W BLASKU MIŁOSIERDZIA
6/100 – 2 luty 2025 r. C.
INTERNETOWE WYDANIE TYGODNIKA

Niedziela, 2 lutego 2025, rok „C”
IV niedziela zwykła „C”

ŚWIĘTO OFIAROWANIA PAŃSKIEGO
Święto spotkania Chrystusa ze swoim ludem było obchodzone w Jerozolimie już w V wieku, a w VII wieku zostało przyjęte na Zachodzie. Święto to zamyka cykl uroczystości związanych z objawieniem się światu Słowa Wcielonego.
Zgodnie z tradycją w dniu dzisiejszym przed Mszą ma miejsce obrzęd błogosławienia świec i procesja ze świecami. Obrzęd błogosławieństwa, dokonujący się przed Mszą św., procesja ze świecami i sama Msza św. stanowią jedną czynność liturgiczną. Msza powinna być więc sprawowana przez tego samego kapłana, który dokonał poprzedzających ją obrzędów i według przepisanego na dziś formularza, chyba że Mszy przewodniczy biskup. Nie błogosławi się świec po Mszy św. W dniu dzisiejszym wolno wrócić do śpiewu kolęd podczas liturgii.
Dziś XXIX Dzień Życia Konsekrowanego.



Maryja i Józef przychodzą przedstawić Jezusa Ojcu
Maryja i Józef przychodzą przedstawić Jezusa Ojcu i przy tej okazji przychodzą też złożyć ofiarę. Ta ofiara nam natychmiast pokazuje, kim są. Są ludźmi najuboższymi z ubogich. Księga Kapłańska w Torze przewidywała, że ofiarą za oczyszczenie ma być baranek i gołębica. Wyłącznie wtedy, gdyby rodziny nie stać było na kupno baranka, ofiarą były dwa gołębie. Więc w tym prostym znaku, że Święta Rodzina przynosi do świątyni dwa małe gołębie, możemy zobaczyć w Niej osoby żyjące w ubóstwie. Bardzo piękne jest to, że Maryja i Józef, jako osoby ubogie, nawet najuboższe z ubogich, wcale nie czują się zwolnieni z ofiarności. Gdzieś tam w uszach, w sercu brzmi im ten tekst, też zapisany w Torze: Nie ukażesz się przede Mną z pustymi rękoma (Wj 34, 20). Nie można przyjść do świątyni Boga, nie przynosząc nic na ofiarę. Także ubóstwo, które wybrałeś, nie zwalnia cię z ofiarności. To jest rzecz godna przemyślenia, godna medytacji. Maryja i Józef to przykłady ludzi, którzy w życiu wybrali ubóstwo jako swoje miejsce, swoją drogę do świętości, do Boga – i to ubóstwo się sprawdza wyraźnie. Widać, jak ten wybór coraz bardziej się w nich pomnaża, nie zamyka ich na sobie, nie zamyka ich na trosce, co teraz będzie. „Wybrałem ubogie życie, muszę się o siebie zatroszczyć, muszę o siebie zadbać”, nie? Nie, w nich nie ma takiej postawy. W nich jest dawanie.
Kardynał Grzegorz Ryś - "mateusz.pl"
Święto Matki Bożej Gromnicznej
Dzisiejsze święto Ofiarowania Pańskiego, nazywane również w naszej polskiej tradycji świętem Matki Bożej Gromnicznej, jest jednym z najstarszych świąt chrześcijańskich. Kończy ono okres objawienia się Słowa Wcielonego światu i prowadzi nas do głębokiego rozważania tajemnicy światłości Chrystusa. Jest to święto zarówno chrystocentryczne, jak i maryjne, pełne bogatej symboliki światła, oczekiwania i wypełnienia Bożych obietnic.
Ofiarowanie Jezusa w Świątyni – wypełnienie proroctw
Święty Łukasz w swojej Ewangelii opowiada nam, że Maryja i Józef, zgodnie z Prawem Mojżeszowym, przynieśli Jezusa do świątyni, aby przedstawić Go Panu. To wydarzenie jest wypełnieniem proroctwa Malachiasza: „Nagle przybędzie do swej świątyni Pan, którego oczekujecie” (Ml 3,1). Symeon i prorokini Anna, będący uosobieniem wierzącego Izraela, rozpoznali w małym Dziecięciu Mesjasza – Światłość na oświecenie pogan i chwałę ludu Izraela. Symeon wypowiedział słowa, które do dziś rozbrzmiewają w liturgii Kościoła: „Teraz, o Panie, pozwól odejść swemu słudze w pokoju” (Łk 2,29).
