W BLASKU MIŁOSIERDZIA
13/1070 – 15 marca 2026 r. C.
INTERNETOWE WYDANIE TYGODNIKA

IV NIEDZIELA
Wielkiego Postu (rok A)
15 marca 2026 r.
To łacińskie słowo oznacza "Cieszcie się"
i rozpoczyna antyfonę na wejście, przeznaczoną na dzisiejszą liturgię.
Wolno dziś używać szat liturgicznych koloru różanego,
Zachęcamy do udziału w nabożeństwie Gorzkich Żalów.
Za udział w nim na terenie Polski w okresie Wielkiego Postu
można uzyskać raz w tygodniu odpust zupełny.

Czytania:
Pierwsze czytanie: 1 Sm 16,1b.6–7.10–13b
Psalm: Ps 23
Drugie czytanie: Ef 5,8–14
Ewangelia: J 9, 1-41
Ewangelia:
Uzdrowienie niewidomego od urodzenia
J 9, 1-41
✠ Słowa Ewangelii według Świętego Jana
Jezus, przechodząc, ujrzał pewnego człowieka, niewidomego od urodzenia.
Uczniowie Jego zadali Mu pytanie: «Rabbi, kto zgrzeszył, że się urodził niewidomy – on czy jego rodzice?» Jezus odpowiedział: «Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego, ale stało się tak, aby się na nim objawiły sprawy Boże. Trzeba nam pełnić dzieła Tego, który Mnie posłał, dopóki jest dzień. Nadchodzi noc, kiedy nikt nie będzie mógł działać. Jak długo jestem na świecie, jestem światłością świata».
To powiedziawszy, splunął na ziemię, uczynił błoto ze śliny i nałożył je na oczy niewidomego, i rzekł do niego: «Idź, obmyj się w sadzawce Siloam» – co się tłumaczy: Posłany. On więc odszedł, obmył się i wrócił, widząc.
A sąsiedzi i ci, którzy przedtem widywali go jako żebraka, mówili: «Czyż to nie jest ten, który siedzi i żebrze?» Jedni twierdzili: «Tak, to jest ten», a inni przeczyli: «Nie, jest tylko do tamtego podobny». On zaś mówił: «To ja jestem».
Mówili więc do niego: «Jakżeż oczy ci się otworzyły?»
On odpowiedział: «Człowiek, zwany Jezusem, uczynił błoto, pomazał moje oczy i rzekł do mnie: „Idź do sadzawki Siloam i obmyj się”. Poszedłem więc, obmyłem się i przejrzałem». Rzekli do niego: «Gdzież On jest?» Odrzekł: «Nie wiem».
Zaprowadzili więc tego człowieka, niedawno jeszcze niewidomego, do faryzeuszów. A tego dnia, w którym Jezus uczynił błoto i otworzył mu oczy, był szabat. I znów faryzeusze pytali go o to, w jaki sposób przejrzał. Powiedział do nich: «Położył mi błoto na oczy, obmyłem się i widzę».
Niektórzy więc spośród faryzeuszów rzekli: «Człowiek ten nie jest od Boga, bo nie zachowuje szabatu». Inni powiedzieli: «Ale w jaki sposób człowiek grzeszny może czynić takie znaki?» I powstał wśród nich rozłam. Ponownie więc zwrócili się do niewidomego: «A ty, co o Nim mówisz, jako że ci otworzył oczy?» Odpowiedział: «To prorok».
Żydzi jednak nie uwierzyli, że był niewidomy i że przejrzał, aż przywołali rodziców tego, który przejrzał; i wypytywali ich, mówiąc: «Czy waszym synem jest ten, o którym twierdzicie, że się niewidomy urodził? W jaki to sposób teraz widzi?» Rodzice zaś jego tak odpowiedzieli: «Wiemy, że to jest nasz syn i że się urodził niewidomy. Nie wiemy, jak się to stało, że teraz widzi; nie wiemy także, kto mu otworzył oczy. Zapytajcie jego samego, ma swoje lata, będzie mówił sam za siebie». Tak powiedzieli jego rodzice, gdyż bali się Żydów. Żydzi bowiem już postanowili, że gdy ktoś uzna Jezusa za Mesjasza, zostanie wyłączony z synagogi. Oto dlaczego powiedzieli jego rodzice: «Ma swoje lata, jego samego zapytajcie».
Znowu więc przywołali tego człowieka, który był niewidomy, i rzekli do niego: «Oddaj chwałę Bogu. My wiemy, że człowiek ten jest grzesznikiem». Na to odpowiedział: «Czy On jest grzesznikiem, tego nie wiem. Jedno wiem: byłem niewidomy, a teraz widzę». Rzekli więc do niego: «Cóż ci uczynił? W jaki sposób otworzył ci oczy?» Odpowiedział im: «Już wam powiedziałem, a wy nie słuchaliście. Po co znowu chcecie słuchać? Czy i wy chcecie zostać Jego uczniami?»
Wówczas go obrzucili obelgami i rzekli: «To ty jesteś Jego uczniem, a my jesteśmy uczniami Mojżesza. My wiemy, że Bóg przemówił do Mojżesza. Co do Niego zaś, to nie wiemy, skąd pochodzi».
Na to odpowiedział im ów człowiek: «W tym wszystkim dziwne jest to, że wy nie wiecie, skąd pochodzi, a mnie oczy otworzył. Wiemy, że Bóg nie wysłuchuje grzeszników, ale wysłuchuje każdego, kto jest czcicielem Boga i pełni Jego wolę. Od wieków nie słyszano, aby ktoś otworzył oczy niewidomemu od urodzenia. Gdyby ten człowiek nie był od Boga, nie mógłby nic uczynić».
Rzekli mu w odpowiedzi: «Cały urodziłeś się w grzechach, a nas pouczasz?» I wyrzucili go precz.
Jezus usłyszał, że wyrzucili go precz, i spotkawszy go, rzekł do niego: «Czy ty wierzysz w Syna Człowieczego?» On odpowiedział: «A któż to jest, Panie, abym w Niego uwierzył?» Rzekł do niego Jezus: «Jest nim Ten, którego widzisz i który mówi do ciebie». On zaś odpowiedział: «Wierzę, Panie!» i oddał Mu pokłon.
Jezus rzekł: «Przyszedłem na ten świat, aby przeprowadzić sąd, żeby ci, którzy nie widzą, przejrzeli, a ci, którzy widzą, stali się niewidomymi». Usłyszeli to niektórzy faryzeusze, którzy z Nim byli, i rzekli do Niego: «Czyż i my jesteśmy niewidomi?» Jezus powiedział do nich: «Gdybyście byli niewidomi, nie mielibyście grzechu, ale ponieważ mówicie: „Widzimy”, grzech wasz trwa nadal».
Komentarz do czytań:
Czasem można patrzyć i nie widzieć. Musi się dopiero coś w człowieku poprzestawiać, by dostrzegł. Dość często bywa tak w sprawach wiary. Właśnie o tym cudzie odzyskania wzroku – niekoniecznie przez niewidomych – są czytania tej niedzieli. Warto pamiętać, że są one dobrane tak, by stanowić kolejny etap przygotowania do chrztu (lub odnowienia przyrzeczeń chrzcielnych). To właśnie chrzest można potraktować jako przywrócenie wzroku; jako oświecenie.
