W BLASKU MIŁOSIERDZIA
32/1032 – 13 lipca 2025 r. C.
INTERNETOWE WYDANIE TYGODNIKA
Niedziela, 13 lipca 2025
XV niedziela zwykła rok „C”

Jezus pielgrzym
Jezus pielgrzym, jest w drodze ku Jerozolimie. Zapewne wraz z innymi śpiewa pieśni stopni, zwane też pieśniami wstępowań. Psalmy od 120 do 133, wśród których jest też Psalm De profundis - z otchłani, “Z głębokości wołam do Ciebie Panie, Panie wysłuchaj głosu mego”.
Na tej drodze Jezusowi zadawane są pytania, zapewne także to dotyczące największego, najważniejszego przykazania.
Będziesz miłował, ale nie byle jak, tylko całym sercem, całą duszą, całym umysłem. Będziesz miłował Boga i bliźniego swojego jak siebie samego.
I kolejne pytanie, kto jest moim bliźnim?
Jezus udziela odpowiedzi niezwykłej, którą „ubiera” w przypowieść.
Oto idziemy do Jerozolimy i chcemy spotkać dobrego Samarytanina. Można powiedzieć, że ten, który schodzi z Jerozolimy do Jerycha jest poraniony. Różnica poziomów między Jerychem, a Jerozolimą to 850 m przy odległości około 35 km.
Ten, który wstępuje do świętego miasta musi się natrudzić, ale ten który idzie z Jerozolimy w kierunku Jerycha, symbolizuje tych, którzy staczają się w dół. Ten człowiek, opuszczający święte miasto stacza się i zostaje napadnięty. Obojętnie wobec niego przechodzą ci, którzy też schodzą z Jerozolimy - kapłan i lewita. Oni pracowali cały dzień, są już po służbie i dodatkowo mogliby narazić się na zaciągnięcie nieczystości rytualnej przez kontakt z krwią obcego. Tego bardzo nie chcą, więc przechodzą na drugą stronę.
Także nam potrzeba tego przykładu dobrego Samarytanina, żeby nie być obojętnym, nie bać się wchodzić w relacje z drugim człowiekiem, a nawet dotknąć jego ran i pospieszyć mu z pomocą.
Samarytanin do opatrzenia pobitego używa wina i oliwy. Wino dezynfekuje, oliwa uśmierza ból, te środki Kościół używa przy udzielaniu sakramentów. Wino - Eucharystia, oliwa - chrzt, bierzmowanie, sakrament chorych, sakrament święceń.
Potrzeba nam odczytać znaki. Dwa denary, jak dwa przykazania. Znak gospody - Kościoła, który istotnie w czasie duchowej walki jest jak szpital na linii frontu. Zadanie Kościoła to opatrywanie ran, działanie i odkrywanie Bożej opatrzności, która przychodzi nam z pomocą.
Warto byłoby sobie wyobrazić tę scenę, tę przypowieść, którą Jezus opowiada, by odpowiedzieć przede wszystkim sobie samemu na to pytanie kto jest moim bliźnim?. A drugie pytanie - jaką rolę dzisiaj odgrywam w życiu? Kim jestem, czy kapłanem lub lewitą, który przechodzi obojętnie? Czy człowiekiem, który stacza się w dół, jest napadnięty, zostawiony, opuszczony, zdradzony? Czy mam w sobie odwagę dobrego Samarytanina, który przekracza wiele granic, także tych mentalnych? Świat Żydów i Samarytan to praktycznie świat ognia i wody, wojny w codzienności. Potrzeba nam przekraczać, pokonywać wszelkie mury wrogości i uprzedzeń, by stawać się dobrymi Samarytaninami na drogach innych ludzi .
ks. Wenancjusz Zmuda – „Mateusz.pl”
Blisko
Mówisz: to nie dla mnie, jestem zwykłym człowiekiem. Naprawdę? Nie może nazywać siebie zwykłym ktoś, kto jest częścią Ciała, którego Głową jest Chrystus. Wszyscy jesteśmy niezwykli. Jesteśmy „z Bożego rodu”.
