W BLASKU MIŁOSIERDZIA


23/1079 – 17 maja 2026 r. A.


INTERNETOWE WYDANIE TYGODNIKA

 

 

2

 

 

Niedziela, 17 maja 2026

 

 

 

 

UROCZYSTOŚĆ

WNIEBOWSTĄPIENIA PAŃSKIEGO

(rok A)

 
 
Decyzją Kongregacji do Spraw Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów
od 2004 roku w Polsce uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego
przeniesiono na VII Niedzielę Wielkanocną.
 
Czytania
Pierwsze czytanie: Dz 1,1-11
Psalm: Ps 47
Drugie czytanie: Ef 1,17-23
Ewangelia: Mt 28,16-20
 
Ewangelia
Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi
Mt 28, 16-20
Słowa Ewangelii według Świętego Mateusza
Jedenastu uczniów udało się do Galilei, na górę, tam, gdzie Jezus im polecił. A gdy Go ujrzeli, oddali Mu pokłon. Niektórzy jednak wątpili. Wtedy Jezus podszedł do nich i przemówił tymi słowami:
«Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi. Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata».
 
Komentarze do czytań
Tematem przewodnim czytań tej niedzieli jest Wniebowstąpienie Jezusa. Oczywiście nie chodzi o potwierdzenia tego faktu, ale o uzmysłowienia jego znaczenia. Oto Jezus zostaje ustanowiony Panem nieba i ziemi. A czytania ukazują tez konsekwencje, jakie powinno rodzić w postawie chrześcijan.
Jezus wstępuje do nieba... Jakie to ma znaczenie? Tak naprawdę to niesamowite święto.  W poranek zmartwychwstania dowiedzieliśmy się, że Jezus pokonał śmierć. Wielka rzecz. Ale w dzień Wniebowstąpienia Jezus zostaje Panem nieba i ziemi. Ten, który żył wśród nas, zna ludzki los, stał się Panem wszystkiego. Władca wszystkiego jest jednocześnie naszym przyjacielem. Czy można mieć lepsze znajomości? Nic przecież teraz nie jest dla nas niemożliwe, bo mamy takiego Orędownika!
Już nikogo i niczego nie muszę się bać. Prócz tego, że coś mi odbije i zrezygnuję z tego wszystkiego na rzecz doraźnych, chwilowych  zysków, jakie mogą dawać grzechy.
Wszystko zostało poddane Chrystusowi. Wszelkie ziemskie potęgi. Mahomet też. Jezus jest Panem, Jezus jest Królem. Czy to do nas dotarło? Czy uświadamiamy sobie konsekwencje tego faktu?
Mamy przyjaciela w niebie. I to nie byle jakiego: takiego, któremu Ojciec wszystko poddał; Pana wszechrzeczy. Rządzi Światem ten, który doświadczył, co znaczy być człowiekiem... To wszystko z miłości do nas, ludzi. Bogu na nas zależy. Jeśli nam będzie zależało - nasza ziemska przygoda musi się dobrze skończyć.

 

 

3

 

 

W dzisiejwszym numerze:
- Jezus, który zasiadł po prawicy Ojca
- Idź
- Teofilowi
- Świety na dziś - Św. Paschalis  - Patron kongresów eucharystycznych
- Czy jeszcze umiemy się słuchać?
- Leon XIV na koncercie rockowym? Dawni ministranci Roberta Prevosta wspominają młodość przyszłego papieża
- Niech rozkwitną przydomowe ogródki i żyją dłużej od nas
- Po kradzieży krzyża z Aneto wniósł na szczyt nowy. „Nie chciałem, żeby góry zostały bez znaku Chrystusa”
- Piotr Cugowski: artysta, który nie kryje się ze swoją wiarą
- Jemen to kraj uwięziony między wojną, głodem i uzależnieniem
- Święci i błogosławieni w tygodniu
 
 
5.jpg
 
Jezus, który zasiadł po prawicy Ojca
Jezus, który zasiadł po prawicy Ojca, który z całym naszym człowieczeństwem wszedł do domu Ojca, aby nas przebóstwić, umocnić, aby wprowadzić nas w ramiona Ojca.
Całe nasze życie jest dziełem powrotu do Boga, który jest naszym Ojcem. I potrzeba nam doświadczyć mocy Paschy Jezusa, dopełnienia Paschy, kiedy Jezus przechodzi, wstępuje do domu Ojca.
Oto jesteśmy świadkami, jak Jezus rozsyła apostołów. I co ciekawe, w Ewangelii świętego Mateusza, dzieje się to w Galilei. Tam, gdzie Jezus daje obietnicę, a w Jerozolimie następuje jej realizacja.
I mamy tu wielką obietnicę Jezusa, która skierowana jest do uczniów, którzy wątpią. Jezus nie gorszy się naszymi problemami z wiarą, ale posyła nas. To jemu jest dana wszelka władza na niebie i na ziemi. To On nas "uruchamia", abyśmy szli i przepowiadali słowo, abyśmy szli i czynili uczniów, żebyśmy przyspieszali przyjście Królestwa Bożego, głosząc Ewangelię całym stylem naszego życia, słowem i czynem, codziennością.
I to jest to doświadczenie obecności Jezusa. On do nas dziś mówi: "A ja jestem z wami". Nie przeciwko wam, nie obok was, ale On jest z nami przez wszystkie dni, w mocy swego słowa, w mocy sakramentów, w mocy wspólnoty Kościoła. On z nami jest.
Ta uroczystość to z jednej strony zapatrzenie się w niebo, ale z drugiej strony, to twarde stąpanie po ziemi, to mocne zaangażowanie się w wypełnienie nakazu misyjnego Jezusa, aby Ewangelii się nie wstydzić, aby wziąć udział w trudach i przeciwnościach znoszonych dla Ewangelii.
ks. Wenancjusz Zmuda „mateusz.pl”
 
