W BLASKU MIŁOSIERDZIA
13/1013 – 23 marca 2025 r. C.
INTERNETOWE WYDANIE TYGODNIKA

Niedziela, 23 marca 2025, rok „C”
III niedziela Wielkiego Postu - rok „C”

CZYTANIA
Pierwsze czytanie: Wj 3,1-8a.13-15
Psalm: Ps 103
Drugie czytanie: 1 Kor 10,1-6.10-12
Ewangelia: Łk 13,1-9
EWANGELIA
Jeśli się nie nawrócicie, wszyscy podobnie zginiecie
✠ Słowa Ewangelii według Świętego Łukasza
W tym czasie przyszli jacyś ludzie i donieśli Jezusowi o Galilejczykach, których krew Piłat zmieszał z krwią ich ofiar.
Jezus im odpowiedział: «Czyż myślicie, że ci Galilejczycy byli większymi grzesznikami niż inni mieszkańcy Galilei, iż to ucierpieli? Bynajmniej, powiadam wam; lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy podobnie zginiecie. Albo myślicie, że owych osiemnastu, na których zwaliła się wieża w Siloam i zabiła ich, było większymi winowajcami niż inni mieszkańcy Jeruzalem? Bynajmniej, powiadam wam; lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy tak samo zginiecie».
I opowiedział im następującą przypowieść: «Pewien człowiek miał zasadzony w swojej winnicy figowiec; przyszedł i szukał na nim owoców, ale nie znalazł. Rzekł więc do ogrodnika: „Oto już trzy lata, odkąd przychodzę i szukam owocu na tym figowcu, a nie znajduję. Wytnij go, po co jeszcze ziemię wyjaławia?”
Lecz on mu odpowiedział: „Panie, jeszcze na ten rok go pozostaw, aż okopię go i obłożę nawozem; i może wyda owoc. A jeśli nie, w przyszłości możesz go wyciąć”».
KOMENTARZ DO CZYTAŃ
Modlę się. Ale wiem do kogo? Znam Go? Warto spojrzeć na scenę powołania Mojżesza. Tam Bóg odsłania człowiekowi samego siebie. I podobnie jest w czytanej tej niedzieli ewangelicznej przypowieści: Bóg objawia kim jest, jaki jest. Byśmy wiedzieli, w kim pokładamy nasze nadzieje.
Wierzę? Bardzo dobrze. Ale samo intelektualne "tak" nie wystarczy. Wierzyć to także przynosić dobre owoce...
Tak łatwo mówić Bogu "tak, tak", ale kiedy przychodzi, jak Mojżeszowi, coś konkretnego zrobić... Wtedy zaczyna się, tłumaczenie, że nie potrafię, że za bardzo się boję, co powiedzą inni, że żal mi tego mojego wygodnego życia...
Nie wystarczy pierwsza decyzja wiary, zapał towarzyszący pierwszym miesiącom po odkryciu dla siebie Chrystusa. Trzeba jeszcze wiernie przy Nim trwać. To najważniejsze wyzwanie, jakie niosą nam czytania mszalne tej niedzieli.
W dzisiejszym numerze
- Bóg nie płaci, lecz daje
- Szemranie zabija
- Mało czasu. Zapowiedź owoców...
- Jeśli się nie nawrócicie, wszyscy podobnie zginiecie
- Bóg chce naszego nawrócenia
- Ks. Teodor Sawielewicz: wykorzystuj to, co tu i teraz jest, a zostaniesz świętym
- Świat po zmartwychwstaniu nie będzie pustynią bez zwierząt i roślin
- Odpuść sobie udział w codziennej gonitwie. To nakarmi twoje serce
- Święci i błogosławieni w tygodniu

Bóg nie płaci, lecz daje
Są tacy ludzie, którzy oczekują, że Pan Bóg będzie „płacił” jakimś nieszczęściem za grzech i opieką za dobre życie. Tymczasem Miłość nie zna czegoś takiego jak „zapłata”, czy „wyrównywanie rachunków”. Bóg nie czyha na nasze błędy. On po prostu troszczy się o nas. I to tym bardziej, im jesteśmy słabsi. Nawet jeśli ta słabość wyraża się grzechem. A może wtedy tym bardziej.
Prawdziwa Miłość zanim źle pomyśli o kimś, zapyta się „dlaczego ten człowiek jest słaby?” Prawdą jest bowiem, że człowiek prawie zawsze czyni zło ze słabości, a nie ze „złości”. Prawdopodobieństwo, że ktoś czyni zło, bo chce być zły jest bardzo małe, bliskie zeru.
Pozwalajmy więc Panu, by „nawoził” i „uprawiał” nasze dusze. Póki jeszcze jest na to czas.
o. Mieczysław Łusiak SJ - "mateusz.pl"

Szemranie zabija
Grumble (ang.), grommeler (fr.), murren (niem.), refunfuñar (hiszp.). Szemrać. Nie sprawdzałem innych, ale w tych pięciu językach nowożytnych – podobnie zresztą jak w nowotestamentalnej grece – słowo na określenie „cichego wyrażania niezadowolenia” jest onomatopeją. Samo jego brzmienie ewokuje w wielu z nas wspomnienie dyskomfortu, gdy na prowadzonym przez nas spotkaniu uczestnicy zaczynali już nie tylko mimiką, ale także coraz mniej ukrywanymi szeptami dawać wyraz brakowi aprobaty.
„Nie szemrajcie, jak niektórzy z nich szemrali – i zostali wytraceni przez dokonującego zagłady”, słyszymy w dzisiejszym drugim czytaniu o Izraelitach na pustyni, bohaterach Księgi Wyjścia. Wygląda na to, że szemranie może być czymś dużo poważniejszym niż dyplomatyczny nietakt… W drodze do Ziemi Obiecanej lud kilkakrotnie szemrał przeciw Panu, Mojżeszowi i Aaronowi, mimo znaków i cudów (np. spożywania duchowego pokarmu i picia z duchowej skały – Chrystusa) – co świadczy nie tyle o braku wychowania narzekaczy, ile o ich niezdolności do rozpoznania działania Bożego. Można przebywać pod obłokiem, przechodzić przez Morze Czerwone, jeść mannę z nieba, a jednocześnie zachowywać dystans i nie powierzyć się tej rzeczywistości całkowicie – czy nie to właśnie sprawia w nas szemranie? Czy nie jest ono odrzuceniem prawdy imienia, które Pan objawia Mojżeszowi: Jestem, który Jestem (przy tobie)? A to już sprawa bardzo poważna, sprawa życia i śmierci.
