W BLASKU MIŁOSIERDZIA
34/1034 – 27 lipca 2025 r. C.
INTERNETOWE WYDANIE TYGODNIKA
Niedziela, 27 lipca 2025
XVII niedziela zwykła rok „C”
O co się modlić?
O co się modlić? Co jest ważne, a co niekoniecznie? Swoistą szkołą w tym względzie jest modlitwa Ojcze nasz. Odmawiamy ją posługując się tekstem w Ewangelii według św. Mateusza, ale to, co istotne, widoczne jest także w jej wersji krótszej, którą słyszymy tej niedzieli, z Ewangelii św. Łukasza. I chyba nawet wybrzmiewa to wyraźniej.
Zwróćmy uwagę: prosimy w niej naszego Ojca w niebie, by na świecie nastały Jego porządki. Nie nasze, ludzkie, prowadzące na manowce, ale Boże. To w dwóch pierwszych prośbach. W trzeciej prosimy o chleb powszedni: o to, co jest nam potrzebne do życia. Nie o wielkie bogactwa, zbytki, ale by nie zabrakło tego, co niezbędne. Potem prosimy o przebaczanie nam naszych grzechów zobowiązując się, do przebaczenia tym, którzy wobec nas zawinili. Bardzo ważne, bo bez przebaczenia spirala złości się nakręca i pojawia się niebezpieczeństwo niekontrolowanego już rozładowania nagromadzonej nienawiści. No i w końcu „nie dopuść, byśmy ulegli pokusie”. Czyli nie daj Boże, byśmy zeszli ze ścieżki dobra, nie daj, byśmy chcieli budować ten świat bez Ciebie, bo przecież wtedy będzie w nim tyle zła, że już nie da się żyć...
To jest ważne. By na świecie zapanowały Boże porządki, byśmy sami trzymali się Jego dróg i nie zeszli z nich próbując układać świat po swojemu. No i by nie zabrakło nam tego, co potrzebne do życia. Reszta... No cóż: już mniej ważna.
Ufna modlitwa odkupionych
Prośba wstępna anonimowego ucznia z dzisiejszej Ewangelii jest wieczyście aktualna. Odzywa się ona niekiedy tam, gdzie trudno byłoby jej oczekiwać. Przed laty wycieczka z ZSSR zwiedzała krakowskie kościoły zabytkowe, oprowadzana przez jednego z księży profesorów. Po fachowych objaśnieniach usłyszał on anonimowy głos z tłumu: „Księże, a jak trzeba się modlić w tym pięknym kościele?” Po pół wieku planowej ateizacji głos znamienny... Współczesny prąd szukania przeżyć na modlitwie każe w tej dziedzinie wielu ludziom eksperymentować nie zawsze trafnie według obcych wzorów. Z drugiej zaś strony można usłyszeć skargę: „Mnie modlitwa się nie udaje; proszę się za mnie modlić!” Zniechęcenie paraliżuje podejmowanie prób. Kościół przypomina nam dziś Boże pouczenie o warunkach skutecznej modlitwy: po Łukaszowej wersji „Ojcze nasz” słyszymy z ust Jezusa zachętę do wytrwałej modlitwy błagalnej opartej na ufności wobec Boga jako Ojca.
Opowiedziane dziś typowo orientalne, „targowanie się” Abrahama z Bogiem w sprawie ratowania Sodomy i Gomory przed karą może nam wydać się nieco zaskakujące. I tak jest z pewnością. Z tego jednak, co było znacznie bliższe czytelnikom sprzed blisko czterech tysiącleci, pozostają także dla nas trwałe wskazania. Przy całym szacunku, z jakim Abraham wytrwale ponawia swoje prośby, czyni on to w przekonaniu, że ma do tego pełne prawo jako zaszczycony bliskością Boga, który może jeszcze zmienić decyzję. Ufność Abrahama opiera się na tym, że Bóg nie może wygubić sprawiedliwych razem z niepoprawnymi grzesznikami. Taka podstawa naszej ufnej modlitwy błagalnej jest zawsze aktualna: Bóg jako miłosierny daje nam zawsze szansę wysłuchania. Inną także i dziś sympatyczną cechą Abrahama w ponawianych prośbach jest jego żywe poczucie solidarności z ludźmi jakoś zagrożonymi: on szczerze jest zatroskany o ich los i chciałby im go zaoszczędzić.
Dalsza kolejna sekwencja Listu do Kolosan rozwija następstwa dzieła Odkupienia, konkretnie zaś – skutki otrzymanego chrztu, w które jesteśmy szczęśliwie wyposażeni. Mocniej niż w Liście do Rzymian (6,4n) ukazuje się tu ich pozytywna strona – chrzcielne wskrzeszenie do życia z Chrystusem. Jest ono już teraz aktualne, a nie dopiero będzie u kresu dziejów, podczas paruzji. Dawny stan grzechu był stanem śmierci duchowej. Zapis dłużny czyli dług moralny całej ludzkości został darowany. Choć suma tych długów moralnych była naszemu szczęściu przeciwna, obecnie należy już do przeszłości, gdyż grzech jako przeszkoda został nam usunięty z drogi. Stało się to na krzyżu dzięki śmierci Jezusa Chrystusa, który sam w swoim ciele poniósł nasze grzechy na drzewo (1 P 2,24). Urywek ten dziś uzasadnia, dlaczego z jeszcze większą ufnością niż Abraham i słuchacze Jezusa, o których mowa na końcu Ewangelii, winniśmy modlić się do naszego Ojca w niebie.
Perykopa zawiera Łukaszową wersję Modlitwy Pańskiej, krótszą niż lepiej nam znana, bo odmawiana w liturgii i w pacierzu, Mateuszowa z Kazania na górze (Mt 6,9–13). Łukaszową oceniają dziś specjaliści jako bardziej pierwotną. Nadto zawiera ona historyczne okoliczności tego pouczenia. Samo tylko Ojcze! Na początku uchodzi za przekład aramejskiego „Abba!” Tak odzywały się do ojców tylko dzieci (był to odpowiednik naszego „Tatusiu!”). Żaden rabin tak Boga nie nazywał. Do tej modlitwy dołączył Jezus przypowieść o natrętnym przyjacielu, mały rodzajowy obrazek, z którego płynie wniosek zbudowany na zasadzie kontrastu: o ileż bardziej od leniwego przyjaciela Bóg skłonny jest wysłuchiwać naszych usilnych wołań! Po przypowieści następuje szereg wskazań Jezusa na ten sam temat, które się odwołują do codziennego doświadczenia, jak reagują ojcowie na prośby dzieci. Zapewnienie da Ducha Świętego (to, co dobre: Mt 7,11) wskazuje na Tego, który „poprawia” nasze modlitwy (por. Rz 8,26n).
Myśl główna została wyrażona w powyższym tytule tej niedzieli. Charakterystykę ufnej modlitwy kreślą dwa barwne jej przykłady wzięte z kart obu Testamentów, odwołujące się do dziejów i do ludzkiego doświadczenia, z dodanym tekstem najdoskonalszej modlitwy Nowego Testamentu i z dołączonymi do niej praktycznymi wskazaniami Jezusa. Ponadto uzasadnienie wymaganej od naszej modlitwy cechy, jaką jest usilna i wytrwała ufność, opiera się również na bliższej charakterystyce obydwu partnerów dialogu modlitewnego. Są to: Bóg jako cierpliwy Ojciec słuchający próśb i człowiek, który prosi, w różny co prawda sposób przedstawiony w poszczególnych czytaniach. Bóg jest nie tylko kontrastowo różny od leniwego przyjaciela i od tylko względnie dobrych ojców ziemskich (znamienne zastrzeżenie: choć źli jesteście). Bóg planuje od początku zbawienie człowieka oparte w końcu na Odkupieniu, które jest w Chrystusie. Człowiek odkupiony ma już przetarte drogi do Boga.