Choć – przyznać trzeba – owa niezwykłość pozbawiona jest blasku. Daleko jej do widzeń, uniesień, stygmatów. Blisko jej do kurzu drogi, ludzkiego cierpienia, biedy i nędzy. Nie widzi aniołów, widzi leżącego na drodze. Nie słyszy tajemnych głosów, słyszy wołanie o ratunek. Nie wzrusza się pieśnią, wzrusza się zakrwawiona twarzą.
Blisko, coraz bliżej: Boga i człowieka; człowieka w Bogu; Boga w człowieku. Blisko – przepis na świętość. Zapisany w Głowie.
ks. Włodzimierz Lewandowski –„wiara.pl”

Konkret
Nie ma obywatelstwa europejskiego. Jestem obywatelem Unii, bo jestem obywatelem Rzeczypospolitej. Wyabstrahowane obywatelstwo szwajcarskie nie istnieje. Szwajcarem jest ten, kto otrzymał obywatelstwo jednego z kantonów Konfederacji.
Nie ma wydestylowanego humanitaryzmu, nie istnieje abstrakcyjna miłość bliźniego. Spotykam bliźniego w konkretnej potrzebie. Kapłan i lewita z dzisiejszej przypowieści stracili szansę na bycie ludzkim kapłanem i ludzkim lewitą. Ich funkcja okazała się ważniejsza od osoby – napadniętego w drodze przez zbójców i ich własnej.
Nie ma Ojca bez Syna. Syn, Chrystus, jest obrazem Boga niewidzialnego, Pierworodnym wobec każdego stworzenia, bo w Nim zostało wszystko stworzone. Kto widzi Syna, widzi i Ojca, jak Syn świadczy sam o sobie. Nikt też nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn, i ten, komu Syn zechce objawić.
Nie ma potrzeby wdrapywać się do nieba. Chruszczow miał rację, gdy mówił, że Gagarin w kosmosie Boga nie widział. Słowo jest bardzo blisko ciebie i mnie. To Ono zstąpiło z nieba, przyjęło ludzką naturę, urodziło się w ludzkiej rodzinie. Nie muszę się nigdzie udawać, by Je usłyszeć, muszę tylko przestać udawać, że Go nie słyszę.
Nie ma Chrystusa uniwersalnego. Jest konkretny Jezus Chrystus, urodzony z Ojca przed wieków wiekiem, a z Matki człowiekiem, jak powiada staropolska kolęda. Jest ten konkretny Jezus Chrystus w tych konkretnych okruchach chleba, w twoim konkretnym kościele: pudrowo-barokowym, drewnianym czy w betonowej hali z lat siedemdziesiątych XX wieku. Chrystus partykularny i uniwersalny. W tych okruchach. W tym kościele. W tym bliźnim. W nim mieszka. W nim czeka na opatrzenie ran, na namaszczenie oliwą. W nim On sam cię spotyka. Idź i czyń podobnie. Rozdawaj, opatruj, namaszczaj, spotykaj. Kochaj.
Szymon Bialik OP – „wdrodze.pl”
XV niedziela zwykła
Dzisiejszą Ewangelię znamy bardzo dobrze – i to z dwóch ważnych powodów.
Po pierwsze, przypomina nam o najważniejszym przykazaniu, które pozostawił nam Jezus Chrystus: przykazaniu miłości Boga i bliźniego. To właśnie ono jest fundamentem naszej wiary i powinno znajdować swoje odzwierciedlenie w codziennym życiu. Przykazanie: „Będziesz miłował Pana Boga swego z całego serca, z całej duszy, z całej swojej mocy i całym swoim umysłem, a bliźniego swego jak siebie samego” (Łk 10,27; por. Pwt 6,5; Kpł 19,18) znamy już od najmłodszych lat. Słyszymy je w Kościele, uczymy się go na katechezie, powtarzamy w modlitwach. Ale czy jego znajomość rzeczywiście wystarcza?
