W BLASKU MIŁOSIERDZIA
43/1099 – 4 października 2026 r. A.
INTERNETOWE WYDANIE TYGODNIKA

Niedziela, 4 października 2026 r.
XXVII NIEDZIELA ZWYKŁA (rok A)
Kolor szat liturgicznych: zielony
Czytania:
Pierwsze czytanie: Iz 5,1–7
Psalm: Ps 80
Drugie czytanie: Flp 4,6–9
Ewangelia: Mt 21,33–43
Ewangelia:
Przypowieść o dzierżawcach winnicy
Mt 21, 33-43
✠ Słowa Ewangelii według Świętego Mateusza
Jezus powiedział do arcykapłanów i starszych ludu:
«Posłuchajcie innej przypowieści. Był pewien gospodarz, który założył winnicę. Otoczył ją murem, wykopał w niej tłocznie, zbudował wieżę, w końcu oddał ją w dzierżawę rolnikom i wyjechał.
Gdy nadszedł czas zbiorów, posłał swoje sługi do rolników, by odebrali plon jemu należny. Ale rolnicy chwycili jego sługi i jednego obili, drugiego zabili, trzeciego zaś ukamienowali. Wtedy posłał inne sługi, więcej niż za pierwszym razem, lecz i z nimi tak samo postąpili. W końcu posłał do nich swego syna, tak sobie myśląc: Uszanują mojego syna.
Lecz rolnicy, zobaczywszy syna, mówili do siebie: „To jest dziedzic; chodźcie, zabijmy go, a posiądziemy jego dziedzictwo”. Chwyciwszy go, wyrzucili z winnicy i zabili. Kiedy więc przybędzie właściciel winnicy, co uczyni z owymi rolnikami?»
Rzekli Mu: «Nędzników marnie wytraci, a winnicę odda w dzierżawę innym rolnikom, takim, którzy mu będą oddawali plon we właściwej porze».
Jezus im rzekł: «Czy nigdy nie czytaliście w Piśmie: „Ten właśnie kamień, który odrzucili budujący, stał się głowicą węgła. Pan to sprawił, i jest cudem w naszych oczach”. Dlatego powiadam wam: Królestwo Boże będzie wam zabrane, a dane narodowi, który wyda jego owoce».
Komentarze:
Jesteśmy Bożą winnicą. To jeden ze znanych i często przytaczanych obrazów Kościoła. Powód do dumy. Czytania tej niedzieli nawiązują do tego obrazu. Pojawia się w nich jednak ważne przypomnienie: winnica jest po to, by wydawała owoce. Dobre, słodkie, smaczne, nie jakieś cierpkie jagody niczym krzaki tarniny. To tak ogólnie. A w szczegółach?
Jak rozpoznajemy czy owoc jest dobry? Na oko? Oczywiście, od tego warto zacząć. Ale gdy się skosztuje można się zdziwić. Z naszym chrześcijańskim życiem może być podobnie. Na oko.. No wiadomo.
Kiedy człowiek, kiedy ludzka wspólnota, zamiast słodkich winogron rodzi cierpkie jagody... Co z taką winnica ma zrobić Bóg? Jak lepiej o nią zadbać, skoro wszystko co trzeba zrobił? Pozostaje pozwolić jej zmarnieć... Taki los mógł spotkać Judę w czasach Izajasza. Wtedy jeszcze się opamiętali. Ale nie na długo. Sto lat później przyszli więc Babilończycy... Tak, Bóg jest cierpliwy, ale nie naiwny.
Jaki sens ma uprawiani winnicy, która nie owocuje? Jaki sens dzierżawić winnicę rolnikom, którzy odmawiają oddania właścicielowi ustalonej w umowie części? Obrazy, które przedstawiają nam czytania tej niedzieli dotyczą Izraela. Są jednak także przestrogą dla Kościoła. I chyba pomagają zrozumieć dzisiejsza sytuację Kościoła w świecie Zachodu...

W dzisiejszym numerze:
- Moc kamienia węgielnego
- Winnica Kościoła jest Boża, nie nasza
- Oddać Bogu
- Bóg nie zamyka swojej winnicy
- Prawda i posiadanie
- Nawrócenie zaczyna się od słuchania
- Święci bracia - św. Ewald Czarny i św. Ewald Biały
- Biskupi i siostry zakonne idą do sądów w USA – batalia o klauzulę sumienia i eutanazję
- Piekło jest wybrukowane dbaniem o idealny wizerunek Kościoła
- Oto cztery obowiązki św. Michała Archanioła
- Franciszek z Asyżu. Święty, który doskonale upodobnił się do Mistrza
- Święci i błogosławieni w tygodniu

Moc kamienia węgielnego
Któż z nas, w którymś momencie swojego życia, nie próbował zbudować nowego świata, choćby za pomocą klocków Lego? Oto szukaliśmy realizacji swojego planu, marzenia.
Dzisiejsza Ewangelia – ciąg dalszy tego, co było przed tygodniem. Trwa nauczanie Jezusa w świątyni, a my poznajemy moc kamienia węgielnego, kamienia narożnika, gdzie spotykają się dwie ściany zewnętrzne budynku, zwieńczenie i zabezpieczenie całej konstrukcji przed rozpadem.
W dawnym budownictwie był to kamień umieszczany w węgle, czyli narożniku ściany wieńcowej, na którym opierała się konstrukcja. Stanowił kluczowy element stabilności budynku.
Dla nas wierzących, tą podstawą, tym kamieniem węgielnym jest Jezus Chrystus, nasza skała i nasze zbawienie. To On nam opowiada pieśń o miłości do winnicy.
On jest tym naszym przyjacielem, Panem. Winnicą Pana jest dom Izraela, o którą Bóg zabiega, dba, a która często się buntuje, nie wydaje owocu.
Oto gromadzimy się, jak mówił apostoł Paweł w Liście do Filipian, aby doświadczyć mocy modlitwy. "W każdej sprawie wasze prośby przedstawiajcie Bogu w modlitwie i błaganiu z dziękczynieniem". Uczymy się bycia jedno na Eucharystii. Uczymy się działać w imię Jezusa. Uczymy się słuchać Jego słowa. Oto Jezus, opowiadając słowo do arcykapłanów i starszych ludu, dając kolejną kolejną przypowieść o winnicy, o dbaniu o nią, o oddaniu dzierżawcom, o posyłaniu do nich swoich sług. Winnicą Pana jest dom Izraela, sługami są prorocy. Posyłani, odrzucani, zabijani, lekceważeni. Jest też posłany do winnicy Pana Syn, który za chwilę zawiśnie na drzewie krzyża, który zrealizuje plan Ojca, który będzie wołał o miłosierdzie, którego rany są dla nas uzdrowieniem.