Homilia wyzyskawszy dane wstępu (pkt 1) i myśl główną (pkt 3) może odpowiedzieć na dwa pytania: 1) jaki jest Bóg nasz Ojciec jako partner dialogu modlitewnego? I 2) kim dla Niego jesteśmy w tym dialogu? I tak nasz „Abba” jest zatroskany o nasze zbawienie, skoro nas z Chrystusem przywrócił do życia, a teraz według zapewnienia tegoż Syna darzy nas pomocą Ducha Świętego. Bóg Ojciec jest kontrastowo dobry w porównaniu ze względnie tylko dobrymi ojcami ziemskimi, a przecież jakoś troskliwymi o dzieci. Bóg jest kontrastowo czujny w porównaniu z leniwym przyjacielem z przypowieści. Ufna modlitwa zależy teraz od nas, wspieranych nieustannie pod tym względem przez Ducha Świętego. Z przykładów obrazowych warto zatrzymać cechy modlitwy Abrahama: solidarnej z zagrożonymi karą a zarazem wytrwałej, niemal upartej. W ręku Ojca niebieskiego cała nasza przeszłość, teraźniejszość i przyszłość: Trójcy Bożej stale zależy na tym, by radość nasza była pełna.
Augustyn Jankowski OSB – „wiara.pl”
Poszerzone gardło
„Pomnożyłeś moc mojej duszy” (Ps 138,3). Usłyszałeś i wysłuchałeś, Boże, gdy wołałem, a dodatkowo dałeś mojej duszy nową siłę – tak to odczuwa autor dzisiejszego psalmu. Przyznam, że to jedno z najbardziej istotnych dla mnie pytań: Co robi Bóg, gdy się do Niego modlę? Na czym polega „wysłuchanie” modlitwy, gdy najczęściej (przyznajmy uczciwie) nie widać jej efektów, przynajmniej w trybie instant? W jednym z biblijnych komentarzy natrafiłem na ciekawy trop: podobno po niewielkiej zmianie hebrajskiego czasownika tekst wspomnianego wersetu brzmi: „Rozszerzyłeś moje gardło (swoją) mocą”. Wyrażenie idiomatyczne może oznaczać ocalenie przez Boga psalmisty przed udręką, opisaną jako niemożność swobodnego oddychania, może także sugerować otwarcie lub „rozwarcie” gardła psalmisty, by mógł wielbić i się modlić, o czym mówią poprzednie wersety.
Rozszerzenie gardła. Po to, by swobodnie oddychać – to ratunek i ulga po tym, gdy trudne okoliczności zacisnęły na mnie pętlę, dusząc mnie i przytłaczając. Ale czy te okoliczności również zostały usunięte? A może modlitwa pozwala mi oddychać mimo trudności? „Gdy chodzę wśród utrapienia, Ty podtrzymujesz me życie”, mówi dalej psalmista. Chodzę wśród utrapienia, ale dzięki rozszerzonemu gardłu się nie duszę. Jednocześnie potrafię właściwie mówić do Boga: uwielbiając Go, choć nie tylko.
Targowanie się Abrahama z Bogiem to niesamowita historia. Jasne, że to Bliski Wschód, więc rzecz zwyczajna, jasne, że antropomorfizacja Boga, niemniej jednak odsłania się tutaj coś bardzo istotnego dotyczącego modlitwy: mówiąc do Boga nie tylko w uwielbieniu, ale mocując się z Nim, człowiek uczy się solidarności z innymi (przecież Abraham wstawia się za całym miastem), ale też oczyszcza swoje pojęcia sprawiedliwości i niesprawiedliwości, fair i nie fair. Widać to w pełnym świetle w dzisiejszej Ewangelii: Jezus daje nam słowa, które przez wypowiadanie ich w przestrzeni spotkania z Ojcem mają kierunkować nasze myślenie, chcenie i działanie.
Łukasz Miśko OP – „wdrodze.pl”
XVII niedziela zwykła
W naszej codzienności możemy przyjmować różne postawy wobec tych, którzy wobec nas zawinili. Najczęściej domagamy się sprawiedliwości, a czasem nawet zemsty. Jezus jednak wielokrotnie pokazuje, że nie tak powinno być. Również w historii starotestamentalnej, choć Bóg często przedstawiany jest jako gniewający się i wymierzający sprawiedliwość, odnajdujemy pokrzepiające orędzie o Jego miłosierdziu.
Dzisiejsze Słowo Boże bardzo mocno ukazuje te przymioty Boga, które powinny charakteryzować nas, chrześcijan: miłosierdzie i łaskawość. Dla nas może nie jest to łatwe, ale też nie jest niemożliwe do wprowadzenia w życie. Otrzymujemy również podpowiedź, jak powinna wyglądać nasza modlitwa. Zastanówmy się zatem, jakie wskazówki płyną dziś dla nas ze Słowa Bożego.
Spójrzmy na historię przedstawioną w dzisiejszym czytaniu z Księgi Rodzaju. Sodoma – miasto, którego sytuacja mogłaby wywołać powiedzenie: „Widzisz, Boże, i nie grzmisz”. Bóg, słysząc skargi na mieszkańców, zamierza interweniować, być może wymierzając karę. Abraham jednak wstawia się za Sodomą, argumentując, że sprawiedliwi nie zasługują na taką samą karę jak bezbożni. W tej sytuacji możemy poznać nie tylko sprawiedliwość, ale i miłosierdzie Boga.
W jaki sposób rozmowa Abrahama z Bogiem może być dla nas inspiracją? Warto spojrzeć na nasze codzienne życie. Czym jest modlitwa, jeśli nie spotkaniem z Bogiem, rozmową z Nim? Tę sytuację również można nazwać modlitwą. Często modlimy się, wypowiadając znane nam dobrze formuły. Nie ma w tym nic złego. Jednak modlitwa jest najpełniejsza wtedy, gdy jest szczera i płynie prosto z serca. Czasem warto nawet „pokłócić się” z Bogiem, jak Abraham. Zastanawiasz się, dlaczego spotyka cię taka czy inna sytuacja? Powiedz o tym Panu Bogu w modlitwie, porozmawiaj z Nim.
Abraham pokazuje nam również, czym jest modlitwa wstawiennicza – to prośba o potrzebne łaski dla osoby, na której dobru nam zależy. Może masz już doświadczenie takiej modlitwy? To właśnie w niej można szczególnie doświadczyć działania Bożej łaskawości i miłosierdzia. Inicjatywa jednak zawsze należy do Boga. To On wychodzi na spotkanie z człowiekiem, a od naszej odpowiedzi zależy, jak to spotkanie przebiegnie.
To Bóg daje nam samego siebie i pragnie nas obdarowywać swoimi łaskami. Gdy małe dziecko przychodzi z ufnością do rodziców, prosząc o to, czego potrzebuje, to nie dlatego, że samo sobie to wymyśliło, lecz dlatego, że rodzice troszczą się o nie i budują w nim postawę zaufania. Podobnie jest z Bogiem – On jest naszym dobrym Ojcem i chce dawać nam to, czego naprawdę potrzebujemy. Jezus trafnie tłumaczy to swoim uczniom, którzy proszą Go, aby nauczył ich modlitwy. Przyjaciele pomagają sobie wzajemnie, bo jednemu zależy na dobru drugiego.