Za Jezusem lub przeciw Niemu. Ciągle stawiani jesteśmy przed koniecznością wyboru.
To, że kiedyś wybraliśmy Boga nie znaczy, że dziś Go wybieramy. Tę decyzję trzeba ciągle ponawiać. I ciągle patrzyć na świat Jego oczami, nie przyjmując okularów, które oferuje świat. Bo jeśli tylko wydaje się, że oczy widzą, w jakże strasznej człowiek chodzi ciemności...
Tego dnia czytania liturgii słowa prowadzą nad do rozmyślań nad widzeniem i ślepotą, światłością i ciemnością. Bóg patrzy inaczej - poucza nas opowieść pierwszego czytania. Człowiek patrzy na to co zewnętrzne, Bóg widzi więcej. I szanse, by widzieć więcej daje człowiekowi Bóg w Jezusie Chrystusie. Kto się na niego zamyka jest ślepcem, choćby i twierdził, że widzi. Kto Go przyjmuje, kto pozwala otworzyć sobie oczy, widzi więcej. Zaczyna jakby patrzyć oczyma samego Boga.... A widząc więcej dostrzega też, co jest skarbem, a co brudem.
Człowiek szuka prawdy czy raczej potwierdzenia tego, co sobie wcześniej założył? Niestety, zbyt często chodzi o to drugie. Widać to w postawie przywódców Izraela wobec Jezusa, widać nieraz i dziś: nie prawda się liczy, ale potwierdzenie A Bóg? Bóg jest tym, który patrzy inaczej, widzi więcej. I tym, który człowiekowi otwiera oczy. By też widział więcej. My chrześcijanie... Czyż nie widzimy więcej? Oczywiście. Przecież patrzymy także z perspektywy wieczności. Inaczej niż ci, którzy nie mają nadziei na wieczność.

W dzisiejszym numerze
- Sąd nad moimi oczyma
- Spójrz na mnie
- Niedziela radości
- Kard. Ryś: Kościół w Polsce zyska na "wyobraźni miłosierdzia" kard. Krajewskiego
- Bóg przychodzi do ciebie w kryzysie i robi się jeszcze ciemniej
- Jesteśmy potomkami Kaina i nosimy jego znamię
- Zmarł w wieku 26 lat. Swój krzyż ofiarował za Kościół
- Apostoł Warszawy - św. Klemens Maria Hofbauer
- Święci i błogosławieni w tygodniu

Sąd nad moimi oczyma
Słyszę dziś w Ewangelii Jezusa, który mówi: „Przyszedłem na ten świat, aby przeprowadzić sąd, żeby ci, którzy nie widzą, przejrzeli, a ci, którzy widzą, stali się niewidomymi”. Tajemnicze? Jezusowi chodziło z jednej strony o faryzeuszów, uczonych w Piśmie, przywódców Izraela. Oni uważali, że widzą, znają Boga. Ale okazało się, że nie: bo odrzucili posłanego im przez Niego Syna. Ci niewidzący, którzy zaczynają widzieć to ci, także sposób celników i grzeszników, którzy Syna Bożego przyjmują....
W scenie występują trzy grupy ludzi. Najpierw spotykamy niewidomego, który od ... no, powiedzmy, że od obojętności przechodzi do wiary. Potem faryzeuszów, którzy niby poszukują, ale szybko okazuje się, że to tylko pozory, że już odrzucili Jezusa i wcale nie szukają prawdy. I mamy rodziców niewidomego, którzy unikają jednoznacznych deklaracji: spytajcie syna, ma swoje lata... Kim w tej scenie byłbym ja? Do której z tych postaw mi najbliżej?
Tak, jestem wierzący. Na pewno. Ale czy z biegiem lat, jak ów uzdrowiony, bardziej otwieram się na Ewangelię? A może jak rodzice niewidomego zachowuję dystans i mówię, że nie wiem, że może tak, a może nie? A może, jak owym faryzeuszom, to, czego uczył Jezus, do niczego mi niepotrzebne. Bo ja wiem lepiej; bo wybieram z Ewangelii to, co mi wygodne, a na niewygodne zamykam oczy...
„Przyszedłem na ten świat, aby przeprowadzić sąd, żeby ci, którzy nie widzą, przejrzeli, a ci, którzy widzą, stali się niewidomymi”.
Spójrz na mnie
Saul był urodzonym wojownikiem, kimś, kto budzi zaufanie, naturalnym przywódcą i dobrym kandydatem na króla. Tak też się stało – to jego Samuel wybrał i koronował. Niestety, jego panowanie okazało się dramatyczną pomyłką: upór, nieposłuszeństwo, grzech. Ta historia jest również o tym, jak często nasze patrzenie różni się od spojrzenia Boga. Widzimy inaczej, patrzymy na to, co dostrzegalne ludzkim wzrokiem, Bóg natomiast patrzy głębiej, zna serce. Tego właśnie chce nauczyć Samuela. Dawid jest najmniejszy ze wszystkich, po ludzku zupełnie się nie nadaje na króla, jest kompletnym przeciwieństwem naturalnych predyspozycji Saula, nie ma nic, czym mógłby zaimponować. Na szczęście Bóg patrzy na serce: „Wstań i namaść go, to ten”.
Potrzebujemy oczu Boga. Zwłaszcza wtedy, gdy po ludzku bardzo szybko jesteśmy w stanie wydać wyrok, ocenić i nazwać rzeczywistość: skoro choroba, to cierpienie; skoro cierpienie, to kara; skoro kara, to zbrodnia; skoro zbrodnia, to ktoś musi być winny: „Rabbi, kto zgrzeszył, że (on) urodził się niewidomy – on czy jego rodzice?”. Chrystus uczy swoich uczniów tego, jak patrzy i widzi Bóg. Tutaj nikt nie zgrzeszył, nikt nie jest winny. Tutaj mają się objawić sprawy Boże, tutaj ma się objawić moc Boża. A przecież moc się doskonali w słabości. Spróbuj popatrzeć inaczej.
Błogosławiony Jordan, drugi mistrz naszego zakonu, nie został wpuszczony do jednego z dominikańskich klasztorów, ponieważ chcąc skrócić sobie drogę, poszedł przez las. Widząc to, brat furtian miał powiedzieć, że nikt porządny wieczorową porą nie wychodzi z lasu, a już na pewno nie żaden zakonnik, jedynie jakiś złoczyńca, złodziej lub oszust. Furtian, patrząc na Jordana, widział w nim w pierwszej kolejności las, z którego ten wychodził, niestety nie zauważył w nim swojego współbrata. Tak bardzo chciałbym zobaczyć w sobie i w drugim człowieku to, co Ty, Boże, widzisz.
Arkadiusz Wojtas OP – „wdrodze.pl”

Spójrz na mnie
Saul był urodzonym wojownikiem, kimś, kto budzi zaufanie, naturalnym przywódcą i dobrym kandydatem na króla. Tak też się stało – to jego Samuel wybrał i koronował. Niestety, jego panowanie okazało się dramatyczną pomyłką: upór, nieposłuszeństwo, grzech. Ta historia jest również o tym, jak często nasze patrzenie różni się od spojrzenia Boga. Widzimy inaczej, patrzymy na to, co dostrzegalne ludzkim wzrokiem, Bóg natomiast patrzy głębiej, zna serce. Tego właśnie chce nauczyć Samuela. Dawid jest najmniejszy ze wszystkich, po ludzku zupełnie się nie nadaje na króla, jest kompletnym przeciwieństwem naturalnych predyspozycji Saula, nie ma nic, czym mógłby zaimponować. Na szczęście Bóg patrzy na serce: „Wstań i namaść go, to ten”.
