W BLASKU MIŁOSIERDZIA

37/1093 – 23 sierpnia 2026 r. A.

INTERNETOWE WYDANIE TYGODNIKA

 

 

 

 

 

Niedziela, 23 sierpnia 2026 r.

 

 

 

 XXI NIEDZIELA ZWYKŁA (rok A)

 

 

Kolor szat liturgicznych: zielony

 

 

  

Czytania:
Pierwsze czytanie: Iz 22,19–23
Psalm: Ps 138
Drugie czytanie: Rz 11,33–36
Ewangelia:
 
Ewangelia:
Ty jesteś Piotr i tobie dam klucze królestwa niebieskiego
Mt 16, 13-20
Słowa Ewangelii według Świętego Mateusza
Gdy Jezus przyszedł w okolice Cezarei Filipowej, pytał swych uczniów: «Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego?»
A oni odpowiedzieli: «Jedni za Jana Chrzciciela, inni za Eliasza, jeszcze inni za Jeremiasza albo za jednego z proroków». Jezus zapytał ich: «A wy za kogo Mnie uważacie?»
Odpowiedział Szymon Piotr: «Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego». Na to Jezus mu rzekł: «Błogosławiony jesteś, Szymonie, synu Jony. Albowiem nie objawiły ci tego ciało i krew, lecz Ojciec mój, który jest w niebie. Otóż i Ja tobie powiadam: Ty jesteś Piotr, czyli Opoka, i na tej opoce zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą. I tobie dam klucze królestwa niebieskiego; cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie».
Wtedy surowo zabronił uczniom, aby nikomu nie mówili, że On jest Mesjaszem.
 
Komentarze:
Boże myśli i Boże drogi są ponad tymi, którymi chciałby kierować się człowiek. Niby oczywistość, ale w praktyce przyjąć to trudniej. Nie tylko niektórzy ludzie czują się niezastąpieni. Sporo naszych oczekiwań, schematów myślenia i to dotyczących wiary, niekoniecznie musi się pokrywać z tym, czego chce Bóg.
Dziś jestem ważny, jutro... Wszystko w rękach Boga. On, jak śpiewała Maryja, strąca władców z tronu, a wywyższa pokornych. To znaczy może pokornego wywyższyć: nie jest tak, że możemy Boga zmusić do wywyższenia nas przez pokorę ;) Trzeba jednak koniecznie pamiętać, że moje wśród ludzi wywyższenie, moje stanowiska, moja pozycja, to coś, co w jednej chwili może się skończyć. Nie jestem lepszy od tych, z którymi nikt się nie liczy, od maluczkich tego świata... To jedno z wyzwań czytań tej niedzieli. Ale jest ich więcej.
O czym jest Biblia? Pewnie niektórzy odpowiedzieliby, że zawiera ważne wskazania moralne. Ci bardziej teologicznie obyci powiedzieliby, że raczej jest historią zbawienia. Chyba jednak najbardziej fascynującą staje się, gdy człowiek odkrywa, że jest księgą o Bogu, o człowieku i o ich wzajemnych relacjach. Czytania tej niedzieli to jeden z wielu drobnych szczegółów tego przebogatego obrazu. Tym razem jednak porusza temat zazwyczaj wszystkich elektryzujący: znaczenia, władzy, godności.
Jaki jestem ważny! Widocznie też taki wspaniały! A Bóg patrzy inaczej. Można się do wypełnienia  Bożej misji nadawać lepiej lub gorzej. Jednak fatalnie, gdy poczucie wybrania przyćmi świadomość stojącego przed człowiekiem zadania. I spowoduje, że człowiek zamiast na służbie koncentruje się na sobie i swojej chwale.
Bóg wywyższa, Bóg poniża. Czym się chlubić, jeśli wywyższenie jest darem? Dziś mam władzę, cieszę się powodzeniem, otacza mnie splendor. Jutro mogę odejść w niepamięć.
We wszystkim, co dzieje się w świecie, jest jakiś Boży zamysł. Nawet zło, choć rodzi się ze sprzeciwu wobec Boga, może mieć swój sens. Jeśli Bóg dopuszcza, nie znaczy, że nie wolno mu się sprzeciwiać. Ale widać ma w tym swój plan. Choćby taki, by nas zmobilizować do sprzeciwienia się złu.
I możemy być pewni, że w ostatecznym rachunku dobro zwycięży. Ważne, czy będziemy po jego stronie czy okaże się, że zgorszeni złem, na stronę zła przeszliśmy.
 
 

 

 

W dzisiejszym numerze:
- Klucze
- Kto poznał myśl Pana? Kto był Jego doradcą?
- Coś osobistego
- Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego?
- Jakość cywilizacji mierzy się jej stosunkiem do najsłabszych. Leon XIV w San Marino
- Abp Gallagher leci do Moskwy. Watykański dyplomata spotka się z władzami Rosji i Patriarchatem Moskiewskim
- Świeccy nie śpią i chcą działać. Ale zbyt często zderzają się z proboszczowskim betonem
- Do Jeruzalem! Za Święty Krzyż! Na Wschód!
- Święci i błogosławieni w tygodniu
 

 

 

 

 

Klucze

 

Gdyby chodziło o egzamin ośmioklasisty. Albo zatrzaśnięte drzwi. Wówczas zdobywajcie wiedzę, szukajcie sposobu. Jeśli nie klucz, poszukajcie wytrycha, albo wyważcie drzwi.

 Klucze Królestwa… Wiara – Nadzieja – Miłość. Pisane dużą literą. Bo objawił ci Ojciec mój, „który jest w niebie”, a miłość „jest z Boga”.

 Kto bardziej ryzykuje: Bóg, powierzając klucze królestwa człowiekowi, czy człowiek – zamykając i otwierając?

 Skała, na której Bóg zbudował Kościół, zwie się ryzyko.

 

ks. Włodzimierz Lewandowski – „wiara.pl”

 

 

 

 

 

Kto poznał myśl Pana? Kto był Jego doradcą?

 

Mądrość i wiedza Boga – niezgłębiona, zadziwiająca, zaskakująca.

Oto razem z Jezusem wędrujemy po północnych krańcach Izraela. Jesteśmy przed Cezareą Filipową, można powiedzieć. Wpatrujemy się w to miasto poświęcone boskiemu Cezarowi. Dynastia herodiańska wiedziała, jak się wkupić w łaski Rzymu, który był daleko, a który potrafił mocną ręką trzymać Ziemię Świętą i rozdawać korony tak, jak chciał.

Oto stajemy jakby w panoramie Cezarei Filipowej, żeby otrzymać pytania od Jezusa: kim jest dla ludzi, kim jest dla nas – uczniów? Dla ludzi – można powiedzieć, że zebrane są opinie, szczególnie Heroda Antypasa o Jezusie, który po śmierci Jana Chrzciciela widział w Nim postać proroka, którego zgładził. Ale w tej gorączce mesjańskiej jest oczekiwanie na Eliasza, na jego przyjście, na Jeremiasza albo też na jednego z proroków. Gorączka mesjańska to gorączka prorocka, czekanie na głos od Boga, na słowo żywe.

Jezus jest bardzo dobrym nauczycielem. To jest nie tylko zebranie informacji, wiedzy, jaką posiadają uczniowie – On dąży do bardzo osobistej relacji. Nie wystarcza, to, co inni mówią o Jezusie. Pytanie jest mocne: kim Jezus jest dla mnie? Panem i Mesjaszem, jedynym Zbawicielem. Mesjasz, Syn Boga żywego, staje pośród nas.

Oto jesteśmy świadkami, jak Piotr, Skała, Opoka otrzymuje klucze Królestwa. To jest to podobieństwo do Szebny z proroctwa Izajasza: „Położę klucz domu Dawidowego na jego ramieniu”.

Klucznik domu – ten, który otwiera, zamyka nie tylko drzwi, ale ważne sprawy, który ma władzę. I oto ta władza też nade wszystko polega na służbie, na służbie Królestwu, na służbie Mesjaszowi.

Te wydarzenia, które dzieją się w Cezarei Filipowej, czytane w kluczu Przemienienia Pańskiego, są okraszone zapowiedziami Męki. Od tych dwóch wydarzeń – od Cezarei Filipowej i od Góry Przemienienia – Jezus zaczyna schodzić z północnych krańców Izraela i bardzo świadomie idzie ku Jerozolimie, aby zrealizować plan Ojca, aby to wszystko się zadziało, abyśmy mieli życie prawdziwe, abyśmy razem z Piotrem dzień po dniu mieli odwagę wyznawać: Jezu, Ty jesteś Mesjaszem, Synem Boga żywego, Ty jesteś moim Zbawicielem.

 

ks. Wenacjusz Zmuda – „mateusz.pl”

 

 

 

 

Coś osobistego

 

O chrześcijaństwie i naszej przynależności do świata wiary myślimy najczęściej kulturowo, przyzwyczajeni do tego, że urodziliśmy się w kraju o wierze dziedziczonej z pokolenia na pokolenie, a więc niewystawionej specjalnie na próbę i niewymagającej najczęściej dramatycznych decyzji. Owszem bywały i bywają jakieś odstępstwa, ale tu, na polskiej ziemi, przede wszystkim jesteśmy katolikami.

 

Cezarea Filipowa to pamięć wielu różnych kultów, miejsce świątyń pogańskich. Pośród ich ruin i kultycznych jaskiń, u stóp masywu góry Hermon, Jezus pyta swoich uczniów o relację do siebie. Miejsce nie jest przypadkowe, jest religijnie nasycone, ale obce i wrogie wrażliwości przeciętnego Żyda. W pewnym sensie to miejsce graniczne, w którym zaczyna się świat pogański, świat zmieszany, a w nim każdy może wierzyć, w co tylko chce i co sam uznaje za wiarygodne. Jezus jest poruszony odpowiedzią Szymona, który bezbłędnie rozpoznaje w Nim Mesjasza, a co ważniejsze, wyznaje to. Bo wiedzieć, poprawnie nazwać to jedno, ale wyznać to już coś osobistego. To potwierdzenie relacji. Ludzie o Tobie mówią różne rzeczy, chcąc zrozumieć Ciebie i Twoją misję, ale ja, Piotr, wyznaję: Jesteś Mesjaszem, moim Mesjaszem, na Ciebie czekałem, „Ty jesteś Syn Boga żywego”. Wyznanie Piotra jest z poziomu serca, to nie odpowiedź na intelektualną grę czy zagadkę, ale egzystencjalny i zaangażowany fakt. Wszystko złożyłem w Tobie, całą ufność, całe życie składam w Twoje ręce. Zbaw mnie. Powierza się Jezusowi, dając taką odpowiedź, jest to wybór życia.

 

Cezarea Filipowa ze swoją wielością dróg i możliwości w przedziwny sposób zawładnęła dzisiaj naszą wyobraźnią. Można więc spokojnie i z pewnego dystansu patrzeć na ślady po Bogu, podziwiać kulturę religijną, zwiedzać wnętrza kościołów, ale można też dać coś osobistego: odpowiedź intymną i własną, a przede wszystkim wiążącą.

 

Tomasz Zamorski OP – „wdrodze.pl”

 

 

 

 

 

 

Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego?

 

 

Dzisiejsza Ewangelia zaprasza nas pod Cezareę Filipową, aby wysłuchać dialogu, który Jezus prowadzi ze swoimi uczniami. Postawione im pytanie: „Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego?” prowadzi do wyznania wiary przez Szymona Piotra: „Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga Żywego”. Następnie Jezus powierza mu szczególną władzę pasterską wśród Apostołów: „Otóż i Ja tobie powiadam: Ty jesteś Piotr [czyli Opoka] i na tej Opoce zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą. I tobie dam klucze królestwa niebieskiego; cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie” (Mt 16,18-19). Wraz z tym wydarzeniem rozpoczyna się historia prymatu Piotra, którą dzisiaj w Kościele kontynuuje papież Leon XIV. Rozpoczyna się także nowa historia Piotra, prostego rybaka z Galilei.

 

Jezus zmienia Szymonowi imię, a to oznacza jedno: nadaje mu nowy cel w życiu. Teraz będzie Opoką, czyli Skałą, na której Chrystus będzie budował swój Kościół. Nie dlatego jednak, że Piotr sam z siebie jest mocny i niezachwiany, ale dlatego, że Chrystus wybiera go, umacnia i uzdalnia do tej misji. Mówiąc o kimś, że jest skałą, myślimy o osobie, która ma określone cechy charakteru. Jest to ktoś, kto jest silny, niezmienny, na kim można polegać w trudnych chwilach. Jest to ktoś, kto daje poczucie bezpieczeństwa i stabilności w trudnych momentach życia. Myślimy o kimś, kto nie ulega presji i nie da się łatwo złamać.

 

Czy te cechy charakteru tam, pod Cezareą Filipową, definiują Piotra jako skałę? Na pierwszy rzut oka wydaje się, że tak. Stanowcza jego odpowiedź na pytanie, które Jezus postawił swoim uczniom: „A wy za kogo Mnie uważacie?” (Mt 16, 15), ukazuje Piotra jako osobę pewną siebie. Do tego stopnia, że chwilę później nie słucha Jezusa. Widzimy to w dalszym dialogu, w którym Jezus zapowiada, że musi pójść do Jerozolimy, aby tam oddać życie na krzyżu. Piotr upomina Jezusa: „Panie, niech Cię Bóg broni. Nie przyjdzie to nigdy na Ciebie” (por. Mt 16,21-22). Pokazuje w ten sposób swoją niekonsekwencję, bo z jednej strony złożył deklarację, że Jezus jest Mesjaszem, a z drugiej upomina Go, aby nie godził się na śmierć krzyżową w Jerozolimie. Piotr rozpoznał, kim jest Jezus, ale jeszcze nie rozumiał, co oznacza być Mesjaszem. Nie potrafił jeszcze przyjąć, że droga Mesjasza prowadzi przez krzyż.

 

W historii Piotra jest więcej podobnych sprzeczności:

 

– Widzimy go odważnie kroczącego po jeziorze, a chwilę później zalęknionego na widok silnego wiatru (por. Mt 14,29-30);

 

– Oglądamy go protestującego podczas Ostatniej Wieczerzy, kiedy Jezus chce umyć mu nogi. Jednak kiedy słyszy wyjaśnienie, że jeżeli na to nie pozwoli, nie będzie miał udziału z Jezusem, pragnie, aby Jezus umył mu także ręce i głowę (por. J 13,8-9);

 

– Słyszymy jego deklarację, że nigdy nie zwątpi w Jezusa (por. Mt 26,33), a potem na dziedzińcu pałacu najwyższego kapłana trzykrotnie się Go wyprze, mówiąc: „Nie znam tego Człowieka” (por. Mt 26,74).

 

 Może Piotr chce być silny i twardy jak skała, ale targają nim emocje. Został powołany do tego, aby być przy Jezusie, a gdy Mistrz zostaje pojmany, Piotr idzie za Nim z daleka. Nie ma go też pod krzyżem, na którym umiera Jezus. Wszystko to mogło rodzić w nim poczucie niegodności i grzeszności. Przy całej tej zmienności i niestałości Piotra jedno pozostaje niezmienne: przyjaźń Jezusa. Potwierdza ją Jezus po swoim zmartwychwstaniu, kiedy ukazuje się uczniom nad Jeziorem Tyberiadzkim. Wtedy Piotrowi powierza troskę o swoją owczarnię, przekazując mu odpowiedzialność pasterską i zapowiadając również, że i on poniesie śmierć, przez którą uwielbi Boga (por. J 21,15-19). Ostatecznie jego męczeńska śmierć staje się jego osobistym wyznaniem miłości i wierności Jezusowi. Ten, który nie umiał zgodzić się na mękę i śmierć swego Mistrza i próbował Go przed nią uchronić, sam ofiaruje swoje życie na krzyżu, na Jego wzór.

 

 Historia Piotra uświadamia nam, że podobnych rzeczy Bóg chce dokonać w nas i poprzez nas. Dlatego zaprasza nas do postawienia sobie pytania: czy w historii Piotra nie odnajduję własnej historii życia?

 

Historii, w której doświadczamy również wiele sprzeczności i deklaracji, których nie wypełniamy. Nie raz deklarujemy wierność Bogu, a ciągle potykamy się o własne grzechy i błędy. W jednej chwili jesteśmy pełni zapału i ufności, a chwilę później lęk, zwątpienie albo własna słabość sprawiają, że oddalamy się od Boga?

 

Stawiamy siebie i własne siły ponad Pana Boga, mówiąc, że sami sobie w życiu poradzi. W tym wszystkim jedno jest pewne: w historii życia każdego człowieka przyjaźń Jezusa nie ustaje. Jest niezmienna i może uzdolnić człowieka do ostatecznego świadectwa miłości i wierności Jezusowi.

 

 Doświadczył tego Anthony Hopkins, aktor, który mówił o sobie, że kiedyś był ateistą, a przez wiele lat agnostykiem. Kiedy rozpoczynał swoją karierę aktorską, zmagał się z chorobą alkoholową. W jednym z wywiadów przyznał, że: „był opętany przez demona. Mówił, że był to nałóg, z którym nie mógł sobie poradzić”. Kiedy był w Los Angeles, poprosił o pomoc. Pewna kobieta powiedziała mu: „Po prostu zaufaj Bogu”. To był pierwszy krok na drodze ku trzeźwości.

 

Wcześniej był bardzo pewny siebie, mawiając sobie: „Mogę to zrobić sam. Mogę wszystko zrobić sam. Pokonam wszystko. Ale to był nonsens. Nie dałem rady pokonać tego na własną rękę”.

 

„Moment łaski” dla Hopkinsa wydarzył się 29 grudnia 1975 r. o godz. 11.00. Brytyjski aktor tak to opisuje: „Zawsze jestem trochę niechętny, aby o tym mówić, bo nie chcę zabrzmieć kaznodziejsko. Ale byłem pijany i prowadziłem w stanie całkowitej nieświadomości – nie miałem pojęcia, dokąd jadę – gdy zdałem sobie sprawę, że mogłem kogoś zabić. Albo siebie, co mnie wtedy nie obchodziło. I uświadomiłem sobie, że jestem alkoholikiem. Otrzeźwiałem i powiedziałem do byłego agenta, którego spotkałem na przyjęciu w Beverly Hills: Potrzebuję pomocy. Była dokładnie 11:00 – spojrzałem na zegarek – i to jest ta dziwna część: jakiś głęboki, potężny głos przemówił do mnie z wnętrza: To już koniec. Teraz możesz zacząć żyć. I to wszystko miało swój cel, więc nie zapomnij ani chwili z tego”.

 

Wtedy Anthony Hopkins zaczął na nowo układać swoje życie w zaufaniu Bogu. Jego historia pokazuje, że człowiek nie zawsze jest w stanie sam pokonać własną słabość i że potrzebuje pomocy, a przede wszystkim Boga. Wracając do czasu, w którym określał siebie jako niewierzącego, przyznał, że ten okres był jak „życie w celi bez okiem. Wielu wspaniałych ludzi, ateistów, mówi, że wiara w Boga jest szaleństwem. Cóż, niech Bóg im błogosławi w tym poczuciu. Mam nadzieję, że są szczęśliwi”.

 

 Siostry i Bracia! Może czasem sądzimy, że Bóg nie będzie miał z nas pociechy, że już nic dobrego nie możemy Mu ofiarować. Pomimo tego On dalej wiernie nam towarzyszy i wspiera. Umacnia naszego ducha, bo nie rezygnuje z nas, bo wciąż w nas wierzy. Nawet gdy my rezygnujemy z siebie, On z nas nie rezygnuje, On dalej w nas wierzy, tak jak wierzył w Piotra, którego pod Cezareą Filipową nazwał Skałą, na której zbudował swój Kościół. Nie dlatego jesteśmy skałą, że nigdy nie upadamy. Stajemy się nią wtedy, gdy pozwalamy Chrystusowi podnieść nas po każdym upadku i uczynić z naszego życia świadectwo Jego miłości.

 

o. Witold Radowski CSsR – „redemptor/pl”

Misjonarz Prowincji Warszawskiej Redemptorystów – Poznań

 

 

 

 

 

 

Jakość cywilizacji mierzy się jej stosunkiem do najsłabszych. Leon XIV w San Marino

 

Papież Leon XIV wylądował dzisiaj śmigłowcem w San Marino, rozpoczynając wizytę w najstarszej republice świata. Wizyta ta przypada w stulecie nawiązania stosunków dyplomatycznych między Stolicą Apostolską a tym krajem. Podczas spotkania z władzami i mieszkańcami Ojciec Święty mówił o ochronie ludzkiego sumienia i ostrzegał przed współczesnymi formami politycznego i ekonomicznego zniewolenia.

 

Leon XIV odwiedza San Marino jako trzeci papież w historii, a jego śmigłowiec wylądował w Torraccia o godzinie 8:45. Na Placu Wolności (Piazza della Libertà) papieża powitała kompania honorowa oraz tłumy mieszkańców. Obok Ojca Świętego szli kapitanowie regenci – Alice Mina i Vladimiro Selva – oraz ambasador przy Stolicy Apostolskiej Alessandra Albertini. Wizyta biskupa Rzymu przypada w stulecie nawiązania oficjalnych relacji dyplomatycznych, które Stolica Apostolska i San Marino zapoczątkowały w kwietniu 1926 roku. Wcześniej to państwo odwiedzili Jan Paweł II w 1982 roku oraz Benedykt XVI w 2011 roku. W watykańskiej delegacji towarzyszącej papieżowi znaleźli się między innymi kardynał sekretarz stanu Pietro Parolin, abp Paul Richard Gallagher, sekretarz do spraw relacji z państwami i organizacjami międzynarodowymi, a także nuncjusz apostolski we Włoszech i San Marino abp Edgar Peña Parra.

 

W pierwszym przemówieniu Leon XIV skupił się na haśle widniejącym w herbie San Marino – „Libertas”, czyli wolność. Papież podkreślił, że to pojęcie oznacza znacznie więcej niż tylko niezależność polityczną czy suwerenność państwową. „Nie ma prawdziwej wolności obywatelskiej bez wolności osobistej, czyli bez poszanowania i promowania godności osoby ludzkiej, której wolność jest istotnym elementem” – zaznaczył Leon XIV. Zdaniem papieża, wolność stanowi Boży dar, a jej rzeczywiste promowanie wymaga ochrony ludzkiego sumienia.

 

Solidarność z męczennikami sumienia

 

Leon XIV wskazał na historycznych i współczesnych świadków, którzy oddali życie lub cierpieli za wierność własnym przekonaniom. Nazwał ich „męczennikami wolności” i podkreślił ich postawę w poszukiwaniu prawdy oraz odpowiedzialność za podejmowane decyzje. Jako wzór dla rządzących papież przywołał postać świętego Tomasza More’a, patrona polityków. Ojciec Święty skierował także słowa wsparcia do ludzi, którzy dzisiaj cierpią z powodu swoich przekonań. Wyraził solidarność z tymi, którzy płacą dziś cenę „za to, że nie zdradzili własnego sumienia”.

 

Wizyta przyniosła również ostrzeżenie przed zagrożeniami, które niszczą projekty polityczne i gospodarcze. Papież zwrócił uwagę na niebezpieczeństwo bałwochwalstwa, które wypacza szlachetne idee. Jak relacjonuje Benedetta Capelli z Città del Vaticano, Leon XIV ostrzegł przed projektami politycznymi i gospodarczymi, które pod hasłami wolności w rzeczywistości czynią ludzi „niewolnikami bożków i władzy”. Wskazał, że lekarstwem na te kryzysy jest budowanie wspólnot opartych na osobistej odpowiedzialności każdego człowieka oraz na uznaniu Boga jako źródła ludzkich sił. Papież przywołał tu biblijny przykład proroka Nehemiasza odbudowującego Jerozolimę, a także świętych Maryna i Leona, którzy budowali wolne i pokojowe miasta.

 

Państwo jako laboratorium dobrej polityki

 

Ojciec Święty wskazał San Marino jako wzór dla innych narodów, określając je mianem „laboratorium” dobrej polityki. Zauważył, że to małe państwo udowadnia, iż świeckość instytucji publicznych nie musi oznaczać odrzucenia wartości chrześcijańskich. Rządzący mogą czerpać z bogactwa katolickiej nauki społecznej bez naruszania autonomii państwa. Aspekty te obejmują poszukiwanie dobra wspólnego, powszechne przeznaczenie dóbr, pomocniczość, solidarność oraz sprawiedliwość społeczną. Papież porównał sytuację San Marino do Księstwa Monako, gdzie bliskość władzy i obywateli ułatwia reagowanie na potrzeby ludzi. To doświadczenie zyskuje na znaczeniu w obliczu planowanego podpisania umowy stowarzyszeniowej San Marino z Unią Europejską.

 

Ważnym punktem papieskiego przemówienia było wezwanie do obrony życia ludzkiego. Leon XIV zacytował fragment swojej encykliki Magnifica humanitas, w której napisał, że jakość danej cywilizacji mierzy się jej stosunkiem do najsłabszych. Papież zachęcił gospodarzy do troski o każdego człowieka od momentu poczęcia aż do naturalnej śmierci. Jako przykład tej wrażliwości wskazał postawę mieszkańców San Marino, którzy przyjęli uchodźców z Ukrainy. Ta otwartość – jak zaznaczył Ojciec Święty – stanowi owoc chrześcijańskich tradycji republiki oraz współpracy władz państwowych z Kościołem.

Tradycja i sportowe prezenty

 

Po oficjalnych przemówieniach w Palazzo Pubblico nastąpiła wymiana podarunków. Władze San Marino wręczyły papieżowi kielich ozdobiony grafikami przedstawiającymi kluczowe momenty w relacjach między republiką a Stolicą Apostolską. Leon XIV otrzymał również znaczek pocztowy upamiętniający jego wizytę oraz ceramiczny talerz z wizerunkami miejsc, które odwiedzi podczas podróży. Wyjątkowy moment stanowiło wyjście papieża na balkon Palazzo Pubblico, skąd pozdrowił zgromadzonych na placu wiernych i życzył im życia w wolności, którą oferuje Chrystus. „Jestem naprawdę szczęśliwy, że mogę być tutaj z wami, pozdrowić was, cieszyć się pięknem, historią, tradycją i wiarą tego wielkiego narodu San Marino” – powiedział papież z balkonu, co odnotowuje redakcja.

 

Przed opuszczeniem pałacu papież spotkał się także z przedstawicielami świata sportu. Christian Forcellini, prezes Samaryńskiego Komitetu Olimpijskiego, wręczył papieżowi koszulkę. Podarunek nawiązuje do startu reprezentacji San Marino w Igrzyskach Śródziemnomorskich w Tarencie, gdzie kraj reprezentuje grupa dwudziestu dziewięciu atletów. Wizyta Leona XIV pokazała, że stuletni sojusz dyplomatyczny i chrześcijańskie korzenie najstarszej republiki świata pozostają żywe i przekładają się na konkretne czyny solidarności oraz obrony praw człowieka we współczesnym świecie.

 

Vatican News/łs

 

 

 

 

Abp Gallagher leci do Moskwy. Watykański dyplomata spotka się z władzami Rosji i Patriarchatem Moskiewskim

 

Watykański szef dyplomacji abp Paul Richard Gallagher leci do Moskwy, by podjąć rozmowy w jednym z najtrudniejszych momentów dla relacji międzynarodowych na świecie. Od 24 do 28 sierpnia sekretarz ds. relacji z państwami i organizacjami międzynarodowymi spotka się z przedstawicielami rosyjskich władz państwowych oraz Patriarchatu Moskiewskiego. Dyplomata odprawi także mszę świętą i porozmawia z nieliczną, rozproszoną na ogromnym terytorium wspólnotą tamtejszych katolików. Ta czterodniowa, intensywna wizyta ma potwierdzić wolę Stolicy Apostolskiej, by nadal podążać drogą dialogu.

 

Stolica Apostolska konsekwentnie stawia na rozmowy dyplomatyczne, nawet w trudnym okresie dla stosunków międzynarodowych na świecie. Program wizyty abp. Gallaghera zapowiada cztery dni wypełnione spotkaniami. Dyplomatycznemu wymiarowi podróży będzie towarzyszyć kluczowy dialog ekumeniczny oraz spotkania z lokalnym Kościołem.

 

Dla watykańskiego sekretarza to kolejny powrót do rosyjskiej stolicy. Arcybiskup Gallagher odwiedził Moskwę w listopadzie 2021 roku. Rozmawiał wówczas z premierem Michaiłem Miszustinem, ministrem spraw zagranicznych Siergiejem Ławrowem oraz metropolitą Hilarionem Ałfiejewem, który kierował wtedy Wydziałem Zewnętrznych Stosunków Kościelnych Patriarchatu Moskiewskiego.

 

Misja nie tylko dyplomatyczna, ale i ekumeniczna

 

Od tamtej pory w strukturach Patriarchatu Moskiewskiego zaszły zmiany personalne. W 2022 roku miejsce metropolity Hilariona zajął metropolita Antoni (Sewriuk), który od tamtej pory kieruje Wydziałem Zewnętrznych Stosunków Kościelnych. Zaplanowane spotkania z przedstawicielami Patriarchatu mają ułatwić dialog ekumeniczny.

 

Obok rozmów z urzędnikami państwowymi, dyplomata skupi się na potrzebach lokalnych wiernych. Wspólnota katolicka w Federacji Rosyjskiej zmaga się z wyzwaniem, jakim jest funkcjonowanie na gigantycznym terytorium. Wizyta stanowi okazję do bezpośredniego kontaktu z wiernymi i ich pasterzami.

Spotkania z nieliczną wspólnotą

 

Watykański wysłannik spotka się z biskupami oraz przedstawicielami miejscowej wspólnoty. Przeprowadzi również rozmowy z duchowieństwem, siostrami i braćmi zakonnymi. Centralnym punktem tych spotkań będzie wspólne odprawienie Eucharystii.

 

Struktury Kościoła katolickiego w tym kraju obejmują archidiecezję Matki Bożej w Moskwie oraz trzy inne diecezje. Są to diecezja św. Klemensa w Saratowie, Przemienienia Pańskiego w Nowosybirsku oraz św. Józefa w Irkucku. Rozproszenie wspólnoty na tak wielkim obszarze stanowi rzadko spotykane wyzwanie duszpasterskie.

 

 

 

 

 

 

Świeccy nie śpią i chcą działać. Ale zbyt często zderzają się z proboszczowskim betonem

 

 

Jest takie hasło, które przewija się od kilku lat w Kościele: budzenie uśpionego olbrzyma. Gdy mówią to duchowni, w pakiecie zazwyczaj jest stwierdzenie, że konieczna jest do tego pomoc – chcę to słowo podkreślić: pomoc - świeckich. Takie podejście pokazuje kilka spraw, niektóre z nich dość boleśnie, zwłaszcza w kontekście proboszczów, którzy stanowią bardzo dużą część duchowieństwa i mają na Kościół ogromny wpływ.

 

Mamy na przykład specyficzne poczucie odpowiedzialności u księży, które jest naraz dobre i niedobre. Dobre z powodów oczywistych – takie mają zadanie, więc je wykonują. Niedobre w przypadkach, gdy włącza się nadodpowiedzialność połączona z niepożądanym poczuciem wyjątkowości. W prostym skrócie jest to myślenie typu: to my musimy ogarnąć wszystko, ale nas mało, więc ktoś mógłby pomóc, ale i tak my musimy o wszystkim zdecydować, żeby było jak należy.

 

Nie jest to specyfika Kościoła, tylko ludzkiej natury i taki niedobry rodzaj nadodpowiedzialności kojarzy mi się z matką, która bierze na siebie większość domowych spraw. Czasem, gdy się już nie wyrabia, zmęczonym głosem prosi dzieci o pomoc, ale finalnie nie jest z niej zadowolona, bo nie robią wszystkiego tak, jak ona by zrobiła. Więc chodzi i narzeka, rzucając hasłami „wszystko muszę robić sama” i „zawsze trzeba po was poprawiać”, lub co gorsza postanawia już nigdy nikogo nie prosić o zrobienie zakupów lub dekoracji na świąteczny stół. A teraz pod tę naszą biedną matkę podstawcie sobie, moi drodzy, proboszcza, księdza dyrektora albo głównego duszpasterza. Nie pasuje? Jesteście szczęściarzami na skali polskiego Kościoła.

 

Wróćmy na chwilę do uśpionego olbrzyma. To bardzo obrazowe określenie weszło do języka Kościoła po synodzie o nowej ewangelizacji w 2012 roku. Podkreśla ono potencjał, jaki jest w parafiach, ale łatwo zamienić tę myśl na inną: na obraz „biernych wiernych”, niedzielnych katolików, nieangażującego się laikatu, który trzeba wyrwać z rodzaju „duchowej śpiączki”. I choć gorzkie i zbyt uogólniające będzie stwierdzenie, że dopóki księży było bardzo dużo, idea włączania szerszego grona świeckich w aktywność w Kościele dryfowała sobie na odległym horyzoncie myślowym, to niestety jest w nim sporo prawdy. Teraz namaszczonych rąk do pracy jest coraz mniej i duchowni coraz bardziej otwierają się na włączanie świeckich w działania przy parafiach i duszpasterstwach. Kłopot w tym, że często robią to w trybie zmęczonej, nadodpowiedzialnej matki, a nie w poczuciu wspólnoty. A świeccy są kimś, kto ma tylko pomóc; czyli precyzyjnie wykonać zlecone czynności bez możliwości decydowania o tym, co i jak ma być zrobione.

To nie zadziała.

 

Nasz Kościół potrzebuje jakościowej zmiany w relacjach, z których w efekcie bierze się wspólnota, wiara i wychodzenie z Ewangelią do innych ludzi. To dość oczywiste. Widać to (chyba) z góry, z poziomu biskupów. Widać to z dołu, z poziomu świeckich. Ale wąskim gardłem, kluczowym momentem decydującym jest w tej układance najczęściej… nastawienie proboszczów. A idąc dalej – ich formacja.

 

Nie uprawiam churchingu, ale lubię podróże i dość często zdarza mi się być na niedzielnej mszy w parafiach w różnych miejscach Polski. Z przyczyn zawodowych obserwuję też różne odległe jednostki parafialne. Wniosek z obserwacji jest jeden, mało zaskakujący: biskup może sobie chcieć, wierni mogą sobie chcieć, ale jak proboszcz nie zechce – nic się nie wydarzy. Żaden uśpiony olbrzym się nie obudzi, a parafianie poproszeni o pomoc zrobią, co im zostało zlecone, i wrócą do szeregu, czasem tylko wkurzeni narzekaniem, że nie wykonali wszystkiego idealnie tak, jak sobie życzył proboszcz.

 

I gdy szukam klucza do zmiany w Kościele, by był przestrzenią relacyjną, miejscem, gdzie serio jesteśmy nie obok siebie, ale ze sobą, gdzie mamy wspólne sprawy, wspieramy się i razem podejmujemy działania – widzę ten klucz w formacji do probostwa. Relacyjnej, ludzkiej, najbardziej oczywistej formacji, zdejmującej z księdza wyidealizowaną wyjątkowość i klerykalne zdystansowanie.

 

I tak, wiem, że są kursy i egzaminy proboszczowskie. A także kolejki i ciche pragnienia o tym, by już wreszcie zostać proboszczem i móc decydować (niemal) niezależnie. Że dla wielu księży funkcja szefa parafii to po prostu rodzaj ulgi, jaką odczuwa człowiek, który musiał zbyt długo mieszkać z apodyktycznymi rodzicami i wreszcie poszedł na swoje, więc może wybierać kolory ścian i porę, o której zgasi światło. Ale probostwo to też test charakteru, osobistej dojrzałości, umiejętności budowania relacji, zdolności do partnerskiej współpracy, do mądrego dzielenia się odpowiedzialnością. Tam, gdzie proboszcz ten test oblewa – nie ma mowy o dobrych relacjach, które są podstawą do wspólnego działania. A wtedy nasz parafialny olbrzym albo wstanie i spróbuje użyć swojej siły, po czym dostanie sto uwag i zakazów, więc machnie ręką i pójdzie spać dalej, albo przeprowadzi się gdzie indziej, w przestrzenie, niekoniecznie kościelne, gdzie może wykorzystać swoje możliwości nie będąc karconym za to, że za bardzo na prawo ustawił kwiatki pod ołtarzem.

 

Zastanawiam się też, na ile służy nam metafora olbrzyma. Owszem, Kościół ma olbrzymi potencjał, gdy się go rozumie jako ludzką zbiorowość: indywidualnie jesteśmy wspaniale obdarowani, a gdy do tego działamy wspólnie i służymy innym swoją wyjątkowością, nasz Kościół rozkwita i Pan Bóg lubi to. Ale nasza wielkość nie bierze się z rozmiaru ani z rozmachu, tylko z małości. Jeśli jesteśmy olbrzymem, to zbudowanym z mrówek, których napędem jest łaska; i to od współpracy mrówek z łaską i ze sobą nawzajem zależy to, czy potencjał będzie na miarę olbrzyma, czy na miarę mrówki pojedynczej.

 

Wiele parafii budzi swój potencjał tylko na miarę tej jednej, dowodzącej, zajeżdżającej się, mającej przymus kontroli matki-mrówki, bez której wiedzy, zgody i szczegółowych wytycznych nic się nie może wydarzyć. Czasem aż żal patrzeć, jak proboszcz staje na głowie, by zrobić jak najlepiej absolutnie wszystko, co uważa za dobre, a parafianie czują się tak bardzo niezaproszeni do działania, że przyglądają się tylko z boku, pogłębiając w księdzu poczucie, że musi wszystko zrobić sam. To się nie bierze znikąd; często jest za tym jakaś trudna historia, złe doświadczenia, jakiś niezaopiekowany ból. Niezależnie od przyczyny - wpływa na całą wspólnotę.

 

Jak to rozwiązać, by Kościół miał się lepiej? Widzę wielu świetnych proboszczów, którzy mogliby się podzielić swoim know-how, doświadczeniem, wiedzą, rozwiązaniami, a także mądrością i dojrzałością. Pytanie, czy mieliby z kim się dzielić, bo jest też sporo księży, którzy osiągnięcie probostwa uważają za finał ścieżki rozwoju, niezależnie od tego, jak daleko na niej wcześniej zaszli. Jak to zrobić, by ludzie, którzy nie chcą się już uczyć, nauczyli się nowego sposobu bycia w parafialnych relacjach? Nie wiem.

 

Wiem za to, że proboszczów jest w Polsce pewnie około 10 tysięcy. To w grupie duchownych bardzo duża część; księży diecezjalnych jest około 23 tysiące, więc proboszczowie stanowią tylko trochę mniej niż połowę. A że mają bardzo dużą decyzyjność, można powiedzieć, że ich wizja parafii kształtuje Kościół. I zanim się zacznie prosić świeckich o „pomoc”, może należałoby ukształtować część tych wizji tak, by nie były jak betonowa ściana, o którą jak o falochron rozbije się chęć działania parafian. Bo smutek i zniechęcenie bardzo zachęcają tak zwany laikat do tego, by zapaść w drzemkę i przespać nieciekawy czas, czekając na odwilż i wiosnę.  

 

Zostaję w Kościele, ponieważ głęboko wierzę, że w nim jest sam Jezus. Gdy On odejdzie, i ja odejdę. Chcę być tam, gdzie On. (Mateusz Filipowski OCD, Marcin Jakimowicz, Modlitwa zmęczonych Kościołem)

 

Marta Łysek – „deon.pl”

 

 

 

 

 

Do Jeruzalem! Za Święty Krzyż! Na Wschód!

 

Inicjatorom krucjat chodziło o coś więcej niż tylko o zdobycie Ziemi Świętej.

 

Wyraźnie jest o tym mowa w rozmowie papieża Urbana II z biskupem Ademarem z Puy. Ten pierwszy, widząc w Saracenach śmiertelne niebezpieczeństwo dla chrześcijaństwa, prognozował:

 

„Nie na lata, na miesiące liczy się żywot Bizancjum… Gdy runie cesarstwo, kto zatrzyma pochód Mahometa? Niedołężna Ruś, Bułgaria, Węgry czy Polska bez króla? Z dniem upadku Bizancjum Saraceny pchną się na Słowian, na Italię, Pireneje… Zaleją Francję, zajmą Rzym… Chełpią się już, że koń turecki będzie się pasł na opuszczonym Grobie Apostoła… I tak będzie, obaczysz, że tak będzie, jeżeli zawczasu naprzeciw nie wyjdziem…!”.

 

W chwilę później papież, kontynuując rozmowę z Ademarem, przestrzegał: „Zali sądzisz, że tylko Saraceny chrześcijaństwu grożą? Że nic sroższego nad nich nie masz? Spójrz wkoło! Nie widzisz, że świat ten ginie? Gnije i ginie?… Spójrz na powszechną nędzę, brud, lenistwo, przemoc, ucisk, obojętność dla spraw ducha! Z roku na rok się pogarsza, z roku na rok ciężej żyć… Zwali się nam to wszystko na głowy, jeśli nowego ładu nie wprowadzimy. Trzeba tą całą spróchniałą budowlą wstrząsnąć, wzruszyć do dna, zmącić, świeżego tchu napuścić… I oto pocom ich zwołał… Wywieść ich chcę gdzieś od samych siebie!…”.

 

Papież Urban II myśli o przyszłości Kościoła i chrześcijaństwa, rachuje po ludzku i po Bożemu. Wyprawa krzyżowa mogłaby przy nieść podwójne owoce. Dlaczego sam Bóg nie miałby im dopomóc, jak pomagał Mojżeszowi na pustyni? Teraz Mojżesza zastąpił Chrystus i Jego Kościół.

 

„Chrześcijaństwo padło na ludzką naturę jak anielski kwiat na skałę, kwiat, co się nie przyjął i przyjąć nie może – snuje swoje rozważania papież. – Wprawdzie każdy człek zdrowym rozumem obdarzony, choćby był poganin, przyzna, że chrześcijaństwo to jedyny lek na wszystkie boleści świata. Miłować się zamiast nienawidzić… Tworzyć zamiast niszczyć… Chrześcijaństwo – to opieka nad dzieckiem i niewiastą… Nad wszystkim, co stare lub słabe… To sprawiedliwy rozdział dóbr… To skrępowanie możnych i silnych więzami własnego sumienia… Czyż świat nie byłby wtedy obiecanym Królestwem Bożym?”.

 

Inaczej pojmował cel wyprawy mnich Piotr z Amiens, który prze bywał już w Jerozolimie i bolał nad zbezczeszczeniem pamiątek po Chrystusie. Przemawiając płomiennie w Clermont, zaklinał zebrane rycerstwo, aby ruszyło do Ziemi Świętej wyzwolić grób Chrystusa. Mówił:

 

„Przyszedł dzień, że nie wolno oglądać się wstecz ani ręki przykładać do pługa!… Rzucić trzeba wszystko i iść (…). Przegnać Saracenów! Ratować z pohańbienia krzyż! Idziem wszyscy, którzy się czują z Boga, a nie z czarta!”. „…Do Ziemi Świętej, do Jeruzalem! Wszyscy, którzyście tu są! Każdy zdolen dźwignąć oszczep czy siekierę! Stańcie bez lęku! Wielkie cuda zapowiadam! Zapłonie gwiazda, która wiodła do Betlejem!… Wskrześnie słup ognia, który prowadził Mojżesz! Zgłodniałym w drodze Bóg ześle mannę cudowną! Powtórzą się dla nas wszystkie cuda, jakie wieścili prorocy! (…) za Święty Krzyż! Na Wschód! Na Wschód!”.

 

Tenże Piotr, bogobojny mnich, zostanie srodze doświadczony pod czas wyprawy, oszukany przez rycerstwo zwątpi w siebie i w Boga. Będzie to kara za moment słabości, w którym dał się przekonać, że może zostać przywódcą wyprawy, bez oglądania się na papieża czy biskupa Ademara. Zgrzeszył pychą i uwikłał się w problemy do tego stopnia, że znalazł się w sytuacji bez wyjścia. Jako jeden z nie licznych członków pierwszej grupy krzyżowców ocaleje, aby móc pokutować i walczyć. Taką cenę musiał zapłacić za krótkowzroczność i naiwność.

 

*

 

Powyższy tekst jest fragmentem książki "Historia i świętość. Zofia Kossak biografia ilustrowana". Autor: Czesław Ryszka. Wydawnictwo BIAŁY KRUK

 

Czesław Ryszka – „wiara.pl”

 

 

 

 

 

 

Święci i błogosławieni w tygodniu

23 sierpnia - św. Róża z Limy, dziewica

23 sierpnia - bł. Bernard z Offidy, zakonnik

23 sierpnia - bł. Władysław Findysz, prezbiter i męczennik

23 sierpnia - św. Filip Benicjusz, prezbiter

24 sierpnia - św. Bartłomiej, Apostoł

24 sierpnia - św. Emilia de Vialar, dziewica i zakonnica

24 sierpnia - bł. Maria od Wcielenia (Vincenta Rosal), dziewica

24 sierpnia - bł. Mirosław Bulesić, prezbiter i męczennik

24 sierpnia - bł. Poznańska Piątka, męczennicy

25 sierpnia - św. Ludwik IX, król

25 sierpnia - św. Józef Kalasanty, prezbiter

25 sierpnia - św. Maria (Baouardy) od Jezusa Ukrzyżowanego (Mała Arabka), dziewica

25 sierpnia - bł. Maria del Transito od Jezusa Sakramentalnego, dziewica

25 sierpnia - św. Maria Troncatti, zakonnica

26 sierpnia - Najświętsza Maryja Panna Częstochowska

26 sierpnia - św. Joanna Elżbieta Bichier des Ages, dziewica

26 sierpnia - św. Teresa od Jezusa Jornet e Ibars, dziewica

26 sierpnia - bł. Maria od Aniołów Ginard Marti, zakonnica i męczennica

27 sierpnia - św. Monika

27 sierpnia - bł. Dominik od Matki Bożej Barberi, prezbiter

27 sierpnia - bł. Maria Pilar Izquierdo Albero, zakonnica

28 sierpnia - św. Augustyn, biskup i doktor Kościoła

28 sierpnia - św. Maria od Krzyża (Joanna Jugan), zakonnica

28 sierpnia - bł. Alfons Maria Mazurek, prezbiter i męczennik

28 sierpnia - Ezechiasz, król

29 sierpnia - męczeństwo św. Jana Chrzciciela

29 sierpnia - bł. Beatrycze z Nazaretu, dziewica

29 sierpnia - bł. Teresa Bracco, dziewica i męczennica

29 sierpnia - św. Eufrazja od Najświętszego Serca Jezusa, zakonnica

29 sierpnia - bł. Dominik Jędrzejewski, prezbiter i męczennik

30 sierpnia - św. Małgorzata Ward, męczennica

30 sierpnia - święci Gwaryn i Amadeusz, biskupi

30 sierpnia - św. Juniper Serra, prezbiter

30 sierpnia - przebicie serca św. Teresy od Jezusa, dziewicy i doktora Kościoła

30 sierpnia - bł. Ghebre Michał, prezbiter i męczennik

30 sierpnia - bł. Alfred Ildefons Schuster, biskup

30 sierpnia - Rebeka, żona Izaaka

 

 

NIEDZIELNA EUCHARYSTIA W KOŚCIOŁACH W OKOLICY

Parafia Miłosierdzia Bożego, os. Na Wzgórzach

niedziele i święta: 6.30, 8.00, 9.30, 11.00, 12.30 (oprócz VII i VIII), 16.00, 19.00,

dni powszednie – 7.00, 7.30, 18.00.

Parafia Matki Bożej Pocieszenia, ul. Bulwarowa 15a

niedziele i święta: 7:00, 8:30, 10:00, 11:30, 13:00, 18:00, 20:00

 dni powszednie: 7:00, 15:00, 18:00

Parafia Matki Bożej Częstochowskiej, os. Szklane Domy 7,

niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:30, 17:00 (oprócz VII i VIII),

19:00 (oprócz VII i VIII), 20:30

dni powszednie: 6:30, 8:00, 18:00

Parafia Matki Bożej Królowej Polski, Arka Pana, ul. Obrońców Krzyża 1

niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:30, 16:00, 17:30, 19:00,

dni powszednie: 6:00, 6:30, 7:00, 7:30, 8:00, 11:00, 18:00

Bazylika Krzyża św. - klasztor (pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i św. Wacława)

niedziele i święta: 06.30, 08.00, 09.30, 11.00, 12.30, 14.00 (oprócz VII i VIII)

dni powszednie: 06.30, 07.30, 08.30, 16.00 (w piątki), 18.00.

Parafia św. Bartłomieja Apostoła, Mogiła, ul. Klasztorna 11,

niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:30, 14:00 (oprócz VII, VIII), 16:30, 18:00

dni powszednie: 6:00, 7:00 (oprócz VII i VIII), 7:30, 8:30, 18:00

Parafia Najświętszego Serca Pana Jezusa, os. Teatralne,

niedziele i święta: 7:00, 8:30, 10:00, 11:30, 13:00 (oprócz VII i VIII), 18:00, 19:30

dni powszednie: 6:30 (oprócz VII i VIII), 7:00, 18:00

Parafia św. Stanisława Biskupa Męczennika, Kantorowice 122,

niedziele i święta: 9:00, 11:00, 18:00, dni powszednie: 8:00, 17:00, (18.00- lato)

Parafia Najświętszego Serca Pana Jezusa, os. Lubocza,

niedziele i święta: 8:00, 10:30, 17:00, dni powszednie: 7:00, 17:00

Parafia Matki Bożej Wspomożenia Wiernych, Prusy,

niedziele i święta: 7:30, 9:30, 11:30,

dni powszednie: 18:00 (pon., śr., pt.), 6:30 (wt., czw., sob.)

Parafia św. Maksymiliana Marii Kolbego, Mistrzejowice,

niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 10:30, 11:00, 13:00, 17:00, 19:00

dni powszednie: 6:30, 7:00, 7:30, 18:00

NASZE STRONY INTERNETOWE I ADRESY:

strona internetowa gazetki:wzgorza-gazetka.pl

adres gazetki:Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.