Czego jeszcze uczy nas dzisiejsze Słowo Boże? W Ewangelii Jezus podaje przykład doskonałej modlitwy. Aby taka była, powinna zawierać prośbę o to, co rzeczywiście służy naszemu dobru i dobru innych. Co więcej – gdy wytrwale prosimy, otrzymujemy niezbędne łaski, nawet jeśli sami czujemy, że na nie nie zasługujemy. Czyż to nie jest piękne?
Któż z nas, jedynie o własnych siłach, potrafiłby dźwignąć się z grzechu? Potrzebne siły otrzymujemy dzięki sakramentowi pokuty i pojednania. Największym darem i umocnieniem na naszej drodze wiary jest Eucharystia – Msza Święta. To tutaj Bóg w sposób szczególny przychodzi do człowieka. To tutaj słyszymy o Jego miłości i łaskawości, a nawet możemy jej doświadczyć. Czyż to nie jest piękne?
Dziękujmy Bogu, że przychodzi do naszego życia, że pragnie nas obdarzyć tym, czego naprawdę potrzebujemy, i w ten sposób objawia swoją łaskę – nawet wtedy, gdy po ludzku czujemy się niegodni Jego miłości.
Wołajmy dziś z ufnością: „Panie, naucz nas się modlić!” (Łk 11,1). Niech Duch Święty rozpali w nas pragnienie modlitwy, uzdolni do wytrwałości i umocni nas w naszej pielgrzymce wiary.
Niech słowa Jezusa „Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam” (Mt 7,7), będą dla nas codziennym zaproszeniem do żywej i ufnej relacji z Bogiem. Amen.
o. Grzegorz Pruś CSsR „redemptor.pl”
Redemptorysta Prowincji Warszawskiej, duszpasterz oraz katecheta w Parafii Matki Bożej Królowej Polski – (Sanktuarium Matki Bożej Nieustającej Pomocy) – Elbląg

Matka Boża powiedziała w Medjugorie:
Szatan jest silny i pragnie zniszczyć nie tylko ludzkie życie
„Trzeciej wojny światowej nie będzie” – usłyszeli widzący z Medjugorie 12 sierpnia 1982 roku. Co oznaczało to zdanie? W świetle orędzi Maryi wiele wydarzeń XX wieku, w tym upadek komunizmu, nabiera duchowego wymiaru – także poprzez nieoczywiste spotkania, o których opowiadają widzący. Przeczytaj fragment książki Doroty Szczerby „Sekret Medjugorie”.
W pierwszym okresie objawień, gdy widzący i pielgrzymi za ich pośrednictwem mogli zadawać Matce Bożej pytania, padła odpowiedź na jedną z kwestii najbardziej nurtujących ludzkość: „Trzeciej wojny światowej nie będzie” – powiedziała Gospa 12 sierpnia 1982 roku. Co więcej, ówcześnie zagrożenie wybuchem wojny było realne. Niestety – nie znamy dokładnej treści pytania i nie wiemy, czy odnosiło się tylko do tamtego okresu. Z tego względu nie możemy traktować tej odpowiedzi jako proroctwa i zapewnienia, że nigdy nie dojdzie do wybuchu kolejnej wojny światowej.
Analizując orędzia, można przypuszczać, że obecność Królowej Pokoju przygotowuje do odparcia jakiegoś faktycznego zagrożenia. „Niech wasza modlitwa będzie błaganiem o pokój. Szatan jest silny i pragnie zniszczyć nie tylko ludzkie życie, ale i przyrodę i planetę, na której żyjecie. Dlatego, drogie dzieci, módlcie się, abyście przez modlitwę obronili się Bożym błogosławieństwem pokoju” – wzywa Matka Boża 25 stycznia 1991 roku. Trudno spekulować, o jakie zagrożenie chodzi. Gospa z jednej strony chce ostrzec swoje dzieci przed niebezpieczeństwem, z drugiej nie chce siać niepokoju. Dlatego wyjaśnia Jelenie: „Chrześcijanie popełniają błąd, kiedy patrząc w przyszłość, myślą o wojnach i złu. Dla chrześcijanina istnieje tylko jedna postawa wobec przyszłości. Jest nią nadzieja zbawienia (…). Wasza odpowiedzialność polega na tym, by przyjąć pokój Boży, żyć nim, rozpowszechniać go nie słowami, ale życiem” (sierpień 1984). Jak rozumieć te słowa? Widzący wyjaśniają, że należy być przygotowanym w każdej chwili na spotkanie z Bogiem, być z Nim pojednanym. Mirjana tłumaczy, że najważniejszym motywem objawień jest troska o ocalenie dusz, a dopiero w drugiej kolejności walka o uniknięcie wojen i katastrof naturalnych.
Ostatnie objawienia?
Również w 1982 roku Gospa stwierdziła: „Przyszłam, aby po raz ostatni wezwać świat do nawrócenia. Potem już nie będę się ukazywać na ziemi” (2 maja 1982). Ponieważ orędzie to wywołało lawinę pytań i domysłów, Matka Boża powtórzyła:
„Te objawienia są ostatnimi na świecie” (23 czerwca 1982). Vicka wielokrotnie potem podkreślała, że widzący mają tylko przekazywać orędzia – nie mają ich interpretować. Mimo tego Mirjana wyjaśnia, jak rozumie to przesłanie. Jej zdaniem w przyszłości nie będzie już takich objawień, jak w Medjugorie – tak długotrwałych i z taką liczbą widzących. Według Mirjany nie wyklucza to „łask maryjnych” i spotkań z Nią. Wszyscy widzący proszą, by nie doszukiwać się w tym zdaniu zapowiedzi końca świata – o końcu świata Matka Boża w Medjugorie w ogóle nie mówi. Stwierdza za to, że prowadzi świat do „nowych czasów”, „nowej wiosny”, gdy potęga szatana zostanie złamana. Może właśnie w owych „nowych czasach” objawienia nie będą już potrzebne? Może wiara będzie na tyle silna, że nie będzie musiała być ożywiana w tak nadzwyczajny sposób?
Objawienia Maryjne i Rosja
W rozdziale o Janie Pawle II mówiliśmy o zawierzeniu świata i Rosji Niepokalanemu Sercu Maryi, dokonanym 25 marca 1984 roku w jedności ze wszystkimi biskupami świata – o jakie poprosiła Matka Boża w Fatimie. Oczywiście trudno twierdzić, że rozpad bloku komunistycznego był bezpośrednim tego następstwem. Wydarzenia te należą do innych porządków, a na upadek komunizmu złożyło się wiele czynników. Siostra Łucja, ostatnia z widzących z Fatimy, twierdziła jednak, że związek ten był wyraźny.
Niecałe dwa miesiące po owym akcie, 13 maja 1984 roku, miało miejsce mało znane opinii publicznej zdarzenie. W Siewieromorsku nad Morzem Barentsa, w zamkniętym mieście w obwodzie murmańskim, będącym bazą Floty Północnej marynarki wojennej ZSRR, doszło do potężnej eksplozji w głównym składzie amunicji. Trwające wiele godzin łańcuchowe wybuchy zniszczyły większość znajdujących się w posiadaniu floty rakiet ziemia-powietrze, a także większość rakiet zdolnych przenosić ładunki atomowe. Zginęło ponad 200 ratowników. Nie doszło do skażenia radioaktywnego. Władze radzieckie nie udzielały żadnych informacji na temat zdarzenia, a wiemy o nim jedynie z amerykańskich danych satelitarnych i wywiadowczych. Związek Radziecki przegrał tym samym wyścig zbrojeń.
