św. Pawła żona była mu posłuszna, a skrzętnie zapomina, że on powinien żonę kochać a nie nią pomiatać. Ksiądz, dla którego jego parafia jest latyfundium, a parafianie parobkami. Dziennikarz, który dla rzekomo słusznej sprawy manipuluje prawdą. Ważniak, który w swoim awansie widzi wolę Bożą upoważniającą go do pogardzania tymi, którzy tak ważni jak on nie są. Opinia społeczne, gdy ponad nakaz przyjmowania przybyszów stawia rzekomy lęk przed zamachami, a tak naprawdę boi się tylko o swoje dostatnie życie. Wiele tego
Człowiek może nie widzieć i nie wiedzieć czego żąda od niego Bóg. Może być słaby i mimo prób nie dorastać do ideałów. Bywa jednak i tak, że zna Jego wolę, ale nie zamierza jej realizować. Wydaje mu się zbędnym wysiłkiem, z praktycznego punktu widzenia zupełnie niepotrzebnym. Co wtedy? Jedyna nadzieja w tym, że Bóg okaże się bardziej miłosierny, niż ludzka wzgarda wobec Jego prawa....
Andrzej Macura – „wiara.pl”

Jedno z najbogatszych państw.
„Ta nienawiść wobec chrześcijan musi się skończyć”
Lider Partii Konserwatywnej Kanady, Pierre Poilievre, przestrzegł, że chrześcijanie stają się grupą „numer jeden” w statystykach przestępstw z nienawiści. Jego słowa padły w kontekście dramatycznego wzrostu liczby podpaleń i ataków wymierzonych w świątynie w całym kraju.
„Ponad sto kościołów zostało podpalonych. Chrześcijanie mogą być dziś najczęstszymi ofiarami przemocy motywowanej nienawiścią. Ale, oczywiście, nie jest politycznie poprawne mówić o tym wprost. Ta nienawiść wobec chrześcijan musi się skończyć” – powiedział Poilievre, nazywając podpalenia świątyń wręcz „atakami terrorystycznymi”.
Fala podpaleń po kontrowersyjnych doniesieniach
Agresja wobec wspólnot chrześcijańskich nasiliła się po głośnych publikacjach medialnych, które zarzucały duchownym prowadzącym szkoły z internatem dla rdzennych mieszkańców Kanady dokonywanie zbrodni na dzieciach. Informacje te, choć niepotwierdzone w takiej formie, wywołały falę gniewu, której ofiarą stały się kościoły katolickie i protestanckie.
Tylko w tym roku podpalono już co najmniej cztery świątynie, a jednym z ostatnich dramatycznych wydarzeń było całkowite spalenie prawosławnego kościoła Wszystkich Świętych niedaleko Edmonton. Sprawcami okazali się dwaj młodzi mężczyźni z plemienia Saddle Lake.
Kolejne ograniczenia dla modlitwy w przestrzeni publicznej
W tym samym czasie kanadyjskie wojsko przygotowuje nowe regulacje dotyczące kapelanów. Zgodnie z ujawnionymi dokumentami, podczas uroczystości państwowych – w tym obchodów Dnia Pamięci 11 listopada – kapelani mają unikać „słów, gestów i symboli związanych z konkretną wiarą”.
Zamiast tego zaleca się im używanie neutralnego, niereligijnego języka, by „uszanować pluralizm przekonań”. Wielu wojskowych i polityków alarmuje, że może to być krok w stronę całkowitego zakazu modlitwy podczas uroczystości państwowych.
Przypomnijmy, że już w 2024 roku Siły Zbrojne Kanady wprowadziły zakaz wspólnej modlitwy podczas obchodów Dnia Pamięci, co wywołało oburzenie społeczeństwa. Wówczas Pierre Poilievre krytykował tę decyzję, mówiąc:
„Kanadyjczycy powinni mieć prawo do wyrażania swojej wiary razem ze swoimi rodakami, kiedy wspominamy tych, którzy oddali życie za nasze wolności. To zdrowy rozsądek, a nie szaleństwo.”
Wolność religijna na zakręcie?
Wypowiedzi lidera konserwatystów wpisują się w coraz głośniejszą debatę nad miejscem religii w przestrzeni publicznej Kanady. Ataki na kościoły i próby eliminowania modlitwy z uroczystości państwowych sprawiają, że chrześcijanie w kraju coraz częściej pytają, czy wolność religijna – fundament demokracji – nie jest dziś poważnie zagrożona.