Ta przestroga z Listu do Koryntian wpisuje się w szerszy wake up call dzisiejszej liturgii. Wieże w Siloam ciągle się przewracają, zabijając niewinnych mieszkańców, a Piłaci różnego sortu ciągle mordują Galilejczyków. Tego nie zmienimy. Możemy jednak zrobić jedno: nawrócić się i powierzyć Bogu, i to bezzwłocznie. A jeśli do tej pory nie zaowocowaliśmy nawróceniem – może oddzieleni od Boga cynicznym szemraniem – zobaczmy tuż przy nas cierpliwego ogrodnika naszych dusz, Chrystusa, gotowego jeszcze przez kolejny rok otoczyć nas szczególną opieką, żebyśmy wydali owoc.
Łukasz Miśko OP - "wdrodze.pl"

Mało czasu. Zapowiedź owoców...
Jesteśmy na tym świecie nie po to, by mieć piękne liście, ale by przynosić dobre owoce. Jeśli ich nie ma, to tylko wyjaławiamy ziemię
Trzeba tu i teraz na serio uwierzyć Bogu i przyjąć zasady Ewangelii jako własne. Bo być może dziś, to już przedłużony czas meczu naszego życia.
Czy Bóg stawia przed człowiekiem zadania niewykonalne? Ot, czy można zawsze, konsekwentnie trzymać się przykazania miłości? I jak ON, być dobry nie tylko dla dobrych, ale i dla złych? Przecież to nie jest tak, że Bóg domaga się od nas rzeczy niemożliwych. Że to działa przekonać mogą się tylko ci, którzy próbują według Jego wskazań żyć. Jeśli jednak mamy własny system wartości i postępowania, lekko tylko dla pozorów pokropiony święconą wodą, nie zobaczymy niczego.
Jeśli zaś jesteśmy chrześcijanami, a nie słuchamy Boga, jeśli sól utraciła smak, nasze światło jest lampą, która kopci, jesteśmy dorodnym ale nie przynoszącym owoców drzewem... No cóż, z perspektywy Królestwa jesteśmy zbyteczni. Całę szczęście, że Bogu na każdym z nas mimo wszystko zależy...
Andrzej Macura - "wiara.pl"

Jeśli się nie nawrócicie, wszyscy podobnie zginiecie
Słowa kończące dzisiejszą Ewangelię są naprawdę mocne. Jeżeli się nie nawrócę, nie zmienię swojego życia, czeka mnie śmierć!
Te słowa usłyszeliśmy dzisiaj my, którzy przyszliśmy – jak to się potocznie mówi – „do kościoła” na niedzielną Eucharystię. Jest nas coraz mniej... Możemy zadać sobie pytanie: czy to wezwanie do nawrócenia, skierowane do ludzi wierzących, systematycznie odprawiających praktyki religijne, jest jeszcze jakoś uzasadnione? Przecież widzimy, jak żyje współczesny świat – tak, jakby Boga nie było. Ludzie żyją dla przyjemności, pieniędzy, kariery, dla samych siebie. Martwimy się o naszych bliskich czy znajomych, którzy nie praktykują, nie modlą się, nie chcą zawierać sakramentalnych małżeństw ani chrzcić swoich dzieci. A tutaj my, wierzący, praktykujący, słyszymy słowa wzywające do nawrócenia, czyli powrotu do Boga.
Warto zwrócić szczególną uwagę na dzisiejszą przypowieść Jezusa o drzewie, które nie przynosiło owoców. Bo być może to jest o mnie, o tobie, bracie, siostro?
Co zmienia w Twoim życiu niedzielna Msza Święta? Spotkanie z Bogiem w Jego Słowie i Sakramencie Eucharystii? Przecież to jest Słowo życia, a Chrystus, którego przyjmujemy w tym sakramencie, to Pokarm na życie wieczne, umacniający nas na drodze naszego życia. Co zmienia w Twoim życiu modlitwa? Czy decyzje, które podejmujesz na co dzień, są zgodne z wyznawaną przez Ciebie wiarą? Jaki jest Twój stosunek do aborcji, eutanazji, wychowania młodego pokolenia?
Dlaczego te pytania? Dlatego, że możesz być blisko Boga – a przynajmniej myśleć, że jesteś – a jednocześnie żyć mentalnością tego świata. Możesz pozwalać, by anty-ewangelia, czyli nauka tego świata, tego wszystkiego, co nie należy do Chrystusa, przenikała powoli, kropla po kropli, do Twojego życia, zmieniając Twoje podejście do wiary, moralności, do grzechu – który zawsze można po swojemu usprawiedliwić, nie odnosząc się wcale do Boga.
A przecież jako chrześcijanie nie powinniśmy żyć tylko dla siebie samych. Nie możemy być jak drzewo, które nie rodzi owocu – żyjąc tylko tym światem, a nie wiecznością, czyli światem, na który czekamy, który – jak obiecał Jezus – ma przyjść. Nie możemy żyć jak ci, którzy nie widzą problemu, którym wydaje się, że wszystko działa dobrze. „Chodzę do kościoła, modlę się, spowiadam się w miarę regularnie, a nie widzę, żeby coś mi to dawało, coś zmieniało w moim życiu”.
Od początku Wielkiego Postu słyszymy słowa nawołujące do nawrócenia, zmiany życia, otwarcia się na drugiego człowieka i na Boga, a także zadbania o siebie samego – ale raczej w kontekście wieczności. Dzisiaj po raz kolejny Chrystus nam o tym przypomina. Obecny post jest czasem, kiedy On chce nas „okopać i obłożyć nawozem” – choć to niezbyt przyjemnie brzmi. Jednak bardzo pragnie, abyśmy wydali owoce.
Na tej drodze wielkopostnych refleksji prośmy o potrzebne łaski, aby nasze życie było duchowo owocne i podobne do Tego, który był „błogosławionym owocem żywota” Maryi.
o. Mariusz Simonicz CSsR - "redemptor.pl"
Misjonarz Prowincji Warszawskiej Redemptorystów obecnie, przełożony domu zakonnego oraz proboszcz Parafii Matki Bożej Królowej Polski - (Sanktuarium Matki Bożej Nieustającej Pomocy) – Elbląg

Bóg chce naszego nawrócenia
Nawrócenie jako synonim częściej używanego terminu „pokuta” to temat zrozumiały w Wielkim Poście. Jednakże tradycyjnie rozumie się pokutę jeszcze ciągle zbyt ciasno. Człowiek łatwo rozumie potrzebę jednorazowego nawrócenia, gdy nagle znajdzie się na jakimś dnie moralnym. Wtedy zdrowy instynkt moralny dyktuje mu wydobycie się z tego stanu („bo inaczej będzie źle”). Trudniej zaś mu przychodzi uznać potrzebę nieustannego procesu nawracania się. Dopiero wiek XX doczekał się dokumentów oficjalnych w tej sprawie ze strony Magisterium Kościoła. Najpierw papież Paweł VI w Konstytucji Apostolskiej Paenitemini zdefiniował, że na mocy Prawa Bożego wszyscy ludzie są zobowiązani do pokuty, przy tym – rozważając pojęcie metanoia – uwydatnił w pokucie jako moment istotny – proces ciągłego nawracania się. Adhortacja posynodalna św. Jana Pawła II Reconciliatio et paenitentia dalej rozwija i pogłębia te myśli, w tę niedzielę odnajdujemy je w czytaniach biblijnych.
Słowa, którymi Bóg przemawiając z krzewu ognistego powołuje Mojżesza na wodza uciemiężonego w niewoli egipskiej ludu Bożego, odnoszą się do etapów poprzednich zbawczego planu. Padają więc dwa razy (co stale w Piśmie Świętym podkreśla sprawy ważne!) imiona patriarchów Abrahama, Izaaka i Jakuba, z którymi przed wiekami Bóg zawarł przymierze. Spośród nich Abrahamowi Bóg wraz ze świetlaną przyszłością zapowiedział także tę trudną sytuację, w jakiej znajduje się uciśniony lud Boży (Rdz 15,13– 16). Izaakowi Bóg powtórzył obietnicę otrzymania na własność ziemi Kanaan (Rdz 26,3.24). Z kolei za pośrednictwem Izaaka dociera obietnica ta także do Jakuba (Rdz 28,3–4). Jakubowi ponadto sam Jahwe we śnie ukazał drabinę łączącą go z niebem i dał zapewnienie, że będzie dziedzicem obietnic danych Abrahamowi (28,13–15). Pierwszą więc rękojmią dla Mojżeszowego orędzia o bliskim wyzwoleniu z niewoli jest to, że Bóg kontynuuje swoje wcześniej objawione plany.
Koryntianom św. Paweł stawia przed oczy prawdę, że dla nich dalej biegną dzieje zbawienia zapoczątkowane w przymierzu Boga z Izraelem i to w sposób szczególny. Wyjście bowiem Izraelitów z Egiptu pod wodzą Mojżesza i czterdziestoletnia ich wędrówka po pustyni do Ziemi Obiecanej były jako pewien etap dziejów zbawienia pouczającym typem biblijnym tej sytuacji, jaką aktualnie przeżywają adresaci listu. „Kres czasów” – to etap Nowego Przymierza. Jego uczestnicy winni pamiętać, że przeszłość Izraela w Dawnym Przymierzu z woli Bożej jest wciąż żywa w wieloraki sposób. Jest mianowicie pouczającym przykładem – przestrogą lub zachętą – dla wiernych chrześcijan. Ich też podobnie jak Izraelitów może atakować pokusa zniechęcenia, nawet buntu, które się wyrażają w szemraniu przeciw planom Bożym lub choćby w narzekaniu na los. Ostatnie zdanie tej perykopy jest ważne także dla tych, którzy takich pokus nie doznają.
Pierwszymi adresatami dzisiejszej Ewangelii byli ci Żydzi współcześni Panu Jezusowi, którzy stawiali opór Jego orędziu o królestwie Bożym. Zapatrzeni w złudny ideał ziemskiego królowania Izraela nie myśleli o nawróceniu jako o pierwszym warunku wejścia do królestwa Bożego. Kara, jaką im Pan zapowiada, miała się spełnić po latach 40 od tej zapowiedzi. W r. 70 po zdobyciu Jerozolimy żołnierze rzymscy Tytusa rzeczywiście dokonali większej rzezi niż ta spowodowana przez Piłata. Na więcej niż na 18 ludzi padały wówczas mury płonącego i burzonego Miasta Świętego, grzebiąc pod gruzami jego mieszkańców. Przypowieść o nieurodzajnym figowcu, w której wyraźne są trzy przenośnie: właściciel – Bóg, ogrodnik – Chrystus, figowiec – Izrael ówczesny, ukazuje niebywałą w tamtych czasach (okopywanie, obkładanie nawozem) troskę Ogrodnika o tych niepoprawnych. Takim obrazem dzisiaj chce Kościół poruszyć zatwardziałych grzeszników.
Główna myśl teologiczna czytań została tylko zarysowana w tytule, a zapowiedziana we wstępie. Potrzebę odnowy stałą, nie dorywczą, uzasadnia zawsze prawda o człowieku, o której bądź łatwo się zapomina dziś zwłaszcza, gdy rozmywa się samo pojęcie grzechu, bądź gdy przesadnie się ją przedstawia jako stan wręcz nieuleczalny, co zniechęca do wysiłków w stronę poprawy. Ale może jeszcze ważniejsza dla nas jest dziś ukazana przez Kościół prawda o Bogu, który pragnie naszej odnowy. Dawał zaś tego liczne dowody na wszystkich etapach dziejów zbawienia po to, by człowiek zrozumiał, że stałej skłonności do oddalania się od Boga należy przeciwstawić równie stałe powracanie do Niego. Motywacja tak ujętego nawracania się – niejako z wdzięczności dla miłosiernego Boga – jest o wiele głębsza i w skutkach trwalsza od naturalnego lęku przed nieuchronną karą, która tyle razy spadała na lud Boży, a przecież Bóg wzywał dalej do pokuty.
