W BLASKU MIŁOSIERDZIA

31/1031 – 6 lipca 2025 r. C.

INTERNETOWE WYDANIE TYGODNIKA

 

 

 

 

 

 

Niedziela, 6 lipca 2025

 

XIV niedziela zwykła rok „C”

 

 

 

Czytania

Pierwsze czytanie: Iz 66,10,12-14c

Psalm: Ps 66

Drugie czytanie: Ga 6,14-18

Ewangelia: Łk 10,1-12.17-20

 

Ewangelia

Pokój królestwa Bożego - Łk 10, 1-12. 17-20

Słowa Ewangelii według Świętego Łukasza

Jezus wyznaczył jeszcze innych siedemdziesięciu dwu uczniów i wysłał ich po dwóch przed sobą do każdego miasta i miejscowości, dokąd sam przyjść zamierzał. Powiedział też do nich:

«Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało; proście więc Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo. Idźcie! Oto posyłam was jak owce między wilki. Nie noście z sobą trzosa ani torby, ani sandałów; i nikogo w drodze nie pozdrawiajcie.

Gdy wejdziecie do jakiegoś domu, najpierw mówcie: Pokój temu domowi. Jeśli tam mieszka człowiek godny pokoju, wasz pokój spocznie na nim; jeśli nie, powróci do was. W tym samym domu zostańcie, jedząc i pijąc, co będą mieli: bo zasługuje robotnik na swoją zapłatę. Nie przechodźcie z domu do domu. Jeśli do jakiegoś miasta wejdziecie i przyjmą was, jedzcie, co wam podadzą; uzdrawiajcie chorych, którzy tam są, i mówcie im: Przybliżyło się do was królestwo Boże».

«Lecz jeśli do jakiegoś miasta wejdziecie, a nie przyjmą was, wyjdźcie na jego ulice i powiedzcie: Nawet proch, który z waszego miasta przylgnął nam do nóg, strząsamy wam. Wszakże to wiedzcie, że bliskie jest królestwo Boże. Powiadam wam: Sodomie lżej będzie w ów dzień niż temu miastu».

Wróciło siedemdziesięciu dwóch z radością, mówiąc: «Panie, przez wzgląd na Twoje imię nawet złe duchy nam się poddają».

Wtedy rzekł do nich: «Widziałem Szatana, który spadł z nieba jak błyskawica. Oto dałem wam władzę stąpania po wężach i skorpionach, i po całej potędze przeciwnika, a nic wam nie zaszkodzi. Jednakże nie z tego się cieszcie, że duchy się wam poddają, lecz cieszcie się, że wasze imiona zapisane są w niebie».

 

 

 

 

Komentarz do czytań

Żniwo wielkie, robotników mało, jak owce między wilki, będzie sporo kłopotów... Nic łatwego. To właśnie obiecuje Jezus swoim uczniom. Ale - mogą ufać - nie zostawi ich w samymi. Nade wszystko zaś jest gwarantem, że te wszystkie niełatwe historie dobrze się skończą.

 

A dziś? No właśnie. Wielu z nas oczekiwało, że powinno być gładko, łatwo, bezproblemowo. I gdy tak nie jest, są skonfundowani. Ale tak ma właśnie być: wyboiście, trudno, z wieloma problemami. To droga ucznia...

Już niedługo wiara w Chrystusa zaniknie. Taką nadzieje mają wojujący ateiści czy islamscy fundamentaliści. Wtórują im niektórzy chrześcijanie biadoląc nad tym, jak ubywa wierzących. Liturgia słowa tej niedzieli uzmysławia nam, że choć słabi i wystawieni na wiele różnych niebezpieczeństw czy zasadzek jesteśmy mocni mocą Chrystusa. Czytania pokazują, jak powinna wyglądać relacja między uczniami Chrystusa a światem; jak żyjąc w świecie powinni być już obywatelami innego świata.

Miarą naszego sukcesu nie jest ekspansja, ale to, czy sami potrafimy wiernie iść za Bożymi wskazaniami.

Możemy się bardzo starać, ale ostatecznie wszystko i tak zależy od Boga. Gdy taka Jego wola, nasze wysiłki niewiele dają. Gdy Jego wola, nawet coś, co wydawało się drobiazgiem, może okazać się wspaniałym dziełem. Najważniejsze w tym wszystkim, byśmy my sami, niezależnie od okoliczności, niezaleznie od tego, czynasze wysiłki przynoszą efekt czy nie, wiernie przy Nim trwali.

 

 

 

 

 

W dzisiejszym numerze

- Tyle spraw się zadziało

- Powód radości

- Najlichszy autorytet

- Kościół głosi pokój Boży

- Jadwiga Andegaweńska. Rozważna, nie romantyczna. Na uznanie Kościoła czekała aż sześćset lat

- Polska dla Polaków, ziemia dla ziemniaków, a księża na księżyc!

- Święci i błogosławieni w tygodniu

 

 

 

 

 

Tyle spraw się zadziało

 

Tyle spraw się zadziało w 9 rozdziale Ewangelii wg św. Łukasza. O to Jezus zdobył Górę Przemienienia z Piotrem, Jakubem i Janem, uzdrowił epileptyka, a także kolejny raz przepowiedział swoją mękę. Uczył swoich uczniów, czym jest prawdziwa wielkość, że idealnym przykładem ucznia Pańskiego jest dziecko. Doświadczył niegościnności ze strony Samarytan.

Teraz zaś, w rozdziale dziesiątym, słyszymy jak rozsyła 72 swoich uczniów na misje. Rozsyła i daje jedynie swój mandat. To jest całe zabezpieczenie. Iść i głosić, na podobieństwo Jezusa, Jego kerygmat, Jego słowo dobrej nowiny “przybliżyło się Królestwo Boże”. Temu zaś głoszeniu będą towarzyszyć znaki. Posyła ich po dwóch, żeby byli dla dla siebie pomocą i ich świadectwo było bardziej czytelne, jak “owce między wilki”. Posyła, żeby nieśli pociechę i uzdrowienie w Jego imię i Jego mocą. Z radością wracają do Jezusa.