Tomasz Rowiński – „aleteia.pl”

Najnowsze statystyki powołaniowe: 289 nowych kandydatów do kapłaństwa w Polsce.
On był umarły, a oto jest żyjący na wieki i ma klucze królestwa i otchłani. To jego apostołami staną się dzisiejsi kandydaci do kapłaństwa
Po mocnych spadkach - stabilizacja.
Formację do kapłaństwa w seminariach diecezjalnych, zakonnych i misyjnych w Polsce rozpoczęło w tym roku akademickim 289 mężczyzn. To mniej niż w roku ubiegłym lecz nieco więcej niż przed dwoma laty. - Sytuacja od trzech lat jest ustabilizowana. Po okresie, w którym liczba nowych powołań mocno malała, obecnie jest ona mniej więcej stała - komentuje najnowsze statystyki powołaniowe ks. dr Jan Frąckowiak, przewodniczący Konferencji Rektorów Seminariów. Większość kandydatów wywodzi się z szeregów służby liturgicznej. - Młodzi wykazują dobre motywacje i są gotowi do intensywnej pracy nad sobą - mówi ks. dr Frąckowiak
Najnowsze dane statystyczne dotyczące powołań (stan na 1 października 2025 r.) uwzględniają stan liczbowy kleryków z 69 ośrodków formacyjnych: 32 seminariów diecezjalnych/międzydiecezjalnych dla alumnów z 41 diecezji rzymskokatolickich, 33 seminariów zakonnych, 2 seminariów misyjnych Redemptoris Mater, 1 seminarium greckokatolickiego oraz seminarium dla starszych kandydatów "35+".
Wynika z nich, że w tym roku formacyjnym do wszystkich seminariów duchownych w Polsce zgłosiło się łącznie 289 kandydatów do kapłaństwa, z czego 188 do ośrodków diecezjalnych a 101 do seminariów zakonnych. Są to dane łączne, uwzględniające zarówno kleryków I roku, jak i tych, którzy rozpoczęli na razie etap propedeutyczny (wstępny czas w seminarium diecezjalnym poprzedzający rozpoczęcie właściwej formacji), a także postulat/nowicjat w formacji zakonnej.
Z danych tych wynika, że w tym roku kandydatów do kapłaństwa jest mniej niż w roku ubiegłym, gdy formację rozpoczynało 301 osób, lecz nieco więcej niż przed dwoma laty, gdy było ich 280. Dla porównania – w 2024 r. przygotowanie do kapłaństwa w seminariach diecezjalnych rozpoczynało 196 kandydatów a w zakonnych – 105. W 2023 r. było to odpowiednio – 195 i 85 osób.
Łącznie jednak liczba kleryków w polskich seminariach nadal spada. W 2023 r. było ich 1690 (1117 w seminariach diecezjalnych i 573 w zakonnych), w 2024 r. - 1594, z czego 1041 w ośrodkach diecezjalnych i 553 w zakonnych. W tym roku jest to łącznie 1453 osób, w tym 974 osób w ośrodkach diecezjalnych a 479 osób – w ośrodkach zakonnych. Spadek liczby kleryków wynika z faktu, że formację seminaryjną kończą liczniejsze roczniki.
Dane diecezjalne
Jeśli chodzi o diecezje, najwięcej alumnów przyjęto do seminariów w Tarnowie (18), w diecezji warszawsko – praskiej (11) oraz w Katowicach (7) i Legnicy (7)
Ogółem spośród seminariów diecezjalnych lub międzydiecezjalnych najwięcej kleryków na wszystkich rocznikach formacyjnych gromadzi seminarium duchowne w Poznaniu (78), gdzie formację do kapłaństwa zdobywają klerycy z archidecezji poznańskiej, archidiecezji gnieźnieńskiej, diecezji kaliskiej i bydgoskiej.
68 kleryków kształci się w WSD w Tarnowie, 60 - w Krakowie (klerycy z archidiecezji krakowskiej i diecezji bielsko-żywieckiej). W metropolitalnym seminarium archidiecezji warszawskiej, gdzie przebywają także klerycy z diecezji łowickiej kształci się 57 osób.
Dane zakonne
Najwięcej kandydatów do kapłaństwa rozpoczęło formację u dominikanów (11) oraz u Misjonarzy św. Wincentego a Paulo (9).