W 1985 roku sekretarzem generalnym Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego (KC KPZR) został Michaił Gorbaczow, który rozpoczął proces zwany „pieriestrojką” (ros. Przebudowa) – reformy systemu komunistycznego, która stała się początkiem jego końca. Wspólnie z prezydentem Stanów Zjednoczonych Ronaldem Reaganem podjął prace nad porozumieniem rozbrojeniowym.
Parę dni przed podpisaniem traktatu rozbrojeniowego Marija Pavlović zauważyła przed swoim rodzinnym domem w Medjugorie dwoje ludzi chroniących się pod drzewem przed deszczem. Zaprosiła ich do środka. Było to amerykańskie małżeństwo, które przyjechało modlić się w intencji swojego syna z zespołem Downa. Mężczyzna okazał się doradcą wojskowym Reagana, który przyjechał do Europy przygotowywać podpisanie traktatu. Gdy Marija się o tym dowiedziała, napisała list do prezydenta USA, wyjaśniający pokrótce orędzie pokoju Gospy. Obiecała też, że wszyscy w Medjugorie będą się modlić w intencji podpisania porozumienia.
Parę dni później zadzwonił telefon. Ktoś przedstawił się i wyjaśnił, że dzwoni z Białego Domu. Marija odpowiedziała, żeby pożartował sobie z kogo innego i odłożyła słuchawkę. Po chwili telefon znów zadzwonił. Tym razem rozpoznała głos mężczyzny po drugiej stronie słuchawki – był to doradca prezydenta USA. Usłyszała wtedy, że prezydent Reagan przekazał napisany przez nią list Gorbaczowowi, a teraz prosi o figurkę Matki Boskiej Fatimskiej. Kilka dni później Marija odebrała telefon z ambasady radzieckiej w Belgradzie. Okazało się, że Michaił Gorbaczow prosił o przysłanie orędzia Królowej Pokoju. I choć historia ta może wydawać się nieprawdopodobna, podaje ją Centrum Informacyjne „MIR” parafii w Medjugorie, źródło – w moim przekonaniu – wiarygodne.
ZSRR został rozwiązany 8 grudnia 1991 roku – w uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny. Czerwony sztandar zniknął z wieży Kremla 25 grudnia.
Fragment książki Doroty Szczerby „Sekret Medjugorie” – „deon.pl”

5 prawd, które zachwycają mnie w Symbolu nicejsko-konstantynopolitańskim
25 lipca obchodzimy 1700. Rocznicę zakończenia Soboru Nicejskiego. Powstało na nim Credo nicejskie, które – po jego rozszerzeniu na Soborze Konstantynopolitańskim – jest używane do dziś. Co zachwyca w tym wyznaniu wiary?
Symbol nicejsko-konstantynopolitański
Credo, czyli wyznanie wiary, nazywane jest także symbolem. Greckie słowo σύμβολον (czyt. Symbolon) oznaczało niewielki przedmiot z drewna, gliny lub metalu, który był łamany na pół podczas zawierania umowy. Każda ze stron otrzymywała jedną część, co stawało się znakiem rozpoznawczym prawnie zawartego porozumienia i zgody. Czasownik συμβάλλω (czyt. Symballo) oznacza „łączyć”, w przeciwieństwie do słowa διαβάλλω (czyt. Diaballo), które oznaczy oddzielać. To od niego pochodzi nazwa „diabeł”.
A zatem wypracowany na Soborze w Nicei (325) oraz w Konstantynopolu (381) Symbol wiary jest znakiem jedności chrześcijan: oto nasze wspólne wyznanie. Czas pokazał, niestety, że niejednokrotnie inaczej je interpretujemy, gdzie indziej kładziemy nacisk, ale wciąż mamy w rękach połówki Credo. Może to być punkt wyjścia do budowania jedności: nie tylko między różnymi denominacjami chrześcijańskimi, ale także pośród katolików.
5 prawd, które zachwycają mnie w Symbolu nicejsko-konstantynopolitańskim
Wierzę w jednego Boga,
Ojca Wszechmogącego,
Stworzyciela nieba i ziemi,
wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych.
I w Jednego Pana Jezusa Chrystusa,
Syna Bożego Jednorodzonego,
który z Ojca jest zrodzony przed wszystkimi wiekami.
Bóg z Boga, Światłość ze Światłości,
Bóg prawdziwy z Boga prawdziwego.
Zrodzony a nie stworzony,
współistotny Ojcu,
a przez Niego wszystko się stało.
On to dla nas ludzi i dla naszego zbawienia zstąpił z nieba.
I za sprawą Ducha Świętego przyjął ciało z Maryi Dziewicy i stał się Człowiekiem.
Ukrzyżowany również za nas, pod Poncjuszem Piłatem został umęczony i pogrzebany.
I zmartwychwstał trzeciego dnia, jak oznajmia Pismo.
I wstąpił do nieba, siedzi po prawicy Ojca.
I powtórnie przyjdzie w chwale, sądzić żywych i umarłych, a królestwu Jego nie będzie końca.
Wierzę w Ducha Świętego, Pana i Ożywiciela,
który od Ojca i Syna pochodzi,
który z Ojcem i Synem wspólnie odbiera uwielbienie i chwałę,
który mówił przez proroków.
Wierzę w jeden, święty, powszechny i apostolski Kościół.
Wyznaję jeden chrzest na odpuszczenie grzechów.
I oczekuję wskrzeszenia umarłych.
I życia wiecznego w przyszłym świecie.
Amen.
1. „Wierzę w Ojca Wszechmogącego”
Jako chrześcijanie wierzymy nie tylko w jednego Boga, który jest Stwórcą, ale także, który jest Ojcem i to Wszechmogącym. Różne mamy obrazy ojcostwa. To, jakim Ojcem jest Bóg, pokazał nam Jezus, gdy nauczał, uzdrawiał, gromadził wokół siebie ludzi, a w końcu oddał za nas życie z miłości. Kto z nas nie chce mieć Ojca, który kocha nas do szaleństwa, a na dodatek może uczynić wszystko?
2. „On to dla nas, ludzi i dla naszego zbawienia…”
Zachwyca mnie miłość Jezusa, który „istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi. A w zewnętrznym przejawie, uznany za człowieka, uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci – i to śmierci krzyżowej” (Flp 2, 6-8). Bóg z Boga, Światłość ze Światłości staje się jednym z nas ze wszystkimi tego konsekwencjami.
3. „Królestwu Jego nie będzie końca”
Ten fragment Symbolu napawa mnie pełną pokoju nadzieją. Wiele wydarzeń, które dzieją się na świecie, budzi strach. Jednak wyznaję, że przyjdzie panowanie Jezusa, gdy wszystko ułoży się według Jego woli. Teraz mam tego przedsmak, gdy zawierzam Mu siebie i widzę tego owoce. W przyszłości doświadczę tego w pełni.
4. „Który mówił przez proroków”
Ta prawda dotyczy Ducha Świętego. Credo z Nicei zawierało tylko jedno zdanie o Nim: „Wierzymy w Ducha Świętego”. Symbol z Konstantynopola rozszerzył to wyznanie, podkreślając równość Ducha wobec Ojca i Syna i mówiąc o Jego działaniu od samego początku poprzez proroków, czyli tych, którzy dostrzegali w świecie Boży plan i chcieli z nim współpracować. Duch Święty nie zaprzestał działać i wciąż odnawia Kościół i świat przez tych, którzy są otwarci na Jego działanie.
5. „Żywot wieczny w przyszłym świecie”
Czasami mylnie uważamy, że celem naszego życia jest Niebo. Otóż nie. Oczekujemy życia w przyszłym świecie. Jaki on będzie? Tego nie wie nikt, ale z pewnością czeka nas nie lada przygoda!
Dariusz Dudek – „aleteia.pl”
Fenomen Santiago de Compostela
Symbolem trasy są muszelki. Z jednej strony jest to odwołanie do legendy, wedle której ciało św. Jakuba miało dotrzeć do Hiszpanii na łódce ozdobionej muszelkami. Z drugiej strony w średniowieczu muszle wydawano pielgrzymom na dowód tego, że ukończyli szlak Jakubowy.
Obok Jerozolimy i Rzymu położone w północno-zachodniej Hiszpanii, w rejonie o nazwie Galicja, Santiago de Compostela było najważniejszym miejscem pielgrzymkowym średniowiecza. Do dziś jest bardzo popularnym celem dla wielu pielgrzymów i turystów. 25 lipca przypada święto św. Jakuba Apostoła, patrona Santiago.
Santiago de Compostela jest nierozerwalnie związane z osobą jednego z najbliższych Apostołów Jezusa Chrystusa – św. Jakuba zwanego Starszym lub Większym, brata św. Jana, również Apostoła. Jak podaje jedna z wersji Tradycji chrześcijańskiej, po Zesłaniu Ducha Świętego Jakub miał przybyć na tereny dzisiejszej Hiszpanii i głosić Ewangelię, natomiast podczas pobytu w Ziemi Świętej w 42, 43 lub 44 r. n.e. jako pierwszy z Apostołów zginął śmiercią męczeńską w Jerozolimie z polecenia Heroda Agryppy I (por. Dz 12).
Niektóre źródła utrzymują, że dwaj towarzysze Jakuba wykradli jego ciało i postanowili wywieźć na Półwysep Iberyjski, z którym w ciągu życia św. Jakub był związany. Jak pomyśleli, tak też zrobili i dotarli do wybrzeży dzisiejszej Hiszpanii i Portugalii. Tam w cudowny sposób dotarli do miejscowości Padrón i pochowali szczątki Jakuba na wzgórzu Libredón. Niestety na kilka wieków zapomniano o tej lokalizacji.
Jak utrzymują przekazy, dopiero w 813 r. również w cudowny sposób doszło do odkrycia grobu świętego oraz grobów dwóch jego uczniów. Otóż pewien mnich dostrzegł spadające gwiazdy na pole, gdzie znajdował się grób Apostoła. Z łaciny nazwano to miejsce Campus Stellae, czyli pole gwiazd, i stąd dzisiejsza nazwa Compostela, a Santiago to po hiszpańsku św. Jakub. Ówczesny król Asturii Alfons II Czysty nakazał wzniesienie świątyni nad miejscem pochówku Apostoła.
Warto odnotować również wątek francuski. Pierwszą udokumentowaną pielgrzymką do Santiago była wyprawa z 850 r. francuskiego biskupa z Le Puy-en-Velay. Odtąd sława Santiago ciągle rosła. Choć może na pewien okres w czasach nowożytnych sanktuarium to utraciło tak silną pozycję jaką miało dawniej, od pewnego czasu jest coraz chętniej odwiedzane przez turystów i pielgrzymów.
Katedra św. Jakuba – najważniejsze ciekawostki i fakty
Budowa obecnej katedry w Santiago rozpoczęła się w 1075 r. za panowania Alfonsa VI Kastylijskiego i w czasach biskupa Diego Peláeza. Prace nadzorował mistrz Esteban, który nową majestatyczną świątynię wznosił na pozostałościach wcześniejszych. Na przestrzeni lat, a nawet wieków, budowla była rozbudowywana i upiększana, stąd w jej kształtach i wystroju można doszukać się wielu stylów: romańskiego, gotyckiego, barokowego, plateresco (nawiązuje do geometrycznej ornamentyki mauretańskiej) i neoklasycznego.
Najważniejsze wejście do świątyni nosi nazwę Pórtico de la Gloria (Portal Chwały). Jest autorstwa mistrza Mateo (1188). Przedstawia aż 200 postaci nawiązujących do ostatniej księgi Biblii – Apokalipsy. Na portyku na tzw. Trumeau umieszczona jest figura najważniejszego świętego tego miejsca, czyli oczywiście św. Jakuba, który wita pielgrzymów. Są też figury dwóch jego towarzyszy. Fasada katedry od strony placu Obradoiro, autorstwa Fernando de Casas y Novoa, uznawana jest za jedno ze szczytowych osiągnięć hiszpańskiego baroku. Ołtarz główny jest również barokowy. To właśnie bezpośrednio pod nim znajduje się krypta ze szczątkami św. Jakuba Apostoła.
Kaplica znajdująca się nad grobem Jakuba jest autorstwa Domingo Antonio de Andrade. W jej centrum widnieje charakterystyczna, monumentalna polichromowana figura św. Jakuba. Można do niej dotrzeć od tylnej strony ołtarza. Jednym z najpopularniejszych zwyczajów pielgrzymów do Santiago jest gest objęcia Apostoła na znak powitania. Przed pandemią wielu często również całowało figurę.
Innym znakiem rozpoznawczym sanktuarium jest gigantyczna kadzielnica, zwana w miejscowym dialekcie galicyjskim Botafumeiro. Dumnie prezentuje się na skrzyżowaniu naw. Została wykonana z mosiądzu i z brązu, jest posrebrzana, ma 1,60 m wysokości. Jej waga waha się od 62 do 80 kg w zależności od tego, czy jest napełniona. Podwieszoną u sufitu kadzielnicę, z pomocą potężnych lin wprawia w ruch ośmiu mężczyzn zwanych tiraboleiros. Kadzielnica podobno potrafi poruszać się z prędkością ok. 60/70 km/h. W ruchu można ją zobaczyć tylko podczas najważniejszych nabożeństw. Istnieje również możliwość wniesienia opłaty i tym samym zamówienia jej wprawienia w ruch.
Święto św. Jakuba Starszego Apostoła
Lipiec, a szczególnie 25 lipca, czyli liturgiczne święto św. Jakuba, jest w Santiago de Compostela czasem wielkiego świętowania imienin Apostoła, które przejawia się w różnorodnych inicjatywach kulturalnych, gastronomicznych, religijnych m.in. Słynne są m.in. fuegos de Apostol, czyli ognie Apostoła. Można również skosztować wielu lokalnych specjałów, m.in. słynnej tarty de Santiago.
Fenomen pielgrzymkowy
Na zakończenie dotknijmy zagadnienia, które jest prawdziwym fenomenem – chodzi oczywiście o pielgrzymowanie do Santiago de Compostela. W 2024 r. certyfikat pielgrzyma otrzymało rekordowe 499 170 osób z całego świata. W tym roku po raz czwarty może paść rekord.
Najstarsza tradycja nakazywała, żeby podróż do słynnego sanktuarium rozpocząć od własnego domu. Na przestrzeni wieków powstało bardzo wiele dłuższych i krótszych tras pielgrzymkowych, którymi można dotrzeć do Santiago. Po drodze można zatrzymać się w specjalnych miejscach noclegowych. Istnieje również możliwość zdobycia certyfikatu ukończeniu szlaku św. Jakuba.
Symbolem trasy są muszelki. Z jednej strony jest do odwołanie do legendy, wedle której ciało św. Jakuba miało dotrzeć do Hiszpanii na łódce ozdobionej muszelkami. Z drugiej strony w średniowieczu muszle wydawano pielgrzymom na dowód tego, że ukończyli szlak Jakubowy.
Wprost niezliczone są opowieści ludzi, którzy ukończyli tzw. Camino de Santiago, czyli Drogę Jakubową. Istnieje wiele ich odmian, o czym już nadmieniliśmy: najpopularniejsza Camino Francés, a także m.in. Camino Portugués, Camino del Norte czy Camino Primitivo. Warto rozejrzeć się również po internecie, gdzie można wysłuchać przejmujących historii ludzi, którzy ukończyli któryś ze szlaków. I koniec końców samemu warto spróbować.

Św. Jakub przed ścięciem ucałował swego kata. A ten, wstrząśnięty, wyznał Chrystusa
Czy św. Jakub Apostoł w ogóle dotarł do Hiszpanii? Średniowiecze to czas, kiedy szlakiem Camino de Santiago podążało nawet milion osób rocznie.
„Św. Jakub staje przed nami jako wymowny przykład wielkodusznego przylgnięcia do Chrystusa. On, który początkowo, ustami swej matki, prosił o to, by zasiąść wraz z bratem u boku Mistrza w Jego Królestwie, właśnie jako pierwszy wychylił kielich męki i dzielił męczeństwo z Apostołami” – Benedykt XVI
„Syn gromu” o dużych aspiracjach
Św. Jakub, jeden z Dwunastu, był synem Zebedeusza i Salome. Jezus powołał go i jego brata Jana nad Jeziorem Galilejskim. Spotkał ich, gdy razem z ojcem naprawiali sieci.
W ewangelii Marka czytamy, że Jakub i Jan poszli za Jezusem, „zostawiwszy swego ojca, Zebedeusza, razem z najemnikami w łodzi”. Bibliści wskazują, że ta informacja może oznaczać społeczną pozycję Zebedeusza i powodzenie w interesach. Mimo pozycji i życiowych perspektyw bracia nie wahają się ani chwili i dołączają do Jezusa natychmiast.
Tajemnice św. Pawła. Bez Apostoła Narodów nie byłoby takiej teologii i duchowości, jaką znamy
Powołanie do grona apostołów nie zrywa ich więzi z rodzicami. Znamy scenę, w której do Jezusa przychodzi matka chłopaków i prosi, aby zagwarantował im ważne stanowiska w swoim Królestwie. Odpowiedź Jezusa, choć zapowiada mękę i cierpienie, nie musiała być dla Salome zrozumiała, ale nie zniechęciła jej w dalszym towarzyszeniu Panu. Ewangelista Mateusz wymienia ją wśród kobiet, które wytrwały na Golgocie aż do śmierci Chrystusa.
Charaktery synów Zebedeusza najlepiej opisuje sytuacja, gdy Jezus i uczniowie chcą przejść przez Samarię a prośba o udzielenie gościny spotyka się z odmową. Jakub i Jan pytają Jezusa wprost: „Panie, czy chcesz, byśmy powiedzieli: Niech ogień spadnie z nieba i pochłonie ich?”.
Oczywiście Jezus studzi ich zapał do wymierzania kary, a św. Marek zapisze, że nadał im przydomek boanerges, czyli „synowie gromu”.
Śmierć św. Jakuba
Po Pięćdziesiątnicy sytuacja uczniów i wyznawców Chrystusa była bardzo trudna. Wrogość i prześladowania, nieustanny lęk o życie zaczęły być ich codziennością. Mimo to, świadomi konsekwencji, podejmowali ryzyko głoszenia Ewangelii.
W latach 40. I w. w Palestynie rządy sprawuje Herod Agryppa I, wnuk Heroda Wielkiego. To on odpowiada za krwawe mordy, uwięzienie Piotra i śmierć Jakuba. Dzieje Apostolskie odnotowują, że „Ściął mieczem Jakuba, brata Jana”.
Skazano go bez procesu. Prawdopodobnie po to, aby nie nadawać śmierci rozgłosu. Zwłaszcza, że Jakub był biskupem Jerozolimy, znanym i szanowanym. Pamiętano jeszcze proces Jezusa, chciano uniknąć społecznych napięć. Przywódcy żydowscy działali taktycznie, prześladowania rozpoczęli od wyeliminowania liderów.
Biskup Euzebiusz, pierwszy historyk Kościoła pisze, że przed ścięciem Jakub ucałował swojego kata, a ten, wstrząśnięty, wyznał Chrystusa, za co został zamordowany.
100-letnia pątniczka pielgrzymuje do Santiago de Compostela
Skąd wziął się grób Jakuba w Hiszpanii?
Od średniowiecza powtarzana jest legenda o tym, jak po Zesłaniu Ducha Świętego Jakub wyruszył z misją ewangelizacyjną do Hiszpanii. Współcześni bibliści analizując dane historyczne i geograficzne uważają taki przebieg zdarzeń za niemożliwy. Niemniej jednak opowieść o obecności świętego na hiszpańskiej ziemi przetrwała wieki.
„Po wzięciu Ducha Świętego puścił się św. Jakub do Hiszpanii tak daleko na zbawienie dusz zabiegając, a mało nie świat wszystek od wschodu aż na zachód ostatniego kraju ziemi przebiegł. O, jaka chęć do pozyskania dusz i wypełnienia rozkazu Pana swego” – pisał Piotr Skarga w Żywotach Świętych.
Obecność Jakuba miała takie wrażenie wywołać na mieszkańcach i przetrwać w opowieściach, że gdy w VII w. Arabowie najechali Palestynę i istniało ryzyko zniszczenia grobu Apostoła, Hiszpanie sprowadzili ciało męczennika do siebie. Jednak z czasem o grobie zapomniano.
Ale legend Jakubowych jest kilka. Inna mówi o tym, że ewangelizacja na północy Półwyspu Iberyjskiego była dla apostoła trudna i w czasie pobytu w Saragossie objawiła mu się Matka Boża na słupie (słup po hiszpańsku to pilar, sąd też Matka Boża z Pilar) i poprosiła, aby wrócił do Jerozolimy.
Jeszcze inna mówi o tym, że po śmierci Jakuba uczniowie przewieźli ciało łodzią z Jerozolimy do miejscowości Iria Flavia, w pobliżu dzisiejszego Santiago de Compostela, złożyli ciało męczennika na wielkiej skale, która sama ukształtowała sarkofag świętego.
Camino do Santiago de Compostela
Nikt o tym miejscu spoczynku Jakuba miał nie pamiętać aż do 814 r., gdy pustelnik Paio zobaczył niezwykłe światło nad pagórkiem. Opisał je jako Campus Stellae, czyli pole gwiazd.
O zjawisku poinformował miejscowego biskupa Teodomira. Wybrali się na świecące blaskiem miejsce i zobaczyli cmentarz rzymski, kapliczkę i grób, w który spoczywał mężczyzna a pod ramieniem trzymał swoją ściętą głowę.
Wkrótce hiszpańska Compostela stała się najważniejszym celem na pielgrzymim szlaku Europy, obok Rzymu i Jerozolimy. Pierwsze pielgrzymki z odległych zakątków Hiszpanii zaczynają się w X w. Prawdziwą furorę szlak robi w pierwszej połowie XII w. i cieszy się nią przez 200 lat. Średniowiecze to czas, kiedy szlakiem Camino de Santiago podążało nawet milion osób rocznie.
Dziś Drogi św. Jakuba, które od najdalszych miejsc Europy przez Francję i Portugalię prowadzą do Santiago de Compostela, liczą w sumie ponad 4 tys. Km.
Agnieszka Bugała – „aleteia.pl”
Dominikanin krytykuje kontrowersyjne słowa biskupa. "Przekracza granice"
— Biskup przekracza granice, jeżeli chodzi o relacje państwo-kościół, ponieważ wchodzi na teren bieżącej aktywności politycznej. To nie była polemika dotycząca wartości, tylko polityczna recenzja rządu, wygłoszona na zamówienie partyjne. W tym wszystkim były także obecne bardzo negatywne odniesienia do uchodźców, co się kłóci z nauczaniem Kościoła — mówi Onetowi o. Paweł Gużyński o słowach biskupa Wiesława Meringa.
W sobotę na Jasnej Górze podczas wieczornej mszy dla uczestników pielgrzymki Rodziny Radia Maryja bp Wiesław Mering z Włocławka stwierdził m.in., że "rządzą nami ludzie, którzy samych siebie określają jako Niemców". — W XVIII w. jeden z polskich poetów, Wacław Potocki mówił: "Jak świat światem, nie będzie Niemiec Polakowi bratem". Historia straszliwie udowodniła prawdę tego powiedzenia – mówił bp Mering.
Biskup ocenił też, że w sytuacji, gdy granice naszego kraju tak samo z zachodu, jak i wschodu są zagrożone, jeden z polityków mówi: "Więcej niesie z sobą zła ruch obrony granic niż imigranci, o których nic nie wiemy". Dodał, że w "jego" woj. kujawsko-pomorskim w ostatnim krótkim czasie dokonały się dwa morderstwa: młodej kobiety i mężczyzny.
— Te słowa w żadnym wypadku nie powinny paść, były skrajnie nieodpowiedzialne — mówi w rozmowie z Onetem o. Paweł Gużyński.
Dominikanin uważa, że słowa, które padły na Jasnej Górze należy wpisać w proces, z którym od pewnego czasu mamy do czynienia. Chodzi mianowicie o "zapaść intelektualną polskiego Episkopatu". W tej sytuacji przejawia się ona w rozmienianiu na drobne jednego z największych dokonań polskiego duchowieństwa, czyli "listu biskupów polskich do biskupów niemieckich".
— To dokonanie zostało rozmienione na drobne, podobnie jak inne dokonania Kościoła na przestrzeni od 1989 r. W okresie PRL oraz na początku, po przełomie, było bardzo wiele pozytywnych działań. Mieliśmy ogromny kapitał społeczny, a ludzie mieli zaufanie do Kościoła. A potem to wszystko zostało upartyjnione. Dzisiaj jesteśmy w tym miejscu, w jakim jesteśmy, jeżeli chodzi o społeczny odbiór Kościoła i jego aktywności — dodaje duchowny.
Biskup recenzował rząd na "zamówienie partyjne"
Zdaniem naszego rozmówcy podejmowanie merytorycznej dyskusji ze słowami bp Meringa mija się z celem.
— Szkoda temu poświęcać czas. Kto używa rozumu, ten ma świadomość, dlaczego biskup mówi takie rzeczy. A mówi je, ponieważ wygrał pan Nawrocki i biskup poczuł się dużo bardziej bezpieczny w przestrzeni publicznej. I to pozwala mu dzielić się z ludźmi swoimi poglądami, bo jego kandydat wygrały, więc i jego poglądy wygrały — podkreśla o. Paweł Gużyński.
— Inna sprawa jest taka, że biskup przekracza granice, jeżeli chodzi o relacje państwo-kościół, ponieważ wchodzi na teren bieżącej aktywności politycznej. To nie była polemika dotycząca wartości, tylko polityczna recenzja rządu, wygłoszona na zamówienie partyjne. W tym wszystkim były także obecne bardzo negatywne odniesienia do uchodźców, co się kłóci z nauczaniem Kościoła — tłumaczy duchowny.
Co zrobią polscy duchowni? "Konsekwencje będą straszne"
Ojciec Gużyński zastanawia się, czy biskupi zdają sobie sprawę, jakie konsekwencje niesie ta wypowiedź bp Meringa oraz czy w jakikolwiek sposób na nią zareagują.
— Jestem człowiekiem wielkiej nadziei i wciąż ją zachowuję, że któryś się na to zdobędzie. Z wielkim wysiłkiem pojawił się głos kardynała Rysia w sprawie skandalicznych wybryków pana Grzegorza Brauna. I tu także powinna być reakcja. Jeżeli się nie pojawi, to biskupi automatycznie autoryzują takie wypowiedzi i mówią: tak, my jesteśmy za łamaniem prawa i pozwalamy na to, żeby bojówki pana Bąkiewicza krążyły po Polsce i egzekwowały swoje widzimisię — wskazuje dominikanin.
Jednocześnie podczas spotkania na Jasnej Górze było obecnych wielu czołowych polityków Prawa i Sprawiedliwości. To pokazuje, że sojusz tronu z ołtarzem ma się dobrze i w najbliższym czasie nic mu nie grozi. — Jeżeli temu nie postawimy tamy, to konsekwencje dla Kościoła będą straszne — zaznacza o. Paweł Gużyński.
Sebastian Białach – „onet.pl”

Kontrowersje wokół zmarłego muzyka.
Czy Ozzy Osbourne był chrześcijaninem?
Ozzy Osbourne, zwany „Księciem Ciemności”, zmarł 22 lipca 2025 r. Kim naprawdę był? Chrześcijanin, wierny mąż i ojciec, czy typowy skandalista rocka? Oto prawda o jego życiu i wierze.
22 lipca 2025 r. świat obiegła wiadomość o śmierci Ozzy’ego Osbourne’a w wieku 76 lat. Legendarny rockman, przez dekady nazywany „Księciem Ciemności”, odszedł w swoim domu w hrabstwie Buckinghamshire w Anglii, otoczony przez rodzinę.
Choć jego sceniczny wizerunek wywoływał skandale i oburzenie, prywatnie Ozzy był człowiekiem zdecydowanie odcinającym się od satanizmu oraz ojcem i mężem, który wytrwał w przysiędze małżeńskiej. Ma w swoim życiu okresy uwikłania w narkotyki, zmagania się z uzależnieniami, jednak jest daleki od bycia wcielonym zlem, o co oskarżały go grupy protestanckich radykałów w latach 90.
Chrześcijańskie wychowanie i deklaracje wiary
Ozzy Osbourne urodził się w rodzinie o chrześcijańskich tradycjach, choć jego matka była "wierząca, niepraktykująca". Został ochrzczony w Kościele Anglikańskim i wychowywany w wierze. W wywiadach podkreślał: – „Jestem chrześcijaninem. Zostałem ochrzczony. Chodziłem do szkółki niedzielnej” (The Guardian, 2014).
W 1992 roku mówił w New York Times: „Jestem praktykującym członkiem Kościoła Anglii i modlę się przed każdym koncertem”. W 2020 roku w rozmowie z GQ dodał: „Wierzę w Boga, ale mam własny obraz tego, jak wygląda”.
Publicznie odcinał się od oskarżeń o satanizm: „Nie jestem czcicielem diabła”. Gdy nazywano go „Antychrystem”, odpowiadał: „Nie jestem Antychrystem. Jestem człowiekiem rodzinnym”.
Mroczny wizerunek – element show, nie wyznanie wiary
Na scenie Ozzy wykorzystywał makabryczne rekwizyty, a jego pseudonim „Książę Ciemności” utrwalał legendę o rzekomym satanizmie. Głośny incydent z 1982 roku, gdy odgryzł głowę nietoperza, którego podał mu na scenę nastolatek z widowni jest może najbardziej mroczny i kontrowersyjny. To nigdy nie zostało w pełni wyjaśnione. Czy zrobił to, bo myślał, że to gumowa zabawka, czy dał się ponieść emocjom chwili lub postanowił wpisać w swój wizerunek sceniczny? Tak czy inaczej po występie musiał poddać się szczepieniu przeciw wściekliźnie.
Podobnie podczas spotkania z wytwórnią odgryzł głowy dwóm gołębiom – był odurzony i chciał zaszokować obecnych. Sam później przyznał, że nie miało to podłoża światopoglądowego, było raczej chaotycznym wybrykiem człowieka zmagającego się z uzależnieniami.
Muzyka z przesłaniem, nie gloryfikacją zła
Wbrew oskarżeniom, teksty wielu utworów Black Sabbath niosły przesłania ostrzegające przed złem. Piosenka „After Forever” z 1971 roku, autorstwa Geezera Butlera (katolika z wychowania), wprost pyta: „Czy odrzuciłbyś wiarę w Chrystusa?” i wskazuje na konsekwencje grzechu. Sam Ozzy wykonywał ten utwór z przekonaniem.
Antywojenny „War Pigs” krytykuje chciwość generałów, porównując ich do satanistów, przypomina o realiach Sądu Ostatecznego i konsekwencjach wybory zła. Wielu fanów i publicystów zauważało, że ta twórczość raczej piętnowała zło niż je promowała.
Warto też podkreślić, że gdy Black Sabbath zaczął dostawać od fanów zaproszenia na czarne msze, stanowczo się od tego odcięli.
Sam Osbourne często nosił na szyi krzyż wykonany przez jego ojca – ślusarza – i otwarcie deklarował, że nigdy nie parał się czarną magią. W dokumencie God Bless Ozzy Osbourne pokazano go modlącego się za kulisami przed koncertami.
Reakcje środowisk chrześcijańskich
W latach 80. Ozzy stał się celem tzw. „paniki satanistycznej” w USA. Niektórzy kaznodzieje oskarżali go o propagowanie zbrodni, samobójstw czy „czczenie diabła” oraz o ukryte przekazy podprogowe w muzyce. Przed festiwalem Ozzfest w 1999 r. ewangeliczni protestanci pikietowali przeciw jego występowi, głosząc, że jego muzyka promuje „gwałt, morderstwo, kanibalizm, homoseksualizm, śmierć i samobójstwo" .
Ozzy odnosił się do tego z ironią. W filmie Trick or Treat (1986) zagrał parodię telekaznodziei. W jednym z wywiadów mówił, że ma „symbiotyczną relację z ewangelikami”, bo jego sława dawała im tematy do kazań. Podczas jednego z protestów dołączył do demonstrantów z własnym, prześmiewczym transparentem.
Życie rodzinne
Początki życia prywatnego Ozzy'ego były burzliwe. Szybkie małżeństwo w 1971 roku, uwikłanie w narkotyki, trójka dzieci, rozwód. Za kulisami rock’n’rollowego życia Ozzy był od 1982 roku mężem Sharon Osbourne. Ich małżeństwo przetrwało liczne kryzysy, choroby i jego zmagania z nałogami – aż do jego śmierci w 2025 r. Wychowali razem trójkę dzieci: Aimee, Kelly i Jacka. Sam określał się jako człowieka rodzinnego, oddanego swoim dzieciom i żonie. Z Sharon wytrwał już do śmierci.
Kim naprawdę był Ozzy Osbourne?
Był artystą, który budził kontrowersje i fascynację, ale też człowiekiem, który powtarzał, że wierzy w Boga. Nosił krzyż, modlił się przed koncertami, był mężem i ojcem, a jego twórczość – mimo mrocznego klimatu – częściej ostrzegała przed złem niż je gloryfikowała.
Po jego śmierci w 2025 roku wielu fanów i publicystów podkreślało ten paradoks: w samym sercu heavy metalu można było znaleźć człowieka, który zamiast gloryfikować zło, ostrzegał przed nim i zachował wierność rodzinie.
„aleteia.pl”
Na podstawie: New York Times (1992) – deklaracja: „praktykujący członek Kościoła Anglii”., Dokument God Bless Ozzy Osbourne (2011)., The Guardian (2014) – wywiad, w którym mówił: „I’m a Christian…”, GQ (2020) – „I do believe in God…"
Święci i błogosławieni w tygodniu
IEDZIELNA EUCHARYSTIA W KOŚCIOŁACH W OKOLICY
Parafia Miłosierdzia Bożego, os. Na Wzgórzach
niedziele i święta: 6.30, 8.00, 9.30, 11.00, 12.30 (oprócz VII i VIII), 16.00, 19.00,
dni powszednie – 7.00, 7.30, 18.00.
Parafia Matki Bożej Pocieszenia, ul. Bulwarowa 15a
niedziele i święta: 7:00, 8:30, 10:00, 11:30, 13:00, 18:00, 20:00
dni powszednie: 7:00, 15:00, 18:00
Parafia Matki Bożej Częstochowskiej, os. Szklane Domy 7,
niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:30, 17:00 (oprócz VII i VIII),
19:00 (oprócz VII i VIII), 20:30
dni powszednie: 6:30, 8:00, 18:00
Parafia Matki Bożej Królowej Polski, Arka Pana, ul. Obrońców Krzyża 1
niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:30, 16:00, 17:30, 19:00,
dni powszednie: 6:00, 6:30, 7:00, 7:30, 8:00, 11:00, 18:00
Bazylika Krzyża św. - klasztor
(pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i św. Wacława)
niedziele i święta: 06.30, 08.00, 09.30, 11.00, 12.30, 14.00 (oprócz VII i VIII)
dni powszednie: 06.30, 07.30, 08.30, 16.00 (w piątki), 18.00.
Parafia św. Bartłomieja Apostoła, Mogiła, ul. Klasztorna 11,
niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:30, 14:00 (oprócz VII, VIII), 16:30, 18:00
dni powszednie: 6:00, 7:00 (oprócz VII i VIII), 7:30, 8:30, 18:00
Parafia Najświętszego Serca Pana Jezusa, os. Teatralne,
niedziele i święta: 7:00, 8:30, 10:00, 11:30, 13:00 (oprócz VII i VIII), 18:00, 19:30
dni powszednie: 6:30 (oprócz VII i VIII), 7:00, 18:00
Parafia św. Stanisława Biskupa Męczennika, Kantorowice 122,
niedziele i święta: 9:00, 11:00, 18:00, dni powszednie: 8:00, 17:00, (18.00- lato)
Parafia Najświętszego Serca Pana Jezusa, os. Lubocza,
niedziele i święta: 8:00, 10:30, 17:00, dni powszednie: 7:00, 17:00
Parafia Matki Bożej Wspomożenia Wiernych, Prusy,
niedziele i święta: 7:30, 9:30, 11:30,
dni powszednie: 18:00 (pon., śr., pt.), 6:30 (wt., czw., sob.)
Parafia św. Maksymiliana Marii Kolbego, Mistrzejowice,
niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 10:30, 11:00, 13:00, 17:00, 19:00
dni powszednie: 6:30, 7:00, 7:30, 18:00
NASZE STRONY INTERNETOWE I ADRESY:
strona internetowa gazetki:wzgorza-gazetka.pl