W BLASKU MIŁOSIERDZIA

57/1057 – 25-26 grudnia 2025 r. C.

INTERNETOWE WYDANIE TYGODNIKA

 

 

 

 

UROCZYSTOŚĆ

NARODZENIA PAŃSKIEGO

25 – 26 grudnia 2025 r.

 

 

Chrystus nam się narodził!
Życzymy wszystkim odwiedzającym nasze strony internetowe
radości, pokoju i miłości na czas tych Świąt.
Niech Nowonarodzony Bóg-Człowiek
zamieszka w Waszych sercach, w Waszych rodzinach
i wśród osób Wam bliskich!

 

 

 

 

Czytania:
Pierwsze czytanie: Iz 52,7-10
Psalm: Ps 98
Drugie czytanie: Hbr 1,1-6
Ewangelia: J 1,1-18
Ewangelia:
J 1, 1-18
Słowa Ewangelii według Świętego Jana
Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało.
W Nim było życie, a życie było światłością ludzi, a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła.
Pojawił się człowiek posłany przez Boga, Jan mu było na imię. Przyszedł on na świadectwo, aby zaświadczyć o światłości, by wszyscy uwierzyli przez niego. Nie był on światłością, lecz został posłany, aby zaświadczyć o światłości.
Była światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi.
Na świecie było Słowo, a świat stał się przez Nie, lecz świat Go nie poznał. Przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli. Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego – którzy ani z krwi, ani z żądzy ciała, ani z woli męża, ale z Boga się narodzili.
A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas. I oglądaliśmy Jego chwałę, chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca, pełen łaski i prawdy.
Jan daje o Nim świadectwo i głośno woła w słowach: «Ten był, o którym powiedziałem: Ten, który po mnie idzie, przewyższył mnie godnością, gdyż był wcześniej ode mnie».
Z Jego pełności wszyscy otrzymaliśmy – łaskę po łasce. Podczas gdy Prawo zostało dane za pośrednictwem Mojżesza, łaska i prawda przyszły przez Jezusa Chrystusa.
Boga nikt nigdy nie widział; ten Jednorodzony Bóg, który jest w łonie Ojca, o Nim pouczył.
Komentarz do czytań:
Narodziny Jezusa, Bożego Syna, w Betlejem, to takie wydarzenie, które mocno zmieniło naszą, ludzką optykę patrzenia na Boga. On już nie jest dla nas tym, który jest daleko; który może i czasem na nas spojrzy, ale tylko kiedy będzie miał chwilę między załatwianiem ważniejszych spraw. Dla Niego nie ma ważniejszej od nas sprawy. Bóg tak bardzo nas umiłował, że "dla nas i dla naszego zbawienia zstąpił z nieba", nie przestając być Bogiem, stał się jednym z nas. To wydarzenie jest dla nas, "siedzących w mroku i cieniu śmierci", jak wschód słońca po nocy pełnej strachów. Tyle że fakt ten, choć znany, to wielu jeszcze nie dotarł. Wielu nie rozumie, co ważnego dla nas wtedy się stało. My, chrześcijanie, mamy dla świata naprawdę dobrą nowinę..
Bóg stał się człowiekiem. I już będzie nim na zawsze. To taka sprawa, że im dłużej człowiek nad nią rozmyśla, tym wydaje się mniej zdatna do ogarnięcia. Bóg stał się człowiekiem. Bóg stał się swoim stworzeniem. I pozostanie nim na zawsze. Nie aniołem, nie kosmitą: człowiekiem. Dla nas, byśmy przez Niego i w Nim mogli stać się dziećmi Bożymi. Dziećmi, nie sługami. A więc niebo, choć Ojca, staje się też poniekąd nasze....
Patron dnia:
Św. Piotr Czigodny
Ci, którzy go znali, wysławiali jego pańską łagodność, spokojną równowagę, panowanie nad sobą, prawość, lojalność, przytomność umysłu i szczególną skłonność do medytacji.
„W samej mojej naturze leży – pisał – że skłonny jestem raczej do wyrozumiałości; pobudza mnie do tego przyzwyczajenie do przebaczania. Zaprawiony jestem do tego, aby znosić i wybaczać” (Ep. 192, w: The Letters of Peter the Venerable, Harvard University Press, 1967, s. 446). Mawiał też: „Z tymi, którzy nienawidzą pokoju, chcielibyśmy, na ile to możliwe, zachować zawsze pokój” (Ep. 100, l.c., s. 261). O sobie zaś pisał: „Nie należę do tych, którzy nie są zadowoleni ze swojego losu (...), których duch wciąż jest niespokojny bądź wątpi i którzy narzekają, że wszyscy pozostali odpoczywają, a tylko oni jedni muszą pracować” (Ep. 182, s. 425). Mając wrażliwy i uczuciowy charakter, potrafił łączyć miłość do Pana z czułością wobec najbliższych, szczególnie matki i wobec przyjaciół. Pielęgnował przyjaźń, zwłaszcza ze swymi mnichami, którzy zwykli byli zwierzać mu się, pewni, że zostaną wysłuchani i zrozumiani. Według świadectwa biografa, „nie gardził nikim i nikogo nie odpychał” (Vita, I, 3: PL 189,19); „dla wszystkich był serdeczny; w swej wrodzonej dobroci był otwarty na wszystkich” (ibid., I, 1: PL, 189,17).
Moglibyśmy powiedzieć, że ten święty opat stanowi wzór także dla mnichów i chrześcijan naszych czasów, naznaczonych burzliwym tempem życia, gdzie nierzadkie są epizody nietolerancji i braku porozumienia, podziały i konflikty. Jego świadectwo zachęca nas, byśmy umieli łączyć miłość do Boga z miłością do bliźniego i nie ustawali w nawiązywaniu stosunków braterstwa i pojednania. Tak bowiem rzeczywiście postępował Piotr Czcigodny, któremu przyszło kierować klasztorem w Cluny w latach dla opactwa niezbyt spokojnych z różnych powodów zewnętrznych i wewnętrznych, potrafiąc być jednocześnie surowym i obdarzonym głębokim człowieczeństwem. Zwykł mawiać: „Z człowieka wydobyć można więcej, tolerując go, niż irytując go narzekaniem” (Ep. 172, l.c., s. 409). Ze względu na swój urząd musiał często podróżować do Włoch, Anglii, Niemiec, Hiszpanii. Przymusowe porzucenie kontemplacyjnego spokoju bardzo mu ciążyło. Wyznawał: „Jeżdżę z miejsca na miejsce, męczę się, niepokoję, dręczę się, rzucany tu i tam; raz myślę o własnych sprawach, kiedy indziej o innych, nie bez wielkiego wzburzenia własnej duszy” (Ep. 91, l.c., s. 233). Choć musiał lawirować między władzami i panami, którzy sąsiadowali z Cluny, to udawało mu się, dzięki poczuciu miary, wielkoduszności i realizmowi, zachować zwykły spokój. Wśród tych, z którymi utrzymywał kontakt, był Bernard z Clairvaux, z którym łączyła go coraz większa przyjaźń, mimo odmiennego temperamentu i spojrzenia. Bernard nazywał go „ważnym mężem, zaprzątniętym ważnymi sprawami” i darzył go wielkim szacunkiem (Ep. 147, wyd. Scriptorium Claravallense, Milano 1986, VI/1, ss. 658-660), podczas gdy Piotr Czcigodny nazywał Bernarda „kagankiem Kościoła” (Ep. 164, s. 396), „mocnym i wspaniałym filarem mniszego stanu i całego Kościoła” (Ep. 175, p. 418).
 