Po drugie, Ewangelia ta zawiera niezwykle obrazową i znaną przypowieść o miłosiernym Samarytaninie (por. Łk 10,30-37). To historia, która głęboko zapada w pamięć. Opowiada o człowieku napadniętym, pobitym, ograbionym i porzuconym na drodze. Mijają go ludzie religijni – kapłan i lewita – ale tylko Samarytanin, czyli ktoś uznawany za obcego i niewierzącego, zatrzymuje się, pochyla nad jego cierpieniem, opatruje rany, okazuje troskę i zapewnia dalszą opiekę.
Dlaczego tak czyni? Bo tak trzeba. Bo miłość bliźniego nie pyta o przynależność, wygląd ani przekonania. Miłość po prostu działa.
Te dwa powody sprawiają, że dzisiejsza Ewangelia jest tak dobrze znana. Ale nie wystarczy ją znać – trzeba ją przeżyć.
W scenie ewangelicznej z dzisiejszej Ewangelii, do Jezusa przychodzi uczony w Prawie i pyta: „Nauczycielu, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?” (Łk 10,25).
W takiej formie to pytanie, które stawia uczony w Piśmie, jest pytaniem o sens życia, o wartość życia, o wartość naszej pracy. To pytanie o sens bycia dobrym, uczciwym, sprawiedliwym. Jest to pytanie, co człowiek ma czynić w życiu, jak żyć, by życia nie zmarnować.
To pytanie, które stawia uczony w Piśmie jest wciąż aktualne. Stawia je, wypowiada je każdy, kto zastanawia się nad sensem życia, nad tym, jak nie zmarnować swojego czasu na ziemi.
Jezus odpowiada, odwołując się do Pisma: „Co jest napisane w Prawie? Jak czytasz?” (Łk 10,26). Uczony cytuje dobrze znane przykazanie miłości. Jezus przyznaje mu rację, ale zarazem wskazuje na coś więcej: nie wystarczy wiedzieć, trzeba działać.
Jezus spokojnie udziela odpowiedzi uczonemu w Piśmie. Dobrze powiedziałeś – to znaczy: dobrze, że znasz to przykazanie. Jednak Pan Jezus idzie jeszcze dalej – ukazuje konkretyzację tego przykazania w życiu i dlatego opowiada przypowieść o człowieku, który idąc z Jerozolimy do Jerycha zostaje napadnięty (por. Łk 10,30). A w centrum tego opowiadania Pan Jezus stawia osobę Samarytanina, który przechodząc tą drogą pochyla się nad człowiekiem w potrzebie i udziela mu szeroko pojętej pomocy.
Ale najbardziej zaskakuje koniec tej historii. Na zakończenie opowiadania Pan Jezus wypowiada słowa, które swoim sensem wracają do postawionego wcześniej pytania: „Nauczycielu, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?” (Łk 10,25), odpowiedź Jezusa jest prosta i oczywistsza „Idź i ty czyń podobnie” (Łk 10,37).
To, co Pan Jezus opowiedział w przypowieści o Samarytaninie, jest nie tylko po to, by zilustrować abstrakcyjne pojęcie miłości bliźniego, ale by pokazać, jak wygląda ono w praktyce: „Idź i ty czyń podobnie” (Łk 10,37).
Słowa Pana Jezusa skierowane do uczonego w Piśmie są także nieustannie kierowane do nas. Pan Jezus mówi do każdego z nas: idź i staraj się dostrzec człowieka w potrzebie, pomagaj potrzebującemu, jak tylko potrafisz – a to wystarczy, aby osiągnąć życie wieczne (por. Mt 25,35-40).