 
7.webp
 
Idź
Ktoś napisał kiedyś, że wędrówka bez idei domu to. Niewątpliwie coś w tym jest. Potrzebujemy domu. Choćby był bardzo daleko i choćby nie był idealny – pozostaje domem, a zatem miejscem, z którego wyruszamy i do którego zawsze możemy wrócić.
Gdy w liturgii słyszymy dzisiaj o wniebowstąpieniu Jezusa, nie dziwimy się zbytnio tej scenie. Zgoda – sam opis może nas poruszać, ale przecież właśnie tego się spodziewaliśmy: Ten, który od Ojca wyszedł, do Ojca wraca. Przecież jeszcze niedawno słyszeliśmy, jak podczas rozmowy z Piłatem, zapytany o swoje pochodzenie, mówił wprost: „Królestwo moje nie jest z tego świata”. Wniebowstąpienie jest dopełnieniem tej wielkiej historii. Mógłbym w tym miejscu rozwinąć ten wątek, ale tym razem lektura Ewangelii poprowadziła mnie w innym kierunku.
Zauważmy, że Jezus, zanim odejdzie, posyła swoich uczniów, aby szli, nauczali i chrzcili. To wezwanie do wyruszenia w drogę nie jest tylko zadaniem apostołów czy – jak moglibyśmy dziś pomyśleć – księży. Jest to zaproszenie skierowane do wszystkich. Dość powiedzieć, że ochrzcić drugiego człowieka może każdy, o ile ma wolę czynienia tego, co czyni Kościół.
Idź – mówi dzisiejsze Słowo. Idź. Wyrusz z miejsca, w którym jesteś, i idź.
Chrześcijaństwo jest nieustannym byciem w drodze, ponieważ jest naśladowaniem Chrystusa, a On sam nazwał siebie drogą. Jest ciągłym wychodzeniem, ruchem, nieustanną zgodą na to, by zostawiać to, co oswojone, i wyruszać ku temu, co nieznane.
Paradoks naszej wędrówki polega na tym, że choć nikt z nas nie pamięta domu, do którego wracamy, wszyscy za nim tęsknimy, przeczuwając, że istnieje tam życie, które się nie kończy, miłość, która wszystko przetrzyma, i radość, która trwa.
To posłanie do wyruszenia w drogę jest wezwaniem do wiary w to, że mamy dom i że jest Ktoś, kto w tym domu już na nas czeka.
Ten artykuł jest częścią miesięcznika W
Łukasz Janik OP – „wdrodze.pl”
 
 
8.jpg
 
Teofilowi
Pierwsze czytanie dzisiejszej uroczystości stanowi początek Dziejów Apostolskich. Św. Łukasz dedykuje swoją drugą księgę, podobnie jak pierwszą, Teofilowi. Możemy znaleźć w przypisach wzmiankę, że „był on prawdopodobnie chrześcijaninem; jego tytuł wskazuje na wysokiego urzędnika administracji rzymskiej”. Imię Teofil w języku greckim oznacza „miłujący Boga”. Możemy więc odczytać, że św. Łukasz chce pomóc każdemu wierzącemu we wzrastaniu w wierze, że również do mnie kieruje swoje słowa.
Następny szczegół, na który możemy zwrócić uwagę, to wzmianka o posiłku: „A podczas wspólnego posiłku kazał im nie odchodzić z Jerozolimy, ale oczekiwać obietnicy Ojca”. Tekst grecki można również tłumaczyć: „jedząc wspólnie sól”. Św. Łukasz nawiązuje tu do przymierza soli. Jezus jeszcze raz potwierdza swoje przymierze z uczniami. Przez spożycie odrobiny soli strony deklarowały wierność i wspólną drogę. Jezus potwierdzi to przymierze darem Ducha Świętego.
Dalej czytamy w Dziejach Apostolskich o zbliżającym się momencie rozstania: jest pytanie, odpowiedź i zachęta: „Gdy Duch Święty zstąpi na was, otrzymacie Jego moc i będziecie moimi świadkami w Jerozolimie i w całej Judei, i w Samarii, i aż po krańce ziemi”. Po tych słowach uniósł się w ich obecności w górę i obłok zabrał Go im sprzed oczu.
 Zakończyła się misja Jezusa na ziemi. Ten, który stworzył świat, stał się człowiekiem, cierpiał mękę, umarł na krzyżu dla naszego zbawienia i zmartwychwstał, teraz powraca do nieba. Wraca nie tylko jako Bóg, ale także jako człowiek. Wskazuje ludziom cel ich życia – osiągnięcie chwały nieba. On przebył tę drogę jako pierwszy spośród ludzi, a teraz ta droga jest otwarta także dla nas. Dzisiejsza prefacja przypomina nam o tym: „Wstępując do nieba, nie porzucił nas w ludzkiej niedoli, lecz jako nasza Głowa wyprzedził nas do niebieskiej ojczyzny, aby umocnić naszą nadzieję, że jako członki Mistycznego Ciała również tam wejdziemy”.
Droga do nieba nie jest łatwa, dlatego potrzebujemy wsparcia, wypełnienia obietnicy Ojca, daru Ducha Świętego. On ma nas wszystkiego nauczyć i pokazać, jak mamy żyć. Mimo najszczerszych chęci, najlepszego przygotowania, nieprzeciętnej inteligencji, wiedzy czy życiowej zaradności, bez Ducha Świętego jesteśmy niezdolni do pełnego pójścia za Jezusem i bycia Jego świadkami.
Dotąd obok uczniów był Jezus, teraz muszą oni otworzyć serca na działanie Ducha Świętego.
W samochodzie mam stare radio. Gdy przemierzam nim dłuższą trasę, okazuje się, że chcąc dalej słuchać tej samej audycji, muszę poszukać stacji na innej częstotliwości – zmienić częstotliwość.
Jedenastu będzie musiało nauczyć się nowej obecności Nauczyciela. On ich nie zostawił, ale jest obecny w nowy sposób.
Może i my potrzebujemy dzisiaj „zmienić częstotliwość”? Czasem chcemy spotkać Boga tylko w nadzwyczajnych wydarzeniach, a On przychodzi cicho: w modlitwie, sakramentach, Słowie Bożym, drugim człowieku, sumieniu. Duch Święty działa często dyskretnie, ale konkretnie – daje pokój serca, światło do podjęcia decyzji, siłę do przebaczenia, odwagę do przyznania się do wiary.
 I jeszcze kilka słów o dzisiejszym fragmencie Ewangelii według św. Mateusza. Opisuje on spotkanie Apostołów ze Zmartwychwstałym. Jedni oddają Mu cześć, oddają Mu pokłon, uznają Go za swojego Pana i Boga, ale wspomniani są także inni, którzy wątpili. Jednak Jezus zwraca się zarówno do jednych, jak i do drugich: „Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi. Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego”.
Wzywa jednych i drugich, by byli Jego świadkami, by jako uczniowie czynili uczniami wszystkie narody i udzielali chrztu, ponieważ chrzest jest wejściem na drogę Jezusa oraz czerpaniem z darów odkupienia dokonanego przez Chrystusa.
 To wezwanie pozostaje aktualne również dzisiaj. Bycie świadkiem Chrystusa nie zawsze oznacza wielkie słowa czy wyjątkowe czyny. Często chodzi o codzienną wierność: uczciwość, przebaczenie, modlitwę, obronę prawdy, życie według sumienia. Świadkiem jest ten, kto swoim życiem pokazuje, że naprawdę wierzy Ewangelii.
A może także w nas jest coś z tych uczniów, którzy wątpili? Może część naszego serca nadal boi się zaufać Jezusowi do końca? Może wierzymy tylko wtedy, gdy wszystko dobrze się układa? Ewangelia pokazuje nam jednak, że Jezus nie odrzuca człowieka wątpiącego, ale nadal go posyła i zaprasza do bliskości.
 Ewangelia według św. Mateusza kończy się tak, jak się zaczęła – odniesieniem do Emmanuela, czyli „Boga z nami”: „A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata”. Wciąż odkrywamy obecność Jezusa pośród nas: w sakramentach, Słowie Bożym, modlitwie i wspólnocie.
 Do ilustracji dzisiejszej uroczystości może posłużyć opowiadanie zawarte w książce Bruno Ferrero:
„Podczas Wniebowstąpienia Jezus rzucił okiem w kierunku ziemi znikającej w ciemności. Tylko nieliczne, maleńkie światła błyszczały nieśmiało w mieście Jeruzalem.
Archanioł Gabriel, który przybył na przywitanie Jezusa, zapytał:
– Panie, co to za światełka?
– To moi uczniowie zgromadzeni na modlitwie wokół mojej Matki. Mam plan, że gdy tylko wstąpię do nieba, wyślę im Ducha Świętego, aby te drżące płomyczki stały się nieugaszonym ogniem, powoli rozpalającym miłość wśród wszystkich narodów ziemi!
Archanioł Gabriel ośmielił się ponownie zapytać:
– A co zrobisz, Panie, jeśli ten plan się nie powiedzie?
Po chwili ciszy Pan odpowiedział mu łagodnie:
 – Ale Ja nie mam innego planu…”.
o. Krzysztof Szczygło CSsR  - „redemptor.pl”
Misjonarz Warszawskiej Prowincji Redemptorystów obecnie Przełożony Wspólnoty oraz rektor kościoła i Sanktuarium Matki Bożej Nieustającej Pomocy – Mościska (Ukraina)
 
 
9
 
Świety na dziś - Św. Paschalis
Patron kongresów eucharystycznych
Święty Paschalis przyszedł na świat 16 maja 1540 r. w miejscowości Torre Hermoza, leżącej w hiszpańskiej Aragonii. Jego rodzice zajmowali się rolą.
W latach młodzieńczych przyszły wybitny kaznodzieja i święty Kościoła najczęściej trudnił się pasterstwem. Jego wielkim marzenie było nauczyć się czytać i pisać. Niestety, sytuacja finansowa nie pozwalała rodzinie na pokrycie wysokich kosztów edukacji.
Pomysłowy Paschalis wymyślił, więc dla siebie nieco inny sposób kształcenia. Zabierał po prostu, przypadkiem zdobyte książki i druki na pastwisko i gdy tylko widział, że z oddali konno nadjeżdża ktoś bardziej zamożny, podbiegał do niego i prosił o przeczytanie mu jednego słowa, bądź zdania, które starał się zapamiętać. W ten oto, osobliwy sposób, Paschalis nie tylko przestał być analfabetą, ale w przyszłości miał się stać nawet autorem niewielkich traktatów dogmatycznych i ascetycznych. Istnieją, bowiem świadectwa potwierdzające fakt, iż Paschalis miał zwyczaj zapisywać na luźnych kartkach ważne dla niego myśli i cytaty, które następnie zszywał w bruliony zwane cartapacci - te jednak do naszych czasów nie zachowały się...
W 1564 roku wstąpił do zgromadzenia franciszkanów nieopodal Alicante. Początkowo – z uwagi na zaniedbany wygląd – nie chciano go przyjąć. Gdy wreszcie przekonał do siebie niechętnych mu wcześniej zakonników, pełnił posługę między innymi furtiana i ogrodnika. Gotował także posiłki dla najuboższych, które im później osobiście rozdawał.
Legendy głoszą, że gdy pewnego dnia zużył ostatnie warzywa z przyklasztornego ogrodu, przez noc na ich miejsce wyrosły nowe. Jego motto życiowe brzmiało: "dla Boga i Zbawiciela potrzeba mieć serce dziecka, dla bliźniego serce matki, dla siebie serce sędziego", zaś nauki świętych Franciszka i Piotr z Alkantary były mu szczególne bliskie.
W 1576 roku wysłano Paschalisa do Paryża. Miał dostarczyć ważne pisma Ministrowi Generalnemu, przygotowującemu Kapitułę Generalną. Niczym bohater powieści łotrzykowskiej, przedzierał się Pasachalis przez terytorium szarganej wojnami z hugenotami Francji. Dokumenty zaszyte miał w wewnętrznych kieszeniach habitu. Kilkakrotnie aresztowano go i pobito, a w pobliżu Orleanu cudem uniknął ukamienowania.
Doświadczał Paschalis wielu przeżyć mistycznych, w których najczęściej objawiała mu się Hostia eucharystyczna. Miał też być obdarzony charyzmatem proroctwa. „Papież Innocenty XII uważał, że Paschalis posiadał dar wiedzy wlanej przez Ducha Świętego” – pisał franciszkanin Tadeusz Słotwiński w biografii świętego.
Zmarł 17 maja 1592 roku w klasztorze w Villarreal. Tam też go pochowano. Beatyfikowano go w 1618, kanonizowany został natomiast przez papieża Aleksandra VIII w 1690 roku.
Jest patronem pasterzy, kucharzy oraz bractw, stowarzyszeń i kongresów eucharystycznych. Papież Leon XIII pisał w liście apostolskim Providentissimus Deus z 28 listopada 1897 roku o Paschalisie w sposób następujący: „z powodu swej wielkiej gorliwości w publicznym wyznawaniu wiary w eucharystyczną obecność Jezusa Chrystusa musiał wiele znieść i wycierpieć ze strony przeciwników wiary”.
Jako ciekawostkę warto podać fakt, że w Hiszpanii oraz we Włoszech kobiety mają zwyczaj modlić się o to, by przyszły mąż był równie dobry i przystojny jak święty Paschalis.
Piotr Drzyzga – „wiara.pl”
 