Jeśli chodzi o łączną liczbę kleryków w seminariach zakonnych prym wiodą – podobnie jak w ubiegłym roku - dominikanie, u których do kapłaństwa przygotowuje się 44 kleryków (w ubiegłym roku było ich 52). U salezjanów jest łącznie 34 kleryków. Również 34 osób przygotowuje się do kapłaństwa u franciszkanów w Międzyprowincjalnym Domu Profesów Czasowych. 30 kleryków formuje się u paulinów a 29 – u Misjonarzy św. Wincentego a Paulo.
Seminaria misyjne i dla starszych kandydatów
Seminaria Redemptoris Mater w Warszawie i w Łodzi gromadzą łącznie 65 kandydatów do kapłaństwa. W ubiegłym roku było ich 54. Można więc zauważyć znaczący wzrost ich liczby.
W Seminarium dla Starszych Kandydatów "35+" przygotowuje się 12 alumnów. W ubiegłym roku było ich 22.
Liczba powołań mniej więcej stała
- Rekrutacja do seminariów duchownych w Polsce w bieżącym roku ukazuje, że w obszarze powołań sytuacja od trzech lat jest ustabilizowana. Po okresie, w którym liczba nowych powołań mocno malała, obecnie jest ona mniej więcej stała. Przyjmowanych na formację do kapłaństwa jest w roku ok. 280-300 kandydatów, z czego niemal dwie trzecie to kandydaci do seminariów diecezjalnych. Maleje natomiast systematycznie ogólna liczba kleryków, co wynika z faktu, że kończą formację liczniejsze roczniki - mówi w komentarzu dla KAI ks. dr Jan Frąckowiak, przewodniczący Konferencji Rektorów Wyższych Seminariów Duchownych Diecezjalnych i Zakonnych.
Ks. dr Frąckowiak zwraca uwagę, że zdecydowana większość kandydatów wywodzi się z szeregów służby liturgicznej – w znacznej części seminariów około 80% nowych alumnów było ministrantami. Pozostali zazwyczaj mieli doświadczenie innego zaangażowania we wspólnotę Kościoła, jak formacja oazowa czy duszpasterstwa młodzieżowe.
- Zazwyczaj do seminariów wstępują maturzyści bądź osoby po krótkim okresie studiów czy pracy. Pojawiają się też osoby z dłuższym doświadczeniem życiowym, które jednak stanowią mniejszość kandydatów. W wielu środowiskach kościelnych wśród młodzieży, zwłaszcza wśród ministrantów, obserwujemy duże zainteresowanie tematem powołania kapłańskiego. Jednakże doświadczenie pokazuje, że trudnością obecnego pokolenia jest podejmowanie wiążących decyzji życiowych. Widoczne jest to zarówno w kwestii decyzji o zawieraniu związków małżeńskich, jak i w temacie decyzji o podjęciu drogi służby w Kościele w kapłaństwie czy życiu zakonnym – dodaje.
- Młodzi, którzy decydują się na wstąpienie do seminarium, wykazują jednak dobre motywacje i są gotowi do intensywnej pracy nad sobą, aby dobrze rozeznać swoje powołania i przygotować się właściwie do posługi. Każdy młody człowiek, który w dzisiejszych czasach zdobywa się na odwagę przekroczenia seminaryjnych progów, jest dla nas wyraźnym znakiem, że Bóg nie zapomina o swoim Kościele, ale troszczy się o niego, wkładając szlachetne pragnienia w młode serca. Jesteśmy bowiem przekonani, że zarówno Kościół, jak i społeczeństwo potrzebować będą dobrych księży – podkreśla przewodniczący Konferencji Rektorów.
Andrzej Macura – „wiara.pl”

Pieniądze i bogactwo?
Czym jest prawdziwe życie w dobrobycie?
Twierdzisz, że życie w dobrobycie jest poza twoim zasięgiem? Jeśli mowa o pieniądzach, to zgoda – nie każdy może mieć je w nadmiarze. Ale czy dobrobyt faktycznie równa się majątek?
Ty też kojarzysz dobrobyt z finansowym dostatkiem? Przedwojenni myśliciele katoliccy nie byli tego samego zdania. Zwracali oni uwagę, że nie potrzeba wielkich pieniędzy, aby mówić o dobrobycie. Ich zdaniem środki materialne były tylko jednym z warunków jego osiągnięcia.
Dobra materialne
Wielu polskich myślicieli okresu międzywojennego, np. Feliks Koneczny czy Henryk Struve, zastanawiało się, czym jest dobrobyt. Definiowali go jako stan, który pozwala na łatwe zaspokojenie usprawiedliwionych potrzeb. Każdy ma inne potrzeby, w zależności od stanu, w którym się znajduje, ale w istocie te „usprawiedliwione” – a więc zasadne – nie są aż tak wielkie.
Trudno mówić o dobrobycie tam, gdzie panuje głód, gdzie jest nieustanna obawa, czy wystarczy na opłacenie rachunków, gdzie nie można zabrać dzieci na wakacje. Pewien poziom materialnego zabezpieczenia jest dla nas niezwykle ważny. Wbrew jednak temu, co pokazuje kultura, nie musimy posiadać jachtu, ani nawet samochodu za sto tysięcy złotych lub jeździć w najdalsze zakątki ziemi, aby być szczęśliwi i móc stwierdzić, że nic nam nie brakuje.
Czy jeżeli ktoś zarabia olbrzymie sumy pieniędzy, ale pracuje 12 godzin na dobę i nie ma czasu dla najbliższych, na rozwój, na swoje pasje – może pochwalić się dobrobytem? Takie życie przypomina przecież los dawnych niewolników, którzy przecież też bywali dobrze wynagradzani. Posiadanie wolnego czasu jest podstawą prawdziwego dobrobytu. Możemy dzięki niemu robić to, na czym naprawdę nam zależy.
Już rzymski filozof Seneka nauczał: „Nie znajdziesz nikogo, kto by chciał między innych rozdzielać swoje pieniądze, a przecież jak wielu rozdaje innym swój czas, swe cenne życie!”. Kiedy pytamy dorosłe dzieci, co najcenniejszego dostały od mamy i taty, odpowiedź zwykle jest jedna. Wcale nie chodzi tu o drogie prezenty czy wysoki standard mieszkania. Jest nią: „czas”.
Wolność
Skoro już mowa o niewolnikach. Człowiek, który nie ma swobody działania, nie może decydować o sobie, jest zależny od innych – nie może pochwalić się dobrobytem. Wolność to jedno z największych dóbr, które posiadamy. Możemy mieć miliony na koncie, ale jeśli nie rozporządzamy własnym życiem, to co nam po nich?
Wielokrotnie świetnie płatne zawody czy własne biznesy pozbawiają ludzi całkowicie możliwości decydowania o swojej bliższej i dalszej przyszłości. Czasami może więc lepiej zarabiać mniej, mieć mniejsze mieszkanie i gorszy samochód, ale cieszyć się swobodą, która pozwala nam realizować nasze pasje i się rozwijać.
Zdrowie
Współcześnie coraz więcej ludzi – zwłaszcza młodych – zwraca uwagę na znaczenie zdrowia. Są takie zawody, jak kierowca ciężarówki, które – choć bywają dobrze płatne – po latach mogą wywoływać konsekwencje zdrowotne. Osoby myślące o swoim życiu jako całości nie chcą płacić takiej ceny, widząc, do czego to może doprowadzić. Bardzo ważnym elementem prawdziwego dobrobytu jest zdrowie, w tym też zdrowie psychiczne. Jeśli kariera ma nas doprowadzić na skraj załamania nerwowego, to po co nam ona? Jeśli zarobione pieniądze mają pójść na operacje, leczenie i rehabilitację, to czy na pewno ich pragniemy?