Historia i tradycja Święta
Święto Ofiarowania Pańskiego było obchodzone w Jerozolimie już w IV wieku. Procesje ze świecami, symbolizujące Chrystusa – Światłość świata, miały tam miejsce nocą. W VI wieku święto zaczęło być celebrowane w Konstantynopolu, gdzie zwrócono większą uwagę na maryjny charakter uroczystości. W Kościele zachodnim uroczystość ta rozpowszechniła się w VII wieku, a od X wieku upowszechnił się obrzęd poświęcenia świec, które miały chronić domy przed burzami i żywiołami. Stąd w Polsce pojawiła się nazwa „Matki Bożej Gromnicznej”.
Kościół Wschodni – Hypapante, czyli Święto Spotkania
W tradycji Kościoła Wschodniego święto to nosi nazwę Hypapante, co oznacza „Spotkanie”. To piękne określenie podkreśla, że w świątyni jerozolimskiej doszło do spotkania Mesjasza z ludem Bożym, reprezentowanym przez Symeona i Annę. Podkreśla ono także, że całe życie chrześcijańskie jest pielgrzymką ku spotkaniu z Bogiem, które znajdzie swoje wypełnienie w wieczności. W Kościele Wschodnim, podobnie jak w Zachodnim, w liturgii tego dnia święci się świece, które później są zapalane przy chorych oraz umierających, symbolizując Chrystusa jako światłość, która prowadzi nas do życia wiecznego.
Światło Chrystusa w naszym życiu
Procesja ze świecami, którą dzisiaj przeżywamy, przypomina nam, że życie chrześcijanina jest drogą w kierunku Światłości, którą jest Chrystus. Zapalone świece symbolizują naszą wiarę i obecność Bożego światła w naszym życiu. Święto to przypomina nam także o konieczności czuwania, by nie zagasić płomienia naszej wiary.
Drodzy Bracia i Siostry, w tym kontekście możemy zastanowić się nad naszym własnym „spotkaniem” z Jezusem Chrystusa, który jest Światłością świata („Ja jestem światłością świata. Kto idzie za Mną, nie będzie chodził w ciemności, lecz będzie miał światło życia” (J 8, 12)). Czy potrafimy, tak jak Symeon i Anna, rozpoznać Jego obecność w naszym życiu? Czy nie pozwalamy, by światło wiary przygasało w naszym sercu? Przykładem może być historia pewnej starszej kobiety, która pomimo wielu trudności życiowych nigdy nie straciła nadziei. Codziennie zapalała świecę przed obrazem Chrystusa, powierzając Mu swoje troski. Ta mała iskra nadziei prowadziła ją przez życie i dawała pokój serca. Niech i nasze życie będzie płomieniem, który nie gaśnie – światłem miłości, pokoju i przebaczenia.
Dzień Życia Konsekrowanego
Od 1997 roku, na prośbę św. Jana Pawła II, dzień 2 lutego jest także Światowym Dniem Życia Konsekrowanego. Ofiarowanie Jezusa w świątyni jest ikoną oddania się Bogu, dlatego w tym dniu modlimy się za osoby, które poświęciły swoje życie Chrystusowi poprzez śluby czystości, ubóstwa i posłuszeństwa. Ich życie jest znakiem całkowitego oddania się Panu, tak jak Maryja, która w świątyni oddała Bogu największy dar – swego Syna.
Dzisiejsza liturgia jest dla nas wezwaniem, byśmy otworzyli serca na Światło Chrystusa. Niech nasza wiara będzie niczym zapalona świeca, która oświetla drogę innym. Idźmy zatem z płonącą wiarą w codzienne życie, świadcząc o Chrystusie w naszych rodzinach, miejscach pracy i wszędzie tam, gdzie jesteśmy posłani.
Niech Matka Boża Gromniczna, która prowadzi nas do swojego Syna, wyprasza nam łaskę czuwania i rozpoznawania obecności Boga w naszym życiu.
