W BLASKU MIŁOSIERDZIA
29/1029 – 22 czerwca 2025 r. C.
INTERNETOWE WYDANIE TYGODNIKA
Niedziela, 2 czerwca 2025
XII niedziela zwykła rok „C”
Kolor szat liturgicznych: zielony
Czytania
Pierwsze czytanie: Za 12,10-11, 13,1
Psalm: Ps 63
Drugie czytanie: Ga 3,26-29
Ewangelia: Łk 9,18-24
Ewangelia
Łk 9, 18-24 - Wyznanie wiary w Chrystusa i zapowiedź męki
✠ Słowa Ewangelii według Świętego Łukasza
Gdy Jezus modlił się na osobności, a byli z Nim uczniowie, zwrócił się do nich z zapytaniem: «Za kogo uważają Mnie tłumy?»
Oni odpowiedzieli: «Za Jana Chrzciciela; inni za Eliasza; jeszcze inni mówią, że któryś z dawnych proroków zmartwychwstał».
Zapytał ich: «A wy za kogo Mnie uważacie?» Piotr odpowiedział: «Za Mesjasza Bożego».
Wtedy surowo im przykazał i napominał ich, żeby nikomu o tym nie mówili. I dodał: «Syn Człowieczy musi wiele wycierpieć: będzie odrzucony przez starszyznę, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; zostanie zabity, a trzeciego dnia zmartwychwstanie».
Potem mówił do wszystkich: «Jeśli ktoś chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa».
Komentarz do czytań
Zaprzeć się samego siebie, wziąć krzyż, naśladować Jezusa.... Krzyż, znak posłuszeństwa Ojcu aż do śmierci. Nie chodzi głownie o godzenie się ze zrządzeniami losu. Przede wszystkim o wierność Bogu. O wierność przykazaniu miłości...
Nikt nie obiecuje, że bycie chrześcijaninem nic nie kosztuje. Kosztuje: wierność Bogu w każdym wyborze.
Czytania XII niedzieli zwykłej roku C koncentrują się wokół tematu wybrania. Wybrania przez Boga. Myli się jednak ten kto myśli, że to same zaszczyty. To także spore wymagania: wierności w każdym wyborze. Ale... Czyż do tego co najpiękniejsze droga zawsze nie wiedzie poprzez mniejsze czy większe trudy? Nie zawsze zresztą, jak podczas górskich wędrówek, takie, przed którymi się wzdrygamy. Także takie, które chętnie, jak trudne wyzwanie, podejmujemy.
Bóg, wielki i wszechmocny, godzi się na odrzucenie przez ludzi. Bo wie, że skoro dał człowiekowi wolność, do niczego nie powinien człowieka zmuszać. Także do miłości do Niego.... Czeka na tę miłość, ale nie zamierza zadowalać się teatrzykiem. Czeka na miłość autentyczną...

W dzisiejszym numerze
- Szukam. Pragnę
- A wy za kogo Mnie uważacie?
- Należeć do Mesjasza Ukrzyżowanego
- Koran, filary islamu i takija
- Czy matematyka jest dowodem na istnienie Boga?
- Święci i błogosławieni w tygodniu

Szukam. Pragnę
„Boże, mój Boże, szukam Ciebie” i „A wy za kogo Mnie uważacie?” – pierwszy raz połączyły mi się te dwa fragmenty dzisiejszej liturgii słowa. Słuchałem czytań w samochodzie, jadąc wąską, lokalną drogą przez rozległe, umajone pola Dolnego Śląska, i uświadomiłem sobie, że szukałem Go i pragnąłem, jeszcze zanim te słowa padły: ciało moje tęskniło za Nim jak ziemia zeschła w ostatnich tygodniach intensywnych projektów, które zdominowały moje życie, łaknąłem wody, ciszy, tych zielonych pól z daleka od ekranu i choćby chwili samotności, żeby usłyszeć własne myśli…
Czy to już jest Bóg? Wiosenne życie, real, czas i przestrzeń na wpatrywanie się – i to niekoniecznie w świątyni? „Za kogo Mnie uważacie?”, które połączyło się dziś z Psalmem 63, to nie tylko akademickie pytanie o tożsamość Nauczyciela, ale kwestia bardzo praktyczna dla mnie: z tego, kim On jest, wynika to, gdzie będę Go szukał i jak będę Go pragnął. „Przyoblekliście się w Chrystusa”, „jesteście kimś jednym w Chrystusie” – skoro jestem w Nim, to szukam Go w sobie, jeśli jesteśmy w Nim razem kimś jednym, jednym ciałem, to szukam i pragnę Go w tobie.
A świątynia? „Oto wpatruję się w Ciebie w świątyni, by ujrzeć Twą potęgę i chwałę” – śpiewa autor psalmu do Boga, swojego Boga, którego chwała objawiała się w Jeruzalem. Ja, już wszczepiony w nową winnicę, ale ciągle jeszcze wyglądający Nowej Jerozolimy, potrzebuję liturgii, świętych znaków i wspólnotowego kultu, żeby oczyścić, wyostrzyć i ukierunkować to moje szukanie. Ale potem – a tak naprawdę jednocześnie, bo to przecież symultaniczna dynamika całej mojej drogi – pragnę Go i szukam i wpatruję się w Niego w tej świątyni niezdefiniowanej murami, świątyni stworzenia, którą swoją potęgą i chwałą powołał do istnienia, w świątyni, którą ty, towarzyszu drogi, jesteś. I bardzo chcę żyć z rękami wzniesionymi i z ustami pełnymi uwielbienia.
Łukasz Miśko OP – „wdrodze.pl”

A wy za kogo Mnie uważacie?
A wy za kogo Mnie uważacie? To fundamentalne pytanie Jezus zadaje Apostołom pod Cezareą Filipową. Dlaczego właśnie tam? Było to miasto zbudowane u stóp góry Hermon, w miejscu, gdzie trzy strumienie łączą się w jeden nurt i dają początek rzece Jordan. Owe miejsce zachwycało bujną roślinnością. Pewnie dlatego w pobliżu jednej z tamtejszych grot Ptolemeusze nakazali zbudować świątynię dedykowaną bożkowi Panowi – opiekunowi lasów i pól, pasterzy i trzód. Z czasem przypisano mu dodatkowe funkcje: lekarza, wieszczka i dawcy płodności. Pan nie był jedynym bożkiem czczonym w Cezarei Filipowej. Jedną z okolicznych grot, przy której wypływała woda, dedykowano greckiej nimfie Echo. Ponadto Herod Wielki wybudował tam świątynię poświęconą Augustowi – władcy rzymskiemu. Cezarea Filipowa stanowiła zatem symbol ludzkich pragnień i poszukiwań dotyczących spełnienia życia. Dla jednych była to władza, dla innych – religia niosąca obietnice zdrowia, sił witalnych lub przepowiedni pomyślnej przyszłości.
Wydaje się, że nieprzypadkowo Jezus zabiera Apostołów pod Cezareę Filipową. Wie, że Jego uczniowie stanęli wobec wielkiej próby. Kusi ich życie ziemskiej sławy i sukcesu. Dopiero co wrócili z wyprawy, na którą Jezus ich wysłał, aby „głosili Królestwo Boże i uzdrawiali chorych” (Łk 9,2). Donieśli Jezusowi o sukcesie głoszenia Ewangelii – o tym, że chorzy odzyskiwali zdrowie, a złe duchy im się poddawały (por. Łk 9,11). Następnie byli świadkami cudownego rozmnożenia chleba i nakarmienia pięciu tysięcy ludzi (por. Łk 9,12-17). Wydaje się, że wszystko zmierza w dobrym kierunku, a to, czego doświadczali, potwierdzało, że Jezus jest oczekiwanym Mesjaszem, który przyniesie Izraelowi królestwo dostatku i pokoju.
Jezus także i nas zabiera pod Cezareę Filipową. My również nie jesteśmy wolni od pokusy ziemskiej chwały i sukcesu. Zabiegamy o to, aby spełniały się nasze pragnienia i marzenia. Miłe są nam słowa podziwu od innych. Jesteśmy szczęśliwi, kiedy inni liczą się z naszym zdaniem. Wszystko prowadzi do zadowolenia z życia, a Jezus staje się bliższy człowiekowi, bo wydaje się, że jest On gwarantem życiowego sukcesu i błogosławi naszym poczynaniom.
Jednak nie takiego życia chce dla swojego Syna i Jego uczniów Pan Bóg. Jezus, zadając Apostołom pytanie, za kogo Go uważają, tak naprawdę zdradza przez to, za kogo On nas uważa – czyli kim dla Niego jesteśmy: kimś, za kogo warto oddać życie. Wydaje się, że ten krótki dialog Jezusa ze swoimi uczniami był potrzebny, by przygotować ich do przyjęcia wielkiej prawdy o sensie przyjścia Syna Bożego na ziemię. Właśnie pod Cezareą Filipową Jezus po raz pierwszy zapowiada swoją mękę. W ten sposób pokazuje, że droga Jezusa, na którą wchodzą Jego uczniowie, mierzy wyżej niż tylko sukces tego świata. Jezus zmierza do królestwa swego Ojca i chce, by znaleźli się tam Jego uczniowie. A zatem odkrywa, w jaki sposób się tam dostać. Droga prowadzi przez Krzyż, który jest częścią Bożego planu: „Syn Człowieczy musi wiele wycierpieć (…), być zabitym, a potem zmartwychwstanie” (Łk 9,22).
W filmie pt. „Powołany – film na czasy ostateczne” można zobaczyć świadectwo, jakie daje Pani Joanna Nowacka. Związała się ona z Krzysztofem, dla którego zostawiła swojego męża Grzegorza. Wzięli ślub cywilny. Byli szczęśliwi. Kochali się. Na świat przyszło dwoje dzieci. Mieli piękny dom, dobrze płatną pracę. Czego można chcieć więcej od życia? Jednak ich szczęście zburzyła choroba Krzysztofa. Diagnoza postawiona przez lekarzy brzmiała: rak mózgu – glejak IV stopnia. Krzysztofowi pozostało od 4 do 6 tygodni życia. Podczas jednej z wizyt w szpitalu Pani Joanna zauważyła, że na stoliku obok łóżka Krzysztofa leży obrazek Pana Jezusa Miłosiernego. Krzysztof zwrócił się do niej ze słowami: „Wszystko będzie dobrze, Pan Jezus nam pomoże”. Prosił ją, aby od tej pory żyli w czystości. Joanna uznała, że zwariował. Po powrocie ze szpitala do domu Krzysztof codziennie modlił się na różańcu, czytał Pismo Święte, zaczął chodzić do kościoła. Jednak jego stan zdrowia pogarszał się z dnia na dzień i w końcu odszedł. W czasie pogrzebu, stojąc nad trumną Krzysztofa, Joanna usłyszała słowa: „Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz, ale Pan cię wskrzesi w dniu ostatecznym. Żyj w pokoju”. Ogarnęła ją wtedy wielka miłość. Zaczęła rozumieć, że Bóg istnieje. Uwierzyła, że jest życie, że jest coś więcej niż ta doczesność, w której żyła. Po śmierci Krzysztofa zaczęła porządkować swoje życie. Dążyła do pojednania. Prosiła o wybaczenie tych, których skrzywdziła, i sama przebaczała. Zaczęła budować swoje życie na nowym fundamencie – na Chrystusie i Jego miłości. Mówiła, że po ludzku cierpienie, choroba i śmierć Krzysztofa są nie do przyjęcia. Ale było to błogosławieństwo dla niej. Krzysztof złożył ofiarę ze swego życia i dziś bardziej rozumie słowa Jezusa: „Nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich” (J 15,13).
Krzyż to droga do odkrycia pełni życia. To droga, po której kroczymy razem z Jezusem – a właściwie za Nim – jako Jego uczniowie. Kto tej drogi nie podejmuje z obawy o swoje życie, według Jezusa – straci je. Kto zaś chce tracić swoje życie z Jezusem, ofiarować je Ojcu i bliźnim – ocali je. To paradoks Krzyża, który prowadzi do spełnionego życia na ziemi z przedłużeniem na wieczność.
A wy za kogo Mnie uważacie? Jezus stawia dzisiaj to pytanie każdemu z nas. Nie można go zignorować, ponieważ od tego, jak na nie odpowiemy – słowami i życiem – zależy nasze zbawienie. Papież Benedykt XVI, zwracając się do młodych na zakończenie Światowych Dni Młodzieży w 2011 r., podsuwa nam taką odpowiedź:
„Powiedzcie Mu: Jezu, wiem, że Ty jesteś Synem Boga, że oddałeś swoje życie za mnie. Chcę Cię wiernie naśladować, a Twoje słowo będzie mnie prowadziło. Ty mnie znasz i kochasz. Ufam Ci i składam w Twoje ręce całe moje życie. Chcę, żebyś był siłą, która mnie wspiera, radością, która nigdy mnie nie opuszcza”. Amen.
o. Witold Radowski CSsR – „redemptor.pl”
Misjonarz Prowincji Warszawskiej Redemptorystów – Poznań
Należeć do Mesjasza Ukrzyżowanego
1. Ludzie niewierzący czasem nam zarzucają, że religia dla nas jest czymś w rodzaju polisy ubezpieczeniowej, będąc interesownym układem z Bogiem, a to jest niegodne obu stron. Taki zarzut oparty na płytkiej obserwacji życia niektórych chrześcijan jest po prostu karykaturą ich cnoty nadziei, jako liczącej na dobro do otrzymania. O ile można tak krytycznie oceniać niektóre religie pogańskie (np. kananejskie kulty) jako oparte na kontrakcie z bóstwem bez zobowiązań moralnych (do, ut des), o tyle inaczej jest z chrześcijaństwem, branym na serio. Powyższe hasło niedzieli oddaje nakreśloną dzisiejszymi trzema czytaniami naszą relację do Boga objawionego w Jezusie Chrystusie. Czuć się odkupionym przez Mesjasza, który cierpiał z miłości ku nam, to uznawać przynależność do Niego, nazwaną dziś przyobleczeniem się w Chrystusa. On zaś każe iść za sobą niosąc swój krzyż, z gotowością stracenia życia jak On z miłości. Strata ta będzie zyskiem w postaci życia wiecznego.
2. Druga część proroctwa Zachariasza ukazuje między innymi mesjańską przyszłość Ludu Bożego. Wśród jej obrazów znajduje się całkowita przemiana Jerozolimy jako stolicy królewskiego domu Dawida. Odnowa moralna jej mieszkańców nastąpi jednak jako skutek szczególnego wylania ducha – łaski tak mocnej, że nawróconemu ludowi Bóg da się przebłagać. Obmycie z wszelkiego rodzaju win będzie następstwem śmierci tajemniczego Przebitego, któremu zresztą przedtem oni sami zadadzą ten rodzaj śmierci. Dopiero patrząc na Przebitego będą Go opłakiwać w głębokim i powszechnym żalu. Porównywać Go będzie można z żałobą rodzinną po pierworodnym synu lub z żałobą narodową po bogobojnym królu reformatorze Jozjaszu, poległym w starciu z faraonem Neko, w bitwie pod Megiddo (rok 609 przed Chr. – por. 2 Krn 35,20–25). Cały ten obraz harmonizuje z treścią Ps 22 i IV Pieśni o Słudze Jahwe (Iz 52,13–53,12). Te trzy teksty tradycja chrześcijańska zawsze odnosiła do Męki Pańskiej (por. J 19,37).
Apostoł kończąc wywód o ograniczonym zadaniu Prawa Mojżeszowego kreśli skutki przemiany dokonanej przez Odkupienie. Jednym z jej aspektów jest u chrześcijan datujące się od chwili chrztu synostwo Boże. Chrzest tu otrzymał nazwę nie od razu dla nas oczywistą – przyobleczenie się w Chrystusa. To Pawłowe określenie jest dalekie od naszych skojarzeń. „Szata” wydaje się nam czymś zewnętrznym, nieistotnym, zmiennym, a w Biblii wiąże się ona ściśle z godnością człowieka jako wyraz zewnętrzny jego osobowości lub funkcji (por. przepisy o szatach kapłańskich w Wj 28; 29; 39,1–31; 40,12–15). Przyoblec się w Chrystusa – to nie tylko godnie reprezentować Go swymi czynami, lecz należeć do Niego całą istotą (por. Ga 2,20). Chrzest zarazem niweluje wszelkie różnice społeczne i etniczne między ludźmi, odkąd stają się oni kimś jednym w Chrystusie Jezusie i jako całość Kościoła, i wzajemnie dla siebie (por. Rz 12,5). To jest prawdziwe dziedzictwo Abrahamowe.
Perykopa dzisiejsza, mająca paralele u Synoptyków, składa się z dwóch części od siebie niezależnych, lecz redakcyjnie powiązanych w logiczną całość. Pierwsza – skierowane przez Jezusa do grona najbliższych uczniów pytanie – określa tożsamość Jezusa jako Mesjasza Bożego. Drugą wypowiada Piotr, gdy uczniowie wpierw przytoczyli potoczne opinie. Godność jednak mesjańska Jezusa ma na razie pozostać tajemnicą, dopóki fakty paschalne – Jego śmierć i zmartwychwstanie – nie wyjaśnią jej prawdziwego znaczenia, już bez możliwości łatwej wówczas pomyłki. Dlatego Jezus od razu dołącza pierwszą z trzech zapowiedzi wydarzeń paschalnych. Druga część Ewangelii jest wezwaniem Jezusa skierowanym już do wszystkich, by naśladować Go na Jego drodze przez to, że wezmą co dnia swój krzyż. To naśladowanie jest koniecznym warunkiem, by zachować swe życie, oczywiście wieczne, choćby człowiek miał stracić życie doczesne z Jego powodu.
3. Do życia prawdziwego idzie się przez swoistą życiodajną śmierć dzięki Chrystusowi. Prawdziwa droga chrześcijanina jest konsekwentną w jego życiu przynależnością do Niego jako do Odkupiciela, jest mozolnym naśladowaniem Jego mesjańskiej znanej prorokom i psalmom postaci cierpiącego Sługi Jahwe. Nie tylko śmierć, ale także Jego zmartwychwstanie, od chwili chrztu jako ścisłego przyobleczenia się w Chrystusa, stało się naszym udziałem, tak poręczonym, jak bywa na ziemi prawne dziedziczenie. Ta powolna droga krzyżowa naśladowania Chrystusa prowadzi przez śmierć do życia, przy czym oba te pojęcia trzeba brać w pełnym ich zakresie jako odnoszące się tak do czasu, jak do wieczności. Chrześcijanin, umierając sobie samemu przez wysiłek moralny i ascetyczny – podejmowanie krzyża co dnia, rzeczywiście zachowuje życie, ale to prawdziwe, bez kresu, które staje się jego udziałem po śmierci cielesnej.
4. Homilia może idąc za kolejnością dzisiejszych czytań ukazać zastosowanie ich do naszego życia – oczywiście z odpowiednią transpozycją. „Przebity” u Zachariasza – to już nasz Odkupiciel Jezus Chrystus, przy czym trzeba w Niego się wpatrywać uznając wpierw nasz własny udział mniejszy lub większy w tym „przebiciu” przez nasze grzechy wzięte na krzyż. Od Wielkiego Piątku począwszy, który w swojej przyczynie i w następstwach ciągle trwa (B. Pascal), nasza metanoia jest głębsza, niż była żałoba nad Jozjaszem. Zaraz po żalu winna nastąpić w nas żywa wdzięczność za tak radykalną przemianę, jakiej w nas dokonał chrzest, który przyobleka w Chrystusa, z prawami wiekuistego dziedziczenia z Nim. Przecież przedtem byliśmy potomstwem z natury zasługującym na gniew. Ta wdzięczność niechaj co dnia nas skłania do cierpliwego podejmowania na nowo własnego krzyża, na który składają się ciężar obowiązków i udręki duszy i ciała. Wszystko to może być życiodajnym umieraniem.
Augustyn Jankowski OSB – „wiara.pl”

Koran, filary islamu i takija
Koran jest dla muzułmanów „dowodem” boskiego pochodzenia islamu: uważają go za identyczny z tym, który spoczywa wiecznie i niezmiennie na stole przed Allahem.
Według tradycji muzułmańskich, Koran został w pełni objawiony Mahometowi, który będąc analfabetą, nic z niego nie zapisał, gdyż Allah polegał na dobrej woli i pamięci towarzyszy Proroka. Tradycje te dalej twierdzą, że wysłannicy trzeciego kalifa Osma na (644-656) udali się we wszystkie strony, aby zebrać rzeczone wspomnienia Mahometa, zbiory, z których powstanie potem Koran i hadisy (czyny i wypowiedzi Mahometa). Tradycje muzułmańskie wyjaśniają, że w porządkowaniu i ostatecznym redagowaniu Koranu miały miejsce cztery kolejne etapy.
Pierwszy polegał na zapamiętywaniu orędzi przez niektórych uczniów, tworzących nieprzerwane łańcuchy przekazicieli (rawis), począwszy od towarzyszy proroka – świadków objawienia, które było mu dane.
Drugi etap to ich spisywanie na odłamkach terakoty, pergaminie, łopatkach wielbłąda.
Trzeci – zebranie ich w całość, zgromadzenie.
I wreszcie czwarty etap: uporządkowanie ich.
Tradycje muzułmańskie różnią się jednak co do tego, który kalif nakazał zebrać rozproszone elementy objawienia mahometańskiego, ale ogólnie przyjmuje się, że był nim trzeci kalif, Osman (644-656). To on miał je razem zebrać i uporządkować w formie Koranu.
Zgodnie z jego biografią, Osman nakazał spalenie wszystkich Koranów poza swoim własnym, a ich właścicieli skazał na śmierć. Nie uchroniło go to przed zamachem na swoje życie za… sfalsyfikowanie Koranu!
Koran jest dla muzułmanów „dowodem” boskiego pochodzenia islamu: uważają go za identyczny z tym, który spoczywa wiecznie i niezmiennie na stole przed Allahem. Świadczy to o wadze, jaką do niego przywiązują. Cały islam opiera się na rzeczywistości Koranu.
Pięć, czy sześć filarów?
Islam przedstawia siebie jako religię opartą na pięciu filarach, którymi są: wyznanie wiary (szahada); modlitwa (pięć razy dziennie); post w miesiącu ramadan; jałmużna (poddanie, posłuszeństwo); pielgrzymka do Mekki, dla tych, których na to stać. Ale często pojawia się szósty filar: obowiązek prowadzenia dżihadu. Albowiem Allah stwarza niewiernych, z których najgorsi są chrześcijanie – po to, aby muzułmanie ich wytępili.
Zniszczenie tzw. „asocjatorów”, czyli chrześcijaństwa, jest całą racją bytu islamu. „Chrześcijanie to nic innego jak nieczystość! Oby Allah wytępił chrześcijan!”; „Między nami a wami jest wrogość i nienawiść NA ZAWSZE, dopóki nie zostaniecie muzułmanami!”. Również: „Zapłatą dla tych, którzy walczą przeciwko Allahowi i Jego Posłańcowi (odmawiają poddania się islamizacji) i którzy są chętni do zepsucia świata (sprzeciwiają się islamskie mu porządkowi) jest zabicie ich lub ukrzyżowanie, albo odcięcie im ręki i nogi po przeciwnej stronie, i oby zostali wypędzeni z ziemi”.
Takija
W misji podporządkowania całego świata prawu Allaha (szariat) zasada takiji odgrywa zasadniczą rolę. Jest to „ukrywanie opinii religijnych”, prawnie dozwolone muzułmanom w sytuacji przymusowej.
Według Koranu: „Niechaj wierzący nie biorą sobie niewiernych za sprzymierzeńców. Każdy, kto to czyni, sprzeciwia się religii Allaha, chyba, że szukacie u nich ochrony”.
Takija pozwala muzułmanom nawet wyrzekać się islamu i publicznie praktykować niewiarę, jeśli uznają to za konieczne dla ochrony swoich interesów. Jest to ważniejsze niż praktykowanie pięciu filarów islamu.
Ta sztuka okłamywania stanowi sama w sobie religię, obejmującą wszystkie dziedziny życia. Jej celem jest stopniowa infiltracja umysłów, delikatne ich podporządkowanie, poprzez dostosowywanie się do każdej sytuacji (por. wytyczne dla ICESCO24).
Taktyka powyższa jest bezbłędna, pozwala na ustanowienie kalifatu na ziemi. Nauczana jest zarówno przez szyizm, jak i sunnizm.
ks. Guy Pages – „wiara.pl”
Powyższy tekst jest fragmentem książki "Islam pod lupą.

Czy matematyka jest dowodem na istnienie Boga?
Profesor Martin Nowak, wybitny naukowiec z Uniwersytetu Harvarda, specjalizujący się w matematyce i biologii, podczas corocznego kongresu Stowarzyszenia Naukowców Katolickich w Waszyngtonie podzielił się refleksją na temat związku między matematyką a doświadczeniem Boga.
Matematyka jako droga do wieczności
W swoim wystąpieniu profesor postawił pytanie: „Czy matematyka jest dowodem na istnienie Boga?” i odpowiedział na nie twierdząco. Podkreślił, że matematyka może być traktowana jako argument za istnieniem Boga. Odwołał się do św. Augustyna, który wskazywał, że prawdziwość matematyki poznajemy dzięki wewnętrznemu kryterium, możliwemu właśnie dlatego, że „Bóg jest mistrzem duszy”. Wbrew materialistycznym nurtom, Nowak zaznaczył, że matematyka odnosi się do trwałych, wiecznych i ponadczasowych prawd, co wymaga odejścia od ateizmu i materializmu.
Miłość, piękno i matematyka
Profesor zwrócił uwagę, że matematyka nie jest jedynie wytworem kultury, ale sposobem odkrywania prawdy, która zawsze istnieje. Porównał doświadczenie matematyczne do doświadczenia miłości, ponieważ obie te rzeczy przemieniają człowieka, ukazując, kim jesteśmy i z czego się składamy, a także pozwalają „zobaczyć Boga”. Dodatkowo podkreślił estetyczny wymiar matematyki – dla wielu matematyków najpiękniejszym, co widzieli, jest równanie matematyczne. Ta piękność nie jest przypadkowa, lecz odzwierciedla doskonałość i harmonię inteligencji stworzycielskiej, bo „Bóg jest piękny”.
Prawda absolutna i tajemnica Boga
Nowak zdefiniował matematykę jako „zbiór wszystkich prawdziwych twierdzeń” i powiązał ją z Prawdą z wielkiej litery – prawdą absolutną, której nigdy nie da się w pełni poznać, podobnie jak nieskończonego Boga. Zaznaczył jednak, że matematyka nie jest w stanie objąć całkowicie Boga ani uchwycić Jego tajemnicy. Mimo to ma wymiar transcendentalny, przypominając o naszej wiecznej naturze i „ma więcej wspólnego z myślami Boga”.
Takie spojrzenie profesora Nowaka stanowi inspirujące połączenie nauki i wiary, pokazując, że matematyka może być mostem prowadzącym do zrozumienia tego, co boskie i wieczne.
Źródło: eldebate.com

Święci i błogosławieni w tygodniu
- 22 czerwca - św. Paulin z Noli, biskup
- 22 czerwca - bł. Innocenty V, papież
- 23 czerwca - św. Józef Cafasso, prezbiter
- 24 czerwca - Narodzenie św. Jana Chrzciciela
- 25 czerwca - bł. Dorota z Mątowów, wdowa
- 25 czerwca - bł. Maria Lhuilier, dziewica i męczennica
- 25 czerwca - św. Wilhelm z Vercelli, opat
- 25 czerwca - Najświętsza Maryja Panna Świętogórska z Gostynia
- 26 czerwca - święci męczennicy Jan i Paweł
- 26 czerwca - św. Josemaría Escrivá de Balaguer, prezbiter
- 26 czerwca - św. Zygmunt Gorazdowski, prezbiter
- 26 czerwca - bł. Andrzej Jacek Longhin, biskup
- 26 czerwca - bł. Jakub z Ghaziru, prezbiter
- 27 czerwca - św. Cyryl Aleksandryjski, biskup i doktor Kościoła
- 27 czerwca - Najświętsza Maryja Panna Nieustającej Pomocy
- 27 czerwca - św. Emma z Gurk, wdowa
- 28 czerwca - św. Ireneusz, biskup i męczennik, doktor Kościoła
- 28 czerwca - św. Paweł I, papież
- 29 czerwca - święci Apostołowie Piotr i Paweł