Ale ta miłość, o której mówi Jezus, nie pochodzi wyłącznie z ludzkiego współczucia. Jest ona zakorzeniona w miłości Boga i wypływa z Jego łaski. Miłość bliźniego, by była pełna i prawdziwa, musi mieć wymiar duchowy – prowadzi do świętości, ponieważ jest uczestnictwem w miłości samego Chrystusa. Jak uczy Katechizm Kościoła Katolickiego: „Miłość bliźniego zakorzeniona w miłości Boga jest pierwszym i najważniejszym przykazaniem” (KKK 2196).
Warto również zapytać, kim dziś jest „człowiek leżący przy drodze”? Przykład Samarytanina jest ponadczasowy, ale współczesny świat daje nam wiele konkretnych obrazów tej przypowieści. Dziś takim człowiekiem może być uchodźca, który uciekł przed wojną, bezdomny śpiący na klatce schodowej, osoba starsza samotnie spędzająca dnie w mieszkaniu bez odwiedzin, dziecko doświadczające przemocy, sąsiad pogrążony w depresji. To wszystko są ludzie, których możemy „mijać”, jak kapłan i lewita, lub się przy nich zatrzymać, jak Samarytanin.
Bo samo znanie przykazania to za mało. Uczony w Prawie również je znał – umiał je nawet wyrecytować. Ale Jezus mówi mu – tak jak i nam: „Dobrze, że znasz. A teraz idź i czyń podobnie” (por. Łk 10,37).
To przesłanie dzisiejszej Ewangelii: miłość nie jest teorią, ale postawą. Konkretnym wyborem dobra. I właśnie w ten sposób urzeczywistnia się nasza wiara (por. Jk 2,14-17; Ga 5,6).
o. Grzegorz Jaroszewski CSsR – „redemptor.pl”
Misjonarz Prowincji Warszawskiej Redemptorystów, Administrator Redemptorystowskiego Portalu Kaznodziejskiego – Skarżysko-Kamienna
Coś na deszcz
Bez czegoś przeciwdeszczowego podczas parodniowej choćby tylko wędrówki trudno się obejść
Deszcz, takie niby byle co, a może mocno uprzykrzyć wędrówkę.
Z cyklu Rozmyślania w drodze
Kurtka przeciwdeszczowa. Pomaga, ale przy wielkim czy długotrwałym deszczu lepsza peleryna. Zazwyczaj lepiej chroni przed wilgocią i zapewnia trochę lepszą wentylację, co pomaganie nie tak szybo człowiek zamakać od własnego potu…. Z tego samego powodu dobry bywa i parasol. Uważający się za wytrawnych wędrowców najczęściej z niego kpią, ale gdy w czasie wędrówki niepotrzebne ręce a i wiatr zbytnio nie przeszkadza, będzie chronił lepiej niż inne. Zwłaszcza głowę i ramiona. Czyli to, co dla nieprzyjemnego uczucia bycia mokrym i wyziębionym najważniejsze.
Nierozsądnym jest chować „przeciwdeszcze” gdzieś na spodzie plecaka. Nawet gdy niebo pogodne. Lepiej w miejscu, gdzie łatwo po nie sięgnąć. Bez konieczności wybebeszania wszystkiego, gdy kropi coraz mocniej. To coś – kurtka, peleryna, parasol – da czas, by poszukać lepszego schronienia. A jeśli takowego w okolicy nie ma – iść jak długo trzeba będzie. Bez tego beznadziejnego poczucia, że bierze się kąpiel w ubraniu, gdy woda wlewa się za kołnierz, a wylatuje nogawkami
W życiu człowiek też ma takie „przeciwdescze”. W młodości – rodziców. Których zresztą nieraz młodzi jak parasol traktują: nie zauważają, gdy w danej chwili niepotrzebni, nieodzowni gdy nadchodzą ciemne chmury albo i burza. Dość często podobnie ludzie traktują Boga. Gdy wszystko idzie według ich planów uważają Go za zbędny balast. Gorączkowo szukają, gdy przychodzą trudniejsze chwile.
Mądry wędrowiec idąc przez życie zawsze o Bogu pamięta. Żeby w trudnej chwili nie musieć Go gorączkowo szukać. By móc zwyczajnie, czystym sercem, do Niego się zwrócić. Prawda, On niekoniecznie ochroni przed każda kroplą nieszczęścia. Nieraz, zwłaszcza gdy ulewa większa, przychodzi człowiekowi mimo wszystko nieźle zmoknąć. Ale jak parasol pozwalający ochronić przed deszczem to, co dla dobrego samopoczucia najważniejsze, tak Jego bliskość pomaga zachować w życiowych zawieruchach pokój serca.
Modlitwa
Dziękuję Ci, Boże ze mnie chronisz. Że choć nieraz dotyka mnie różnorakie zło, Ty jednak chronisz me serce. By mimo wszystko umiało z pogodnym uśmiechem patrzyć na świat.
BT – „wiara.pl”

Habit nie czyni mnicha… ale mu pomaga
Habit zakonny jest zewnętrznym symbolem, który pozwala rozpoznać osobę konsekrowaną.
Może się nam wydawać, że habit zakonny został zaprojektowany albo przez przypadek, albo ze względów estetycznych. Nic mylnego! Zaskakujące jest, jak dużą wagę przywiązuje się do każdego szczegółu – koloru, materiału, kształtu...
Każdy zakon może być rozpoznany przez habit, ze względu na różne elementy, które go tworzą: rodzaj tuniki, szkaplerz, kaptur, płaszcz, pas lub sznur... Kolory mają również duże znaczenie, ponieważ są one zazwyczaj powiązane z ideałami zakonu lub zgromadzenia.
Z historii Kościoła dowiemy się, że od wczesnych dni chrześcijaństwa byli tacy, którzy wycofali się na pustynię, aby prowadzić życie pełne ascezy i modlitwy. Żyli w izolacji, ubierali się ubogo, w sutanny (odzież sięgająca pięt) i często mieszkali w jaskiniach. Z tego powodu nazywano ich pustelnikami lub anachoretami.
Od tego czasu charakterystyczne znaki osób konsekrowanych stały się swego rodzaju przypominajkami o wieczności, o prymacie Boga w naszym życiu. Na przykład sam fakt zobaczenia zakonnicy idącej ulicą w habicie sprawia, że nasze myśli kierujemy w stronę Boga lub Kościoła.
Pokora a habit zakonny
Chociaż ubrania nieco się zmieniły na przestrzeni lat, ogólnie rzecz biorąc, surowy i prosty habit zachował pierwotną formę. Poszczególne zakony mają jednak różne detale lub „akcesoria”, które się zmieniają.
Początkowo wszystkie habity były wykonane z prostych materiałów. Był to symbol pokory i umartwienia, zwłaszcza że szorstkie ubranie często ocierało skórę. Niektóre zgromadzenia nadal używają tych samych ubrań, podczas gdy inne dostosowały się do współczesności, opierając się na zasadach Soboru Watykańskiego II.
Tkanina
Noszenie habitu oznacza przyjęcie reguły zakonu lub zgromadzenia zakonnego i zaangażowania się w misję. Doświadczenie spotkania i osobistej relacji z Bogiem rezonuje w głębi serca osoby konsekrowanej, budząc ją do transcendentnych wymiarów. Habit przypomina jej o tym poszukiwaniu. Wartość tkaniny, materiału, przybliża ją do myśli o przyszłym, pożądanym szczęściu.
Kolor habitu zakonnego
Kolor wzmacnia w całym swoim wymiarze afirmację dwóch poziomów jej życia: cieni, w których dostrzega się szczęście i światła, które sprawia, że się nim cieszy.
