W BLASKU MIŁOSIERDZIA

56/1056 – 21 grudnia 2025 r. C.

INTERNETOWE WYDANIE TYGODNIKA

 

 

 

Adwent

IV NIEDZIELA ADWENTU (rok A)

21 grudnia 2025 r.

 

 

 
Czytania:
Pierwsze czytanie: Iz 7,10-14
Psalm: Ps 24
Drugie czytanie: Rz 1,1-7
Ewangelia: Mt 1,18-24
 
Ewangelia:
Jezus urodzi się z Maryi zaślubionej Józefowi, potomkowi Dawida
Mt 1, 18-24
Słowa Ewangelii według Świętego Mateusza
Z narodzeniem Jezusa Chrystusa było tak. Po zaślubinach Matki Jego, Maryi, z Józefem, wpierw nim zamieszkali razem, znalazła się brzemienną za sprawą Ducha Świętego. Mąż Jej, Józef, który był człowiekiem sprawiedliwym i nie chciał narazić Jej na zniesławienie, zamierzał oddalić Ją potajemnie.
Gdy powziął tę myśl, oto anioł Pański ukazał mu się we śnie i rzekł: «Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło. Porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów».
A stało się to wszystko, aby się wypełniło słowo Pańskie powiedziane przez Proroka: «Oto Dziewica pocznie i porodzi Syna, któremu nadadzą imię Emmanuel», to znaczy Bóg z nami.
Zbudziwszy się ze snu, Józef uczynił tak, jak mu polecił anioł Pański: wziął swoją Małżonkę do siebie.
 
Komentarz do czytań:
IV niedziela Adwentu... Nam czasem też, jak Achazowi wydaje się, że musimy sami, bo Bóg nic nie poradzi, więc nie ma co zawracać Nim sobie głowę.
Może się nam wydawać - jak kiedyś wydawało się czekającym na Mesjasza Izraelitom - że "ręka Pana jest zbyt krótka". Że On nic nie może. Albo  zwyczajnie losem ludzi się nie interesuje, a zainteresuje się dopiero wtedy, gdy zechce karać. Tymczasem to nie tak. W pokręconych - wydawałoby się - losach naszego życia Bóg realizuje swoje plany. Nie tylko te wielkie, wobec całej ludzkości, ale także każdego z nas. Widać to dopiero wtedy gdy spojrzy się z szerszej perspektywy. A dopóki z takiej spojrzeć nie sposób - trzeba ufać. Że Bóg jest dobry, chce naszego dobra, o nas nie zapomniał. I że wie co robi...
Jeśli obiecuje, to obietnicy na pewno dotrzyma. A nam obiecał życie wieczne.... Achaz.... Nie chciał znaku od Boga, bo Bogiem się nie przejmował. Uważał, że On nic nie może. Podobnie jak jego naród, mały i słaby. Dlatego szukał sojusznika w potężnej Asyrii. A to był straszliwy błąd...
Bóg nic nie może, Jego ręka za krótka... Nie może, albo i nie chce. Tak często dziś człowiek myśli. A Bóg może wszystko. Nawet że "dziewica pocznie i porodzi". Bywa to trudne, ale warto Bogu ufać. Bóg nic nie może, Jego ręka za krótka... Nie może, albo i nie chce. Tak często dziś człowiek myśli. A Bóg może wszystko. Nawet że "dziewica pocznie i porodzi". Bywa to trudne, ale warto Bogu ufać.
 
Patron dnia:
Apostoł Niemiec - św. Piotr Kanizy
XVI wiek był dla kościoła czasem wielkich niepokojów i przemian. Wystąpienia Marcina Lutra z początku wieku otworzyły okres ekspansji protestantyzmu na całą Europę. Właśnie wtedy – 8 maja 1521 przyszedł na świat św. Piotr Kanizy. Miał on za kilkadziesiąt lat wziąć czynny udział w antagonizmach pomiędzy katolikami a protestantami.
Piotr pochodził z miasteczka Nimwagen w ówczesnych Niemczech, gdzie jego ojciec piastował urząd burmistrza. Mimo że wcześnie stracił matkę, nie mógł narzekać na brak troskliwości ze strony ojca i macochy. Już wtedy Piotr zdradzał zainteresowanie liturgią i chętnie uczestniczył w nabożeństwach. Był też dzieckiem bystrym, więc ojciec zdecydowała się opłacić dobrze rokującemu synowi studia. Wpierw miało to być prawo, lecz Piotr uparł się przy teologii. W ten sposób w 1540 roku chłopiec został magistrem sztuk wyzwolonych na uniwersytecie w Lowanium.
Z biegiem lat powołanie coraz bardziej dawało o sobie znać. Dlatego też dwudziestodwuletni Piotr zdecydował o wstąpieniu do świeżo utworzonego Towarzystwa Jezusowego. W ten sposób przyszły święty został jezuitą.
Św. Piotr od początku swej kariery duchownej cieszył się niezwykłym autorytetem. Jeszcze przed wyświęceniem posyłano go do cesarza Karola V, by przekonać go o konieczności usunięcia popierającego protestantyzm biskupa. Wiedza teologiczna Piotra sprawiła, że na soborze w Trydencie wystąpił w charakterze teologa-konsultanta.
Do św. Piotra przylgnęło określenie: apostoł Niemiec. Duchowny spędził bowiem na terenie wycieńczonego bezustannymi walkami kraju blisko 30 lat życia. Poświęcił je, by uczestniczyć w zjazdach i obradach, które miały doprowadzić do załagodzenia konfliktu między katolikami a protestantami. W międzyczasie został też pierwszym prowincjałem zakonu jezuitów w prowincji niemieckiej.
Duchowny zasłynął także licznymi pismami teologicznymi – napisał m.in. „Katechizm Mały”, „Katechizm Średni” i „Katechizm Większy”. Zmarł jako wysoko ceniony duchowny i teolog we Fryburgu Szwajcarskim w 1597 roku. Mimo błyskawicznie rozpoczętych starań o kanonizację, dokonano jej dopiero w 1925 roku za sprawą Piusa XI.
 
 

 

 

W dzisiejszym numerze
- Zaufać Bogu. Za trudne, nie dam rady?
- Kryptologia
- Czwarta niedziela Adwentu
- Wielkie antyfony adwentowe
- Wzajemna odpowiedzialność
- Czego potrzebujesz na kilka dni przed świętami?
- Powstań! Pójdź!
- Te pięć prostych rzeczy uratuje twój Adwent. Jeszcze zdążysz
- Dzień dobry, tu Bóg: Pamiętaj, że jestem blisko Ciebie. Zawsze!
- Kiedy św. Franciszek spotkał się z egipskim sułtanem
- Święci i błogosławieni w tygodniu
 
 

 

 

Zaufać Bogu. Za trudne, nie dam rady?

 

On asekuruje: nic naprawdę złego cię nie spotka

 Król Achaz mówi – słyszymy to dziś w pierwszym czytaniu –  że nie będzie Boga prosił i nie będzie wystawiał Go na próbę. Pobożny, szanujący Boga  król? Wręcz przeciwnie. Uważał, że „ręka Boga jest zbyt krótka”, że Bóg nic nie może. Że modlitwy, proroctwa nie maja żadnego znaczenia, a liczy się jego zapobiegliwość: umiejętność prowadzenia politycznych rozgrywek, zawierania sojuszy... Czas pokazał, że w tej swojej grze przekombinował. Że ci, których wezwał na pomoc, owszem, pomogli, ale szybko okazali się groźnymi wrogami.

 Józef, o którego rozterkach słyszymy w Ewangelii, posłuchał posłanego przez Boga anioła. Choć to, co usłyszał na ludzki rozum było mało wiarygodne. Ale ufał, że Bóg może. Że Bóg może wszystko.

 A ja? Nie wiem co przyniesie przyszłość. Póki co nad głową po raz kolejny czarne, burzowe chmury. Ale wiem, Pan Bóg może wszystko...

„Wiara.pl”

 

 

 

Kryptologia

 

Bóg nieustannie coś nam komunikuje i szuka z nami relacji. Boże Słowo jest jednak słowem ukrytym, po grecku kryptós lógos. Dlatego chrześcijaństwo ma coś wspólnego z kryptologią. Czytając Pismo Święte, nie od razu odgadujemy ukryty tam sens. Podobnie nie od razu rozumiemy, co Bóg chce nam powiedzieć, gdy w naszym życiu pojawią się przeróżne perturbacje. Dopiero gdy z wiarą wyznajemy: „Bądź wola Twoja”, stajemy się należycie usposobieni, by przyjąć i zrozumieć Boży przekaz.

 W pierwszym czytaniu król Achaz znalazł się w trudnej politycznie sytuacji, ale nie chciał słuchać proroka i nie był ciekawy, po co Bóg dopuścił do kryzysu i jakie zaplanował rozwiązanie. W konsekwencji Judea musiała podporządkować się Asyrii, płacąc ogromne daniny i wprowadzając kult obcych bogów. Zamknięcie się na Bożą wolę i przekonanie o własnej racji nie przyniosło ocalenia, ale spowodowało kolejne kłopoty.

 Inaczej postąpił Józef w Ewangelii. Gdy jego plany wspólnego życia z ukochaną Maryją nagle legły w gruzach, starał się zrozumieć, co Bóg chce mu powiedzieć. Sformułowanie: „gdy powziął tę myśl”, można zastąpić bardziej dosłownym: „gdy się nad tym zastanowił” lub po zakonnemu: „gdy odprawił rozmyślanie”. Z kontekstu wynika, że w czasie tego rozważania Józef zasnął i we śnie doświadczył Bożego objawienia. Specjaliści mogliby dyskutować, czy było to w czasie fazy REM, czy w trakcie snu głębokiego, gdy marzenia senne są bardziej realistyczne i logiczne, ale ważniejsze jest to, że po przebudzeniu Józef nie miał żadnych wątpliwości co do tego, jaka jest wola Boża i co powinien uczynić. Zrozumiał, że brzemienna Maryja jest prorockim znakiem, który wcześniej zapowiadał Izajasz, a Dziecię, które ma pod sercem, jest zapowiadanym przez Boga Zbawicielem, który „uwolni swój lud od grzechów”.

 Prawdziwe uwolnienie przychodzi, gdy szukamy Bożej woli. Wtedy często się okazuje, że sprawy lub osoby, od których chcieliśmy się po cichu oddalić, stają się dla nas największym błogosławieństwem. Józef uczy nas, żeby nikogo nie potępiać, ale z pasją deszyfrować ukryte w niełatwej rzeczywistości Boże przesłanie.

Jacek Pietrzak OP – „wdrodze.pl”

 

 

 

Czwarta niedziela Adwentu

 

Tegoroczna adwentowa droga dobiega powoli końca. Już za cztery dni będziemy świętować uroczystość Narodzenia Pańskiego. I właśnie dziś, na końcu tej drogi, w czwartą Niedzielę Adwentu, Kościół zaprasza nas, abyśmy weszli w samą głębię tajemnicy: nie w klimat świąt, nie w emocje czy tradycje, ale w prawdę o Bogu, który działa w historii człowieka.

 Dzisiejsze pierwsze czytanie z Księgi proroka Izajasza przenosi nas do czasów wielkiego kryzysu politycznego. Królestwo Judy stoi w obliczu ogromnego zagrożenia, w obliczu wojny. W tej sytuacji Bóg, poprzez swojego proroka, czyni rzecz niezwykłą: sam oferuje królowi Achazowi znak, który ma go umocnić w chwili niebezpieczeństwa.

„Proś dla siebie o znak od Pana, Boga twego, czy to głęboko w Szeolu, czy to wysoko w górze!” (Iz 7,11). Bóg chce niejako powiedzieć Achazowi: Pozwól Mi działać. Zaufaj Mi. Otwórz swoje serce. I wtedy pada odpowiedź Achaza: „Nie będę prosił i nie będę wystawiał Pana na próbę” (Iz 7,12).

 Odpowiedź króla brzmi bardzo pobożnie, ale niestety to tylko pozory. W rzeczywistości Achaz nie chce Bożej pomocy, nie pragnie Bożego działania ani interwencji. Wszelki znak oznaczałby dla niego konieczność oparcia się na Bogu. Tymczasem Achaz podjął już inną decyzję: wybrał ludzkie strategie polityczne i sojusz z potężną Asyrią. Bał się zaufać Bogu. Zamiast uznać swoją słabość i zawierzyć Bogu, król postanowił oprzeć całą swoją nadzieję na militarnej potędze; odrzucił Boży plan, bo chciał kontrolować sytuację po swojemu – po ludzku.

 Jawi się tu pewien paradoks: Achaz mówi, że nie chce wystawiać Boga na próbę, ale tak naprawdę to on wystawia Boga na próbę, odrzucając Jego pomoc. I właśnie wtedy Bóg zapowiada: „Dlatego Pan sam da wam znak: Oto Panna pocznie i porodzi Syna, i nazwie Go imieniem Emmanuel” (Iz 7,14).

 Nie dlatego, że Achaz na to zasłużył; nie dla króla, który nie chciał słuchać. Ale dlatego, że Bóg jest wierny nawet wtedy, gdy człowiek od Niego ucieka. Znak Emmanuela nie jest odpowiedzią na wiarę Achaza – jest odpowiedzią na ludzką niewierność. Bóg wchodzi w historię nawet wtedy, gdy człowiek Go nie chce.

 Jakże inaczej, w tym kontekście, jawi się nam dzisiejsza Ewangelia. Józef – w przeciwieństwie do Achaza – nie zamyka się na Boga. A przecież po ludzku patrząc, wszystko wyglądało tragicznie: plany się rozsypują, obietnice wydają się złudzeniem, a serce jest pełne bólu.

 Ewangelista pisze, że Józef był człowiekiem sprawiedliwym (por. Mt 1,19), a więc człowiekiem modlitwy, sumienia, otwartym na Boże prowadzenie. Dlatego mógł przyjść do niego anioł i powiedzieć: „Nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki” (Mt 1,20).

 Nie bój się. Nie uciekaj. Nie kombinuj po ludzku. Zaufaj. Pozwól Mi działać. To jest dokładnie odwrotna postawa niż u Achaza.

 Achaz odmówił Bożego znaku – Józef go przyjął.

Achaz oparł się na potędze Asyrii – Józef opiera się na potędze Boga.

Achaz zamknął swoje życie przed Bogiem – Józef otworzył je szeroko na Niego.

 I właśnie dlatego w Józefie może wypełnić się obietnica Emmanuela. „Józef, obudziwszy się ze snu, uczynił tak, jak mu polecił anioł Pański” (Mt 1,24). Jego posłuszeństwo serca otworzyło Bogu drogę – a wraz z nią drogę zbawienia dla całego świata.

 W każdym z nas jest coś z Achaza. Lubimy kontrolować nasze życie po swojemu, opierając się na ludzkich siłach, lękając się zaufać Bogu. Pojawia się myślenie: „Przecież sam to załatwię, poradzę sobie, tak będzie bezpieczniej”. Achaz nie jest kimś odległym – Achaz to czasem ja.

 Tymczasem Bóg pokazuje nam dziś, że daje nam znaki nawet wtedy, gdy Go o nie nie prosimy – bo Jego wierność nie zależy od naszej doskonałości. Daje nam znaki, bo nie rezygnuje z człowieka. Znak Emmanuela jest tego dowodem. Józef może nie wszystko rozumiał, ale ufał – dlatego mógł być świadkiem cudu przyjścia Boga z nami.

 Każdy z nas w tę ostatnią niedzielę Adwentu jest zaproszony do podjęcia własnej decyzji. Oby była to decyzja Józefa. Każdy z nas musi zdecydować, czy chce „wziąć do siebie” to, co Bóg daje: może trudną sytuację życiową, bliską osobę, z którą trudno żyć, może niechciany obowiązek, trudną misję, mój krzyż, cierpienie, a może – nadzieję. Czy chcę pozwolić Bogu wejść w moje życie?

 I tutaj warto zobaczyć, że takie decyzje wiary podejmujemy nie tylko w wielkich chwilach, ale także w codzienności: kiedy w pracy muszę być uczciwy, choć inni kombinują; gdy w rodzinie trzeba przebaczyć, choć jest trudno; kiedy trzeba odmówić pokusie, choć wydaje się to nieopłacalne. To właśnie tam decydujemy, czy bardziej idę drogą Achaza, czy Józefa.

 Za cztery dni usłyszymy: „Słowo stało się ciałem i zamieszkało między nami” (J 1,14). Jednak zanim Słowo przyszło na świat, Bóg postanowił zapukać do drzwi ludzkiego serca. Zapukał do serca Achaza – i napotkał opór. Zapukał do serca Józefa – i znalazł otwartość. Dziś Bóg pragnie zapukać również do mojego i Twojego serca.

 Aby móc naprawdę odpowiedzieć na to Boże pukanie, Kościół daje nam łaskę sakramentów – zwłaszcza Eucharystii, w której Słowo, które stało się Ciałem, przychodzi do nas w sposób najpełniejszy. To tam uczymy się ufać Bogu naprawdę.

 Dlatego prośmy Boga o łaskę Józefowego zaufania: zaufania, które nie jest jednorazową decyzją, ale procesem, drogą, cierpliwym stawaniem przy Bogu każdego dnia. Byśmy pozwolili Mu wejść tam, gdzie jeszcze panuje chaos, lęk, trud i brak kontroli. Bo właśnie tam chce narodzić się Emmanuel – Bóg z nami.

 

o. Rafał Nowak CSsR

Redemptorysta Prowincji Warszawskiej, obecnie duszpasterz Polskiej Misji Katolickiej w Niemczech – Stuttgart

 

 

17

 

Wielkie antyfony adwentowe

 

Począwszy od 17 grudnia, przez siedem dni, poprzedzają śpiew Magnificat. Ponieważ każda z nich zaczynała się od litery "O", określano je jako antyfony "O" lub antyfony wielkie. Tradycja przypisuje je św. Grzegorzowi Wielkiemu.
Wodzu domu Izraela,
który na Synaju dałeś Prawo Mojżeszowi,
przyjdź nas odkupić mocą Twojego ramienia.
Słowo „dom” (hebr. bet, gr. oikos, oikia) zarówno w Starym jak i Nowym Testamencie miało wiele zastosowań. Między innymi mogło oznaczać gałąź rodzinną jak np. „dom Judy” (2 Sm 2,7) „dom Saula” (2 Sm 3,1), „dom Dawida” (Za 12,10).
Zwot „dom Izraela” występuje wielokrotnie w Piśmie Świętym (np. Wj 16,31; Kpł 10,6; Lb 20,29, Dz 2,36) i oznacza cały Naród Wybrany.
Określenie „wódz” natomiast w odniesieniu do oczekiwanego Mesjasza występuje w ST u Izajasza (w rozdziale 55) i ma kontekst szerszy – odnosi się nie tylko do Narodu Izraela, ale do wszystkich ludów.
Warto również wspomnieć, że (tak jak mówi o tym wprowadzenie do niniejszych komentarzy) antyfona dzisiejsza zaczynała się kiedyś w innym tłumaczeniu od słów „O Adonai”. Adonai natomiast jest to jedno z określeń Boga w Starym Testamencie i zasadniczo oznacza „pana”. W odniesieniu do Jahwe wyraża Jego bezwzględną suwerenność. „Adonai” występuje często z imieniem Jahwe, lub je po prostu zastępuje (do dnia dzisiejszego Żydzi przez szacunek dla imienia Bożego czytają zamiast JHWH właśnie Adonai).
Podobnie jak „Adonai” suwerenność Boga oddają inne epitety stosowane do Jahwe: melek = „król” czy ba’al. = „pan” – stąd też w niektórych tłumaczeniach omawianej antyfony one również występują.
"Maryja znalazła chwałę w porodzeniu, nie w sobie wszakże, ale w Tym, kogo porodziła. Bóg mianowicie — Boga bowiem zrodziła — zamierzając Swą Matkę obdarzyć szczególną chwałą w niebiesiech, szczególniejszą też zawczasu obmyślił dla Niej łaskę, dzięki której miała począć w sposób niewysłowiony, bo pozostając nietkniętą, i porodzić bez naruszenia dziewictwa. Bogu przecież tylko takie przystało narodzenie z dziewicy; taki też i dziewiczy wypadł poród, by porodziła tylko Boga. A zatem Stwórca ludzi, aby się stać człowiekiem, mając się z człowieka narodzić, taką musiał sobie ze wszystkich wybrać, a nawet stworzyć Matkę, o której by wiedział, że i odpowiednią Mu będzie i że Mu się spodoba. Chciał więc za Matkę mieć Dziewicę, aby z Niepokalanej powstał Niepokalany, który ma zgładzić pokalanie wszystkich; chciał też pokornej, aby z niej narodził się cichy i pokornego serca, który w sobie samym okazać ma wszystkim przykład tych cnót — niezbędny a wielce chwalebny. Dał przeto porodzenie Dziewicy Ten, który już uprzednio ślubem dziewictwa ją natchnął i udzielił jej zawczasu prawa do zasługi ze względu na pokorę. Inaczej bowiem, jakżeby ją Anioł mógł nazwać łaski pełną, gdyby choć odrobinę miała dobra, które by nie było z łaski?
Ażeby więc ta, która miała począć i porodzić Świętego świętych, stała się święta ciałem, otrzymała dar dziewictwa; ażeby też święta była duchem, otrzymała ponadto dar pokory."
- św. Bernard z Clairvaux (+ 1159)
Ks. Adam Sekściński – „wiara.pl”

 

 

 

Wzajemna odpowiedzialność

 
Więź między kobietą i mężczyzną powinna być więzią wzajemnej odpowiedzialności.
Zostać ojcem Syna Bożego! Nie było to łatwe dla Józefa. Początkowo zamierzał oddalić Maryję potajemnie, co świadczy o tym, że przeżywał głęboki kryzys.
Kilka słów wyjaśnienia: małżeństwa w Izraelu zawierano w dwóch etapach. Najpierw, po zaślubinach, trwał rodzaj narzeczeństwa, z zachowaniem czystości przedmałżeńskiej. Maryja wtedy była już żoną, ale mieszkała u rodziców. Drugi etap, właściwe małżeństwo, to „zamieszkanie razem”, kiedy to realizuje się małżeństwo, opisane w Księdze Rodzaju: opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swą żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem (Rdz 2,24). Małżeństwo nie było sprawą indywidualną dwojga małżonków, tak jak jest dzisiaj często traktowane, ale odpowiedzialną instytucją społeczną, wiążącą ze sobą dwa rody. Małżeństwo było twórczą więzią. Było odpowiedzialnym przyjęciem drugiego człowieka i dzieci urodzonych z tego związku. Dlatego mąż musiał przygotować wpierw dom. Póki go nie miał, nie mógł wziąć kobiety do siebie i nie mógł się z nią połączyć, by stanowili jedno ciało. Dziś, niestety, postępuje się często odwrotnie. Młodzi wpierw się „kochają”, a potem dorabia się resztę, czyli zawiera się małżeństwo, szuka mieszkania itd. Czasem nie ma tej reszty, co świadczy o tym, że nie ma to nic wspólnego z miłością, bo nie uwzględnia odpowiedzialności za drugiego człowieka i za dziecko. To jedynie szukanie własnej przyjemności.
Więź między kobietą i mężczyzną powinna być więzią wzajemnej odpowiedzialności. Jeżeli jej nie ma, nie ma miłości. Józef znalazł się w dziwnej sytuacji: dziecko nie było jego, więc czyje? Nie mógł ludziom powiedzieć: „To moje dziecko”. Jeżeli tak, to nasuwał się prosty wniosek – Maryja jest cudzołożnicą! Jaki był los cudzołożnic, ukazuje ósmy rozdział Ewangelii według św. Jana, kiedy to przyprowadzono do Pana Jezusa kobietę „pochwyconą na cudzołóstwie” i chciano ją ukamienować, zgodnie z przepisami Prawa (por. J 8,1–11). Józef zareagował inaczej pierwszą jego reakcją była chęć ucieczki, prawdopodobnie w tym celu by to jemu przypisano winę. Chciał w ten sposób uchronić Maryję. Jego zasadnicza troska wyrastała z pytania: „Jak Ciebie uratować?”
W odpowiedzi otrzymał sen, z którego wynikało, że dziecko jest błogosławieństwem od Boga, że Ono jest Jego dzieckiem. Przez Nie miało nastąpić zbawienie ludu Bożego [imię Jezus znaczy „Jahwe zbawia”]. Wtedy św. Józef przyjął z całą odpowiedzialnością Jezusa za swojego syna.
Dziecko to wielki dar, tajemnica – Bóg oddaje nam kogoś, byśmy uczestniczyli w akcie stwarzania człowieka. Tego, który jest wolny, rozumny, który jest osobą, podmiotem swoich czynów – najwspanialszym dziełem Boga. Człowiek nie rodzi się gotowy – lecz się staje, aż do śmierci. Zasadniczy wpływ ma dzieciństwo. Nowy człowiek to misterium, nie jest on własnością rodziców, bo zawsze jest dzieckiem Bożym, jednak rodzice mają ogromny wpływ na jego kształtowanie.
Kobieta jako pierwsza zostaje wciągnięta w misterium stwarzania nowego człowieka. Ona przez pewien czas jest sama z tą tajemnicą. Inni, w szczególności mąż, są z zewnątrz. Później pojawia się potrzeba przyjęcia przez nich nowego człowieka, który się począł. Dzisiejszy problem aborcji polega najczęściej na braku takiego przyjęcia. Kobieta z dzieckiem nie czuje się przyjęta, ponieważ mężczyzna nie stworzył do tego warunków, bo społeczeństwo jest w stosunku do niej agresywne itd.
Ojcostwo, w przeciwieństwie do macierzyństwa, ma przede wszystkim wymiar duchowy. Ojciec jest tym, który przyjmuje kobietę z dzieckiem. On buduje im dom, jest filarem tego domu i stróżem misterium rodzenia się nowego człowieka. Jest współpracownikiem Boga – odpowiedzialnym za bezpieczeństwo i akceptację rodziny. W odpowiedzi na swoje wątpliwości Józef otrzymuje dziecko, które jest Emmanuelem, to znaczy „Bogiem z nami”, czyli z tymi, którzy Je przyjmują. Kto Je przyjmuje, zostaje przyjęty przez Boga. W ten sposób Józef, który nie był rodzonym ojcem Jezusa, stał się wzorem ojca w wymiarze duchowym: tego, który w imię Boga przyjmuje dziecko i jego matkę, otaczając je opieką i wychowując do dobra.
Każdy człowiek jest darem Boga. Wpierw i przede wszystkim sami jesteśmy darem dla siebie. Czy potrafimy ten dar przyjąć? Podobnie mąż jest darem dla żony, a żona dla męża. Oni razem są darem od Boga. Czy ten dar wzajemnie przyjmują? Podstawą przyjęcia daru jest doświadczenie bycia przyjętym jako dar w rodzinie. Kiedy człowiek nie doświadcza takiego przyjęcia, sam ma potem duże trudności, by przyjąć innych jako dar. Taką ranę potrafi uleczyć jedynie Bóg, który jest Ojcem, który kocha nas i daje nam bezwzględną akceptację.
Całe misterium obdarowania zawiera się w Eucharystii, jest ona komunią z Bogiem, który jest z nami. Czy potrafimy je przyjąć z dziękczynieniem, odpowiadając pełnym głosem: Amen?
Fragment książki „Rozważania liturgiczne. Tom 1 (Adwent i Boże Narodzenie)”
Włodzimierz Zatorski OSB (ur. 1953) benedyktyn, fizyk, teolog, filozof.
Ukończył studia z fizyki teoretycznej na Uniwersytecie Jagiellońskim (1980 r.)
Od 1980 w Opactwie Benedyktynów w Tyńcu, (śluby wieczyste złożył w 1984 r.).
Założycieli wieloletni dyrektor Wydawnictwa Benedyktynów „Tyniec”.
Od 2005 do 2009 przeor w Tyńcu, 2010-2013 mistrz nowicjatu. Od 2015 szafarz (ekonom) klasztoru. Od 2002 roku prefekt (opiekun) oblatów świeckich przy Opactwie w Tyńcu.

 

 

 

Czego potrzebujesz na kilka dni przed świętami?

 
Do świąt zostało nam już niewiele czasu. Widać to m.in. w dzienniku elektronicznym moich dzieci, które od piątku zaczynają długą przerwę świąteczną. Zauważyłam to również w ulubionym sklepie mięsnym, gdzie co drugi klient składa zamówienia do odbioru dzień przed Wigilią, czy po ilości kartek świątecznych, które zaczęły do mnie przychodzić (i które uwielbiam!). Adwent powoli się kończy, wchodzimy w bezpośrednie przygotowania do Bożego Narodzenia, przygotowując… No właśnie, co?
Widzę swoje zabieganie. Kilka różnych list z zadaniami do ogarnięcia, tak by zdążyć do 24 grudnia. Moje ciało w ciągłym biegu chciałoby już zwolnić. Czuję spięte ramiona, często powracający ból głowy i niedobory snu. Odhaczam z listy zadanie za zadaniem, myśląc o tym, że chciałabym zwolnić. Odpocząć. Poczuć.
Staję więc z pytaniem: co mogę z tym zrobić? Jak mogę zadbać o swoje potrzeby, które są nie mniej ważne niż wszystkie sprawy dookoła, choć siebie najłatwiej postawić na końcu – szczególnie jeśli jest się rodzicem, albo czyimś stałym opiekunem. Zatrzymałam się, zadając sobie wiele podobnych pytań. Zobaczyłam odpowiedzi, które mnie lekko zaskoczyły.
Delegacja zadań, coś tak banalnie prostego, ale tylko w teorii. Przecież nikt tak dobrze i szybko nie ogarnie jak ty, prawda? Jeśli ty nie zadbasz, to kto będzie pamiętał? Jeśli czegoś zabraknie, do kogo pojawią się pretensje? Tak trudno jest oddać w czyjeś ręce odpowiedzialność, gdy dzieją się rzeczy na których w jakiś sposób nam zależy.
„Nigdy nie jesteśmy tak biedni, byśmy nie mogli nic innym dać, ani tak bogaci, byśmy nie mogli nic przyjąć. Dlatego dobrze do wspólnego stołu zapraszać nie tylko rodzinę, ale też warto dać się czasem komuś zaprosić, stać się dla kogoś domownikiem”.
Zamówiłam dziś mięso na święta, ale nie podałam swojego imienia jako osoby do odbioru, zrobi to mój nastoletni syn. Dekoracje domu ogarnie młodsza latorośl. Potrawy, spisane już wspólnie na kartkę, również zostaną przygotowane wspólnie. Cóż z tego, że w sałatce warzywa będą pokrojone nierówno? Nic. I tak zjemy ją ze smakiem. Czy to proste? Pewnie sprzątając bałagan po wspólnym gotowaniu przemknie mi myśl, że lepiej było zrobić to samej, ale mocno wierzę w to, że mimo to warto. Zaufać, przełamać się, oddać zadania w czyjeś ręce.
Końcówka adwentu jest też dla mnie czasem weryfikacji adwentowych postanowień, spojrzenia na to, na ile moje oczekiwania i plany się zrealizowały. Codzienne roraty, w których udało się nam wytrwać, są i były czasem niezwykle ubogacającym, choć fizycznie kosztują dużo trudu i wyrzeczeń. Myślę o tych osobach, które również nosiły w sobie pragnienie rorat, ale w trakcie poddali się, przyszła choroba itd. Może mimo to warto wybrać się na nie choć jeden raz? Nie patrząc na to ile razy nie byłem, ale ile razy mogę jeszcze być. Każda Msza jest warta tego, by o nią zawalczyć – szczególnie jeśli nosimy w sobie jej „niedobór”, tęsknotę…
Udało mi się dotrzeć do spowiedzi, którą zaplanowałam na samym początku adwentu i która była dla mnie doświadczeniem uzdrawiającym i otulającym Bożym spojrzeniem – tym pełnym miłości, a nie potępienia. Może warto pomyśleć o niej, jeśli potrzebujesz tego sakramentu? Jeśli tęsknisz, warto spróbować – pomimo lęku, ludzkich oporów i tego, co do tej pory zatrzymywało cię przed uklęknięciem w konfesjonale.
Na ostatnie dni przed świętami planuję zwolnić. Nie zaniedbać, czy odpuścić całkowicie, czy zlekceważyć. Po prostu w tym wszystkim, co należy zrobić, zatrzymać się i być.
Być z Bogiem, gdy usiądę na chwilę z kawą i pomyślę o tym, że Jezus siedzi przy mnie (jakże to może być trudna, ale głęboka modlitwa!). Tak, by słowa „maranatha” brzmiały w ustach prawdziwie, a w sercu zrodziła się decyzja, że robię to co jest w moim zasięgu, by pozwolić Jezusowi się ze mną spotkać.  Z mężem i dziećmi, gdy zaczniemy nasze kuchenne rewolucje, wszak najgłębsze rozmowy pojawiają się wtedy, gdy ręce zajęte są pracą. W ciszy, gdy wyłączę powiadomienia w telefonie, by pobyć trochę sama ze swoimi myślami. W tym, czego potrzebuję, by nie zgubić tych świąt. Tak łatwo biec, trudniej się zatrzymać i być. Warto jednak, jakkolwiek to zrobimy, ale warto…
Zobacz także
"Kto się zaleca w Adwenta, będzie miał żonę na święta". Tak wyglądały dawne polskie zwyczaje adwentowe
Magdalena Urbańska – „deon.pl”

 

 

20

 

Powstań! Pójdź!