Można powiedzieć że te Ewangelie wakacyjne stanowią nasz przewodnik, to jest nasze szukanie spotkania z Jezusem. On poprzez uczniów pragnie dotrzeć tam, gdzie sam chciałby być. Posyła uczniów, posyła nas, posyła Ciebie i mnie,bo pragnie dotrzeć tam, gdzie może dawno Go nie wpuszczono, nie zauważono, nie zaproszono, a my przez swoją normalność mamy szansę żeby tam Go wprowadzić. Jezusa, który jest Panem i Zbawicielem.

 

ks. Wenancjusz Zmuda – „Mateusz.pl”

 

 

 

 

 

 

Powód radości

 

Rozesłanie uczniów, a potem te niepokojące słowa Jezusa

 

„Widziałem Szatana, który spadł z nieba jak błyskawica. Oto dałem wam władzę stąpania po wężach i skorpionach, i po całej potędze przeciwnika, a nic wam nie zaszkodzi. Jednakże nie z tego się cieszcie, że duchy się wam poddają, lecz cieszcie się, że wasze imiona zapisane są w niebie”.

 

Spadający z nieba szatan to zapewne aluzja do tego, kim kiedyś był – aniołem światłości. Teraz zaś, na ziemi – tłumaczy Jezus – stara się niszczyć Boże dzieło. W tym człowieka. Jak wielka i nikczemna to moc uprzytamnia, gdy słyszymy porównanie jej do jadowitych wężów i skorpionów. Uczniowie, przynajmniej na czas swojej misji – mówi dalej Jezus – są przed tymi siłami zła chronieni; nic nie są im w stanie zrobić. Ale nie władza nad mocami zła ma być powodem radości uczniów, ale świadomość pełnienia woli Boga. I że kiedyś czeka ich niebo.

 

Dziś... No cóż. To chyba ciągle aktualne. Jakieś moce, które dzięki Bożej łasce posiadamy? Spektakularne charyzmaty? Nie to jest najważniejsze. Najważniejsze, że mamy swój udział w dziele Boga. I zapisani jesteśmy w niebie jako jego przyszli domownicy.

 

 

 

 

 

 

Najlichszy autorytet

 

Niech nam nie umknie paradoksalność nakazu: „Idźcie, oto was posyłam jak owce między wilki”. Mistrz z Nazaretu jest człowiekiem racjonalnym. Wie, że posłanie owiec między wilki jest skazaniem ich na pożarcie. Czy tego chce dla swoich uczniów? Nie sądzę. Kolejne zdanie wyjaśnia zamiary Nauczyciela: „Nie noście z sobą trzosa ani torby, ani sandałów; i nikogo w drodze nie pozdrawiajcie!”. Głosicieli ma charakteryzować bezbronność podobna do owczej, gdy znajdą się w stadzie wilków. Pan chce, by byli „rozbrojeni”. Zanim zaczniesz głosić, zostaw w domu „oręż” autorytetu władzy. Wiedz, że nikt nie jest zobligowany cię słuchać – ani współmałżonek, ani dziecko, ani obcy. Autorytet wiedzy również zostaw za drzwiami domu, do którego wchodzisz. Nie przekraczasz progu, by przygwoździć rozmówcę błyskotliwymi argumentami. Potrzeba także, żebyś był bez pieniędzy, zapasowego ubrania czy butów – jak żebrak, którego mijasz, idąc na mszę. Niech nie będzie w tobie niczego, czym będziesz imponował słuchaczom. Bądź zdany na łaskę i niełaskę rozmówców. Jeśli cię przyjmą i dadzą ci jeść – przeżyjesz. Ale nie próbuj się im przypodobać („nikogo nie pozdrawiajcie”), by zaskarbić sobie ich uznanie czy zwykły posłuch. Niech twoje błogosławieństwo i pokój będą źródłem ich zasłuchania i szacunku.

 

Misja ewangelizatorów jest odmienna od działania propagandystów. W przekonywaniu do wiary w Chrystusa zupełnie nieprzydatne są narzędzia retorów i marketingowców (również politycznych): władza, intelektualna przebiegłość, umizgi czy splendor mamiący maluczkich. Jako Kościół wiemy z całkowitą pewnością, że to wszystko nie działa. Próbowaliśmy.

 

Z czym zatem ruszamy? Z doświadczeniem zbawienia, bo „imiona wasze zapisane są w niebie”. Oto istotne wyposażenie apostoła. Świadek korzysta z najlichszego autorytetu – własnych przeżyć i przemyśleń. A jednak, gdy się okaże wiarygodny, jest jednocześnie najbardziej przekonujący. O ile faktycznie przeżył to, co głosi. Przeżyłeś?

 

Tomasz Grabowski OP – „wdrodze.pl”

 

 

 

 

 

 

 

Kościół głosi pokój Boży

 

1. Dwudzieste stulecie przyniosło dwie wojny światowe o długotrwałych skutkach. Stąd dążenie do zapewnienia pokoju jest dziś równie powszechne, jak i mało skuteczne. Usilne zabiegi organizacji międzynarodowych nie zdołają, jak widać, wygasić tylu ognisk zapalnych na ziemi, z których na nowo wybuchają wojny lokalne. Kościół nie zniechęcony tym faktem nie zaprzestaje całemu światu wciąż na nowo przypominać warunki prawdziwego pokoju przez nauczanie papieży i Soboru Watykańskiego II. Ten ostatni naucza o pokoju, że jest on „owocem porządku nadanego przez boskiego jego Założyciela, nad którego urzeczywistnianiem pracować mają ludzie pragnący coraz to doskonalszej sprawiedliwości (...). Pokoju nigdy na zawsze nie da się zdobyć, lecz ciągle go trzeba budować” (KDK 78). Dzisiejsze trzy czytania ukazują, jaką rolę otrzymał Kościół Boży jako nowy Izrael, w dawaniu pokoju, i to nie tyle na drodze interwencji dyplomatycznych, ile przez budowanie w ludziach wewnętrznego ładu serc.