Potrzebujemy oczu Boga. Zwłaszcza wtedy, gdy po ludzku bardzo szybko jesteśmy w stanie wydać wyrok, ocenić i nazwać rzeczywistość: skoro choroba, to cierpienie; skoro cierpienie, to kara; skoro kara, to zbrodnia; skoro zbrodnia, to ktoś musi być winny: „Rabbi, kto zgrzeszył, że (on) urodził się niewidomy – on czy jego rodzice?”. Chrystus uczy swoich uczniów tego, jak patrzy i widzi Bóg. Tutaj nikt nie zgrzeszył, nikt nie jest winny. Tutaj mają się objawić sprawy Boże, tutaj ma się objawić moc Boża. A przecież moc się doskonali w słabości. Spróbuj popatrzeć inaczej.
Błogosławiony Jordan, drugi mistrz naszego zakonu, nie został wpuszczony do jednego z dominikańskich klasztorów, ponieważ chcąc skrócić sobie drogę, poszedł przez las. Widząc to, brat furtian miał powiedzieć, że nikt porządny wieczorową porą nie wychodzi z lasu, a już na pewno nie żaden zakonnik, jedynie jakiś złoczyńca, złodziej lub oszust. Furtian, patrząc na Jordana, widział w nim w pierwszej kolejności las, z którego ten wychodził, niestety nie zauważył w nim swojego współbrata. Tak bardzo chciałbym zobaczyć w sobie i w drugim człowieku to, co Ty, Boże, widzisz.
Arkadiusz Wojtas OP – „wdrodze.pl”

Niedziela radości
IV niedziela Wielkiego Postu – Niedziela Laetare, Niedziela radości. Moglibyśmy zadać pytanie: czy słowo kierowane do nas w tę Niedzielę przynosi nam radość? A jeśli tak, to jaką?
Drodzy Bracia i Siostry, w czasach, gdy człowiek tak łatwo potrafi ocenić drugiego, nawet niesłusznie, gdy widzimy w drugim to, co chcemy widzieć – nierzadko tylko wady – radość z dzisiejszego słowa, a zarazem motyw łączący wszystkie czytania, brzmi: Bóg widzi inaczej niż człowiek i chce na prawdę otworzyć nasze oczy. Chce to uczynić, ponieważ nas kocha i pragnie naszego szczęścia.
W pierwszym czytaniu z Księgi Samuela słyszymy o wyborze Dawida. Kiedy prorok patrzy na synów Jessego, naturalnie zwraca uwagę na tych, którzy są silni, wysocy, imponujący. Patrzy bardzo po ludzku. Tymczasem Bóg mówi bardzo wyraźnie: „Nie zważaj na jego wygląd ani na wysoki wzrost… bo człowiek widzi to, co dostępne dla oczu, Pan natomiast patrzy na serce”. I wybór pada na najmłodszego – Dawida, pasterza, którego nikt się nie spodziewał.
To pierwsza ważna lekcja: Bóg patrzy głębiej niż ludzkie oczy.
Wielki Post jest czasem przemiany, nawrócenia i nieustannego powrotu do Boga. Być może przychodzą chwile, gdy jesteśmy sfrustrowani sami sobą, gdy patrzymy na siebie i myślimy: „Znowu się nie udało, znów nie wyszło. Bóg pewnie ma mnie już dość…”.
Pamiętajmy: On patrzy inaczej. Patrzy z miłością i miłosierdziem.
Podobną prawdę ukazuje dzisiejsza Ewangelia o uzdrowieniu niewidomego od urodzenia. Na początku uczniowie patrzą na tego człowieka i zadają pytanie typowo ludzkie: „Kto zgrzeszył – on czy jego rodzice, że się urodził niewidomy?”.
Szukają winnego. Patrzą na cierpienie jak na karę. Jezus natomiast zupełnie zmienia perspektywę: „Ani on nie zgrzeszył, ani jego rodzice, ale stało się tak, aby się na nim objawiły sprawy Boże”.
I dokonuje się cud – niewidomy zaczyna widzieć. Ale paradoks polega na tym, że ten, który był niewidomy, zaczyna widzieć coraz więcej, a ci, którzy byli przekonani, że widzą – faryzeusze – pogrążają się w coraz większej ślepocie.
Na końcu Ewangelii Jezus wypowiada bardzo mocne słowa: „Przyszedłem na ten świat, aby przeprowadzić sąd: aby ci, którzy nie widzą, przejrzeli, a ci, którzy widzą, stali się niewidomymi”.
To jest dramat duchowej ślepoty.
Człowiek może mieć zdrowe oczy, a jednocześnie nie widzieć Boga, nie widzieć prawdy o sobie, nie dostrzegać dobra drugiego człowieka.
Dlatego św. Paweł w drugim czytaniu mówi: „Niegdyś byliście ciemnością, lecz teraz jesteście światłością w Panu. Postępujcie jak dzieci światłości”.
Właśnie o przejściu z ciemności do światła jest Wielki Post.
Warto jednak zauważyć jeszcze jedną bardzo ważną rzecz. W starożytnym Kościele tę Ewangelię czytano szczególnie wobec katechumenów przygotowujących się do chrztu, ponieważ chrzest nazywano właśnie „oświeceniem”. Człowiek ochrzczony to ktoś, komu Chrystus otworzył oczy serca i wprowadził go w światło wiary.
Dlatego dzisiejsza Ewangelia jest także pytaniem skierowanym do każdego z nas: czy naprawdę żyję łaską mojego chrztu? Czy moje oczy wiary są otwarte, czy może przyzwyczaiłem się do życia tak, jakby Boga w moim życiu w ogóle nie było?
W tym miejscu nie można nie wspomnieć o patronie dzisiejszego dnia, tak ważnym dla redemptorystów – św. Klemensie Marii Hofbauerze. On zdecydowanie był człowiekiem o bardzo jasnych oczach wiary.
Klemens potrafił zobaczyć to, czego inni nie widzieli. W Warszawie, przy kościele św. Benona, prowadził ogromną działalność duszpasterską: codzienną liturgię, misję nieustanną, opiekę nad ubogimi, sierocińce i szkoły.
Ale Klemens widział jeszcze coś więcej. Widział, że świat się zmienia i że Kościół musi szukać nowych dróg głoszenia Ewangelii. Powtarzał często słynne zdanie:
„Ewangelia musi być głoszona zawsze na nowo”.
Można powiedzieć, że św. Klemens miał właśnie takie oczy, o których mówi dzisiejsza Ewangelia – oczy wiary. Potrafił patrzeć na ludzi nie tylko po ludzku, ale tak, jak patrzy Bóg. W ubogich widział nie problem, lecz ludzi powierzonych mu przez Boga. W trudnych czasach widział nie tylko kryzys, ale także nowe możliwości działania łaski.
To zdanie jest niezwykle aktualne także dziś.
Dzisiejsza Ewangelia pokazuje nam jeszcze jedną rzecz: uzdrowienie oczu to dopiero początek drogi.