 
Bycie tak blisko – to nie jest coś oczywistego. Podobnie w ludzkiej miłości – rozstania, rozmaite oddalenia, rozłąka – ta miłość wiele musi wytrzymać.
Słowo - PnP 2,8-14
Oblubienica:
Cicho! Ukochany mój!
Oto on! Oto nadchodzi!
Biegnie przez góry,
skacze po pagórkach.
Umiłowany mój podobny do gazeli,
do młodego jelenia.
Oto stoi za naszym murem,
patrzy przez okno,
zagląda przez kraty.
Miły mój odzywa się
i mówi do mnie:
«Powstań, przyjaciółko ma,
piękna ma, i pójdź!
Bo oto minęła już zima,
deszcz ustał i przeszedł.
Na ziemi widać już kwiaty,
nadszedł czas przycinania winnic,
i głos synogarlicy już słychać w naszej krainie.
Drzewo figowe wydało zawiązki owoców
i winne krzewy kwitnące już pachną.
Powstań, przyjaciółko ma,
piękna ma, i pójdź!
Gołąbko ma, [ukryta] w zagłębieniach skały,
w szczelinach przepaści,
ukaż mi swą twarz,
daj mi usłyszeć swój głos!
Bo słodki jest głos twój
i twarz pełna wdzięku»
Medytacja
Nakazać to, uczynić, wyegzekwować: cicho! Odsunąć wszystko inne na bok, bo nic nie jest równie ważne jak to. Uderzająca jest ta konieczność ascezy, wyciszenia.  Warunki konieczne, by usłyszeć i własne pragnienia, i zbliżanie się spełnienia. Te warunki trzeba stworzyć, zadbać o nie. Domagać się ich. Oblubienica wydaje się czekać, nasłuchiwać – ale musi jeszcze rozpoznać ukochanego w swoim otoczeniu. Ona trwa – on porusza się, szybko, coraz szybciej. Jest w tym dynamizm i siła. Jeśli Kościół czeka, jeśli dusza czeka – to właśnie na moc. Mówimy, że jest ubogi, urodzony w lichej szopie, pokorny, wcielony – ale to sam Bóg.
Ten Bóg nadchodzi, biegnie, skacze, wydaje się, że nic nie może Go w tym biegu zatrzymać. A jednak…
A jednak zatrzymuje się, „stoi za naszym murem, patrzy przez okno, zagląda przez kraty”. Jest jakaś granica pomiędzy Nim a nami, pomiędzy kochającym a ukochanym – jakaś przestrzeń woli, wolnego wyboru, decyzji. Nie ma w miłości jakiegoś automatyzmu, przymusu. Ta przestrzeń niczyja ma nas chronić i odseparowywać – ale tak jak w ludzkiej miłości staje się przestrzenią próby. Czy uda nam się pokonać przeszkody, co jesteśmy skłonni poświęcić, ile zamierzamy włożyć wysiłku? A także: na ile jesteśmy gotowi zaufać, na ile się otworzyć?
Gazela i młody jeleń to zwierzęta dzikie. Zwinne i szybkie, piękne – ale przecież nieudomowione. Zawsze jest tu więc jakaś niewiadoma, jakaś nieprzewidywalność, tajemnica. Jak to będzie wyglądało? Co może się stać? Nie wiadomo. Kiedy ukochany przemawia, słyszymy go, bo jest bardzo blisko. Na odległość głosu – tak się mówi. Wiemy jednak równocześnie, że nie jest to coś oczywistego. Bycie tak blisko – to nie jest coś oczywistego. Podobnie w ludzkiej miłości – rozstania, rozmaite oddalenia, rozłąka – ta miłość wiele musi wytrzymać, wiele udźwignąć.
Oblubieniec opowiada o świecie wokół, który jakby jest gotowy na miłość, pełen życia, nowych narodzin. Pragnienie, które nosimy w sercu, podobnie znajduje swoje odbicie w tym, co wokół nas. Świat, rozmaite sytuacje, zdarzenia, to co widzimy, czego doświadczamy – nabrzmiewają sensem. Wszystko nam mówi o naszej miłości. Ta miłość chce rodzić, owocować. Tego pragnie.
Oblubieniec mówi – ale i domaga się odpowiedzi. Przyszedł usłyszeć ukochaną, chce ją zobaczyć. Domaga się wzajemności. Tak jak ona nasłuchiwała jego kroków, tak i on nasłuchuje jej głosu. Oddzieleni od siebie, nawzajem o sobie wiedzą. Jest w tym silne napięcie – ale i wzajemna zgoda na to, by wszystko odbywało się powoli, we własnym rytmie.
Kiedy Bóg mówi do nas „Powstań! Pójdź!”, my chcemy, żeby On tak powiedział. Trudno jest opisać to pragnienie, które jest w ludzkim sercu – jakbyśmy od zawsze czekali na ten głos, na to wezwanie.
Katarzyna Solecka – „wiara.pl”

 

 

21

 

Te pięć prostych rzeczy uratuje twój Adwent. Jeszcze zdążysz

 

Adwent nie wychodzi ci, jak chcesz, i masz poczucie, że twoja wiara może nie umiera, ale na pewno nie rośnie? Oto kilka podpowiedzi Marty Łysek i Łukasza Sośniaka SJ z adwentowego odcinka podcastu "Bez cenzury".  
1. Odpuść sobie swoją listę zadań duchowych, która jest jak kula u nogi
2. Używaj wdzięczności jak proszku do daktyloskopii
3. Zamień nudne czekanie na czujność tu i teraz
4. Połącz podejście Małej Tereski i japońskich mędrców
5. Potraktuj Adwent jako przypomnienie, że niemożliwe jest możliwe
Odpuść sobie swoją listę zadań duchowych, która jest jak kula u nogi
- Takie zadaniowe myślenie może być bardzo niebezpieczne dla życia duchowego. To jak z zeszytem w podstawówce: jak zrąbałem jeden szlaczek i on był bardzo brzydki, to miałem poczucie, że to koniec, nie ma sensu, już nie będę się starał. I zeszyt był totalnie odpuszczony. W życiu duchowym też trochę tak jest. Jeżeli funkcjonujemy w takim duchowym myśleniu zadaniowym i na przykład wyznaczymy sobie, że teraz będziemy codziennie cztery różańce rano, trzy po południu i dwa wieczorem i cokolwiek nam się nie uda, no jest poczucie, że wszystko się sypie i po prostu trzeba z tego zrezygnować. To jest bardzo niebezpieczne, bo może się okazać, że odpuścimy sobie relację z Bogiem przez to, że traktowaliśmy ją jakoś zadanie. A Adwent to nie jest czas, żeby się spiąć i samodoskonalić - mówi Łukasz Sośniak SJ.
Używaj wdzięczności jak proszku do szukania śladów Boga w twoim własnym życiu
- Wdzięczność pozwala nam złapać ślady Pana Boga. Ja jestem ogólnie takim wdzięcznym człowiekiem. Dostrzegam bardzo dużo drobiazgów, dużo mnie cieszy. Widzę w tym takie "boże odciski palca". Wiesz, piszę kryminały i mam takie detektywistyczne skrzywienie, więc dla mnie wdzięczność to jest taka teologiczna daktyloskopia. Musisz posypać życie wdzięcznością, tak, jak detektyw posypuje powierzchnie proszkiem do daktyloskopii, żeby odcisk się ujawnił. I dlatego wiara nie umiera, jak się człowiek w Adwencie i każdym innym czasie doczepi nie do zadań, ale do obecności. To ważne, jeśli się jej akurat nie doświadcza w swoim życiu, bo jest ten czas, kiedy Pan Bóg jest troszeczkę zasłonięty, żebyśmy Go szukali. Tu koniecznie muszę dodać, że to jest Jego dynamika działania i ona jest normalna: czasem daje mocno odczuć swoją obecność, a czasem jest schowany. Jeśli w relacji z nim czujemy, że jest jakby trochę dalej i chłodniej, to nie znaczy, że z nami jest coś nie tak. To po prostu jest taki czas, i on też nam coś daje. A wdzięczność pomaga wtedy wyjść z zadaniowości i doceniać te drobiazgi, szukać śladów Boga, które w życiu są zawsze - mówi Marta Łysek.
„Nigdy nie jesteśmy tak biedni, byśmy nie mogli nic innym dać, ani tak bogaci, byśmy nie mogli nic przyjąć. Dlatego dobrze do wspólnego stołu zapraszać nie tylko rodzinę, ale też warto dać się czasem komuś zaprosić, stać się dla kogoś domownikiem”.
Zamień nudne czekanie na czujność tu i teraz
- To abp Galbas napisał o tym na Twitterze, że Adwent to jest okres nie tyle oczekiwania czy uczenia się czekania, tylko uczenia się czuwania. I to jest bardzo jezuickie - mówi Łukasz Sośniak SJ. - On to czekanie zinterpretował w ten sposób, że my zawsze za czymś gonimy, jest takie gonienie za króliczkiem. Gonimy za czymś i nie jesteśmy szczęśliwi w tym momencie, w którym jesteśmy, dlatego że cały czas na coś czekamy. To z jednej strony jest okej, że jeszcze na coś w życiu czekam, że mam taką perspektywę, że coś jest przede mną, ale z drugiej strony może to być też w pewien sposób niszczące, dlatego że nie pozwala mi być tu i teraz. A abp Galbas mówi o tym, że czuwanie jest byciem tu i teraz, doświadczaniem tego, co dzieje się w tym momencie. I to jest bardzo jezuickie, bo fundamentem Ignacego jest zdanie: "szukać i znajdować Boga we wszystkim".
Połącz podejście Małej Tereski i japońskich mędrców
- Przychodzi do głowy jedna rzecz. Oczywiście nie pamiętam japońskiego określenia, bo jestem niedobra w japońskim. Ale Japończycy mają różne takie fajne zasady życiowe i jedną z nich jest robienie małych kroków. To jest bardzo banalne, bo oznacza, że jeśli chcę ćwiczyć pompki, to robię jedną pompkę dziennie. I robię tylko jedną pompkę dziennie. I to brzmi beznadziejnie, to w ogóle jest nic. A w efekcie, po jakimś czasie okazuje się, że to jest bardzo dużo. I myślę sobie, że takim sposobem, żeby nam wiara nie umierała jest takie pozwolenie sobie na to, żeby zrobić bardzo mało. Jak Mała Tereska, małe nic. Zrobić bardzo mało. Mieć puste ręce, ale w tym sensie nie, że puste ręce, żebyś mnie tu, Panie, obdarzał, tylko z takim poczuciem, że ja jestem z tym, że robię bardzo mało, dla Boga wystarczająca. To, że mnie stworzył i żyję, to znaczy, że jestem wystarczająca. Gdybym nie była wystarczająca, to by mnie nie było. I myślę sobie, że jeśli się odmówi, nie wiem, jedno "Ojcze nasz", posłucha psalmu w wykonaniu ulubionej ekipy uwielbieniowej, poszuka jednej rzeczy do listy wdzięczności, to nam pomoże zbudować nasz Adwent - mówi Marta Łysek.
Potraktuj Adwent jako przypomnienie, że niemożliwe jest możliwe
- Trochę tak jest, że Adwent to jest pewność, że niemożliwe przyjdzie, że niemożliwe się wydarzy. Przywykliśmy do tego i traktujemy to zwyczajnie, ale przecież fakt, że Bóg staje się człowiekiem to jest totalnie niemożliwa rzecz. Dlatego myślę, że wiara trochę umiera w Adwencie, że my ten Adwent próbujemy zrobić po staremu za każdym razem. Mamy pewne schematy i tradycje, w które wchodzimy. Mamy roraty, wiecznie młodą, bardzo specjalną przestrzeń przeżywania bliskości z Panem Bogiem w inny sposób niż zazwyczaj. To jest fajne, liturgiczne doświadczenie, które każdemu może dać coś otwierającego na Bożą rzeczywistość. Ale mam mam wrażenie, że mocno jednak siedzimy w schematach, w tym, co było, również dlatego, że życie nas goni, że trudno jest wymyślać coś od nowa, że to działało, więc dlaczego nie miałoby działać teraz. A Adwent jest trochę po to,  żeby doświadczyć, uwierzyć, że masz Ojca, który może wszystko i nie ma dla niego nic niemożliwego. I co lepsze, jak człowiek uwierzy, że coś jest możliwe, to nagle się otwierają różne furteczki, wydarzają różne rzeczy, które sprawiają, że naprawdę tak jest, choćby inni mówili, że to niemożliwe. I to jest moim zdaniem najlepsze przeżycie Adwentu - mówi Marta Łysek.
DEON TV / mł
 
 

 

Dzień dobry, tu Bóg:
Pamiętaj, że jestem blisko Ciebie. Zawsze!
 
Na tegoroczny Adwent proponujemy serię ćwiczeń duchowych inspirowanych duchowością ignacjańską; wyjątkowych spotkań, które – poprzez zaangażowanie wyobraźni, wspomnień, uczuć i myśli – będą stopniowo pogłębiać nasze doświadczenie i pragnienie Boga.
Usiądź wygodnie. Wyobraź sobie twarz Boga. Zobacz łagodny uśmiech i wzrok pełen miłości.
Przeczytaj fragment dzisiejszego czytania:
    Nie lękaj się, bo już się nie zawstydzisz, nie wstydź się, bo już nie doznasz pohańbienia. Raczej zapomnisz o wstydzie twej młodości. I nie wspomnisz już hańby twego wdowieństwa. Bo małżonkiem twoim jest twój Stworzyciel, któremu na imię – Pan Zastępów; Odkupicielem twoim – Święty Izraela, nazywają Go Bogiem całej ziemi. Zaiste, jak niewiastę porzuconą i zgnębioną na duchu, wezwał cię Pan. I jakby do porzuconej żony młodości mówi twój Bóg: Na krótką chwilę porzuciłem ciebie, ale z ogromną miłością cię przygarnę. W przystępie gniewu ukryłem przed tobą na krótko swe oblicze, ale w miłości wieczystej nad tobą się ulitowałem, mówi Pan, twój Odkupiciel. Dzieje się ze Mną tak, jak za dni Noego, kiedy przysiągłem, że wody Noego nie spadną już nigdy na ziemię; tak teraz przysięgam, że się nie rozjątrzę na ciebie ani cię gromić nie będę. Bo góry mogą ustąpić i pagórki się zachwiać, ale miłość moja nie odstąpi od ciebie i nie zachwieje się moje przymierze pokoju, mówi Pan, który ma litość nad tobą (Iz 54,4–10).
Wyobraź sobie dwie zakochane w sobie osoby, które mają za sobą trudne historie, ból rozstania i smutek rozdzielenia. Teraz, po długim czasie, znów są razem. Na zawsze.
Ten obraz to deklaracja Pana Boga względem Ciebie; obietnica, że – niezależnie od wszystkiego – będzie blisko Ciebie. Pobądź przez chwilę z tą myślą.
    Modlitwa: Mój Boże, pozwól mi uwierzyć, że jesteś blisko i nic nie zdoła odłączyć mnie od Ciebie, który jesteś źródłem życia i pokoju.
W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
Dominik Dubiel SJ – „aleteia.pl”

 

 

 

Kiedy św. Franciszek spotkał się z egipskim sułtanem
 
Papież Leon udał się do Turcji i Libanu, krajów w których żyje wielu ludzi wyznających islam. Przychodzi tu na myśl spotkanie św. Franciszka z Asyżu z sułtanem Malikiem al-Kamilem w 1219 r.
W 1219 roku szaleje wojna pomiędzy krzyżowcami a islamem. Dwa wieki wcześniej grób Chrystusa został zrównany z ziemią przez wojska sułtana. Armie stoją naprzeciw siebie w delcie Nilu, na egipskiej równinie Damietty.
Sułtan al-Kamil ogłosił właśnie dekret obiecujący znaczną nagrodę w złocie tym, którzy przyniosą głowę chrześcijanina. Natomiast krzyżowcy, na których czele stoi Pelagiusz, próbują zdobyć port w Damietty, co pozwoliłoby im zająć Egipt.
Dwie wcześniejsze próby głoszenia Ewangelii
W takich oto okolicznościach Święty Franciszek postanawia wraz ze swym towarzyszem bratem Illuminatem iść głosić Ewangelię wśród muzułmanów. Poverello już dwukrotnie próbował udać się do Ziemi Świętej, aby głosić naukę Chrystusa, ale bez powodzenia.
Historycy dysponują jednym jedynym szczegółowym opisem tego wydarzenia. Jego autorem jest Święty Bonawentura. Tworzył go jednak przeszło sto lat później, a w dodatku ten zapis stanowi przede wszystkim część epopei na cześć świętego założyciela zakonu franciszkanów.
Według Świętego Bonawentury Franciszek został pojmany przez Saracenów, gdy próbował przekroczyć ich linię walki. Poprosił wówczas o spotkanie z sułtanem i zgodę tę otrzymał.
Wizyta została uznana za porażkę
Bratanek Saladyna przyjął go z wielką uprzejmością – odnotowuje kronikarz, ale ta wizyta została wówczas uznana za porażkę, ponieważ świętemu nie udało się ani przekonać sułtana do religii chrześcijańskiej, ani zyskać nawet palmy męczennika.
Dlatego przez siedem wieków hagiografowie Franciszka właściwie nie wspominali o tym epizodzie. I to pomimo że w „Kwiatkach św. Franciszka” można znaleźć wzmiankę o tym, iż pod koniec rozmowy sułtan szepnął mu do ucha: „Bracie Franciszku, bardzo chętnie nawróciłbym się na wiarę Chrystusa, ale nie chcę tego czynić teraz; gdyby tutejsi ludzie dowiedzieli się o tym, zabiliby mnie razem z tobą i wszystkimi twoimi towarzyszami”.
Zapomniany szczegół
Ojciec Gwenolé Jeusset, franciszkanin, wystąpił 19 września 2016 roku w Asyżu podczas spotkania poświęconego religiom i kulturom dla pokoju. Przypominając o tym mało znanym epizodzie, były przewodniczący franciszkańskiej Komisji ds. Relacji z Muzułmanami i członek watykańskiej Komisji ds. Islamu przytoczył także pewien szczegół, który aż do XX wieku pozostawał niemal zapomniany.
Chodzi mianowicie o przemyślenia, jakie Święty Franciszek snuł po tamtym doświadczeniu:
    Bracia, którzy udają się do muzułmanów i innych nie-chrześcijan – pisze święty z Asyżu – mogą pojmować swoją duchową rolę w dwojaki sposób: mogą nie wszczynać żadnych dysput ani kłótni, poddając się wszelkim boskim stworzeniom za sprawą Boga i podkreślając jedynie, że są chrześcijanami; mogą też – kontynuuje święty – jeżeli uznają, że taka jest wola Boga, głosić słowo Boże, by nie-chrześcijanie uwierzyli w Boga Wszechmocnego, Ojca, Syna i Ducha Świętego, Stworzyciela wszystkich rzeczy, jego Syna Odkupiciela i Zbawiciela, postanowili dać się się ochrzcić i stali się chrześcijanami.
Uśmiech Świętego Franciszka
W Le souci des pauvres – Troska o biednych (wyd. Flammarion, 1996) Albert Jacquard pisze, że „sułtan nie zapomniał o uśmiechu Świętego Franciszka, o jego łagodności w wyrażaniu wiary bez granic. Być może to wspomnienie przeważyło, kiedy dziesięć lat później postanowił, nie będąc do tego przez nikogo zmuszanym, oddać Jerozolimę chrześcijanom”.
W ten oto sposób „uzyskał wszystko, czego armiom przybyłym z Europy nie udało się wcześniej uzyskać" – kontynuuje swój wywód Albert Jacquard. I dodaje, że „być może jasne spojrzenie Franciszka przeniknęło do sumienia tego człowieka otwartego na myśl innych ludzi i mogło w nim dojrzewać”.       
Xavier Le Normand – „aleteia.pl”
 
 

 

Święci i błogosławieni w tygodniu

 
 
 
 
 

NIEDZIELNA EUCHARYSTIA W KOŚCIOŁACH W OKOLICY

Parafia Miłosierdzia Bożego, os. Na Wzgórzach

niedziele i święta: 6.30, 8.00, 9.30, 11.00, 12.30 (oprócz VII i VIII), 16.00, 19.00,

dni powszednie – 7.00, 7.30, 18.00.

Parafia Matki Bożej Pocieszenia, ul. Bulwarowa 15a

niedziele i święta: 7:00, 8:30, 10:00, 11:30, 13:00, 18:00, 20:00

dni powszednie: 7:00, 15:00, 18:00

Parafia Matki Bożej Częstochowskiej, os. Szklane Domy 7,

niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:30, 17:00 (oprócz VII i VIII),

19:00 (oprócz VII i VIII), 20:30

dni powszednie: 6:30, 8:00, 18:00

Parafia Matki Bożej Królowej Polski, Arka Pana, ul. Obrońców Krzyża 1

niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:30, 16:00, 17:30, 19:00,

dni powszednie: 6:00, 6:30, 7:00, 7:30, 8:00, 11:00, 18:00

Bazylika Krzyża św. - klasztor

                              (pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i św. Wacława)

niedziele i święta: 06.30, 08.00, 09.30, 11.00, 12.30, 14.00 (oprócz VII i VIII)

dni powszednie: 06.30, 07.30, 08.30, 16.00 (w piątki), 18.00.

Parafia św. Bartłomieja Apostoła, Mogiła, ul. Klasztorna 11,

niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:30, 14:00 (oprócz VII, VIII), 16:30, 18:00

dni powszednie: 6:00, 7:00 (oprócz VII i VIII), 7:30, 8:30, 18:00

Parafia Najświętszego Serca Pana Jezusa, os. Teatralne,

niedziele i święta: 7:00, 8:30, 10:00, 11:30, 13:00 (oprócz VII i VIII), 18:00, 19:30

dni powszednie: 6:30 (oprócz VII i VIII), 7:00, 18:00

Parafia św. Stanisława Biskupa Męczennika, Kantorowice 122,

niedziele i święta: 9:00, 11:00, 18:00, dni powszednie: 8:00, 17:00, (18.00- lato)

Parafia Najświętszego Serca Pana Jezusa, os. Lubocza,

niedziele i święta: 8:00, 10:30, 17:00, dni powszednie: 7:00, 17:00

Parafia Matki Bożej Wspomożenia Wiernych, Prusy,

niedziele i święta: 7:30, 9:30, 11:30,

dni powszednie: 18:00 (pon., śr., pt.), 6:30 (wt., czw., sob.)

Parafia św. Maksymiliana Marii Kolbego, Mistrzejowice,

niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 10:30, 11:00, 13:00, 17:00, 19:00

dni powszednie: 6:30, 7:00, 7:30, 18:00

NASZE STRONY INTERNETOWE I ADRESY:

strona internetowa gazetki:wzgorza-gazetka.pl

adres gazetki:Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.