"redemptor.pl"


Tyle wokół nas „rozpraszaczy”
Tyle wokół nas „rozpraszaczy” – spraw, które odciągają naszą uwagę od tego, co należy zrobić, czego się nauczyć i czego doświadczyć. Niewątpliwie pierwsze miejsce wśród nich od lat zajmuje telefon komórkowy i internet. Kolejne mogą zajmować – w zależności od osoby – seriale ciągnące się przez wiele sezonów, których fabuła nic nie wnosi do naszej wiedzy i życia, pozorne, lecz pochłaniające czas hobby, na którym ktoś jedynie zarabia, mnóstwo terminów, obowiązków, spotkań, które trzeba „obsłużyć”, a także sama ilość informacji, z których trudno wybrać coś wartościowego. Rozproszona uwaga nie pozwala człowiekowi dostrzec tego, co ważne i istotne, co warto wybrać dla własnego dobra. Trudno więc także znaleźć czas na refleksję nad sobą i swoim życiem.
Święto Ofiarowania Pańskiego to wspomnienie przyniesienia małego, czterdziestodniowego Pana Jezusa do świątyni – słyszymy, że upłynął czas oczyszczenia według Prawa Mojżeszowego, które w przypadku chłopców wynosiło właśnie czterdzieści dni. Rodzice – również zgodnie z przepisami Prawa – składają w ofierze za syna parę synogarlic lub gołąbków. Jest to bardzo skromna ofiara, co wskazuje na ich ubóstwo. Wszystko, co mają, to ich umiłowany Synek.
W świątyni jerozolimskiej przebywa starzec Symeon, który w tym Dziecięciu rozpoznaje obiecanego Mesjasza, Pomazańca Bożego, który przyniesie zbawienie nie tylko Izraelowi, ale wszystkim narodom. To jest prawdziwa Światłość, która rozprasza ciemności – stąd w naszych dłoniach dziś gromnice, świece, które na wzór jedynego Światła wskazują drogę i są znakiem bezpieczeństwa, przede wszystkim duchowego i wiecznego, które jedynie Bóg może dać.
Symeon był człowiekiem czujnym – pobożnym i sprawiedliwym, przez całe życie wyczekującym pociechy Izraela. Cóż za radość musiała zagościć w jego sercu, gdy ujrzał oczekiwanego Syna Bożego! Teraz mógł nie tylko „odejść w pokoju”, ale i ogłosić innym tę radosną nowinę. Podobnie prorokini Anna, która – jak wiemy z Ewangelii – spotkawszy Jezusa i Jego Rodziców, wysławia Boga i ogłasza wielkie cuda. Staje się narzędziem nadziei dla innych.
Ci, którzy czuwali w świątyni, mieli uwagę skupioną na tym, co najważniejsze. Dzięki temu we właściwym momencie rozpoznali przychodzącego Boga, zbliżające się Królestwo Niebieskie i przemieniające wszystko miłosierdzie. Mieli udział w odkupieniu Jezusa, bo po prostu Go nie przegapili – spotkali Go!
Zanim zaczniemy myśleć o świecie, który nie rozpoznaje Boga, który dziwi się, po co katolicy idą ze świecami do kościoła, który nie rozumie życia konsekrowanego, w tym zakonnego (wszak dziś obchodzimy Światowy Dzień Życia Konsekrowanego), pomyślmy o sobie.
Ile w moim życiu uwagi poświęcam Bożemu słowu, Jego obecności? A ile skupiam na sobie – własnych uczuciach, sprawach, przemożnej chęci zapanowania nad swoim czasem? Muszę przyznać, że wokół mnie i we mnie jest wiele „rozpraszaczy”, które – choć nieraz oferują dostęp do wartościowych treści, duchowych konferencji i pożytecznych informacji – w życiu duchowym wcale nie pomagają. O wiele owocniej pomodlę się, biorąc do ręki tradycyjne Pismo Święte, książkę czy różaniec, niż odczytując z migającego ekranu psalmy i inne święte teksty – bo zawsze coś może wyskoczyć, zadzwonić, a umysł – właśnie przez niewidoczne na pozór działanie ekranu – nie jest w stanie skupić się na tym, co ważne. Trwa jakby w gotowości na nowe bodźce. Jedną z największych przeszkód w modlitwie jest dziś właśnie ta rozproszona uwaga.
Takich miejsc „rozproszenia” jest oczywiście wiele. Jest jednak jedno miejsce „skupienia” – moje serce, sumienie i wola, gdzie mogę rozpoznać Boga i pójść za Odkupicielem, jeśli tylko o to zadbam. Zamiast w myślach nieustannie rozwiązywać różne problemy i „ratować” siebie, swoją rodzinę i cały świat, mogę w czasie świętej liturgii – jak choćby teraz, we Mszy Świętej – pozwolić prowadzić się przez święte teksty Duchowi Świętemu i wyjść na spotkanie Bogu, który pragnie mnie uświęcić (konsekrować).
Można przeżyć święto Ofiarowania Pańskiego, jedynie przychodząc do świątyni i „ofiarowując” chwilę swojego czasu (bo jestem zajęty, czyli ubogi). I przegapić Boga. Mogę jednak podjąć konkretne postanowienie, by zmienić sposób codziennego funkcjonowania – by bardziej skupiać swoją uwagę na Panu Bogu, na tym, co rzeczywiście dzieje się we mnie, i na innych ludziach. Różne rozproszenia będą się oczywiście zdarzały, ale nie zawładną mną. Stanę się jak starzec Symeon – pobożny i sprawiedliwy, wyczekujący Bożego Miłosierdzia, które spełnia swe obietnice i przybywa, by zbawić mnie i cały świat.
o. Mariusz Mazurkiewicz CSsR - "redemptor.pl"

Dzień Życia Konsekrowanego obchodzony jest 2 lutego, w święto Ofiarowania Pańskiego. A jakie były intencje św. Jana Pawła II, kiedy w 1997 roku zadecydował o ustanowieniu tego dnia?
Czterdzieści dni po narodzeniu Jezusa Jego rodzice zanoszą Go do świątyni, by ofiarować Go Bogu. W tym dniu Jezus-Mesjasz spotyka się także z tymi, którzy na Niego z tęsknotą czekali. Przez usta starego Symeona, któremu daje natchnienie Duch Święty, objawione zostaje „Światło na oświecenie pogan”. A swoimi proroczymi słowami starzec zapowiada pełną ofiarę złożoną na krzyżu przez Jezusa i Jego ostateczne zwycięstwo nad śmiercią (por. Łk 2, 25-35).
W ten sposób w domu Bożym tego dnia objawia się Uświęcony przez Ojca, Ten, który przyszedł na świat, aby zbawić wszystkich ludzi. A Maryja, Jego matka, jednoczy się z Nim w tej samej ofierze dla zbawienia świata.
Ofiarowanie Jezusa w świątyni jest również wymownym znakiem całkowitego oddania się Bogu i wzorem dla wszystkich tych, którzy chcą iść drogą życia konsekrowanego. A Dziewica Maryja, ofiarowująca Dzieciątko Bogu, bardzo dobrze wyraża postawę Kościoła, który nadal ofiarowuje Ojcu swoje córki i synów, łącząc ich z jedyną ofiarą Chrystusa – przyczyną i wzorem wszelkiej konsekracji w Kościele.
Jak prorokini Anna, która - podobnie jak Symeon - czekała na Mesjasza i czuwała w świątyni, tak pierwszym powołaniem tego, który podąża za Chrystusem, jest przebywanie w komunii z Nim, słuchanie Jego słowa i wielbienie Boga z pokorą i stałością. Jego życie znajdzie wówczas głęboki oddźwięk w sercach ludzi.
Jan Paweł II pragnął, aby „obchody Dnia Życia Konsekrowanego gromadziły osoby konsekrowane wraz z innymi wiernymi dla wspólnego wychwalania z Dziewicą Maryją wielkich dzieł Bożych, których Pan dokonuje w wielu synach i córkach" (Św. Jan Paweł II, Orędzie z okazji 1. Dnia Życia Konsekrowanego, 1997). Co więcej, pragnął, aby to święto ukazywało wszystkim, że powołaniem świętego ludu Bożego ma być całkowicie poświęcenie się Jemu.
Klara de Castelbajac. „Chcę być świętą! To więcej niż bycie zakonnicą?”
Po co nam Dzień Życia Konsekrowanego?
Jan Paweł II widział w tej uroczystości co najmniej potrójny cel:
1. Dziękczynienia za dar życia konsekrowanego
„Po pierwsze – odpowiada on wewnętrznej potrzebie bardziej uroczystego wielbienia Pana i dziękczynienia Mu za wielki dar życia konsekrowanego” (Św. Jan Paweł II, Orędzie z okazji 1. Dnia Życia Konsekrowanego, 1997). Tak jak Jezus w swoim posłuszeństwie i poświęceniu Ojcu mówi nam, jak bardzo Bóg jest z nami, tak i osoby konsekrowane, w pełni należące do jedynego Pana, ich sposób życia i pracy, ich oddanie ludziom są wymownym znakiem, potężnym głoszeniem obecności Boga we współczesnym świecie. „To pierwsza posługa, jaką życie konsekrowane oddaje Kościołowi i światu. Pośród Ludu Bożego osoby konsekrowane są niczym strażnicy, dostrzegający i zapowiadający nowe życie, już obecne w naszych dziejach”, mówił Benedykt XVI 2 lutego 2006 r.
2. Poznanie życia konsekrowanego
„Po drugie – Dzień Życia Konsekrowanego ma za zadanie przyczynić się do poznania tej formy życia i pogłębiania szacunku dla niego ze strony całego Ludu Bożego od biskupów po kapłanów, od świeckich po osoby konsekrowane” – wyjaśniał w 1997 r. z okazji 1. Dnia Życia Konsekrowanego św. Jan Paweł II.
Podkreślił to także, zwracając się do osób konsekrowanych 2 lutego 2000 r.: „Świadectwo eschatologiczne należy do istoty waszego powołania. Śluby ubóstwa, posłuszeństwa i czystości dla Królestwa Bożego są waszym orędziem o ostatecznym przeznaczeniu człowieka, które kierujecie do świata. Jest to bardzo cenne orędzie: Człowiek, który czuwa i wyczekuje spełnienia się obietnic Chrystusa, potrafi natchnąć nadzieją także swoich braci i siostry, często zniechęconych i pesymistycznie patrzących w przyszłość”.
Ojciec święty dodaje także: „Jest ono zatem specjalną i żywą pamiątką Jego bycia Synem, który czyni Ojca swoją wyłączną Miłością – oto Jego czystość; który w Ojcu znajduje swoje wyłączne bogactwo – oto Jego ubóstwo; dla którego wola Ojca jest codziennym „pokarmem” (por. J 4,34) — oto Jego posłuszeństwo.
Taka forma życia, przyjęta przez Chrystusa i uobecniana w szczególny sposób przez osoby konsekrowane, ma wielkie znaczenie dla Kościoła, powołanego, by we wszystkich swoich członkach przeżywać to samo dążenie do pełnego zjednoczenia z Bogiem poprzez naśladowanie Chrystusa w świetle i mocy Ducha Świętego.
Życie specjalnej konsekracji w swoich różnorodnych formach pomaga zatem lepiej zrozumieć konsekrację chrzcielną wszystkich wiernych. Rozważając dar życia konsekrowanego Kościół zastanawia się nad swoim szczególnym powołaniem, aby należeć wyłącznie do Pana, i pragnie być w Jego oczach bez „skazy czy zmarszczki, czy czegoś podobnego, lecz aby był święty i nieskalany” (Ef 5,27).
Wydaje się zatem uzasadniona potrzeba ustanowienia tego specjalnego Dnia, który przyczyni się do tego, aby nauka o życiu konsekrowanym była nie tylko szerzej i głębiej rozważana, ale również coraz lepiej przyjmowana przez wszystkich członków Ludu Bożego” (Św. Jan Paweł II, Orędzie z okazji 1. Dnia Życia Konsekrowanego, 1997).
3. Świętowanie dzieł Pana w życiu konsekrowanych
Trzeci cel dotyczy samych osób konsekrowanych: „Są one zaproszone do wspólnego i uroczystego świętowania niezwykłych dzieł, które Pan w nich dokonał, aby w świetle wiary mogły jeszcze pełniej odkryć blask Bożego piękna – promieniującego za sprawą Ducha w sposobie ich życia – oraz aby mogły jeszcze żywiej uświadomić sobie swą niezastąpioną misję w Kościele i w świecie” – wyjaśnił św. Jan Paweł II w tym samym dokumencie.
Świadkowie Ewangelii
W dzisiejszym zagonionym świecie osoby konsekrowane powinny z radością i pokojem ukazywać swoim życiem życie i orędzie Syna Bożego. W ten sposób głoszą naszemu światu, w najróżniejszych sytuacjach, że ostatecznie to Pan jest dla człowieka prawdziwą miłością, prawdziwym bogactwem, najbezpieczniejszą drogą.
Warto przy tym pamiętać, że „człowiek naszych czasów chętniej słucha świadków aniżeli nauczycieli; a jeśli słucha nauczycieli, to dlatego, że są świadkami” (Św. Paweł VI, Adhortacja apostolska Evangelii nuntiandi, 1975, nr 41).
Dla Jana Pawła II ustanowienie Dnia Życia Konsekrowanego w święto Ofiarowania Pańskiego oznaczało zatem wsparcie misji Kościoła. Przede wszystkim jego misji w świecie, aby ci, którzy jeszcze nie poznali Chrystusa, mogli się do Niego zbliżyć dzięki tym osobom, które przez całkowity dar siebie dają świadectwo, że Chrystus jest jedynym Synem, posłanym przez Ojca.
Papież podkreślił, że nowa ewangelizacja jest możliwa i skuteczna za sprawą osób, które najpierw ewangelizują same siebie, aby potem innym „przedstawiać Ewangelię w jej pełni, a także ukazywać matczyne oblicze Kościoła, służącego mężczyznom i kobietom naszych czasów”.
Modlitwa za osoby konsekrowane
Papież był też przekonany, że dzień ten będzie wsparciem duszpasterskim dla Kościołów lokalnych: „Czasami mogą ulegać pokusie by, tak jak Marta, pojmować misję głównie jako liczne zadania do zrobienia, które, rzecz jasna, powinny zostać wykonane. Ale ten dzień przypomina wszystkim, że to wybierając tę cząstkę, którą obrała Maria, możemy przynosić obfite owoce w winnicy Pańskiej. Dziewica Maryja, która dostąpiła wielkiego przywileju ofiarowania Ojcu Jezusa Chrystusa, Syna swego Jednorodzonego, jako ofiary czystej i świętej, niech sprawi, abyśmy byli zawsze otwarci na przyjęcie wielkich dzieł, których On nieustannie dokonuje dla dobra Kościoła oraz całej ludzkości” – mówił Jan Paweł II w 1997 roku.
Benedykt XVI, 2 lutego 2006 r., odmówił następującą modlitwę, którą zadedykował osobom konsekrowanym:
Gdzie byśmy byli…
Ilu z nas poszłoby za Jezusem do Kany Galilejskiej, towarzyszyło Mu w początkach Jego nauczania...
Czas Bożego Narodzenia zakończył się z niedzielą Chrztu Pańskiego, a u nas dalej aż do Matki Boskiej Gromnicznej. W kościołach choinki opasane lampkami, betlejemskie stajenki z Dzieciątkiem w żłóbku, pasterze i trzej królowie. W muzeum pokonkursowa wystawa szopek, a jakże! do 2 lutego. Kto wcześniej nie zdążył, może się załapać na ostatnie chwile. Jeszcze słychać kolędy – czasem tę jedną zaśpiewaną pod koniec mszy świętej nieśmiało, czasem w wiejskim kościółku od wyboru do koloru, pełną piersią. A oprócz tego przeglądy kolęd, kolędowe spotkania, chóralne kolędowanie, rodzinne kolędowanie. O, tu jest orkiestra dęta – przeważają motywy okołoświąteczne i tylko na koniec garść noworocznych z nieśmiertelnym marszem Radetzkyego.
Zżymał się kiedyś pewien ksiądz na tę polską pobożność widać niedorosłą, niedojrzałą, skoro tak uparcie – zamiast postąpić krok do przodu i wejść w czas zwykły w ciągu roku- stoi przy żłóbku i przy Bożej Dziecinie.
Pytanie tylko – gdzie byśmy w tych styczniowych dniach byli, gdybyśmy opuścili betlejemską stajenkę? Począwszy od Chrztu Pańskiego weszlibyśmy gładko w tajemnice światła, poszlibyśmy za Jezusem do Kany Galilejskiej, towarzyszyli Mu w początkach Jego nauczania, przy powołaniu Apostołów, przy pierwszych cudach. Może… I ilu z nas? A przy tym odłożylibyśmy szopkę na przyszły rok. Niech się nie zakurzy niepotrzebnie. Nie zaśpiewalibyśmy i nie posłuchalibyśmy kolędy, bo było, minęło… Czy naprawdę bylibyśmy krok do przodu?
Maria Sołowiej - "wiara.pl"

W więzieniu samotności
Starsze Japonki popełniają drobne przestępstwa, tylko po to, by trafić do więziennej celi w poszukiwaniu towarzystwa…
Japonia to kraj, który kojarzy się z długowiecznością, zdrowym stylem życia i nacechowanym życzliwością społeczeństwem, czerpiącym radość z prostych przyjemności. W ten idealistyczny obraz wkrada się jednak pogłębiająca się samotność i doskwierające ubóstwo, które sprawiają, że starsze kobiety popełniają drobne przestępstwa, tylko po to, by trafić do więziennej celi. To już nie odosobnione przypadki, ale społeczne zjawisko. W ciągu dwóch dekad liczba więźniarek powyżej 65 roku życia wzrosła niemal czterokrotnie. Cela nie jest dla nich – postrzeganym negatywnie – miejscem kary, ale schronieniem zapewniającym bezpieczeństwo: mają tam ciepło, dostają regularne posiłki, mogą skorzystać z opieki medycznej, a przede wszystkim mają towarzystwo. By przedłużyć ten „dobrostan” wiele kobiet staje się recydywistkami, niektóre deklarują, że są gotowe oddać swe emerytury, tylko po to, by móc zostać za kratkami jak najdłużej. Najlepiej do końca życia.
Te desperackie działania muszą budzić pytania o stan społeczeństwa i istniejących w nim więzi. Ta samotność nie bierze się przecież znikąd. Japonia od dawna jest symbolem atomizacji społeczeństwa. To właśnie w tym kraju w latach 90 ubiegłego wieku zdefiniowano chorobę samotności – hikikomori. Japoński ból istnienia przejawia się w ogromnej liczbie samobójstw, niechęci do zawierania małżeństw i posiadania potomstwa, a także rozpowszechnionej aborcji. Dzieci już od przedszkola poddawane są ogromnej presji, w szkole zaczyna się rywalizacja, z czasem dochodzi do tego kult pracy, gdzie chorobliwa troska o karierę wypiera relacje przyjaźni i powoduje rozpad więzi rodzinnych.
To nie może przynosić dobrych owoców, bo człowiek nie został stworzony do samotności, nie może też żyć wyłącznie karierą. Jest istotą relacyjną, stworzoną do miłości i troski o ukochane osoby. Bez tego usycha. Życie w samotności „owocuje” śmiercią w samotności. Rocznie umiera tak 68 tys. mieszkańców Kraju Kwitnącej Wiśni. Samotna śmierć jest definiowana przez japońskie władze jako taka, w której dana osoba „umiera bez niczyjej obecności, a po pewnym czasie jej ciało zostaje odnalezione”. Czy może być coś smutniejszego… Proces ten wydaje się nie do zatrzymania i oddaje rozpad więzi rodzinnych w społeczeństwie. Dla nas powinien stać się dzwonkiem alarmowym, aby dobrobyt i pogoń za karierą nie przesłoniły nam tego co w życiu najważniejsze. Samotność to niestety coraz częściej też polska choroba, oby nie stała się plagą odbierającą sens istnienia. Jaki ból musisz mieć w sercu, by na starość zacząć kraść, po to, by trafić za kratki w poszukiwaniu drugiego człowieka…
Beata Zajączkowska - "wiara.pl"

Maria Sołowiej - "wiara.pl"

Święci i błogosławieni w tygodniu
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
3 lutego - św. Maria Klaudyna od św. Ignacego Thevenet, dziewica |
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
