W BLASKU MIŁOSIERDZIA
48/1048 – 1 listopada 2025 r. C.
INTERNETOWE WYDANIE TYGODNIKA
Aktualności na
Uroczystość Wszystkich Świętych
1 listopada 2025 r.
Czytania:
Pierwsze czytanie: Ap 7,2-4.9-14
Psalm: Ps 24
Drugie czytanie: 1 J 3,1-3
Ewangelia: Mt 5,1-12a
Ewangelia:
Mt 24, 37-44 - Potrzeba czujności w oczekiwaniu na przyjście Chrystusa
✠ Słowa Ewangelii według Świętego Mateusza
Jezus powiedział do swoich uczniów:
«Jak było za dni Noego, tak będzie z przyjściem Syna Człowieczego. Albowiem jak w czasie przed potopem jedli i pili, żenili się i za mąż wydawali aż do dnia, kiedy Noe wszedł do arki, i nie spostrzegli się, aż przyszedł potop i pochłonął wszystkich, tak również będzie z przyjściem Syna Człowieczego. Wtedy dwóch będzie w polu: jeden będzie wzięty, drugi zostawiony. Dwie będą mleć na żarnach: jedna będzie wzięta, druga zostawiona.
Czuwajcie więc, bo nie wiecie, w którym dniu Pan wasz przyjdzie. A to rozumiejcie: Gdyby gospodarz wiedział, o której porze nocy nadejdzie złodziej, na pewno by czuwał i nie pozwoliłby włamać się do swego domu. Dlatego i wy bądźcie gotowi, bo o godzinie, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie».
Komentarz do czytań:
Wszystkich świętych. To przede wszystkim uroczystość niosąca wielką nadzieję. No bo jeśli inni, to czemu nie ja? I takie jest też chyba główne przesłanie czytań tego dnia. To też nadzieja - jestem nikim, jestem życiowym przegrańcem? Dla takich właśnie przede wszystkim jest niebo; dla trwających w nauce Jezusa mimo skazywania się w tym świecie na porażkę Ale też wyzwanie: stawać się godnym nieba.
Obecnie, wśród różnych przeciwności, jesteśmy dziećmi Bożymi. A w przyszłości? Wokół tych dwóch spraw koncentruje się liturgia słowa uroczystości Wszystkich Świętych. I przy okazji pokazuje, jak można poustawiać swoje życiu tu, na ziemi.
Czeka nas niebo. Stan, w którym "nie będziemy już łaknąć ani pragną", w którym nie będzie już miało do nas dostępu żadne zło.
Piękna obietnica? Problem chyba jednak w tym, że moglibyśmy zło przemycić do nieba w naszych sercach. Czy Bóg miałby na to pozwolić? Zwłaszcza że ci, którym prawo Ewangelii nie odpowiada raczej nie byliby w niebie szczęśliwi....

W dzisiejszym numerze
- Komentarz do czytań na 1 listopada 2025 r.
- Uroczystość Wszystkich Świętych
- 1 listopada - Uroczystość Wszystkich Świętych
- Życie pozagrobowe
- Wszyscy Święci - czyli kto?
- Bliskie doświadczenie śmierci. Ks. Wiktor Szponar o ludziach, którzy "podejrzeli drugą stronę"
- Msze św. wieczyste i odpusty cząstkowe. Najbardziej pomagamy zmarłym, gdy…
- Święci i błogosławieni w tygodniu

Uroczystość Wszystkich Świętych
Kościół wschodni wspominał wszystkich świętych wyznawców już w IV wieku. Na Zachodzie pierwszy raz obchodzono to święto w V wieku, ale nie było ono jeszcze przypisane do jednego dnia roku.
Dopiero w 609 roku, kiedy papież Bonifacy IV poświęcił pogańską świątynię Panteonu, nadając jej tytuł Sancta Maria ad Martyres, pierwsze wspomnienie wszystkich świętych zostało włączone do kalendarza pod datą 13 maja. Papież Grzegorz IV w 835 roku rozciągnął je następnie na cały Kościół, przenosząc na dzień 1 listopada.
Uroczystość ta sławi Kościół triumfujący: wraz ze świętymi wyniesionymi do chwały ołtarzy wspomina się w tym dniu „wszystkich sprawiedliwych” z każdego języka, rasy i narodu, których imiona są zapisane w Księdze Życia.

1 listopada - Uroczystość Wszystkich Świętych
Znanych i anonimowych, dawnych i współczesnych świętych Kościół katolicki uroczyście wspomina 1 listopada. Uroczystość Wszystkich Świętych winna być jednym z najbardziej radosnych dni dla chrześcijan. W ciągu roku niemal każdego dnia przypada wspomnienie jednego lub kilku świętych znanych z imienia. Jednak ich liczba jest znacznie większa. Wiele osób doszło do świętości w zupełnym ukryciu.
mlk, mp/Warszawa/KAI

Komentarz do czytań na 1 listopada 2025 r.
Dzisiaj w Kościele powszechnym obchodzimy Uroczystość Wszystkich Świętych. Czyli tych, którzy już są w Królestwie Bożym i radują się obecnością Boga. Dla nas, żyjących, to wielka tajemnica. Ale odkrywa ją dzisiaj dla nas święty Jan Apostoł. W swoich wizjach, które zawarł w Apokalipsie, w symboliczny sposób opisuje Świętych obcowanie. To ci, do których przyszedł anioł ze wschodu i ich opieczętował. Oni zostali wybrani i zaproszeni przed tron Boga. Odziani w białe szaty, z palmami w rękach oddają hołd Bogu Najwyższemu.
Wizja świętego Jana jest dla nas przesłaniem i przypomnieniem, że my wszyscy zostaliśmy powołani do zbawienia i życia wiecznego. Świętość nie jest dla wybranych, ale dla nas wszystkich. To szczególna Łaska, którą obdarzył nas Bóg. A święty Jan to potwierdza słowami: „ oto wielki tłum, którego nie mógł nikt policzyć, z każdego narodu i wszystkich pokoleń, ludów i języków”(Ap 7,9). Tam czeka na nas dobry Bóg-Ojciec, bo my jesteśmy jego ukochanymi dziećmi Bożymi.
Zastanówmy się dzisiaj, czy jesteśmy gotowi na przyjście anioła, który nas opieczętuje i zaprowadzi przed tron Baranka? Czy chcemy kroczyć w orszaku odzianych w białe szaty, z palmami w ręku? Już dziś uczyńmy wszystko, abyśmy się tam znaleźli.
Komentarz do psalmu
Dzisiejszy psalm wychwala Boga jako Króla Chwały, który oczekuje nas w Królestwie Bożym. Bramy nieba są dla nas otwarte. Bo Bóg obdarzył nas największą miłością. Ofiarował nam wszystko, co stworzył. I troszczy się o nas nieustannie.
Ale psalmista przypomina, że bramy Królestwa Bożego są otwarte dla tego „ kto ma czyste ręce i serca nieskalane, kto nie oszukuje i za marnościami nie goni” (Ps 24,4), bo tylko „ Taki otrzyma błogosławieństwo od Pana”(Ps 24,5).
Zatem niech pragnienie otrzymania błogosławieństwa od Boga, stanie się naszym priorytetem w życiu doczesnym.
Komentarz do drugiego czytania
Jak dobrze być dzieckiem, a dzieckiem Boga w szczególności. Z taką radosną nowiną przychodzi do nas dzisiaj święty Jan. On sam, który doświadczył miłości Jezusa na ziemi i dostał obietnicę jeszcze większego umiłowania przez Boga-Ojca w niebie, chce się z nami tym podzielić. Namawia nas, żebyśmy docenili godność bycia dziećmi Bożymi już tu na ziemi i pragnęli zjednoczenia się z Nim w niebie, gdzie czekają na nas jeszcze większe łaski.
Zatem dziękujmy dzisiaj Bogu, dobremu Ojcu, za to, kim dla Niego jesteśmy i za to, co przygotował nam w wieczności. Doceniajmy, że jesteśmy umiłowanymi dziećmi Bożymi.
Komentarz do Ewangelii
Dzień Wszystkich Świętych jest wyjątkowy i szczególny. To Uroczystość, która przypomina nam jak wielkie rzesze Świętych są już w Królestwie Niebieskim. Ale powinien to być również moment, który uświadomi nam, że my wszyscy jesteśmy powołani do świętości i wiecznego przebywania z Bogiem.
Niezależnie, jak kręte są drogi naszego życia, na ich końcu pragnijmy spotkać Chrystusa, który otworzy nam bramy Królestwa Bożego. Dlatego dzisiejsze słowa z Ewangelii niech będą dla nas zaproszeniem do radości życia wiecznego. Niech zachęcają, abyśmy pragnęli stać się synami Bożymi, którzy Boga oglądać będą. Bo dla nas Bóg przeznaczył Królestwo niebieskie, gdzie będziemy pocieszeni i nasyceni. A błogosławieństwa Jezusa niech będą naszą pomocą i kierunkowskazem w drodze ku Bogu. Bo żeby stać się świętym, nie trzeba być idealnym, ale trzeba mieć otwarte serce i pokorną postawę. Musi nastąpić przemiana naszego serca, naszego myślenia i naszej postawy. Jest to możliwe, jeśli zaufamy Bogu i Jego o pomoc będziemy prosili.
Zatem o przemianę naszych serc i sumień względem Boga i bliźnich prośmy dzisiaj w naszych modlitwach. Bo Bóg, powołując nas do świętości, pomaga swoją łaską i miłosierdziem. A wstawiennictwo świętych niech będzie naszym wsparciem i podporą. Wtedy dołączymy do wielkiego grona Świętych, którzy już dzisiaj są w Niebie.
Monika Weselińska – „mateusz.pl”

Życie pozagrobowe
Uroczystość Wszystkich Świętych nie jest - wbrew spotykanym niekiedy opiniom - "Świętem Zmarłych" ale przypomina wszystkim wiernym o ich powołaniu do świętości. W odróżnieniu od tej uroczystości, następnego dnia - 2 listopada - wspomina się wszystkich wiernych zmarłych. Jest to dzień modlitwy za tych, którzy w czyśćcu przygotowują się do chwały nieba.
Dzień 1 listopada przypomina prawdę o powszechnym powołaniu do świętości. Każdy z wierzących, niezależnie od konkretnej drogi życia: małżeństwa, kapłaństwa czy życia konsekrowanego jest powołany do świętości. Tej pełni człowieczeństwa nie można osiągnąć własnymi siłami. Konieczna jest pomoc łaski Bożej, czyli dar życzliwości Boga. Ponieważ Stwórca powołuje do świętości wszystkich, także każdemu człowiekowi pomaga swą łaską. Teologia wskazuje, iż każdy otrzymał dar zbawienia, bo Jezus Chrystus złożył ofiarę za wszystkich ludzi. Od każdego z nas jednak zależy, w jakim stopniu przyjmie od Boga dar świętości.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Uroczystość Wszystkich Świętych zdecydowanie różni się od Dnia Zadusznego (wspomnienia Wszystkich Wiernych Zmarłych) przypadającego na 2 listopada. Uroczystość przypadająca na 1 listopada wyraża powszechne powołanie do świętości. Wskazuje na hojność Pana Boga i pogłębia nadzieję, że wszelkie rozstanie nie jest ostateczne, bo wszyscy są zaproszeni do domu Ojca. Razem jednak Dzień Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny przypominają prawdę o wspólnocie Kościoła, obejmującej świętych w niebie, pokutujących w czyśćcu i żyjących jeszcze na ziemi. Wśród tych trzech stanów Kościoła dokonuje się, poprzez modlitwę, pamięć czy ofiarę, ciągła wymiana dóbr duchowych. W tej łączności (komunii) wyraża się świętych obcowanie.
Wspomnienie wszystkich świętych ma źródło w kulcie męczenników. W rocznicę śmierci, która dla chrześcijan jest dniem narodzin dla nieba, odprawiano na grobach męczenników Eucharystię i czytano opisy męczeństwa. Pamięć o tych, którzy krwią potwierdzili swoją wiarę, była w pierwszych gminach chrześcijańskich pieczołowicie przechowywana. Każda z lokalnych wspólnot posiadała spis swoich męczenników, którzy przez sam fakt męczeństwa stawali się bliskimi Chrystusa, dlatego ich wstawiennictwo nabierało szczególnej mocy. Stopniowo do tych list dopisywano imiona nie tylko męczenników, ale też innych osób odznaczających się szczególną świętością. Pierwszym świętym spoza grona męczenników był zmarły w 397 r. biskup Marcin z Tours.
Początki święta sięgają IV w. W Antiochii czczono wtedy pamięć o wielu bezimiennych męczennikach, których wspominano w niedzielę po Zesłaniu Ducha Świętego. W Rzymie w VII wieku papież Bonifacy IV poświecił dawny Panteon i uczynił go kościołem ku czci Bogurodzicy oraz wszystkich Męczenników. Polecił przy tej okazji umieścić tam kamienie przywiezione z katakumb chrześcijańskich męczenników. Historycy przekazują, iż przywieziono wtedy aż 28 pełnych wozów. Z rocznicą tych wydarzeń związane było rzymskie święto Wszystkich Świętych. Czczono wtedy jedynie Maryję i męczenników. W późniejszych wiekach dołączono kult "wszystkich doskonałych Sprawiedliwych". Obchody przeniesiono z 13 maja na 1 listopada. Powodem były prawdopodobnie trudności z wyżywieniem rzesz pielgrzymów przybywających do Rzymu na wiosnę.
Listopadowa data była już znana w Irlandii oraz Anglii a od VIII w. rozprzestrzeniło się w całej Europie. Po ostatniej reformie liturgii teologowie podkreślają, że "uroczystość obejmuje nie tylko świętych kanonizowanych, ale wszystkich zmarłych, którzy osiągnęli doskonałość, a zatem także zmarłych krewnych i przyjaciół".
Graziako

Wszyscy Święci - czyli kto?
Świętość nie jest przywilejem,
zarezerwowanym dla wąskiej garstki wybranych,
ale jest obowiązkiem każdego chrześcijanina.
Moim i twoim
(św. Matka Teresa)
Obchodząc Uroczystość Wszystkich Świętych wspominamy tych, których nazywamy bohaterami wiary, którzy odbierają w niebie obiecaną im nagrodę. Warto przy tej okazji postawić sobie pytanie: kim jest święty? Zachęcam do wspólnego zastanowienia się nad tym ważnym pytaniem, a ostateczna odpowiedź z pewnością będzie dla wielu z nas zaskoczeniem i być może będzie odbiegać od naszych potocznych wyobrażeń o świętych.
Na początek postawmy sobie pytanie: z kim kojarzy nam się słowo „święty”? Najczęściej ze starszym panem z długą brodą. Natychmiast przychodzą nam na myśl wielcy mistycy, którzy mieli łaskę oglądania Boga już za życia i rozmawiania z Nim. Ludzie, którzy całe dnie spędzali na modlitwie, zadawali sobie umartwienia cielesne lub torturowali siebie bezlitosnymi postami. Myślimy o św. Pawle, który pieszo przemierzył tysiące kilometrów głosząc Ewangelię różnym narodom. O św. Franciszku lub św. Antonim, którzy sprzedali swoje bogactwa i wybrali życie w ubóstwie. O bł. Matce Teresie z Kalkuty, która całe życie poświęciła pomaganiu najuboższym. Pewnego razu jeden dziennikarz chciał zrobić o niej reportaż; gdy zobaczył, jak Matka Teresa obmywa rany trędowatego, powiedział z obrzydzeniem: „Nie zrobiłbym tego nawet za milion dolarów!”. Ona zaś podniosła głowę i odpowiedziała: „Ja również, bo ja to robię z miłości”. Gdy myślimy o świętych, z pewnością staje nam przed oczyma postać Ojca Pio, mistyka, który nosił na ciele przez 50 lat rany Chrystusa. W końcu wspominamy postać św. Jana Pawła II, który już od dziecka zadziwiał wszystkich głęboką wiarą. Podobnych przykładów można wyliczać jeszcze więcej. Nie o to jednak chodzi. Jaki stąd płynie wniosek? Słowo „święty” kojarzy nam się z kimś wielkim, niezwykłym, z takim trochę nadczłowiekiem. Co się wówczas dzieje? Wtedy świętość uważamy za coś, co dla nas, słabych i grzesznych, jest czymś CAŁKOWICIE NIEOSIĄGALNYM.
Postawmy sobie teraz interesujące pytanie: kto jest pierwszym świętym Kościoła? To znaczy, o kim jako o pierwszym człowieku wiemy, że na pewno jest w niebie? Św. Paweł? Maryja?
Podziel się cytatem
Odpowiedź będzie dla nas na pewno zaskoczeniem. Pierwszym świętym Kościoła jest nikt inny jak łotr ukrzyżowany z Jezusem, od którego usłyszał: „Dziś będziesz ze mną w Raju”! Człowiek, który za życia na pewno nie był dla innych wzorem. Skoro został skazany na ukrzyżowanie musiał popełnić wielką zbrodnię, gdyż była to wówczas najsurowsza kara śmierci. Jednakże w ostatnich chwilach swego życia okazał skruchę, zobaczył zło którego się dopuścił i prosił Jezusa o miłosierdzie. Za świętą uważamy również Marię Magdalenę, o której pierwszy raz dowiadujemy się, gdy została przyłapana na prostytucji. Gdy jednak spotkała się z pełnym miłości spojrzeniem Jezusa, który jej nie potępił, postanowiła zmienić swoje życie. Jaki stąd płynie wniosek? Może mało elegancki, ale prawdziwy: pierwszymi świętymi Kościoła są BANDYTA i PROSTYTUTKA. Dlaczego Kościół stawia ich za wzór? Byli to ludzie grzeszni, którzy w pewnym momencie swego życia dostrzegli czynione przez siebie zło, żałowali za nie i nawrócili się. I takich właśnie ludzi powołuje Bóg - słabych i grzesznych. Św. Paweł przed nawróceniem był nikim innym jak mordercą i prześladowcą chrześcijan, a nazywamy go dziś Apostołem Narodów. Podobnie było ze św. Augustynem. Przed swoim nawróceniem przez wiele lat żył bardzo ciężkich grzechach, jednak - dzięki wytrwałej modlitwie swojej matki - postanowił zmienić swoje życie.
Tych ludzi nazywamy świętymi. I tacy właśnie są wszyscy święci. Słabi i grzeszni ludzie. A przede wszystkim - normalni. Na pokazaniu, czym tak naprawdę jest świętość, bardzo zależało Janowi Pawłowi II. W ciągu swojego pontyfikatu ogłosił błogosławionymi w sumie 1338 osób i kanonizował 482 świętych. To więcej niż wszyscy poprzedni papieże razem wzięci! Często spotykał się z krytyką z tego powodu. Zarzucano mu, że robi to hurtowo. Kongregację Spraw Kanonizacyjnych nazywano „fabryką świętych”. Wśród wyniesionych na ołtarze przez Papieża Polaka są ludzie różnych narodowości i stanów. Są księża, żołnierze, matki, ojcowie, wielu prostych i zwyczajnych ludzi. Papież szczególną wagę przywiązywał też do beatyfikacji i kanonizacji osób świeckich. Wyniósł ich na ołtarze 250, w tym m.in. pierwszą w historii parę małżonków Marię i Alojzego Quattrocchich oraz św. Joannę Berettę Molla, która pomimo choroby nowotworowej zdecydowała się urodzić czwarte dziecko. Beatyfikował jedną z najmłodszych świętych Kościoła, Karolinę Kózkówną, która została zamordowana jako 16-latka, broniąc się przed zgwałceniem przez rosyjskiego żołnierza na początku I wojny światowej. Pytano Papieża: po co aż tylu świętych? Odpowiadał, iż współcześni ludzie potrzebują wzorców i drogowskazów. Lubił powiadać, że jest tyle dróg do świętości, ilu jest ludzi. Że każdy może być świętym.
Jaki jest przepis na świętość? Piękne słowa odnajdujemy w Biblii. W Księdze Kapłańskiej Bóg mówi do Izraelitów: „Świętymi bądźcie. Gdy zbierać będziesz plony, nie ogałacaj ziemi aż do gruntu. W winnicy swojej gron upadających na ziemię nie zbierzesz, ale dla biednych je zostawisz. Przed ślepym nie będziesz kładł przeszkody. Nie poniżaj ubogiego, nie szukaj pomsty. Przed głową sędziwą powstań i czcij osobę starego. Przychodnia będziesz traktował jak swojego, bo i ty byłeś przychodniem w ziemi egipskiej. Nie będziesz czynić kradzieży i nie będziesz kłamać”.
Jak się okazuje, powyższy biblijny obraz ma niewiele wspólnego z naszym wyobrażeniem cukierkowatego świętego, który spędza całe dnie na kolanach i chodzi z oczyma wpatrzonymi w niebo. Biblia ukazuje nam tu niezwykły obraz świętości - NORMALNEGO, uczciwego i rzetelnego człowieka. Kogoś, kto ze swoich plonów zostawia coś drugiemu, który nie ma ziemi. Kto nie szuka pomsty, nie nosi w sobie urazów, przebacza, mówi prawdę, szanuje starszych ludzi. To obraz człowieka życzliwego, który ma za sobą różne przykre doświadczenia i dzięki temu lepiej rozumie innych ludzi. Wszystko to figuruje pod wezwaniem Boga do świętości. Ktoś może powiedzieć, że to lista samych zakazów. Powyższe wezwania można jednak odczytywać inaczej. Nie kłam - to znaczy bądź prawdomówny. Obojętne jest czy powie się „nie kradnij”, czy też „szanuj cudzą własność”. Jak widzimy, Bóg nie stawia przed człowiekiem żadnych wyśrubowanych wymagań, będących poza jego zasięgiem. Daje proste rady. Ukazuje świętość jako coś „zwyczajnego”, dostępnego dla każdego. Jako coś, co wyraża się w zwyczajnych codziennych sytuacjach.
Na koniec musimy sobie powiedzieć o jeszcze jednej, bardzo ważnej rzeczy, o której bardzo często zapominamy. Ci święci, którym Kościół nadał ten piękny tytuł, to zaledwie UŁAMEK tych, którzy są w niebie. A święty, to nikt inny, tylko ktoś, kto jest w niebie! Ogromna rzesza ludzi tam przebywających nie została oficjalnie ogłoszona świętymi, ale oni świętymi są! Świętą jest może twoja babcia, która jako pierwsza uczyła cię składać ręce i klękać do modlitwy. Świętym jest może twój ojciec lub matka, którzy całe życie ciężko pracowali, żeby ci niczego nie brakowało; którzy nieraz odejmowali sobie od ust, żeby tylko ich dziecko nie było głodne. To, że nie zostaną nigdy oficjalnie ogłoszeni świętym nie oznacza, że nimi nie są! W wielu krajach jest piękny zwyczaj modlitwy nie tylko ZA zmarłych, ale DO zmarłych. Znam osobiście jedną osobę we Włoszech, która często modli się DO swojego ojca, gdyż jest przekonana, że jest świętym. Wielu świętych to zwyczajni, prości ludzie. Po śmierci św. Teresy z Lisieux, jednej z największych świętych Kościoła, jej współsiostry mówiły: „ona przecież była taka zwyczajna”.
Uroczystość Wszystkich Świętych kojarzy nam się raczej smutno. Odwiedzamy w tych dniach groby naszych bliskich, wspominamy ich, zapalamy znicze. Smucimy się, że odeszli. Jest to tymczasem święto radosne. Kościół w tym dniu raduje się zwycięstwem tych, którzy po trudach ziemskiego życia radują się w niebie. Tych ogłoszonych oficjalnie świętymi i oraz całej rzeszy anonimowych świętych, wśród których na pewno jest wiele osób, które znaliśmy osobiście! Niech więc ta uroczystość przede wszystkim uświadomi nam, że każdy z nas jest powołany do bycia świętym. I to nie tam kiedyś w niebie, ale tu, na ziemi, od dzisiaj. Pamiętajmy, że na naszą drogę do świętości składają się nasze zwyczajne, codzienne obowiązki.
Św. Jan Bosco pięknie pisał: „Kochaj pracę skromną, ukrytą, o którą nikt się nie troszczy, za którą nikt nie podziękuje, która błyszczy w tajemnicy przed spojrzeniem Boga samego”. Z kolei św. Matka Teresa z Kalkuty lubiła powtarzać: „Świętość nie jest przywilejem, zarezerwowanym dla wąskiej garstki wybranych, ale jest obowiązkiem każdego chrześcijanina. Moim i twoim”. Albo będziesz ŚWIĘTYM, albo będziesz NIKIM.
Ks. Grzegorz Szubtarski – „niedziela.pl”

Bliskie doświadczenie śmierci. Ks. Wiktor Szponar o ludziach, którzy "podejrzeli drugą stronę"
"Znam świadectwo syna, który podczas bliskiego doświadczenia śmierci widział, jak modlący się w jego intencji ojciec ściąga ze ściany obraz Jezusa Miłosiernego, kładzie na podłodze i czuwa przy nim. Gdy syn powiedział o tym po odzyskaniu przytomności, zdziwiony ojciec zapytał: «Skąd wiesz? Nie możesz tego wiedzieć!». «Słyszałem cię i widziałem!» - odparł syn, który przecież wtedy znajdował się na sali operacyjnej". Ks. Wiktor Szponar, badacz bliskiego doświadczenia śmierci (NDE - Near Death Experience) i autor książek zawierających świadectwa osób, które je przeżyły, w szczerej rozmowie z Piotrem Kosiarskim opowiada o tym, jak cienka jest granica między rzeczywistością materialną i duchową.
Oto dziesiąty materiał publikowany w ramach mojego autorskiego cyklu poświęconego nadziei. W Roku Jubileuszowym postanowiłem oddać głos "Pielgrzymom nadziei" - ludziom, którzy nie tylko żyją nadzieją, ale również pokazują, skąd ją czerpią i jak pielęgnują.
"Spotkania ze świadkami, którzy mówią mi prosto w oczy, że doświadczyli Boga, tej totalnej, bezwarunkowej miłości, że spotkali się ze swoimi bliskimi zmarłymi, że zdobyli jakąś wiedzę, o której nie mieli prawa wcześniej wiedzieć, dają mi dużą nadzieję na to, że nasze życie nie kończy się na ziemi. Chyba że ci wszyscy ludzie - albo ich bliscy czy lekarze - mnie oszukali, fałszowali dokumentację medyczną i dokumenty prokuratury… I że to wszystko jest jeden wielki szwindel. A przecież już jedna prawdziwa historia wystarczyłaby, żeby potwierdzić istnienie życia po śmierci" - mówi ks. Wiktor Szponar. Przeczytaj całą rozmowę:
Piotr Kosiarski: Dlaczego zainteresował się Ksiądz tematem bliskiego doświadczenia śmierci?
Ks. Wiktor Szponar: Ponieważ chyba każdy z nas zadaje sobie pytanie o to, czy nasze życie ogranicza się tylko do biologii, czy może jest coś więcej. Myślę, że jest to fundamentalne pytanie każdego człowieka - bez względu na jego światopogląd, wyznanie i religię. Tak naprawdę sądzę, że każdy człowiek na świecie zapytał przynajmniej raz: "Czy moje życie kończy się w momencie śmierci?". To pytanie, które łączy wszystkich ludzi na ziemi. Ja również je sobie zadawałem. Odpowiedź oczywiście dawała mi - i wciąż daje - Ewangelia, która mówi o Zmartwychwstaniu Chrystusa. Ale jednocześnie znamy historie ludzi, którzy doświadczyli śmierci klinicznej. Niektórzy z nich mówią, że "podejrzeli drugą stronę", gdy byli reanimowani czy operowani.
Podejrzeli drugą stronę?
- Są oczywiście pewne pojęcia, które funkcjonują w popkulturze, mediach i filmach. Powszechnie znany jest na przykład obraz przedstawiający tunel ze światłem. Ktoś ostatnio mi nawet powiedział, że jeden z tych motywów wykorzystany był w "Doktorze House'ie". Ale są też osoby, które mówią, że w momencie wspomnianej reanimacji czy zatrzymania akcji serca otrzymały wspomnienia dotyczące przechodzenia na drugą stronę. To jest pewien fakt - są ludzie, którzy mówią, że mają takie doświadczenie.
Co mówi na ten temat teologia katolicka?
- Zacząłem szukać odpowiedzi na to pytanie i okazało się, że niewiele. Tak naprawdę nie ma oficjalnych dokumentów Kościoła związanych z tym tematem. Są oczywiście artykuły i książki, ale bardzo nieliczne. Temat jest raczej zdominowany przez środowiska New Age. Oczywiście jest kilka polskich ciekawych publikacji, jest też kilka pozycji przetłumaczonych z języka angielskiego. Ale kilka lat temu próżno było ich szukać - pamiętam, że kiedy zacząłem drążyć temat, nie mogłem znaleźć żadnej polskojęzycznej publikacji.
Faktem jednak jest, że znamy ludzi, którzy mają bliskie doświadczenie śmierci. Pytanie, czy jest ono prawdziwe i czy ich świadectwa zgadzają się z naszą religią. Na te pytania starałem się odpowiedzieć.
Czy bliskie doświadczenie śmierci to dowód na istnienie Boga?
W jednym z wywiadów wspominał Ksiądz o świadectwie osoby, która podczas swojej operacji zobaczyła, co działo się na sali operacyjnej. Nie miała prawa tego zapamiętać. A jednak potrafiła wskazać, z której szuflady pielęgniarka wyciągnęła nowe nożyczki po tym, jak stare spadły na podłogę. A zatem ta osoba znajdowała się poza ciałem. Czy dla Księdza jest to dowód na istnienie duszy i Boga?
- Dla mnie pojęcie dowodu to jest coś bardzo mocnego i oznacza, że coś zostało potwierdzone naukowo. Z tego powodu bardzo wystrzegam się mówienia, że są ludzie, którzy są w stanie udowodnić istnienie Boga. Na to nie ma dowodu, ale są jednak pewne poszlaki. Na pewno nie udowodniłem swoimi badaniami istnienia Boga i życia po śmierci, bo inaczej 8 miliardów ludzi powinno się natychmiast ochrzcić.
Byłoby super.
- Oczywiście, zgadzam się z Panem. Ale mam też cichą nadzieję, że może - dzięki moim książkom - jednej czy drugiej osobie pomogę odnaleźć Boga. Dla mnie to już byłoby wystarczająco satysfakcjonujące. Natomiast czy to jest dowód na istnienie Boga? Jeszcze raz podkreślam, że nie. W nauce dowód oznacza coś, co może być przez kogoś sprawdzone i zweryfikowane. Natomiast gdy spotykam się z kolejnymi osobami, które przeżyły bliskie doświadczenie śmierci, kiedy porównuję ich relacje, zauważam, że chociaż każda z nich jest trochę inna, wszystkie mają wspólne elementy.
Każdy z nas słyszał o tunelu ze światłem i wychodzeniu z ciała.
Tak, jest kilkanaście stałych elementów i cech NDE. Nie jest to jednak dowód, bo dowód musi być weryfikowalny.
A szkoda. Osobiście bym chciał, żeby NDE było dowodem na istnienie Boga.
- Szkoda i nie szkoda. Gdybyśmy udowodnili istnienie Pana Boga, to nie byłoby już wiary, byłaby wiedza. A ta czeka nas dopiero po śmierci. Wtedy nadziei i wiary już nie będzie, zostanie miłość! Dobrze czuć się dobrze na tym etapie życia, na którym się jest.
Natomiast faktem jest to, że mamy pojedynczy element indywidualności, czyli bliskiego doświadczenia śmierci, który da się rzeczywiście zracjonalizować. Światło w tunelu faktycznie funkcjonuje w popkulturze, więc nawet jak jestem ateistą, ale mniej więcej wiem, co chrześcijaństwo mówi o życiu po śmierci - a więc raju, jakkolwiek go rozumiemy - w momencie NDE mogę doświadczyć tego, jak sobie wyobrażałem ten raj. I rzeczywiście, pojedyncze elementy - przynajmniej niektóre z nich - można zracjonalizować. Ale są i takie przykłady - jak wspomniana przez Pana historia z nożyczkami - w przypadku których ciężko to zrobić. No chyba że pacjent umówił się z chirurgiem, ale wydaje mi się, że byłbym naiwny, gdybym wierzył, że kilkaset osób wzajemnie się zmówiło, by coś na tym zyskać. To byłoby naprawdę bardzo grubymi nićmi szyte.
Jest jeszcze jeden wspólny element - poczucie ulgi.
- Oczywiście i to nie są odosobnione przypadki. Pojedynczą sytuację można łatwo wytłumaczyć, bo człowiek, który cierpi, tracąc przytomność, zaczyna odczuwać ulgę. Poczucie szczęścia można wyjaśnić wystrzałem dopaminy czy serotoniny, który jest mechanizmem obronnym mózgu. Trudno jednak wytłumaczyć całościową spójność i powtarzalność tych sytuacji.
Opisywane przeze mnie historie można również wyjaśnić na przykład halucynacjami. Ale jak wytłumaczyć to, że wszyscy mają taką samą "halucynację"?
Na przykład pokój i głębokie poczucie bycia kochanym przez Boga.
- Zgadza się. Obraz kochającego Boga wcale nie jest tak intuicyjny czy instynktowny jak tunel ze światłem. A przecież jest to jeden z elementów NDE, które bardzo często się powtarzają. Osobiście to dla mnie bardzo ważne, że relacje opisywanych przeze mnie pacjentów są zgodne z Ewangelią i nauczaniem Kościoła katolickiego, co dla wielu osób jest sprawą - muszę przyznać - dość trudną i wcale nie oczywistą.
Kto chciałby się chwalić tym, że widział piekło?
A czy są świadectwa ludzi, którzy w momencie NDE doświadczyli czegoś nieprzyjemnego lub przerażającego?
- Tak, zdarzają się świadectwa osób, które miały doświadczenie czyśćca czy piekła. To jest rzadkie, ale występuje. W jednych z anglojęzycznych badań czytałem, że takie doświadczenia dotyczą 5 proc. wszystkich przypadków. Oczywiście tę liczbę trzeba wziąć w duży nawias.
Dlaczego?
- Niektórzy pytają mnie, ile osób idzie do piekła. Nikt tego nie wie. Natomiast choćby chwilowe doświadczenie piekła i czyśćca nie jest niczym przyjemnym i mało kto chciałby się tym dzielić. Jedna z najbardziej znanych książek - "Trafiona przez piorun" Glorii Polo - opisuje doświadczenie czyśćca. Jest to cenne świadectwo, ponieważ jego autorka - lekarka - otrzymała od swojego biskupa pozwolenie na publiczne głoszenie.
Kluczowe w ocenie opisywanych przez Księdza świadectw bliskiego doświadczenia śmierci są ich owoce, a więc często radykalne nawrócenia.
- Rzeczywiście, kluczowym elementem tych historii jest to, co dalej dzieje się z osobami, które doświadczyły NDE. Jeśli przeżyły halucynacje lub były pod wpływem narkotyków, to choćby nie wiem, jak były to mocne przeżycia, raczej nie zaowocowałyby trwałym nawróceniem, stałą zmianą życia… Pod wpływem halucynacji można doświadczyć zmiany na parę dni, ale co, jeśli ktoś naprawdę się nawraca i trwa to już 20 lat? Oczywiście każdą łaskę można odrzucić, ale doświadczenie osób po NDE pokazuje, że bardzo często przeżywają one naprawdę głębokie nawrócenie.
Akurat wczoraj rozmawiałem telefonicznie z Tomaszem Rucińskim, jednym z bohaterów mojej drugiej książki, który w tragicznym wypadku samochodowym stracił syna i brata. Dzięki bliskiemu doświadczeniu śmierci przebaczył on sprawcy wypadku - piratowi drogowemu, który znacznie przekroczył prędkość. Bardzo możliwe, że znalazł on w sobie siłę do przebaczenia właśnie dzięki doświadczeniu Bożej łaski. "Poznacie ich po ich owocach" (Mt 7,20). Muszę przyznać, że te owoce w przypadku osób, które przeżyły bliskie doświadczenie śmierci, są często naprawdę spektakularne.
Opisane przez Księdza historie poruszają również temat siły modlitwy i działania sakramentów, na przykład namaszczenia chorych.
- Bliskie doświadczenie śmierci pokazuje, że sakramenty, podobnie jak modlitwa, rzeczywiście działają bardzo mocno. Z doświadczeń Andrzeja Duffka, bohatera jednej z moich książek, wynika, że namaszczenie chorych - typowy sakrament udzielany osobom cierpiącym i umierającym, polegający m.in. na namaszczeniu dłoni chorego - jest tym, co sprawia, że jego dusza pozostaje w ciele. Andrzej miał doświadczenie, że opuszczał swoje ciało i gdyby nie namaszczenie chorych, umarłby. Tym, co "trzymało" jego duszę przy ciele, były - zaznaczam, że odczuwał to bardzo fizycznie - dłonie, którymi ksiądz w szpitalu namaszczał go podczas udzielania sakramentu. Przypomnę, że jednym ze skutków namaszczenia chorych jest nie tylko uzdrowienie duchowe - a więc odpuszczenie grzechów - ale również fizyczne.
Drugą istotną kwestią jest rzeczywiście siła modlitwy. Znów cytując jednego z bohaterów moich książek, modlitwa jest tym, co "wciąga" duszę z powrotem do ciała. Muszę przyznać, że doświadczenie siły modlitwy w historiach moich rozmówców jest naprawdę niesamowite. Osoby, które doświadczyły NDE, często słyszą modlitwy swoich bliskich, którzy modlą się w ich intencji - na przykład podczas operacji. To są bardzo mocne doświadczenia. Aż ciężko byłoby w to wszystko uwierzyć, gdyby nie rozmowy z tymi ludźmi. Znam na przykład świadectwo syna, który podczas bliskiego doświadczenia śmierci widział, jak modlący się w jego intencji ojciec ściąga ze ściany obraz Jezusa Miłosiernego, kładzie na podłodze i czuwa przy nim. Gdy syn powiedział o tym po odzyskaniu przytomności, zdziwiony ojciec zapytał: "Skąd wiesz? Nie możesz tego wiedzieć!". "Słyszałem cię i widziałem!" - odparł syn, który przecież wtedy znajdował się na sali operacyjnej.
Rzeczywiście to bardzo mocne historie, a przecież - wciąż musimy to przyznać - niczego nie dowodzą. Nie lepiej byłoby jednak mieć pewność, że istnieje życie po śmierci?
- Myślę, że jest w nas naturalna tęsknota za tym, by być czegoś pewnym, nawet w prozaicznych kwestiach - gdy jadę na wakacje i chcę mieć pewność, że będzie ładna pogoda, albo gdy kupuję samochód, chcę mieć pewność, że się szybko nie zepsuje. Chcemy więc być pewni nawet w prostych, codziennych kwestiach, a co dopiero w sprawach fundamentalnych, za którymi idą - a przynajmniej powinny iść - konkretne wybory życiowe.
Pamiętajmy jednak, że my na tej ziemi żyjemy bardzo krótko, załóżmy 80 lat. Przed nami jest cała wieczność. Więc na szczęście my w tej niewiedzy będziemy tylko chwilkę (śmiech). Tak naprawdę przez całe nasze życie będziemy mieć pewność, że Bóg istnieje. Jeśli spojrzymy na nasze życie z tej perspektywy, ta niewiedza i niepełność będą z nami przez bardzo krótki czas.
Natomiast jeśli wyobrażam sobie przyszłość po tej drugiej stronie i mam nadzieję, że ostatecznie trafię do Nieba, to chyba jednak chciałbym mieć doświadczenie - choćby chwilowe - że na ziemi nie byłem wszystkiego pewien.
Jeszcze raz powtórzę: dobrze jest czuć się dobrze na tym etapie życia, na którym się jest. Oczywiście są też ludzie, którzy dostali od Boga łaskę pewnej wiary i mówią, że wiedzą o istnieniu Boga. To naprawdę wielki zaszczyt, ale i zobowiązanie mieć taką łaskę.
Niebezpieczeństwa związane z fascynacją życiem po śmierci
Czy fascynacja życiem po śmierci może być niebezpieczna?
- Często podkreślam, że książki, które napisałem i w ogóle temat NDE, mogą być dobrym początkiem relacji z Bogiem. Natomiast rzeczywiście ktoś może się na tym zatrzymać i to nie jest dobre. To trochę jak z egzorcyzmami, objawieniami albo innymi "cudownościami" w sensie pejoratywnym. Łatwo się na nich zatrzymać, bo są atrakcyjne. Ktoś będzie czytać na ich temat książki, będzie się interesował, ale co dalej? Czy dzięki temu stanie się lepszym człowiekiem, zacznie się modlić, bardziej oddawać Bogu chwałę, chodzić częściej do kościoła? Pamiętajmy, że w Polsce spośród książek religijnych najlepiej sprzedają się te o egzorcyzmach. To nie świadczy o zdrowej duchowości. Oczywiście to nie znaczy, że mamy teraz przestać mówić o zagrożeniach duchowych. Największym zwycięstwem diabła jest to, że ludzie wierzą, że nie istnieje. Natomiast szatan i zagrożenia duchowe nie stanowią istoty Ewangelii. W Dobrej Nowinie nie chodzi o egzorcyzmy. Dlatego mam głęboką nadzieję, że nikt, kto interesuje się bliskim doświadczeniem śmierci, nie zatrzyma się tylko na nim, ale zainspiruje się do pogłębiania swojej wiary i relacji z Bogiem, że coś w tym temacie "zaiskrzy".
Jakiś czas temu moja znajoma powiedziała, że słyszała o człowieku, który rzekomo jest w stanie powiedzieć, czy konkretna dusza jest w niebie czy piekle. Żeby to sprawdzić, potrzebna jest jedynie data śmierci tej osoby. Gdy się o tym dowiedziałem, w mojej głowie nie tylko zapaliła się czerwona lampka, ale zawyła syrena alarmowa. Od razu postanowiłem wyperswadować mojej znajomej zamiar kontaktu z tym człowiekiem.
- Załóżmy, że nie jest to zwykły oszust. Jeśli ktokolwiek mówi, że wie, czy ktoś jest w piekle, w niebie, czy w czyśćcu, to nasuwa się pytanie, skąd ma taką wiedzę. Podobnie na przykład z wróżbami, które sprawdzają się w niewytłumaczalny sposób. Rodzi się pytanie, kto dał mu takie poznanie? Ojciec Kłamstwa, dlatego to jest tak szalenie niebezpieczne! Oczywiście on się będzie podawał za mistyka, ale nie bądźmy naiwni.
Nadzieja na spotkanie z Bogiem w wieczności
Ale bywa, że dusze czyśćcowe się z nami kontaktują.
- Tak, choć bardzo rzadko. Pan Bóg rzeczywiście daje czasem łaskę, by dusza czyśćcowa w jakiś sposób skontaktowała się z człowiekiem. Tradycja chrześcijańska zna takie przypadki. Nigdy jednak nie dzieje się to mocą człowieka. Jeśli więc ktoś twierdzi, że potrafi sprawdzić takie rzeczy, o których Pan wspomniał, mamy do czynienia ze spirytualizmem. Właśnie dlatego dziś jedną z najliczniejszych grup osób trafiających na egzorcyzmy stanowią ci, którzy wcześniej korzystali z usług wróżek lub uczestniczyli w seansach, choć te ostatnie są znacznie mniej popularne.
Czy doświadczenia, które Ksiądz opisuje, mogą dać ludziom nadzieję na spotkanie z Bogiem?
- Jedna z opisywanych przeze mnie historii opowiada o osobie, która w chwili bliskiego doświadczenia śmierci dowiedziała się, kim jest jej biologiczny ojciec. Później, już po zbadaniu tego przypadku, okazało się, że to prawda. Do tego dochodzą już częściowo wspomniane historie o tym, kto modlił się w intencji umierającego lub w jaki sposób przebiegała operacja… Te historie naprawdę utwierdzają moją wiarę i pogłębiają nadzieję, że Bóg jest. Oczywiście - jak już powiedzieliśmy - nie dają mi pewności. Proszę się mną nie gorszyć, ale ja cały czas szukam i pytam. Natomiast spotkania ze świadkami, którzy mówią mi prosto w oczy, że doświadczyli Boga, tej totalnej, bezwarunkowej miłości, że spotkali się ze swoimi bliskimi zmarłymi, że zdobyli jakąś wiedzę, o której nie mieli prawa wcześniej wiedzieć - okazywało się, że istnieje na przykład ukryty testament kogoś, kto wcześniej nie żył - dają mi dużą nadzieję na to, że nasze życie nie kończy się na ziemi. Chyba że ci wszyscy ludzie - albo ich bliscy czy lekarze - mnie oszukali, fałszowali dokumentację medyczną i dokumenty prokuratury… I że to wszystko jest jeden wielki szwindel. A przecież już jedna prawdziwa historia wystarczyłaby, żeby potwierdzić istnienie życia po śmierci.
Znając te wszystkie świadectwa, przeprowadzając tak wiele rozmów, naprawdę musiałbym być skrajnie naiwny, by każdego z moich rozmówców posądzać o jakieś fałszerstwo czy spisek. Oni wszyscy musieliby się umówić między sobą, tym bardziej że często ich doświadczenia są sprzeczne z ich poprzednim światopoglądem i wymuszają drastyczne zmiany w życiu. Naprawdę nie jest wcale łatwo wywrócić swoje życie do góry nogami i nagle zacząć żyć zgodnie z przykazaniami. Skoro są ludzie, którzy podejmują tak radykalne życiowe zmiany, daje mi to mnóstwo nadziei, że ich doświadczenia są prawdziwe.
Która z historii przemówiła do Księdza najbardziej?
- Nie mam jednej ulubionej. Każda z historii jest inna i wyjątkowa. Ale skoro Pan pyta, chyba wrócę do świadectwa Tomasza Rucińskiego, o którym wspomniałem wcześniej. Uderza mnie przebaczenie, które dokonało się w jego życiu po tym, jak jadący 180 kilometrów na godzinę kierowca spowodował wypadek, w którym zginął jego brat i syn.
Jak dalej będzie Ksiądz rozwijał zainteresowanie świadectwami osób, które przeżyły bliskie doświadczenie śmierci?
- Obecnie skupiam się na pisaniu scenariusza do filmu dokumentalnego o NDE - między innymi stąd wczorajsza rozmowa z Tomaszem Rucińskim. Producentem filmu jest Piotr Barełkowski, kilka dni temu podpisaliśmy kontrakt. Jeszcze tej zimy mają się rozpocząć zdjęcia dokumentalne. Ponadto w przyszłym roku chciałbym zacząć zbierać kolejne wywiady do trzeciej części "Życia po śmierci". Równolegle pracuję nad kolejną książką, której tytuł będzie brzmiał: "Skandale w Biblii. Co musisz o nich wiedzieć". Do 15 listopada jestem umówiony z wydawnictwem Fronda na ostatnie poprawki. Tempo jest szalone, a ja normalnie pracuję w szkole i na parafii.
Co by się stało, gdyby jednak Pana Boga nie było?
- Myślę, że nie byłoby nas i tego pytania.
O co zapyta Ksiądz Pana Boga, gdy już spotkacie się w niebie?
- Na początku bardzo mocno przytulę się do Niego. Nie wiem, ile to będzie trwało, bo tam przecież nie ma czasu… Może będę przytulał się do Niego całą wieczność. A potem pewnie zadam Mu pytania, które najbardziej mnie nurtują - te, na które wciąż nie znam odpowiedzi. Być może zapytam Go o cierpienie niewinnych ludzi, bo nikt jeszcze nie znalazł odpowiedzi, która naprawdę by je wyjaśniła. Człowiek został stworzony na obraz i podobieństwo Boga. Samo cierpienie nie ma sensu - na przykład fakt, że ktoś umiera na raka lub zostaje skrzywdzony. Ale Jezus swojemu cierpieniu nadał sens wtórnie - przez nie zbawił świat. I człowiek, może właśnie dlatego, że jest stworzony na obraz i podobieństwo Boga, ma tę boską zdolność i może wtórnie nadać cierpieniu sens. Nie dlatego, że samo cierpienie go ma, lecz dlatego, że my - jako ludzie - możemy je w ten sposób przemienić. Takie myślenie w pewien sposób mi pomaga, choć czuję, że to nie jest pełna odpowiedź.
Piotr Kosiarski – „deon.pl”

Msze św. wieczyste i odpusty cząstkowe. Najbardziej pomagamy zmarłym, gdy…
Jak pomóc zmarłym? To nie magia. Nie jest tak, że jeśli odmówię różaniec czy zamówię msze św. gregoriańskie za mojego zmarłego, to on po ich odprawieniu automatycznie idzie do nieba.
Pomaganie zmarłym nie polega na automatycznym wypełnianiu pewnych praktyk. Chodzi o duchowy dar. Najbardziej pomagamy duszom, kiedy sami zbliżamy się do Boga – mówi s. Anna Czajkowska ze Zgromadzenia Sióstr Wspomożycielek Dusz Czyśćcowych.
Jak podkreśla, w pomocy duszom nie tyle trzeba myśleć o zmarłym – o tym, czego on konkretnie potrzebuje – ale trzeba myśleć o Bogu. Zwraca też uwagę, że po „tamtej stronie” nic nie wygląda tak, jak po naszej, i możemy mówić o rzeczywistości po śmierci jedynie poprzez pewne podobieństwo do tego, co znamy.
Czego potrzebują zmarli?
S. Anna Czajkowska*: Modlitwa, post, jałmużna, odpusty – takie formy poleca nam Kościół katolicki. Musimy jednak pamiętać, że pomaganie zmarłym wymaga od nas autentycznego wysiłku duchowego i pogłębionego spojrzenia na czyściec, w wierze.
Nie chodzi o automatyczne wypełnianie pewnych praktyk. To nie magia. Nie jest tak, że jeśli odmówię różaniec czy zamówię msze św. gregoriańskie za mojego zmarłego, to on po ich odprawieniu automatycznie idzie do nieba.
Eucharystia jest darem nieskończonym i niewyczerpanym, ale może się zdarzyć, że zmarły nie może z tego daru skorzystać, bo jest w jakiś sposób na nią zamknięty, skrępowany np. tym, że przez lata przyjmował niegodnie Komunię Świętą albo potrzebuje czegoś innego, np. przebaczenia.
Skąd mamy wiedzieć, czego potrzebują zmarli?
Nie potrzebujemy tego wiedzieć. Przede wszystkim trzeba mieć świadomość, że mówiąc o rzeczywistości czyśćca, mówimy i to jedynie w sposób niedoskonały, o tym, co jest dla nas zupełnie nieznane. Po tamtej stronie nic nie wygląda tak, jak po naszej. Wyobrażamy to sobie jedynie przez pewne podobieństwo do rzeczywistości, którą znamy.
Mamy liczne świadectwa świętych. Ale to są tylko świadectwa, które przeszły przez ludzki umysł. Ktoś spisał swoje doświadczenia tak, jak potrafił je pojąć i wyrazić, więc na pewno nie należy ich rozumieć dosłownie.
Wiemy, że zmarli w czyśćcu nie doświadczają jeszcze pełnego zjednoczenia z Bogiem i cierpią z powodu tego oddalenia, z powodu niedoboru miłości w sercu. Na to oddalenie „pracowali” tutaj na ziemi. My, jeśli chcemy im pomóc, musimy niejako stanąć w ich sytuacji, „wejść w ich buty” i zbliżać się do Boga, starać się być z Nim w łączności. Najbardziej pomaga zmarłym to wszystko, co nas samych zbliża do Boga.
W pomocy duszom nie tyle trzeba myśleć o zmarłym – trzeba myśleć o Bogu, myśleć o tym, co Bóg uczynił dla nas w Chrystusie. To jest droga do nieba dla nas i dla zmarłych cierpiących w czyśćcu.
Stąd pośpiesznie, mechanicznie odmówiona modlitwa, msza św. przeżywana bez duchowego zaangażowania, albo na którą idę tylko z lęku, by nie zgrzeszyć i spełnić niedzielny obowiązek – takie dary niewiele pomogą zmarłym, gdyż i nas samych w niewielkim stopniu zbliżają do Boga, jeśli wręcz nie oddzielają od Niego.
Z takiego powierzchownego przeżywania modlitwy czy Eucharystii my sami będziemy się musieli po śmierci oczyszczać. To przecież buduje w nas przeszkodę do pełnego przeżywania komunii z Bogiem. A na tej komunii polega niebo.
Skąd wzięły się odpusty? Wyjątkowa prośba męczenników
Wszystko w rękach Bożego miłosierdzia
Co zatem możemy robić?
Prowadząc Apostolstwo Pomocy Duszom Czyśćcowym zachęcamy do tego, co czynimy my same: wszystko to, co w danym dniu może być pomocą dla tych dusz, ofiarowujemy Chrystusowi przez ręce Maryi. Warto pamiętać, że my sami nie dysponujemy niczym, co ofiarujemy duszom w czyśćcu cierpiącym. Wszystkim tym dysponuje Boże miłosierdzie.
Możemy chętnie darować urazy i udzielać przebaczenia różnym ludziom, którzy wobec nas zachowali się niewłaściwie; możemy to robić w intencji pomocy zmarłym, którzy tego przebaczenia potrzebują ze strony kogoś innego.
Można w tej intencji wiernie wypełniać obowiązki wynikające ze swojego stanu – kapłańskiego, zakonnego, ale także bycia żoną, mężem, matką czy ojcem. Przyjęcie z radością dziecka poczętego można ofiarować w intencji tych zmarłych, którzy cierpią, gdyż nie pozwolili się swojemu dziecku narodzić.
Błogosławieństwo dane dziecku na dobranoc może być darem dla matek czy ojców, którzy przeklinali swoje dzieci i którzy źle je traktowali. Każdy gest życzliwości, miłości wobec swoich bliskich, sąsiadów czy osób potrzebujących, może być pomocą duszom czyśćcowym, jeśli taką intencję uczynimy. Byle tylko był to gest czyniony w łączności z Bogiem, w stanie łaski uświęcającej.
Jakie jest znaczenie ofiarowywania cierpienia?
Święci, w tym św. Faustyna, św. o. Pio czy nasz założyciel bł. Honorat Koźmiński mówili, że to bardzo skuteczna forma pomocy. Co więcej, to również pomaga nam. Pamięć o intencjach dodaje nam sił w sytuacjach trudnych.
Jeśli muszę wykonać ciężką pracę, która mnie czasem przerasta, jeśli muszę przełamać lęk, by wypełnić swój obowiązek, jeśli przychodzi cierpienie fizyczne – gdy wielkodusznie ofiaruję to wszystko w intencji dusz czyśćcowych – to jest mi łatwiej. Tak czy siak cierpię, trudzę się, ale wiem, że mogę dzięki temu kogoś przybliżyć do nieba. Wtedy to moje cierpienie nabiera sensu.
Zyskuję też wstawiennictwo zmarłych. To działa w obie strony. Na tym m.in. polega tajemnica obcowania świętych. Gdy zmarli w czyśćcu widzą naszą troskę o nich, niemożliwe, by nie odpowiedzieli modlitwą za nas. Te dusze dzięki naszemu wsparciu coraz bardziej stają się podobne do Boga, a Bóg obdarowuje. One więc coraz bardziej się za nas modlą.
Tę tajemnicę można też próbować zrozumieć na przykładzie własnego ciała. Gdy wyleczę jakąś ranę, cały czuję się lepiej. Ofiarowując coś zmarłym, leczymy tę cząstkę Mistycznego Ciała Chrystusa, która jest w cierpieniu. Cały Kościół dzięki temu doznaje ulgi i radości.
Formy pomocy duszom czyśćcowym
Różaniec, msze gregoriańskie, wypominki, msze św. wieczyste – jakie jeszcze mamy formy wspierania dusz czyśćcowych?
Jeżeli zmarły miał pragnienie pochówku katolickiego, to – przynajmniej w naszej polskiej rzeczywistości – nie wyobrażamy sobie, żeby odbył się on poza mszą świętą. Eucharystia jest sprawowana w dniu pogrzebu, czyli najczęściej trzeciego dnia po śmierci. Później zależy to już od dobrej woli członków rodziny, znajomych i wszystkich tych, którzy w jakiś sposób dowiadują się o śmierci.
Często zdarza się, że wiele osób zamawia kolejne msze święte za tego zmarłego – od rodziny, od sąsiadów, od przyjaciół. W niektórych parafiach jest przyjęte, że zamiast kwiatów i wieńców uczestnicy pogrzebu ofiarowują zmarłemu dar Eucharystii.
Często też członkowie rodziny starają się, by w najbliższym czasie od pogrzebu zamówić msze św. gregoriańskie w intencji zmarłego. Można też zamówić msze św. wieczyste.
Msze święte gregoriańskie: gwarantują wybawienie z czyśćca?
Czym są msze św. gregoriańskie i msze św. wieczyste?
Msze św. gregoriańskie to 30 mszy św. odprawianych w kolejnych dniach, bez przerwy, ofiarowanych za jedną osobę zmarłą. Jest to zwyczaj oparty jedynie na przekonaniu wiernych o skuteczności tej modlitwy. Zapoczątkowany został przez papieża Grzegorza Wielkiego, żyjącego w VI w., który polecił w taki sposób modlić się za zmarłego zakonnika.
Według tradycji, trzydziestego dnia zakonnik miał się objawić we śnie przełożonemu klasztoru, dziękując za pomoc.
Msze św. wieczyste mogą być odprawiane w niektórych zgromadzeniach zakonnych, jak np. pallotyni, czy werbiści. Mają oni na to specjalne pozwolenie od papieża. Msze te odprawiane są codziennie, tak długo, jak istnieć będzie dane zgromadzenie, za wszystkie osoby, które wpisane są z imienia i nazwiska do specjalnej Księgi intencji mszy wieczystych.
Msze odprawiane mogą być za osoby żyjące i zmarłe. Intencje te zapewne obejmują już miliony ludzi. Z wpisem do Księgi wiąże się specjalna ofiara, która w wielu przypadkach przeznaczana jest na misje. Jest to zatem rodzaj jałmużny wspierającej ewangelizację, która może być dodatkowo ofiarowana w intencji zmarłych.
W praktyce pobożnościowej przyjęło się również dawać na wypominki.
Wypominki wiążą się nie tylko z odczytywaniem imion i nazwisk zmarłych. Stąd nie jest najlepszą praktyką nazywanie ich „wymieniankami” – jak to się dzieje w niektórych polskich parafiach.
Chodzi o to, byśmy sobie uzmysłowili, że są to konkretne osoby, które kochaliśmy, z którymi dzieliliśmy swoje życie. One potrzebują nadal naszej miłości, bo ich życie toczy się nadal – w Bogu wszyscy żyją. Przywołujemy więc pamięć o nich z imienia i nazwiska w czasie wspólnotowego nabożeństwa na wzór memento za zmarłych z modlitwy eucharystycznej.
Modlimy się we wspólnocie parafialnej, uświadamiając sobie, że zmarli wciąż do niej należą. Forma wypominków jest różna, w zależności od tego, jak to jest przyjęte w danej parafii. Niekiedy imiona zmarłych odczytywane są przed mszą św. w ich intencji, czasem w trakcie modlitwy różańcowej, po której jest też sprawowana Eucharystia. Zazwyczaj praktykowane jest to przez cały listopad.
W niektórych parafiach są też wypominki roczne, czyli czytanie wypominków i msza św. w intencji zmarłych sprawowana w konkretnym dniu każdego miesiąca – czyli 12 razy w ciągu roku.
Odpust za zmarłych
Jak uzyskać odpust za zmarłych?
Żeby otworzyć się na łaskę odpustu, trzeba się trochę wysilić duchowo. Nie wystarczy wypełnienie zewnętrznych czynności. Ta łaska również nie działa automatycznie. W życiu duchowym nic tak nie działa. To bardzo trudno ludziom wytłumaczyć.
Nie wystarczy pójść na cmentarz od 1 do 8 listopada i odmówić tam modlitwę za zmarłych. By uzyskać odpust zupełny, trzeba przyjąć Komunię Świętą, być w stanie łaski uświęcającej i pomodlić się w intencjach, w których modli się papież. Nie można też być w sercu przywiązanym do żadnego grzechu, nawet powszedniego. To jest najtrudniejszy warunek.
Na czym to polega?
Można nie grzeszyć, ale być przywiązanym do grzechów. Można np. przestać kraść, ale w sercu żałować, że inni są bardziej zaradni i nadal to robią. Można – to dotyczy grzechów powszednich – wyspowiadać się z tego, że używamy np. wulgarnego języka, ale z żalem powierzchownym i bez szczerej chęci zmiany swego języka, w przekonaniu, że bez wulgaryzmów moi znajomi nie zrozumieją, co do nich mówię.
Tutaj chodzi o szczerość intencji, czyli o szczery żal i autentyczną gotowość zmiany życia, na zawsze, nie tylko na 2 czy 3 dni, w celu uzyskania odpustu. Zmiana może mi się oczywiście nie udać. Większość z nas przecież od lat spowiada się z tych samych grzechów.
Ale, jak podkreślam, tu chodzi o intencję. Nie mogę mieć upodobania w żadnym grzechu – nawet najlżejszym. Nie chcę go pod żadną postacią. Podsumowując – krótko po odbyciu naprawdę dobrej spowiedzi, gdy jeszcze trwam w moich dobrych postanowieniach poprawy, mam naprawdę dużą szansę na tę wolność w sercu i na sięgnięcie po łaskę odpustu zupełnego. Jeśli ofiaruję go za duszę czyśćcową, oznacza to dla niej wejście do chwały nieba.
Czym są odpusty cząstkowe?
O odpustach cząstkowych mniej się mówi, a szkoda, bo łatwiej się na nie otworzyć. Wymagany jest tylko stan łaski uświęcającej i skrucha serca, czyli pokorna świadomość własnej słabości oraz potrzeby łaski Bożej.
Jeśli w takim stanie będąc, z intencją pomocy zmarłym odmówię jakąś dowolną modlitwę, do której Kościół nadał łaskę odpustu częściowego – np. „Pod Twoją obronę”, różaniec, „Wieczny odpoczynek” albo np. pomodlę się aktem strzelistym „Jezu, ufam Tobie!” w sytuacjach trudnych, o to, np. by nie odpowiedzieć złem na zło – zyskuję łaskę cząstkowego odpustu, czyli darowania części czyśćcowego cierpienia duszy.
Czy listopad jest momentem szczególnych łask dla dusz czyśćcowych?
Kościół ustanowił na początku listopada uroczystość Wszystkich Świętych i wspomnienie wszystkich wiernych zmarłych, kierując nasz duchowy wzrok nie tylko na niebo, ale również na czyściec. Dał nam też oktawę tej uroczystości. 2 listopada decyzją Stolicy Apostolskiej kapłani mogą sprawować aż 3 msze św.
To jest czas, w którym zwykły człowiek, zazwyczaj zalatany i zabiegany, ma szansę się zatrzymać i pomyśleć o wieczności. Kościół mu przypomina, że są święci w niebie, którzy nas wpierają swoją modlitwą, ale są też zmarli, którzy czekają na pomoc, bo sami już nic dla siebie nie mogą uczynić. Z pewnością w tym czasie staramy się gorliwiej modlić za dusze zmarłych, więc zapewne też dociera do nich więcej łask.
Na pewno nie możemy się ograniczać w modlitwie za zmarłych do jednego miesiąca w roku. Niektóre objawienia prywatne podpowiadają, że szczególnym momentem łask dla dusz czyśćcowych są święta Bożego Narodzenia.
To ciekawa intuicja, zwłaszcza gdy sobie uświadomimy, czym było Wcielenie Chrystusa. Cały świat się od tego momentu zmienił. Liturgiczna pamiątka tego dnia musi być czasem wielkiego obdarowywania Bożym miłosierdziem.
Apostolstwo Pomocy Duszom Czyśćcowym
Czym jest Apostolstwo Pomocy Duszom Czyśćcowym?
Jest to duchowa rodzina naszego Zgromadzenia, włączająca się w realizację charyzmatu niesienia pomocy duszom czyśćcowym. Działa już od prawie 40 lat i liczy ok. 30 tys. osób. Gromadzi ludzi żyjących różnym powołaniem. Należą do niego w większości osoby świeckie, ale także w niemałej liczbie księża, siostry i bracia z różnych zgromadzeń zakonnych.
Proponujemy im publikacje o tematyce eschatologicznej oraz uczestnictwo w rekolekcjach, z których oczywiście korzysta jedynie cząstka tej licznej wspólnoty. Docieramy do członków poprzez wewnętrzny kwartalnik formacyjny „Do domu Ojca” oraz treści zamieszczane na Facebooku Apostolstwa i na naszych stronach internetowych: www.wspomozycielki.pl oraz www.apdc.wspomozycielki.pl.
S. Anna Czajkowska – „aleteia.pl”
ze Zgromadzenia Sióstr Wspomożycielek Dusz Czyśćcowych zajmuje się w zgromadzeniu formacją członków Apostolstwa Pomocy Duszom Czyśćcowym. Zgromadzenie Sióstr Wspomożycielek Dusz Czyśćcowych powstało w 1889 r. Założone zostało przez bł. Honorata Koźmińskiego i m. Wandę Olędzką. To jedyne w Polsce, a drugie w Europie żeńskie zgromadzenie zakonne, którego głównym celem jest niesienie pomocy duszom czyśćcowym. Siostry Wspomożycielki są zgromadzeniem bezhabitowym. Żyją według Reguły i Życia Braci i Sióstr Trzeciego Zakonu Regularnego św. Franciszka z Asyżu. Ratują dusze zmarłych, ofiarując Panu Bogu w ich intencji całe swoje życie: śluby zakonne, modlitwy, prace apostolskie, publikacje o tematyce eschatologicznej, trudy i radości życia we wspólnocie życia konsekrowanego, uczynki miłosierdzia, wyrzeczenia, ofiary i odpusty.

• 2 listopada - Wspomnienie wszystkich wiernych zmarłych
-
2 listopada - św. Malachiasz, biskup
-
3 listopada - św. Marcin de Porres, zakonnik
-
3 listopada - bł. Rupert Mayer, prezbiter
-
3 listopada - św. Hubert, biskup
-
4 listopada - św. Karol Boromeusz, biskup
-
5 listopada - święci Elżbieta i Zachariasz, rodzice św. Jana Chrzciciela
-
5 listopada - św. Gerald, biskup
-
5 listopada - bł. Franciszka Amboise, zakonnica
-
6 listopada - bł. Józefa Naval Girbes, dziewica
-
6 listopada - św. Kalinik, męczennik
-
6 listopada - bł. Krystyna
-
6 listopada - błogosławieni męczennicy japońscy Alfons Navarrete, prezbiter, i Towarzysze
-
6 listopada - św. Leonard z Limoges, pustelnik
-
7 listopada - św. Willibrord, biskup
-
7 listopada - bł. Łucja a Septifonte, dziewica
-
7 listopada - bł. Helena Enselmini, dziewica
-
7 listopada - bł. Franciszek od Jezusa, Maryi, Józefa, Palau y Quer, prezbiter
-
7 listopada - święci zakonnicy Izrael, Walter i Teobald
-
7 listopada - św. Engelbert, biskup i męczennik
-
8 listopada - św. Elżbieta od Trójcy Przenajświętszej, dziewica
-
8 listopada - bł. Jan Duns Szkot, prezbiter
-
8 listopada - św. Godfryd z Amiens, biskup
-
8 listopada - św. Adeodat I, papież
-
8 listopada - święci Czterej Koronowani, męczennicy
-
8 listopada - bazylika katedralna w Płocku
-
9 listopada - rocznica poświęcenia bazyliki laterańskiej
-
9 listopada - bł. Joanna z Signy