Ten niewidomy przechodzi w Ewangelii pewien proces. Na początku mówi o Jezusie: „człowiek zwany Jezusem”. Potem: „jest prorokiem”. A na końcu, gdy spotyka Jezusa ponownie, mówi: „Wierzę, Panie” – i oddaje Mu pokłon.
To jest droga wiary: od niejasnego widzenia do spotkania z Panem.
I to jest również nasza droga. Bardzo często w życiu duchowym widzimy tylko trochę – nie wszystko rozumiemy, nie wszystko jest jasne. Ale jeśli człowiek idzie za Chrystusem, krok po kroku zaczyna widzieć coraz więcej.
Może więc Wielki Post jest właśnie czasem zadania sobie kilku prostych pytań:
Na co ja patrzę w swoim życiu?
Czy potrafię widzieć tak jak Bóg – sercem?
Czy nie jestem czasem podobny do faryzeuszów, którzy są pewni, że wszystko wiedzą?
A może w moim życiu są ludzie, których już dawno zaszufladkowałem?
Może patrzę na kogoś tylko przez pryzmat jego błędów, przeszłości, słabości?
Dzisiejsze słowo przypomina nam: Bóg patrzy inaczej.
Św. Klemens Hofbauer miał bardzo proste, ale głębokie powiedzenie. Gdy sytuacja wydawała się beznadziejna, mówił: „Bóg wszystkim pokieruje”.
To nie była naiwność. To była wiara człowieka, który naprawdę widział działanie Boga w historii.
Drodzy Bracia i Siostry, prośmy dziś w tej Eucharystii o trzy rzeczy.
Po pierwsze – o oczy, które widzą sercem, tak jak Bóg widział serce Dawida.
Po drugie – o światło wiary, które wyprowadza nas z ciemności, o której mówi św. Paweł
I po trzecie – o odwagę św. Klemensa, aby w naszym świecie, często pogrążonym w duchowej ślepocie, umieć na nowo ukazywać ludziom Chrystusa.
Bo największym cudem dzisiejszej Ewangelii nie jest tylko uzdrowienie oczu.
Największym cudem jest to, że człowiek spotkał Jezusa i uwierzył.
A właśnie do tego prowadzi cały Wielki Post.
o. Aleksander Ćwik CSsR – „redemptor.pl”
Prowincji Warszawskiej, obecnie wikariusz i katecheta w Parafii Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny (Sanktuarium Matki Bożej Tuchowskiej, Pani Ziemi Tarnowskiej w Tuchowie – Bazylika Mniejsza) oraz moderator Oazy w Centrum Duszpasterstwa Młodzieży i Powołań RedemptorystaRedemptorystów – Tuchów

Kard. Ryś: Kościół w Polsce zyska na "wyobraźni miłosierdzia"
kard. Krajewskiego
Metropolita krakowski kard. Grzegorz Ryś ocenił, że dzięki nominacji na nowego metropolitę łódzkiego kard. Konrada Krajewskiego, Kościół w Polsce zyska na "wyobraźni miłosierdzia". Zaznaczył, że myśląc o Kościele, kard. Krajewski kieruje się Ewangelią i nauczaniem papieża Franciszka.
Kardynał Konrad Krajewski został mianowany przez papieża arcybiskupem metropolitą łódzkim. Decyzję Leona XIV ogłosiła w południe w czwartek Nuncjatura Apostolska w Polsce. Do informacji Episkopatu w piątek odniósł się metropolita krakowski kardynał Grzegorz Ryś, który wcześniej zarządzał archidiecezją łódzką. Rano w kaplicy Arcybiskupów Krakowskich kardynałowie razem odprawili mszę świętą.
ad
- To jest człowiek, który kiedy myśli o Kościele, myśli Ewangelią i papieżem Franciszkiem - podkreślił kardynał Ryś. Dodał, że kard. Krajewski służył u czterech papieży, ale właśnie pontyfikat papieża Franciszka ma dla niego szczególne znaczenie.
- Myślę, że gdyby miał mówić o papieżach w kategoriach ojcostwa duchowego, to bez wahania by wskazał na papieża Franciszka jako wielkiego nauczyciela wiary, rozumienia Kościoła, tego, co w Kościele ważne. Ale nie idzie o samego Franciszka, co po prostu Ewangelię - zaznaczył.
Zwrócił uwagę, że nowy metropolita łódzki jest człowiekiem "o ogromnym wyczuleniu charytatywnym", co pokazał jako jałmużnik papieski. Wskazał przy tym na utworzenie łaźni dla bezdomnych i polowego szpitala w obrębie Kolumnady Berniniego na placu św. Piotra. Podkreślił, że nowy arcybiskup Łodzi w swojej pracy reagował na globalne kryzysy, niosąc pomoc w Ukrainie, Gazie i krajach afrykańskich.
- On to robił wszystko sam. Nie w tym sensie, że nie potrzebował nikogo, tylko, jeśli gdzieś jechał z darami, to jechał sam tym busem. Jeśli rozładowywał dary, to sam je rozładowywał. To nie był kardynał, który pokazywał palcem, co trzeba robić, tylko się po prostu za tę robotę brał - wskazał kard. Ryś. - Myślę, że nie tylko Łódź, ale Polska, Kościół polski zyska na tej "wyobraźni miłosierdzia", którą kardynał ma w sobie i pewnie będzie się nią z nami dzielił - dodał.
Kard. Konrad Krajewski urodził się 25 listopada 1963 roku w Łodzi. W 1982 roku wstąpił do Wyższego Seminarium Duchownego w Łodzi. W 1988 roku uzyskał magisterium z teologii na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim i tego samego roku, 11 czerwca, przyjął święcenia kapłańskie z rąk ówczesnego biskupa łódzkiego Władysława Ziółka.
Przez dwa lata pracował duszpastersko w diecezji łódzkiej. W 1990 roku podjął studia w zakresie liturgiki w Papieskim Instytucie Liturgicznym Anselmianum, gdzie w 1993 roku uzyskał kościelny licencjat. W 1995 roku obronił doktorat z teologii ze specjalizacją w dziedzinie liturgiki w Papieskim Uniwersytecie św. Tomasza z Akwinu.
Po powrocie z Rzymu w 1995 roku został ceremoniarzem abp. Władysława Ziółka oraz wykładowcą liturgiki i dyrektorem biblioteki Wyższego Seminarium Duchownego w Łodzi. W 1997 roku, podczas wizyty Jana Pawła II w Polsce, zajmował się przygotowaniem liturgicznym wszystkich stacji. Od 1997 roku był też prefektem Wyższego Seminarium Duchownego w Łodzi, a 1 października 1998 roku podjął pracę w Urzędzie Papieskich Celebracji Liturgicznych. Od 12 maja 1999 roku do czasu mianowania go szefem Urzędu Dobroczynności Apostolskiej 3 sierpnia 2013 roku był ceremoniarzem papieskim. Sakrę biskupią przyjął 17 września 2013 roku w bazylice watykańskiej.
28 czerwca 2018 roku, na konsystorzu w Bazylice św. Piotra, papież Franciszek kreował go kardynałem diakonem, a jako kościół tytularny nadał mu kościół Matki Bożej Niepokalanej na Eskwilinie. 6 października 2018 roku papież Franciszek mianował go członkiem Dykasterii ds. Integralnego Rozwoju Człowieka. 5 czerwca 2022 roku został również mianowany prefektem nowo powstałej Dykasterii ds. Posługi Miłosierdzia.(PAP)
juka/ agz/ - „wiara.pl”

Bóg przychodzi do ciebie w kryzysie i robi się jeszcze ciemniej?
Posłuchaj, co to znaczy
Czasem pytam siebie, czy na pewno dostrzegam to, jak Pan Bóg działa w moim życiu. Bo działa bardzo dużo i bardzo wiele otrzymuję od Niego. Ale bywa też tak, że w życiowym kryzysie, jakimś dołku przychodzi taki moment, w którym przychodzi Bóg i robi się jeszcze ciemniej. Kiedy Jezus nałożył niewidomemu na oczy błoto, przysłonił mu ostatnie resztki światła. Mówi się, że najciemniej jest przed świtem, że Bóg jest mistrzem ostatniej minuty - mówią Marta Łysek i Piotr Kosiarski w najnowszym odcinku wielkopostnego cyklu "Ogarnij się przed niedzielą".
Ewangelia z czwartej niedzieli Wielkiego Postu mówi o niewidomym od urodzenia, uzdrowionym przez Jezusa ku oburzeniu faryzeuszy.
- Czasem pytam, czy na pewno dostrzegam to, jak Pan Bóg działa w moim życiu. Bo działa bardzo dużo i bardzo wiele otrzymuję od Niego. I wtedy się przyzwyczajam do tego; jakbym zaczynał myśleć, że mi się to należy. To jest dla mnie lekcja, żeby dziękować, dostrzegać to, co Bóg robi w moim życiu. bo są takie rzeczy, nawet małe, nie żadne wielkie cuda, które trudno nazwać przypadkiem - mówi Piotr Kosiarski.
Bóg lubi działać przez małe rzeczy
- Rozkminiając tę Ewangelię, znalazłam bardzo ładne kazanie z około 1850 roku. To jest kazanie pastora baptysty, Charlesa Spurgeona. I on bardzo ładnie komentuje to błoto jako takie prawie nic: mówi, że Bóg używa małych rzeczy - mówi Marta Łysek. - "Bóg naprawdę błogosławi skromne rzeczy w procesie nawrócenia. Cały proces zbawienia dokonuje się w prostych, codziennych, skromnych rzeczach. Tak łatwo to porównać do błota i śliny, których użył Jezus. Nie znam wielu ludzi, których dusze zostały zbawione dzięki formalnym, wzniosłym procesom" - pisał ten pastor. I ta Ewangelia też zwraca uwagę na taki drobiazg. Bo Jezus mógł równie dobrze nałożyć na tego niewidomego ręce albo powiedzieć: zacznij widzieć, i chłop zacząłby widzieć. W innych miejscach w Piśmie Świętym właśnie tak mamy opisane cuda, a tu jest tyle zamieszania wokół tego błota z ziemi, małego znaku, byle czego, drobnostki, na którą nie zwrócilibyśmy uwagi. Bóg lubi takie małe rzeczy. A my je często przegapiamy - mówi dziennikarka.
Żebrak pełen pokory i mądrości
- Bardzo mi się podoba postawa tego uzdrowionego: kiedy czytałem tę Ewangelię, poruszyły mnie jego odpowiedzi. Jakie one są szczere, odpowiednie, prawdziwe! To on poucza faryzeuszy i jest w nim wielka mądrość i pokora. On wie, że ze ślepoty od urodzenia może uzdrowić tylko ktoś od Boga - mówi Piotr Kosiarski. - Jego rodzice się boją, bo jak się przyznają do Jezusa, to ich wyrzucą z synagogi. Bali się stanąć w obronie syna, ale on sobie świetnie poradził.
Bóg przychodzi do nas, gdy my nie możemy już iść
- To też taka fajna rzecz, że normalnie w Ewangelii to ludzie przychodzą do Jezusa i chcą uzdrowienia - zauważa Marta Łysek. - Ten człowiek nie. To Jezus do niego podchodzi i zaczyna coś robić. Jezus nie pyta go nawet: czy chcesz być uzdrowiony? Czasami jesteśmy w tym naszym życiowym kryzysie, dołku i tak sobie w tym tkwimy. I jest taki moment, że przychodzi Bóg i się robi jeszcze ciemniej. Bo przecież kiedy Jezus nałożył niewidomemu na oczy błoto, to przysłonił mu ostatnie resztki światła. Mówi się, że najciemniej jest przed świtem, że Bóg jest mistrzem ostatniej minuty. I to jest metafora dla tego, co może się dziać, gdy Bóg wkracza w nasze życie z mocą, żeby nas uzdrowić, pocieszyć, przemienić, a my na razie widzimy tylko, że jest ciemno i że ktoś kazał nam zrobić coś głupiego - mówi dziennikarka.
Bóg zadziałał w twoim życiu? Czuj się posłany!
- To też jest fajny wątek, że sadzawka, w której ma się obmyć niewidomy, nosi nazwę "posłany". Dokonuje się tam cud uzdrowienia, ale ludzie, którzy znali tego żebraka, wyrażają niedowierzanie. I mówią: nie, to nie on, to jest tylko ktoś podobny - zauważa Piotr Kosiarski. - Dla mnie ważne w tym słowie jest to, że jak ktoś zostaje uzdrowiony albo dostaje jakąś taką łaskę zmiany życia, to jest potem do czegoś posłany. I wydaje mi się, że ten niewidomy został uzdrowiony także z jakiegoś powodu. Nie wiem, jakiego, to wie Bóg, ale myślę, że to było do czegoś potrzebne. Jeśli Bóg nam coś daje, czymś nas obdarza i to jest coś, co sprawia, że w naszym życiu coś się zmienia, lepiej funkcjonujemy, to jest po coś więcej. Żeby zostać posłanym, żeby coś robić. Myślę, że ten niewidomy może odzyskał wzrok po to, żeby zauważać innych potrzebujących i im pomagać?
Marta Łysek, Piotr Kosiarski – „deon.pl”

Jesteśmy potomkami Kaina i nosimy jego znamię
Jak wiemy z pierwszych stron Biblii, Abel nie miał dzieci. Bóg natomiast obdarzył potomstwem jego brata Kaina. Czy w takim razie pochodzimy od tego biblijnego bratobójcy? Czy po nim odziedziczyliśmy zdolność do zabijania najbliższych nam ludzi słowem, milczeniem, knowaniem?
Steinbeck reinterpretuje biblijny mit ukazując nam postaci, które mają w sobie jakiś feler, jakiś brak, który manifestuje się złośliwością, a nieraz okrucieństwem wobec najbliższych. Jeden z bohaterów powieści Adam Trask i jego chiński służący wertują zużyty egzemplarz Pisma świętego zastanawiając się, jakie imiona nadać bliźniakom zrodzonym w chorej relacji między Adamem i Cathy. Zatrzymują się długo na historii Kaina i Abla. Czytają ją wielokrotnie. Zadają pytania tekstowi poznaczonemu „brudem poszukujących palców”.
Tuż przed bratobójczą tragedią Bóg rzekł do Kaina: „Dlaczego jesteś smutny i dlaczego twarz twoja jest ponura? Przecież gdybyś postępował dobrze, miałbyś twarz pogodną; jeżeli zaś nie będziesz dobrze postępował, grzech waruje u wrót i łasi się do ciebie, a przecież ty masz nad nim panować” (Rdz 4,6-7). Słowo „masz” nie odpowiada koncepcji Autora, gdyż wymusza na człowieku określone postępowanie, jakby Bóg nie szanował jego wolności: masz święty obowiązek, musisz, nie masz wyjścia. Zmienia więc przekład Biblii zastępując słowo „masz” słowem „możesz”. Niektórzy bibliści potwierdzają tę jego intuicję, gdyż występujące tu hebrajskie słowo „timszol” można tłumaczyć zarówno jako nakaz („masz panować”), jak i możliwość („możesz panować”).
Według Steinbecka słowo „możesz” to najważniejsze słowo świata, ponieważ nie obiecuje łatwego zwycięstwa, jak w przekładach mówiących „będziesz nad nim panował” ani go nie nakazuje jak w innych przekładach, ale daje człowiekowi wybór. W ten sposób Bóg nie narzuca niczego człowiekowi, lecz daje mu wolną wolę i do tego daje mu siłę, by nad grzechem panował. Mówi: możesz, jeśli chcesz. Zawsze masz możliwość wyboru. „To daje człowiekowi wielkość […] To czyni człowieka człowiekiem” – czytamy w powieści. Czy człowiek korzysta dziś z tej siły, jaka została mu dana? Czy chce nad grzechem panować?
Gdyby grzech nie oferował drogi na skróty, gdyby nie obiecywał gruszek na wierzbie, gdyby nie mamił naszych zmysłów, to może byśmy chcieli nad nim panować.
„Grzech to ciekawa sprawa – zauważył Samuel. – Zdaje się, że gdyby człowiek musiał wytrząsnąć wszystko, co ma w środku czy z wierzchu, to jeszcze by sobie gdzieś schował kilka pomniejszych grzeszków na własne utrapienie. To ostatnia rzecz, jakiej się wyrzekamy”. Jesteśmy mistrzami w usprawiedliwianiu naszych kainowych złośliwości, intryg, podkładanych świń, wtykanych szpilek i tzw. „prawd” mówionych prosto w oczy.
Chętnie bym się nie przyznał do mojego praojca Kaina. Nie muszę od niego pochodzić, bo przecież biblijny Adam miał jeszcze syna Seta, a potem spłodził wielu synów i wiele córek. Może na nich zbudowana genealogia nie byłaby tak wstydliwa. Jakkolwiek jednak bym nie kombinował, to i tak kainowe grzechy, czyli te przeciwko bratu lub siostrze, nie raz zaprowadzą mnie do konfesjonału, bowiem „każdy, kto się gniewa na swego brata [lub siostrę], podlega sądowi” (Mt 5,22). Możemy nad tym gniewem panować – przekonuje Steinbeck. Jeśli chcemy.
Licząca ponad 800 stron powieść Johna Steinbecka to moim zdaniem najwybitniejsza katecheza o grzechu, nad którym stworzony przez Boga człowiek może panować, jeśli tylko chce. Podczas przemówienia w dniu otrzymania Nagrody Nobla Steinbeck powiedział: „Człowiek stał się naszym największym zagrożeniem i naszą jedyną nadzieją”. Nawet jeśli w każdym z nas drzemie Kain, to wciąż mamy możliwość wyboru.
Wojciech Żmudziński SJ – „deon.pl”

Zmarł w wieku 26 lat.
Swój krzyż ofiarował za Kościół
Kleryk Igor zmarł w wieku 26 lat. Zostawił świadectwo wiary, które poruszyło tysiące ludzi
W piątek 6 marca 2026 r. nad ranem, zmarł Igor Pavan Tres – brazylijski seminarzysta, ewangelizator internetowy. Miał zaledwie 26 lat. Od kilku lat zmagał się z rzadkim nowotworem nerki. Igor zostawił po sobie chwytający za serce testament.
Choroba staje się okazją do świadectwa
Igor pochodził z miejscowości Planalto w brazylijskim stanie Rio Grande do Sul i należał do diecezji Frederico Westphalen. Był młodym człowiekiem pełnym planów – studiował historię, a później wstąpił do seminarium, ponieważ pragnął zostać księdzem.
Jego życie zmieniło się nagle w grudniu 2021 roku. Trafił do szpitala z podejrzeniem kamicy nerkowej. Badania wykazały jednak coś znacznie poważniejszego: guz nerki, który rozprzestrzenił się aż do żyły głównej. Miał wtedy zaledwie 22 lata.
Rozpoczęła się długa i trudna walka z chorobą: operacje, leczenie onkologiczne, immunoterapia i ponad sto sesji chemioterapii. Były momenty nadziei, gdy choroba ustępowała, ale później wracała.
Mimo cierpienia Igor nie zamknął się w sobie. Wręcz przeciwnie – zaczął dzielić się swoim doświadczeniem w internecie. W mediach społecznościowych opowiadał o leczeniu, modlitwie, powołaniu i o tym, jak wiara pomaga przeżywać nawet najtrudniejsze chwile.
Dla wielu osób stał się prawdziwym „misjonarzem cyfrowym”.
„Ten krzyż ofiaruję za Kościół”
Kilka tygodni przed śmiercią Igor napisał tekst, który nazwał swoim „testamentem duchowym”. Był świadomy powagi swojej choroby i możliwości zbliżającego się końca.
Dokument rozpoczynał się słowami Psalmu:
W Twoje ręce, Panie, powierzam ducha mojego.
Seminarzysta pisał w nim o kruchości życia i o tym, że każdy dzień jest przygotowaniem na spotkanie z Bogiem. Swoje cierpienie ofiarował za Kościół, papieża, biskupów, kapłanów, za nawrócenie grzeszników oraz za wszystkich cierpiących.
Podkreślał przy tym, że samo cierpienie nie uświęca automatycznie człowieka. „Może zatwardzić albo oczyścić” – zauważył. Przyznał też z pokorą, że nie zawsze był wierny, ale ból nauczył go jednej rzeczy: nie oddalać się od Boga na długo.
W swoim testamencie poprosił również o przebaczenie wszystkich, których mógł zranić słowem lub zaniedbaniem. Dziękował rodzinie, przyjaciołom oraz lekarzom, którzy towarzyszyli mu w chorobie. Na końcu zawierzył się Bożemu miłosierdziu i wstawiennictwu Maryi.
7 świętych, do których można się zwrócić o uzdrowienie z raka:
Wypełnił swoje powołanie
Ze względu na pogarszający się stan zdrowia Igor w 2024 roku musiał przerwać formację seminaryjną i wrócić do domu, by być bliżej rodziny.
Mimo to wciąż marzył o powrocie do seminarium. Niedługo przed śmiercią został ponownie przyjęty do wspólnoty formacyjnej. Zmarł następnego dnia.
Podczas pogrzebu zachowano tradycję obowiązującą w niektórych seminariach: ciało zmarłego seminarzysty zostało ubrane w sutannę. W jego dłoniach umieszczono stułę – znak powołania, które podjął i choć nie przyjął święceń dopełnił swoją drogę z Bogiem. Obok znajdowały się również różaniec i krzyż.
W ostatnich dniach życia wokół Igora powstała prawdziwa wspólnota modlitwy. Przyjaciele i nieznajomi utworzyli grupę, w której przez całą dobę ktoś modlił się w jego intencji.
Testament duchowy Igora Pavana Tresa
„W Twoje ręce, Panie, powierzam ducha mojego” (Ps 30,6).
Czując możliwość ostatecznego rozstrzygnięcia i spotkania z Sędzią, którego dzień i godzinę zna tylko On, ale świadomy mojego stanu zdrowia i towarzyszących mi słabości, postanowiłem napisać te słowa jako mój duchowy testament.
Nie wiem nic o czasie, który jeszcze zostanie mi dany. Wiem jednak, że życie jest krótkie i że każdy dzień jest cichym przygotowaniem do stanięcia przed Tym, który jest Prawdą.
Składam krzyż, który został mi powierzony, z jego bólem, ograniczeniami i niepewnością, za Kościół Święty, za Ojca Świętego, za Biskupa Diecezjalnego, za całe duchowieństwo, za nawrócenie grzeszników, za tych, którzy cierpią na ciele i duszy, za dusze w czyśćcu i za chrześcijan prześladowanych w tak wielu częściach świata. Składam go również jako zadośćuczynienie za moje grzechy i za grzechy świata.
Wiem, że cierpienie samo w sobie nie uświęca automatycznie. Może zatwardzić lub oczyścić. W mojej słabości uznaję, że wielokrotnie byłem niewierny. Mogę jednak zaświadczyć, że ból nauczył mnie, by nie pozostawać długo z dala od Boga. Niczym nieujarzmiony koń, który próbuje uciec, Pan trzymał mnie za lejce, a cierpienie posłużyło mi, by uniemożliwić mi ostateczną ucieczkę. Jeśli pozostaję przy Bogu, to z miłosierdzia, a nie z zasług.
Proszę o przebaczenie, w sposób szczególny i publiczny, wszystkich, których dotknęły moje nieprawości, słowa, zaniedbania lub skandale. Tych, których skrzywdziłem bezpośrednio lub pośrednio, proszę o wybaczenie. Ufam, że Bóg będzie wiedział, jak naprawić to, czego nie umiałem lub nie byłem w stanie naprawić wystarczająco.
Dziękuję mojej rodzinie, która wspierała mnie cierpliwą miłością; moim przyjaciołom, którzy pozostali; pracownikom służby zdrowia, którzy opiekowali się mną kompetentnie i z szacunkiem; oraz wszystkim dobroczyńcom, którzy w widoczny lub ukryty sposób ułatwili mi drogę. Każdy gest był narzędziem Opatrzności.
Modlę się do Orędowniczki Najświętszej Maryi Panny, aby chroniła mnie w decydującej godzinie i wstawiała się za mną u swego Syna. Powierzam się Bożemu miłosierdziu, jedynemu fundamentowi mojej nadziei.
Jeśli zostanę powołany, proszę Pana, aby udzielił mi wiecznego odpoczynku, w oczekiwaniu, w komunii świętych, na zmartwychwstanie ciała i życie wieczne w przyszłym świecie.
Igor Pavan Tres, Źródło: ewtn.co.uk, vaticannews.va, infovaticana.com, Instagram.

Co ma Abraham wspólnego z… Eneaszem?
Nowy cykl znakomitego autora
Paweł Milcarek, jeden z najważniejszych katolickich autorów w Polsce naszych czasów, uruchomił swój cykl na kanale YouTube @benedictus966. To wydarzenie warte szczególnej uwagi w kontekście postępującej marginalizacji kultury katolickiej.
Filozof, znawca kultury klasycznej i chrześcijańskiej, założyciel oraz wieloletni redaktor naczelny pisma „Christianitas”. Autor wielu książek, w tym trzytomowego bestsellera „Breviarium Kanonu Kultury”, antologii tekstów, które formowały przez wieki cywilizację katolicką. Do tej pory autor znany przede wszystkim ze słowa pisanego i wykładów teraz wkracza w rzeczywistość nowych formatów by otworzyć przed czytelnikami ogród duchowości i mądrości najlepszych tradycji.
Sklep kolonialny kultury
Jak sam mówi, to „wideo-okienko" jest potrzebne by móc mówić na własnych zasadach a nie tylko w formatach innych autorów i redakcji. Głównym kluczem cyklu będzie wprowadzenie w kulturę klasyczną, która jest właściwie nie do pominięcia dla lepszego zrozumienia wiary chrześcijańskiej. Autor we wprowadzającym odcinku porównał swój cykl do sklepu kolonialnego, który prowadziła jego babcia, czyli takiego sklepu z różnościami, w którym można było kupić potrzebne rzeczy z rozmaitego asortymentu. Wszystkie one razem składały się zespół przedmiotów przydatnych w domu. Domem w cyklu Pawła Milcarka ma być wiara i kultura katolicka. Cykl nosi tytuł „SZCZEBEL WYŻEJ”.
Od Eneasz do Abrahama
Inspiracją dla powstania nowego formatu były, jak mówi Paweł Milcarek, prośby licznych czytelników „Breviarium Kanonu Kultury”, którzy prosili by jego autor codzienną lekturę zawartą w obszernych tomach cyklu uzupełniał bardziej osobistym komentarzem.
Wędrówka słuchaczy zaczyna od „Eneidy” Wergiliusza, w której Eneasz jawi się jako ideał rzymskiej cnoty: nie jako wojownik szukający zemsty czy chwały, lecz pobożny wódz, który na rozkaz bogów opuszcza płonącą Troję. Porzuca osobiste szczęście – miłość, wygodę – by nieść domowe penaty (symbole przodków i bogów) do Italii i założyć nową cywilizację.
Ta postawa to esencja pietas: posłuszeństwo boskiemu powołaniu ponad własne pragnienia. Eneasza nie motywuje ambicja, lecz dług wobec rodziny, tradycji i przeznaczenia – co czyni go prototypem chrześcijańskiego bohatera.
Przejście do Abrahama – biblijna paralela
Od losu rzymskiego herosa Paweł Milcarek przechodzi płynnie do Abrahama z Księgi Rodzaju. Abraham, wychodząc z Ur chaldejskiego na Boże wezwanie „Wyjdź z ziemi swojej”, staje się pierwowzorem wiary jako wędrówki i ofiary. Podobnie jak Eneasza, rezygnuje z dotychczasowego życia, by wypełnić przymierze z Bogiem – co prowadzi do narodzin ludu wybranego.
Autor podkreśla paralelizmy: obie postaci to ojcowie narodów, niosący święte dziedzictwo przez pustynię czy morze; obie ich drogi to akt bezwarunkowego zaufania Opatrzności. To pokazuje, jak literatura klasyczna antycypuje objawienie biblijne, budując kanon mądrości.
Kontekst kulturowy i znaczenie
Dlaczego wydaje nam się, że warto zaglądać do „okienka" na kanale @benedictus966? W dobie wieloobjawowego kryzysu kultury, którego efektem są także trudności w wierze wielu ludzi, wielu z nas, Paweł Milcarek proponuje powrót do archetypów, do literackich form cywilizacji, które przez wielki były owym „szczeblem wyżej” drabiny duchowego wzrastania. Eneasza i Abraham nie mają zastąpić nam Pana Jezusa, ale obaj podprowadzają nas pod naśladowania Go.
Będziemy pewnie czasem sami zaglądać do cyklu szczebel wyżej, może także po jakieś ciekawe treści dla Was.

Apostoł Warszawy
- św. Klemens Maria Hofbauer
Do Warszawy trafił przejazdem. Pozostał w niej 21 lat. Tu przeżywał chwile dla Polski wielkie, ale także czasy wypełnione hańbą. Z wielkim poświęceniem organizował w naszej stolicy szkoły i prowadził dzieła charytatywne. Nazywał się Klemens Maria Hofbauer (Dworzak). Czczony jest jako apostoł Warszawy.
Urodził się na Morawach w roku 1751. Pochodził z ubogiej rodziny. Dzięki swej pracowitości i ludzkiej życzliwości ukończył studia w Wiedniu i wstąpił do Redemptorystów w Rzymie. Święcenia kapłańskie przyjął w wieku 34 lat.
Przełożeni polecili mu w roku 1787, by udał się nawracać protestantow na Pomorzu. Po szczegółowe instrukcje przyjechał do Warszawy. Była zima, drogi w fatalnym stanie, więc nuncjusz papieski kazał św. Klemensowi Marii i jego dwom towarzyszom poczekać w naszej stolicy do wiosny. Powierzono ich opiece kościół pod wezwaniem św. Benona, przeznaczony dla duszpasterstwa Niemców przebywających w Warszawie, a także sierociniec i szkołę rodzin rzemieślniczych. Podjąwszy prowadzenie tych dzieł Klemens Maria pozostał w polskiej stolicy. Stworzył tu pierwszą w Polsce placówkę Redemptorystów.
Doznawał licznych prześladowań. Na jego działalność bardzo niechętnie patrzyli zaborcy. Szczególnie wiele uwagi poświęcał dzieciom i młodzieży. Dbał o to, aby dać im jak najlepsze wykształcenie. Organizowaną przez siebie pomocą charytatywną obejmował coraz większe grono dzieci osieroconych, opuszczonych. Równocześnie nie zaniedbywał pracy duszpasterskiej z dorosłymi. Był wybitnym kaznodzieją. Uruchomił drukarnię, utworzył wydawnictwo, publikował książki religijne i podręczniki.
W roku 1808 Napoleon polecił Redemptorystom opuścić Warszawę. Święty Klemens Maria Hofbauer pojechał do Wiednia. Tu podjął działalność podobną do tej, którą prowadził w Warszawie, a także zajął się młodą inteligencją.
Zmarł w Wiedniu w roku 1820.
Znana jest opowieść o tym, jak to w trosce o utrzymanie sierocińca prowadzonego w stolicy Polski musiał żebrać. Ktoś poproszony przez św. Klemensa Marię o datek, tak się zirytował, że uderzył go w twarz. Apostoł Warszawy przyjął policzek z godnością i powiedział: "To dla mnie, a co dla moich sierot?".
Dziś taka postawa wielu ludziom wydaje się niezrozumiała. Jeśli nawet podejmują jakieś działania dobroczynne, dbają o to, aby zostały jak najlepiej rozreklamowane. Tymczasem świadczenie dobra często nie tylko nie przynosi pochwał, ale związane jest z upokorzeniami. Nie brak i dzisiaj ludzi, którzy – na przykład prowadząc ochronki przy parafiach – czasami muszą znieść wiele drwin i cierpkich słów od tych, do których zwracają się o wsparcie. Przyjmują je pokornie, zatroskani o los potrzebujących.

Święci i błogosławieni w tygodniu
- 15 marca - św. Klemens Maria Hofbauer, prezbiter
- 15 marca - św. Ludwika de Marillac, zakonnica
- 15 marca - św. Artemides Zatti, zakonnik
- 16 marca - św. Gabriel Lalemant, zakonnik i męczennik
- 16 marca - św. Renat Goupil, prezbiter i męczennik
- 17 marca - św. Patryk, biskup
- 17 marca - św. Gertruda, ksieni
- 18 marca - św. Cyryl Jerozolimski, biskup i doktor Kościoła
- 18 marca - św. Edward, męczennik
- 19 marca - św. Józef, Oblubieniec Najświętszej Maryi Panny
- 19 marca - bł. Marceli Callo, męczennik
- 20 marca - św. Aleksandra, męczennica
- 20 marca - św. Maurycy Csak, męczennik
- 20 marca - św. Herbert, pustelnik
- 20 marca - św. Wolfram, biskup
- 21 marca - św. Mikołaj z Flue, pustelnik
- 21 marca - św. Benedykta od Bożej Opatrzności Cambiagio Frassinello
- 22 marca - św. Zachariasz, papież
NIEDZIELNA EUCHARYSTIA W KOŚCIOŁACH W OKOLICY
Parafia Miłosierdzia Bożego, os. Na Wzgórzach
niedziele i święta: 6.30, 8.00, 9.30, 11.00, 12.30 (oprócz VII i VIII), 16.00, 19.00,
dni powszednie – 7.00, 7.30, 18.00.
Parafia Matki Bożej Pocieszenia, ul. Bulwarowa 15a
niedziele i święta: 7:00, 8:30, 10:00, 11:30, 13:00, 18:00, 20:00
dni powszednie: 7:00, 15:00, 18:00
Parafia Matki Bożej Częstochowskiej, os. Szklane Domy 7,
niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:30, 17:00 (oprócz VII i VIII),
19:00 (oprócz VII i VIII), 20:30
dni powszednie: 6:30, 8:00, 18:00
Parafia Matki Bożej Królowej Polski, Arka Pana, ul. Obrońców Krzyża 1
niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:30, 16:00, 17:30, 19:00,
dni powszednie: 6:00, 6:30, 7:00, 7:30, 8:00, 11:00, 18:00
Bazylika Krzyża św. - klasztor
(pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i św. Wacława)
niedziele i święta: 06.30, 08.00, 09.30, 11.00, 12.30, 14.00 (oprócz VII i VIII)
dni powszednie: 06.30, 07.30, 08.30, 16.00 (w piątki), 18.00.
Parafia św. Bartłomieja Apostoła, Mogiła, ul. Klasztorna 11,
niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:30, 14:00 (oprócz VII, VIII), 16:30, 18:00
dni powszednie: 6:00, 7:00 (oprócz VII i VIII), 7:30, 8:30, 18:00
Parafia Najświętszego Serca Pana Jezusa, os. Teatralne,
niedziele i święta: 7:00, 8:30, 10:00, 11:30, 13:00 (oprócz VII i VIII), 18:00, 19:30
dni powszednie: 6:30 (oprócz VII i VIII), 7:00, 18:00
Parafia św. Stanisława Biskupa Męczennika, Kantorowice 122,
niedziele i święta: 9:00, 11:00, 18:00, dni powszednie: 8:00, 17:00, (18.00- lato)
Parafia Najświętszego Serca Pana Jezusa, os. Lubocza,
niedziele i święta: 8:00, 10:30, 17:00, dni powszednie: 7:00, 17:00
Parafia Matki Bożej Wspomożenia Wiernych, Prusy,
niedziele i święta: 7:30, 9:30, 11:30,
dni powszednie: 18:00 (pon., śr., pt.), 6:30 (wt., czw., sob.)
Parafia św. Maksymiliana Marii Kolbego, Mistrzejowice,
niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 10:30, 11:00, 13:00, 17:00, 19:00
dni powszednie: 6:30, 7:00, 7:30, 18:00
NASZE STRONY INTERNETOWE I ADRESY:
strona internetowa gazetki:wzgorza-gazetka.pl
adres gazetki: