23/1023 – 18 maja 2025 r. C.
INTERNETOWE WYDANIE TYGODNIKA

Niedziela, 18 maja 2025, rok „C”
V NIEDZIELA WIELKANOCNA (rok C)
Kolor szat - biały

Czytania
Pierwsze czytanie: Dz 14,21b-27
Psalm: Ps 145
Drugie czytanie: Ap 21,1-5a
Ewangelia: J 13,31-33a.34-35
Ewangelia
Przykazanie nowe daję wam
J 13, 31-33a. 34-35
✠ Słowa Ewangelii według Świętego Jana
Po wyjściu Judasza z wieczernika Jezus powiedział: «Syn Człowieczy został teraz otoczony chwałą, a w Nim Bóg został chwałą otoczony. Jeżeli Bóg został w Nim otoczony chwałą, to i Bóg Go otoczy chwałą w sobie samym, i to zaraz Go chwałą otoczy.
Dzieci, jeszcze krótko jestem z wami. Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem; żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie. Po tym wszyscy poznają, że jesteście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali».
Komentarz do czytań
Bardzo trudno znaleźć dziś wspólną myśl wszystkich trzech czytań biblijnych tej niedzieli. Ich treść układa się wedle pomysłu: Bóg potrzebuje nas na ziemi do pełnienia swoich dzieł. Dopiero potem da nam życie wieczne. A głównym prawem życia chrześcijan wypełniających swoją misję i zmierzających do Niebieskiego Jeruzalem czyni miłość.
Czytania tej niedzieli są dość lapidarne. W pierwszej chwili trudno uchwycić ich wspólny mianownik. Chwałą jaką Jezus otacza Ojca, chwała jaką Ojciec otacza Syna, nowe przykazanie - abyście się wzajemnie miłowali, jak ja was umiłowałem - trudny życia ewangelizatorów i obraz nieba. Ale to pokazanie, że warto żyć dla Chrystusa. Nie tylko zresztą dla przyszłej nagrody, ale także dlatego, że takie życie już tu, na ziemi, ma dobry smak.
Bóg nie kocha ideałów człowieka, Bóg kocha nas takimi, jakimi jesteśmy. Uczniami Jezusa byli całkiem nieidealni Piotr, Jakub, Jan i inni.... Piotr zaparł się Jezusa. Jakub i Jan mieli wielkie ambicje - być najważniejszymi "urzędnikami" w królestwie Jezusa... I takimi kochał ich Jezus. Z ich ułomnościami. Licząc, że to, iż doświadczą miłości, akceptacji, przemieni ich, sprawi, ze przezwyciężą te swoje ograniczenia...
Bez oglądania się na innych robić swoje. To jedno z wyzwań czytań tej niedzieli. Mimo wszystko, na przekór wszystkiemu, bez obaw, lęków. I bez paraliżującego działanie permanentnego rachunku sumienia.... Ale są i inne. Ot, chyba najważniejsze: na serio traktować przykazanie Jezus o miłości wzajemnej. Ważne. Bo ostatnimi czasy za cnotę uważa się, jeśli się braciom w wierze przyłoży. Publicznie, w mediach, zwłaszcza społecznościowych. Im mocniej tym lepiej. A nie tego uczył Jezus...
W dzisiejszym numerze
- Miłujcie się wzajemnie tak, jak Ja was umiłowałem
- My wiemy
- V niedziela wielkanocna
- Otoczyć chwałą
- Wiekuista nowość
- Inauguracja pontyfikatu Leona XIV – spodziewanych 250 tys. Wiernych
- Pokój, sprawiedliwość, prawda filarami działań Kościoła
- W rocznicę Rerum novarum – czasy Leona XIII oraz Leona XIV
- Nowy papież zmienia Caritas
- Oficjalny portret papieża Leona XIV
- Różaniec noszony na szyi. Tak czy nie?
- Święci i błogosławieni w tygodniu

Miłujcie się wzajemnie tak, jak Ja was umiłowałem
Dobry Pasterz zaprasza nas od 5. Niedzieli Wielkanocnej do tego, abyśmy odnaleźli się w realiach Wieczernika. Wracamy do tego szczególnego miejsca, czekając na dar Ducha Świętego.
Miejsca umywania nóg, ustanowienia Eucharystii. Miejsca, w którym Jezus, w czasie rozmowy z uczniami, mówi o największym przykazaniu: "miłujcie się wzajemnie tak, jak Ja was umiłowałem".
Miłować jak Jezus i ufać w wymiarze Krzyża. Miłować Jego mocą, Jego siłą.
Nasza miłość ma swoje ograniczenia. Mówimy - aż dotąd, nie więcej, dosyć, nie będę, nie chcę, nie potrafię, odchodzę. Coś zupełnie innego czyni Jezus.
Warto wczytać się w te rozdziały 'wieczernikowe' Ewangelii św. Jana, bo tam jest dużo obietnic. Jest obietnica nowego przykazania, pokoju, zesłania Ducha Świętego... ale o tym następną niedzielę.
ks. Wenancjusz Zmuda – „Mateusz.pl”

My wiemy
Żałoba, krzyk, trud – tak bardzo wrosły w naszą rzeczywistość, że zatrzymujemy uwagę raczej przy tym, „jak to będzie”, niż że „nie będzie”. Bo i jak wynagrodzić, zapomnieć, co z krzywdzicielem, naszą pamięcią, pojednaniem… Niekończący się ciąg naszego niedowierzania albo ufności mimo nieufności… Nie jest to może Maryjne „jak to się stanie” ani fiat, ale i daleko nam do Niej przecież.
Bóg mówi do nas, jakby nie oglądając się na nasz duchowy „poziom”, tak jakby nie umiał się powstrzymać z ogłoszeniem nam dostępu do własnej szczęśliwości. Tak, w całym tym trudzie, krzyku, w całej żałobie my znamy tajemnicę: przeminą. To, że jesteśmy przez Boga kochani, że mówi o nas „moi”, że można nas rozpoznać po miłości. Listra, Ikonium, Antiochia, Perge – nieważne, gdzie jesteśmy dzisiaj, wszędzie mamy swoich. I Boga.
V niedziela wielkanocna
Trwamy w radości okresu wielkanocnego. Wciąż cieszymy się ze Zmartwychwstania Pana Jezusa. Dzisiejszy tekst Ewangelii jest jednak spojrzeniem wstecz. Słowo Boże na tę niedzielę przenosi nas do Wieczernika. Ewangelista opisuje wydarzenia, które miały miejsce zaraz po opuszczeniu przez zdrajcę Judasza Ostatniej Wieczerzy. Jezus wygłasza do swoich uczniów „ostatnie kazanie”. Właśnie teraz, w tym momencie, rozpoczynają się wydarzenia, które osiągną punkt kulminacyjny na wzgórzu Golgoty. Mówiąc metaforycznie: „kości zostały rzucone” – nie ma już odwrotu. Nadeszła „godzina” Jezusa.
Mistrz z Nazaretu mówi o swoim „uwielbieniu”, które spełni się w Jego męce, śmierci i zmartwychwstaniu. Wszystko to wyrażone jest w słowach: „Syn Człowieczy został teraz otoczony chwałą, a w Nim Bóg został chwałą otoczony” (J 13, 31). Syn Człowieczy jest uwielbiony zarówno poprzez swoją gotowość do posłuszeństwa Bogu aż do śmierci, jak i w fakcie, że Bóg uwielbi Go, czyniąc Jego ofiarę skuteczną dla zbawienia wszystkich. Oddając za nas życie, Jezus nie tylko nas zbawia, ale także daje doskonały przykład tego, czym jest miłość.
Jednak to nie koniec. Jezus jest świadomy, że już wkrótce opuści swoich uczniów, dlatego zostawia im „zadanie” do wykonania. Tym zadaniem jest „nowe przykazanie” (por. J 13,34). Uczniowie Jezusa mają od teraz miłować tak, jak On. Ale co jest „nowego” w tym przykazaniu? Prawo żydowskie, wypływające z Księgi Powtórzonego Prawa i Księgi Kapłańskiej, mówi: „Będziesz miłował Pana, Boga twojego, z całego swego serca, z całej duszy swojej, ze wszystkich swych sił” (Pwt 6, 5), oraz „Będziesz miłował bliźniego jak siebie samego” (Kpł 19, 18). Jezus dodaje do tego nowy element. Nowością jest to, że miłość staje się prawdziwa dopiero wtedy, gdy czerpie ze wzoru Jego życia. Syn Boży wyraźnie to podkreśla słowami: „Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali tak, jak Ja was umiłowałem” (por. J 13, 34).
Ewangelista Jan oddaje słowo „miłować” poprzez użycie greckiego słowa agapao, które oznacza miłość zdolną oddać życie za ukochaną osobę – najwyższy stopień miłości. Jezus z pewnością nie mówi o miłości romantycznej, lecz o „miłości ofiarnej”. Dosłowne znaczenie tego, co Jezus chce przekazać uczniom, brzmi: „abyście potrafili oddawać za siebie życie tak, jak Ja to czynię”.
Jeden z kapłanów ogłosił, że w następną niedzielę przyjedzie sławny mnich-asceta, który późnym wieczorem wygłosi kazanie o prawdziwej miłości. O wyznaczonej godzinie zebrała się ogromna rzesza wiernych. Nagle zgasły światła. Kościół pogrążył się w ciemnościach. W drzwiach zakrystii pojawił się nikły płomyk świecy, który oświetlał ascetyczną twarz mnicha. Mnich zbliżył się do ołtarza, gdzie stał olbrzymi krucyfiks. Najpierw przybliżył płomyk świecy do ran na nogach ukrzyżowanego Chrystusa. Następnie nikłe światło oświetliło Jego przebity bok. Po chwili płomyk ukazał rany na przybitych do krzyża rękach. A na koniec migotliwe światło świecy zatrzymało się na zakrwawionej głowie Jezusa, zranionej koroną cierniową. Po długiej i wymownej ciszy mnich zdmuchnął świeczkę. Zapanowała ciemność. Był to koniec kazania o prawdziwej miłości. Słowa nie były potrzebne. Wszyscy dobrze wiedzieli, że prawdziwa miłość gotowa jest do największej ofiary. Prawdziwa miłość szuka dobra drugiego człowieka, a wzorem takiej miłości jest Chrystus. On jest także źródłem mocy, aby iść drogą takiej miłości.
Prawdziwa miłość chrześcijańska musi być ofiarna. Jezus powiedział, że powinniśmy kochać się nawzajem tak, jak On nas umiłował. Jak nas umiłował? Przede wszystkim – umierając za nasze grzechy. Oddał za nas wszystko. Jezus nie wzywa nas do miłości wobec tych, których łatwo kochać. Mamy naśladować Jego miłość zawsze. Bo to jest „nowe przykazanie” dla każdego z nas. Czy jest wykonalne? Tak! Ilustruje to świadectwo filozofa z II wieku, Arystydesa. Pisząc do cesarza Hadriana w obronie chrześcijan, stwierdza:
„Chrześcijanie miłują się wzajemnie. Nigdy nie zaniedbują pomocy wdowom; ratują sieroty przed tymi, którzy chcieliby je skrzywdzić. Jeśli ktoś ze wspólnoty coś ma, daje hojnie tym, którzy nic nie mają… Jest w nich coś boskiego”.
Jezus kocha nas, idąc za nas na krzyż. Kocha nas, nawet gdy się Go zaparliśmy. Kocha nas, dając nam wszystkim „nowe przykazanie” (por. J 13,34). Świat pozna, że jesteśmy uczniami Jezusa, gdy będziemy się wzajemnie miłować – tak, jak On nas umiłował.
Nie wystarczy mówić o miłości. Trzeba nią żyć.
Nie wystarczy znać przykazanie Jezusa. Trzeba je wypełniać.
Prawdziwa miłość to nie emocja – to decyzja, poświęcenie, codzienna ofiara.
Świat rozpozna uczniów Chrystusa nie po słowach, ale po miłości, którą żyją. A jeśli zapytasz, skąd wziąć siłę? Spójrz na krzyż. Tam jest odpowiedź. Tam zaczyna się miłość, która naprawdę zmienia świat.
o. Łukasz Baran CSsR – „redemptor.pl”
Misjonarz Prowincji Warszawskiej Redemptorystów, Parafia Matki Bożej Królowej Polski
(Sanktuarium Matki Bożej Nieustającej Pomocy) – Elbląg

Otoczyć chwałą
Pan Jezus rozpoczyna swoją mowę pożegnalną w Wieczerniku od stwierdzenia, że został „otoczony chwałą”. To wyrażenie, które powtarza się aż pięć razy, można przetłumaczyć jako „uwielbić”, „uczynić ważnym”. W obliczu zbliżającej się męki Jezus zapewnia swoich uczniów, że choć wszyscy Go opuszczą, to dla Ojca zawsze będzie ważny, a Jego męka stanie się okazją do objawienia się Bożej chwały. Dość powiedzieć, że po skończonej wieczerzy kohorta, którą przyprowadza Judasz, pada przed Jezusem na twarz, a podczas procesu Piłat wbrew wszystkim powtarza i każe napisać, że Jezus jest królem żydowskim.
W swojej mowie Jezus stara się jednak przygotować uczniów na to, co się stanie po męce i po zmartwychwstaniu. Wskazuje, że „jeszcze krótko jest z nimi”, ale daje do zrozumienia, że Bóg otoczy chwałą tych, którzy będą naśladowali Jego miłość. Świadectwo tego słyszymy w pierwszym czytaniu, gdzie po powrocie z podróży misyjnej Paweł i Barnaba opowiadają, „jak wiele Bóg przez nich zdziałał i jak otworzył poganom podwoje wiary”.
Jezus daje nowe przykazanie, zmieniając starotestamentalną definicję z Księgi Kapłańskiej. Nie nakazuje miłować bliźniego „jak siebie samego”, ale nakazuje miłować tak, „jak On sam nas umiłował”. To ważne rozróżnienie, bo człowiek bez Boga często wpada w fałszywe formy miłości, myląc ją z egoizmem, egocentryzmem czy narcyzmem albo pogrążając się w zniechęceniu i odrzuceniu samego siebie. W takich formach relacji trudno jest znaleźć oznaki Bożej chwały.
Nowe przykazanie, które daje Jezus, zapowiada także nowy porządek i chwałę, których będziemy doświadczać w niebie. O tym czytamy w Apokalipsie, gdy Jan ma widzenie „nowego nieba i nowej ziemi”. W tej nowej rzeczywistości człowiek będzie mieszkał razem z Bogiem. Już nikt nie będzie się czuł nieważny i niekochany, bo wszystkie relacje zbudowane będą w oparciu o doświadczenie nieskończonej miłości Boga. W ten sposób nowa ludzka społeczność stanie się wspólnotą otoczonych chwałą przez Boga, a jednocześnie wspólnotą, w której chwałą otoczony jest Bóg.
Jacek Pietrzak OP – „wdrodze.pl”
Wiekuista nowość
Trzy czytania dzisiejsze, wprawdzie bardzo się różnią scenerią oraz akcją, rozgrywającą się we wszystkich trzech wymiarach czasu, ale mówią właściwie o czymś jednym. Jest nim żywa i czynna w nas obecność misterium paschalnego, której dynamikę można przedstawić jako posuwanie się jedną drogą do celu ostatecznego. Widać jej początek już w dziejach pierwotnego Kościoła. Dalej prowadzi ona przez naszą teraźniejszość, a zmierza ku swemu zakończeniu, które przyniesie ze sobą wiekuistą nowość. Bogaci w dawne doświadczenia Kościoła, mając model już sprawdzony, ciągle przedzieramy się mozolnie przez rzeczywistość doczesną z jej próbami. Jednocześnie zdajemy egzamin z tego, że naprawdę jesteśmy uczniami Chrystusa zachowując nowe Jego przykazanie miłości wzajemnej, i to na Jego wzór. Tą drogą niezawodnie dojdziemy do nieznanego nam jeszcze szczęścia, jakie czeka nas w nowym świecie, w Niebieskim Jeruzalem.
Fragment z Dziejów Apostolskich – to opis zakończenia pierwszej wyprawy misyjnej św. Pawła (lata 45–48). Urywek mówi o apostołach Pawle i Barnabie w, drodze powrotnej umacniali wyniki swojej działalności misyjnej na południowych wybrzeżach Azji Mniejszej. W trosce o utrwalenie misji ustanowili oni prezbiterów w poszczególnych wspólnotach. Ton ogólny sprawozdania jest optymistyczny. Z wyników misji prowadzonej wśród pogan słusznie się mógł cieszyć otwarty na nią Kościół w Antiochii, skąd wyruszyli obaj Apostołowie przed trzema laty. Umacniając jednak neofitów w nowej wierze dalecy są oni od jednostronnego triumfalizmu. Zachęcając do wytrwania ukazują znamienny, w pełni realistyczny, program drogi do królestwa Bożego. Prowadziła ona uczniów Chrystusa od początku poprzez wiele ucisków i prowadzi również nas teraz. Jest bowiem prostym następstwem „znaku sprzeciwu”, jakim jest w świecie Jezus Chrystus.
Podana pod koniec Janowej Apokalipsy wizja rzeczywistości ściśle już eschatologicznej przerzuca nas ku dopełnieniu dziejów Kościoła w Bożym planie zbawienia. Wizjoner posługuje się słowami z Księgi Izajasza (65,17; 66,22), określając tę rzeczywistość jako niebo nowe i ziemię nową, jawiące się w miejsce dawnego kosmosu, który już definitywnie przeminął wraz z pierwszymi rzeczami na wszystkich trzech swoich „piętrach”. Kolejna wizja – to Kościół ukazany w swej fazie ostatecznej jako Miasto Święte – Jeruzalem Nowe (por. Iz 52,1; 54,11–17; Ga 4,26). Dziwne pokrywanie się obrazów miasta i Oblubienicy-Małżonki Baranka (Ap 19,7–9) ma swój prawzór w pozakanonicznej 4 Księdze Ezdrasza (10,25–27). Przybytek Boga z ludźmi, do końca uszczęśliwiający zbawionych – to dopełnienie tego, co zapoczątkował podczas wędrówki Izraela z Egiptu Święty Przybytek (Wj 25,8), oraz pełna realizacja tytułu Emmanuela (Iz 7,14). Na końcu Stwórca zapowiada absolutną nowość wszechrzeczy.
Z wielkoczwartkowej mowy pożegnalnej – jak przystało na testament Jezusa, który niebawem udaje się w drogę na razie dla uczniów niedostępną – czytamy tylko wstęp. Dotyczy on tego, co było w owej chwili najistotniejsze dla uczniów. I tak mówi Jezus o dwóch sprawach: ku czemu sam idzie rozstając się z nimi oraz co jest dla uczniów najważniejsze w obliczu bliskiej rozłąki? Wbrew pozorom (śmierć na krzyżu wówczas uchodziła za najbardziej hańbiącą) właśnie drogą przez krzyż Jezus zmierza ku chwale wspólnej z Ojcem (idea własna Czwartego Ewangelisty: por. J 3,14n; 8,28; 12,32–34). Drogą zaś dla uczniów dostępną a zarazem niezbędną do osiągnięcia celu – bycia z Jezusem – jest zachowywanie Jego nowego przykazania. Tylko taki będzie znak rozpoznawczy prawdziwych Jego uczniów. Przy tym miarą tego miłowania nie ma być dawne: jak siebie samego, lecz całkiem nowe i zdumiewające: jak Ja was umiłowałem. Zatem ofiara paschalna Jezusa Chrystusa ma trwać nadal także w tej postaci.
Przewodnią ideą wszystkich trzech czytań jest wspomniana wyżej (pkt 1) nasza droga zbawienia zainicjowana przez misterium paschalne i nieustannie przez nie wspomagana. Istotę tego misterium ukazuje nam Ewangelia dziś w wielkim skrócie jako początek naszej wspólnej drogi z Jezusem Chrystusem. Jego zagadkowe określenie dokąd idę obejmuje śmierć na krzyżu nierozdzielnie połączoną z wejściem do chwały Ojca. Ta spójna w Nim całość: życie ze śmiercią przechodzi w nas jako nasz konkretny program. Będąc uczniami Chrystusa mamy wprawdzie doznawać na swojej drodze wiele ucisków. Jednakże przed lękliwym cierpiętnictwem chroni nas myśl o chwale Chrystusa, która jest także naszym przeznaczeniem (por. J 17,24). Motywacja ofiary Chrystusa widoczna w określeniu jak Ja was umiłowałem pobudza nas do wzajemności względem Niego. To hasło wyznacza pozytywną stronę naszego programu życiowego. Wreszcie pełnia eschatologiczna jako kres drogi wzmacnia też naszą ufność.
Homilię można osnuć na myśli powyższego punktu 3 o drodze. Można też rozwinąć paschalną myśl o nowości, zgodnie z hasłem tej niedzieli. Jako uczniowie Chrystusa winniśmy być ludźmi „od zmartwychwstania”, w które zostaliśmy wszczepieni w chwili naszego chrztu, gdyśmy się stali nowym stworzeniem. Wtedy wprawdzie zwlekliśmy dawnego człowieka, ale coś z niego – ślady grzechu pierworodnego – pozostają jeszcze do usunięcia. To w pełni nastąpi dopiero w życiu przyszłym, ale dokonuje się w nas w teraźniejszości drogą powolnej przemiany w stronę bezwzględnej nowości, ontycznej, tzn. takiej, która tu zaczęta nie kończy się nigdy (pojęcie w grece NT oznaczane osobnym terminem kainos). Naszym wkładem do rozwoju zapoczątkowanej w nas nowości jest życie nowym przykazaniem Chrystusowym. Jest ono rzeczywiście nowe jako zależne w pełni od Nowego Człowieka, Jezusa Chrystusa, który dawne przykazanie miłości bliźniego jak siebie samego „poprawił” swoją ofiarą, stąd dodał: jak Ja was umiłowałem.
Augustyn Jankowski OSB – „wiara.pl”
Inauguracja pontyfikatu Leona XIV
– spodziewanych 250 tys. wiernych
Co najmniej 250 tys. wiernych i niemal 200 delegacji zagranicznych spodziewanych jest na inauguracji pontyfikatu papieża Leona XIV. Odbędzie się ona w niedzielę 18 maja na placu św. Piotra w Watykanie o godzinie 10.00.
Wśród znanych postaci ze świata polityki mają tam być obecni: przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen, wiceprezydent USA JD Vance, prezydent Izraela Jicchak Herzog, prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski, książę Edward reprezentujący brytyjską rodzinę królewską, a także prezydent Argentyny Javier Milei.
Po Mszy św. i przywitaniu się z przybyłymi osobistościami można spodziewać się pierwszego przejazdu papieża w papamobile wśród zgromadzonych na placu wiernych.
W 1978 roku papież Jan Paweł I zrezygnował z koronacji tiarą na rzecz Mszy inaugurującej pontyfikat. Ryt sformalizowany za pontyfikatu Benedykta XVI zachowuje wielkie znaczenie symboliczne, począwszy od początkowej modlitwy przy grobie św. Piotra, znajdującym się pod ołtarzem Konfesji, w towarzystwie patriarchów katolickich Kościołów wschodnich.
Podczas Mszy św. kardynał protodiakon nałoży na ramiona Leona XIV paliusz z wełny baranków – symbol Dobrego Pasterza, a jeden z kardynałów-biskupów nałoży na palec jego lewej dłoni złoty pierścień Rybaka (czyli św. Piotra, pierwszego papieża), będący symbolem powszechnej misji duszpasterskiej biskupa Rzymu. Niegdyś służył on do pieczętowania papieskich dokumentów, dlatego zawsze jest niszczony po śmierci papieża, a jego następca otrzymuje nowy. Zarówno paliusz, jak i pierścień były wcześniej złożone przy grobie św. Piotra i zostały na plac wniesione przez diakonów w procesji poprzedzającej Mszę.
Trzecim ważnym elementem liturgii jest akt posłuszeństwa składany papieżowi przez kardynałów, Do czasów Jana Pawła II składali go wszyscy obecni kardynałowie, podchodząc kolejno do papieża i przyklękając przed nim. Dziś ze względu na ich liczbę (ponad 250) hołd składa trzyosobowa delegacja kardynałów, reprezentujących ich trzy stopnie: jeden kardynał-biskup, jeden kardynał-prezbiter i jeden kardynał-diakon. Dołączą do nich jeden biskup, jeden ksiądz, jeden diakon, dwoje przełożonych generalnych zakonnych (mężczyzna i kobieta), a także para małżeńska z dwojgiem dzieci jako przedstawiciele całego ludu Bożego.
Mszę, odprawianą po łacinie, zakończy uroczyste błogosławieństwo, udzielone przez nowego papieża.
Nad bezpieczeństwem uczestników uroczystości ma czuwać 6 tys. funkcjonariuszy różnych służb.
Tydzień później, w niedzielę 25 maja, Leon XIV odbędzie ingres do katedry biskupów Rzymu – bazyliki św. Jana na Lateranie
Pokój, sprawiedliwość, prawda
filarami działań Kościoła
Na pokój, sprawiedliwość i prawdę stanowiących filary działalności misyjnej Kościoła i pracy dyplomacji Stolicy Apostolskiej mówił Ojciec Święty spotykając się po raz pierwszy z ambasadorami akredytowanymi przy Watykanie.
Eminencjo, Ekscelencje, Panie i Panowie!
Pokój z wami!
Dziękuję Jego Ekscelencji Panu George’owi Poulidesowi, Ambasadorowi Republiki Cypryjskiej i Dziekanowi Korpusu Dyplomatycznego, za serdeczne słowa, które skierował do mnie w imieniu was wszystkich, a także za jego niestrudzoną pracę wykonywaną z energią, pasją i życzliwością, które go wyróżniają – przymiotami, które zjednały mu uznanie wszystkich moich Poprzedników, z którymi się spotykał w czasie lat jego misji pełnionej przy Stolicy Apostolskiej, a w szczególności nieodżałowanego Papieża Franciszka.
Ponadto, pragnę wyrazić wam wdzięczność za liczne życzenia, które otrzymałem po moim wyborze, jak również za poprzedzające je wyrazy współczucia z powodu śmierci Papieża Franciszka, które napłynęły także z krajów, z którymi Stolica Apostolska nie utrzymuje stosunków dyplomatycznych. Jest to znaczący wyraz szacunku, który zachęca do pogłębienia wzajemnych relacji.
Chciałbym, aby w naszym dialogu zawsze dominowało poczucie, że stanowimy rodzinę. Wspólnota dyplomatyczna reprezentuje bowiem całą rodzinę narodów, która dzieli radości i smutki życia oraz wartości ludzkie i duchowe, które ją ożywiają.
Dyplomacja papieska jest zatem wyrazem samej katolickości Kościoła i w swoim działaniu dyplomatycznym Stolica Apostolska kieruje się pilną potrzebą duszpasterską, która skłania ją nie do poszukiwania przywilejów, lecz do intensyfikowania swojej misji ewangelicznej w służbie ludzkości. Stolica Święta walczy z wszelką obojętnością i nieustannie odwołuje się do sumień, tak jak niestrudzenie czynił to mój czcigodny Poprzednik, zawsze wrażliwy na wołanie ubogich, potrzebujących i marginalizowanych, jak również na wyzwania, które naznaczają nasze czasy – od ochrony stworzenia po sztuczną inteligencję.
Wasza dzisiejsza obecność jest dla mnie nie tylko konkretnym wyrazem szacunku waszych krajów wobec Stolicy Apostolskiej. Jest także dla mnie darem, który pozwala ponownie wyrazić wobec was aspiracje Kościoła – a także moje osobiste – aby docierać i obejmować każdego człowieka i każdy naród tej ziemi, spragnionej i potrzebującej prawdy, sprawiedliwości i pokoju! W pewnym sensie, moje własne doświadczenie życiowe, które rozwijało się pomiędzy Ameryką Północną, Ameryką Południową a Europą, stanowi odzwierciedlenie tego dążenia do przekraczania granic, aby spotykać różnych ludzi i kultury.
Poprzez nieustanną i cierpliwą pracę Sekretariatu Stanu pragnę umacniać wzajemne poznanie i dialog z wami oraz z waszymi krajami, z pośród których wiele mi już było dane odwiedzić w ciągu mojego życia, zwłaszcza gdy byłem Przeorem Generalnym Zakonu Augustianów. Ufam, że Boża Opatrzność obdarzy mnie kolejnymi sposobnościami do spotkania z rzeczywistościami, z których pochodzicie, pozwalając mi przyjmować nadarzające się okazje, by umacniać w wierze wielu braci i sióstr, rozproszonych po całym świecie, oraz budować nowe mosty ze wszystkimi ludźmi dobrej woli.
Chciałbym, abyśmy w naszym dialogu pamiętali o trzech kluczowych słowach, które stanowią filary działalności misyjnej Kościoła oraz pracy dyplomatycznej Stolicy Apostolskiej.
Pierwszym słowem jest pokój. Zbyt często traktujemy go jako pojęcie „negatywne”, rozumiane jedynie jako brak wojny i konfliktu, ponieważ przeciwstawianie się sobie leży w ludzkiej naturze i towarzyszy nam nieustannie, doprowadzając nas do życia w permanentnym „stanie konfliktu” – w domu, w pracy, w społeczeństwie. Pokój więc, wydaje się jedynie zwykłym rozejmem, przerwą na odpoczynek między jednym sporem a drugim, ponieważ – mimo wysiłków – napięcia zawsze są obecne, niczym żar tlący się pod popiołem, gotowy w każdej chwili na nowo zapłonąć.
W perspektywie chrześcijańskiej – jak również w doświadczeniu innych religii – pokój jest przede wszystkim darem: pierwszym darem Chrystusa. „Pokój mój daję wam” (J 14, 27). Jest to jednak dar aktywny, absorbujący, który dotyczy i angażuje każdego z nas, niezależnie od pochodzenia kulturowego czy przynależności religijnej, i który wymaga przede wszystkim pracy nad sobą. Pokój buduje się w sercu i zaczynając od serca, wykorzeniając pychę i roszczenia, oraz ważąc słowa, ponieważ można ranić i zabijać, nie tylko bronią, ale i językiem.
W tej perspektywie, uważam za fundamentalny wkład, jaki religie oraz dialog międzyreligijny mogą wnieść w tworzenie warunków sprzyjających pokojowi. Oczywiście wymaga to pełnego poszanowania wolności religijnej w każdym kraju, ponieważ doświadczenie religijne jest fundamentalnym wymiarem osoby ludzkiej. Zaniedbanie tego wymiaru utrudnia, o ile wręcz nie uniemożliwia, podjęcie owego oczyszczenia serca, niezbędnego do budowania relacji pokoju.
Zaczynając od tej pracy, do której wszyscy jesteśmy powołani, można wykorzenić przyczyny każdego konfliktu i każdej destrukcyjnej chęci podboju. Wymaga to również szczerej woli dialogu, ożywionej pragnieniem spotkania się, a nie starcia. W tej perspektywie trzeba dać nowy oddech dyplomacji multilateralnej oraz tym instytucjom międzynarodowym, które zostały powołane i zaprojektowane przede wszystkim po to, by zapobiegać sporom, jakie mogą się pojawiać w ramach wspólnoty międzynarodowej. Oczywiście potrzebna jest także wola zaprzestania produkcji narzędzi służących destrukcji i śmierci, gdyż, jak przypomniał Papież Franciszek w swoim ostatnim Orędziu Urbi et Orbi, „żaden pokój nie jest możliwy bez prawdziwego rozbrojenia, [a] potrzeba zapewnienia przez każdy naród swej obrony nie może przerodzić się w powszechny wyścig zbrojeń”[1].
Drugim słowem jest sprawiedliwość. Dążenie do pokoju wymaga praktykowania sprawiedliwości. Jak już miałem okazję wspomnieć, wybrałem sobie imię, mając przede wszystkim na myśli Leona XIII, Papieża pierwszej wielkiej encykliki społecznej Rerum novarum. W momencie zmiany epoki, w którym żyjemy, Stolica Apostolska nie może uchylać się od zabierania głosu wobec licznych nierówności i niesprawiedliwości, które prowadzą między innymi do niegodnych warunków pracy oraz do coraz bardziej podzielonych i skonfliktowanych społeczeństw. Należy ponadto podejmować wysiłki, by zaradzić globalnym nierównościom, w których bogactwo i nędza wyznaczają głębokie podziały pomiędzy kontynentami, państwami, a także wewnątrz poszczególnych społeczeństw.
Zadaniem osób odpowiedzialnych za sprawowanie władzy, jest podejmowanie starań na rzecz budowania harmonijnych i pokojowych społeczeństw obywatelskich. Można to osiągnąć przede wszystkim poprzez inwestowanie w rodzinę, opartą na trwałym związku mężczyzny i kobiety – to „społeczność domowa, jakkolwiek bardzo mała, jest jednak prawdziwą społecznością i jest starsza od wszelkiego państwa”[2]. Ponadto, nikt nie może uchylać się od wspierania takich działań, które chronią godność każdej osoby, zwłaszcza tych najsłabszych i bezbronnych: od nienarodzonego dziecka po osobę starszą, od chorego po bezrobotnego, niezależnie od tego, czy jest obywatelem, czy imigrantem.
Moja własna historia to historia obywatela, potomka imigrantów, który z kolei sam emigrował. Każdy z nas, w ciągu życia, może znaleźć się w sytuacji, gdy jest zdrowy lub chory, posiada pracę lub jest bezrobotny, jest w ojczyźnie lub na obcej ziemi: jednak jego godność pozostaje zawsze ta sama — godność stworzenia chcianego i umiłowanego przez Boga.
Trzecim słowem jest prawda. Nie można budować prawdziwie pokojowych relacji, także w ramach wspólnoty międzynarodowej, bez prawdy. Tam, gdzie słowa nabierają konotacji dwuznacznych i ambiwalentnych, a świat wirtualny, wraz ze swoim zmutowanym postrzeganiem rzeczywistości, zaczyna panować bez kontroli, trudno jest budować autentyczne relacje, ponieważ zanikają obiektywne i rzeczywiste podstawy komunikacji.
Ze swej strony, Kościół nigdy nie może uchylać się od mówienia prawdy o człowieku i świecie, sięgając, w razie potrzeby, po język stanowczy, który może wywołać na początku pewne niezrozumienie. Prawda jednak nigdy nie jest oderwana od miłości, u której korzeni zawsze leży troska o życie i dobro każdego mężczyzny i każdej kobiety. Ponadto, z perspektywy chrześcijańskiej, prawda nie jest afirmacją abstrakcyjnych i oderwanych od życia zasad, lecz spotkaniem z samą Osobą Chrystusa, który żyje we wspólnocie wierzących. W ten sposób, prawda nas nie oddala, przeciwnie – pozwala nam z większą siłą stawić czoła wyzwaniom naszych czasów, takim jak migracje, etyczne wykorzystanie sztucznej inteligencji czy ochrona naszej ukochanej Ziemi. Są to wyzwania, które wymagają zaangażowania i współpracy wszystkich, ponieważ nikt nie może myśleć, że sam im sprosta.
Drodzy Ambasadorowie!
Moja posługa rozpoczyna się w centrum Roku Jubileuszowego, w szczególny sposób poświęconego nadziei. To czas nawrócenia i odnowy, a przede wszystkim okazja, aby zostawić za sobą spory i rozpocząć nową drogę, ożywieni nadzieją możliwości budowania – wspólnie pracując według swoich wrażliwości i odpowiedzialności – świata, w którym każdy będzie mógł realizować swoje człowieczeństwo w prawdzie, sprawiedliwości i pokoju. Mam nadzieję, że stanie się to we wszystkich środowiskach, począwszy od tych najbardziej doświadczonych, takich jak Ukraina i Ziemia Święta.
Dziękuję wam za całą pracę, jaką podejmujecie na rzecz budowania mostów między waszymi krajami a Stolicą Apostolską, i z całego serca błogosławię wam, waszym rodzinom oraz waszym narodom. Dziękuję!
I dziękuję za całą pracę, jaką wykonujecie!
Leon XIV - EPA/VATICAN MEDIA HANDOUT Leon XIV
W rocznicę Rerum novarum
– czasy Leona XIII oraz Leona XIV
To do tej postaci odwołuje się przyjąwszy swoje imię nowy papież
Kościół i świat przeżywają dziś „nie tylko epokę zmian, ale zmianę epoki”.
Jakie są analogie związanych z przemianami społecznymi, przed którymi stał Leon XIII w XIX wieku, a tymi, z którymi mierzymy się dziś i przed którymi stoi nowy Papież Leon XIV? W kontekście encykliki Rerum novarum, która została ogłoszona 15 maja 1891 roku historyk dr Donald Prudlo wyjaśnia m.in. motywy przyjęcia imienia Leona XIV przez nowego Papieża.
Podczas spotkania z Kolegium Kardynałów — ich pierwszego formalnego spotkania po jego wyborze — papież Leon XIV wyjaśnił częściowo powód wyboru swojego imienia papieskiego. „Istnieje kilka powodów tej decyzji” — powiedział, po czym dodał, że wybrał imię Leon „przede wszystkim dlatego, że papież Leon XIII w swojej historycznej encyklice Rerum novarum poruszył kwestię społeczną w kontekście pierwszej wielkiej rewolucji przemysłowej.”
Zmiana epoki
„W naszych czasach” — kontynuował — „Kościół ofiaruje wszystkim skarb swojej nauki społecznej w odpowiedzi na nową rewolucję przemysłową oraz rozwój sztucznej inteligencji, które stawiają przed nami nowe wyzwania w obronie ludzkiej godności, sprawiedliwości i pracy.”
Podobnie jak za pontyfikatu Leona XIII, Kościół i świat przeżywają dziś „nie tylko epokę zmian, ale zmianę epoki” — jak to określił papież Franciszek.
W rozmowie z Vatican News dr Prudlo dostrzega liczne analogie między epoką Leona XIII a naszą współczesnością oraz wyzwaniami, przed którymi staje Kościół na początku pontyfikatu Leona XIV. Oto zapis rozmowy:
Leon XIV rozmawiał z kardynałami na temat powodów, dla których wybrał imię Leon. Czy mógłby Pan opowiedzieć nam trochę o tym, co papież powiedział na temat powiązania między czasami Leona XIII a naszymi czasami?
Papież Leon XIII panował od 1878 do 1903 roku, był więc pierwszym papieżem XX wieku. Żył w czasie głębokich przemian społecznych, w czasie, gdy Kościół potrzebował odpowiedzi na wiele palących problemów społecznych tamtych dni. Papież Leon XIV wyjaśnił, dlaczego wybrał właśnie to imię, odwołując się w szczególności do wielkiej karty katolickiej nauki społecznej — encykliki Rerum novarum z 1891 roku, która okazała się fundamentem dla wszelkiego późniejszego nauczania społecznego Kościoła.
Papież Leon XIV wie, że podobnie jak w czasach jego poprzednika, żyjemy w okresie ogromnych przemian społecznych, przemian, które stanowią wyzwanie nie tylko dla Kościoła i jego doktryny, ale także dla samej godności człowieka.
I dlatego przyjmując to imię, chce nam dać do zrozumienia, że tak jak Leon XIII żył w czasie rewolucji przemysłowej i starał się wytyczyć katolicką drogę między dwoma niebezpieczeństwami: socjalizmem i nieograniczonym liberalnym kapitalizmem...
Papież Leon XIV mówi nam, że z powodu dzisiejszych wyzwań wobec człowieka i jego godności — a szczególnie w obliczu problemów związanych ze sztuczną inteligencją — wybrał to imię, aby zaznaczyć początek nowego okresu, w którym Kościół będzie podejmował te bardzo poważne problemy.
Leon XIII zmagał się z pierwszą rewolucją przemysłową. Papież Leon XIV mówił o nowej rewolucji przemysłowej. Co ma na myśli?
Za czasów Leona XIII nastąpiła masowa urbanizacja. Ludzie przenosili się z gospodarstw rolnych do miast w całej Europie i Ameryce Północnej, gdzie spotykali się z bardzo złymi warunkami życia i pracy. Pracodawcy nie pozwalali im tworzyć związków zawodowych. Byli też podatni na wpływy nowych ideologii politycznych, które dążyły do obalenia istniejących systemów.
Leon XIII chciał wzmocnić prawa pracownika. Chciał podkreślić godność pracy i godność osoby ludzkiej, szczególnie w jej podstawowej jednostce społecznej — rodzinie.
Dziś papież Leon XIV widzi nowy punkt zwrotny. Myślę, że chodzi tu o rozwój sztucznej inteligencji i mechanizacji, rozwój robotyki, i o wyzwania, jakie to stawia — nie tylko wobec pracy fizycznej, z którą mierzył się Leon XIII, ale także wobec pracy umysłowej: urzędników, programistów, nauczycieli. I papież chce być na czele działań mających na celu zapewnienie, że ta krytyczna przemiana będzie przeprowadzana z poszanowaniem godności człowieka.
Kościół od 2000 lat towarzyszy ludzkości w radykalnych przemianach; daje wyważoną, prawdziwą i definitywną odpowiedź, która może pomóc ludziom zachować sprawiedliwość, godność ich pracy i godność osoby ludzkiej.
Powiedział Pan o dwóch kwestiach. Po pierwsze — godności nie tylko pracowników, ale samej pracy. Po drugie — przejście od troski o robotników fizycznych do pracowników umysłowych. Ale wciąż widzimy wiele miejsc na świecie, gdzie ludzie są wyzyskiwani w pracach fizycznych, produkując towary dla świata rozwiniętego. Te tematy były bardzo ważne także dla papieża Franciszka. Myślę, że Leon XIV kontynuuje tę linię…
Myślę, że jest bardzo wyczulony na potrzeby wyzyskiwanych pracowników, jako że był biskupem misyjnym w Ameryce Południowej. Zna warunki panujące w globalnym systemie ekonomicznym, który często opiera się na taniej sile roboczej, a czasem niestety nawet na pracy niewolniczej w różnych częściach świata.
Dlatego będzie głosem tych ludzi — tak jak papież Leon XIII był głosem bezgłośnych w czasach pierwszej rewolucji przemysłowej. Papież Leon XIV będzie kontynuował tę tradycję i będzie rzecznikiem tych, którym grożą niesprawiedliwe formy wyzysku. W tym sensie pozostaje w ciągłości z papieżem Franciszkiem.
Wspomniał Pan o dokumencie Rerum novarum, który papież Leon XIV również przywołał jako fundament katolickiej nauki społecznej. Czy mógłby Pan opowiedzieć trochę o kontekście historycznym tej encykliki?
Leon XIII był papieżem przez bardzo długi czas. Jego pontyfikat przyniósł Kościołowi stabilność, a sam papież poruszył wiele tematów. Rerum novarum była tylko jednym z jego wkładów w nauczanie społeczne i częścią szerszego programu duchowego odrodzenia, powrotu do pytania o właściwą relację człowieka z Bogiem — nie tylko w wymiarze horyzontalnym, politycznym.
Ustawiając człowieka w bezpośredniej relacji z Bogiem, zaczynamy dostrzegać znaczenie takich rzeczy, na które zwracał uwagę Leon XIII: godziwego wynagrodzenia, prawa do tworzenia związków zawodowych, prawa do pracy godnej i uczciwej — z uwagi na godność, jaką ona nadaje osobie i potrzebę utrzymania rodziny. Papież Leon XIV zamierza kontynuować tę linię.
Warunki, z jakimi zmagał się Leon XIII, były brutalne. Był to wiek, w którym Kościół przeszedł przez wiele rewolucji, w którym zagrożone były nie tylko autorytet Kościoła, ale też podstawowe filary społeczeństwa: państwo, rodzina i inne aspekty życia.
Leon XIII chciał, kierując się mądrością Kościoła, św. Tomasza z Akwinu (którego bardzo cenił), poprzez praktykę różańca (o którym napisał wiele encyklik), skoncentrować się na Bogu i godności człowieka, aby wyrazić nową, kompleksową wizję katolickiej nauki społecznej i sprawiedliwości, która przetrwała wiek XX i stała się podstawą wielu kolejnych dokumentów papieskich.
Rerum novarum było częścią szerszego nauczania, ale kolejni papieże kontynuowali ten temat. Pius XI 40 lat później, Paweł VI po 80 latach, Jan Paweł II przy okazji 100-lecia. Także Benedykt XVI i Franciszek. Ale ktoś może zapytać: jakie prawo ma papież, by wypowiadać się na tematy ekonomiczne? Co mu daje prawo mówić o płacy minimalnej, o relacjach między państwem, pracodawcami i pracownikami?
Kościół, kierowany przez papieża, ma obowiązek wypowiadać się w sprawach wiary i moralności. W kwestiach czysto praktycznych można mieć różne podejścia. Ale są pewne moralne pewniki — jak godność osoby ludzkiej, prawo do wynagrodzenia umożliwiającego utrzymanie rodziny, obrona rodziny i praw pracowniczych.
Kościół nie wypowiada się po to, by przedstawić konkretny program polityczny, ale by wyznaczyć granice, których nie można przekroczyć.
Nie można zaprzeczyć godności człowieka, płacąc mu niesprawiedliwą płacę — to grzech, który "woła o pomstę do nieba". To coś zakorzenionego w Biblii i podkreślanego przez papieży przez wieki.
Rzeczywiście, Leon XIII stworzył wspólny punkt odniesienia, do którego wielokrotnie powracano. I dlatego wybór tego imienia przez Leona XIV oraz jego szacunek dla nauki społecznej Kościoła i prawa Kościoła do interwencji w obronie godności człowieka — zarówno wierzących, jak i wszystkich ludzi — jest tak ważny i symboliczny.
Christopher Wells - VATICANNEWS.VA - „wiara.pl”
Nowy papież zmienia Caritas
Pierwszy północny Amerykanin i zarazem pierwszy augustianin na tronie Piotrowym wchodzi do Watykanu nie jak monarcha, lecz jak menedżer miłosierdzia z peruwiańskiej prowincji.
Robert Francis Prevost – dziś papież Leon XIV – zaczynał w Chiclayo od naprawiania zbutwiałych dachów parafialnych kuchni; dwie dekady później pomagał reorganizować Caritas Internationalis, a dzień po swoim konklawe zapowiedział Watykańskie Obserwatorium Mobilności Ludzkiej i kampanię „Turn Debt into Hope”. W każdej z tych scen pojawia się to samo credo: przejrzystość to akt miłości, a Caritas – jeśli ma być Ewangelią w czynach – musi działać szybciej, mądrzej i głośniej od algorytmów rynku.
Część I – Andyjskie Laboratorium Miłości
Nowe DNA Caritas w Chiclayo
Gdy w latach 90. młody augustianin został proboszczem w Lambayeque, zastał Caritas Chiclayo jako jednopokojowy skład starych segregatorów z budżetem niespełna 40 000 USD. W 2015 r. już jako biskup utworzył radę, w której świeccy obejmowali połowę stanowisk i zobowiązał każdą parafię do publikowania skanów rachunków w chmurze – peruwiańskie media nazwały go „biskupem Excela”. Reformy podwoiły przychody do 110 000 USD rocznie już w 2017 r., co potwierdzają raporty Caritas Perú.
Stołówki, które pachniały Ewangelią
Prevost wziął dosłownie ewangeliczne „Wy im dajcie jeść”. Między 2010 a 2013 r. z własnych oszczędności sprowadził z Chicago używane garnki i lodówki, zakładając w Chiclayo trzy kuchnie społeczne pod wspólną nazwą „Denles Ustedes de Comer”, a później jeszcze czwartą „Stołówkę San José”. Każda wydaje około 40 gorących posiłków dziennie, a dzień rozpoczyna wspólnym różańcem wolontariuszy; model tak spodobał się szkołom gastronomicznym, że zaczęły wysyłać tam praktykantów, łącząc edukację z solidarnością.
Hambre Cero – crowdfunding przed epoką zrzutek
Pandemia COVID‑19 sparaliżowała lokalny handel, więc w listopadzie 2020 r. biskup uruchomił wirtualną zbiórkę „Hambre Cero Lambayeque”. W jeden wieczór zebrała 450 000 PEN – gotówkę zamieniono na bony i paczki dla ponad 70 000 rodzin, dystrybuowane przez 17 parafii z elektronicznym wywiadem socjalnym, który ograniczył nadużycia. El País nazwał tę akcję „laboratorium synergii Kościoła i społeczeństwa obywatelskiego”.
Tlen zamiast kwiatów
W trzeciej fali pandemii brakowało tlenu medycznego. Kampania „Oxígeno de la Esperanza”, zainicjowana przez Prevosta w lutym 2021 r., zebrała 1,42 mln SOL i sfinansowała dwie wytwornice o wydajności 20 m³ na godzinę, które napełniają do 40 butli dziennie. Od uruchomienia instalacji śmiertelność COVID‑19 w regionie spadła o 12 % w pierwszym kwartale – informuje Caritas Perú. W dniu inauguracji biskup własnoręcznie przeniósł pierwszą butlę z logo „Respira Perú‑Caritas”, a zdjęcie obiegło krajowe portale.
Powódź, kalosze i ryż
Klęski żywiołowe odsłaniają style przywódców. Podczas powodzi El Niño Costero w 2017 r. kamery uchwyciły Prevosta w zielonych kaloszach, rozładowującego worki ryżu z ciężarówek Caritas – łączny dar federacji piłkarskiej wyniósł 220 ton żywności. Dla 320 rodzin kupiono prefabrykowane drewniane domki, finansowane połowicznie przez armię. Powtórzył ten sam schemat przy cyklonie Yaku w 2023 r., koordynując łańcuch dostaw trzech diecezji; Swissinfo pisało o „logistyce wojskowej, która pachniała Ewangelią”.
Oczko w głowie Caritas Perú
W 2022 r. Prevost wszedł do ośmioosobowego zarządu Caritas Perú, odpowiadając za migrację i walkę z handlem ludźmi. W ciągu roku program legalizacji pobytu objął 11 000 Wenezuelczyków, a e‑learning dla parafii granicznych stał się modelem dla całej konfederacji Caritas, gdy wybuchł kryzys migracyjny w dżungli Darién – niezwykle niebezpiecznym głównym korytarzu przerzutowym migrantów z Ameryki Południowej do USA.
Część II – Reset w Rzymie
Sprzątanie po kryzysie Caritas Internationalis
Listopad 2022 r. przyniósł największą czystkę w historii Caritas Internationalis (CI) – papież Franciszek zdymisjonował cały zarząd po raporcie o nieprawidłowościach w rzymskim biurze organizacji. Kardynał Prevost został jednym z trzech kuratorów. Wprowadził niezapowiedziane kontrole „walk‑through”, które – jak mówili pracownicy – zwiększyły ich komfort pracy. W niedawnej rozmowie z NCR Leon XIV zapowiedział, że przejrzystość stanie się „warunkiem misji”, będąc bardzo ważnym „aktem miłości”.
Przemówienie, które zmieniło statut
Przejrzystość stała się jednym z głównych motywów koncepcyjnych działań kard. Prevosta. Na zgromadzeniu Caritas Internationalis w maju 2023 r. zaproponował w swoim 28‑minutowym wystąpieniu „Przejrzystość to akt miłości” cykliczny, pięcioletni audyt wszystkich 162 Caritas narodowych i zwiększenie udziału kobiet w zarządach. Te postulaty trafiły tego samego dnia do dokumentu „Caritas Internationalis Management Standards”. Nadzorujący Caritas abp Kikuchi nazwał to „momentem oddechu po burzy”.
Sieć mentorów
Profesjonalizacja działań Caritas, wdrażająca procedury audytowe, nie została jednak narzucona bez przygotowania wsparcia. Na polecenie Prevosta powołano grupę biskupów‑praktyków jako mentorów dla Caritas o małym budżecie. W ciągu pierwszego roku odwiedzili oni 19 krajów Afryki i Oceanii, szkoląc lokalne zespoły w podstawach księgowości i ochrony pracowników. Media watykańskie uznały ten program za „synodalność w praktyce”: zamiast kosztownych firm doradczych – wymiana doświadczeń między Kościołami.
Euforia po konklawe
Kiedy 8 maja 2025 r. biały dym uniósł się nad Kaplicą Sykstyńską, Caritas Internationalis napisała: „Widzimy w Leonie XIV przyjaciela, który zna nas od kuchni”. CRS w USA i Caritas Australia zwróciły uwagę, że papież „przynosi do Rzymu sprawdzone peryferyjne metody”. The Guardian określił nowego papieża mianem „sprawdzonego managera z poczuciem humoru” i przypomniał, że już jako kardynał wołał o aktualizację nauki społecznej w dobie sztucznej inteligencji.
Część III – Most Miłosierdzia 2025+
Obserwatorium Mobilności Ludzkiej
Dzień po konklawe rzecznik Stolicy Apostolskiej Matteo Bruni ujawnił, że papież polecił utworzyć watykańskie centrum analiz migracyjnych – Obserwatorium Mobilności Ludzkiej, łączące dane Caritas, Scalabrinianów i sieci OSMECA. Sekretariat Stanu ma publikować kwartalne alerty o kryzysach, a sekretarzem generalnym ma zostać biskup‑migrantolog wywodzący się z programu Prevosta w Caritas Perú. Finansowanie startowe – z funduszu Obolo di San Pietro – Reuters określił jako „mały, ale ambitny budżet testowy”. Działania te już w pierwszych dniach pokazują najważniejszy akcent, jaki prawdopodobnie położy Watykan na współpracę z międzynarodowymi instytucjami zewnętrznymi.
„Turn Debt into Hope”
Analiza rzeczywistości społecznej przez pryzmat katolickiej nauki społecznej nie ograniczy się jednak do tematu migrantów i uchodźców. Kolejnym ważnym wątkiem, również z zakresu międzynarodowych zależności społeczno-gospodarczych, jest inicjatywa Caritas oraz Jubilee USA, które zainaugurowały kampanię oddłużeniową na Rok Jubileuszowy 2025, celując w anulowanie 56 mld USD zobowiązań najuboższych państw. Prevost – wtedy jeszcze kardynał – wysłał list poparcia, nazywając konwersję długu „uczynkiem miłosierdzia społecznego XXI wieku”. Według bardzo nieoficjalnych zapowiedzi, kulminacja projektu wydarzyć się ma 24 grudnia 2025 r., kiedy papież ogłosi „błogosławieństwo dłużników” i zarekomenduje raport Caritas o negocjacjach z klubem Paryskim.
Benchmark Chiclayo
Przyszłość współpracy Leona XIV i Caritas przyniesie z pewnością również dalszą profesjonalizację organizacji. Papież chce, by do 2026 r. każda Caritas narodowa opublikowała sprawozdanie finansowe w dniu św. Wawrzyńca (10 sierpnia), patrona ubogich i kucharzy. Organizacje Caritas, które spełnią wymogi przejrzystości, otrzymają priorytet w grantach kryzysowych – to kopia modelu, który w Lambayeque zdwoił przychody diecezjalnej Caritas w dwa lata. Według NCR jest to „soft power papieża‑menedżera”, który zamiast dekretów oferuje system nagród.
Ekologia integralna
Kolejnym tematem, tym razem jasnej kontynuacji ścieżki wyznaczonej przez papieża Franciszka, jest dalszy rozwój aktywności Caritas i całego Kościoła w przestrzeni ekologii integralnej. Przykłady rozwijanej w Polsce inicjatywy Caritas Laudato si, czy też testowana przez Caritas Australia „Integral Ecology Framework” zgodna z Laudato Si’, są przykładami, na podstawie których papież chce uczynić działanie w zakresie ekologii integralnej standardem globalnym. Wysoce prawdopodobne jest, że ekologia zostanie połączona z wspomnianą wcześniej kampanią darowania długów. Zamienione długi mają finansować „zielone korytarze” – pasy zalesień i instalacje fotowoltaiczne na obszarach dotkniętych migracjami klimatycznymi. Roczne raporty Caritas będą łączyć dane ekologiczne i społeczne, pokazując, jak ekologia integralna przekłada się na realny spadek ubóstwa.
Nowa encyklika społeczna?
Początek Leona XIV na Stolicy Piotrowej jest niezwykle dynamiczny. Już w pierwszych wywiadach oraz przemówieniach i homiliach tchnął ogromne pokłady nadziei w jeszcze silniejszą pracę nad zachowaniem jedności Kościoła, ale również jego aktywizacji w przestrzeni społecznej. Tłumacząc wybór imienia, Leon XIV nawiązał do symbolicznego twórcy katolickiej nauki społecznej, Leona XIII, którego encyklika „Rerum Novarum” – o godności pracy, stanowiła podwaliny pod budowę ruchu europejskich związków zawodowych. Leon XIV zapowiedział w pewien pośredni sposób, że jego pontyfikat przygotuje „nową Rerum Novarum” – encyklikę społeczną o godności pracy w epoce sztucznej inteligencji, która ma wskazać, jak chronić człowieka przed uprzedmiotowieniem przez algorytmy.
Dokument poprzedzi krótki list apostolski Unitas Caritatis (planowany jeszcze w 2025 r.), a sama encyklika ma ukazać się wiosną 2026 r. po szerokich konsultacjach z Caritas, związkami zawodowymi i uniwersytetami augustiańskimi w ramach platformy internetowej „Sieć Tomus”. Według przecieków encyklika zbuduje się wokół trzech filarów: prawa do pracy i wspólnoty, „algorytmicznej przejrzystości” z udziałem pracowników w projektowaniu AI oraz postulatu „szabatu technologicznego”, czyli czasu cyfrowego wytchnienia. Caritas otrzyma zadanie pilotażowego wdrażania i audytu etycznych standardów pracy, dzięki czemu dokument ma od razu przełożyć się na praktykę społeczną Kościoła.
Możliwe, że istotną rolę w przygotowaniu dokumentu odegra kobieta – siostra prof. Helen Alford, specjalizująca się właśnie w tematach katolickiej nauki społecznej oraz sztucznej inteligencji w gospodarce i społeczeństwie. Jest to podejrzenie o tyle uzasadnione, że s. Alford jest obecnie dziekanem Wydziału Nauk Społecznych Uniwersytetu św. Tomasza z Akwinu (PUST Angelicum), na którym doktorat bronił Leon XIV (a także Jan Paweł II). Jeśli tak się stanie, będzie to ciekawy znak czasów, w którym nie tylko świeccy zostaną dopuszczeni do współzarządzania Kościołem, ale również wyraźnie będzie podkreślana kluczowa rola kobiet w rozwoju Wspólnoty Kościoła.
Epilog: inżynier dobra
Od parujących garnków w San Pedro, przez butle tlenu z kampanii „Oxígeno de la Esperanza”, po watykańskie korytarze audytu – Leon XIV zachowuje ten sam algorytm: widzieć → oceniać → działać. Jego innowacyjność polega na tym, że liczb nie traktuje jak zimnej statystyki, lecz jak busolę miłosierdzia. Jeśli Obserwatorium Mobilności, „Turn Debt into Hope” i Audit 2026 wejdą w życie, Caritas stanie się nie tylko ramieniem Watykanu, lecz jego bijącym sercem – pompą, która tłoczy katolicką naukę społeczną w krwioobieg świata. A wtedy najbardziej przekonująca homilia Leona XIV nie padnie z ambony, lecz wybrzmi dźwiękiem otwieranych drzwi do stołówki, która pachnie nie biurem, lecz chlebem.
KAI
Oficjalny portret papieża Leona XIV
Watykan opublikował oficjalny portret Leona XIV. Papież występuje na nim w tradycyjnym stroju i z osobistym podpisem „P.P.” – Pasterz Pasterzy.
Watykan opublikował formalny portret papieża Leona XIV. Przedstawia on 69-letniego biskupa Rzymu w klasycznym, papieskim stroju: czerwonej mozzecie, haftowanej stule, białej rokiecie i ze złotym krzyżem pektoralnym. Uwagę zwraca również podpis Leona XIV – zawiera tradycyjny skrót „P.P.”, oznaczający Pastor Pastorum, czyli „Pasterz Pasterzy”. To nawiązanie do jednego z najstarszych tytułów papieskich, ukazujące duchową misję papieża jako przewodnika całego Kościoła.
Publikacja oficjalnego wizerunku oraz podpisu następcy św. Piotra jest ważnym momentem w rozpoczynającym się pontyfikacie. Portret ten będzie umieszczony w każdej zakrystii świata.
Herb papieski: serce, księga i lilia
Nowy papież wprowadził także własny herb. Jego symbolika łączy osobistą duchowość z augustiańskim dziedzictwem. Tarcza herbu podzielona jest ukośnie. W górnej części, na błękitnym tle widnieje biała lilia – symbol czystości i Matki Bożej. Dolna część zawiera obraz zamkniętej księgi, na której spoczywa serce przeszyte strzałą. To znany symbol nawrócenia św. Augustyna – autora słów: „Vulnerasti cor meum verbo tuo” („Przeszyłeś moje serce swoim słowem”).
W herbie znalazło się również motto papieskie: In Illo uno unum („W Tym Jedynym jesteśmy jedno”). To fragment komentarza św. Augustyna do Psalmu 127. Nowy papież wskazuje w ten sposób na pragnienie jedności Kościoła i ludzi ochrzczonych, niezależnie od ich języka, kultury czy tradycji.
Modlitwa za nowego pasterza
Oficjalny portret i herb to nie tylko symboliczne gesty. To początek nowej drogi, na której nowy papież potrzebuje naszej modlitwy. Prośmy Ducha Świętego, by umacniał Leona XIV w misji jednoczenia Kościoła i prowadzenia go z miłością, mądrością i odwagą. Oto tekst tradycyjnej katolickiej modlitwy za papieża po polsku i po łacinie:
"DEUS omnium fidelium pastor et rector, famulum tuum N., quem pastorem Ecclesiae tuae praeesse voluisti, propitius respice: da ei, quaesumus, verbo et exemplo, quibus praeest, proficere; ut ad vitam, una cum grege sibi credito, perveniat sempiternam. Per Christum Dominum nostrum. Amen."
"Boże, Pasterzu i Rządco wszystkich wiernych, wejrzyj łaskawie na sługę Swojego Leona, którego zechciałeś postawić na czele jako pasterza Twojego Kościoła; daj mu, prosimy, słowem i przykładem przyczyniać się do dobra tych, którym przewodzi, aby razem z powierzoną sobie trzodą osiągnął życie wieczne. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg po wszystkie wieki wieków. Amen."
© Vatican Media
Różaniec noszony na szyi. Tak czy nie?
W czym gorszy jest różaniec-naszyjnik od tak popularnych przecież różańców-bransoletek lub różańców-obrączek?
Latynosa to nie zdziwi, nas owszem. W sumie trudno wytłumaczyć, dlaczego kieszeń miałaby być godniejszym miejscem na noszenie różańca niż szyja, czy pasek przy spodniach. Nosimy przecież na szyi symbole religijne, a w wielu zakonach różaniec zawieszony u paska habitu jest nieodzownym elementem stroju.
I w czym gorszy jest różaniec-naszyjnik, od tak popularnych przecież różańców-bransoletek lub różańców-obrączek?
Od dłuższego czasu różańce i inne symbole chrześcijańskie znaleźć można w sklepach popularnych marek odzieżowych wśród proponowanych dodatków do ubrań. Kto nie wierzy, niech zrobi sobie wycieczkę do najbliższej galerii handlowej i poszpera wśród bransoletek, naszyjników, wisiorków i kolczyków.
Czy to źle, że zamiast sówki, słonika, czy innych uroczych bzdetów ktoś kupi sobie i zawiesi na szyi krzyżyk, czy różaniec? Zasadniczo nie. Swoją drogą i moim skromnym zdaniem mają one często zdecydowanie lepszy design od tych ze sklepów jubilerskich, czy parafialnych składów pobożności.
Co jednak ma w głowie ten, kto kupuje i zakłada na szyję krzyżyk, albo różaniec kupiony w tym dość nietypowym jak na tego rodzaju asortyment miejscu? Modę, obsesyjną potrzebę podążania za trendami? Wątpię. Chrześcijańskie symbole nie są chyba aż tak bardzo w modzie. Chyba, że ten dodatek ma stanowić swego rodzaju biżuteryjno-tekstylną prowokację. Wtedy rzeczywiście sprawa staje się kłopotliwa.
Dla modlitwy czy szokowania
Zamiast jednak rwać włosy z głowy, warto może zrobić krótki rachunek sumienia – czy moje codzienne zachowania, słowa, sposób bycia nigdy nie stoją w bolesnym kontraście z noszonym na szyi znakiem wiary? Jeśli ktoś się uparł, że chce nosić, będzie nosił. Nic nie poradzimy.
Czasem może warto zapytać go tylko, czy koniecznie musi używać drogiego dla mnie znaku jako nietypowej błyskotki. Odwołać się do wrażliwości. To zadziała szybciej niż inkwizytorskie okrzyki o bluźnierstwie i świętokradztwie.
Dla nas różaniec na szyi jest czymś nietypowym. Dlaczego? Bo mamy chyba jeszcze takie dobre, głęboko wpojone przeświadczenie, że miejsce różańca jest zasadniczo nie na szyi, nie na ręce, nie przy pasku, ale w dłoni. Krótko mówiąc, chodzi o to, po co mi ten różaniec czy krzyżyk? Jeśli po to, by zszokować, to jest po prostu brak wrażliwości.
Za posiadanie krzyżyka czy różańca ludzie w wielu miejscach na świecie tracą życie. Może to kogoś obudzi. Ale jeśli ten różaniec służy Ci do modlitwy, to w porządku. Noś go gdzie chcesz.
Fanom różańców-naszyjników warto może tylko wspomnieć, że różaniec na szyi bywa traktowany w kulturze latynoskiej jako rodzaj talizmanu. Zdradza raczej pobożność typu powierzchowno-magicznego. Zdarza się też, że różańca zawieszonego na szyi jako znaku rozpoznawczego używają też gangi. A to chyba nienajlepszy wzór do powielania. Niepokalana ma już swoje Rycerstwo, gangi jej nie potrzebne.
Michał Lubowicki – „aleteia.pl”

Święci i błogosławieni w tygodniu
|
•
|
18 maja - św. Jan I, papież i męczennik
|
|
•
|
18 maja - św. Eryk IX Jedvardsson, król
|
|
•
|
18 maja - św. Stanisław Papczyński, prezbiter
|
|
•
|
18 maja - św. Feliks z Cantalice, zakonnik
|
|
•
|
19 maja - św. Urban I, papież
|
|
•
|
19 maja - św. Iwo Helory, prezbiter
|
|
•
|
19 maja - św. Piotr Celestyn, papież i pustelnik
|
|
•
|
19 maja - św. Kryspin z Viterbo, zakonnik
|
|
•
|
20 maja - św. Bernardyn ze Sieny, prezbiter
|
|
•
|
21 maja - św. Jan Nepomucen, prezbiter i męczennik
|
|
•
|
21 maja - święci Krzysztof Magallanes, prezbiter, i Towarzysze, męczennicy
|
|
•
|
21 maja - św. Eugeniusz de Mazenod, biskup
|
|
•
|
21 maja - bł. Jacek Cormier, zakonnik
|
|
•
|
21 maja - św. Iwo z Chartres, biskup
|
|
•
|
22 maja - św. Rita z Cascia, zakonnica
|
|
•
|
22 maja - św. Joachima de Vedruna, zakonnica
|
|
•
|
23 maja - św. Leoncjusz z Rostowa, biskup
|
|
•
|
23 maja - św. Jan Chrzciciel de Rossi, prezbiter
|
|
•
|
23 maja - św. Joanna-Antyda Thouret, dziewica
|
|
•
|
23 maja - rocznica poświęcenia bazyliki św. Franciszka w Asyżu
|
|
•
|
24 maja - Najświętsza Maryja Panna Wspomożycielka Wiernych
|
|
•
|
24 maja - święci Donacjan i Rogacjan, męczennicy
|
|
•
|
24 maja - rocznica przeniesienia relikwii św. Dominika
|
|
•
|
25 maja - św. Beda Czcigodny, prezbiter i doktor Kościoła
|
|
•
|
25 maja - św. Grzegorz VII, papież
|
|
•
|
25 maja - św. Maria Magdalena de Pazzi, dziewica
|
|
•
|
25 maja - św. Magdalena Zofia Barat, dziewica
|