To na Nim uczymy się budować. To On jest głowicą węgła naszej wiary. On jest tym mocnym fundamentem, tą skałą, której nie wolno nam odrzucić.
ks. Wenancjusz Zmuda – „mateusz.pl”

Winnica Kościoła jest Boża, nie nasza.
Nie jesteśmy samowystarczalni. Potrzebujemy Boga. Niestety, zwłaszcza gdy wszystko idzie mniej więcej po naszej myśli wydaje się nam, że jest inaczej. Że Bóg niech tam sobie i będzie, ale ma nie przeszkadzać i się nie wtrącać. A przecież wszystko od Niego zależy. Mały wirus potrafi mocno namieszać w naszym życiu. Co by było, gdyby Bóg nie chronił nas przed wieloma innymi zagrożeniami?
Ten problem dotyczy też życia w Kościele. Przecież nikt z nas nie jest jego właścicielem. Zawsze jest On Chrystusowy, Boży. My tylko dostąpiliśmy łaski bycia w nim. I co najwyżej jesteśmy tylko szafarzami tego, co daje człowiekowi Bóg. Nigdy właścicielami...
Kościół zwycięża nie wtedy, gdy osiąga sukcesy w rozumieniu ludzkim; gdy jest poważany, gdy wielu przychodzi na Eucharystię, gdy ma wpływ na to, co dzieje się w kraju i na świecie. Zwyciężą, gdy jest wierny Bogu. I to tym bardziej, im bardziej o tę wierność trudno...
Andrzej Macura – „wiara.pl”

Oddać Bogu
O nic się już nie martwcie, ale w każdej sprawie wasze prośby przedstawiajcie Bogu w modlitwie i błaganiu z dziękczynieniem. Flp 4
Bóg powierza nam wiele: czas, relacje, zdolności i konkretne zadania. Gdy brakuje w nas wdzięczności, łatwo pojawia się pokusa, by przypisać sobie wyłączną zasługę. Dopóki życie układa się po naszej myśli, łatwo zapominamy, że jesteśmy tylko gospodarzami tego, co zostało nam powierzone. Kiedy jednak Bóg upomina się o to, co do Niego należy, może pojawić się w nas opór, bo chcemy decydować sami, nie słuchać i nie zmieniać tego, co jest dla nas wygodne. Możemy nawet próbować zagłuszyć Boże upomnienie, jakby wystarczyło je od siebie odsunąć.
A przecież Bóg nie zabiera nam życia. Chce je uporządkować i uczynić owocnym. Zamiast więc za wszelką cenę bronić własnego sposobu myślenia, zatrzymajmy się i zapytajmy, czego Bóg dziś od nas chce, a czego nie chcemy Mu oddać? Może chodzi o przebaczenie, przyznanie się do błędu, zmianę postępowania, albo rezygnację z czegoś, co stało się ważniejsze od Niego. Pokój, o którym mówi św. Paweł, zaczyna się także wtedy, gdy przestajemy walczyć z Bogiem o pierwszeństwo i pozwalamy Mu być naprawdę Panem naszego życia.
„wiara.pl”

Bóg nie zamyka swojej winnicy
To już trzecia z kolei niedziela, gdy słuchamy przypowieści Pana Jezusa odwołujących się do obrazu winnicy. Wszystkie one pochodzą z Ewangelii według św. Mateusza i wszystkie zostały wygłoszone przez Pana Jezusa w ostatnich dniach Jego życia, gdy konflikt z faryzeuszami i uczonymi w Piśmie nabrzmiał już do granic możliwości, gdy było jasne, że ta historia nie będzie miała – po ludzku mówiąc – dobrego zakończenia.
Każda z tych przypowieści, obok innych znaczeń, mówi w jakiś sposób o Żydach i pozostałych narodach świata, uważanych przez nich za pogańskie. Ta dzisiejsza jednak, ostatnia, głoszona już w Świątyni Jerozolimskiej, tuż przed Męką Pana Jezusa, jest zdecydowanie najsmutniejsza.
W pierwszej przypowieści to Żydzi byli tymi robotnikami zatrudnionymi w winnicy wcześniej – oni bowiem otrzymali Słowo Boże, Boże Prawo. Poganie to owi pracownicy ostatniej godziny, którzy wchodzą do winnicy już na koniec, w czasach ostatecznych, jak nasze czasy nazywa Pismo Święte. Niemniej i jedni, i drudzy otrzymują zapłatę, czyli wchodzą do Królestwa Niebieskiego.
W drugiej przypowieści, wysłuchanej przez nas tydzień temu, mówiącej o dwóch synach, z których jeden, starszy, odpowiedział „pójdę” na wezwanie ojca, by poszedł pracować w winnicy, ostatecznie nie poszedł. Młodszy początkowo odpowiedział „nie”, ale potem zastanowił się i poszedł do pracy w winnicy. I znów, ten starszy syn reprezentuje tych, którzy przyjęli Objawienie, wezwanie Ojca, ale nie spełnili tego, do czego ono wzywało. Młodszy to poganie, początkowo niechętni woli Ojca, ale z czasem przyjmujący ją i wypełniający. Dwa różne podejścia, ale żadnego z nich nie spotkała kara ze strony Ojca.
W trzeciej przypowieści, dzisiejszej, Pan Jezus nie pozostawia już miejsca na dowolność interpretacji. Mówi wyraźnie: przewrotni najemcy to ci, którzy odrzucają proroków, a teraz mają odrzucić i zabić samego dziedzica, Syna. Tylko że tu już zakończenie nie jest radosne. Nędznicy zostaną odrzuceni, ukarani, a winnicę otrzymają inni. Rozumiemy sens przypowieści: nie chodzi o prostą zamianę jednego ludu na drugi. W Chrystusie Bóg otwiera swoje przymierze na wszystkie narody i gromadzi Żydów i pogan w jednym ludzie Bożym, powołując swój nowy Lud Wybrany, skoro stary nie potrafił sprostać swemu powołaniu.
Gdy słuchamy słów Pana Jezusa, trudno oprzeć się wrażeniu, że przebija z nich autentyczny, głęboki smutek. Gdy mówi o właścicielu winnicy, który założył ją, wyposażył we wszystko, co było potrzebne, by mogła prosperować, a spotkał się z tak odrażającą niewdzięcznością, niemal czujemy ból serca Syna, który przychodzi do swojej winnicy i doświadcza odrzucenia. Ojciec założył swoją winnicę, Naród Wybrany, wyposażył go we wszystko, by mógł trwać, wzrastać, przynosić owoc dobra i sprawiedliwości, a teraz doświadcza tak ogromnej niewdzięczności. Niewdzięczności, której istota zasadza się w tym, że najemnicy chcieli stać się właścicielami, że chcieli zająć miejsce pana winnicy. Człowiek chciał zająć miejsce Boga.
I właśnie tutaj przypowieść przestaje być opowieścią tylko o tamtych ludziach. Staje się opowieścią o każdym z nas. Bo przecież także my otrzymujemy od Boga Jego dary i bardzo łatwo możemy zacząć traktować je tak, jakby były naszą wyłączną własnością.
Życie jest darem, a jednak czasem zachowujemy się tak, jakby należało wyłącznie do nas. Wiara jest darem, a jednak możemy traktować Kościół jak swoją własność, zapominając, że to Chrystus jest jego Panem. Rodzina jest darem, a jednak możemy traktować najbliższych jak swoją własność, zamiast przyjąć ich jako osoby powierzone naszej miłości i trosce. Dobra materialne są darem, a jednak łatwo zaczynamy mówić: „to jest moje”, zapominając, że wszystko, co posiadamy, ostatecznie otrzymaliśmy. Nawet czas jest darem, a jednak czasem nie chcemy oddać Bogu nawet jego części.
Smutek tej ostatniej przypowieści nie jest jednak absolutny. Z tego smutku rodzi się radość dla nas. Bóg nie zamyka swojej winnicy. W Chrystusie otwiera ją także dla narodów, które wcześniej nie znały Boga, i gromadzi w swoim ludzie tych, którzy przyjmują Jego Syna. My, których przodkowie byli poganami, zostaliśmy zaproszeni do Królestwa Bożego i przez pokolenia przekazywano nam łaskę wiary. Nasza obecność tutaj, dzisiaj, jest właśnie konsekwencją tamtych wydarzeń.
Stąd pierwsze pytanie dla nas, które przynosi Słowo Boże: czy doceniamy tę łaskę? Czy potrafimy dziękować Bogu za to, że otrzymaliśmy dar wiary, za rodziców, którzy kiedyś przynieśli nas do chrztu i w tej wierze wychowali? Czy zdarzyło ci się, gdy byłeś w kościele, w którym zostałeś ochrzczony, podejść do chrzcielnicy, dotknąć jej lub nawet ucałować, bo to właśnie przy niej narodziłeś się jako dziecko Boże? Czy dziękujesz za to, że wiara nie stała się dla ciebie ciężarem, który chciałbyś zrzucić z siebie, rezygnując ze swojego miejsca w winnicy Ojca, w Jego domu? Bo to przecież wszystko dar, łaska, przez którą jesteśmy zbawieni.
Jest jednak jeszcze coś więcej. Ostatnie zdanie Ewangelii wskazuje na nadzieję: nowy lud przyniesie pożądane owoce. Ale zdanie to może być również źródłem nieco niepokojącego pytania, a nawet ostrzeżeniem dla nas. Czy my, którzyśmy do Kościoła, tej winnicy Pańskiej, weszli, czy my rzeczywiście przynosimy pożądane owoce? O jakich owocach mowa? Mówi o nich drugie czytanie, przynajmniej o niektórych z nich. Czy przynosimy owoce modlitwy, a zwłaszcza dziękczynienia? Czy żyjemy tym, co godne, sprawiedliwe, co czyste, miłe? A przede wszystkim: czy przynosimy najpiękniejszy z owoców – miłość, z której i dla której ta winnica została założona? Miłość, która rodzi wzajemny szacunek, życzliwość, przebaczenie, pomoc i wsparcie, która każe w drugim człowieku widzieć brata, a nie wroga…
Ale jest jeszcze jedno pytanie. Skąd mamy wziąć siłę, aby takie owoce przynosić? Przecież sama świadomość obowiązku nie wystarczy. Ewangelia prowadzi nas tutaj dalej – do Chrystusa. Jezus mówi o kamieniu odrzuconym przez budujących: „Kamień, który odrzucili budujący, ten stał się głowicą węgła”. Tym Kamieniem jest On sam. To Chrystus, odrzucony i zabity, staje się fundamentem nowego dzieła Boga.
Owoc przynosimy wtedy, gdy nasze życie jest zbudowane na Chrystusie, gdy On rzeczywiście staje się fundamentem naszego życia. To nie my jesteśmy właścicielami winnicy. To nie my jesteśmy jej panami. Jesteśmy jej pracownikami, dzierżawcami, ludźmi, którym Bóg zaufał i powierzył swoje dary.
Na te pytania każdy z nas już sam powinien sobie odpowiedzieć.
o. Jacek Dembek CSsR – „redemptor.pl”
Misjonarz Prowincji Warszawskiej Redemptorystów – Tuchów

Prawda i posiadanie
Dlaczego rolnicy z przypowieści nie uświadomili sobie tego, co było oczywiste dla słuchaczy Jezusa: kiedy gospodarz przybędzie do winnicy, „nędzników marnie wytraci, a winnicę odda w dzierżawę innym rolnikom, takim, którzy mu będą oddawali plon we właściwej porze”? To pytanie w istocie jest równoznaczne z tym zadawanym sobie przez teologów od wieków: dlaczego niektóre anioły zbuntowały się przeciw Bogu? Przecież musiały wiedzieć, jaki je czeka koniec. W tym, być może, objawia się natura zła: człowiek (lub anioł) wie, że tak nie należy robić i że pójście za czymś prowadzi do zguby, a mimo wszystko decyduje się na ten krok. Zło jest wtedy, kiedy wstrzymujemy się przed prawdą. W każdym grzechu ma miejsce zakrycie oczu na rzeczywistość. Jak mówi Święty Jan: „Każdy bowiem, kto się dopuszcza nieprawości, nienawidzi światła i nie zbliża się do światła, aby nie potępiono jego uczynków. Kto spełnia wymagania prawdy, zbliża się do światła, aby się okazało, że jego uczynki są dokonane w Bogu” (J 3,20–21).
Jak więc żyć w prawdzie? Przypowieść o niegodziwych pracownikach winnicy sugeruje, że źródłem ich grzechu była chciwość: pragnienie posiadania na własność tego, co się im nie należało. Możemy tę sytuację rozumieć głębiej niż wyłącznie w kluczu materialnego posiadania. Gubimy prawdę, gdy chcemy zamknąć ją, a więc i Pana Boga, w ciasnych, ale być może dla nas bezpiecznych granicach. Tymczasem Bóg, „droga, prawda i życie”, jest Tym, który zawsze się tym granicom wymyka. Jeden z ojców pustyni mówił: „Szukaj Boga, ale nie badaj, gdzie mieszka”. W podobnym duchu można powiedzieć: Szukaj Boga – ale nie buduj Mu mieszkania.
Paweł Jamróz OP – „wdrodze.pl”

Nawrócenie zaczyna się od słuchania
Słowo Boga staje się naprawdę niewygodne dopiero wtedy, gdy przestajemy używać go do oceniania innych i pozwalamy, aby osądziło nasze własne wybory.
„Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię” (Mk 1,15). Od tych słów Jezus rozpoczyna swoje publiczne nauczanie. Nawrócenie nie jest więc dodatkiem przeznaczonym dla szczególnie gorliwych. Należy do samego serca Ewangelii.
Zanim jednak człowiek zmieni kierunek, musi usłyszeć, że jest do zmiany zaproszony. Dlatego nawrócenie zaczyna się od słuchania.
W La Salette zwraca uwagę prosty szczegół. Kiedy dzieci nie rozumieją wszystkiego, co mówi Piękna Pani, Maryja przechodzi z języka francuskiego na miejscową mowę. Chce zostać zrozumiana. Orędzie nie ma przelecieć nad głowami Melanii i Maksymina. Ma do nich dotrzeć.
Można słuchać i nie usłyszeć. Znamy to z codzienności. Ktoś do nas mówi, a my już przygotowujemy odpowiedź. Czytamy fragment Ewangelii, ale natychmiast myślimy o człowieku, do którego doskonale pasuje. Słyszymy wezwanie do przebaczenia i przypominamy sobie, kto powinien przeprosić właśnie nas.
Słowo Boga staje się naprawdę niewygodne dopiero wtedy, gdy przestajemy używać go do oceniania innych i pozwalamy, aby osądziło nasze własne wybory.
Czego więc nie chcę usłyszeć? Może Jezus od dawna mówi mi o przebaczeniu, którego unikam. Może o uczciwości w sprawie, w której nauczyłem się znajdować wygodne usprawiedliwienia. Może o modlitwie, na którą „nie mam czasu”, choć bez problemu znajduję go na wiele mniej ważnych rzeczy.
Orędzie La Salette nie zastępuje Ewangelii. Przeciwnie — odsyła do niej. Przypomina prawdy już znane: człowiek może oddalić się od Boga, jego wybory mają konsekwencje, a droga powrotu pozostaje otwarta. Maryja nie przychodzi z nowym centrum wiary. Wskazuje na swojego Syna.
Słuchanie nie oznacza też nieustannego poszukiwania nadzwyczajnych znaków. Bóg mówi przez Pismo Święte, sumienie, liturgię, ludzi i wydarzenia zwyczajnego dnia. Problemem często nie jest brak Jego słowa, ale nadmiar hałasu albo brak gotowości, by przyjąć to, co już zostało powiedziane.
Sto osiemdziesiąta rocznica La Salette stawia więc bardzo proste pytanie: czy jeszcze potrafię słuchać? Nie tylko słyszeć religijne słowa, lecz pozwolić im dotrzeć do miejsca, w którym zapadają decyzje.
W świetle nauczania Leona XIV: Leon XIV podczas spotkania z członkami zgromadzenia kościelnego, katechumenami i neofitami w Paryżu mocno podkreślił wartość wzajemnego słuchania i wspólnego rozeznawania. Nawrócenie nie dokonuje się w zamknięciu na głos Boga i innych. Słuchanie jest przestrzenią, w której człowiek przestaje jedynie bronić własnego stanowiska i pozwala, aby Ewangelia rzeczywiście coś w nim zmieniła.
Modlitwa: Maryjo z La Salette, ucz mnie słuchać Chrystusa bez wybierania tylko tych słów, które są dla mnie wygodne. Wyproś mi serce otwarte na Ewangelię i odwagę, by odpowiadać na nią życiem. Amen.
Krok na dziś: Przeczytaj powoli krótki fragment Ewangelii. Zatrzymaj się przy jednym zdaniu. Zamiast pytać, co ono mówi o innych, zapytaj: „Co to słowo mówi dzisiaj do mnie?”.
ks. Leszek Smoliński – „wiara.pl”

Święci bracia
- św. Ewald Czarny i św. Ewald Biały
Pochodzili najpewniej z angielskiej Nortumbrii. Pod koniec VII wieku wraz z późniejszym biskupem Utrechtu, świętym Wilibrordem, wyruszyli – wzorem mnichów irlandzkich - na misje do Saksonii.
Niewiele o nich wiemy. Pojawiają się wzmianki, iż przed przybyciem na tereny dzisiejszych Niemiec, przebywać mieli w Irlandii, gdzie zdobyli solidne, klasztorne wykształcenie. Byli braćmi rodzonymi? Zakonnymi? Kuzynami? To też owiane jest dla nas tajemnicą...
Kiedy znaleźli się już na kontynencie, ruszyli w podróż wiodącą z niegdysiejszej Fryzji, aż po rzekę Lippe, będącą dopływem Renu. Ich przydomki wzięły się od koloru ich włosów. Jeden miał być niemal białowłosym blondynem, drugi zaś brunetem o kruczoczarnych włosach.
Około roku 695 zostali zamordowani przez pogan w okolicach dzisiejszego Dortmundu. Jak do tego doszło? Relacjonujący historię ich męczeństwa Beda Czcigodny pisał, iż Ewaldowie mieli się spotkać z jednym z saskich wodzów, by w czasie dysputy przekonać go do przyjęcia chrześcijaństwa. Jednak jego poddani, obawiający się, iż przyjdzie im porzucić dotychczasowe wierzenia i leśne świątynie, postanowili samowolnie rozprawić się z misjonarzami.
Ewald Biały zginął szybko – ścięto mu głowę mieczem. Ewald Czarny został natomiast przez pogan zamęczony podczas tortur. Ciała obu świętych zostały następnie wrzucone do Renu. Miejsce, w którym po czasie zostały wyrzucone na brzeg, miało emanować cudowną jasnością, więc po ich odnalezieniu, złożono je w kościele świętego Kuniberta, gdzie przechowywane są do dziś.
Kult dwu świętych Ewaldów, którzy uchodzą za patronów Westfalii, rozpropagował arcybiskup Anno II z Kolonii w 1074 roku, który nakazał wydobyć ich relikwie. Część z nich znajduje się także w katedrze w Münster. Warto dodać, iż dziś, w dzielnicy Dortmundu zwanej Aplerbeck, stoi pomnik świętych patronów w miejscu, w którym - według przekazów - mieli ponieść męczeńską śmierć. Rzeźbę można zobaczyć poniżej:
Piotr Drzyzga – „wiara.pl”

Biskupi i siostry zakonne idą do sądów w USA – batalia o klauzulę sumienia i eutanazję
Katoliccy biskupi i zakonnice w USA odnoszą pierwsze zwycięstwa przed sądami federalnymi w walce przeciwko prawu o wspomaganym samobójstwie. Nowe przepisy w stanach Nowy Jork i Illinois próbują zmusić placówki medyczne do udziału w tym procederze, co spotyka się ze stanowczym sprzeciwem Kościoła. „To nie narzucanie religii, lecz obrona wolności sumienia” – tak amerykański Kościół argumentuje pozwy przeciw stanowym nakazom.
Sądowe wygrane w Nowym Jorku i Illinois: Tymczasowa ochrona katolickich placówek
Presja państwa i klauzula sumienia: Druzgocące kary za odmowę udziału w procederze
Przekroczenie granic: Globalne konsekwencje legalizacji wspomaganego samobójstwa
Głos hierarchów i papieża Leona XIV: Odpowiedź Kościoła na "fałszywe współczucie"
W Stanach Zjednoczonych narasta prawny i moralny spór wokół przepisów dotyczących wspomaganego samobójstwa. Trzech biskupów oraz dziesiątki sióstr zakonnych z Nowego Jorku i Illinois weszły na drogę sądową, sprzeciwiając się nowym regulacjom, które zmuszają pracowników służby zdrowia oraz placówki wyznaniowe do udziału w procedurze uśmiercania pacjentów. W ostatnich tygodniach katoliccy powodowie odnieśli pierwsze znaczące sukcesy przed sądami federalnymi, uzyskując tymczasowe nakazy wstrzymujące egzekwowanie kontrowersyjnego prawa wobec instytucji kościelnych.
Sprawa dotyczy przepisów, które formalnie przyznają personelowi wąskie prawo do odmowy bezpośredniego podania śmiertelnej dawki leków, lecz jednocześnie zobowiązują placówki medyczne do aktywnego promowania procedury i informowania o jej rzekomych korzyściach. Jak podkreślają prawnicy z organizacji Becket Fund for Religious Liberty, za niestosowanie się do stanowych wytycznych grożą surowe konsekwencje – od wielomilionowych grzywien, przez utratę licencji medycznych, aż po karę więzienia. W Nowym Jorku sędzia Anne Nardacci zabezpieczyła prawa diecezji i zgromadzeń zakonnych na czas trwania procesu, a w Illinois podobną decyzję podjął sędzia Franklin Valderrama, chroniąc m.in. Archidiecezję Chicago, Małe Siostry Ubogich oraz chrześcijańskie domy opieki.
Arcybiskup Chicago, kardynał Blase Cupich, jednoznacznie zadeklarował, że celem działań prawnych jest całkowite i trwałe uchylenie szkodliwych przepisów. Wskazał, że sprzeciw Kościoła nie stanowi próby narzucenia katolickiej doktryny całemu społeczeństwu, lecz jest obroną ludzkiego sumienia przed bezprawną presją ze strony państwa. Z kolei biskup Springfield, Thomas Paprocki, w wypowiedzi dla mediów zaznaczył, że istotą katolickiej opieki medycznej jest towarzyszenie cierpiącym i obrona godności życia, a nie narzucanie śmierci najsłabszym.
Eksperci i liderzy religijni zwracają uwagę na niebezpieczny trend rozszerzania procedur eutanazyjnych. Przykłady z innych krajów, takich jak Holandia czy Kanada, pokazują, że legalizacja wspomaganego samobójstwa szybko prowadzi do stopniowego znoszenia barier – od pacjentów terminalnie chorych, po osoby zmagające się z depresją czy nawet dzieci.
Batalia sądowa w Ameryce ma charakter przełomowy i najprawdopodobniej swój finał znajdzie w Sądzie Najwyższym USA. Wpisuje się ona również w jednoznaczny głos Stolicy Apostolskiej. Papież Leon XIV podczas niedawnej wizyty we Francji zdecydowanie potępił praktyki eutanazyjne, określając je mianem „fałszywego współczucia” i przypominając, że to, co staje się legalne w świetle stanowego prawa, niekoniecznie jest moralnie dopuszczalne.
EWTN NEWS / pzk – za: „deon.pl”

Piekło jest wybrukowane dbaniem o idealny wizerunek Kościoła
Lubimy powtarzać, że dobrymi chęciami jest wybrukowane piekło. No więc nie, drodzy państwo, piekło jest wybrukowane usilnym dbaniem o idealny, nieprawdziwy wizerunek Kościoła.
Całkiem niedawno Michał Kłosowski rzucił dość niewygodną tezę: Kościół tak bardzo poszedł w cyfrowej ewangelizacji za trendami, że często nie dostrzega, że przy okazji porzucił swoje wartości na rzecz zasięgów i dążeń ich twórców. Idea jest szczytna, a raczej byłaby, gdyby zasięgi miały nieść Ewangelię – ale często sprowadza się do tego, że mają budować wizerunek. Nie ten prawdziwy; ten reprezentacyjny wizerunek instytucji Kościoła.
Rozumiem potrzebę posiadania w społecznym krajobrazie świetlistej latarni, czegoś o kształcie nienagannym, wizji dobra i mądrości, która dodaje otuchy i działa jak niezawodna nawigacja. Tą potrzebę widać mocno w ostatnich dniach, w których newsy o złych księżach biją się o zasięg z newsami o dobrych księżach: jeden był dobry i zginął straszną śmiercią. Inny zapomniał, że ma być dobry i dostał wyrok za straszne czyny. Dobry zginął na motocyklu. Dobrego potrącił motocykl. Inny zapomniał, że ma być dobry i został aresztowany za stalkowanie nastolatka. Jeszcze innego sąd wypuścił i zaraz znowu kazał aresztować, bo wykorzystywał seksualnie nieletnich. Ale najbardziej poruszył ten, co po prostu w praktyce pokazał Ewangelię, świadcząc swoją posiniaczoną twarzą. To była dla wielu osób świetlista latarnia.
Media o tym piszą, robią z tych historii mini-seriale, bo to zasięgowe jest, czyli ludzie chcą czytać. A czemu ludzie chcą czytać? Bo księża wciąż są wizytówką Kościoła, a Kościół, mimo różnych prób i opinii na ten temat, jest społecznie ważny. Mamy w sobie gdzieś głęboko zakorzenione oczekiwanie, że ludzkie wartości, dobro, zasady moralne, troska o drugiego, szacunek, altruizm mają z Kościoła swoim natężeniem świetlistości aż bić po oczach. Jak wyłazi ciemność i mrok, i zło – robi się wciągająco; zaczyna się kolejna odsłona walki dobra ze złem. A jak się pojawia pozytywny bohater - razem z nim przychodzi rodzaj ulgi, jakieś małe życiowe catharsis. Takiej opowieści nie oprze się żaden ludzki mózg.
Dajemy się wciągać opowieściom. Jako storytellerka trenuję ludzi z pisania i wymyśliłam dawno temu proste rozgrzewkowe ćwiczenie, w którym trzeba napisać opowieść na trzynaście zdań. I choć efekty pisania czytane na warsztacie słyszałam mnóstwo razy, za każdym razem zachwyca mnie to, że nawet taka napisana na szybko mikrohistoria wciąga, że obecni zaczynają naprawdę słuchać, że to wystarcza, żeby poruszyć. Że ujmuje ich pozytywny bohater historii, choćby wiedzieli o nim trzy i pół zdania. My, ludzie, kochamy opowieści, kochamy ich pozytywnych bohaterów, kochamy dobro zwyciężające zło, szczęśliwe zakończenia.
W Kościele wiemy to doskonale, bo cała nasza wiara jest oparta właśnie o Wielką Opowieść o walce ze złem, o wielkim zwycięstwie, o tak kozackim happy endzie, że nikt go wcześniej jeszcze w historii świata nie wymyślił i nikt dotąd nie powtórzył. Problem w tym, że zamiast robić dobry PR Jezusowi, część instytucji Kościoła robi od dawna „dobry” PR sobie.
Sytuacje, w których na kilometr czuć, że pod spodem chodzi o interesy, pieniądze, władzę, strach przed utratą kontroli – ale się je z wierzchu szpachluje na gładko pięknymi argumentami o czyimś większym dobru, nie przejmując się tym, jak jest naprawdę. Przyznać się do błędu, gdy się uważa, że jest się ideałem mającym wpływ na losy tysięcy ludzi? Niewychowawcze! Może sprowadzić na manowce. Zachwiać wiarą w instytucję, która ma nieść wartości, a nie publicznie się spowiadać z ich szargania!
Cała zabawa w 2026 roku polega na tym, że nawet gdy kolejna instytucja Kościoła pokaże taką pięknie zaszpachlowaną dziurę w swoim sumieniu, pomalowaną na gładko wałkiem (a czasem walcem) rozsądnie brzmiących argumentów, to zaraz się do tematu dobiorą internety, pokazując, że dziura pod szpachlą dalej jest i co w niej siedzi. I oklejając dziurę taśmami ostrzegawczymi z napisami: uwaga, hipokryzja. Uwaga, obłuda. Uwaga, drugie dno. Czasem zrobią to bardzo na wyrost, by dokarmić swoje własne interesy, i zaszpachlowana instytucja traci na tym podwójnie.
Wśród moich (nie)ulubionych argumentów szpachlujących dziury w wizerunku idealnej instytucji są: prywatność duchownego, nie pani redaktor interes, wewnętrzna sprawa kurii (a ludzie znają sprawę ze szczegółami), odwieczny hit pod tytułem „Prawda sama się obroni”, „na to pozwala kodeks prawa kanonicznego” (ale KPK nie każe przy tym gnoić człowieka) oraz „świeccy nie muszą wiedzieć wszystkiego”. No nie muszą. Ale i tak się w końcu dowiedzą z TikToka "Faktu".
To jasne, że w Kościele świecimy światłem odbitym. Czasem pochłania je nasz własny mrok. I to też jest prawda o nas, ludziach Kościoła. Dlatego chciałabym bardzo, żeby mój instytucjonalny Kościół bardziej bał się Boga* niż utraty wizerunku. Wierzył, że prawda, a nie szpachla, jest mocą do pokonania trudności. I bardziej robił PR Jezusowi i Ewangelii niż niezmienności zasad funkcjonowania tej czy innej instytucji. Oraz przestał sprawiać, że się wstydzę, gdy muszę komuś tłumaczyć zawiłości oświadczeń jakiejś kurii. Żeby zaczął działać wbrew logice władzy i interesu, przyjąwszy postać ostatniego sługi. I każde głupie w logice świata, ewangeliczne działanie, które na pewno by odradzili ludzie od PR-u, marketingu, TikToka i inwestowania razem wzięci kwitować na konferencjach prasowych jednym prostym stwierdzeniem: tak robimy, bo tak by zrobił Jezus. Że to naiwne? Może byłoby, gdyby nie ludzie, którzy są w instytucjach Kościoła i mimo wszystko tak potrafią. Bo to możliwe, gdy ma się Szefa, dla którego nie ma nic niemożliwego. Ale dosyć utrudnione, gdy mając takiego Szefa, chałturzy się jakieś zleconka na boku...
Marta Łysek – „deon.pl”

Oto cztery obowiązki św. Michała Archanioła
Święty Michał Archanioł jest najbardziej znanym aniołem w chrześcijaństwie – jest często przedstawiany w sztuce, a wielu wiernych nieustannie modli się o jego wstawiennictwo w walce z złymi duchami. Pojawia się on również w wielu miejscach na kartach Biblii, zarówno w Starym, jak i Nowym Testamencie. Na podstawie tego, co o nim wiemy, teolodzy i święci podsumowali jego zadania jako cztery urzędy powierzone mu przez Boga.
1
Walka z Szatanem
Pierwszym zadaniem powierzonym św. Michałowi jest walka z Szatanem i jego stronnikami. Rola ta wywodzi się z Apokalipsy św. Jana, w której św. Michał przedstawiony jest jako walczący z Szatanem.
2
Ratowanie dusz z mocy wroga
Zadanie to wiąże się z pierwszym i również wywodzi się z Apokalipsy św. Jana oraz dłogiej tradycji wzywania jego wstawiennictwa przeciwko siłom demonicznym, np. poprzez odmawianie Modlitwy do św. Michała Archanioła.
3
Obrońca Ludu Bożego
Trzeci urząd nawiązuje do sposobu, w jaki Izraelici postrzegali św. Michała – jako swojego głównego opiekuna. Kościół katolicki kontynuował ten patronat, uznając jego opiekę również nad wszystkimi chrześcijanami.
4
Prowadzenie dusz na sąd po śmierci
Tę rolę św. Michała potwierdza śpiew na przygotowanie darów wykonywany podczas tradycyjnej Mszy za zmarłych:
Panie Jezu Chryste, Królu chwały,
wybaw dusze wszystkich wiernych zmarłych
od kar piekielnych i z głębokiej otchłani;
wybaw je z paszczy lwa,
niech nie pożre ich piekło,
niech nie wpadną w ciemności,
lecz chorąży święty Michał niech
wprowadzi je do świętej światłości,
którąś niegdyś obiecał Abrahamowi i jego potomstwu.
Święty Michał jest często przedstawiany z wagą do ważenia dusz, co podkreśla ten właśnie urząd związany z sądem.
Philip Kosloski - Artykuł ukazał się w amerykańskiej edycji Aletei.

Franciszek z Asyżu. Święty, który doskonale upodobnił się do Mistrza
Sułtan był pod tak wielkim wrażeniem postawy i sposobu zachowania Franciszka, że miał powiedzieć: „Gdyby wszyscy chrześcijanie byli tacy jak ty, sam bym się ochrzcił”.
Franciszek z Asyżu (właściwie: Jan Bernadone) jest współcześnie jednym z najbardziej popularnych świętych. Już za życia żarliwość, prostota i jednoznaczność jego pójścia za Miłością Niemiłowaną, jak sam nazwał Chrystusa, sprawiały, że pociągnął za sobą tysiące – dosłownie! – ludzi.
Sam jednak, i to prawie od chwili nawrócenia, był przede wszystkim kontemplatykiem szukającym twarzy Boga i ceniącym samotność.
Miał dar kaznodziejski, ale jak mówił swoim braciom: „Głosić należy zawsze, a jeśli trzeba – nawet słowem!”. Istotą ewangelizacji było dla niego maksymalne upodobnienie się do jego Pana. Pod koniec życia Pan udzielił mu tej łaski w sposób bardzo widzialny.
Św. Franciszek u sułtana
Pragnienie opowiadania o Chrystusie zaprowadziło go wraz z kilkoma braćmi w 1219 r. aż do Egiptu, a tam na dwór sułtana. Za żarliwe kazanie, jakie wygłosił przed Al-Malikiem Al-Kamilem, powinien zostać zabity jako bluźnierca – tak to, co mówił, było widziane w islamie.
Jednak uratowało go jego, po ludzku szalone, męstwo. Odpowiedzi na nie udzielił jeden z muftich. Sułtan uznał, że obie strony mają rację, wtedy Franciszek poprosił o próbę ognia – obaj z muftim mieli wejść w płomienie, a rację miałby ten, kto by przeżył.
Muzułmański adwersarz nie podjął się tego ryzyka, a Al-Malik Al-Kamil był pod tak wielkim wrażeniem postawy i sposobu zachowania katolickiego kaznodziei, że miał powiedzieć: „Gdyby wszyscy chrześcijanie byli tacy jak ty, sam bym się ochrzcił”.
Zamiast tego dał swojemu gościowi list żelazny, dzięki któremu Franciszek mógł bezpiecznie poruszać się po całym terytorium opanowanym przez muzułmanów. Dzięki temu przeszli z braćmi całą Ziemię Świętą.
Niestety, pobyt na Bliskim Wschodzie miał też swoją mroczną stronę – święty zapadł na jaskrę. Choroba sprawiła, że coraz bardziej tracił wzrok. Pogarszające się zdrowie sprawiło, że po powrocie w 1220 r. do Toskanii wyznaczył swojego następcę w prowadzeniu zakonu – Piotra Cattaniego.
Kapituła w Asyżu i spory o regułę
W marcu 1221 r. wszyscy franciszkanie zjechali do Asyżu na kapitułę generalną. Pola dookoła miasta zapełniły się szałasami, bo przybyło od 3 do 5 tys. braci. Na kapitule tej przyjęto nowego przełożonego, br. Eliasza (br. Piotr w międzyczasie zmarł) i postanowiono przyjąć regułę.
Franciszek marzył o tym, by regułą braci była po prostu Ewangelia, jednak przymuszony, napisał swoją wersję. Wspólnota ją przyjęła, ale schody zaczęły się w kurii rzymskiej. Tekst był zbyt poetycki, a za mało prawny i precyzyjny. Tekst założyciela poddano wiwisekcji i poskładano na nowo, ta wersja została już przez papieża uznana w 1223 r.
Jest ona po ludzku rozsądna i trzeźwa, choć niepozbawiona do końca Franciszkowej żarliwości. Jednak dla niego, pasjonata i idealisty, doświadczenie zderzenia się z prawną machiną kurii, która przemieliła jego wizję, mogło być dodatkowym ciosem. Przyjął go, uciekając w stronę kontemplacji Chrystusa.
Żłóbek w Greccio i ukrzyżowanie w La Verna
Pierwszym owocem tej „ucieczki” był pomysł, by na Boże Narodzenie odtworzyć scenę z Groty Narodzenia. Franciszek przyniósł żłóbek, położył w nim na sianie Dzieciątko, przyprowadził wołu i osła. W tym otoczeniu uroczyście odśpiewał ewangelię o narodzeniu Pana.
Chciał w ten sposób uświadomić innym, a pewnie i sobie, jak nisko Bóg zszedł, pragnąc zbawienia człowieka. Chciał pokazać Jego ludzką twarz.
Na jesieni następnego roku udał się do pustelni La Verna, by odbyć tam czterdziestodniowy post przed uroczystością św. Michała Archanioła. Podczas niego, 17 września, Franciszek zobaczył w wizji Chrystusa pod postacią serafina. Pan wycisnął na ciele wizjonera swoje rany i tak święty z Asyżu w widzialny i doświadczalny sposób stał się podobny do Tego, którego kochał.
Pieśń słoneczna
Jeszcze dwa lata, do nocy z 3 na 4 października 1226 r., Franciszek głosił całym sobą prawdziwość Ewangelii. Schorowany, poddawany równie okrutnym, co nieskutecznym terapiom, napisał jeden z najpiękniejszych chrześcijańskich hymnów ku czci Boga Stwórcy – „Pieśń słoneczną”.
Zrodziła się w jego sercu, kiedy podczas modlitwy Pan objawił mu, że jego zbawienie jest pewne. Pomimo wielkiego fizycznego cierpienia, Franciszka wypełniła bezgraniczna radość. Zbliżało się doskonałe zjednoczenie z Oblubieńcem, o którym mówił całym sobą, był tego już pewien.
Elżbieta Wiater – „aleteia.pl”

Święci i błogosławieni w tygodniu
|
•
|
4 października - św. Franciszek z Asyżu
|
|
•
|
5 października - św. Faustyna Kowalska, dziewica
|
|
•
|
5 października - bł. Rajmund z Kapui, prezbiter
|
|
•
|
5 października - bł. Albert Marvelli
|
|
•
|
5 października - bł. Franciszek Ksawery Seelos, prezbiter
|
|
•
|
5 października - św. Bartolo Longo
|
|
•
|
5 października - bazylika katedralna we Włocławku
|
|
•
|
5 października - bazylika katedralna w Toruniu
|
|
•
|
6 października - św. Brunon Kartuz, opat
|
|
•
|
6 października - bł. Jakub (Dydak) Alojzy de San Vitores, prezbiter i męczennik
|
|
•
|
6 października - św. Maria Franciszka od Pięciu Ran Pana Jezusa, dziewica
|
|
•
|
6 października - bł. Innocenty z Berzo, prezbiter
|
|
•
|
7 października - Najświętsza Maryja Panna Różańcowa
|
|
•
|
7 października - św. Justyna z Padwy, dziewica i męczennica
|
|
•
|
8 października - św. Pelagia, męczennica
|
|
•
|
9 października - bł. Wincenty Kadłubek, biskup
|
|
•
|
9 października - święci męczennicy Dionizy, biskup, i Towarzysze
|
|
•
|
9 października - św. Jan Leonardi, prezbiter
|
|
•
|
9 października - św. Ludwik Bertrand, prezbiter
|
|
•
|
9 października - święci Cyryl Bertram i Towarzysze, męczennicy
|
|
•
|
9 października - św. Jan Henryk Newman, prezbiter i doktor Kościoła
|
|
•
|
9 października - Abraham, patriarcha
|
|
•
|
10 października - bł. Maria Angela Truszkowska, dziewica
|
|
•
|
10 października - święci męczennicy Daniel i Towarzysze
|
|
•
|
10 października - św. Jan z Bridlington, prezbiter
|
|
•
|
10 października - św. Tomasz z Villanova, biskup
|
|
•
|
10 października - św. Paulin z Yorku, biskup
|
|
•
|
11 października - św. Aleksander Sauli, biskup
|
|
•
|
11 października - św. Jan XXIII, papież
|
|
•
|
11 października - św. Bruno I Wielki z Kolonii, biskup
|
NIEDZIELNA EUCHARYSTIA W KOŚCIOŁACH W OKOLICY
Parafia Miłosierdzia Bożego, os. Na Wzgórzach
niedziele i święta: 6.30, 8.00, 9.30, 11.00, 12.30 (oprócz VII i VIII), 16.00, 19.00,
dni powszednie – 7.00, 7.30, 18.00.
Parafia Matki Bożej Pocieszenia, ul. Bulwarowa 15a
niedziele i święta: 7:00, 8:30, 10:00, 11:30, 13:00, 18:00, 20:00
dni powszednie: 7:00, 15:00, 18:00
Parafia Matki Bożej Częstochowskiej, os. Szklane Domy 7,
niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:30, 17:00 (oprócz VII i VIII),
19:00 (oprócz VII i VIII), 20:30
dni powszednie: 6:30, 8:00, 18:00
Parafia Matki Bożej Królowej Polski, Arka Pana, ul. Obrońców Krzyża 1
niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:30, 16:00, 17:30, 19:00,
dni powszednie: 6:00, 6:30, 7:00, 7:30, 8:00, 11:00, 18:00
Bazylika Krzyża św. - klasztor (pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i św. Wacława)
niedziele i święta: 06.30, 08.00, 09.30, 11.00, 12.30, 14.00 (oprócz VII i VIII)
dni powszednie: 06.30, 07.30, 08.30, 16.00 (w piątki), 18.00.
Parafia św. Bartłomieja Apostoła, Mogiła, ul. Klasztorna 11,
niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:30, 14:00 (oprócz VII, VIII), 16:30, 18:00
dni powszednie: 6:00, 7:00 (oprócz VII i VIII), 7:30, 8:30, 18:00
Parafia Najświętszego Serca Pana Jezusa, os. Teatralne,
niedziele i święta: 7:00, 8:30, 10:00, 11:30, 13:00 (oprócz VII i VIII), 18:00, 19:30
dni powszednie: 6:30 (oprócz VII i VIII), 7:00, 18:00
Parafia św. Stanisława Biskupa Męczennika, Kantorowice 122,
niedziele i święta: 9:00, 11:00, 18:00, dni powszednie: 8:00, 17:00, (18.00- lato)
Parafia Najświętszego Serca Pana Jezusa, os. Lubocza,
niedziele i święta: 8:00, 10:30, 17:00, dni powszednie: 7:00, 17:00
Parafia Matki Bożej Wspomożenia Wiernych, Prusy,
niedziele i święta: 7:30, 9:30, 11:30,
dni powszednie: 18:00 (pon., śr., pt.), 6:30 (wt., czw., sob.)
Parafia św. Maksymiliana Marii Kolbego, Mistrzejowice,
niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 10:30, 11:00, 13:00, 17:00, 19:00
dni powszednie: 6:30, 7:00, 7:30, 18:00
NASZE STRONY INTERNETOWE I ADRESY:
strona internetowa gazetki:wzgorza-gazetka.pl
adres gazetki:Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.