W BLASKU MIŁOSIERDZIA

42/1098 – 27 września 2026 r. A.

INTERNETOWE WYDANIE TYGODNIKA

 

 

 

 

 

Niedziela, 27 września 2026 r.

 

 

 

 XXVI NIEDZIELA ZWYKŁA (rok A)

 

 

Kolor szat liturgicznych: zielony

 

 

 

 

 

Czytania:
Pierwsze czytanie: Ez 18,25–28
Psalm: Ps 25
Drugie czytanie: Flp 2, 1-11
Ewangelia: Mt 21,28–32
 
Ewangelia:
Nawrócenie prowadzi do zbawienia
Mt 21, 28-32
✠ Słowa Ewangelii według Świętego Mateusza
Jezus powiedział do arcykapłanów i starszych ludu:
«Co myślicie? Pewien człowiek miał dwóch synów. Zwrócił się do pierwszego i rzekł: „Dziecko, idź i pracuj dzisiaj w winnicy”. Ten odpowiedział: „Idę, panie!”, lecz nie poszedł. Zwrócił się do drugiego i to samo powiedział. Ten odparł: „Nie chcę”. Później jednak opamiętał się i poszedł. Który z tych dwóch spełnił wolę ojca?» Mówią Mu: «Ten drugi».
Wtedy Jezus rzekł do nich: «Zaprawdę, powiadam wam: Celnicy i nierządnice wchodzą przed wami do królestwa niebieskiego. Przyszedł bowiem do was Jan drogą sprawiedliwości, a wy mu nie uwierzyliście. Uwierzyli mu zaś celnicy i nierządnice. Wy patrzyliście na to, ale nawet później nie opamiętaliście się, żeby mu uwierzyć».
 
Komentarze:
Czasem trudno nam dopuścić do świadomości, że łajdak jednak się nawrócił. Jeszcze trudniej chyba, że świątobliwy stał się łajdakiem. Tak jednak bywa. I o tym właśnie, o tym nie mającym podstaw w faktach zapatrzeniu w utarte opinie są czytania tej niedzieli.
Świat dzieli się na dobrych i złych, porządnych i nieporządnych? Może. Tylko bardzo często kartoteki jednych i drugich  trafiają nie do takich jak trzeba szufladek. I nie chodzi wcale o tych, którzy prowadzą tzw. podwójne życie. Po prostu ludziom w kwestii porządności i nieporządności bardzo wiele się wydaje. I o tym są właściwie czytania tej niedzieli.
Sprawiedliwie jest tak, jak dotąd było - głosi stara zasada. Bo ludzie ponoć się nie zmieniają. Na pewno?
Ten jest dobry, więc nawet pojedyncza złość dobrego obrazu nie burzy. Ten jest zły, jeśli zrobi coś dobrego, to tylko przez przypadek. Tak działa walec rutyny. Przez Boga nazywany przewrotnością. Bo On widzi inaczej.
Zacząć wiarą, ale skończyć miłością...
Opinia.... Wiadomo, czasem znaczy więcej niż fakty. Dobra opinia to w razie potknięcia wyrozumiałość, życzliwe potraktowanie. Zła opinia... Można robić same dobre rzeczy, a i tak będę rodziły podejrzliwość. Tak to bywa. W szkole, w pracy... A Bóg nie patrzy, jakim kto był dawniej, ale jakim jest dziś. Grzesznik może się nawrócić. Świątobliwy może zejść - zwłaszcza przez pychę, koronę wszystkich grzechów - na złe drogi. Nieważne są moje dawne zasług albo i to że mówię Bogu "tak", ale ale to  jak żyję dziś, to, że swoimi czynami owo "tak" potwierdzam.
A konkretnie? Trzeba szukać i wybierać wszystko co dobre, szlachetne, prawe... Zawsze brać przykład z Jezusa wiernego Ojcu aż do śmierci - jak słyszymy tego dnia w II czytaniu....
My, ludzie, mylimy nieraz deklaracje z faktycznym postępowaniem. Pół biedy gdy innego człowieka, gorzej, gdy nas samych. Lubimy tez kierować się opiniami, które sobie na czyjś temat wyrobiliśmy. To zwalnia z krytycznego myślenia. Tym sposobem jednak możemy skończonego drania traktować jak świętego, a nawróconego łotra jak grzesznika. Bóg tymczasem patrzy inaczej.
 

 

 

 
W dzisiejszym numerze:
- Zwrot
- Różnica między słowem, a czynem
- Gwiazda telewizji na ołtarzach
- Czy używasz imienia Boga nadaremnie? 5 pytań, które pomogą w rozeznaniu
- O dniu wieczności i o utrapieniach tego życia
- Prosty sposób na uważność na Mszy. Rusz głową!
- Duszpasterz książąt i nędzarzy - św. Wincenty a Paulo
- Ciche lekcje Roberta Redforda na temat życia, rodziny i łaski
- Święci i błogosławieni w tygodniu
 
 
 
 
Zwrot
 
Mateusz nie zapisał Jezusowej haggady, którą znamy z Ewangelii Łukaszowej jako Przypowieść o synu marnotrawnym. On przekazał nam jej ewangeliczny odpowiednik – przypowieść o „pewnym człowieku, który miał dwóch synów”. Można odnieść wrażenie, że nie chciał, jak to uczynił Łukasz, by wina młodszego syna – bycie marnotrawnym – stała się jego imieniem, lecz tylko etapem życia, podlegającym przemianie. Przecież życie duchowe każdego człowieka opiera się na dynamizmie głębszego samorozumienia, owocującym na ogół dojrzewaniem i nawróceniem. A może zauważył, że pomijając w tytule rolę miłosiernego ojca, który okazał się także ojcem mądrym (gr. phrónimos – głębiej rozumiejącym rzeczywistość, przewidującym konsekwencje) i cierpliwym (gr. makrothymia – długomyślnym wobec osób i wydarzeń), popadłby w swoisty redukcjonizm. A tak, nie skupiając się na barwnej fabule, wydobył niesamowity duchowy zwrot, który jest sednem Jezusowego nauczania.
 
Pierwszy z synów do czegoś się zobowiązał, ale nie wypełnił zadeklarowanej obietnicy. Drugi, choć z początku był przeciwny woli ojca, zreflektował się i wypełnił jego wolę. Nie wiemy, co się stało w jego wnętrzu. Wiemy natomiast, że jego nowe rozumienie rzeczywistości stało się czynem: co naprawdę znaczy powiedzieć Bogu „tak”.
 
Co mnie w tym zestawieniu ewangelii najbardziej porusza?
 
Obaj ewangeliści chcą nam pokazać, co znaczy „być jeszcze daleko” od Ojca. Jeden utożsamia ten dystans z decyzją o porzuceniu domu, drugi z postawą autonomicznego wyboru – „nie, bo nie”. Niezależnie od źródeł tego dystansu „bycie daleko” nam nie służy. Świadczy bowiem o tym, że syn – czyli ja – dalej jest niedojrzałym áphrōn, czyli nie widzi rzeczy właściwie, i jako taki jest przeciwieństwem ojca phrónimos. Dlatego potrzebuje coś w swoim życiu „przerobić”, „opamiętać się”, „zacząć inaczej myśleć o tym, co zrobił”. Odczuć żal, który ostatecznie zainicjuje wewnętrzną przemianę (gr. metanoia) i ponownie upodobni go/mnie do ojca. Przeciwieństwem „syna marnotrawnego” nie jest syn bezgrzeszny, ale ten, który nie potrafi się zmienić. A wy: „co myślicie?” (Mt 21,28).
 
Paweł Zybura OP – „wdrodze.pl”
 
 
 
 
 
Różnica między słowem, a czynem
 
W dzisiejszej przypowieści Jezus ukazuje, jak dwaj synowie reagują na jasną i wyraźną prośbę ojca. Chce tym samym zachęcić słuchaczy do refleksji i podkreślić nie tylko różnicę między słowem a czynem, ale niekiedy także całkowite oderwanie słów od czynów. Zwraca też uwagę na potrzebę zmiany sposobu myślenia, która dokonuje się w głębi serca.
 
 Jezus opowiada o człowieku, który ma dwóch synów i prosi obydwu, by poszli pracować w winnicy. Pierwszy syn zgadza się uprzejmie i ochoczo, mówiąc: „Idę, panie”, jednak za tą natychmiastową zgodą nie idą czyny. Owszem, wyraża on szacunek i formalną zgodę na słowa ojca, ale nie ma zamiaru zamienić tych słów w działanie. Ten syn ostatecznie nie pojawia się w pracy – jest nieposłuszny.
 
Drugi syn sprawia wrażenie bardziej szczerego i stanowczo odmawia, mówiąc do ojca: „Nie chcę”. Ale później żałuje swojej decyzji i zmienia swoją postawę: „Później jednak opamiętał się i poszedł” (Mt 21,30). Musi on mieć wrażliwe sumienie, skoro rozmyśla nad swoją decyzją i dochodzi do wniosku, że jego szybka odmowa była błędem. Umie się poprawić i bez większego szumu idzie spełnić wolę swojego ojca. Nie szuka usprawiedliwień dla własnego opóźnienia, ale pokazuje swoimi czynami, że chce być posłuszny, podejmując zadanie, o które prosi go ojciec. Ta zmiana decyzji uczy nas, że zawsze możemy naprawić swoje błędy i rozpocząć na nowo.
 
Warto zauważyć, że w dzisiejszej Ewangelii Jezus skłania słuchaczy, aby wyrazili swoją opinię na temat postawy dwóch synów. Na pytanie Jezusa: „Który z tych dwóch spełnił wolę ojca?” (Mt 21,31), słuchacze odpowiadają bezbłędnie, że ten drugi, a Jezus swoimi słowami to potwierdza. Dalsze słowa Jezusa wyjaśniają też, na kogo wskazują ci dwaj synowie. Drugi syn, który najpierw odmówił, lecz później zmienił zdanie, uosabia celników i nierządnice – tych, którzy uwierzyli Janowi Chrzcicielowi i odpowiedzieli na Boże wezwanie, głoszone przez niego. Pierwszy zaś syn reprezentuje arcykapłanów i starszych ludu, którzy słyszeli wezwanie Jana Chrzciciela, lecz mu nie uwierzyli. Nie zmienili swojego postępowania nawet wtedy, gdy widzieli świadectwo przemienionego życia celników i nierządnic.
 
Inna wypowiedź Jezusa pozwala nam jeszcze lepiej zrozumieć przesłanie tej przypowieści: „Nie każdy, kto mówi Mi: «Panie, Panie!», wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie” (Mt 7,21). W życiu ucznia Jezusa nie chodzi bowiem tylko o słowa, ale o czyny, które potwierdzają wypowiadane słowa. Droga świadomej wiary wiąże się z codziennym przyjmowaniem i wypełnianiem woli Bożej.
 
 Postawa drugiego syna przypomina historię św. Augustyna, którego wczesne życie było dalekie od Ewangelii, mimo troski i modlitwy jego matki, św. Moniki. W swoich Wyznaniach Augustyn przyznaje się do swoich grzechów. Sam poszukiwał prawdy gdzie indziej, a Ewangelię uważał za lekturę odpowiednią jedynie dla ludzi prostych. Z czasem jednak jego serce otworzyło się na łaskę Bożą, a jego „nie” zmieniło się w pełne zaangażowania „tak”. W ten sposób opisał swoje nawrócenie:
 
„Późno Cię umiłowałem, Piękności tak dawna, a tak nowa, późno Cię umiłowałem! W głębi duszy byłaś, a ja się po świecie błąkałem i tam szukałem Ciebie, … Ty byłaś ze mną, a ja nie byłem z Tobą. Z dala od Ciebie trzymały mnie stworzenia, które by w ogóle nie istniały, gdyby w Tobie ich nie było. Zwołałaś mnie, zawołałaś, rozerwałaś moją głuchotę, zajaśniałaś, z błyskiem rozproszyłaś moją ślepotę, rozegnałaś moją woń, odetchnąłem i oto wzdycham do Ciebie, skosztowałem Ciebie i łaknę, i pragnę, dotknęłaś mnie i zatonąłem w pokoju, który jest w Tobie”.
 
 Spróbujmy dzisiaj przyjrzeć się własnej postawie. Nie chodzi tylko o to, aby wskazać palcem na tych, którzy przypominają pierwszego syna. Każdy z nas może odnaleźć w sobie obu synów.
 
Czy moje „tak”, wypowiadane Bogu podczas modlitwy, rzeczywiście znajduje potwierdzenie w moim życiu? Czy moja wiara przekłada się na sposób, w jaki traktuję współmałżonka, dzieci, rodziców, współpracowników, a także ludzi, którzy są dla mnie trudni? Czy moje słowa o wierze, miłości i przebaczeniu znajdują potwierdzenie w moich codziennych decyzjach?
 
A może jestem czasem podobny do drugiego syna? Czy potrafię powiedzieć „nie”, a później – pod wpływem łaski Bożej – zmienić swoje życie? Czy potrafię uznać swój błąd, nawrócić się i zrobić pierwszy krok w kierunku dobra?
 
Nawrócenie nie jest jedynie naszym wysiłkiem. Jest odpowiedzią na łaskę Boga, który pierwszy wzywa człowieka i daje mu siłę, aby powrócił do Niego. Bóg nie tylko pokazuje nam drogę, ale także daje nam łaskę, abyśmy mogli nią iść. Dlatego nawet wtedy, gdy nasze „nie” wobec Boga trwało długo, nie jest ono końcem naszej historii. Możemy odpowiedzieć Bogu „tak”, ponieważ On nie przestaje nas wzywać i działa w naszym sercu swoją łaską.
 
 Pomocą w refleksji niech będą słowa, które biskup wypowiada podczas przekazywania księgi Ewangelii w czasie święceń diakonatu:
 
„Przyjmij Ewangelię Chrystusową, której głosicielem się stałeś; wierz w to, co będziesz czytać, nauczaj tego, w co uwierzysz, i pełnij to, czego będziesz nauczać”.
 
Niech te słowa pomogą nam w trosce o zgodność naszych czynów z wypowiadanymi deklaracjami. Pamiętajmy też, że zawsze możemy się opamiętać, jak ten drugi syn z dzisiejszej Ewangelii.
 
o. Sylwester Cabała CSsR
Misjonarz Prowincji Warszawskiej Redemptorystów – Tuchów
 
 
 
 
 
 
Gwiazda telewizji na ołtarzach. Beatyfikacja laureata nagrody Emmy i pierwszego influencera
 
Lekarze ogłaszają zgon noworodka po ponad godzinie reanimacji. Zrozpaczeni rodzice modlą się za wstawiennictwem zmarłego dawno temu biskupa. Po chwili chłopiec zaczyna oddychać a jego serce bije. To wydarzenie z 2010 r. otwiera prostą drogę do beatyfikacji człowieka, który za życia gromadził przed ekranami telewizorów 30 milionów Amerykanów. Kościół oficjalnie wynosi dziś na ołtarze arcybiskupa Fultona Sheena, pierwszego prawdziwego gwiazdora mediów w historii Kościoła.
 
W hali The Dome at America's Center w St. Louis gromadzi się 45 tysięcy pielgrzymów z 48 stanów USA i 12 krajów świata. Obok wiernych przy ołtarzu staje 83 biskupów oraz ponad 870 kapłanów. Papieża Leona XIV reprezentuje kardynał Luis Antonio Tagle, który odczytuje list apostolski ogłaszający abp. Fultona Sheena błogosławionym. Kościół zyskuje w ten sposób nowego orędownika, a amerykańscy katolicy – ikonę ewangelizacji.
 
Ewangelista z nagrodą Emmy
 
Fulton Sheen buduje pozycję pierwszego katolickiego influencera na długo przed powstaniem Internetu. Jego cotygodniowe audycje i programy telewizyjne, takie jak „Życie warto żyć”, przyciągają przed ekrany średnio 30 milionów widzów. Amerykańska Akademia Telewizyjna przyznaje mu prestiżową nagrodę Emmy dla najlepszego programu w Stanach Zjednoczonych. Odbierając statuetkę, kaznodzieja prezentuje błyskotliwy humor. „Dziękuję swoim scenarzystom: Mateuszowi, Markowi, Łukaszowi i Janowi” – mówi ze sceny z dystansem do własnej sławy.
 
Biskup z Peorii nie stosuje taniego poklasku ani cenzury trudnych tematów. Pisze kilkadziesiąt książek i bezlitośnie punktuje iluzje współczesnej cywilizacji. „Teoria mówiąca o nieodzowności postępu jest mitem. Nie progres, lecz regres charakteryzuje życie człowieka bez Boga, zupełnie jak życie słonecznika bez słońca” – pisze abp Sheen w swoich pracach. Roztropny teolog zauważa, że budowanie dobrobytu bez zasad moralnych przypomina uchwalanie praw dla wielorybów na szczycie Alp.
Nocne katechezy i złamani komuniści
 
Biskup walczy z ideologią komunistyczną, bije się o duszę każdego człowieka. „Współczesny człowiek jest komunistą, ponieważ komunizm zaspokaja jego potrzebę religii” – wyjaśnia mechanizm psychologiczny amerykański duchowny. Jego otwartość doprowadza do chrztu Bellę Dodd, czołową działaczkę Komunistycznej Partii USA. Niezwykła jest też historia Luisa Budenza, redaktora naczelnego komunistycznego dziennika „Daily Worker”. Mężczyzna początkowo szczerze nienawidzi biskupa za celne polemiki. Ostatecznie sam prosi o pomoc, a Sheen przez kilka miesięcy nocami przyjeżdża do jego domu i uczy go wiary chrześcijańskiej.
 
Metody duszpasterskie amerykańskiego kaznodziei odbiegają od utartych schematów. Pewnego mroźnego poranka w Londynie do kościoła wbiega pijana aktorka musicalowa uciekająca przed mężczyznami. Biskup serwuje jej gorącą herbatę i zaprasza na popołudniowe oglądanie obrazów Rembrandta. Przechodząc obok konfesjonału, po prostu wpycha kobietę do środka. „Nie prosiłem, żeby tam weszła. Przecież obiecałem, że nie poproszę” – wspomina po latach z ironią abp Sheen. Dwa lata później ten sam biskup wkłada jej zakonny welon w jednym z londyńskich klasztorów.
Wyrwała się z nowojorskiej ulicy
 
Duchowny bez oporów angażuje się w ratowanie osób spychanych na margines społeczny. Gdy młoda kobieta o imieniu Kitty zostaje pobita i podstępnie podtruta przez męża-sutenera, biskup pędzi do jej nędznego mieszkania z olejami świętymi. Kobieta spowiada się, przyjmuje sakramenty i odzyskuje zdrowie. Od tego momentu staje się apostołką na nowojorskich ulicach. Co niedzielę przysyła do konfesjonału biskupa kolejne kobiety pragnące wyrwać się z prostytucji.
 
Sukcesy medialne i duszpasterskie wyrastają z żelaznej dyscypliny modlitewnej. Od dnia święceń kapłańskich w 1919 roku Fulton Sheen spędza codziennie godzinę przed Najświętszym Sakramentem. Nazywa ten czas swoją „butlą tlenową” w zatęchłym świecie. Papież Pius XII określa go mianem proroka swoich czasów. Z kolei Jan Paweł II podczas spotkania w nowojorskiej katedrze ściska schorowanego arcybiskupa i wypowiada słowa: „Dobrze pisałeś i mówiłeś o Panu Jezusie Chrystusie. Jesteś lojalnym synem Kościoła”.
 
Święto łączy Peorię i St. Louis
 
Uroczystości beatyfikacyjne łączą stolicę stanu Illinois – Peorię – oraz St. Louis. Program obejmuje dziewięciodniową nowennę, wieczór misyjny z kardynałem Tagle, nieszpory prowadzone przez biskupa Roberta Barrona oraz program „Celebrate Sheen Show”. Dni dziękczynienia zamyka gala wręczenia nagród medialnych imienia Sheena oraz miejski festiwal. Całość wieńczy liturgia bizantyjska odprawiona przez biskupa Roberta Piptę z eparchii w Parmie. Fulton Sheen posiadał bowiem przywilej sprawowania kultu w obu obrządkach: łacińskim i bizantyjskim.
 
„deon.pl”
 
 
 
 
 
Czy używasz imienia Boga nadaremnie?
5 pytań, które pomogą w rozeznaniu
 
„Nie używaj imienia Boga nadaremno” jest przykazaniem, które można znaleźć w różnych religiach, ale jest szczególnie ważne w Piśmie Świętym. To przykazanie zaprasza nas do zastanowienia się nad znaczeniem imienia Boga i wagą, jaką ma szacunek dla niego. Ten nakaz przypomina nam, że wiary nie należy trywializować, ale należy ją przeżywać głęboko i na serio.
Znaczenie imienia Boga
 
W Biblii imię Boga nie jest tylko etykietą, którą Go po prostu określamy; reprezentuje ono boską istotę, Jego obecność i Jego moc. Używanie imienia Boga w sposób lekkomyślny oznacza lekceważenie czci, jaką powinniśmy mieć dla Niego.
 
Przez całą historię wielu wierzących używało imienia Boga, aby usprawiedliwiać swoje działania, manipulacje lub ideologie. To prowadzi nas do pytania: czy naprawdę czcimy Boga, czy też po prostu próbujemy uzasadnić nasze własne plany?
Zaufanie Bogu kontra pokazywanie się ludziom
 
Wiara w Boga oznacza zaufanie Mu, ale nie oznacza to, że powinniśmy eksponować naszą wiarę w każdych okolicznościach lub za wszelką cenę. Prawdziwa wiara objawia się w głębi serca i szczerości działań. Ogłaszanie naszej wiary każdemu może prowadzić do powierzchownego eksponowania jej, a wtedy wiara staje się jedynie etykietą społeczną. Zamiast eksponować naszą wiarę ludziom, powinniśmy kierować naszą cześć i oddanie Bogu.
 
Teologia chrześcijańska podkreśla znaczenie autentyczności. Jezus na przykład krytykował tych, którzy szukali aprobaty ludzi ze szkodą dla prawdziwej relacji z Bogiem. W Ewangelii Mateusza 6, 5-6, mówi: „Gdy się modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy. Oni lubią w synagogach i na rogach ulic wystawać i modlić się, żeby się ludziom pokazać. Zaprawdę, powiadam wam: otrzymali już swoją nagrodę. Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie”.
 
Trywializacja wiary
 
Trywializacja wiary może nastąpić, gdy dana osoba używa imienia Boga do usprawiedliwiania działań lub decyzji, które nie odzwierciedlają jej wartości. Można to zaobserwować w wielu przemówieniach politycznych, mowach populistów, ale też w codziennych sytuacjach, gdy ludzie mówią „Bóg mi to powiedział”, aby uzasadnić wątpliwe zachowania. Wiara nie powinna być używana jako narzędzie manipulacji lub zaspokajania osobistych pragnień.
 
Pytania do refleksji
 
Zadajmy sobie pięć pytań, by ocenić, czy nie nadużywamy imienia Boga:
1
Czy używam imienia Boga, aby usprawiedliwić swoje czyny lub decyzje?
Jakie motywacje kryją się za moimi słowami i czynami? Czy wspominam imię Boga, by uzasadnić swoje działania?
2
Czy przedstawiam się jako wierzący, aby zadowolić innych czy szukać aprobaty Boga?
Czy moja relacja z Bogiem jest ważniejsza niż postrzeganie mnie przez innych?
3
Czy moje modlitwy i nabożeństwa są szczere, czy też są tylko rytuałem?
Czy szukam prawdziwego spotkania z Bogiem, czy też po prostu wypełniam obowiązki religijne?
4
Czy żyję swoją wiarą autentycznie, czy moje czyny są zgodne z tym, co wyznaję słowami?
Jak mogę bardziej dostosować swoje życie do nauk, w które wierzę?
5
Czy jestem otwarty na słuchanie głosu Boga, czy też podjąłem już decyzje w oparciu o to, co chcę, aby mi powiedział?
Czy jestem gotów podążać drogami Boga, nawet jeśli różnią się one od moich?
 
Cibele Battistini  - Artykuł ukazał się w portugalskojęzycznej wersji Aletei
 
 
 
 
 
 
Z pism św. Wincentego a Paulo, kapłana
 
Posługiwanie ubogim należy przedkładać ponad wszystko
 
Nie powinniśmy oceniać ubogich według ich odzienia lub wyglądu ani według przymiotów ducha, które wydają się posiadać, jako że najczęściej są ludźmi niewykształconymi i prostymi. Gdy jednak popatrzycie na nich w świetle wiary, wtedy ujrzycie, że zastępują oni Syna Bożego, który zechciał być ubogim. W czasie swej męki nie miał prawie wyglądu człowieka. Poganom wydawał się szalonym, dla Żydów był kamieniem obrazy, mimo to wobec nich nazwał się głosicielem Ewangelii ubogim: "Posłał Mnie, abym głosił Dobrą Nowinę ubogim". Także i my powinniśmy dzielić to samo uczucie i naśladować postępowanie Chrystusa: troszczyć się o ubogich, pocieszać ich i wspomagać.
 
Chrystus chciał się narodzić ubogim, wybrał ubogich na swoich uczniów, sam stał się sługą ubogich i tak dalece zechciał dzielić ich położenie, iż powiedział, że Jemu samemu świadczy się dobro lub zło, jeżeli świadczy się je ubogiemu. Bóg zatem, ponieważ miłuje ubogich, miłuje także tych, którzy ich miłują. Jeśli się bowiem miłuje jakiegoś człowieka, miłuje się także tych, którzy są mu przyjaźni lub pomocni. Toteż i my mamy ufność, że miłując ubogich, jesteśmy miłowani przez Boga. Przeto odwiedzając ich, starajmy się "rozumieć ubogich i potrzebujących" i tak dalece z nimi współcierpieć, abyśmy czuli to samo, co Apostoł, gdy głosił: "Stałem się wszystkim dla wszystkich". Pełni współczucia z powodu nieszczęść i utrapień bliźnich, prośmy Boga, aby obdarzył nas uczuciem miłosierdzia i delikatności, napełnił nim serca nasze, i tak napełnione zachował.
 
Posługa ubogim powinna być przedkładana ponad wszelką inną działalność i niezwłocznie spełniana. Jeśliby więc w czasie modlitwy należało podać lekarstwo albo udzielić innej pomocy potrzebującemu, idźcie z całym spokojem, ofiarując Bogu wykonywaną czynność, jak gdyby trwając na modlitwie. Nie potrzebujecie się niepokoić w duchu ani wyrzucać sobie grzechu z powodu opuszczenia modlitwy ze względu na spełnioną wobec potrzebującego posługę. Nie zaniedbuje się Boga, kiedy się Go opuszcza ze względu na Niego samego, to jest kiedy się opuszcza jedno dzieło Boga, aby wykonać inne.
 
Kiedy zatem opuszczacie modlitwę, aby okazać pomoc potrzebującemu, pamiętajcie, że służyliście samemu Bogu. Miłość bowiem jest ważniejsza niż wszystkie przepisy, owszem, właśnie do niej wszystkie one powinny zmierzać. Ponieważ miłość to wielka władczyni, dlatego wszystko, co rozkaże, należy czynić. Z odnowionym uczuciem serca oddajmy się służbie ubogim; szukajmy najbardziej opuszczonych: otrzymaliśmy ich bowiem jako naszych panów i władców.
 
 
 
 
 
 
O dniu wieczności i o utrapieniach tego życia
 
1. Błogosławione mieszkanie naszej najwyższej ojczyzny! O jasny dniu wieczności, po którym nie nadejdzie ciemność nocy, ale zawsze opromienia go Prawda, dniu wiekuistego szczęścia, zawsze niezawodny, nigdy nie odmieniający się na gorsze!
 
Oby już zajaśniał ten dzień i oby skończyło się dla mnie wszystko doczesne! Tb 13,13. Chociaż świeci on przecież wiecznym blaskiem świętości, ale pielgrzymującym na ziemi światło jego wydaje się dalekie Hbr 11,13 i jakby odbite w zwierciadle 1 Kor 13,12.
 
2. Mieszkańcy niebios pławią się w radości wiecznego dnia, wygnańcy synowie Ewy jęczą w smutku i goryczy dnia doczesnego Rdz 47,9. Dni tego życia są krótkie, złe, pełne bólu i nieszczęść Koh 2,23.
 
Plamią tu człowieka grzechy, wstrząsają namiętności, przejmują trwogi i lęki, rozdzierają troski, rozpraszają ciekawostki, oplątują marności, osaczają błędy, wyniszczają trudy, obciążają pokusy, wyczerpują dosyty, dręczą głody.
 
3. O, kiedyż będzie koniec tych utrapień? Kiedyż zostanę uwolniony od nieszczęsnej niewoli błędów? Rz 8,21. Kiedyż będę myślał tylko o Tobie, Panie? Ps 71(70),16 Kiedyż w pełni będę się radował w Tobie? Kiedy osiągnę prawdziwą wolność bez przeszkód, bez udręk ciała i ducha?
 
Kiedyż nastanie pokój trwały, pokój niezmącony i bezpieczny we mnie i koło mnie, pokój pewny pod każdym względem? Dobry Jezu, kiedyż stanę i ujrzę Ciebie przed sobą? Kiedyż będę oglądał chwałę Twego Królestwa? Kiedy będziesz dla mnie wszystkim we wszystkim? 1 Kor 15,28; Kol 3,11.
 
O, kiedy wreszcie będę z Tobą w Twoim Królestwie, które przygotowałeś umiłowanym swoim od wieków? Mt 25,34. Jestem nędzarz opuszczony, wygnaniec na ziemi wroga, gdzie nieustannie walka i klęska.
 
4. Bądź pociechą mojego wygnania, ulżyj w bólu, bo z utęsknieniem wzdycham do Ciebie. To, co świat ofiarowuje na pociechę, jest dla mnie tylko ciężarem. Pragnę cieszyć się Tobą w głębi ducha, ale tak trudno mi to osiągnąć. Chcę zajmować się sprawami nieba, ale sprawy doczesne i nieuśmierzone namiętności ściągają mnie ku ziemi.
 
Duchem chciałbym wznieść się wysoko, ale ciałem wbrew sobie muszę wciąż spadać nisko Rz 7,24. I tak, nieszczęsny, walczę sam ze sobą, sam dla siebie staję się ciężarem Hi 7,20, bo duch rwie w górę, a ciało ciąży w dół.
 
5. O jakże cierpię nad tym, że gdy tylko duch zwróci się ku sprawom Bożym, natychmiast przeszkadza mi w modlitwie natłok spraw ziemskich Ps 71(70),12.
 
Boże, nie odchodź ode mnie i nie opuszczaj sługi swego w gniewie Ps 27(26),9. Zabłyśnij, rozprosz to wszystko piorunem, wypuść swoje strzały, a pierzchną złudy szatana Ps 144(143),6.
 
Pomóż mi skupić wszystkie swoje władze w Tobie, niech zapomnę o sprawach świata, spraw, bym odrzucał ze wzgardą grzeszne złudzenia wyobraźni. Prawdo wiekuista, spraw, aby nie pociągała mnie żadna marność świata.
 
Przybądź, błogości niebiańska, a ucieknie przed tobą wszystko, co nieczyste. Nie pamiętaj mi też i przebacz miłosiernie, kiedy w modlitwie myśli moje uciekają od Ciebie.
 
Wyznaję szczerze, że bardzo często się rozpraszam. Stoję lub siedzę tutaj, a często przebywam zupełnie gdzie indziej, tam, gdzie przenoszą mnie myśli. Jestem tam, gdzie moja myśl, a myśl tam, gdzie to, co kocham. To mi więc przeszkadza, co lubię, co mnie cieszy z natury.
 
6. Wszakże Ty, moja Prawdo, powiedziałeś jasno: Gdzie skarb twój, tam i serce twoje Mt 6,21. Jeżeli kocham niebo, myśl moja krąży wokół spraw nieba. Jeżeli kocham świat, radują mnie przyjemności świata, a zasmucają jego nieszczęścia.
 
Jeżeli kocham ciało, marzę często o tym, co miłe ciału. Jeżeli kocham ducha, największą radość znajduję w rozmyślaniach duchowych. Co kocham, o tym lubię mówić i słuchać i w tę stronę kieruje się moja wyobraźnia.
 
Ale szczęśliwy ten, kto dla Ciebie, Panie, odszedł od wszystkiego, kto przezwyciężył siebie Ga 5,24 i żarem ducha uśmierzył głód ciała, a wszystko po to, aby w pogodzie ducha zanosić czystą modlitwę do Ciebie, aby stać się godnym przebywania pośród chórów anielskich, bez tego, co ziemskie i na zewnątrz, i w głębi serca.
 
 Tomasz a Kempis, 'O naśladowaniu Chrystusa' - katolik.pl
 
 
 
 
 
 
Prosty sposób na uważność na Mszy.
Rusz głową!
|
Masz problem ze skupieniem na mszy świętej? Sprawdź prosty i skuteczny sposób, który pomoże ci utrzymać uważność na liturgii.
 
Rusz głową i spróbuj tego na najbliższej Eucharystii!
 
Masz problem z uważnością na mszy? Użyj prostego gestu
 
Brakuje ci skupienia na Mszy Świętej, często się rozpraszasz i twoje myśli uciekają tak bardzo, że po chwili nie wiesz, o czym mówił ksiądz albo w jakim momencie Eucharystii jesteś? Mam dla ciebie prostą podpowiedź, jak poprawić swoją uważność podczas liturgii. Sposób ten wiąże się bezpośrednio z ruchem, a dokładniej – z konkretnymi gestami liturgicznymi.
 
Na Eucharystii wykonujemy mnóstwo różnych gestów: przyklęknięcia, pokłony, skłony czy znaki krzyża. Powinny być one robione w odpowiednich momentach, co wymusza na nas uważność – czasem trzeba się dobrze wsłuchać w słowa modlitwy, aby wiedzieć, kiedy dokładnie dany gest wykonać. Do tej kategorii należą właśnie skłony głowy i tułowia.
 
Inne gesty liturgiczne wiernych:
Skłon głowy – kiedy i dlaczego go wykonujemy?
Ogólna zasada liturgiczna mówi, że podczas mszy świętej skłaniamy lekko głowę, kiedy wypowiadamy:
    imię Jezus,
    imiona Osób Trójcy Świętej (Ojciec, Syn i Duch Święty),
    imię Matki Bożej,
    imię świętego, którego w danym dniu wspomina się w liturgii.
 
Ponadto, kiedy w trakcie wyznania wiary padają słowa: „i za sprawą Ducha Świętego przyjął ciało z Maryi Dziewicy i stał się człowiekiem”, wszyscy powinieneś wykonać głęboki skłon – czyli pochylić nie tylko samą głowę, ale cały tułów na znak szacunku dla tajemnicy Wcielenia.
Wsłuchaj się w modlitwę celebransa
 
Zasada mówi o wykonywaniu tych gestów wtedy, gdy sami wypowiadamy te słowa. Być może zauważyłeś jednak, że podczas Modlitwy Eucharystycznej, gdy to ksiądz wypowiada imię Maryi lub Jezusa, część wiernych w ławkach również skłania głowę.
 
Choć przepisy liturgiczne nie nakazują tego wprost to absolutnie nic nie stoi na przeszkodzie, abyśmy także to robili. Możemy skłonić głowę za każdym razem, gdy prezbiter wypowiada imię Jezus – choćby w kolekcie (modlitwie wstępnej) czy w prefacji (modlitwie przed Święty, Święty, Święty).
 
Pamiętając o tym, że chcemy w ten sposób uczcić imię Jezusa, Matkę Bożą czy patrona dnia, zrobimy też coś bardzo praktycznego: zaczniemy o wiele uważniej słuchać tego, co wypowiada przewodniczący liturgii. To wyjątkowo prosta technika, ale potrafi niesamowicie ułatwić nam czynny udział w Mszy Świętej, który w dużej mierze wyraża się właśnie poprzez słuchanie. Rusz głową i spróbuj tego na najbliższej Eucharystii!
 
Dariusz Dudek –„aleteia.org”
 
 
 
 
 
 
Duszpasterz książąt i nędzarzy
- św. Wincenty a Paulo
 
Był najbardziej szanowanym i poszukiwanym księdzem we Francji, ale wciąż powtarzał: „Jestem tylko biednym chłopem, który pasał świnie, a moja matka pracowała jako służąca”.
 
    Miłość przez wielkie M
 
Ponoć poświęcono mu już około 1500 biografii. Trzeba przyznać, że życie miał rzeczywiście niezwykle barwne. Aż szkoda, że zazwyczaj docierają do nas tylko strzępy z fascynujących CV świętych. Św. Wincenty Paulo, bo o nim mowa, żył w siedemnastowiecznej Francji. Wyposażony był w genialną inteligencję. Chciał uciec od biedy, od swojej wioski z glinianymi chałupami, zagubionej między mokradłami, od chłopskiej rodziny, od pilnowania świń. Jego talent dostrzegł miejscowy pan.
 
Przekonał ojca, aby oddał go na naukę – na księdza. Wincenty postanowił zapomnieć o swoim pochodzeniu. Kiedy w kolegium, gdzie się uczył, pojawił się z wizytą ojciec, chłopiec wstydził się go. Nie chciał, by jego koledzy zobaczyli, że rozmawia z biedakiem. Na starość wracał wielokrotnie ze łzami w oczach do tego wydarzenia: „Nie chciałem iść rozmawiać z ojcem i z tego powodu dopuściłem się wielkiego grzechu”. Został najbardziej szanowanym i poszukiwanym księdzem we Francji, ale wciąż powtarzał: „Jestem nie kim innym, jak tylko biednym chłopem, który pasał świnie, a moja matka pracowała jako służąca”.
 
Przyjął święcenia kapłańskie, mając zaledwie 19 lat. Jego życie wypełniały potem dziwne przygody. Prawdopodobnie przez dwa lata żył jako niewolnik w Tunisie. W końcu trafił do Rzymu. Miał talent do pozyskiwania sobie ludzi. Jak sam potem wyzna, znalazł się w miedzianym tyglu ambicji i przebiegłości, próbując zrobić kościelną karierę. Papież Paweł V wysłał Wincentego do Francji, w nieznanej bliżej misji, na dwór Henryka IV. Tam pozyskał zaufanie królowej, która obrała go sobie za kapelana. Później stał się nauczycielem domowym w szlacheckiej bogatej rodzinie Gondi.
 
W wygodnym zamku ks. Wincenty stał się doradcą duchowym całej rodziny. Aby zrównoważyć duchowy dyskomfort, zajął się nauczaniem katechizmu biednych wieśniaków z rozległych dóbr swoich panów. Pewnego dnia potajemnie uciekł z zamku, aby stać się proboszczem w biednej i opuszczonej parafii Chatillon les Dombes. Służba najuboższym – ten kierunek życia utrzymał do końca. Jednocześnie duchową troską obejmował nadal wyższe sfery. Stał się kapelanem galerników, ale dwór wezwał go z kapłańską posługą do umierającego króla Ludwika XIII. Założył Zgromadzenie Sióstr Miłosierdzia (szarytki) oraz Zgromadzenie Księży Misjonarzy. Przez wiele był członkiem Rady Królewskiej – tzw. Rady Sumienia, której podlegały wszystkie sprawy Kościoła. Pracował nad reformą kształcenia duchowieństwa, głosił niestrudzenie konferencje, zakładał seminaria, posyłał misjonarzy. Umarł w roku 1660 r. w wieku 79 lat. Ostatnim słowem, które wypowiedział, było słowo Jezus.
 
W brewiarzu w dzień wspomnienia św. Wincentego jest czytanie, fragment jego listu. Zakreśliłem sobie słowa: „Miłość jest ważniejsza niż wszystkie przepisy, owszem, właśnie do niej wszystkie one powinny zmierzać. Ponieważ miłość to wielka władczyni, dlatego wszystko, co rozkaże, należy czynić”.
 
ks. Tomasz Jaklewicz – „wiara.pl”
 
 
 
 
 
 
Ciche lekcje Roberta Redforda na temat życia, rodziny i łaski
 
Nie chciał grać scen łóżkowych z Barbarą Streisand, modlił się za papieża... Robert Redford i jego ukryte życie.
 
Robert Redford, który zmarł w ubiegłym roku w wieku 89 lat, zapisał się w pamięci nie tylko jako jeden z najbardziej ukochanych aktorów Hollywood, lecz także jako człowiek, który po cichu żył wartościami głęboko poruszającymi ludzkiego ducha.
 
Jego kariera filmowa była olśniewająca: od „Butch Cassidy i Sundance Kid” po „Żądło” i „Pożegnanie z Afryką” stał się gwiazdą rozpoznawalną na całym świecie. A jednak Redford nigdy nie pozwolił, by sława go zdefiniowała. „Część mnie nie ufała temu” – przyznał kiedyś w rozmowie z Esquire.
 
Zamiast tego szukał prostoty – wycofał się w góry Utah, gdzie znalazł „mnóstwo przestrzeni do wędrówek” i zbudował dom z dala od blasku Hollywood.
Życie zakorzenione w rodzinie
 
Pomimo wyróżnień i nagród, za swoje największe osiągnięcie uważał ojcostwo. Jako ojciec czworga dzieci i dziadek siedmiorga wnucząt często powtarzał: „Dzieci… to najlepsza rzecz w moim życiu” – jak przytacza InStyle.
 
Jego życie rodzinne nie było jednak wolne od tragedii. Redford i jego pierwsza żona, Lola, stracili swojego pierworodnego syna Scotta kilka miesięcy po narodzinach. Dekady później przyszło mu zmierzyć się z bólem utraty syna Jamesa, który zmarł na raka. Takie ciosy mogłyby złamać każdego rodzica, a jednak Redford niósł je z cichą siłą, nie szukając współczucia, lecz opierając się na miłości pozostałych dzieci i wnuków.
 
W późniejszych latach często podkreślał, że rodzina pozostaje jego oparciem. Radował się obecnością córek i z zachwytem obserwował dorastanie wnuków. Drugiej żonie, artystce Sibylle Szaggars, przypisywał „całkiem nowe życie”, odnajdując w ich związku towarzyszenie i wspólny cel. Jak pisał People, ich praca nad projektami ochrony środowiska – łącząca jej wizję artystyczną z jego zaangażowaniem w ochronę środowiska – dodawała mu sił.
 
Wierność wbrew trendom Hollywood
 
Jednym z najbardziej pamiętnych filmów w jego karierze był melodramat „Tacy byliśmy” z 1973 r., który przyniósł cztery nominacje do Oscara i dwie statuetki .
 
Obok Redforda wystąpiła w nim Barbra Streisand. Choć na ekranie ich miłość rozpalała widzów, w rzeczywistości relacje między aktorami były dalekie od romantycznych. W książce „The Way They Were” Robert Hofler opisuje, że Streisand miała być wręcz „zaślepiona” urodą Redforda i sugerować dążenie, by romans filmowy przerodził się w rzeczywisty.
 
Redford był wtedy szczęśliwym mężem i ojcem. Pragnął zachować relację wyłącznie zawodową. Był świadomy, że Streisand miała reputację aktorki, która nawiązywała romanse z wieloma swoimi ekranowymi partnerami. Aby chronić siebie i zachować ściśle profesjonalny charakter relacji na planie, Redford założył dwa suspensoria do sceny łóżkowej ze Streisand, która z kolei miała na sobie bikini. Podczas kręcenia całego filmu Redford ograniczał do minimum kontakty ze Streisand, mimo jej nacisków.
 
Wiara także miała dyskretne miejsce w jego życiu. Choć nie był tradycyjnie religijny, okazywał głęboki szacunek dla ludzi autentycznie nią żyjących.
 
W roku 2019 Redford udał się z żoną na wizytę do Watykanu, z pokorą przedstawił się Ojcu Świętemu Franciszkowi i podziękował mu za przywództwo. Papież poprosił go, by się za niego modlił, a Redford prosto odpowiedział: „Modlę się”. Była to krótka wymiana zdań, ale odsłaniająca otwartość aktora na wymiar duchowy.
 
Hojność ducha
 
Pomimo wielkiej sławy Redford ucieleśniał pokorę. Opierał się urokowi hollywoodzkiego blichtru, wybierając budowanie wspólnoty twórców poprzez Sundance Institute, które wspierało młodych i niezależnych filmowców. Wierzył, że każdy zasługuje na szansę, by opowiedzieć swoją historię. To świadczyło o jego hojności ducha – tej, która podnosi innych, zamiast kurczowo trzymać się własnego blasku.
 
Jedną z najbardziej inspirujących jego cech było to, jak przyjmował starość. Zamiast walczyć z czasem, zdawał się widzieć w nim część piękna życia. „Życie jest zasadniczo smutne. Szczęście bywa sporadyczne. Przychodzi chwilami i to wszystko. Trzeba wycisnąć krew z każdej chwili” – mówił kiedyś. Był to jego sposób, by przypominać, że radość jest ulotna, lecz bezcenna, i że każdy etap życia – także ten ostatni – kryje możliwości nadania sensu.
 
Dziedzictwo nadziei
 
Historia Roberta Redforda przypomina, że sukces i sława przemijają, ale miłość, rodzina i prawość trwają. Żył z godnością, niósł ból z odwagą i traktował starość jako dar. Podobnie jak postaci, które kreował na ekranie – odważne, niedoskonałe, a zarazem głęboko ludzkie – jego własne życie pozostawia w nas poczucie nadziei. W końcu być może jego największą rolą nie była ta na srebrnym ekranie, lecz sposób, w jaki pokazał nam, jak żyć z pokorą, celem i łaską.
 
Wieczny odpoczynek racz mu dać, Panie, a światłość wiekuista niechaj mu świeci. Niech odpoczywa w pokoju.
 
źródła: "Robert Redford’s quiet lessons on life, family, and grace" oraz "The Way They Were: How Epic Battles and Bruised Egos Brought a Classic Hollywood Love Story to the Screen",
Robert Hofler – za: „aleteia.pl”
 
 
 
 

 

 

Święci i błogosławieni w tygodniu

 

•

27 września - św. Wincenty a Paulo, prezbiter

•

28 września - św. Wacław, męczennik

•

28 września - błogosławieni Ferdynand i Towarzysze, męczennicy

•

28 września - Baruch, prorok

•

29 września - święci Archaniołowie Michał, Rafał i Gabriel

•

29 września - św. Szymon Ruiz de Rojas, prezbiter

•

29 września - bł. Ludwik Monza, prezbiter

•

29 września - Rachela, żona Jakuba

•

29 września - bazylika katedralna diecezji warszawsko-praskiej

•

30 września - św. Hieronim, prezbiter i doktor Kościoła

•

30 września - św. Grzegorz Oświeciciel, biskup

 

•

1 października - św. Teresa od Dzieciątka Jezus, dziewica i doktor Kościoła

•

1 października - św. Remigiusz, biskup

•

1 października - św. Roman Hymnograf, diakon

•

2 października - świętych Aniołów Stróżów

•

3 października - św. Franciszek Borgiasz, prezbiter

•

3 października - św. Chrodegang, biskup

•

3 października - bł. Kolumban Józef Marmion, prezbiter

•

4 października - św. Franciszek z Asyżu

 

 

NIEDZIELNA EUCHARYSTIA W KOŚCIOŁACH W OKOLICY
Parafia Miłosierdzia Bożego, os. Na Wzgórzach
niedziele i święta: 6.30, 8.00, 9.30, 11.00, 12.30 (oprócz VII i VIII), 16.00, 19.00,
dni powszednie – 7.00, 7.30, 18.00.
Parafia Matki Bożej Pocieszenia, ul. Bulwarowa 15a
niedziele i święta: 7:00, 8:30, 10:00, 11:30, 13:00, 18:00, 20:00
 dni powszednie: 7:00, 15:00, 18:00
Parafia Matki Bożej Częstochowskiej, os. Szklane Domy 7,
niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:30, 17:00 (oprócz VII i VIII),
19:00 (oprócz VII i VIII), 20:30
dni powszednie: 6:30, 8:00, 18:00
Parafia Matki Bożej Królowej Polski, Arka Pana, ul. Obrońców Krzyża 1
niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:30, 16:00, 17:30, 19:00,
dni powszednie: 6:00, 6:30, 7:00, 7:30, 8:00, 11:00, 18:00
Bazylika Krzyża św. - klasztor (pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i św. Wacława)
niedziele i święta: 06.30, 08.00, 09.30, 11.00, 12.30, 14.00 (oprócz VII i VIII)
dni powszednie: 06.30, 07.30, 08.30, 16.00 (w piątki), 18.00.
Parafia św. Bartłomieja Apostoła, Mogiła, ul. Klasztorna 11,
niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:30, 14:00 (oprócz VII, VIII), 16:30, 18:00
dni powszednie: 6:00, 7:00 (oprócz VII i VIII), 7:30, 8:30, 18:00
Parafia Najświętszego Serca Pana Jezusa, os. Teatralne,
niedziele i święta: 7:00, 8:30, 10:00, 11:30, 13:00 (oprócz VII i VIII), 18:00, 19:30
dni powszednie: 6:30 (oprócz VII i VIII), 7:00, 18:00
Parafia św. Stanisława Biskupa Męczennika, Kantorowice 122,
niedziele i święta: 9:00, 11:00, 18:00, dni powszednie: 8:00, 17:00, (18.00- lato)
Parafia Najświętszego Serca Pana Jezusa, os. Lubocza,
niedziele i święta: 8:00, 10:30, 17:00, dni powszednie: 7:00, 17:00
Parafia Matki Bożej Wspomożenia Wiernych, Prusy,
niedziele i święta: 7:30, 9:30, 11:30,
dni powszednie: 18:00 (pon., śr., pt.), 6:30 (wt., czw., sob.)
Parafia św. Maksymiliana Marii Kolbego, Mistrzejowice,
niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 10:30, 11:00, 13:00, 17:00, 19:00
dni powszednie: 6:30, 7:00, 7:30, 18:00
NASZE STRONY INTERNETOWE I ADRESY:
strona internetowa gazetki:wzgorza-gazetka.pl