 

2. Na zakończenie niewoli babilońskiej dzisiejszy urywek z „Księgi pocieszenia” (Trito-Izajasz) kreśli obraz szczęśliwości mesjańskiej Nowego Izraela, wieszcząc radość wszystkim smutnym z po­wodu klęski poniesionej przez Jeruzalem. Kontekst bezpośrednio poprzedzający (Iz 66,6.8) przypomniał, że proces odrodzenia narodu i jego stolicy wymaga pewnego czasu do pełnej realizacji, ale niezawodnie ono nastąpi, ponieważ sam Bóg będzie pocieszycielem swojego ludu. To On skieruje w stronę Miasta Świętego pokój jak rzekę. Słowo pokój ma tutaj swoje pełne znaczenie – sumy wszelkich dóbr ery mesjańskiej. Zatem całkowicie odwróci się sytuacja: chwała narodów, a więc pogan dotąd ciemiężących Izraela, stanie się jego udziałem. Gwarancją tej przyszłości jest ręka Pana. Izrael historyczny na swojej ziemi nie doczekał dosłownej realizacji tego proroctwa. Kościół je dzisiaj czyta jako urzeczywistnione w nim, Nowym Izraelu, ale na płaszczyźnie duchowej, nadprzyrodzonej.

 

Zarysowany przez Proroka temat Izraela i pokoju zostaje w myśli nauczającego dziś przez liturgię Kościoła podjęty przez cytat z listu Apostoła. Ukazuje on nam gruntowną transpozycję, jakiej dokonał nowy etap dziejów zbawienia przez pojawienie się rzeczywistości Kościoła Chrystusowego. Zakończenie Pawłowego Listu do Galatów, poświęconego nowej wolności w Chrystusie, przypomina zasadę: tylko krzyżowi Chrystusa zawdzięczamy to, że jesteśmy wszyscy i każdy z osobna nowym stworzeniem (por. 2 Kor 5,17), oczywiście w porządku nadprzyrodzonym. Jako całość Kościół jest Nowym Izraelem. Jedynie Odkupienie tłumaczy istotę darowanego nam pokoju, jaki na Izraela Bożego zstąpi, tzn. na Kościół Chrystusowy. Jest on po to „odkupującą wspólnotą odkupionych” (określenie w soborowych Relationes dane przez jednego z Ojców), aby kontynuować w sposób doskonalszy posłannictwo dawnego Izraela względem narodów – dawać im rzeczywistą i trwałą podstawę najgłębszego pokoju – ład serca.

 

Zwarty redakcyjnie urywek Ewangelii (por. Mt 10,7–16; 11,24) odnosi się do misji siedemdziesięciu (dwóch) uczniów Jezusa, ograniczonej tylko do Żydów w Ziemi Świętej. Miała ona przygotować osobiste głoszenie przez Niego Ewangelii. Warte omówienia są następujące momenty opowiadania, które nie są tylko zapisem minionej sytuacji, lecz mówią o stałym zadaniu Kościoła, a więc i nas wszystkich. Wobec zbyt małej ilości robotników na żniwie Pana trzeba prosić Go o nowe powołania: Bóg więc czeka na nasz udział w dziele misji jako wspólnej z Nim sprawie. „Cały Kościół jest misyjny” – to jedna z tez powtarzanych przez ostatni Sobór. Misjonarz ma być dawcą pokoju Bożego, wartości, którą w sobie nosi, a nie traci jej nawet wobec oporu słuchaczy, za co ich spotka zasłużona kara. Entuzjastyczne sprawozdanie uczniów po powrocie wywołuje refleksję Pana: o danej im przez Pana władzy nad całą potęgą przeciwnika i o prawdziwej przyczynie sukcesów. Jest nią uprzedzająca łaska wybrania.

 

3. Główna myśl dotyczy powtarzanego dziś wielokrotnie w czytaniach biblijnego pojęcia pokoju, różnego od – potocznego. Biblijny pokój, dawny hebrajski szalom, potem Chrystusowy (Pokój mój, nie tak jak daje świat – J 14,27), pochodzi od Boga jako Jego dar, jako owoc dokonanego Odkupienia. Dar ten jako łaska jest nam dany, ale zarazem zadany. Wymaga on czynnej z naszej strony współpracy. Do niej wszyscy jesteśmy wezwani, choć w różny sposób może ona wyglądać. U wszystkich jednak polega ona na modlitwie za siebie oraz na wstawienniczej o powoływanie innych współpracowników. Dalej polega ona na wysiłku, aby pokój wbrew niepokojom i zniechęceniom utrzymywać i udzielać go innym, zwłaszcza wprowadzać go między powaśnionych. Utrzymuje się go nie ufając sobie, lecz zbawczej woli Boga, Dobrej Nowinie o Królestwie. Ono realnie się zbliża wbrew wszelkim demonicznym przeszkodom, widocznym coraz wyraźniej w naszych „apokaliptycznych czasach” (św. Jan Paweł II).

 

4. Wychodząc ze spostrzeżeń podanych w punkcie 1 homilia może szerzej rozwinąć temat dwóch różnych pojęć pokoju – światowego i biblijnego (pkt 3) – ukazując, w jakim sensie „zadany” jest nam wszystkim ów biblijny – nieodłączna cecha Królestwa Bożego, omówiona w cytowanej wyżej Konstytucji soborowej Gaudium et spes (KDK). Program niesienia pokoju, oczywisty dla tego, kto czyta Pismo Święte, napotyka w nas na wiele przeszkód. Wypada więc wpierw zanalizować niektóre opory psychiczne szkodliwe w tej dziedzinie. Pojawiają się one z reguły u osób zbyt konserwatywnie pojmujących rolę katolików świeckich jako Kościoła tylko „słuchającego”. Przekonującego materiału na temat, jak dalece takie stanowisko jest przestarzałe, dostarcza Adhortacja Christifideles laici będąca wyrazem aktualnej i obowiązującej myśli o Kościele. Niezależnie od apriorycznych oporów wszystkim nam, przeważnie polskim sangwinikom, łatwo grozi zniechęcenie, gdy jednostronnie oceniamy fakty.

 

Augustyn Jankowski OSB – „wiara.pl”

 

 

 

 

 

 

 

Jadwiga Andegaweńska.

Rozważna, nie romantyczna.

Na uznanie Kościoła czekała aż sześćset lat

 

   

 

22 kwietnia 1949 roku oficjalnie wszczęto proces dotyczący sławy świętości, heroiczności cnót i cudów Sługi Bożej Jadwigi Królowej Polski. Przesłuchiwano świadków i gromadzono dokumentację. Do kanonizacji potrzebny był jeszcze cud.