Michał Krajski – „aleteia.pl”

Święci i błogosławieni w tygodniu
- 5 października - św. Faustyna Kowalska, dziewica
- 5 października - bł. Rajmund z Kapui, prezbiter
- 5 października - bł. Albert Marvelli
- 5 października - bł. Franciszek Ksawery Seelos, prezbiter
- 5 października - bł. Bartolo Longo
- 5 października - bazylika katedralna we Włocławku
- 5 października - bazylika katedralna w Toruniu
- 6 października - św. Brunon Kartuz, opat
- 6 października - bł. Jakub (Dydak) Alojzy de San Vitores, prezbiter i męczennik
- 6 października - św. Maria Franciszka od Pięciu Ran Pana Jezusa, dziewica
- 6 października - bł. Innocenty z Berzo, prezbiter
- 7 października - Najświętsza Maryja Panna Różańcowa
- 7 października - św. Justyna z Padwy, dziewica i męczennica
- 8 października - św. Pelagia, męczennica
- 9 października - bł. Wincenty Kadłubek, biskup
- 9 października - święci męczennicy Dionizy, biskup, i Towarzysze
- 9 października - św. Jan Leonardi, prezbiter
- 9 października - św. Ludwik Bertrand, prezbiter
- 9 października - święci Cyryl Bertram i Towarzysze, męczennicy
- 9 października - Abraham, patriarcha
- 10 października - bł. Maria Angela Truszkowska, dziewica
- 10 października - święci męczennicy Daniel i Towarzysze
- 10 października - św. Jan z Bridlington, prezbiter
- 10 października - św. Tomasz z Villanova, biskup
- 10 października - św. Paulin z Yorku, biskup
- 11 października - św. Aleksander Sauli, biskup
- 11 października - św. Jan XXIII, papież
- 11 października - św. Bruno I Wielki z Kolonii, biskup
- 12 października - bł. Jan Beyzym, prezbiter
- 12 października - św. Serafin z Montegranaro, zakonnik
- 12 października - św. Edwin, król
- 12 października - bazylika metropolitalna w Poznaniu
NIEDZIELNA EUCHARYSTIA W KOŚCIOŁACH W OKOLICY
Parafia Miłosierdzia Bożego, os. Na Wzgórzach
niedziele i święta: 6.30, 8.00, 9.30, 11.00, 12.30 (oprócz VII i VIII), 16.00, 19.00,
dni powszednie – 7.00, 7.30, 18.00.
Parafia Matki Bożej Pocieszenia, ul. Bulwarowa 15a
niedziele i święta: 7:00, 8:30, 10:00, 11:30, 13:00, 18:00, 20:00
dni powszednie: 7:00, 15:00, 18:00
Parafia Matki Bożej Częstochowskiej, os. Szklane Domy 7,
niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:30, 17:00 (oprócz VII i VIII),
19:00 (oprócz VII i VIII), 20:30
dni powszednie: 6:30, 8:00, 18:00
Parafia Matki Bożej Królowej Polski, Arka Pana, ul. Obrońców Krzyża 1
niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:30, 16:00, 17:30, 19:00,
dni powszednie: 6:00, 6:30, 7:00, 7:30, 8:00, 11:00, 18:00
Bazylika Krzyża św. - klasztor
(pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i św. Wacława)
niedziele i święta: 06.30, 08.00, 09.30, 11.00, 12.30, 14.00 (oprócz VII i VIII)
dni powszednie: 06.30, 07.30, 08.30, 16.00 (w piątki), 18.00.
Parafia św. Bartłomieja Apostoła, Mogiła, ul. Klasztorna 11,
niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:30, 14:00 (oprócz VII, VIII), 16:30, 18:00
dni powszednie: 6:00, 7:00 (oprócz VII i VIII), 7:30, 8:30, 18:00
Parafia Najświętszego Serca Pana Jezusa, os. Teatralne,
niedziele i święta: 7:00, 8:30, 10:00, 11:30, 13:00 (oprócz VII i VIII), 18:00, 19:30
dni powszednie: 6:30 (oprócz VII i VIII), 7:00, 18:00
Parafia św. Stanisława Biskupa Męczennika, Kantorowice 122,
niedziele i święta: 9:00, 11:00, 18:00, dni powszednie: 8:00, 17:00, (18.00- lato)
Parafia Najświętszego Serca Pana Jezusa, os. Lubocza,
niedziele i święta: 8:00, 10:30, 17:00, dni powszednie: 7:00, 17:00
Parafia Matki Bożej Wspomożenia Wiernych, Prusy,
niedziele i święta: 7:30, 9:30, 11:30,
dni powszednie: 18:00 (pon., śr., pt.), 6:30 (wt., czw., sob.)
Parafia św. Maksymiliana Marii Kolbego, Mistrzejowice,
niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 10:30, 11:00, 13:00, 17:00, 19:00
dni powszednie: 6:30, 7:00, 7:30, 18:00
NASZE STRONY INTERNETOWE I ADRESY:
strona internetowa gazetki:wzgorza-gazetka.pl
adres gazetki: