W BLASKU MIŁOSIERDZIA

11/1011 – 9 marca 2025 r. C.

INTERNETOWE WYDANIE TYGODNIKA

Niedziela, 9 marca 2025, rok „C”

 

I niedziela Wielkiego Postu - rok „C”

  

CZYTANIA
Pierwsze czytanie: Pwt 26,4-10
Psalm: Ps 91
Drugie czytanie: Rz 10,8-13
Ewangelia: Łk 4,1-13
EWANGELIA
Jezus przebywał w Duchu Świętym na pustyni i był kuszony
Łk 4, 1-13
Słowa Ewangelii według Świętego Łukasza
Pełen Ducha Świętego, powrócił Jezus znad Jordanu, a wiedziony był przez Ducha na pustyni czterdzieści dni, i był kuszony przez diabła. Nic przez owe dni nie jadł, a po ich upływie poczuł głód. Rzekł Mu wtedy diabeł: «Jeśli jesteś Synem Bożym, powiedz temu kamieniowi, żeby stał się chlebem».
Odpowiedział mu Jezus: «Napisane jest: „Nie samym chlebem żyje człowiek”».
Wówczas powiódł Go diabeł w górę, pokazał Mu w jednej chwili wszystkie królestwa świata i rzekł do Niego: «Tobie dam potęgę i wspaniałość tego wszystkiego, bo mnie są poddane i mogę je dać, komu zechcę. Jeśli więc upadniesz i oddasz mi pokłon, wszystko będzie Twoje».
Lecz Jezus mu odrzekł: «Napisane jest: „Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz”».
Zawiódł Go też do Jerozolimy, postawił na szczycie narożnika świątyni i rzekł do Niego: «Jeśli jesteś Synem Bożym, rzuć się stąd w dół. Jest bowiem napisane: „Aniołom swoim da rozkaz co do ciebie, żeby cię strzegli, i na rękach nosić cię będą, byś przypadkiem nie uraził swej nogi o kamień”».
Lecz Jezus mu odparł: «Powiedziano: „Nie będziesz wystawiał na próbę Pana, Boga swego”».
Gdy diabeł dopełnił całego kuszenia, odstąpił od Niego do czasu.

KOMENTARZ DO CZYTAŃ
Bóg jest naszym największym dobrodziejem. Wszystko Mu zawdzięczamy. Życie, jasne poranki, ciche i ciepłe wieczory, górskie wspinaczki, żeglowanie... Bo istniejemy. A moglibyśmy nie istnieć... O tym, nie tylko o odrzucaniu pokus w tę niedzielę. I nadziei oczywiście też. 
Stając sam na sam ze sobą nie unikniesz pytania, w kim albo w czym chcesz złożyć swoje nadzieje
Kiedy szukasz protekcji musisz wiedzieć, z kim gadać. Musisz też wiedzieć od kogo wszystko zależy, kiedy chcesz mądrze iść przez życie. Niego wszystko, całe nasze życie zależy. Choć wydaje się nam czasem, że wiemy lepiej od Niego...
Patrz dalej niż tylko na doraźne korzyści. Ot, co złego jest w dostatnim, spokojnym życiu? Nic. Tylko sprawy materialne to nie wszystko, czego człowiek potrzebuje. Czy jest kłanianiem się Bogu tworzenie dla Niego dzieł niemoralnymi środkami czy jednak ważniejsza jest wierność? No i jaka jest różnica między zaufaniem Bogu, a wystawianiem Go na próbę?

 

 

 

 

W dzisiejszym numerze
- To kuszenie trwa
- By owocniej przeżyć Wielki Post 2025 roku!
- Pierwsza niedziela Wielkiego Postu
- Trzy pokusy
- Z koszykiem na pustynię
- Pokusy próbami
- Zwyciężać pokusy
- Nowa logika daru i przebaczenia
- Godzinki o Męce Pana Jezusa
- Na Dzień Kobiet. Bądź dziś dla siebie lepsza, niż świat był dla ciebie wczoraj
- Różnorodność – refleksje marcowe
- Czy uzależnienie od telefonu jest grzechem?
- Święci i błogosławieni w tygodniu

To kuszenie trwa

 Być może nie raz spotykaliśmy się z zarzutem: „Skoro jesteś wierzący w Boga, to dlaczego twoje życie jest naznaczone trudem i cierpieniem, tak samo jak życie niewierzących?”. Skoro jestem synem Boga, to dlaczego moje życie nie jest łatwe i przyjemne. I dlaczego to nie ja rządzę na tym świecie. Ba! Nawet Bóg nie rządzi, bo ludzie robią co chcą!

Oto współczesne kuszenie. Odpowiedzi Jezusa na to kuszenie pozostają aktualne i warto, abyśmy uczynili je swoimi regułami postępowania: „Nie samym chlebem żyje człowiek”; „Nie będę wystawiał na próbę Pana, Boga swego”; „Panu, Bogu swemu, będę oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będę". Kto stosuje w życiu te trzy zasady, będzie miał na pewno udane życie. Udane, bo wieczne w Niebie.

o. Mieczysław Łusiak SJ - "mateusz.pl"

 

 

By owocniej przeżyć Wielki Post 2025 roku!
 
Żydzi 40 lat wędrowali przez pustynię mając obietnicę Pana Boga,
że czeka na nich Ziemia Obiecana.
Jednak cały czas patrzyli wstecz i… tęsknili za niewolą.
Pan Jezus poszedł na 40 dni na pustynię,
aby być ze swoim Ojcem i w ten sposób przygotować się do misji,
jaką miał wypełnić:
a było nią nasze zbawienie.
My podejmujemy naszą wielkopostną pielgrzymkę,
by porzucić starego człowieka
i przyoblec się w Chrystusa.
Pielgrzymujmy więc razem
z naszym Najświętszym Odkupicielem,
który przez swoje zmartwychwstanie ożywia naszą nadzieję.
I NIE OGLĄDAJMY SIĘ ZA SIEBIE!
Z pozdrowieniami i błogosławieństwem
na wielkopostną PIELGRZYMKĘ NADZIEI ku naszemu Odkupicielowi:
o. Zbyszek Bruzi Redemptorysta - "redemptor.pl"

Pierwsza niedziela Wielkiego Postu

 Kiedy święty Jan XXIII został papieżem, miał 77 lat. Stał na czele Kościoła niecałe pięć lat, ale był genialnym papieżem, który doprowadził do wielkiego Soboru Watykańskiego II. Od samego początku zdawał sobie sprawę, że z powodu swego wieku nie będzie zbyt długo przewodził wspólnocie Kościoła. Gdy pytano go, czy jest gotowy na moment w życiu, kiedy człowiek odchodzi do Boga, powtarzał słowa: „Moje bagaże są spakowane, jestem gotów wyruszyć do Boga”.

  „Moje bagaże są spakowane”. Kiedy starszy człowiek u schyłku życia tak mówi, to zapewne wie, co mówi i wie, co w jego bagażu na podróż do wieczności powinno się znajdować.

  Gorzej, gdy ktoś w młodym wieku, bez żadnego doświadczenia, wybiera się w jakąś podróż życia. Wtedy może zabierać ze sobą rzeczy zbędne, a także może zapomnieć o tych, które są konieczne w nowym miejscu, wśród nowych wyzwań. Krótko mówiąc, zmarnuje swoje siły na noszenie w bagażu tego, czego wcale nie wykorzysta, a co będzie jedynie balastem. To, co konieczne, i tak będzie musiał później zdobyć.

  Dlaczego mówimy o tych podróżach w pierwszą niedzielę Wielkiego Postu?

  Otóż dzisiaj słyszymy fragment z Ewangelii św. Łukasza. Ten Ewangelista opisuje życie Jezusa jako jedną wielką podróż do Jerozolimy, gdzie ma zostać zabity i gdzie zmartwychwstanie.

  Aby w sposób duchowy przygotować się do tej podróży życia, Jezus udaje się najpierw na pustynię. Tam pokazuje nam, co jest ważne podczas naszej podróży życia, a z czego należy zrezygnować. W dzisiejszej Ewangelii widzimy to wyraźnie, gdy szatan kusi Jezusa trzema pokusami, którymi najczęściej kusi także każdego z nas.

  Pierwsza to pokusa posiadania, czyli pokusa materializmu, polegająca na zaspokajaniu różnego rodzaju głodów materialnych. Na pustyni była to pokusa chleba. Jezus, po czterdziestu dniach postu, „poczuł głód” (por. Łk 4, 2) – jak pisze ewangelista. Kiedy my pościmy choćby przez krótki czas, wiemy, jak bardzo wtedy chce się coś zjeść. Właśnie w takiej chwili głodu przychodzi do Jezusa szatan i mówi: „Jeśli jesteś Synem Bożym, powiedz temu kamieniowi, żeby stał się chlebem” (Łk 4, 3).

  „Jeśli jesteś Synem Bożym” (Łk 4, 3). Szatan mówi prawdę, bo Jezus rzeczywiście jest Synem Bożym, ale zaraz po niej proponuje coś nie do zaakceptowania – chce, aby Jezus go słuchał. Na to Jezus nie może się zgodzić. Rozszyfrowując przebiegłość szatana, odpowiada, że sam chleb, choć ważny, nie jest najważniejszy.

  Szatan więc przypuszcza drugi atak, wykorzystując pokusę władzy i panowania nad innymi. Wyprowadza Jezusa na górę, pokazując Mu wszelkie królestwa ziemi, i mówi, że odda je wszystkie, jeśli Jezus odda mu pokłon. Propozycja brzmi kusząco, ale Jezus stanowczo odpowiada, że tylko Bogu należy oddawać cześć i tylko Jemu służyć.

  Szatan nie daje za wygraną i podsuwa trzecią pokusę, uderzając w nutę pychy. Zabiera Jezusa na narożnik świątyni jerozolimskiej i mówi, że skoro jest Synem Bożym, może rzucić się w dół, bo Pismo Święte stwierdza, że aniołowie zadbają o Niego. Szatan sprytnie posługuje się fragmentem Pisma Świętego, ale Jezus wykazuje, że w tym samym Piśmie jest też napisane, iż nie wolno wystawiać Boga na próbę.

  Mamy więc trzy pokusy: materializmu, władzy i pychy. Jezus, przygotowując się do swojej podróży życia, wyrzuca ze swego bagażu te trzy zbędne rzeczy, których i my powinniśmy unikać.

  Każdy z nas ma swoją podróż życia i musi dobrze przygotować swój bagaż, by był przydatny i nie zawierał niepotrzebnych ciężarów. Wielki Post jest szczególnym etapem tej podróży, podczas którego uczymy się walczyć z pokusami utrudniającymi nasze pielgrzymowanie.

  W Roku Jubileuszowym 2025 spróbujmy spojrzeć na pokusy materializmu, władzy i pychy z właściwej perspektywy. Codziennie jesteśmy kuszeni – nie tylko przez reklamy, ale także w bardziej subtelny sposób. Szatan próbuje wmówić nam, że to, co proponuje, da nam szczęście. Czasem, jak w przypadku Jezusa, posługuje się wyrwanymi z kontekstu fragmentami Pisma Świętego, by ukryć swoją perfidię.

  Święty Jan XXIII, o którym wspomniałem na początku, był o 47 lat starszy od Jezusa z dzisiejszej Ewangelii, gdy mówił o spakowanych bagażach na najważniejszą podróż życia. Wiek nie jest jednak najważniejszy – liczą się dobre wybory. Wielki Post jest naszą podróżą.

  Niech więc ten Wielki Post w Jubileuszowym Roku 2025 stanie się dla nas czasem refleksji nad tym, co niesiemy w bagażu naszego życia. Każdy z nas musi podjąć trud przeglądu tych rzeczy – zostawić to, co zbędne, a zabrać to, co prowadzi do prawdziwego dobra. Jezus, przez swoje doświadczenie na pustyni, pokazał nam drogę: odrzucić pokusy materializmu, władzy i pychy, a zaufać Bogu.

  Podróż życia, którą przemierzamy, pełna jest wyzwań i wyborów, ale to od nas zależy, co będzie jej treścią. Wielki Post przypomina o potrzebie duchowego rozeznania i skupienia na tym, co naprawdę istotne. Jezus uczy nas, że prawdziwa wolność wynika z podążania za Bożymi wskazówkami, a nie z dążenia do wygód czy ulegania podszeptom świata.

  Niech ten czas będzie dla nas szansą, by przygotować nasze „bagaże życia” w sposób przemyślany, zaufaniem opierając się na wartościach, które naprawdę prowadzą do Boga. Zastanówmy się już teraz: co zostawić, co zabrać i na czym opierać swoje codzienne wybory, by nasza podróż prowadziła do pełni życia i wieczności


Trzy pokusy

Gdy diabeł dopełnił całego kuszenia, odstąpił od Niego do czasu. Łk 4

 Pożądliwość ciała, oczu i pycha to trzy pokusy szatana, którym nie uległ Jezus, gdy pościł na pustyni. Wszelkie zło, właśnie od nich pochodzi. Pożądliwość oczu - co człowiek widzi, chciałby to mieć i zaczyna pogoń za bogactwami. A dobrobyt sprawia, że Pan Bóg przestaje być mu potrzebny. Pieniądz i majątek zasłania to, co najważniejsze. Pożądliwość ciała prowadzi do wielu krzywd i zła, rozbija małżeństwa, niesie wyuzdanie, niszczy wrażliwość i piękno miłości. Pycha zaś, wkrada się w każdą dziedzinę życia, jest obecna w pragnieniu bycia kimś ważnym, zauważonym, docenionym, w poczuciu bycia lepszym od innych, a może i nawet od samego Boga.

 Dotykają każdego z nas, choć nie zawsze pochodzą bezpośrednio od złego ducha. Często to nasze wady i nałogi są ich źródłem. Może właśnie potrzeba wyjść na pustynię, jak Jezus i próbować je zauważyć? A potem odważnie się do nich przyznać i znaleźć sposób na ich poskromienie. Odpowiedzią na te trzy pokusy mogą być trzy środki nawrócenia – post, modlitwa i jałmużna. Warto u początku Wielkiego Postu zastanowić się nad postanowieniami. Niech pomogą nam zbliżać się do Boga, pogłębiać więź z Nim. Wtedy walka z pokusami może okazać się owocniejsza, choć nigdy nie będzie można uznać ją za skończoną.

 "wiara.pl"

 

 14

Z koszykiem na pustynię

 Jezus w dzisiejszej Ewangelii ma już za sobą czterdzieści dni na pustyni, my dopiero na nią wyruszamy. A o tym, po co się tam wybierać (choćby tylko, jak w naszym wypadku, metaforycznie), mówią dzisiejsze czytania.

 Chyba nieprzypadkowo już na początku pojawia się w nich koszyk – wszak wielu z nas wzorem starożytnych Izraelitów z Księgi Powtórzonego Prawa za czterdzieści dni powędruje z nim do świątyni i położy go przed ołtarzem Pana. Czy jednak moja pamięć o tym, czego pierwociny przynoszę Panu, nie jest równie zawodna, jak pamięć Izraelitów? Zawartość koszyków różni się dramatycznie (oburzające dla synów Jakuba kiełbasy!), zawartość serc – chyba nie tak bardzo… Dlatego już teraz, czterdzieści dni wcześniej, przygotuj serce nie na „sakrament koszyczka” (tych siedem Jezusowych w zupełności wystarczy), a na dziękczynienie, uwielbienie i wyznanie: „Teraz oto przyniosłem pierwociny płodów ziemi, którą dałeś mi, Panie. Rozłożysz je przed Panem, Bogiem swoim. Oddasz pokłon Panu, Bogu swemu”.

 Czterdzieści dni przed kolejną Paschą, kolejnym urzeczywistnieniem Jego zmartwychwstania („to jest dziś”!) rezygnujemy z kulinarnych czy innych delikatesów nie dlatego, że są złe. Rezygnujemy z nich właśnie dlatego, że są dobre! I dlatego też po czterdziestu dniach składamy z nich ofiarę dziękczynienia. Bo o coś więcej niż tylko o tradycję tu chodzi: o pełne – sercem i ustami, duchem i czynem – przyjęcie Chrystusa jako swego Pana: „Jeżeli więc ustami swoimi wyznasz, że Jezus jest Panem, i w sercu swoim uwierzysz, że Bóg Go wskrzesił z martwych – osiągniesz zbawienie”. Wszystko od Niego pochodzi i nic nie powinno pozostać niewłączone w uświęcające celebrowanie Jego Paschy: ogień i woda, czas i wieczność, kiełbasy i pasztety.

 Ale zanim to nastąpi, wychodzę na pustynię, by tam wzorem Pana uczyć się dziękczynienia za to, co mam, i być od tego wolnym. By odsuwając delikatesy, zrobić miejsce na jeszcze większe dobra. By uczyć się czujności na szepty z wysoka i syki z niska. By wzorem Jezusa, sercem i ustami, duchem i czynem składać egzystencjalne wyznanie wiary. Pan przetarł pustynny szlak – wyruszasz?

 Szymon Bialik OP - "wdrodze.pl"


 

Pokusy próbami

 1 Niedziela Wielkiego Postu, rok C (Pwt 26,4–10; Rz 10,8–13;Łk 4,1–13)

 1. W każdym roku: A, B i C, w 1 niedzielę Wielkiego Postu Kościół wybiera stale za punkt wyjścia scenę kuszenia Jezusowego, słuchając tylko kolejno opisu innego ewangelisty, tym razem św. Łukasza. Z dwóch wymiarów Wielkiego Postu dziś dochodzą obydwa do głosu. Apel pokutny oparty jest na motywacji historiozbawczej. Jest nią wiara w Boga, który z własnej inicjatywy ocala tych, którzy Go wzywają ufni w wyzwolenie na jednym i drugim etapie dziejów zbawienia. Stąd w każdym z nich słyszymy elementarne Credo zawsze z nutą wdzięczności za dary na różnym poziomie – doczesnym i sięgającym wieczności. Nowemu bowiem Ludowi Bożemu zapewnia trwalsze od doczesnego wyzwolenie wyznana przy chrzcie wiara w Chrystusa zmartwychwstałego, zwycięzcę szatana. Jezus właśnie przykładem synowskiej zależności od Ojca uczy nas podobnych zwycięstw nad pokusami pogrążenia się w doczesności.

 2. Credo z Księgi Powtórzonego Prawa zawarte w pouczeniu dzisiejszym na przyszłość streszcza ważne etapy dziejów zbawienia dla Izraelitów. Bóg z własnej inicjatywy powołał sobie lud, wybierając wpierw na jego protoplastę – aramejskiego jeszcze pochodzenia – Abrahama, i kazał mu przez całe życie być „błądzącym wędrowcem”. Tak więc jego potomkowie dopiero w drugim pokoleniu znaleźli się w Egipcie, w osobie Jakuba i jego dwunastu synów, patriarchów Izraela. Stawszy się niezmiernie liczni w następnych pokoleniach Izraelici doznali tam ucisku. Wówczas skutecznie wybłagali u Boga cudowne w swoim przebiegu wyzwolenie z tej ciężkiej niewoli. Co więcej – doczekali się po wielu niełatwych próbach chwili, gdy sam Bóg osadził ich w Ziemi Obiecanej, opływającej w mleko i miód. Okazją więc do wypowiadania tego izraelskiego Credo miała być ofiara dziękczynna z pierwocin plonów Ziemi Obiecanej, łaskawie im darowanych przez Pana.

 Motyw chrztu dochodzi do głosu w urywku z wywodu Apostoła Pawła o doniosłości wiary, która usprawiedliwia. Można tu dosłyszeć fragment jakiegoś Credo Kościoła jeszcze apostolskiego. Zapewne powtarzali je katechumeni przed udzieleniem im chrztu w postaci zdania: „Jezus jest Panem”, co stanowiło aluzję do Jego zmartwychwstania. Wiara w Niego oparta na tym właśnie najdonioślejszym fakcie (por. 1 Kor 15,12–20), a potwierdzana wyznawaniem, zwłaszcza liturgicznym, Jego Imienia, jawi się tutaj jako zapowiedziany już w Starym Testamencie warunek osiągnięcia zbawienia. Udostępnia je hojny Bóg wszystkim współpracującym z Jego łaską, która w końcu doprowadzi ich do zbawienia. Jak Credo Izraelity z poprzedniego czytania, tak i to, już chrześcijańskie („Pan” z cytatu Jl 3,5 to już nie Jahwe, lecz Syn Boży – Jezus Chrystus!), mają cechę wspólną: są publicznym aktem wdzięczności za zbawcze dzieła Boże, doznawane w długim ciągu dziejów.

 Łukaszowa scena kuszenia Jezusa różni się nieco od Mateuszowej, przejrzyściej uporządkowanej pod względem kolejności pokus. Odrębności do podkreślenia są następujące: U św. Łukasza kuszenie nie następuje po chrzcie Jezusa w Jordanie, lecz po przedstawieniu Jego genealogii, która podkreśla, że Syn Boży, Jezus Chrystus jest, jak nauczał św. Paweł, nowym Adamem (por. Rz 5,12–19; 1 Kor 15,45–49). Postawa Syna Bożego ujawniona podczas kuszenia jest odwrotnością postawy Adama, widocznej w rajskim upadku prarodziców: Jezus do końca zdaje się ufnie na program życia, wyznaczony Mu przez Ojca – w zupełnej zależności od Niego. Kończy się tak opisane kuszenie w tej Jerozolimie, w której nastąpi wpierw ukrzyżowanie, a potem triumf Zmartwychwstałego. W świątyni jerozolimskiej przebywać będzie potem zalążek Kościoła oczekując zesłania Ducha Świętego (Łk 24,52n), które nastąpi także w Jerozolimie (Dz 1,12; 2,5).

 3. Ta niedziela rozpoczyna niejako powtórnie Wielki Post. Skoro wielu wiernych nie wzięło udziału w liturgii Środy Popielcowej, dzisiaj dla nich następuje dodatkowy obrzęd posypania głów popiołem. Kościół na początku tego okresu roku, niełatwego dla naszej natury, chce podać nam zachęcającą motywację w kontraście do naszej spontanicznej reakcji na fiolet pokutny tego czasu. Stąd Psalm ufności w Bożą opiekę (91[90]) przewija się w śpiewach tej niedzieli. Wszystkie zaś trzy czytania naprowadzają na wniosek, że ta nasza ufność winna się oprzeć na wierze wymaganej od Ludu Bożego, świadomego, że to Bóg pierwszy występuje z inicjatywą zbawienia. Zarówno Credo Izraelity, jak i Credo ochrzczonego, wspominają z wdzięcznością to wszystko, co na obu etapach dziejów zbawienia człowiek zawdzięcza Bogu. Odpowiedzi zaś Jezusa na kuszenie wykazują Jego bezgraniczną ufność w program nakreślony Mu przez Ojca.

 4. Temat homilii można ująć „Wielkopostna próba naszej postawy synowskiej na wzór Zbawiciela”. Ani pokusa ani pokuta głęboko zrozumiane nie powinny nas zniechęcać, gdyż obie służą naszemu zbawieniu. Przeciwwagą ujemnych ocen winna być na wdzięczności oparta nasza ufność w Bożej inicjatywie zbawczej. Poręką dla niej ostateczną jest Jezus Chrystus, który jako jedyny Nauczyciel prawdy objawionej, niczego nie wymaga, czego by sam wpierw nie pokazał (św. Jan Chryzostom). Jezus jest wzorem postawy synowskiej. W czym zawiódł historyczny Izrael, nie stanąwszy na wysokości zadań jako zbiorowy syn pierworodny (Wj 4,22; Pwt 14,1n) wobec różnych pokus doczesności, to naprawił Pierworodny między wielu braćmi (Rz 8,29) i Jednorodzony Bóg (J 1,18) zwyciężając wtedy szatana kuszącego, a po raz drugi, gdy tamten odstąpiwszy do czasu (Łk 4,13), usiłował Go zniszczyć podczas Jego męki. Jej owoc uwieńczony zmartwychwstaniem został dla nas utrwalony we chrzcie.

Augustyn Jankowski OSB - "wiara.pl"

 Przy stole Słowa - Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC

 

 

 

Zwyciężać pokusy

 Celem życia chrześcijańskiego jest świętość, czyli zjednoczenie z Trójjedynym Bogiem w miłości. Przeszkodą w zdobywaniu świętości jest grzech, który ma swoje źródło w uleganiu różnorakim pokusom podsuwanym przez diabła. Najbardziej jest w nas atakowany głód chwały, czułości, miłości oraz komfortu, wygody i zabezpieczenia.

 Dzięki temu, że diabeł kusił Jezusa, wiemy, co oferuje nam i co w nas samych jest najbardziej „wygłodniałe”. Jeżeli wraz z Jezusem zostaliśmy ochrzczeni w Duchu Świętym, to Duch poprowadzi nas na spotkanie z pokusami, których nigdy nie zabraknie w naszym życiu. Kuszenie Jezusa jest wewnętrzną walką i zejściem na poziom ludzkich zagrożeń, by podźwignąć człowieka. Jednocześnie ostrzega przed najbardziej podstawowymi próbami. Po pierwsze, będziemy kuszeni, aby mierzyć nasze życie raczej miarą ludzkiego dostatku, aniżeli słowa Bożego. Po drugie, będziemy kuszeni, by nawet duchowe dary obrócić na własną chwałę, a nie na chwałę Boga i braci. Po trzecie, będziemy kuszeni, by osiągać dobre cele postępując „na skróty”. Jeśli mamy uniknąć nieszczęść, będących konsekwencją ulegania pokusom, musimy wraz z Jezusem schronić się na pustyni słowa Bożego.

 Pokusa namawia nas, pociąga i kierunkuje na zło. Zwykle jednak zło uobecnione w pokusie nie jest na początku wyraźne. Najczęściej kuszony uświadamia je sobie tylko mgliście, zawsze bowiem pojawia się ono w przebraniu jakiegoś dobra. Pokusa rzadko więc uderza w rzecz zakazaną bezpośrednio. Najczęściej staje na drodze jako łatwy sposób zaspokojenia autentycznej potrzeby, która nieoczekiwanie łączy się z rzeczą zakazaną. Tak było w pierwszym kuszeniu, którego opis mamy w Księdze Rodzaju. Kuszona przez węża Ewa widzi, że zakazany owoc „jest rozkoszą dla oczu” (Rdz 3,6).

 Kuszenie może mieć znaczenie zarówno pozytywne, jak i negatywne. Jezusa prowadzi na pustynię Duch, który kształtuje w Nim postawę posłuszeństwa wobec woli Ojca. Ale za Duchem idzie diabeł, krzewiciel nieposłuszeństwa i adwokat oparcia się na własnej woli, oderwanej od woli Bożej. Wprawdzie Duch i diabeł mają udział w jednym dziele, to jednak chodzi im o różne sprawy. Duch chce potwierdzić Boże synostwo Jezusa, natomiast diabeł chce Go odwieźć od pełnienia woli Ojca.

 Ewangelia pierwszej niedzieli Wielkiego Postu przedstawia konfrontację Jezusa z trzema pokusami i trzy odniesione przez Niego zwycięstwa. Chrystus Pan odrzuca wszystkie propozycje diabła. Jest więc dla nas wzorem, ale i wsparciem w chwilach kuszenia. Dlatego, jak naucza św. Jan Paweł II, „Podczas czterdziestu dni Wielkiego Postu wierzący mają pójść za Chrystusem na ‘pustynię’, by razem z Nim stawić czoła duchowi zła i go pokonać. Jest to wewnętrzna walka, która decyduje o kształcie naszego życia. (…) Pokorna i ufna modlitwa, umocniona przez post, pozwala przejść nawet najtrudniejsze próby i daje odwagę potrzebną, by zło zwyciężać dobrem” (Anioł Pański, 9.03.2003). I my, kiedy będziemy zabiegać o łączność, komunię z Chrystusem, odniesiemy zwycięstwo, powtarzając za św. Pawłem: „Wszystko mogę w tym, który mnie umacnia”.

ks. Leszek Smoliński - "wiara.pl"

 

 

 

 1

 

Nowa logika daru i przebaczenia

 Post, modlitwa i jałmużna są "niezbędnym warunkiem, aby logika daru, który dzieli się wszystkim, mogła rozkwitnąć na nowo" - napisał w Liście do wiernych  łaciński Patriarcha Jerozolimy, kard. Pierbattista Pizzaballa.

 Drodzy Bracia i Siostry,

 W tym Roku Jubileuszowym rozpoczynamy Wielki Post, ponownie słuchając wspólnie orędzia, które za pośrednictwem ust apostoła Pawła napełnia nadzieją ten szczególny czas: „W Chrystusie Bóg jednał z sobą świat, nie poczytując ludziom ich grzechów, nam zaś przekazując słowo jednania.” (2 Kor 5,19, drugie czytanie z Mszy św. w Środę Popielcową).

 Pozwólcie, że podzielę się z wami kilkoma krótkimi refleksjami.

 1. Krzyż Chrystusa

 To jest serce Wielkanocy, to jest miejsce, w którym rodzi się i ugruntowuje wielka nadzieja Kościoła i świata: Gwałtowne słowa urazy i nienawiści, zuchwałe mowy konfliktu i oskarżenia nie mogą powstrzymać Boga przed wypowiedzeniem słowa pojednania w Chrystusie: Ave Crux, spes unica!

 Niech Wielki Post, sakramentalny znak naszego pojednania, będzie dla nas nową szansą, odnowionym darem Ducha, który prowadzi nas na pustynię z Chrystusem, abyśmy razem z Nim mogli ponownie słuchać słowa łaski i przebaczenia. Wielkanoc, którą będziemy obchodzić za czterdzieści dni, nie jest w rzeczywistości jedynie wspomnieniem minionego wydarzenia, ale żywą i uobecniającą pamiątką Bożej łaski, która pojednała nas ze sobą w krzyżu Chrystusa i uczyniła nas nowymi stworzeniami. Dzięki mocy Boga w krzyżu Chrystusa widzimy odwrócenie ludzkich kryteriów: od zemsty do przebaczenia. Jest to paschalna przemiana śmierci w życie, jest to ewangeliczne przezwyciężenie potępienia poprzez przebaczenie: „A właśnie za wszystkich umarł po to, aby ci, co żyją, już nie żyli dla siebie, lecz dla Tego, który za nich umarł i zmartwychwstał. Jeżeli więc ktoś pozostaje w Chrystusie, jest nowym stworzeniem. To, co dawne, minęło, a oto stało się nowe” (2 Kor 5,15.17).

 Potrzebujemy tego nowego słowa, słowa krzyża, które może wydawać się głupstwem dla potężnych i mądrych tego świata i naszych czasów. Jest to jedyne słowo, które może na nowo otworzyć ścieżki nadziei i pokoju, obalając światowe kryteria. Droga krzyżowa, na której uczymy się z trudem, ale z radością, nowej logiki daru i przebaczenia, wzywa mężczyzn i kobiety, młodych i starych, rodziny i dzieci, którzy są gotowi nią kroczyć, odnawiając swój sposób myślenia i swoją postawę. Tylko w ten sposób możemy mieć nadzieję na przyszłość w pokoju.

 Dlatego chciałbym, abyśmy wszyscy, jednostki i wspólnoty, znaleźli miejsce i czas w tych świętych dniach, aby kontemplować krzyż Chrystusa, czytać i medytować narracje pasyjne, uczestniczyć w pobożnych ćwiczeniach Drogi krzyżowej, a dla tych, którzy mają taką możliwość, odwiedzić miejsca naznaczone przejściem Pana na Kalwarię i do Grobu: niech Ukrzyżowany zajaśnieje w nowym świetle przed naszymi oczami, który tutaj, na tej ziemi, wziął na siebie nasz grzech, nawet więcej: „On to dla nas grzechem uczynił Tego, który nie znał grzechu, abyśmy się stali w Nim sprawiedliwością Bożą” (2 Kor 5,21).

 2. Sakrament pojednania

 „Wszystko zaś to pochodzi od Boga, który pojednał nas z sobą przez Chrystusa i zlecił na posługę jednania” (2 Kor 5,18).

 Aby jednak słowo pojednania było skuteczne, musi stać się posługą, czyli zaangażowaniem jednostek i wspólnot. Dar nie jest magiczny, ale musi być przyjęty, świadczony, przeżywany i dzielony. Zaangażujmy się więc wszyscy, duszpasterze i świeccy, zakonnicy i zakonnice, i poczujmy się współodpowiedzialni za niesienie światu słowa i posługi pojednania:

 „Tak więc w imieniu Chrystusa spełniamy posłannictwo jakby Boga samego, który przez nas udziela napomnień. W imię Chrystusa prosimy: pojednajcie się z Bogiem!” (2 Kor 5,20). Łaska pojednania potrzebuje naszego słowa, naszej służby, naszego własnego życia, które pojednuje i w ten sposób staje się znakiem i narzędziem pojednania. Byłoby zbyteczne, gdybym powtarzał tutaj to, czego nie znudziło mi się powtarzać wszędzie w tych strasznych miesiącach, których doświadczyliśmy. Nie możemy jednak nie słyszeć pragnienia, wręcz wołania o pojednanie, emanującego z tak wielu osób i sytuacji, które zostały zranione, upokorzone i obrażone przez przemoc i zło, które nas dotknęły. Wraz z dewastacją ziemi, istnieje dewastacja serca, relacji, ludzi, która woła o odbudowę. My, chrześcijanie, którzy chlubimy się krzyżem Chrystusa, pojednani z Bogiem, jesteśmy wezwani do pojednania między sobą, a następnie do rozpowszechniania słów, gestów i stylów pojednania.

 W tym kontekście chciałbym zaprosić wszystkich, zarówno duszpasterzy, jak i wiernych, do autentycznego, pobożnego i częstego korzystania z sakramentu pojednania, w którym doświadczenie łaski przebaczenia staje się żywe i konkretne, a tym samym może inspirować i oświecać życie.

 Jeśli uznamy i wyznamy nasz grzech, zło, któremu ulegamy i które sprowadza nas z drogi Pana, jeśli przyjmiemy łaskę sakramentu, która przemienia nas z wrogów w przyjaciół, a z grzeszników w sprawiedliwych, jeśli na nowo odkryjemy, że zostaliśmy przebaczeni, zaakceptowani i umiłowani, wówczas będziemy bardziej gotowi akceptować, kochać i przebaczać także wrogom.

łaciński Patriarcha Jerozolimy, kard. Pierbattista Pizzaballa

 

 

 12

 

Godzinki o Męce Pana Jezusa | Jutrznia

 Rozważanie cierpienia Jezusa w życiu chrześcijan nie ogranicza się wyłącznie do wielkopostnych nabożeństw Gorzkich Żalów, Drogi krzyżowej czy rozważania bolesnych tajemnic różańca - zresztą poza tym pierwszym nabożeństwem, wszystkie inne odprawiane są także poza liturgicznym czasem umartwienia i pokuty.

 Godzinki, jako odrębny gatunek modlitwy, były już we wczesnym średniowieczu. Ukształtowały się w wyniku naśladowania brewiarzowych modlitw Kościoła, stąd na początku nazywano je „Godzinami”. Kiedy powstały i na czyją część śpiewano je najpierw – trudno orzec. Można się jednak domyślać, że była to modlitwa popularna, a z czasem cieszyła się coraz większym uznaniem wśród wiernych. Wzmiankę o nich znaleźć można nawet w literaturze antykościelnej, jaka pojawiła się wraz z rozprzestrzeniającą się reformacją, w której oprócz innych, stawiano także i ten zarzut, że odmawianie godzinek do Matki Bożej jest wymysłem diabelskim. Zresztą także w Kościele katolickim przez pewien czas zabroniono ich odmawiania. Prawdziwy renesans godzinki przeżyły w XVII wieku, wtedy też, za sprawą działalności jezuitów, powstały teksty, które po nieznacznych przeróbkach śpiewamy do dziś. One też stały się inspiracją dla wielu, głównie anonimowych autorów, którzy aż do XX wieku tworzyli nowe teksty.

 

JUTRZNIA

 Zacznijcie, wargi nasze, chwalić Pańskie rany,
Pomnij, duszo, jak Jezus był ukatowany.
Wspomóż, niewinny Jezu, krwawą Twoją męką,
A wybaw nas wszechmocną z wiecznej toni ręką.
Chwała bądź Bogu w Trójcy Świętej jedynemu,
Ojcu, Synowi, wspólnie Duchowi Świętemu.
Jak była na początku, od wieków, przedwiecznie,
Niech Bóg w Trójcy jedyny chwalon będzie wiecznie.
 
Hymn
Witaj, Jezu, w Ogrojcu w modłach krwią spocony,
Przez anioła wzmocniony, przez ucznia zdradzony.
Od Żydów krwi Twej chciwych jak zbójca pojmany,
W dom Annasza wiedziony, bity, krępowany.
Uczniowie Cię odstępują, bojaźń ich zwycięża,
Piotr się trzykroć zapiera, mówiąc: „Nie znam męża”.
 
albo:
Witaj, Jezu, w Ogrojcu w modłach krwią spocony,
W wielkim smutku pociechą anioła wzmocniony.
Wydanego przez zdrajcę uczniowie odstępują,
Powrozami Żydowie jak zbójcę krępują.
W dom Annasza zawiedzion – tam w twarz uderzony
I przed Radą żydowską na sąd postawiony.
Piotr się trzykroć zapiera, że nie zna takiego,
Gdy wrogowie skazują na śmierć Mistrza jego.
 
P. Niech będzie pochwalona Najświętsza Krew i rany Pana Jezusa.
W. Teraz i na wieki wieków. Amen.
P. Panie, wysłuchaj modlitwy nasze.
W. A wołanie nasze niech do Ciebie przyjdzie.
 
Módlmy się.
Jezu najdobrotliwszy, któryś dla odkupienia świata i zbawienia
grzeszników podjął mękę i śmierć haniebną, nie dopuść,
błagamy, aby Krew i rany Twoje miały być na potępienie nędznym
duszom naszym, dla wielkości grzechów naszych, ale
z nieskończonych zasług Twoich, najmiłosierniejszy Panie
i Boże, racz nam darować choć jedną kropelkę Najdroższej
Krwi Twojej, by dusze nasze zbawione były. Który żyjesz i kró-
lujesz z Bogiem Ojcem i Duchem Świętym na wieki wieków.
W. Amen.
 
P. Panie, wysłuchaj modlitwy nasze.
W. A wołanie nasze niech do Ciebie przyjdzie.
P. Błogosławmy Panu.
W. Bogu chwała.
P. A dusze wiernych zmarłych przez miłosierdzie Boże
niech odpoczywają w pokoju wiecznym.
W. Amen.
 

 

 

 

 

 

Na Dzień Kobiet. Bądź dziś dla siebie lepsza,

niż świat był dla ciebie wczoraj

 

Na Dzień Kobiet. Bądź dziś dla siebie lepsza, niż świat był dla ciebie wczoraj. Możesz zwolnić. Możesz przestać się spieszyć po doskonałe ogarnięcie. Możesz nie zrobić tego, co niekonieczne, ale wypada.

 Jak to jest, że dajesz się czasem traktować tak, jak sama nikogo byś nie potraktowała? Jak to jest, że odkładasz swoje małe  marzenia na jutro, na za miesiąc, na po wakacjach, a jednocześnie tyle energii wkładasz w to, by tu i teraz spełniać cudze marzenia? Jak to jest, że tyle pracy wkładasz w spełnianie cudzych oczekiwań, a nie masz czasu pomyśleć, czego sama od siebie oczekujesz?

 Dzień Kobiet. Jeden z trzystu sześćdziesięciu pięciu dni w tym roku. Przez ile z tych dnia jako kobieta czujesz się doceniona? Przez ile z tych dni doceniasz sama siebie? Jak często mówisz o sobie, że jesteś w czymś średnia, że coś wychodzi ci beznadziejnie, że się nie nadajesz, że jesteś zbyt wrażliwa, za mało opanowana, zbyt emocjonalna? Jak często myślisz o sobie, że jesteś dobra, wystarczająca, że jesteś czuła i wrażliwa, że dzięki temu, jaka jesteś, odnosisz sukces, a nie przypadkiem „udało ci się” coś dobrze zrobić?

 Jesteś dobra.
Jesteś wystarczająca.
Odnosisz sukcesy.
Potrafisz odpowiednio zadziałać w sytuacji, w którą wrzuca cię życie.
 
Może teraz czujesz, że to nie o tobie.
To jasne: o żadnej z nas to nie jest na sto procent.
Ale niemal o każdej z nas to jest przynajmniej na osiemdziesiąt procent.
Tylko że osiemdziesięciu procentom z nas naprawdę trudno w to uwierzyć.
 
Patrzę na kobiety wokół mnie. Widzę piękne kobiety, które myślą o sobie, że są nieładne; widzę mądre kobiety, które myślą o sobie, że nie mają nic do powiedzenia; widzę hojne kobiety, którym się wydaje, że dają ciągle za mało; widzę cierpliwe kobiety, które wyrzucają sobie, że jednak poniosły je nerwy.
 
Mamy tendencję, żeby się zajeżdżać niedosięgłymi ideałami. Do tego, żeby wyobrażać sobie, jakimi chcą nas mieć inni, i próbować spełniać te wyobrażone oczekiwania. Nie pomaga nam w tym internet i to, że widzimy w nim ten wycinek życia innych kobiet, w którym są świetne i doskonałe, ale nie mamy już wglądu w to, co idzie im przeciętnie albo kiepsko. Daje to bardzo złudną wizję: wszyscy wokół super się ogarniają, tylko my nie. To rodzin wstyd. Rozczarowanie. Rezygnację. Poczucie, że coś ze mną jest nie tak.
 
Nie jest.
Nie musisz gonić króliczka z listą oczekiwań przyczepionych na puchatym tyłeczku: daj mu biegać, jak sobie chce.
Możesz zwolnić.
Możesz przestać się spieszyć po doskonałe ogarnięcie. Możesz nie zrobić tego, co niekonieczne, ale wypada. Możesz odpuścić to, co może według niektórych powinnaś, ale wcale cię nie cieszy. Może będzie to mycie okien, może czytanie książek, może robienie dzieciom kanapek do szkoły, może poprawianie do późna w noc wszystkich literówek w prezentacji do pracy, może robienie paznokci, może mycie samochodu, może odczytywanie wszystkich wiadomości na Librusie nie później niż pięć minut po ich otrzymaniu, może gotowanie dwudaniowych domowych obiadów.
 
Ukradnij swój własny czas z pędzącego planu dnia.
Idź na zwolnienie od cudzych spodziewań i oczekiwań, którym i tak nie masz szansy sprostać, jak antylopa w konkursie na najpiękniejsze skrzydła. 
 
Daj sobie chwile na zachwyt, na to ulotne i płochliwe maleństwo, które przyleci jak ciekawski wróbel, gdy na chwilę się zatrzymasz w dobrym bezruchu.
Wpisz w plan życia jeden moment szczęścia dziennie.
Bądź dziś dla siebie lepsza, niż świat był dla ciebie wczoraj.
Nie pozwól sobie wmówić, że jeszcze na to nie zasłużyłaś.
 
Autor: Marta Łysek - "deon.pl"
 

 

 

 

 

 

Różnorodność – refleksje marcowe

 
Przybywa nam tych enklaw przeróżnych "tylko dla"...
 
8 marca. Dzień Kobiet. Niegdyś, w zgrzebnym PRL- u święto zaznaczane szkolną akademią oraz kwiatami i drobnymi prezentami dla przedstawicielek płci pięknej. Wśród kwiatów podobno na pierwsze miejsce wybijały się goździki, wśród prezentów rajstopy, a złośliwcy zauważali, że najbardziej z uroczystości wszystkich kobiet cieszą się wszyscy panowie jako z dobrego pretekstu do wypicia czegoś mocniejszego. Za zdrowie naszych pań, oczywiście.
 
Co mi po takim święcie. Już przed laty dumnie rzuciłam hasłem, że nie obchodzę. Ani to kościelne, ani państwowe… I żadnych prezentów sobie nie życzę – zaznaczyłam twardo. Gożdzika też nie.  Teraz, kiedy widzę panów zmierzających do domu albo na randkę z bukiecikiem kwiatów, zastanawiam się czy nie ogłosiłam tej rezygnacji zbyt pochopnie. Zawsze kwiaty miło dostać z jakiejkolwiek okazji.
 
Gdy rozejrzeć się wokół niemało też z okazji 8 marca imprez – a jakże! – tylko dla pań. Niedawno koleżanka zaprosiła mnie na wycieczkę. No wiesz, 8 marca, tylko dla kobiet,  nie wybierzesz się? Nie wybiorę się. Za to się zadumałam. Kobiety przez lata walczyły o równouprawnienie, o to, by móc być wszędzie tam, gdzie mężczyźni, a teraz na pamiątkę tej długiej walki wycofują się do małych, zacisznych enklaw tylko dla pań. 
 
Zresztą przybywa nam tych enklaw przeróżnych tylko dla: zajęcia dla seniorów, turystyka 50 plus, lokale, do których wstęp z psieckiem dozwolony , ale z dzieckiem już nie. (Co też ten mój komputer wyprawia, psiecko mi na czerwono podkreśla, niedoinformowany jakiś.)
 
Dlatego między innymi lubię grupę, z którą w miarę czasu i możliwości szwendam się po bliższej i dalszej okolicy. Większą jej część stanowią zwykle panie w średnim i bardziej średnim wieku, ale panów też nie brakuje, często przychodzą osoby młodsze, czasem rodziny z dziećmi. Bywają niepełnosprawni, czasem ktoś, kto przyjechał z dalekiego kraju i jakoś próbuje się tu na krócej czy dłużej zadomowić.
 
Dzieci witane są uśmiechem, czasem słowem zachęty. Przecież się wie, że rodzice za nie odpowiadają i najlepiej wiedzą, co zrobić w krytycznej sytuacji, kiedy droga się dłuży albo zaczyna się chaszczing czy marasing (od śląskiego maras czyli błoto) – wziąć malucha na plecy, wytłumaczyć, że tak trzeba, użyć tajemniczych rodzicielskich sposobów albo – gdy to możliwe – rozejrzeć się za najbliższym autobusem. Jeśli zaś komuś bardzo przeszkadza dziecięce marudzenie (albo czyjeś głośne rozmowy i dyskusje), zawsze może wybrać jakieś cichsze miejsce w grupie zwykle mało zwartej. Tak samo jak może nastawić się na łowienie wszystkich podawanych historycznych i przyrodniczych ciekawostek albo zwyczajnie patrzeć i podziwiać Boży świat.
 
Może komuś – dla wypoczynku, higieny psychicznej, z jakiegokolwiek powodu – potrzebne są miejsca tylko dla, ale błagam, niech nie mówi wtedy o różnorodności i o tym jak piękny jest różnokolorowy świat.
 
Maria Sołowiej - "wiara.pl"
 
 

 

 20

 

Czy uzależnienie od telefonu jest grzechem?

 

Ten artykuł czytasz pewnie na telefonie. Pomyśl, ile czasu na nim spędzasz i czy ma on negatywny wpływ na twoje życie.
 
Kiedy wprowadzono smartfon, wielu było podekscytowanych możliwościami i patrzyło na niego z podziwem.
 
W tamtym czasie uważano go za narzędzie, które zmieni świat, ułatwiając życie każdemu i pomagając osiągnąć więcej szczęścia w tym życiu. Wielu nadal podziela ten pogląd, ale coraz więcej osób dostrzega negatywne skutki uboczne nadmiernego korzystania ze smartfona.
 
Problem polega na tym, że smartfony są niezwykle uzależniające i trudno jest odłożyć je na dłużej niż kilka sekund. Wielu z nas nie może się bez niego nigdzie ruszyć. Zabieramy go ze sobą nawet do łazienki.
 
Czy jest coś złego w uzależnieniu od smartfona z duchowego punktu wiedzenia? Czy to nie jest po prostu zabawka?
 
Już nie rozrywka
 
W pewnym sensie korzystanie ze smartfona można zaliczyć do kategorii „rozrywki”. Zawiera on wiele aplikacji, które zapewniają wytchnienie od otaczającego nas świata.
 
Jednak nadmierne korzystanie ze smartfona w pewnym momencie zaczyna działać przeciwko nam.
 
Św. Franciszek Salezy napisał o niebezpieczeństwie spędzania zbyt wiele czasu na rozrywkach w swoim „Wprowadzeniu do życia pobożnego”:
 
    Należy unikać nadmiaru, zarówno w poświęconym im czasie, jak i w ilości zainteresowania, jakie pochłaniają; ponieważ jeśli poświęcimy zbyt dużo czasu takim rzeczom, przestają być rozrywką, a stają się zajęciem; i tak dalekie od odpoczynku i regeneracji umysłu lub ciała, mają dokładnie odwrotny skutek.
 
Dalej wyjaśnia, że ​​najgorsze, co możemy zrobić, to oddać serce takiej rozrywce.
 
    Ale przede wszystkim uważaj, aby nie poświęcać serca żadnej z tych rzeczy, ponieważ bez względu na to, jak legalna może być rozrywka, oddanie jej serca jest niewłaściwe. Nie chodzi o to, że nie chciałbym, abyś czerpał przyjemność z tego, co robisz, ale nie chciałbym, abyś był tym pochłonięty, lub abyś stał się nadmiernie zafascynowany którąkolwiek z tych rzeczy.
 
Czy nasz smartfon włada naszym sercem?
 
Czy nasz smartfon odrywa nas od wypełniania obowiązków w pracy lub w domu?
 
Czy wolelibyśmy być ze smartfonem, czy siedzieć w ławce na mszy w niedzielę?
 
Bóg nie dał przykazania: „Nie będziesz zbyt często używał swojego smartfona”, ale dał nam rozumu i Kościół, aby nas prowadziły.
 
Następnym razem, gdy pójdziesz do spowiedzi, powiedz księdzu o swojej obsesji na punkcie smartfona, a on będzie w stanie pomóc ci rozeznać, czy jest to grzech, czy nie.
 
Dariusz Dudek - "aleteia.pl"
 
 

 

 

 

Święci i błogosławieni w tygodniu

 

9 marca - św. Franciszka Rzymianka

9 marca - św. Dominik Savio

10 marca - św. Symplicjusz I, papież

10 marca - świętych Czterdziestu Męczenników z Sebasty

10 marca - św. Makary, biskup

11 marca - św. Konstantyn, prezbiter

11 marca - św. Sofroniusz, biskup

12 marca - św. Maksymilian, męczennik

12 marca - św. Alojzy Orione, prezbiter

12 marca - katedra polowa Wojska Polskiego w Warszawie

13 marca - św. Krystyna, męczennica

13 marca - św. Patrycja z Nikomedii, męczennica

13 marca - św. Nicefor, biskup

14 marca - św. Matylda

15 marca - św. Klemens Maria Hofbauer, prezbiter

15 marca - św. Ludwika de Marillac, zakonnica

15 marca - św. Artemides Zatti, zakonnik

16 marca - św. Gabriel Lalemant, zakonnik i męczennik

16 marca - św. Renat Goupil, prezbiter i męczennik