 

Dzień właśnie się zaczyna. Na pustych muzealnych korytarzach rezydencji królewskiej jeszcze panuje cisza, choć za godzinę zacznie już wypełniać je gwar zwiedzających grup, w większości składających się z uczniów – trwa sezon wycieczek szkolnych. Ich głosy będą również docierać do ukrytych w murze obronnym Wawelu okien kapitularza Krakowskiej Kapituły Katedralnej. Roztaczający się z nich widok jest przepiękny – zza sylwetki odlanego z brązu Tadeusza Kościuszki pędzącego na koniu wyłania się miasto, na tle którego w niebo celują kościoły: Mariacki, dominikanów, Świętych Piotra i Pawła. W dole zielenią się Planty, ich alejki usłane są płatkami przekwitających kasztanowców i bzów.

 

Relikwie Jadwigi Andegaweńskiej

 

Wokół ustawionego pośrodku pomieszczenia stołu gromadzą się ludzie. W większości to księża, jeden z nich nosi kardynalską sutannę, wśród zebranych jest też kilku świeckich oraz dwie kobiety w albertyńskich habitach, ukrytych pod fartuchami. Przed chwilą złożyli przysięgę, że powierzone im zadanie będą wypełniać z sumiennością. Teraz obserwują, jak lekarz wyciąga z mocno spatynowanej miedzianej trumny kolejne kości. Każdą z nich ogląda uważnie, a następnie o niej opowiada. Wszystkie jego słowa zapisuje siedzący z boku młody ksiądz, po pomieszczeniu niesie się stukanie maszyny do pisania. Kolejne kości trafiają na długi, nakryty białym obrusem i folią stół. Stopniowo widoczny staje się zarys ludzkiego szkieletu.

 

Należał on do młodej kobiety – nie budzi to wątpliwości pochylających się nad stołem naukowców. Wskazują na to kości miednicy. Jej wiek zdradzają zęby: zdrowe, kompletne, mało starte. Brakuje tylko prawej dolnej szóstki – zachowane ślady świadczą o tym, że została ona usunięta za życia kobiety. Lekarz ocenia, że dobrze rozwinięte linie karkowe i guzowatość potyliczna zewnętrzna świadczą o mocno rozwiniętych mięśniach karku. Głowę, dziś pozbawioną tkanek miękkich i spoczywającą w odzianych w rękawiczki dłoniach medyka, kobieta nosiła wysoko. (…)

 

Po chwili z pomieszczenia wychodzą wszyscy poza jednym duchownym i zespołem medycznym, który zaczyna pędzlami i pędzelkami oczyszczać kość po kości z kurzu, pleśni i pyłu. Przed opuszczeniem kapitularza jeszcze obmyją je wszystkie w alkoholu etylowym i ułożą do wyschnięcia. W tym czasie dwie zakonnice wykleją nową, palisandrową trumienkę jedwabiem, w który dotąd były owinięte szczątki. Dopiero następnego dnia nastąpi wybór – dwa żebra, dwadzieścia paliczków oraz dziesięć drobnych fragmentów stóp zostanie odłożonych na bok, a reszta z wielkim szacunkiem złożona będzie na jedwabiu wraz z podpisanymi przez obecnych dokumentami w szklanym cylindrze. Następnie zapieczętowana trumienka zostanie poniesiona w uroczystej procesji do katedralnego skarbca.

Historia procesu kanonizacyjnego przyszłej świętej

 

Dopiero dwadzieścia dni później, 10 czerwca 1987 roku, relikwie Jadwigi Andegaweńskiej trafią na swoje miejsce – w niewielką niszę w ołtarzu w ambicie katedry, tuż pod stopami słynnego wawelskiego czarnego krucyfiksu. Zadba o to Jan Paweł II w czasie swojej trzeciej pielgrzymki do Polski.

 

Proces kanonizacyjny Jadwigi trwał niemal sześćset lat. I choć w katedrze wawelskiej czczono ją jak świętą (a wiele osób uważało ją za świętą jeszcze przed jej śmiercią), na drodze formalnej wciąż pojawiały się przeszkody.

 

Pierwsza komisja mająca zbadać życie królowej i znaki kultu została powołana w 1426 roku, czyli dwadzieścia siedem lat po jej śmierci. Jej działalność była mocno ograniczona, prawdopodobnie ze względu na brak finansowania – być może przeznaczone na to pieniądze zostały wydane na wojnę trzynastoletnią z zakonem krzyżackim. Było to dla zwolenników Jadwigi bardzo frustrujące

 

– Jan Długosz, autor jednej z pierwszych biografii władczyni, pisał w 1450 roku do kardynała Zbigniewa Oleśnickiego: „niewiele mam nadziei co do kanonizacji, bo w próżni rękoma wywijamy”. Pod koniec XV wieku jagiellońscy królowie zaangażowali się w kanonizację swojego krewnego, królewicza Kazimierza, syna króla Kazimierza Jagiellończyka i Elżbiety Rakuszanki.

 

Sprawa kanonizacji Jadwigi została odsunięta na dalszy plan i z czasem zapomniana – tak jak grób królowej, który po barokowej przebudowie prezbiterium katedry zniknął prawie metr pod powierzchnią posadzki. Dostęp wiernych do miejsca, gdzie została pochowana, stał się niemożliwy. W końcu nikt nie potrafił już wskazać jego dokładnej lokalizacji. Mimo to wierni pamiętali o Jadwidze; modlili się za jej wstawiennictwem przed Czarnym Krucyfiksem, zaledwie o kilkanaście metrów odległym od jej grobu.

 

O Jadwidze przypomniano sobie w drugiej połowie XIX wieku. To wtedy Kraków stał się miejscem, w którym odbywały się kolejne wielkie patriotyczne uroczystości, przyciągające pod Wawel Polaków z wszystkich trzech zaborów. Pierwszą okazją do zjazdu było przypadkowe odkrycie szczątków Kazimierza Wielkiego w jego sarkofagu w ambicie katedry w 1869 roku. Od tego momentu szukano pretekstów do spotkania: celebrowano wszystkie możliwe rocznice, a z czasem także przenoszono na Wawel zwłoki bohaterów i artystów, między innymi Adama Mickiewicza (w 1890 roku). W 1886 roku uroczyście obchodzono pięćsetlecie chrztu Litwy. Przy tej okazji na Plantach ustawiono pomnik, na którym Jadwiga trzyma za rękę swojego męża Jagiełłę, jednocześnie podając mu krzyż. W okolicznościowych przemówieniach pojawiły się wzmianki o przerwanym procesie kanonizacyjnym królowej.

Krypta pochówku

 

W tym samym roku rozpoczęto remont katedry wawelskiej. Nadzorował go profesor Sławomir Odrzywolski. Zanim podjęto prace budowlane, trzeba było dokonać inwentaryzacji wnętrza. W styczniu 1887 roku poszukiwano krypt, które według przekazów miały się znajdować w prezbiterium katedry. Wiadomo było, że pochowano tam trzy osoby – oprócz Jadwigi jeszcze wnuka jej męża, kardynała Fryderyka Jagiellończyka, oraz biskupa Piotra Gembickiego. Po lewej stronie ołtarza znaleziono grób, którego płyta nagrobna i jedna z bocznych ścian były uszkodzone. Ślady te świadczyły o tym, że grób musiał być wcześniej otwierany.

 

Postanowiono zejść do środka w poszukiwaniu informacji o tożsamości pochowanej tam osoby; w tym celu usunięto jeden z kamieni. Pierwszymi, którzy weszli do wnętrza, byli Odrzywolski i Jan Matejko – bez wahania stwierdzili oni, że pochowana mogła tam być tylko Jadwiga. Po przeglądzie zawartości grobu został on ponownie zamknięty i, jak poprzednio, zniknął pod barokową posadzką podwyższenia przy wielkim ołtarzu w prezbiterium katedry.

 

W 1902 roku Jadwiga doczekała się sarkofagu. Został on zamówiony dwa lata wcześniej u mieszkającego na stałe w Rzymie rzeźbiarza Antoniego Madeyskiego. Od tego momentu wierni mogli wspominać królową nie tylko przy Czarnym Krucyfiksie, ale także przy białym sarkofagu. Tłumnie pojawiali się tam między innymi w 1910 roku, w pięćsetlecie bitwy pod Grunwaldem.

 

Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości arcybiskup Adam Stefan Sapieha postanowił podjąć przerwany proces kanonizacyjny. W 1934 roku jego postulatorem został mianowany Rudolf Van Roy, proboszcz parafii akademickiej w Krakowie; w 1937 roku zastąpił go Wojciech Topoliński, postulator generalny zakonu franciszkańskiego, doktor teologii i filozofii. Zaczęto prowadzić badania i gromadzić dokumentację potwierdzającą heroiczność cnót królowej. Starania te zostały brutalnie przerwane przez wybuch II wojny światowej. Ojciec Topoliński został zamordowany wiosną 1940 roku w Sztumie, najprawdopodobniej utopiony w wannie. Zgromadzone przez niego dokumenty, kluczowe dla losów kanonizacji Jadwigi, spłonęły w jego mieszkaniu w czasie powstania warszawskiego we wrześniu 1944 roku. Kolejna wojna stanęła na drodze do wyniesienia Jadwigi na ołtarze.

 

Kardynał Sapieha ani myślał się poddać. W 1948 roku nowym postulatorem mianował Karola Stanisława Szranta, redemptorystę. Wspierał go ojciec Wojciech Zmarz, franciszkanin, który przed wojną współpracował z ojcem Topolińskim jako wicepostulator.

 

22 kwietnia 1949 roku oficjalnie wszczęto proces dotyczący sławy świętości, heroiczności cnót i cudów Sługi Bożej Jadwigi Królowej Polski. Przesłuchiwano świadków i gromadzono dokumentację. Towarzyszyła temu kolejna zmiana postulatora – został nim ojciec Antonio Ricciardi, franciszkanin (późniejszy postulator w procesie kanonizacyjnym Maksymiliana Marii Kolbego).

 

Ekshumacja Jadwigi, 1949 rok

 

W lipcu 1949 roku dokonano ekshumacji, rekognicji i translacji relikwii Jadwigi. Oznacza to, że jej grób został otwarty, a jego zawartość dokładnie przebadana. Następnie jej szczątki złożono w sarkofagu wyrzeźbionym przez Madeyskiego. Mimo że był to sam początek stalinizmu, w uroczystościach na Wawelu uczestniczyło sto tysięcy wiernych. Wkrótce obok sarkofagu ustawiono gablotę, w której można było obejrzeć berło i jabłko wyciągnięte z grobu królowej.

 

Niestety, chociaż uważano, że „w Watykanie koniunktura jest pomyślna”, Stolica Apostolska uznała przedstawioną dokumentację dotyczącą życia Jadwigi za niekompletną. Kolejna przeszkoda na drodze do kanonizacji królowej – trzeba było znów wrócić do kwerendy. A czasy na zagraniczne badania były najtrudniejsze z możliwych – Polskę od zachodnich archiwów oddzielała żelazna kurtyna.

 

Rozpędu sprawie kanonizacji Jadwigi nadał dopiero wybór Karola Wojtyły na biskupa pomocniczego Krakowa. Postać królowej i komplikacje związane z jej kanonizacją musiały być mu znane – w pierwszym procesie kanonizacyjnym w 1949 roku uczestniczył jego spowiednik i bardzo bliski mu człowiek, ksiądz Kazimierz Figlewicz. Była to również bardzo ważna sprawa dla mistrza Wojtyły, kardynała Adama Stefana Sapiehy, który zmarł w 1951 roku. Od 1962 roku przyszły papież pełnił również funkcję duszpasterza środowisk twórczych i inteligencji – musiał widzieć niegasnącą pamięć o królowej w środowisku akademickim, więc kwestia kanonizacji wielkiej fundatorki Uniwersytetu Jagiellońskiego stała się jednym z jego priorytetów. Nie bez znaczenia był fakt, że w 1954 roku władze komunistyczne zlikwidowały Wydział Teologiczny Uniwersytetu Jagiellońskiego. Być może biskup Wojtyła liczył na to, że zabiegając o pamięć o jego fundatorce, zdoła również wzbudzić zainteresowanie potrzebą stworzenia nowej teologicznej uczelni wyższej w Krakowie (uda się to dopiero w 1981 roku).

Komplikacje związane z kanonizacją

 

Po objęciu funkcji arcybiskupa Krakowa Wojtyła zaczął od wyznaczenia kolejnego postulatora (już piątego!) – księdza Władysława Rubina. Do badań w archiwach zagranicznych skierowany został ksiądz Czesław Skowron, który następne trzydzieści lat spędził, poszukując dokumentów potrzebnych do kanonizacji. Prowadzono również badania w polskich parafiach, próbując określić zakres rozprzestrzenienia się kultu królowej. Okazało się, że w przytłaczającej większości parafii (1200 z 1337 ankietowanych) wierni byli przekonani o świętości Jadwigi. Co więcej, z badań wynikało, że wielu polskich katolików nadaje córkom imię Jadwiga właśnie z myślą o królowej (choć w rzeczywistości patronką mogła być jedynie księżna Jadwiga Śląska, kanonizowana w 1267 roku).

 

Cała zebrana dokumentacja pozwoliła na otwarcie w 1972 roku drugiego procesu kanonizacyjnego. Zanim udało się zamknąć przeciągające się procedury, 16 października 1978 roku Karol Wojtyła został wybrany papieżem. 25 maja 1979 roku Kongregacja ds. kanonizacyjnych określiła sprawę Jadwigi jako casus exceptus – przypadek wyjątkowy. Tydzień później Jan Paweł II był już w Polsce.

 

Jego pierwsza pielgrzymka do kraju obfitowała we wzruszenia i wyjątkowe sytuacje. Niemal każdą jego publiczną wypowiedź można oglądać pod światło i szukać w niej metafor, ukrytych znaczeń, przekazywanych Polakom wiadomości, które miały ich utwierdzić w przekonaniu, że zmiana szarej politycznej rzeczywistości jest możliwa.

 

Zachowało się wiele nagrań z tych szczególnych dziewięciu dni. Brakuje wśród nich zapisu pewnego nabożeństwa, które odbyło się 8 czerwca 1979 roku.

 

Brali w nim udział polscy duchowni, zgromadzeni z okazji Synodu Archidiecezjalnego. Uroczysta msza miała być kulminacyjnym momentem obchodów dziewięćsetlecia śmierci świętego Stanisława, patrona Polski. Zaskoczenie wzbudził fakt, że Jan Paweł II pojawił się przy ołtarzu nie w czerwonym ornacie, którego wszyscy się spodziewali (byłby on adekwatny, jako że nabożeństwo miało się skupiać wokół męczennika), ale w szacie złotej, zarezerwowanej na największe uroczystości. Na wierzchu miał słynny wyszywany perłami racjonał, który Jadwiga podarowała biskupom krakowskim, jeszcze zanim została żoną Władysława Jagiełły (niektórzy twierdzą, że sama go haftowała). Ku zachwytowi zebranych papież po raz pierwszy w historii odprawił mszę świętą ku czci błogosławionej Jadwigi Królowej, przez co jednocześnie dokonała się jej beatyfikacja.

Cud potrzebny do kanonizacji

 

Zanim w Watykanie uzupełniono brakującą dokumentację (gest Jana Pawła II i związane z nim konsekwencje wyprzedziły zakończenie procedury beatyfikacyjnej), minęło jeszcze siedem lat, zmienił się również postulator (szóstym z kolei został Feliks Bednarski, dominikanin). W sierpniu 1986 roku wydano Deklarację o Błogosławionej Jadwidze Królowej Polski.

 

Rok później, w maju 1987 roku, sarkofag Madeyskiego został otwarty i pod czujnym okiem kardynała Franciszka Macharskiego szczątki królowej Jadwigi przeniesiono do kapitularza, gdzie poddano je kolejnym starannym oględzinom, obmyto i złożono do relikwiarzy – Jadwiga wreszcie była należycie czczona jako błogosławiona w swoim ulubionym miejscu kontemplacji.

 

Do kanonizacji potrzebny był jeszcze cud.

 

Wśród wielu przypadków uzdrowień dzięki modlitwie za wstawiennictwem Jadwigi, które pieczołowicie spisywano w Krakowie, wybrano sprawę Anny RostafińskiejRomiszowskiej. Dokumentację w tym zakresie sporządził w czasie pierwszego procesu beatyfikacyjnego ksiądz Kazimierz Figlewicz, zmarły w 1983 roku. Co prawda do uzdrowienia doszło w 1950 roku, na długo przed beatyfikacją Jadwigi, ale za to prowadzący ten przypadek profesor Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego, Adam Miodoński, zgromadził imponującą dokumentację medyczną.

 

Dwudziestosześcioletnia kobieta, matka dwojga dzieci, córka profesora warszawskiej Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego, pochodząca z zasłużonego profesorskiego rodu, cierpiała na stan zapalny ucha środkowego, który nie ustępował pomimo  kilkumiesięcznego leczenia w jednym ze szpitali w stolicy. Postanowiono szukać pomocy w Krakowie – w sierpniu 1950 roku Anna została przyjęta do Kliniki Laryngologicznej przy ulicy Kopernika 23. Jej stan był na tyle poważny (infekcja przeniosła się do ucha wewnętrznego w wyniku rozpuszczenia kości), że zdecydowano się na trepanację czaszki. 16 sierpnia, w przeddzień zabiegu, kobieta została dokładnie przebadana; wynik potwierdzał najgorsze obawy. Jednak zaplanowana na następny dzień operacja nie odbyła się, ponieważ… ból ustąpił, a słuch pacjentki powrócił. Miało to nastąpić na skutek odmawiania nowenny do Jadwigi przez chorą i jej rodzinę. Kobieta podobno przykładała do głowy kawałek materiału, na którym leżały szczątki Jadwigi w czasie ekshumacji w 1949 roku. Ojciec Anny otrzymał je od księdza Rudolfa Van Roya, ówczesnego postulatora procesu beatyfikacyjnego, którego ze środowiskiem akademickim łączyły bliskie więzi.

 

Nieprzypadkowy wydaje się wybór tego właśnie uzdrowienia. Mowa tu o młodej matce, rówieśnicy Jadwigi, która pochodzi ze znanej, zasłużonej rodziny związanej z Uniwersytetem Jagiellońskim. Opisana sprawa została zaakceptowana przez Stolicę Apostolską.

 

„Raduj się, Krakowie!” – wołał 8 czerwca 1997 roku na Błoniach Jan Paweł II. Szacuje się, że w mszy kanonizacyjnej Jadwigi wzięły udział dwa miliony wiernych. Kolejne sześć milionów Polaków śledziło ją przed telewizorami.

 

Dzięki tak skomplikowanemu procesowi kanonizacyjnemu, który co rusz zatrzymywał się w ślepym zaułku, biografia Jadwigi została niezwykle dobrze opracowana. Szczególnie po kanonizacji królowej pojawiło się wiele publikacji, które bardzo szczegółowo opisywały jej pełne niezwykłych osiągnięć życie.

 

Fragment pochodzi z książki Alicji Zioło „Krakowianki. Kontynuacja

 

Alicja Zioło – autorka bestsellerowej książki Krakowianki.

 

 

 

 

 

                 

 

Polska dla Polaków, ziemia dla ziemniaków,

a księża na księżyc!

 

 

Frazesy, banały, obietnice bez pokrycia – wciąż je uwielbiamy, choć zupełnie nic nam nie dają. No bo spójrzmy. Miało być tak pięknie: wojna miała się skończyć następnego dnia, ludzie mieli przestać emigrować i szczęśliwie klepać biedę w swoich lepiankach, lato miało być leniwe, słoneczne i umiarkowanie ciepłe, a Kościół miał stać się tak transparentny, że aż przezroczysty. Tymczasem wojny zamiast się kończyć – wybuchają; emigrantów jest tylu, że nawet w Unii zamyka się granice. A Kościół – oceńcie sami.

W pułapce stereotypów, czyli „szufladkowanie” rzeczywistości

 

Jeden z etapów mojej jezuickiej formacji odbywałem na Filipinach. Tam wybory odbywają się co trzy lata, a towarzyszy temu taki sam bałagan, jak w każdej innej demokracji. Ludzie śmieją się, że po wygranych zwycięzcy przez pierwszy rok skupiają się na zagarnięciu jak najwięcej pieniędzy, żeby spłacić długi zaciągnięte na kampanię; w drugim roku dają zarobić rodzinie, a dopiero ostatni rok służy temu, żeby coś zrobić dla wyborców, którzy zresztą za chwilę ponownie mają iść do urn. W naszej zwariowanej części świata jak na średniowiecznym targu też niedawno zachwalano swoje „towary”, nie zwracając uwagi na to, czy ten, kto obiecywał, był w ogóle w stanie spełnić obietnicę (bo przecież „cóż szkodzi obiecać?”). Przy okazji grano na najgorszych emocjach, pogłębiając podziały na „nas dobrych” oraz „ich złych”. Rzeczywistość jednak okazała się bardziej złożona i o ironio, okazuje się, że jedyną stabilną politykę oferuje się jedynie za wschodnią granicą, konsekwentnie dążąc do zniszczenia tej części świata.

 

Czy zwykły człowiek musi dać się nabrać i wspierać ten proces szufladkowania rzeczywistości? A może chodzi o to, żeby poczuł się zagubiony, zdystansował się od wszystkiego i po prostu nie przeszkadzał?

W poszukiwaniu stałego lądu

 

Zaraz na początku Starego Testamentu czytamy – mam nadzieję, że wszyscy wiedzą, o czym piszę – że Bóg wybrał sobie na własność naród, który wiernie wspierał, także w jego „politycznej karierze”, praktycznie nie oglądając się na los innych ludzi. Czy taka była prawda? Na pewno taka jest „narracja”, napisana z perspektywy starożytnego Izraela. Prawdę mówiąc, tym „wyborem” własnego narodu Bóg tylko dołożył sobie problemów: tamci nigdy nie byli ani wierni, ani nawet wdzięczni. Potrzeba więc było naprawdę Boskiej cierpliwości, aby zdania nie zmienić i stać przy tych buntownikach, którzy zamiast stać przy Bogu, woleli „cudzołożyć” z innymi bóstwami. Zawsze jednak zastanawiało mnie, jak opowiadanie o uwolnieniu z Egiptu czytają sami Egipcjanie – to fakt, że ich przodkowie byli dla Izraelitów nieco okrutni, ale chyba niełatwo czyta się opowiadanie o tym, że Bóg, który cię stworzył, chce cię zgubić…

 

 

Tak to już jest, że wszyscy – i ci lepsi, i ci gorsi – potrzebujemy jakiegoś stałego oparcia, pewnego fundamentu, skały. I jak się wydaje, taką skałą powinien być Kościół. Jednak nie ze względu na samych duszpasterzy, ale na Boga.

 

Ostatnio jednak i Kościołowi obrywa się niemało. I to nie tylko za likwidację KAI-u, bo tu prawda jest gdzieś pośrodku, ale bardziej za „zdymisjonowanie” Prymasa z ważnej funkcji związanej z procesem oczyszczenia Kościoła z zaniedbań wobec bezbronnych. Cała sprawa ma swe oficjalne tłumaczenie, ale wielu tej argumentacji nie ufa. Cóż to tak samo jak z ubóstwem – zawsze uważałem, że jeśli musimy dopiero „wytłumaczyć”, na czym ono polega (daj Boże, żeby nie pokrętnie tłumaczyć), to znaczy, że w praktyce temat wymyka nam się spod kontroli. Ze skały robi się trochę grząski piasek. A może to, że Kościół powinien być „przejrzysty”, to też jest frazes? Podobnie jak ten, że „Bóg za złe karze”, a księża „mają się modlić i nie interesować się niczym więcej”...

 

Czułość – koło ratunkowe dla duszy

 

Zawsze twierdziłem, że nie interesuje mnie, czy Kościół będzie określany jako „prawicowy”, „lewicowy” czy „Łagiewnicki” – najważniejsze, żeby był „myślący” i „współczujący” (i w ten sposób będzie angażował i rozum, i serce). Może więc – w obronie przed rzeczywistością zaklętą we frazesach – warto przypomnieć sobie o jednej ważnej wskazówce Franciszka, której udzielił nam niedawno, pod sam koniec życia?