 
 

 

 

W dzisiejszym numerze
- Boże Narodzenie to przecudowne wyznanie Miłości
- Z nieba na ziemię
- Boże Narodzenie w liturgii i tradycji
- Abp Galbas o komisji ds. nadużyć: rozumiem wszystkich, którzy są zwyczajnie źli na nas, biskupów
- Chanukowe światło w pałacu arcybiskupów krakowskich.
Kardynał Ryś spotkał się z naczelnym rabinem Polski
- Poszukajmy blasku betlejemskiej nocy w tych, którzy są blisko
- Święci i błogosławieni w tygodniu

 

 

 

Boże Narodzenie to przecudowne wyznanie Miłości

Boże Narodzenie to przecudowne wyznanie Miłości. Bóg wyznaje miłość człowiekowi. Każdemu człowiekowi. KAŻDEMU! Niezależnie od tego, jaka i jak bardzo pokręcona, i połamana jest jego historia. Bóg wyznaje miłość tobie. On tak bardzo ukochał człowieka, że sam stał się człowiekiem. Stwórca stał się stworzeniem. Bóg zakochany w człowieku wyniszczył siebie, żeby być z nami, być Bogiem z nami, Bogiem dla nas. Tak skandalicznie dostępnym. Na wyciągnięcie ręki. On przyjął naszą biedną, słabą, głęboko zranioną naturę i, stając się naprawdę człowiekiem, uzdrowił ją, uświęcił i przebóstwił. W Bogu jest nasza ludzka natura. W Bogu jest doświadczenie naszego przeżytego życia. Bóg wie, co znaczy być człowiekiem. Bóg jest człowiekiem! Jest ludzki!

Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas. Dokładnie „rozłożyło namiot”. Bóg z miłości do człowieka przychodzi słaby, kruchy, łatwy do zranienia. Małe dziecko, niemowlę, które potrzebuje wszystkiego. Całkowicie w twoich rękach. Kompletnie zdany na ciebie.

Wszystkie okoliczności narodzenia Jezusa są bardzo trudne. Bo Bóg rodzi się tam, gdzie jest trudno. Bóg rodzi się tam, gdzie dzieje się autentyczne zmaganie. Rodzi się w odarciu, w prostocie, w ciszy. Zostaje złożony w żłobie, który z całym swoim brudem, jest obrazem ludzkiego grzechu. Bóg rodzi się w centrum twojego grzechu…

Bóg rodzi się, staje się człowiekiem, wyniszcza siebie. On wyznaje tobie miłość. Nieustannie.

Słyszysz…?

o. Maciej Sierzputowski CSSp

 

 

23

 

Z nieba na ziemię

Pierwsze pięć wersetów Prologu przenosi nas od razu w sfery niebieskie, gdzie „Bogiem było Słowo”. Stamtąd też można zobaczyć, że wszystko, co jest, stało się właśnie przez Nie, i że światłość jest potężniejsza od najgłębszej ciemności.

Tym bardziej zaskakuje wers szósty, który bez przygotowania i uprzedzenia sprowadza nas z powrotem na ziemię. Już nie kontemplujemy tajemnicy relacji Słowa do Boga, ale patrzymy na człowieka o imieniu Jan. Ta nagła zmiana tematu, wprowadzenie nowego bohatera, jakby klinem między kolejne wersety Prologu odkrywające rzeczywistości Nieba, zapewne nie znalazłoby aprobaty ze strony współczesnych redaktorów.

Po co zatem w wersie szóstym przerwana została narracja o tajemnicach świata, skoro trzy wersety dalej mamy powrót do rozważań natury filozoficzno-teologicznej? A może wzmianka o Janie wcale nie jest przerwaniem narracji? Może autor natchniony chce nam pokazać, że Bóg od samego początku posyła ludzi, by głosili oraz wyjaśniali Jego tajemnice i zamiary?

Jan Chrzciciel, widząc Jezusa, powie swoim uczniom: „To jest Baranek Boży”. Część z nich, w tym Jan Ewangelista, zostawi Jana i pójdzie za Jezusem. I tak wieść o Jezusie będzie przechodzić z ust do ust. Zapracowany Zacheusz usłyszy o Nim przy liczeniu pieniędzy z podatków i będzie chciał Go zobaczyć. Niewidomy przy drodze dowie się o Jezusie od dobrych ludzi, którzy dadzą mu coś do jedzenia. Dzięki temu będzie mógł on wołać o pomoc do Jezusa, kiedy się dowie, że Ten przechodzi obok. Podobnie każdy, kto słuchał Jezusa, gdy On nauczał, najpierw usłyszał o Nim od kogoś innego. I tak od Jana Chrzciciela, poprzez apostołów, męczenników, świętych i błogosławionych, pobożnych wyznawców i mniej zaangażowanych wiernych, wieść o Jezusie jest przekazywana kolejnym pokoleniom. Najpierw ustnie, potem na piśmie, a dziś również wirtualnie. A to znaczy, że każdy z nas ma za zadanie odegrać jakąś rolę w głoszeniu zbawienia w Jezusie.

Grzegorz Kuraś OP – „wdrodze.pl”

 

 

 

Boże Narodzenie w liturgii i tradycji

Narodziny Chrystusa Uroczystość Bożego Narodzenia wywodzi swój początek z Jerozolimy. Ustalił się tam zwyczaj, że patriarcha udawał się z Jerozolimy w procesji do Betlejem, odległego o ok. 8 km. W Grocie Narodzenia odprawiał w nocy Mszę świętą. W Rzymie święto Bożego Narodzenia dnia 25 grudnia obchodzono od wieku IV. Kronikarz rzymski, Filokales, w swoim kalendarzu pod rokiem 354 zaznacza: Natus Christus in Betleem Judeæ (Narodził się Chrystus w Betlejem Judzkim). Z tego także czasu mamy fragment homilii papieża św. Liberiusza (+ 366) na Boże Narodzenie. Najdawniejsza wzmianka o tym święcie w Kościele syryjskim pochodzi od św. Jana Chryzostoma. W swoim kazaniu z dnia 25 grudnia 380 roku tenże święty jako młody wówczas kapłan oznajmia wiernym z radością, że po raz pierwszy będzie w antiocheńskiej katedrze obchodzone to święto. Z tej właśnie uroczystości zachowało się jego kazanie. W tymże wieku IV uroczystość Bożego Narodzenia spotykamy w Jerozolimie, w Antiochii, w Konstantynopolu, w Rzymie i w Hiszpanii.

Po Mszy świętej, odprawionej w Betlejem o północy, powracano do Jerozolimy i odprawiano drugą Mszę świętą w godzinach porannych w kościele Zmartwychwstania Pańskiego. Wreszcie, aby dać pełny upust radości, odprawiano w godzinach południowych trzecią Mszę świętą w kościele katedralnym. W Rzymie zwyczaj ten znany był już za czasów papieża św. Grzegorza I Wielkiego (+ 604). Odprawiano tam nocą pasterkę przy żłóbku Chrystusa w bazylice Matki Bożej Większej; drugą Mszę świętą w godzinach porannych w kościele Zmartwychwstania, gdzie miał rezydencję swoją przedstawiciel cesarza wschodniego; trzecią zaś koło południa w bazylice św. Piotra.

W pierwszych wiekach chrześcijaństwa nabożeństwa nocne należały do stałej praktyki Kościoła. Pamiątką jest dzisiejsza Pasterka. Już pierwsze słowa inwitatorium wprowadzają nas w nastrój tajemnicy: „Chrystus narodził się nam. Oddajmy Mu pokłon”. Nie mniej radosnym akordem brzmią czytania i responsoria. Kościół wyraża tak wielką radość z narodzenia Pana Jezusa, że przez osiem dni (oktawa) obchodzi tę uroczystość. To jedna z dwóch istniejących w obecnym kalendarzu liturgicznym oktaw – drugą jest Oktawa Wielkanocy.

Narodziny Chrystusa Chrystus narodził się w Betlejem Judzkim. Jest bowiem jeszcze Betlejem, leżące w Galilei, w pobliżu Nazaretu (12 km na północ), dzisiaj Beit Lahm, wymieniane już w księgach: Jozuego (Joz 19, 15) i Sędziów (Sdz 12, 8. 10). Betlejem Judzkie natomiast leży ok. 8 km na południe od Jerozolimy. Wymieniane jest również kilkanaście razy w Starym Testamencie oraz w dokumentach pozabiblijnych. W Betlejem urodził się i został namaszczony na króla Izraela Dawid. Dlatego św. Łukasz nazywa Betlejem „miastem Dawidowym” (Łk 2, 4-5). Miasto liczy obecnie kilkanaście tysięcy ludzi, przeważnie Arabów. Za czasów Pana Jezusa osada liczyła ok. 1000 mieszkańców. Betlejem leży na wysokości 770 m na dwóch wzgórzach, otoczonych malowniczymi dolinami.

Według świadectwa bardzo wczesnego, bo z wieku II (św. Justyn) Pan Jezus narodził się w grocie skalnej. Dzisiaj jeszcze można je spotkać na zboczu gór, ogrodzone na zewnątrz murem z małą bramą i oknem, gdzie wewnątrz żyje cała uboga rodzina wraz z inwentarzem. Św. Hieronim (+ ok. 420) zamieszkał na stałe w Betlejem w pobliżu groty narodzenia, gdzie założył klasztor. Pisze on, że cesarz Hadrian w wieku II na miejscu narodzenia Pańskiego wprowadził kult bożka Adonisa. To trwało ok. 180 lat. Dopiero cesarzowa św. Helena w 326 roku nad grotą Narodzenia Pana Jezusa wystawiła bazylikę. Biskup Euzebiusz z Cezarei (+ 340) pisze o tym jako pierwszy. W roku 333 opisał tę bazylikę pielgrzym z francuskiego miasta Bordeaux. Kiedy zaś świątynia uległa spaleniu, cesarz Justynian I jeszcze piękniej ją odbudował (w. VI). Pewne zmiany wprowadzili do bazyliki krzyżowcy i taką pozostała po nasze czasy.

Grota narodzenia znajduje się pod prezbiterium. We wnętrzu groty są dwa ołtarze: jeden jest na miejscu narodzenia. Pod nim można oglądać gwiazdę z napisem łacińskim: Hic de Maria Virgine Christus natus est (Tu z Maryi Panny narodził się Chrystus). Drugi ołtarz stoi na miejscu żłóbka, który przeniesiony został według podania do Rzymu do bazyliki Matki Bożej Większej. Przy ołtarzu żłóbka katolicy odprawiają w dzień i w noc Msze święte o Bożym Narodzeniu.

Jak świadczą o tym gwiazda i napis, miejsce to należało kiedyś do katolików. Jednak w roku 1634 sułtan Murat IV przyznał wszystkie miejsca święte w Palestynie prawosławnym Grekom. Wprawdzie dzięki interwencji państw katolicy odzyskali ponownie prawa do tychże miejsc, ale w wieku XIX, kiedy Rosja carska pokonała Turków, miejsca święte, także grotę narodzenia Chrystusa, oddała ponownie prawosławnym Grekom.

Narodziny Chrystusa Tajemnica Bożego Narodzenia kryje prawdę o tym, że Syn Boży stał się człowiekiem, aby w ciele ludzkim dokonać zbawienia rodzaju ludzkiego za grzech Adama i za grzechy jego potomków: „A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas”. Nie przestając być Bogiem, Syn Boży stał się człowiekiem. Jako Bóg jest wieczny, nieskończony, wszechobecny i wszechmocny. Jako człowiek jest ograniczony czasem, przestrzenią i mocą. Jako Bóg jest Panem śmierci. Jako człowiek jest jej poddany.

Przez unię osobową (hipostatyczną) Syn Boży połączył w sobie dwie natury: Boską i ludzką, tak że zachowały one swoją odrębność w swojej Osobie Bożej. W swojej naturze Bożej Syn Boży, Słowo odwieczne, nie miał nigdy początku, jest wieczny. W naturze swojej ludzkiej, którą przyjął z dziewiczego ciała Maryi, rozpoczął istnienie w pierwszym roku naszej ery i otrzymał imię Jezus.

Na soborze w Chalcedonie w 451 roku, występując przeciwko Eutychesowi, jeszcze dokładniej określono, na czym polega tajemnica wcielenia i narodzenia Syna Bożego: „Wyznajemy wszyscy jednozgodnie, że jeden i ten sam jest Jezus Chrystus, pełen i doskonały również w człowieczeństwie. Prawdziwy Bóg i prawdziwy człowiek – z ciałem i duszą rozumną. Współistotny z Ojcem według Bóstwa i współistotny z nami, ludźmi, według człowieczeństwa… Przed wiekami zrodzony z Ojca według natury Bożej, w ostatnich zaś czasach zrodzony jako człowiek dla naszego zbawienia przez Maryję Dziewicę, Bożą Rodzicielkę…”.

Ze świętami Narodzenia Pańskiego wiąże się bardzo wiele zwyczajów.

Żłóbek. Podanie głosi, że żłóbek Pana Jezusa został już w wieku V przeniesiony z Betlejem do Rzymu i umieszczony w bazylice Matki Bożej Większej. Na tę pamiątkę co roku pasterkę odprawiano w Rzymie w tymże kościele przy żłóbku Chrystusa. Najpierw we Włoszech w uroczystość Bożego Narodzenia zaczęto wystawiać żłóbki na tle grot, dołączając do figur Świętej Rodziny aniołów i pasterzy. Jednak do rozpowszechnienia zwyczaju budowania żłóbków i szopek najbardziej przyczynił się św. Franciszek i jego synowie duchowi. Najsłynniejsze są szopki toskańskie, sycylijskie i neapolitańskie. W Polsce głośne są szopki krakowskie, prawdziwe arcydzieła sztuki ludowej. Co roku urządza się ich wystawę na Rynku Głównym w Krakowie przy pomniku Adama Mickiewicza.

Jasełka. Od żłóbków łatwo było przejść w średniowieczu do przedstawień teatralnych: początkowo odprawianych po kościołach w formie bardzo prostej jako ilustracja tekstów ewangelicznych, aż po bogato rozbudowane sceny teatralne. Misteria te cieszyły się zawsze wielkim powodzeniem. W wieku XVIII rozpowszechnił się na dworach zwyczaj urządzania jasełek kukiełkowych.

Kolędy. Ten obyczaj wywodzi się od rzymskich kolęd styczniowych, związanych ze świętem odradzającego się słońca. W swej pierwotnej szacie było to życzenie pomyślności w domu i w gospodarstwie. Nie ma narodu katolickiego, który by nie miał własnych kolęd. Gdyby je zebrać wszystkie w całości, powstałoby kilka pokaźnych tomów o bardzo bogatej treści i melodii. Polska należy do krajów, posiadających w swoim dorobku kulturalnym i folklorystycznym ponad 500 kolęd, co stanowi swoisty rekord.

Choinka. Zwyczaj to dawny, pochodzący jeszcze z czasów pogańskich, a rozpowszechniony zwłaszcza wśród ludów germańskich. W dniach przesilenia: zimy i nocy, kiedy to dnie stawały się coraz dłuższe, zawieszano u sufitu mieszkań gałązki: jemioły, jodły, świerku czy sosny jako symbol zwycięstwa życia nad śmiercią, dnia nad nocą, światła nad ciemnością. Kościół chętnie ten zwyczaj przejął jako zapowiedź i znak, jako typ i figurę Jezusa Chrystusa. On był dla rodzaju ludzkiego prawdziwym rajskim drzewem żywota. Na drzewie krzyża dokonał On naszego zbawienia. Na drzewku zawieszamy światła, gdyż Chrystus tak często siebie nazywał światłem. Zawieszamy na drzewku łakocie i ozdoby, aby w ten sposób przypomnieć dobrodziejstwa odkupienia. Zwyczaj ten rozpowszechnił się dzisiaj niemal na całym świecie. W święta Bożego Narodzenia wystawia się choinki w kościołach i w domach, na placach i w oknach wystawowych.

Narodziny Chrystusa Życzenia i podarki. W wielu krajach jest to tak powszechny zwyczaj, że na jednego mieszkańca przypada przeciętnie kilkanaście kart świątecznych z życzeniami. Posyła się je nawet najbliższym sąsiadom. Łącznie w całym świecie liczba kart świątecznych dochodzi do miliardów. Nie mniej powszechny jest zwyczaj obdarowywania się w święta Bożego Narodzenia prezentami. Zwyczaj to bardzo dawny, sięgający czasów starożytnych, który łączono z nowym rokiem. Jest to piękny symbol zbratania i miłości. Największy powód do radości mają w święta Bożego Narodzenia dzieci. Chrystus bowiem zjawił się w postaci dziecka. Dlatego przede wszystkim dzieci czekają na podarki i prezenty gwiazdkowe.

Zwyczajem świąt Bożego Narodzenia jest również składanie sobie wzajemnie wizyt. Dawniej, gdy święta trwały kilka dni, w pierwszym dniu dobry obyczaj nakazywał spędzać je w zaciszu domowym wśród najbliższych. Dopiero w drugi dzień Świąt szło się w odwiedziny do krewnych i przyjaciół.

Wigilia. Przyjęła się w Polsce w wieku XVIII, stała się powszechną tradycją w wieku XX. Stół zaścielał biały obrus, przypominający ołtarz i pieluszki Pana, pod nim układano siano – dla przypomnienia sianka, na którym spoczywało Boże Dziecię. Jeśli ktoś z rodziny w tym roku przeniósł się do wieczności, zostawiano i dla niego pełne nakrycie. Wierzono bowiem, że w tajemnicy świętych obcowania dusze naszych bliskich w tak uroczystej chwili przeżywają radość Bożego Narodzenia wraz z nami. Dawano również osobną zastawę dla gościa, który w wieczór wigilijny mógł się przypadkowo zjawić. Tego bowiem wieczoru nie mógł nikt być samotny czy głodny. Zwyczajem było również, że cały dzień obowiązywał post ścisły. W czasie wigilii dawano tylko potrawy postne, w liczbie nieparzystej, ale tak różnorodne, by były wszystkie potrawy, jakie się zwykło dawać w ciągu roku. Pan domu lub najstarszy rozpoczynał wieczerzę modlitwą. Potem czytano opis narodzenia Pańskiego z Ewangelii św. Łukasza (rozdz. 2). Następnie po krótkim przemówieniu każdy z domowników brał opłatek do ręki i wspólnie składano sobie życzenia. Z tej okazji także przepraszano się wzajemnie i darowywano sobie urazy.

Opłatek jest symbolem Eucharystii, Chleba anielskiego, który w Pasterce wszyscy przyjmują. Tak więc Chrystus narodzony jednoczy wszystkich swoich wyznawców. Opłatek, być może, pochodzi od eulogiów pierwszych wieków, czyli od chlebów błogosławionych w czasie Mszy świętej, jak to jest w zwyczaju jeszcze dzisiaj u prawosławnych.

Po złożeniu sobie życzeń uczestnicy wigilii zabierają się do uczty, po której każdy udaje się do choinki, pod którą znajduje dla siebie prezent gwiazdkowy. Ucztę kończą kolędy, które śpiewa się do Pasterki. Dla podkreślenia, że zwierzęta były również obecne przy Bożym Narodzeniu i spełniały swoją rolę, karmiło się je opłatkiem kolorowym dla odróżnienia od białego, którym dzielili się ludzie. Panowało również w Polsce przekonanie, że zwierzęta w tę błogosławioną noc raz w roku mają przywilej mówić do siebie ludzką mową.

 

 

 3

 

Abp Galbas o komisji ds. nadużyć: rozumiem wszystkich, którzy są zwyczajnie źli na nas, biskupów

W obliczu zmian w Watykanie oraz narastających napięć wokół rozliczeń wewnątrzkościelnych, metropolita warszawski abp Adrian Galbas kreśli obraz Kościoła stojącego na historycznym rozdrożu - informuje portal misyjne.pl. W szczerej rozmowie z Polską Agencją Prasową hierarcha nie tylko przyznaje rację tym, którzy czują gniew z powodu opieszałości w tworzeniu komisji ds. nadużyć seksualnych, ale wprost przestrzega przed tworzeniem pozornych struktur, które mogłyby ostatecznie pogrzebać autorytet Episkopatu. Równolegle Kościół mierzy się z nową rzeczywistością polityczną w szkołach, problemami finansowymi katolickich mediów oraz ambitnym planem zreformowania archidiecezji warszawskiej poprzez szeroko zakrojony synod, w którym głos mają odzyskać świeccy.

Duchowy fundament w czasach przełomu

Mijający okres w Kościele upłynął pod znakiem Roku Jubileuszowego, którego motywem przewodnim było hasło "Pielgrzymi nadziei". Jak wskazuje abp Adrian Galbas, pojęcie to nie powinno być utożsamiane z powierzchownym optymizmem czy naiwnym oczekiwaniem na lepsze jutro, lecz stanowi głębokie przeświadczenie o sensie ludzkiej egzystencji zakorzenionej w wieczności. Fundamentem tej nadziei dla wierzących pozostaje stała obecność i wsparcie Chrystusa.

Dla wspólnoty wiernych na całym świecie rok ten był również czasem pożegnania papieża Franciszka. Hierarcha podkreśla, że dopiero po jego śmierci w pełni doceniany jest ten dynamiczny i wyrazisty, choć dla niektórych kontrowersyjny pontyfikat. Jednocześnie Kościół wkracza w nowy etap pod przewodnictwem następcy - papieża Leona XIV, którego wierni zaczynają dopiero poznawać.

Komisja pod lupą: między zniecierpliwieniem a rzetelnością

Jednym z najbardziej palących tematów pozostaje kwestia powołania komisji ekspertów mającej zbadać zjawisko nadużyć seksualnych wśród duchownych. Choć o. Adam Żak zapowiadał finalizację prac do końca roku, gremium to wciąż nie rozpoczęło działalności. Arcybiskup Galbas deklaruje, że w pełni rozumie frustrację społeczną:

"Rozumiem wszystkich, którzy nie tylko wyrażają zniecierpliwienie, ale są zwyczajnie źli na nas, biskupów. Myślę tu przede wszystkim o osobach skrzywdzonych. Mają prawo do takiej reakcji. Mało tego - sam ją podzielam. Też bym chciał, by ta komisja już działała. I choć wielu mi pewnie nie uwierzy, to mogę powiedzieć, że zdecydowana większość biskupów, a może i wszyscy, jest zdeterminowana, by powstała. Gdybyśmy teraz, po kilku latach od podjęcia decyzji o powołaniu komisji, zdezerterowali, byłaby to katastrofa nie tylko wizerunkowa, ale przede wszystkim moralna" - czytamy na portalu misyjne.pl.

Wyjaśniając powody zmiany zespołu opracowującego zasady komisji - z grupy abpa Wojciecha Polaka na zespół bpa Sławomira Odera - metropolita zapewnia, że celem nie było osłabienie tej inicjatywy. Zmiana wynikała z konieczności usunięcia błędów prawnych, które spowalniały dialog między organami Episkopatu. Bp Oder kontynuuje prace na bazie dotychczasowych dokumentów, dążąc jedynie do ich doprecyzowania:

"Ksiądz biskup Oder nie wyrzucił do kosza tego, co zrobił arcybiskup Polak, przeciwnie: pracuje nad tymi samymi dokumentami, nie wymyśla nowych. Chce tylko doprecyzować niektóre rzeczy".

Presja opinii publicznej i lokalne inicjatywy

Prace nad komisją toczą się w trudnej atmosferze, przy dużej nieufności społecznej i medialnych przeciekach dokumentów roboczych. Abp Galbas odniósł się do działań ks. Grzegorza Strzelczyka, który upublicznił jeden z projektów:

"Ks. Strzelczyk podniósł wiele ważnych kwestii. To człowiek od lat zaangażowany w towarzyszenie ofiarom przestępstw seksualnych, więc wie, co mówi. Rozumiem jego niepokój. Do zgłoszonych przez niego zastrzeżeń na pewno należy się odnieść, zwłaszcza tych dotyczących niezależności przyszłej komisji. Powinien to zrobić zespół księdza biskupa Odera".

Choć hierarcha przyznaje, że należy rozważyć zgłoszone wątpliwości dotyczące niezależności komisji, zaznacza, że atmosfera podejrzeń utrudnia merytoryczną pracę biskupów.

W międzyczasie pojawiają się inicjatywy lokalne, jak Niezależna Komisja Historyczna powołana przez kard. Grzegorza Rysia w Łodzi. Metropolita warszawski zgadza się, że struktury ogólnopolskie będą potrzebowały wsparcia na szczeblu diecezjalnym, jednak w Warszawie woli wstrzymać się z decyzjami do czasu zakończenia prac w Konferencji Episkopatu Polski. Kluczowym warunkiem pozostaje jednak wiarygodność: "Gdyby komisja ds. zbadania zjawiska nadużyć seksualnych miała nie być niezależna, to lepiej, żeby jej nie było". Arcybiskup dodaje, że "atrapa uczciwej komisji" byłaby kompromitacją dla hierarchów - informuje misyjne.pl.

Przyszłość mediów katolickich i edukacyjny spór

Poważne zmiany dotknęły również Katolicką Agencję Informacyjną. Po trzech dekadach ze stanowiska szefa KAI odszedł Marcin Przeciszewski, co zbiegło się w czasie z jego krytyką decyzji KEP. Abp Galbas łagodzi jednak te nastroje, wskazując na wcześniejsze plany emerytalne redaktora i wyrażając optymizm co do nowego kierownictwa:

"Bardzo szanuję redaktora Przeciszewskiego. Myślę, że mamy dobre relacje i dość często się widujemy. Doceniam wysiłek, jaki włożył w budowę i prowadzenie KAI. Już wcześniej zapowiadał, że zamierza przejść na emeryturę, więc jego odejście nie do końca było związane z krytyką działań KEP. Mam nadzieję, że KAI będzie istniała nadal, bo trzydzieści minionych lat pokazało, że jest potrzebna. Jest tam dobry zespół dziennikarzy i nowe, kompetentne kierownictwo, jestem więc optymistą".

Większym wyzwaniem dla agencji wydaje się sytuacja finansowa, gdyż diecezje, zmuszone do oszczędności, coraz trudniej finansują jej działalność. Agencja musi pozostać niezależna i nie może stać się niczyim "megafonem".

Równie trudna sytuacja panuje w relacjach z resortem edukacji w kwestii nauczania religii. Arcybiskup Galbas krytycznie ocenia arbitralną decyzję o redukcji godzin lekcyjnych i ich umieszczaniu na skraju planu zajęć, co odbyło się bez realnego dialogu z Kościołem. Zdaniem hierarchy, takie podejście wynika z niezrozumienia istoty katechezy i jest ewenementem w świecie zachodnim. W odpowiedzi Kościół przygotowuje nowe programy i podręczniki, kładąc większy nacisk na duszpasterstwo w parafiach.

Przebudzenie "śpiącego olbrzyma" w stolicy

Metropolita zapowiedział także zwołanie synodu w archidiecezji warszawskiej, argumentując to potrzebą odświeżenia lokalnego prawa, które nie zmieniło się od 25 lat. Do rozmów o przyszłości Kościoła zaproszeni zostaną nie tylko wierni i duchowni, ale także naukowcy, politycy, a nawet osoby, które od wspólnoty odeszły.

Abp Galbas z optymizmem patrzy na proces synodalny w Polsce, zauważając ewolucję roli świeckich. Wspominając czasy kleryckie, kiedy mówiło się o potrzebie "obudzenia śpiącego olbrzyma", hierarcha stwierdza, że choć zmiany zachodzą w "tempie żółwia", to proces ten jest nieodwracalny i widoczny w rosnącej aktywności laikatu - informuje portal misyjne.pl

Źródło: PAP / misyjnep.pl / red

 

 

 

Chanukowe światło w pałacu arcybiskupów krakowskich.

Kardynał Ryś spotkał się z naczelnym rabinem Polski

W przedostatni dzień Chanuki naczelny rabin Polski, Michael Schudrich, spotkał się w pałacu arcybiskupów krakowskich z jego nowym lokatorem, kardynałem Grzegorzem Rysiem. To jedno z pierwszych spotkań, jakie odbył nowy metropolita. Rozmowa i świąteczne życzenia były okazją do wzmocnienia wzajemnych relacji, podkreślenia znaczenia dialogu chrześcijańsko-żydowskiego oraz wspólnej odpowiedzialności ludzi wiary w świecie dotkniętym podziałami i przemocą.

Spotkanie miało miejsce w wyjątkowym okresie – pomiędzy Chanuką a Bożym Narodzeniem, ważnym zarówno dla Żydów, jak i katolików. Po jego zakończeniu Michael Schudrich przywołał słowa rabina Irvinga Greenberga, odnoszące się do sensu zapalania świec chanukowych. – Odpowiedzią na ciemność nie jest jej przeklinanie, lecz zapalenie świecy. Tego uczą nas nasze wiary – powiedział naczelny rabin Polski, podkreślając wspólne przesłanie judaizmu i chrześcijaństwa.

Ekumenizm i dialog międzyreligijny nie są dodatkami do katolicyzmu

Spotkanie nie było przypadkowe. Wpisało się w wieloletnie zaangażowanie kardynała Grzegorza Rysia w dialog chrześcijańsko-żydowski. Nowy metropolita krakowski, który pełni wciąż funkcję przewodniczącego Rady Konferencji Episkopatu Polski ds. Dialogu Religijnego i Komitetu ds. Dialogu z Judaizmem, wielokrotnie przypominał, że nie da się zrozumieć chrześcijaństwa bez odniesienia do judaizmu, ponieważ to właśnie z judaizmu ono wyrosło. Kardynał wskazywał, że ekumenizm i dialog międzyreligijny nie są dodatkami do katolicyzmu, ale istotnym jego wymiarem.

Arcybiskup Grzegorz Ryś wielokrotnie brał udział w obchodach Dnia Judaizmu, spotykał się z przedstawicielami gmin żydowskich, a w swoich publicznych wystąpieniach konsekwentnie sprzeciwiał się wszelkim formom antysemityzmu i reagował na publiczne akty skierowane przeciwko Żydom. Podkreślał, że antysemityzm jest grzechem, a jego zbrodniczym apogeum był Holocaust.

Kardynała Rysia i rabina Schudricha w dziele dialogu łączy postać Jana Karskiego, który podczas II wojny światowej robił wszystko, by powstrzymać mordowanie Żydów. Nowy metropolita krakowski otrzymał niedawno nagrodę specjalną imienia Jana Karskiego za „otwieranie umysłu, sumienia i ramion Kościoła dla «innych» od nas z powodu wiary, miłości i losu”.

Maryja pyta: „Jak to jest możliwe?”. Ona jest otwarta na poprawkę, na nowe zrozumienie. Jest gotowa na to, co może się wydarzyć w jej życiu, a czego sama nie rozumie, czego jeszcze nie doświadczyła. (ks. Robert J. Woźniak, Obecność)

Rabin Schudrich: czuję się w Polsce, jak w domu

Z kolei rabin Michael Schudrich przypomina, że Żydzi mieszkają w Polsce od tysiąca lat. Podkreśla, że słowo „Polonia” w języku hebrajskim może być odczytywane jako „miejsce, w którym mieszka Bóg”. Właśnie tak przez wieki Polska była przez Żydów odbierana i warto pracować, by również dzisiaj była dla nich przyjaznym miejscem. Sam rabin podkreśla, że w Polsce czuje się jak w domu. „Wśród wielu rzeczy, których nauczyłem się od Jana Pawła II, jest to, że wiem, kim jestem w sensie wiary. Ja wiem, że jestem Żydem, a papież wiedział, że jest katolikiem. Poznawanie innej religii ubogaca moją wiarę” – wskazywał.

Wizyta rabina Schudricha w pałacu arcybiskupim, to jedno z pierwszych spotkań jakie odbył nowy metropolita krakowski. W sobotę miał miejsce jego uroczysty ingres do katedry na Wawelu. Tego samego dnia kard. Ryś wziął udział w świątecznym spotkaniu Stowarzyszenia „Siemacha”, organizacji, która wspiera dzieci i młodzież, a w niedzielę uczestniczył w wigilii dla osób potrzebujących i w kryzysie bezdomności na Rynku Głównym.

Onet/łs za „deon.pl”

 

 

 

Poszukajmy blasku betlejemskiej nocy w tych, którzy są blisko

No więc niemal całą sobotę przepłakałam. Ze wzruszenia na szczęście - jedna chwila sprawiła, że miałam naprawdę wilgotne oczy przez cały dzień. I poczułam się nawet nieco, jak bohaterka kultowego "Love actually". A wszystko zaczęło się od frazy: "ale - ponieważ idą święta - to...".

Sobotni poranek przed spotkaniem świątecznym naszej wspólnoty, rzecz się dzieje w typowym ferworze przygotowań bożonarodzeniowych. Kot właśnie przebiegł przez ciasto na pierniczki, dzieci w panice poszukują jednej rybki z akwarium, która - wielce to prawdopodobne - właśnie piecze się z 795826583 partią ciasteczek, próbujemy z Mężem dokonać bilokacji i odprawiamy zupełnie niechrześcijańskie czary nad naszą dobą, by się choć odrobinę - o dwie, trzy godzinki - poszerzyła... Ding dong. Dzwonek do drzwi.

Ja z upaćkaną ciastem ręką i ufifranym od kurzu dresem zamykam się właśnie w łazience, by pucować wannę. Otwiera więc mąż i kątem ucha wyłapuję kobiecy głos. Zaraz, zaraz? Skąd ja go znam? Wertuję pamięć i nagle klik! Ano tak: to ta pani z sąsiedztwa, co ma taką trudną sytuację w domu... Znamy się na "dzień dobry" i na "dobre truskawki rzucili w osiedlowym markecie". Ciekawe, co się stało. Może znowu jakaś akcja w spółdzielni się kroi. Mimochodem wsłuchuję się w rozmowę toczoną w przedpokoju i z chwili na chwilę czuję narastającą gulę w gardle.

"Ja przepraszam, że państwa nachodzę, ale - ponieważ idą święta - to stwierdziłam, że może się odważę... Bo ja to taki dzikus jestem... Ja się nie umiem wypowiedzieć, w ogóle nie lubię mówić. No, ale ponieważ idą święta, to sobie pomyślałam: teraz albo nigdy. I ja chciałam tylko państwu powiedzieć, że dla mnie to ogromnie dużo znaczy, że państwo są dla nas tacy mili i uprzejmi, i nigdy nie traktują nas z góry. I że zawsze się odezwiecie, pomożecie... Ja po prostu chciałam powiedzieć, że dla mnie to, że państwo są, tak po prostu SĄ, dla mnie to jest jak gwiazdka z nieba. Jak najlepszy prezent tu, na sąsiedztwie, jaki mogłam dostać. Więc pomyślałam sobie, a co tam... Bo przecież idą święta... I przyniosłam trochę ciasta, upiekłam, może państwo przyjmą. Dziękuję. Tak po prostu dziękuję".

Po jej wyjściu w domu przez chwilę panowała niezwykła cisza. Przerwał ją nasz najstarszy syn, nastolatek, który wychylił głowę ze swojej nory w pokoju i poczuł się w obowiązku powiedzieć na głos to, co wszyscy mieliśmy w tym momencie w głowie i w sercu: "ej, ale to było na serio wzruszające". I myślę sobie, że żadne moje najbardziej płomienne kazania rodzicielskie nie przekonały dzieci do wagi osobistego świadectwa tak skutecznie, jak właśnie ten moment, kiedy w dość niespodziewany sposób przekonały się, że bycie dla kogoś uprzejmym i zwyczajnie sympatycznym może wnieść światło w jego życie.

Wizyta tej pani ustawiła mi więc adwentowy finisz. Zaczęłam myśleć o wszystkich ludziach, którzy w ten czy inny sposób wnoszą światło, nadzieję w moje życie i zastanawiać, czy oni o tym wiedzą. Większość - mam nadzieję, że tak. Ale - "ponieważ zbliżają się święta" i jest w nas wewnętrznie przecież więcej odwagi, by przełamać skrępowanie, poszukać dobrych słów i pobłogosławić bliźniego życzeniami, może warto rozejrzeć się nieco dalej, po tych niezbyt oczywistych miejscach naszej codzienności? I jeśli jest ktoś, kto z jakiegokolwiek powodu jest dla ciebie darem, rozjaśnia twoje życie, to może warto mu to tak po prostu: powiedzieć. To nie musi być 10-minutowa perora wdzięczności, ale może takie kilka słów uznania prosto z serca, wyraz sympatii, szczere "dziękuję" za dobro - sprawi, że czyjaś twarz w te dni wyjątkowo rozjaśnieje? Ja zamierzam spróbować, bo mam tu w okolicy kilka takich osób (wikarego, sprzedawczynię w aptece czy nauczyciela moich dzieci). Wiem, że my lubimy wpatrywać się w tę osławioną magię świąt. Ale przecież nasz wszechmogący Bóg nie przypadkiem się wcielił, nie przypadkiem zstąpił na ziemię. Więc zanim zaczniemy sycić oczy blaskiem choinkowych światełek i ciepłem świecy oblewającym niewinny opłatek, na co przecież też w okresie bożonarodzeniowym jest czas, spuśćmy wzrok na te nasze ziemskie padoły i poszukajmy blasku betlejemskiej nocy w tym, co nas otacza i w tych, którzy są blisko.

Agata Rusek – „deon.pl”

 

 

 

 

Święci i błogosławieni w tygodniu

 


NIEDZIELNA EUCHARYSTIA W KOŚCIOŁACH W OKOLICY
Parafia Miłosierdzia Bożego, os. Na Wzgórzach
niedziele i święta: 6.30, 8.00, 9.30, 11.00, 12.30 (oprócz VII i VIII), 16.00, 19.00,
dni powszednie – 7.00, 7.30, 18.00.
Parafia Matki Bożej Pocieszenia, ul. Bulwarowa 15a
niedziele i święta: 7:00, 8:30, 10:00, 11:30, 13:00, 18:00, 20:00
dni powszednie: 7:00, 15:00, 18:00
Parafia Matki Bożej Częstochowskiej, os. Szklane Domy 7,
niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:30, 17:00 (oprócz VII i VIII),
19:00 (oprócz VII i VIII), 20:30
dni powszednie: 6:30, 8:00, 18:00
Parafia Matki Bożej Królowej Polski, Arka Pana, ul. Obrońców Krzyża 1
niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:30, 16:00, 17:30, 19:00,
dni powszednie: 6:00, 6:30, 7:00, 7:30, 8:00, 11:00, 18:00
Bazylika Krzyża św. - klasztor
                              (pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i św. Wacława)
niedziele i święta: 06.30, 08.00, 09.30, 11.00, 12.30, 14.00 (oprócz VII i VIII)
dni powszednie: 06.30, 07.30, 08.30, 16.00 (w piątki), 18.00.
Parafia św. Bartłomieja Apostoła, Mogiła, ul. Klasztorna 11,
niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:30, 14:00 (oprócz VII, VIII), 16:30, 18:00
dni powszednie: 6:00, 7:00 (oprócz VII i VIII), 7:30, 8:30, 18:00
Parafia Najświętszego Serca Pana Jezusa, os. Teatralne,
niedziele i święta: 7:00, 8:30, 10:00, 11:30, 13:00 (oprócz VII i VIII), 18:00, 19:30
dni powszednie: 6:30 (oprócz VII i VIII), 7:00, 18:00
Parafia św. Stanisława Biskupa Męczennika, Kantorowice 122,
niedziele i święta: 9:00, 11:00, 18:00, dni powszednie: 8:00, 17:00, (18.00- lato)
Parafia Najświętszego Serca Pana Jezusa, os. Lubocza,
niedziele i święta: 8:00, 10:30, 17:00, dni powszednie: 7:00, 17:00
Parafia Matki Bożej Wspomożenia Wiernych, Prusy,
niedziele i święta: 7:30, 9:30, 11:30,
dni powszednie: 18:00 (pon., śr., pt.), 6:30 (wt., czw., sob.)
Parafia św. Maksymiliana Marii Kolbego, Mistrzejowice,
niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 10:30, 11:00, 13:00, 17:00, 19:00
dni powszednie: 6:30, 7:00, 7:30, 18:00
NASZE STRONY INTERNETOWE I ADRESY:
strona internetowa gazetki:wzgorza-gazetka.pl