„Ku stałej odnowie” można by zatytułować homilię. Odnowa ta ma u nas niejednakowy start i przebieg. Gdy nas przyciskają trudności życiowe jak ongiś Izraelitów, warto wspomnieć, że Boski Kontrahent Przymierza wciąż wychodził z inicjatywą na przeciw brakom ludzkiego kontrahenta. Najbardziej drastyczne jest orędzie Ewangelii wobec sytuacji tych, którzy nie postrzegają, że bezowocnie marnują życie. Oby ich nie spotkał los bezpłodnego figowca – wycięcie po bezskutecznych z ich winy zabiegach Boskiego Ogrodnika. Tymczasem Jego zabiegi nieustannie trwają. W obecnym etapie zbawczego planu Miłosierny Arcykapłan Jezus Chrystus umożliwia raz na zawsze, i to każdemu, nieustanne korzystanie z owoców swego Odkupienia przez sakramenty: pojednania i Eucharystię. Niechże ta Jego oferta skłania nas do tego, by chętnie i regularnie z nich korzystać, jak tego wymaga oczekiwany przez Boga proces naszej stałej odnowy.
Augustyn Jankowski OSB -"wiara.pl"
Przy stole Słowa, Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC

Ks. Teodor Sawielewicz: wykorzystuj to,
co tu i teraz jest, a zostaniesz świętym
Pan Bóg cię kocha i poprowadzi. Absolutnie wszystko jest zanurzone w Bożej miłości. Przyjmuj to, co jest tu i teraz. Wykorzystuj to, co tu i teraz jest, a zostaniesz świętym - jeśli zrobisz to, co w twojej mocy, by otwierać się na Bożą miłość, by walczyć z grzechem, a resztę zostawisz Panu Bogu - mówi ks. Teodor Sawielewicz, autor książki "Pokonać zło. Rozważania ze św. Michałem Archaniołem".
Tomasz Kopański: Niedawno ukazała się książka księdza pt. "Pokonać zło. Rozważania ze świętym Michałem Archaniołem". O czym jest ta publikacja?
Ks. Teodor Sawielewicz: - Książka opowiada o Panu Jezusie, który pokonuje zło. Właśnie poprzez tę publikację chcę pokazać czytelnikom, że jesteśmy w rzeczywistości walki duchowej - że na tym świecie nie ma sielanki i jeżeli rozwiązujemy jakieś problemy, to pojawiają się inne. I w pewnym sensie jest to normalne. Potrzebujemy pomocy - łaski Ducha Świętego, aby w ogóle patrzeć w tych kategoriach na rzeczywistość walki duchowej i nie lekceważyć jej.
Wielką stratą byłoby, gdyby na przykład jakieś państwo trwało w błogiej nieświadomości, że ktoś je zaatakuje i w ogóle nie przygotowuje się do walki. Tym bardziej, gdyby już ktoś je zaatakował, a ono nie zauważałoby problemu i pozwalałoby zagarnąć swoje terytorium bez próby obrony. My też potrzebujemy sobie uświadomić rzeczywistość walki duchowej i tego Generała - Jezusa, „który nam w wierze przewodzi i ją wydoskonala”, jak mówi List do Hebrajczyków (Hbr 12,2).
Dlaczego właśnie św. Michał Archanioł patronuje książce? Co wyróżnia go spośród innych duchowych przewodników i świętych w kontekście walki ze złem?
- Sam Pan Bóg wybrał świętego Michała Archanioła, żeby w walce ze złem stał na czele wojsk anielskich. Jego imię też świadczy właśnie o tym, że jest szczególnie powołany do tego, aby przypominać: "Któż jak Bóg?". I gdy przychodzi pokusa, to właśnie wtedy potrzebujemy sobie przypominać: "Któż jak Bóg?". "Któż jak Bóg?" mnie wybawi z mojej pokusy, "Któż jak Bóg?" mi pomoże w mojej trudności, "Któż jak Bóg?" może mnie wesprzeć, "Któż jak Bóg?" spowoduje, że przejdę przez wodę i ogień - a wody mnie nie zatopią, a ogień mnie nie pochłonie. "Któż jak Bóg?" - bo my czasami trwamy w takiej iluzji, że jednak mąż, żona, człowiek czy książka psychologiczna pomoże.
A święty Michał Archanioł wciąż woła: "Halo, któż jak Bóg? Któż jak Bóg?". I On jedyny jest twoją nadzieją. Jeżeli, człowieku, zawiodłeś się na dobrach tego świata, to w pewnym sensie dobrze, że się zawiodłeś, ponieważ musisz odkryć tę starą prawdę: "Któż jak Bóg?" - tylko On jest zbawcą, tylko On jest Mesjaszem, tylko On uczyni twoje życie szczęśliwym. Diabeł oczywiście będzie to wszystko rozmydlał i opowiadał: "No dobra, człowieku, jesteś wierzący, ale przy okazji jeszcze możesz osiągnąć szczęście i tu, i tam", ale święty Michał Archanioł wciąż woła i przypomina: "Któż jak Bóg?".
Czy zna ksiądz konkretne przypadki działania Michała Archanioła w życiu ludzi? Mógłby ksiądz przytoczyć świadectwo osoby, która dzięki jego wstawiennictwu została w jakiś sposób uzdrowiona?
- Znam osoby, których uzdrowienia i uwolnienia są bardzo ciche - takie pokorne, mało spektakularne. Ale znam też osoby, których historie są takie, że gdy się ich słucha, można nawet nie dowierzać, że w ogóle takie rzeczy dzieją się we współczesnym świecie. Jest więc bardzo wiele przypadków, w których człowiek był w jakiś sposób spętany złem, pokusą, a po modlitwie nad nim (właśnie przez wstawiennictwo świętego Michała Archanioła) przestał mieć problem - pokusa odeszła albo się zmniejszyła.
Znam też takie przypadki, w których osoby zniewolone czy opętane przez złego ducha nie mogły przebywać w obecności poświęconej figury świętego Michała Archanioła, a podczas samych egzorcyzmów miały niejako wizję świętego Michała, który walczy ze złym duchem. Opowiadały mi o tym. Zaczęło się tak, jak u każdego - od dobrego nawrócenia, od spowiedzi po latach, a później rzeczywiście święty Michał Archanioł poprowadził tę zniewoloną, opętaną osobę również przez takie nadzwyczajne sytuacje, historie przytoczone przed chwilą.
Jak podkreśla ksiądz w książce, w umysłach wielu ludzi panują dwie skrajności: jedni przywiązują zbyt wielką uwagę do działania złego ducha, natomiast drudzy bagatelizują jego istnienie i pokusy. W jaki sposób powinniśmy podchodzić do kwestii zła, aby zachować zdrowy rozsądek?
- Przytoczę biblijny przykład tego, w jaki sposób nie podchodzić do działania złego ducha. Święty Piotr chodził po wodzie wpatrzony w Jezusa. Z wiarą kroczył po czymś niepewnym, ale w pewnym momencie wiatr spowodował, że to na nim zaczął się skupiać. Odwrócił wzrok od Jezusa i zaczął tonąć. Jezus wyciągnął do niego rękę - niejako linę asekuracyjną, którą mógł chwycić - i powiedział mu: "Człowieku małej wiary, dlaczego zwątpiłeś?".
Tak więc zdrowa wiara z pewnością jest tym kryterium, które potrzebujemy przykładać do walki duchowej - do rozeznania, na ile się na czymś skupiać, a na ile nie. A w zdrowej wierze z pewnością w centrum będzie Pan Jezus i Jego dzieło zbawcze - to, co dla nas uczynił, jak nas kocha, ale też Jego przestrogi dotyczące walki duchowej i nauki związane z tym, że możemy być synami światłości, a możemy być synami diabła. I tego Jezus nie lekceważy. Wpatrując się w Niego, możemy być pewni, że On nas poprowadzi czy to poprzez nauczanie Biblii, Tradycji - nauczanie Kościoła, czy to poprzez wewnętrzne natchnienie, jak sobie radzić w konkretnym przypadku walki duchowej.
Jakie są największe zagrożenia duchowe we współczesnym świecie? Na czym diabeł skupia się najbardziej, aby oddalić ludzi od Pana Boga?
- Ponieważ w bezpośredni sposób łączą nas z Bogiem wiara, nadzieja i miłość, dlatego głównie diabeł będzie pracował nad tym, żebyśmy stracili nadzieję położoną w Bogu, a w to miejsce mieli inne. Przede wszystkim będzie się starał, żebyśmy stracili wiarę katolicką - żebyśmy wierzyli w cokolwiek innego. Może to być nawet podobna wiara do katolickiej, oby tylko nie katolicka. I przede wszystkim będzie pracował nad tym, żebyśmy nie mieli w sercu miłości do Pana Boga. Zgodzi się na różne miłości - miłostki, egoizm, miłość własna, jakieś przywiązanie do człowieka, jakaś wybrakowana miłość. Właśnie to będzie podsycał tylko po to, żebyśmy nie mieli tej prawdziwej miłości, o której Jezus uczy. Z pewnością do tego dąży.
A później - gdy człowiek straci pokładaną w Bogu nadzieję, gdy przestanie kochać (siebie, innych i Boga), gdy straci wiarę - diabeł ma ogromne pole do tego, żeby i całą społeczność ludzką, i poszczególnego człowieka pchać nawet w stronę ezoteryzmu, New Age, satanizmu i tym podobnych, co niestety można zaobserwować we współczesnym świecie.
Czy nie uważa ksiądz, że Kościół wciąż przywiązuje zbyt wielką wagę do nakazów, zakazów, kary za grzechy i straszeniu ludzi piekłem? W konsekwencji może to prowadzić do wyolbrzymiania zła, natomiast Jezus sam powiedział: „To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem”. Z tego wynika, że powinniśmy wyolbrzymiać dobro, miłość, zamiast tego, co złe.
- Nie wiem, do czego się odnieść, ponieważ ani razu nie słyszałem kazania o piekle. Ani razu nie słyszałem też całego kazania poświęconego karze za grzechy. Owszem, słyszałem moralizatorskie kazania o zakazach i nakazach, ale moje doświadczenie jest takie, że za mało się mówi o piekle, za mało się mówi o sprawiedliwości Bożej, a ludzie rzeczywiście są tym zainteresowani.
Niestety, ich zainteresowanie czasem idzie w złą stronę, a, nie znajdując tego u księży katolickich, szukają u tych, którzy nie przekazują zdrowej nauki Kościoła o karze za grzechy, o piekle, itp. Czasami świeccy mają dużo większą śmiałość do tego, żeby opowiadać o piekle, o karze za grzechy, interpretować w słuszny sposób nawet, że coś się wydarzyło jako kara za grzechy, kara wychowawcza. A my, księża, tak mi się wydaje, za mało o tym opowiadamy.
Dla lepszego zrozumienia podam pewien przykład. Małżeństwo wybiera się na urlop i ma się spakować na wyjazd. Żona bierze torbę wypełnioną różnymi niepotrzebnymi rzeczami, nie wypakowuje ich, a następnie nie pakuje rzeczy potrzebnych na wyjazd. Później mąż ma do żony pretensje: "Dlaczego ty wzięłaś niepotrzebne rzeczy?". A ona mówi: "No, ale przecież skupiłam się na rzeczach potrzebnych, aby je spakować". Tylko że aby zapakować tam rzeczy potrzebne i dobre, najpierw musiałaby wypakować to, co niepotrzebne (jakieś śmiecie czy rupiecie z tej torby).
Podobnie jest w naszym życiu duchowym - potrzebujemy zrezygnować z grzechu. Widząc zakazy i nakazy, które Pan Bóg nam daje, musimy zobaczyć, jakie konsekwencje może przynieść wybór zła. Dlatego (tak jak w sakramencie chrztu) trzeba się go wyrzec, a później wyznać wiarę i napełniać się dobrymi rzeczami. Jedno z drugim jest integralnie połączone i aby rzeczywiście skupić się na dobru, trzeba przejść pewien etap wyrzeczenia, pewnego ogołocenia i zobaczenia, że jeśli próbuję łączyć rzeczy sprzeczne (a nie mogę), to aby prawdziwie kochać, muszę z czegoś zrezygnować.
Na zakończenie — jaką najważniejszą myśl chciałby ksiądz przekazać czytelnikom książki?
- Pan Bóg jest wszechwładny, a diabeł jest Jego niewolnikiem. Pan Bóg z miłością i opatrznością kieruje absolutnie wszystkim na świecie - przekazują nam to Biblia i nauczanie Kościoła. W Katechizmie Kościoła Katolickiego (313) znajdujemy słowa: "Nic nie może się zdarzyć, jeśli nie chciałby tego Bóg. A wszystko, czego On chce, chociaż mogłoby wydawać się nam najgorsze, jest dla nas najlepsze".
Pan Bóg nas kocha absolutnie w każdym wymiarze - w każdym aspekcie naszego życia. Dla Niego nie jest przeszkodą to, że czegoś nie potrafimy; nie jest przeszkodą to, że diabeł na nas działa; dla Niego nie jest przeszkodą to, że czasami czegoś nie rozumiemy. Dla Niego przeszkodą jest to, że my nie chcemy przyjąć miłości Bożej - wolimy swoje plany, marzymy o tym, żeby inaczej walczyć duchowo, mieć więcej siły do walki duchowej, zamiast korzystać z tej, którą Pan Bóg tu i teraz daje.
Chcę więc przekazać tę prostą prawdę: Pan Bóg cię kocha i poprowadzi. Absolutnie wszystko jest zanurzone w Bożej miłości. Przyjmuj to, co jest tu i teraz. Wykorzystuj to, co tu i teraz jest, a zostaniesz świętym - jeśli zrobisz to, co w twojej mocy, by otwierać się na Bożą miłość, by walczyć z grzechem, a resztę zostawisz Panu Bogu.
Ks. Teodor Sawielewicz - "deon.pl"
- kapłan archidiecezji wrocławskiej, założyciel projektu "Teobańkologia", autor książek "Pokonać zło. Rozważania ze św. Michałem Archaniołem", "Księga błogosławieństw" czy "Jezu, Ty się tym zajmij. Całkowite zawierzenie".

Świat po zmartwychwstaniu nie będzie pustynią bez zwierząt i roślin
Kilka miesięcy temu poproszono mnie, bym wypowiedział się na temat zdarzenia, które miało miejsce w jednej z wiejskich parafii i było ogólnie komentowane jako "ksiądz skopał psa". Kopanie szczekającego psa zostało nagrane i długo krążyło w sieci. Jedni stawali po stronie księdza, inni po stronie psa. Materiał oglądały także dzieci moich przyjaciół. Zdecydowanie było im bliżej do pieska niż do chodzącego po kolędzie proboszcza.
Dzieci bardziej niż dorośli przejmują się krzywdą zwierząt i wierzą w Boga, który nie wyklucza ich ulubionego kota czy psa z przyszłego raju, o którego wspaniałości opowiadają im księża. Czy kiedyś dziecko zadało wam pytanie, czy jego piesek pójdzie do nieba, gdy "umrze"? Czy spotka się z nim po zmartwychwstaniu? "Psy zdychają, a nie umierają!" - wytłumaczy mu szybko w szkole nauczycielka polskiego. "Nie mają duszy" - doda katechetka.
Zapatrzeni w swoją wyjątkowość zapomnieliśmy, że Bóg zawarł wieczne przymierze nie tylko z nami, ale także ze zwierzętami. Obiecał im wieczną przyjaźń i troskę. Rozpostarł na obłokach kolorową tęczę na znak miłosierdzia i pojednał niebo z ziemią pełną żywych stworzeń. Zawarł przymierze nie tylko z człowiekiem.
Deklarację przymierza z "wszelką istotą żyjącą" składa Bóg tuż po potopie. Odkłada swój łuk strzelecki i rezygnuje z walki przeciwko życiu. Zawiesza narzędzie walki na niebiosach i zmienia w znak pokoju. Oznajmia także, że wszelkie ptactwo, zwierzęta naziemne i ryby morskie oddane są we władanie człowieka. Może się nimi żywić, ale ma je szanować (por. Rdz 9,2).
W starożytnym Izraelu znakiem szacunku wobec zwierząt był zakaz spożywania ich krwi. Po zabiciu zwierzęcia należało spuścić z niego krew i oddać matce ziemi (por. 17,12-14). Nowy Testament potwierdza starotestamentowy zakaz (por. Dz 21,25) ale dosyć szybko przestano go w chrześcijańskich wspólnotach przestrzegać i uznano za niezrozumiały. Co w takim razie w zamian? Jak dzisiaj możemy wyrażać szacunek w stosunku do zwierząt żyjących w przymierzu z Bogiem? Czy Biblia nam coś podpowiada?
Zgodnie ze Słowem Bożym należy przyjść z pomocą utrudzonemu zwierzęciu nawet jeśli należy do nieprzyjaciela (por. Wj 23,5), nakarmić pracujące zwierzę (por. Pwt 22,10) i pozwolić mu odpocząć (por. Pwt 5,14). Księga Kapłańska podkreśla, że okrucieństwem w oczach Boga jest zabijanie krowy lub owcy wraz z ich potomstwem (por. Kpł 22,28) lub na oczach ich własnych dzieci. Encyklika Laudato Si przypomina, że "władza człowieka ma swoje granice i że sprzeczne z godnością ludzką jest niepotrzebne zadawanie cierpień zwierzętom" (130).
Szacunku wymagają nie tylko zwierzęta domowe, ale także te dzikie. Żydowski komentarz do Pięcioksięgu podkreśla, że polowanie na zwierzęta dla przyjemności jest zakazane, a według Księgi Powtórzonego Prawa zabijanie ptaka wraz z jego pisklętami jest czynem niegodnym człowieka (por. Pwt 22, 6-7). Cierpienie matki oglądającej śmierć własnych dzieci nie jest zarezerwowane dla człowieka. Matka zwierzęcia też cierpi, gdy zadajemy ból jej potomstwu.
Bądźmy wrażliwi na los zwierząt i pamiętajmy o Bożej obietnicy, że w raju "wilk zamieszka wraz z barankiem, pantera z koźlęciem razem leżeć będą, cielę i lew paść się będą społem i mały chłopiec będzie je poganiał. Krowa i niedźwiedzica przestawać będą przyjaźnie, młode ich razem będą legały" (Iz 11,8). Świat po zmartwychwstaniu nie będzie pustynią bez zwierząt i roślin. Niech nie martwią się dzieci, którym ktoś powiedział, że w raju nie będzie ich ulubionego zwierzaka.
Przypomnijmy sobie z kim był Pan Jezus, gdy walczył z pokusami na pustyni. Nie było z nim ani jednego człowieka, żadnego przyjaciela, ani mężczyzny ani kobiety. Czytamy w Ewangelii, że Jezusowi towarzyszyły zwierzęta.
Szanujmy istoty, które Bóg stworzył, bo choć niżej stoją od nas, mogłyby nas wiele nauczyć. Pamiętajmy o nich w Wielkim Poście. Zwierzęta karmią nas swoim własnym ciałem, a baranek prowadzony na rzeź stał się obrazem naszego Boga. Przygotowując się więc na uroczystość Pańskiego Zmartwychwstania zróbmy coś dobrego dla zwierząt, coś wyjątkowego, aby doświadczyły, że są ważne, potrzebne, że je szanujemy.
Wojciech Żmudziński SJ - "deon.pl"
Dyrektor Europejskiego Centrum Komunikacji i Kultury w Warszawie Falenicy. Redaktor portalu jezuici.pl Studia teologiczne i biblijne odbył na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie, a studia z zarządzania oświatą na Uniwersytecie Fordham w Nowym Jorku. Pracował we Włoszech jako wychowawca w ośrodku dla narkomanów oraz prowadził w Gdyni Poradnię Profilaktyki Uzależnień. Przez 21 lat kierował placówką doskonalenia nauczycieli Centrum Arrupe, w latach 2002-2007 był dyrektorem Gimnazjum i Liceum Jezuitów w Gdyni, a w latach 2019-2024 socjuszem Prowincjała. Autor książek z dziedziny edukacji i duchowości.

Odpuść sobie udział w codziennej gonitwie.
To nakarmi twoje serce
Odpuszczanie nie jest łatwe. Na przykład odpuszczanie sobie aktywnego udziału w codziennej gonitwie. Wyłączanie Internetu na cały weekend, oparcie się pokusie oddzwaniania na telefon kontrahenta w sobotę o 18.30, danie sobie prawa, by nie czytać bieżących wiadomości, nie słuchać podcastów o najnowszych dramach w polityce, wyciszenie wszystkich komunikatorów i skupienie się na relacjach w realu. Często jest to warunek tego, by wreszcie usłyszeć własne pragnienia i potrzeby.
W poniedziałkowej liturgii Słowa (Łk 6, 36-38) zatrzymało mnie w sposób szczególny Jezusowe wezwanie: "odpuszczajcie". Pomyślałam, że właściwie stanowi ono kwintesencję rekolekcji dla małżeństw, które mieliśmy z mężem radość współprowadzić w weekend. Był to niewątpliwie czas po brzegi wypełniony łaską, a cuda, które się w nim zadziały, były wyraźną, choć nie zawsze uświadomioną odpowiedzią poszczególnych osób na właśnie tę prośbę - by odpuścili...
Co jest niezbędne, by poczuć spokój serca?
Przyjeżdżające na Spotkania Małżeńskie pary zgodziły się już na samym początku odpuścić komfort wiedzy - nie wiedziały, co się będzie działo, kto dokładnie poprowadzi rekolekcje, jak one będą w praktyce wyglądały. Zaufały nam, animatorom, i zaryzykowały, że wyjadą z domu rekolekcyjnego z poczuciem zawodu czy zmarnowanego czasu. Myślę, że to taki wymiar odpuszczania, z którym, nie tylko jadąc na rekolekcje, miewamy problem. Iluż z nas chciałoby wiedzieć - już, dziś, teraz, natychmiast - jak będzie wyglądać przyszłość, jakie powołanie realizować, by być w życiu spełnionym, gdzie zainwestować swój czas, pieniądze, uwagę, by zysk był jak największy i jak najszybszy. Przykłady można mnożyć. Wiedza daje nam poczucie bezpieczeństwa. Trudno zaakceptować, a jeszcze trudniej samemu zdecydować się na to, że jej brak może być dla mnie owocny. Że to nie doszukiwanie się za wszelką cenę informacji o wszystkim i wszystkich tworzy przestrzeń, by ćwiczyć się w zaufaniu. Czyli w czymś, co jest niezbędne, by poczuć pokój serca.
Bez tego trudno usłyszeć swoje pragnienia i potrzeby
Innym wymiarem odpuszczania, który przynosi piękne owoce nie tylko w życiu małżonków jeżdżących na Spotkania Małżeńskie, jest odpuszczanie sobie aktywnego udziału w codziennej gonitwie. Wyłączanie Internetu na cały weekend, oparcie się pokusie oddzwaniania na telefon kontrahenta w sobotę o 18.30, danie sobie prawa, by nie czytać bieżących wiadomości, nie słuchać podcastów o najnowszych dramach w polityce, wyciszenie wszystkich komunikatorów i skupienie się na relacji z bliźnim w realu a nie wirtualu - to wszystko jest niezbędne nie tylko do tego, by się spotkać z drugim człowiekiem czy z Panem Bogiem. Często jest to warunek tego, by wreszcie usłyszeć własne pragnienia i potrzeby. To odpuszczanie całego napięcia wynikającego z często nieuświadomionego pośpiechu i stresu, w którym ciągle żyjemy, jest czasem wyjątkowo trudnym wyzwaniem.
Wypuścić z zaciśniętego serca urazy, które nam ciążą
Wreszcie na naszych rekolekcjach było mnóstwo czasu i okazji, by odpuszczać dokładnie w tym sensie, w jakim wzywa nas do tego Jezus we wspominanej we wstępie ewangelii o byciu miłosiernym na wzór Ojca w niebie (Łk 6, 36-38). Jest to niezwykła chrześcijańska sztuka i ciągła nauka w myśl zasady learning by doing ("uczenie się przez działanie"), by ćwiczyć się w umiejętności wybaczania - wybaczania, które czasem polega właśnie na tym, że wypuszcza się z zaciśniętych dłoni czy zamkniętych serc te wszystkie urazy, krzywdy, wspomnienia, które nam ciążą i nie pozwala, by własne opinie, przekonania, poglądy i oczekiwania przesłaniały całą prawdę o naszych relacjach. Własnych krzywd i opinii trzymamy się zazwyczaj bardzo kurczowo. To trudne, by odpuścić sobie ich skrupulatną pielęgnację i hodowanie przygnębiających myśli w sobie. Trudne, ale nie niemożliwe.
Te trzy rzeczy pomogą ci odpuścić to, co zbędne i pełne pośpiechu
W Wielkim Poście Pan Bóg co chwila przypomina nam w swoim Słowie, że On niestrudzenie tworzy nam warunki do szczęśliwego życia już tutaj na ziemi. Po to przecież daje nam przykazania, które stanowią niejako ramki do bezpiecznego i spełnionego funkcjonowania w naszej codzienności. Myśląc o doświadczeniu naszych weekendowych rekolekcji, przyszło mi do głowy, że można odkryć analogicznie pewne warunki, które sprzyjają "odpuszczaniu".
Po pierwsze, kryzys. Kryzys bowiem, czyli doświadczenie trudu, zniechęcenia, jakiejś bariery, z którą nie potrafimy sobie poradzić, stawia nas w sytuacji, w której czujemy się bezradni i jesteśmy skłonni zaakceptować nawet brak komfortu wiedzy, by spróbować zmienić własną sytuację. Najpiękniejsze owoce rodzą się wtedy, gdy w takich momentach wołamy do Pana Boga w bezsilności, spuszczamy gardę i dajemy się prowadzić w nieznane. Z Nim cuda gwarantowane, choć nie zawsze takie, jakich sami byśmy sobie życzyli.
Po drugie, specjalny czas. Rekolekcje - z ich napiętym harmonogramem i kontaktem z inspirującymi treściami - sprzyjają temu, by odpuścić sobie udział w biegu codzienności. Tworzą otoczenie, niejako inkubator, w którym możemy się zatrzymać, dać zaopiekować, nakarmić, uzdrowić i umocnić. Trzeba jedynie naszej zgody, by w tę przestrzeń wejść i z niej skutecznie skorzystać. I otwartości na sugestie, czasem dość namolnie powtarzane: "Świat naprawdę się nie zawali, gdy na dwa dni wyłączycie się z sieci".
Po trzecie i z pewnością najważniejsze - łaska sakramentalna. Coś, co bardzo łatwo nam sprzed oczu umyka: stała, niezmienna Obecność Pana Boga przy człowieku. Udział w spowiedzi, Eucharystii, wierne trwanie w wierze (chrzest!), w małżeństwie czy w kapłaństwie - momentów, gdy Pan Bóg daje się doświadczyć i wspiera bardzo konkretnymi natchnieniami, siłami, mądrością nie da się w tych przestrzeniach zliczyć. Ale czasem potrzebujemy, by ktoś nam o tej sakramentalnej Obecności przypomniał, uświadomił, nazwał w sposób, który jest dla nas zrozumiały. Wszystko po to, byśmy doświadczali miłosierdzia i miłosierdzie dalej nieśli w świat.
Nie jesteśmy zostawieni sami sobie
Jezus mówi: "Odpuszczajcie, a będzie wam odpuszczone". Nawet gdy wydaje się to trudne i nierealne, pamiętajmy, że nie jesteśmy zostawieni sami sobie. On ciągle zabiega i wymyśla miliony sposobów, by pomóc nam kruszyć skamieliny naszych serc i wprowadzać pokój we wszystkie ich zakamarki. Wielki Post to kolejna szansa, by skorzystać z którejś z dróg, którą dla nas proponuje. Może już w najbliższy weekend zamiast spędzić weekend z maratonem seriali, poświęcisz swój czas, by wziąć udział w jakichś rekolekcjach? Odpuść sobie Netfliksa. Daj się zaskoczyć Życiu, które jest w Nim.
Agata Rusek - "deon.pl"

Święci i błogosławieni w tygodniu
|
•
|
23 marca - św. Turybiusz z Mongrovejo, biskup
|
|
•
|
23 marca - św. Józef Oriol, prezbiter
|
|
•
|
23 marca - bł. Metody Dominik Trćka, prezbiter i męczennik
|
|
•
|
23 marca - św. Rafka, dziewica
|
|
•
|
24 marca - św. Katarzyna Szwedzka, zakonnica
|
|
•
|
24 marca - św. Oskar Romero, biskup i męczennik
|
|
•
|
25 marca - Zwiastowanie Pańskie
|
|
•
|
25 marca - św. Prokop, prezbiter
|
|
•
|
25 marca - bł. Jozafata Michalina Hordaszewska, dziewica
|
|
•
|
26 marca - św. Dobry Łotr (Dyzma)
|
|
•
|
26 marca - bł. Tomasz z Costacciaro
|
|
•
|
26 marca - św. Ludger, biskup
|
|
•
|
26 marca - św. Braulion, biskup
|
|
•
|
27 marca - św. Ernest, opat i męczennik
|
|
•
|
27 marca - św. Rupert, biskup
|
|
•
|
28 marca - bł. Joanna Maria de Maille, wdowa
|
|
•
|
28 marca - św. Guntram, król
|
|
•
|
29 marca - św. Wilhelm Temperiusz, biskup
|
|
•
|
29 marca - św. Stefan IX, papież
|
|
•
|
29 marca - św. Bertold, prezbiter
|
|
•
|
30 marca - bł. Amadeusz IX Sabaudzki, książę
|
|
•
|
30 marca - św. Leonard Murialdo, prezbiter
|