 

Pamiętamy jego ostatnią encyklikę, dość trudną, ale ważną – o Sercu Boga i jego miłości do człowieka. W tym dokumencie papież zwrócił uwagę na bardzo prozaiczną sprawę, w której na pierwszy rzut oka trudno szukać wielkiej teologicznej głębi: na czułość. Franciszek zaproponował, aby przypomnieć sobie drobne, miłe doświadczenia z dzieciństwa: smażenie wraz z babcią chruścików, zasuszony między kartkami książki kwiatuszek, ptaszka, który wypadł z gniazda i wiele innych. To dzięki czułości jesteśmy w stanie zobaczyć coś, co jest na wyciągnięcie ręki, ale co jest trudno uchwytne. Franciszek podkreśla, że czułość wymyka się sztucznej inteligencji i nigdy nie da się zamienić w żaden algorytm. A ja dodałbym, że czułość wymyka się nie tylko sztucznej inteligencji, ale też pustce po inteligencji tej naturalnej – a na tę chorobę cierpią ci, którzy świat porządkują za pomocą frazesów: obojętnie, czy wykrzykują je w mediach, czy chłoną je do swych dusz, a potem bezmyślnie postępując, według nich kształtują swe życie.

 

Jakub Kołacz SJ – „deon.pl”

 

 

 

 

 

 

 

Święci i błogosławieni w tygodniu

 

 

6 czerwca - św. Norbert, biskup

6 czerwca - bł. Maria Karłowska, zakonnica

6 czerwca - św. Marcelin Józef Champagnat, prezbiter

6 czerwca - św. Filip, diakon

7 czerwca - św. Robert z Newminster, opat

7 czerwca - św. Antoni Maria Gianelli, biskup

7 czerwca - bł. Anna od św. Bartłomieja, dziewica

7 czerwca - bł. Maria Teresa de Soubiran, dziewica

8 czerwca - św. Jadwiga Królowa

8 czerwca - św. Medard, biskup

8 czerwca - św. Wilhelm z Yorku, biskup

8 czerwca - błogosławione Diana i Cecylia, dziewice

8 czerwca - św. Jakub Berthieu, prezbiter i męczennik

8 czerwca - bł. Maria od Bożego Serca (Droste zu Vischering), dziewica

9 czerwca - św. Efrem Syryjczyk, diakon i doktor Kościoła

9 czerwca - św. Koluma (Starszy) z Hy (Iona), opat

9 czerwca - bł. Anna Maria Taigi, tercjarka

9 czerwca - św. Józef de Anchieta, prezbiter

9 czerwca - bł. Mikołaj z Gesturi, zakonnik

9 czerwca - kościół metropolitalny w Lublinie

9 czerwca - bazylika metropolitalna w Warszawie

10 czerwca - bł. Bogumił-Piotr, biskup

10 czerwca - bł. Jan Dominici, biskup

10 czerwca - bł. Eustachy Kugler, zakonnik

11 czerwca - św. Barnaba, Apostoł

11 czerwca - św. Paryzjusz, pustelnik

11 czerwca - św. Paula Angela Maria Frassinetti, zakonnica

11 czerwca - kościół katedralny w Radomiu

12 czerwca - błogosławionych 108 męczenników z czasów II wojny światowej

12 czerwca - św. Onufry Wielki, pustelnik

12 czerwca - św. Leon III, papież

12 czerwca - św. Kasper Bertoni, prezbiter

12 czerwca - św. Benedykt Menni, prezbiter

12 czerwca - bł. Maria Kandyda od Eucharystii, zakonnica

12 czerwca - bł. Stefan Bandelli, prezbiter

13 czerwca - św. Antoni Padewski, prezbiter i doktor Kościoła

 

 

 

NIEDZIELNA EUCHARYSTIA W KOŚCIOŁACH W OKOLICY

Parafia Miłosierdzia Bożego, os. Na Wzgórzach

niedziele i święta: 6.30, 8.00, 9.30, 11.00, 12.30 (oprócz VII i VIII), 16.00, 19.00,

dni powszednie – 7.00, 7.30, 18.00.

Parafia Matki Bożej Pocieszenia, ul. Bulwarowa 15a

niedziele i święta: 7:00, 8:30, 10:00, 11:30, 13:00, 18:00, 20:00

dni powszednie: 7:00, 15:00, 18:00

Parafia Matki Bożej Częstochowskiej, os. Szklane Domy 7,

niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:30, 17:00 (oprócz VII i VIII),

19:00 (oprócz VII i VIII), 20:30

dni powszednie: 6:30, 8:00, 18:00

Parafia Matki Bożej Królowej Polski, Arka Pana, ul. Obrońców Krzyża 1

niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:30, 16:00, 17:30, 19:00,

dni powszednie: 6:00, 6:30, 7:00, 7:30, 8:00, 11:00, 18:00

Bazylika Krzyża św. - klasztor

                     (pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i św. Wacława)

niedziele i święta: 06.30, 08.00, 09.30, 11.00, 12.30, 14.00 (oprócz VII i VIII)

dni powszednie: 06.30, 07.30, 08.30, 16.00 (w piątki), 18.00.

Parafia św. Bartłomieja Apostoła, Mogiła, ul. Klasztorna 11,

niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:30, 14:00 (oprócz VII, VIII), 16:30, 18:00

dni powszednie: 6:00, 7:00 (oprócz VII i VIII), 7:30, 8:30, 18:00

Parafia Najświętszego Serca Pana Jezusa, os. Teatralne,

niedziele i święta: 7:00, 8:30, 10:00, 11:30, 13:00 (oprócz VII i VIII), 18:00, 19:30

dni powszednie: 6:30 (oprócz VII i VIII), 7:00, 18:00

Parafia św. Stanisława Biskupa Męczennika, Kantorowice 122,

niedziele i święta: 9:00, 11:00, 18:00, dni powszednie: 8:00, 17:00, (18.00- lato)

Parafia Najświętszego Serca Pana Jezusa, os. Lubocza,

niedziele i święta: 8:00, 10:30, 17:00, dni powszednie: 7:00, 17:00

Parafia Matki Bożej Wspomożenia Wiernych, Prusy,

niedziele i święta: 7:30, 9:30, 11:30,

dni powszednie: 18:00 (pon., śr., pt.), 6:30 (wt., czw., sob.)

Parafia św. Maksymiliana Marii Kolbego, Mistrzejowice,

niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 10:30, 11:00, 13:00, 17:00, 19:00

 dni powszednie: 6:30, 7:00, 7:30, 18:00

NASZE STRONY INTERNETOWE I ADRESY:

strona internetowa gazetki:wzgorza-gazetka.pl

adres gazetki:Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.