Osoba konsekrowana, ze swoim przyzwyczajeniem, nie robi nic innego, jak tylko żyje słowami Jezusa: „A o odzienie czemu się troszczycie? Przypatrzcie się liliom polnym, jak rosną: nie pracują ani nie przędą. A powiadam wam, że nawet Salomon w całej swojej chwale nie był tak przyodziany, jak jedna z nich” (Ewangelia Mateusza 6, 28-30).
Artykuł ukazał się w zawieszonej włoskiej edycji Aletei. Tłumaczenie: Aleteia.
Święci i błogosławieni w tygodniu
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
14 lipca - święci męczennicy Jan Jones i Jan Wall, prezbiterzy |
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
15 lipca - bł. Antoni Beszta-Borowski, prezbiter i męczennik |
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
17 lipca - błogosławione dziewice i męczennice Teresa od św. Augustyna i Towarzyszki |
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
20 lipca - św. Małgorzata z Antiochii Pizydyjskiej, dziewica i męczennica |
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
NIEDZIELNA EUCHARYSTIA W KOŚCIOŁACH W OKOLICY
Parafia Miłosierdzia Bożego, os. Na Wzgórzach
niedziele i święta: 6.30, 8.00, 9.30, 11.00, 12.30 (oprócz VII i VIII), 16.00, 19.00,
dni powszednie – 7.00, 7.30, 18.00.
Parafia Matki Bożej Pocieszenia, ul. Bulwarowa 15a
niedziele i święta: 7:00, 8:30, 10:00, 11:30, 13:00, 18:00, 20:00
dni powszednie: 7:00, 15:00, 18:00
Parafia Matki Bożej Częstochowskiej, os. Szklane Domy 7,
niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:30, 17:00 (oprócz VII i VIII),
19:00 (oprócz VII i VIII), 20:30
dni powszednie: 6:30, 8:00, 18:00
Parafia Matki Bożej Królowej Polski, Arka Pana, ul. Obrońców Krzyża 1
niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:30, 16:00, 17:30, 19:00,
dni powszednie: 6:00, 6:30, 7:00, 7:30, 8:00, 11:00, 18:00
Bazylika Krzyża św. - klasztor
(pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i św. Wacława)
niedziele i święta: 06.30, 08.00, 09.30, 11.00, 12.30, 14.00 (oprócz VII i VIII)
dni powszednie: 06.30, 07.30, 08.30, 16.00 (w piątki), 18.00.
Parafia św. Bartłomieja Apostoła, Mogiła, ul. Klasztorna 11,
niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:30, 14:00 (oprócz VII, VIII), 16:30, 18:00
dni powszednie: 6:00, 7:00 (oprócz VII i VIII), 7:30, 8:30, 18:00
Parafia Najświętszego Serca Pana Jezusa, os. Teatralne,
niedziele i święta: 7:00, 8:30, 10:00, 11:30, 13:00 (oprócz VII i VIII), 18:00, 19:30
dni powszednie: 6:30 (oprócz VII i VIII), 7:00, 18:00
Parafia św. Stanisława Biskupa Męczennika, Kantorowice 122,
niedziele i święta: 9:00, 11:00, 18:00, dni powszednie: 8:00, 17:00, (18.00- lato)
Parafia Najświętszego Serca Pana Jezusa, os. Lubocza,
niedziele i święta: 8:00, 10:30, 17:00, dni powszednie: 7:00, 17:00
Parafia Matki Bożej Wspomożenia Wiernych, Prusy,
niedziele i święta: 7:30, 9:30, 11:30,
dni powszednie: 18:00 (pon., śr., pt.), 6:30 (wt., czw., sob.)
Parafia św. Maksymiliana Marii Kolbego, Mistrzejowice,
niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 10:30, 11:00, 13:00, 17:00, 19:00
dni powszednie: 6:30, 7:00, 7:30, 18:00
NASZE STRONY INTERNETOWE I ADRESY:
strona internetowa gazetki:wzgorza-gazetka.pl