 
9.jpg
 
„Czy jeszcze umiemy się słuchać?”
– Kluczem jest to, czy mnie jeszcze drugi człowiek interesuje. Jak mnie nie interesuje, to nawet jeśli będziemy do siebie mówić, to nie będzie między nami spotkania – mówił kard. Grzegorz Ryś podczas rozmowy z prof. Andrzejem Szaratą na Politechnice Krakowskiej. Rozmowa akademicka pt. „Czy jeszcze umiemy się słuchać? O dialogu w świecie podziałów i emocji” kard. Grzegorza Rysia i prof. Andrzeja Szaraty odbyła się w czwartek w Międzywydziałowym Centrum Edukacyjno-Badawczym „Działownia” w ramach cyklu wspólnych wykładów Stowarzyszenia EKONOMED i Politechniki Krakowskiej.
Rektor Politechniki Krakowskiej we wstępie do debaty zauważył, że tytułowe pytanie będzie przyczynkiem do pogłębionej rozmowy o tym jak odbudowywać wspólnotę w rzeczywistości podzielonej przez politykę, emocje i algorytmy mediów społecznościowych. Kard. Grzegorz Ryś zwrócił uwagę, że pierwszy poważny dialog w Biblii zaczyna się po grzechu pierworodnym, gdy Bóg pyta Adama: „gdzie jesteś?”, mimo że dobrze wie, gdzie on jest. Ale Bóg rozpoczynając rozmowę, chce nawiązać z człowiekiem relację, która została zerwana. – Dialog jest bardzo ważny, ale dlatego, że zależy mi na spotkaniu z drugim człowiekiem – mówił metropolita krakowski. Zauważył, że Synod o synodalności trwający w Kościele od czterech lat jest „jedną wielką lekcją uczenia się rozmowy wewnątrz Kościoła”.
ad
Kardynał przywołał zdanie z ks. prof. Józefa Tischnera: „Może masz rację, ale jakie z tego dobro?”. Podkreślił, że na ogół ludzie wchodzą w rozmowę, żeby przekazać swoją rację. Zaznaczył, że dla dialogu poważnym problemem jest, gdy jedna ze stron stawia się w pozycji tej, która posiadła już prawdę. Pokorny człowiek może starać się poznać całą prawdę, ale dlatego jest zainteresowany zdaniem innego, bo ono może go zbliżyć do tej prawdy. – Kluczem jest to, czy mnie jeszcze drugi człowiek interesuje. Jak mnie nie interesuje, to nawet jeśli będziemy do siebie mówić, bo nie będzie między nami spotkania – stwierdził metropolita.
Przypomniał odpowiedź papieża Franciszka na jego pytanie o granice dialogu: „Nie rozmawiaj z ludźmi, którzy chcą cię zmanipulować”.
Prof. Szarata zapytał o status autorytetów w kontekście rozwoju technologii i powszechnego dostępu do wiedzy i informacji. Kard. Ryś zauważył, że autorytet bierze się z relacji. Zaznaczył, że najwyższe kompetencje nie gwarantują autorytetu. Podkreślił, że dlatego uniwersytet zawsze stawiał na relację mistrz-uczeń.
Prof. Szarata poprosił kardynała o radę, od czego zacząć, aby odzyskać zdolność słuchania drugiego człowieka. – „Nie musisz się zawsze pierwszy odezwać” – metropolita przywołał zdanie jakie usłyszał od ks. Janusza Nanowskiego w czasie Kursu Oazowego Dla Animatorów. Opowiedział o Rozmowie w Duchu Świętym, czyli metodzie stosowanej zarówno w czasie Synodu o synodalności w Kościele powszechnym, jak i teraz w czasie Synodu Archidiecezji Krakowskiej, dzięki której ma się doświadczenie wzajemnego słuchania i słuchania wspólnie, co Duch Święty ma nam do powiedzenia.
W czasie sesji pytań od publiczności, metropolita został zapytany m.in. o to, co jest przeszkodą do jedności chrześcijan. Kardynał zauważył, że chrześcijanie potrafią się razem modlić, czytać Pismo Święte, wychodzić do ewangelizacji. Zaznaczył, że modlitwa o jedność jest konieczna, bo chrześcijanie nie wiedzą, jak doprowadzić do jedności. Przy okazji odpowiedzi na inne pytanie, podkreślił, że jedność nie oznacza jednolitości. Dodał, że pełna jedność oznaczałaby wspólne celebrowanie Eucharystii. Trudno ją sobie dziś wyobrazić, ale tęsknota za spotkaniem przy wspólnym stole eucharystycznym jest koniecznym pragnieniem do budowania jedności.
Jedno z pytań dotyczyło nauczania Kościoła na temat egzorcyzmów. Metropolita zauważył, że to poważna praktyka Kościoła. Podkreślił, że dziś jest tak, że człowiek zgłaszający się do egzorcysty, w pierwszej kolejności jest kierowany do psychologa czy lekarza psychiatry, który bada jakiego rodzaju pomoc jest potrzebna człowiekowi w danej sytuacji.
Zapytany o dialog w Kościele krakowskim po decyzji papieża Leona, aby objął metropolię krakowską, kard. Grzegorz Ryś zauważył, że właściwie nic innego nie robi, tylko spotyka się z ludźmi, a przez jego dom codziennie przewija się 20-30 osób. Zaznaczył, że nie wszystkie rozmowy są łatwe i przyjemne. Zwrócił uwagę, że o tym, że dość dużo słucha świadczy fakt, że podjął stosunkowo niewiele decyzji do tej pory. – Nie podejmuję decyzji bez słuchania – podkreślił. Dodał, że w toczących się publicznie dyskusjach jest przekonany w sumieniu, że jest w jedności z nauczającym Kościołem – od papieża Jana XXIII do Leona XIV. – Mam absolutną pewność co do tego, że w debacie publicznej nie głoszę żadnych swoich prywatnych poglądów. Jeśli coś mówię, to jest to nauczanie Kościoła. Jeśli to nauczanie natrafia na opór, to mogę czynić sobie wyrzuty, że mówiłem niezbyt klarownie, ale nie mam w sobie pokusy, żeby zmieniać doktrynę Kościoła – stwierdził na koniec.
pra – za „wiara.pl”
 
 
10.jpeg
 
Trzynasty Apostoł?
Ilu było apostołów? W Ewangelii według św. Łukasza czytamy: ”Jezus całą noc spędził na modlitwie do Boga. Z nastaniem dnia przywołał swoich uczniów i wybrał spośród nich dwunastu, których też nazwał apostołami” (Łk 6,13). Liczbę dwunastu potwierdzają także pozostali Ewangeliści.
Jakie jest jej znaczenie? Dlaczego po zdradzie Judasza, a bezpośrednio przed Zesłaniem Ducha Świętego, uzupełniono krąg dwunastu apostołów wyborem Macieja? Odpowiedź przynoszą teksty Nowego Testamentu. Za Jezusem podążało wielu uczniów, jednak nie wszyscy szli za Nim cały czas, niektórzy dołączali tylko na krótko, inni bez łączenia się z uczniami naśladowali Jego działalność, wyrzucając w Jego imię złe duchy. Uczniem Jezusa mógł zostać każdy, kto był gotów przyjąć Jego warunki.: ”Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje!” (Mk 8,34).
Rola apostołów była odmienna i nie wszyscy uczniowie stali się apostołami. Z szerszego kręgu uczniów Jezus wybrał tych, których sam chciał i uczynił z nich grupę określaną w Ewangeliach terminami ”dwunastu” lub ”apostołowie”. Ich zadania były związane ściśle z Jezusem oraz z Jego działalnością: ”aby Mu towarzyszyli, by mógł wysyłać ich na głoszenie nauki, i by mieli władzę wypędzać złe duchy” (Mk 3,14-15). Te trzy zadania powołani wypełniali w dwóch okresach: najpierw podczas ziemskiej działalności Jezusa, a następnie po Jego zmartwychwstaniu i wniebowstąpieniu. W okresie przedpaschalnym pierwsze zadanie wyrażało się w widzialnej więzi apostołów z Mistrzem, a w okresie popaschalnym polegało na duchowej przynależności do Niego. Dwa następne zadania, czyli głoszenie nauki i egzorcyzmy, w pierwszym okresie były skierowane tylko do Izraela, a po Zmartwychwstaniu ich adresatami stali się wszyscy ludzie, którzy dzięki działalności dwunastu apostołów tworzyli nowy Izrael - Kościół. Jaki sens miało powołanie takiej, a nie innej liczby apostołów?
Dlaczego było ich dwunastu?
W starożytnej symbolice liczba ta pojawiała się bardzo często. Dwanaście znaków zodiaku dzieliło gwiazdy na dwanaście obszarów nieba. Rok tworzyło dwanaście miesięcy. W Egipcie każdej z dwunastu godzin dnia odpowiadała jedna postać słońca. Przykładów można przytoczyć o wiele więcej. W Biblii dwunastka symbolizowała przede wszystkim pełnię i wielkość. Symbolika biblijna wyjaśnia pewien paradoks: z jednej strony Abraham otrzymał od Boga obietnicę licznego potomstwa, które miało stać się wielkim narodem; z drugiej - potomkowie patriarchy nie byli narodem większym i mocniejszym niż ludy tworzące imperia starożytnego Wschodu: Egipcjanie, Asyryjczycy, Babilończycy czy Persowie. Wielkość ludu Bożego nie wyrażała się w arytmetycznych jednostkach, lecz w zachowaniu narodu jako całości.
Obietnica dana Abrahamowi wypełniła się w dziejach dwunastu synów Jakuba i dwunastu pokoleń Izraela. Motyw ten jest uwydatniony w Biblii hebrajskiej. Podczas wędrówki przez pustynię Mojżesz wybrał dwunastu zwiadowców, po jednym z każdego pokolenia. Po przejściu Jordanu Izraelici ustawili dwanaście kamieni pamiątkowych na oznaczenie każdego pokolenia. Księgi proroków piszących dzieliły się na trzech proroków większych (Izajasz, Jeremiasz, Ezechiel), symbolizujących patriarchów, oraz dwunastu proroków mniejszych (od Ozeasza do Malachiasza), będących symbolem dwunastu synów Jakuba. Na uroczystym stroju arcykapłańskim znajdowało się dwanaście kamieni - symbol całości Izraela.
W tekstach Nowego Testamentu znaczenie liczby dwunastu apostołów również wykracza daleko poza jej numeryczne znaczenie. Nauczając w Galilei, Jezus zwraca uwagę na liczne tłumy podążające za Nim. Wskazuje na potrzebę działania, odwołując się do czytelnego obrazu: ”Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało” (Mt 9,37). Konieczność zebrania całego i wielkiego żniwa wymaga, aby żniwiarzy było dwunastu. Tym żniwem jest Izrael złożony z dwunastu pokoleń, dlatego Jezus wybiera dwunastu apostołów, których wysyła z misją wzywania do nawrócenia. Dwunastu apostołów otrzymuje szczegółową zapowiedź Męki, Śmierci i Zmartwychwstania, których będą świadkami wobec całego Izraela. Dwunastu reprezentuje lud Nowego Przymierza podczas Ostatniej Wieczerzy.
Misja Dwunastu trwa mimo zdrady Judasza i jego odejścia, jak potwierdza to najstarsze wyznanie wiary Kościoła: ”zmartwychwstał trzeciego dnia, zgodnie z Pismem; i ukazał się Kefasowi, a potem Dwunastu” (1 Kor 15,4-5). Misja apostołów nie ogranicza się do ziemskiej działalności, lecz według obietnicy Jezusa ma być realizowana aż do czasów ostatecznych: ”wy, którzy poszliście za Mną, zasiądziecie również na dwunastu tronach, sądząc dwanaście pokoleń Izraela” (Mt 19,28). Początkiem tej powszechnej misji jest Zesłanie Ducha Świętego, dlatego przed tym fundamentalnym wydarzeniem trzeba uzupełnić krąg dwunastu apostołów. Piotr wyraża to przekonanie, kiedy określa warunki, które powinien spełniać kandydat na apostoła: ”Trzeba więc, aby jeden z tych, którzy towarzyszyli nam przez cały czas, kiedy Pan Jezus przebywał z nami, począwszy od chrztu Janowego aż do dnia, w którym został wzięty od nas do nieba, stał się razem z nami świadkiem Jego zmartwychwstania” (Dz 1,21-22). Modlitwa apostołów nad dwoma kandydatami spełniającymi te warunki odpowiada modlitwie Jezusa przed ustanowieniem dwunastu apostołów. Wybór bowiem należy do Boga: ”Ty, Panie, znasz serca wszystkich, wskaż z tych dwóch jednego, którego wybrałeś, by zajął miejsce w tym posługiwaniu i w apostolstwie, któremu sprzeniewierzył się Judasz, aby pójść swoją drogą” (Dz 1,24-25). Modlitwa ta wskazuje na Boga jako Tego, który wybiera dwunastego apostoła.
Maciej jest darem Pana
Chociaż jest on wzmiankowany tylko w tym fragmencie Nowego Testamentu, to jednak wzmianka ta jest bardzo znacząca. W obydwu księgach Łukasza - w Ewangelii i Dziejach Apostolskich - imiona odpowiadają roli pojawiających się postaci. Greckie imię Matthias to skrócona forma, która pochodzi od hebrajskiego imienia Mattatyah, czyli ”dar Jahwe”. Nie tylko modlitwa apostołów, lecz także sposób wyboru dwunastego apostoła uwydatnia tę prawdę: ”I dali im losy, a los padł na Macieja. I został dołączony do jedenastu apostołów” (Dz 1,26). Dar Macieja poprzedza największy dar dla Kościoła. Zesłanie Ducha Świętego przedstawione jest we fragmencie Dziejów Apostolskich bezpośrednio po opisie wyboru Macieja. Duch Święty jest darem Pana dla całego Kościoła reprezentowanego przez dwunastu apostołów.
Ks. Artur Malina – „wiara.pl”        
 
 
11.png
 
Leon XIV na koncercie rockowym?
Dawni ministranci Roberta Prevosta wspominają młodość przyszłego papieża
Zanim został papieżem Leonem XIV, był młodym misjonarzem, który zamiast dystansu wybierał bliskość. Dawni ministranci po latach wspominają, że ks. Robert Prevost potrafił nie tylko mówić o wierze, ale też wejść w świat młodych - zabierał ich na spotkania, wyjazdy, a nawet koncert rockowy. To właśnie tam, w niewielkim mieście na północy Peru, przyszły papież miał ukształtować swoją wrażliwość i styl duszpasterstwa.
Jak informuje portal ChurchPOP, zanim ksiądz Robert Prevost został papieżem Leonem XIV, pracował jako misjonarz w Peru. W 1985 roku trafił do niewielkiego miasta Chulucanas na północnym zachodzie kraju, gdzie rozpoczął swoją pierwszą misyjną posługę. Chociaż pracował tam tylko rok, ludzie, których poznał, ukształtowali jego życie na zawsze. Był rok 1985, a on właśnie skończył 30 lat.
Młody misjonarz szybko zdobył zaufanie młodych ludzi, ponieważ nie ograniczał się do głoszenia kazań, ale starał się być blisko nich na co dzień. Pomagał im unikać problemów i budować relację z Bogiem w prosty, osobisty sposób, dzięki czemu stał się ważną postacią dla lokalnej młodzieży - czytamy na portalu.
Przyszły papież zabrał ministrantów na koncert rockowy
Martin Feijo wspomina: "Ojciec Robert zapraszał nas na spotkania w sobotnie wieczory, ale my, jako młodzi ludzie, chcieliśmy pójść na dyskotekę i robić wszystkie te rzeczy, które są typowe dla naszego wieku".
Inny ministrant, Rodolfo Yepez Castro, wspomina, że pewnego razu ksiądz Prevost zabrał chłopców na koncert rockowego zespołu "Grupo Rio". Przyszły papież Leon XIV kupił im bilety jako nagrodę, a choć początkowo nie planował wejść na koncert, ostatecznie bawił się razem z nimi. Dla młodych ludzi było to ważne doświadczenie, ponieważ zobaczyli w nim nie tylko duchownego, ale także człowieka, który chciał być częścią ich świata.
Podopieczni przyszłego papieża po latach wspominają jego autentyczność, życzliwość i umiejętność budowania relacji opartych na zaufaniu - informuje portal ChurchPOP.
Źródło: ChurchPOP / red – za: „deon.pl”
 
 
12.jpg
 
Niech rozkwitną przydomowe ogródki
i żyją dłużej od nas
Od czasu covidowej pandemii zaczął mnie pasjonować świat roślin i pierwsze ciepłe dni przypomniały mi, że czas zająć się przydomowym, leśnym ogródkiem. Troska o ogród była podstawowym zajęciem pierwszego człowieka. Gdy Bóg stworzył Adama, "umieścił go w ogrodzie Eden, aby uprawiał go i doglądał" (Rdz 2,15). Dotykanie roślin budzi we mnie jakiś nadprzyrodzony zmysł, jakbym pieścił stworzony przez Boga świat.
Już drugi rok mieszkam na skraju lasu, więc nie usypuję grządek i nie sadzę marchewki. Z zasady nie przerabiam przyrody, lecz pomagam rosnąć temu, co naturalnie pojawiło się między sosnami: delikatnej serduszce, poziomkom, paprociom i przeróżnym krzewom, które były tu długo przed moim przybyciem. Wyjątek zrobiłem dla rododendrona i kilku odmian rozchodników, które posadziłem w zeszłym roku. Las nie tylko przyjął tych zakupionych w Mrówce młodszych braci, ale i zaakceptował, że są przeze mnie traktowani wyjątkowo.
Rośliny tworzą naturalne sanktuarium. Są sprzymierzeńcami modlitwy uwielbienia i towarzyszami refleksji nad niekończącym się nigdy życiem. Jeśli masz przed domem ogródek, albo przynajmniej trochę roślin na balkonie, przeczytaj im fragment z Pieśni nad Pieśniami: "Powstań, wietrze północny, nadleć, wietrze z południa, wiej poprzez ogród mój, niech popłyną jego wonności!" (4,16a).
Gdy przeminiemy, świat nie przestanie pachnieć. O przyrodzie, która nie umiera, gdy zabraknie ogrodnika, pisze Georgi Gospodinow w powieści "Ogrodnik i śmierć" (Wydawnictwo Literackie, Kraków 2025). To książka o ojcu, który odchodzi z tego świata zostawiając po sobie ślady obecności wykraczające poza czas. Gdy ojciec-ogrodnik umiera, syn stara się wytłumaczyć jego nieobecność wszystkim roślinom, które pielęgnował i domowym zwierzętom, które wciąż na niego czekały. Mówi drzewom czereśniowym ze łzami w oczach - "to nic takiego", "nie smućcie się, kwitnijcie i owocujcie jak potraficie". Słowa "to nic takiego" zamiast pocieszać dodają ciężaru dramatowi bolesnej choroby i umieraniu. Ta wzruszająca, osobista proza, zmusiła mnie do zadania sobie pytania, które męczy autora-narratora: "gdzie jest mój ogród?" Co jest moim ogrodem, który kocham i o który się troszczę?
Gdy odejdę z tego świata, czy ktoś wytłumaczy mojemu fikusowi, że mnie już nie ma i że nie zobaczę, jak rośnie to, co posadziłem? "Śmierć jest czereśniowym drzewem, które dojrzewa bez ciebie" – tłumaczy Gospodinow. Autor książki jest od kilku lat moim kandydatem do literackiej Nagrody Nobla. Może w tym roku Akademia Szwedzka dostrzeże jego geniusz.
Przyroda pamięta i my ją pamiętamy. Jeśli oczywiście nie jesteśmy zapatrzeni w siebie i otumanieni zgiełkiem tego świata.
Z dzieciństwa pamiętam wierzbę płaczącą na podwórzu przed blokiem przy ul. Bema w Białymstoku i jabłonie w sadzie mojego dziadka w Klimczycach. Pamiętam brzozę z której spadłem. Dalej rośnie przy nadleśnictwie w Mońkach i ma się dobrze. Nie mam jej tego za złe. To była wspólna zabawa.
Słynna dziennikarka Oriana Fallaci zwierzyła się w jednej ze swoich książek, że najpiękniejszym prezentem, jaki kiedykolwiek w życiu dostała, było drzewo z lat jej dzieciństwa, na które niegdyś wspinała się i bawiła się w jego gałęziach.
- Czy pamiętasz to drzewo przed naszym dawnym domem? – spytał ojciec, gdy jako 50-letnia kobieta przyjechała do Włoch z Nowego Jorku, by odwiedzić rodzinę. – Nowy właściciel chciał je ściąć. Zapłaciłem za nie, by pozostało tam, gdzie jest. To mój prezent dla ciebie – powiedział wyciskając z jej oczu łzy.
Zobacz także
Autor: Wojciech Żmudziński SJ – „deon.pl”
 
 
15.webp
 
Po kradzieży krzyża z Aneto wniósł na szczyt nowy. „Nie chciałem, żeby góry zostały bez znaku Chrystusa”
Z najwyższego szczytu Pirenejów zniknął krzyż, fachowo odpiłowany i wywieziony. Osiemnastoletni Maël postanowił zadośćuczynić: własnoręcznie zrobił drewniany krzyż i po kilkunastu godzinach wspinaczki postawił go na szczycie Aneto.
Krzyż na „dachu Pirenejów”
Pic d’Aneto, najwyższy szczyt Pirenejów, leży w hiszpańskiej Aragonii, niedaleko granicy z Francją. Wznosi się na wysokość 3404 m n.p.m.
Od 1951 r. stał tam metalowy krzyż ustawiony przez katalońskich alpinistów i mieszkańców okolicznych dolin. Dla jednych był elementem krajobrazu, dla innych znakiem zawierzenia gór Chrystusowi.
Przez lata konstrukcja niszczała pod wpływem pogody i działalności turystów. W 2018 r. krzyż został pomalowany na żółto podczas politycznego protestu związanego z napięciami wokół Katalonii. W 2023 r. zdemontowano go z powodu złego stanu technicznego i poddano renowacji. Po dwóch latach prac wrócił na szczyt w sierpniu 2025 r. — przy użyciu helikoptera i służb górskich.
Krzyż zniknął
W kwietniu 2026 r. turyści i przewodnicy odkryli, że krzyża ponownie nie ma. Na miejscu zostały ślady cięcia. Według hiszpańskich i francuskich mediów konstrukcję odcięto szlifierką kątową.
Sprawą zajęła się Guardia Civil. Ważący około 100 kg metalowy krzyż nie mógł zostać usunięty przypadkowo. Potrzebny był sprzęt, plan i transport. Dotąd nie ustalono sprawców.
Dla mieszkańców okolicznych dolin zniknięcie krzyża było wstrząsem. Przez ponad 70 lat wyrósł na jeden z najbardziej rozpoznawalnych znaków Aneto i stał się częścią historii tego miejsca, niezależnie od wiary i światopoglądu.
 „Nie mogłem pogodzić się z pustką”
Kilka tygodni później na szczycie znów pojawił się krzyż. Tym razem drewniany.
Wniósł go osiemnastoletni Maël, młody Francuz z rejonu Pirenejów. Jak podają francuskie media katolickie, chłopak sam przygotował drewnianą konstrukcję ważącą około 35 kg. Potem razem z kilkoma przyjaciółmi ruszył na Aneto.
Nagrania z wyprawy szybko obiegły media społecznościowe. Widać na nich młodego mężczyznę idącego przez lodowiec z dużym krzyżem przymocowanym do pleców. Po wielu godzinach wspinaczki krzyż stanął na szczycie dokładnie tam, gdzie wcześniej znajdował się metalowy monument.
14 godzin podejścia
Według relacji lokalnych mediów wejście trwało około 14 godzin. Trasa prowadziła przez lodowiec i wymagające odcinki, gdzie konieczne były raki oraz asekuracja.
Maël mówił później, że nie chciał, by najwyższy szczyt Pirenejów pozostał bez krzyża. W czasie drogi modlił się także za osoby odpowiedzialne za jego zniszczenie.
Drewniana konstrukcja nie zastępuje oficjalnie dawnego monumentu. Śledztwo w sprawie kradzieży wciąż trwa. Jednak historia Maëla budzi podziw w ludziach na całym świecie.
 
 
16.webp
 
Piotr Cugowski:
artysta, który nie kryje się ze swoją wiarą
Piotr Cugowski mówi, że wiara pomaga mu złapać dystans, tak bardzo potrzebny w show-biznesie. Mimo trudności wciąż odnajduje w niej siłę.
Piotr Cugowski to artysta, który na scenie czuje się jak przysłowiowa ryba w wodzie. Jest synem lidera Budki Suflera Krzysztofa Cugowskiego, a także bratem Wojciecha Cugowskiego, z którym przez 20 lat tworzył zespół Bracia. Piotr i Wojciech Cugowscy nagrali wspólnie 6 płyt, na których znalazły się takie przeboje jak „Wierzę w lepszy świat”, „Za szkłem”, „Nad przepaścią” czy „Po drugiej stronie chmur”.
Piotr Cugowski: Muzyka ma łączyć, nie dzielić
W młodości Piotr uczęszczał do Szkoły Muzycznej im. Karola Lipińskiego w Lublinie. Poziom nauczania był wysoki, a nauczyciele wymagający. Gdy po lekcjach jego rówieśnicy spotykali się na boisku i grali w piłkę, on musiał ćwiczyć grę na instrumentach muzycznych, m.in. na skrzypcach, za którymi nie przepadał. „Za bardzo się do tych ćwiczeń nie przykładałem. Granie na instrumentach szło mi jak krew z nosa” – opowiadał o szkolnych latach na łamach „Gali”.
Jego żoną do 2021 roku była dziennikarka Eliza Tokarczyk-Cugowska. Sakramentalne „tak” powiedzieli sobie przed Bogiem w roku 2008, w Archikatedrze Lubelskiej. 3 lata po ślubie na świat przyszedł ich syn, który jest oczkiem w głowie taty, po nim również otrzymał imię.
Piotr junior pojawił się w teledysku ojca do utworu „Takich jak my nie znał świat”, który znalazł się na solowej płycie Cugowskiego „40” wydanej z okazji 40. urodzin artysty. Syn jest pierwszym recenzentem twórczości piosenkarza. Głos zabrał również w przypadku piosenki „Takich jak my nie znał świat”, którą Cugowski napisał, myśląc o relacji z synem:
    Kiedy mu ten utwór pierwszy raz puściłem, powiedział: „Fajnie, ale może napisz piosenkę, jak dobrze gram w piłę?”. Trochę się podłamałem [śmiech]. Ja tutaj z emocjami na wierzchu, a ten mi o kopaniu. Ale to utwór naprawdę mi bliski.
"Muzyka porusza ważne struny duszy"
Praca, którą wykonuje, w dużej mierze wymaga od niego bycia w trasie. Tysiące przejechanych kilometrów, setki koncertów rocznie, spotkania z fanami, wywiady, autografy… „Wyliczyłem, że w ubiegłym roku około 200 dni spędziłem poza domem” – mówił na łamach „Gali”.
To m.in. dlatego tak bardzo cieszy się, gdy może spędzić czas w domowym zaciszu, z bliskimi, na których wsparcie i zrozumienie zawsze może liczyć. Wspólne posiłki, spacery, rozmowy są bezcenne: „Staram się wracać do domu, kiedy tylko mogę, niezależnie, o której godzinie skończę koncert”.
Muzyka, jego zdaniem, ma poruszać ważne struny w ludzkiej duszy. Jej powinnością jest łączyć, nie dzielić. „Nie zawsze śpiewam w pierwszej osobie, nie zawsze też swoje teksty piszę, ale śpiewam o rzeczach, które są dla mnie ważne i myślę, że nas wszystkich dotyczą, a czasem dotykają” – tłumaczył Piotrowiczowi.
Piotr Cugowski należy do grona tych artystów, którzy nie kryją się ze swoją wiarą, czego wyrazem jest chociażby łańcuszek z wizerunkiem Matki Bożej, z którym się nie rozstaje. „Dostałem go na komunię świętą i jak go wtedy zawiesiłem, tak do tej pory wisi. Już się niestety przeciera” – powiedział Annie Zejdler.
Wiara pomaga mu złapać dystans, tak bardzo potrzebny w show-biznesie. Nie jest dodatkiem do codzienności, ale czymś, co realnie ją przenika:
    Może nie chodzę zbyt często do kościoła, ale jestem człowiekiem wierzącym. Zresztą Lubelszczyzna, na której mieszkam, jest jednym z nielicznych regionów, gdzie ludzie przywiązują ogromną wagę do wartości chrześcijańskich.
Nadal wierzący, mimo komplikacji życiowych
Według medialnych doniesień Piotr Cugowski rozstał się ze swoją pierwszą żoną Elizą Tokarczyk po blisko dwóch dekadach małżeństwa. Informacje o rozwodzie przez długi czas pozostawały poza głównym nurtem medialnym, bo sam artysta bardzo chroni prywatność.
W marcu 2026 r. portal Pomponik przypomniał historię jego życia rodzinnego i relacji. Z tekstu wynika, że dziś wokalista jest już w nowym związku i ponownie się ożenił. Media zauważają, że mimo trudnych doświadczeń nie zerwał ani z rodziną, ani z wiarą.
To dość charakterystyczne dla Piotra Cugowskiego. Nigdy nie budował wizerunku „celebryty od duchowości”. Raczej człowieka, dla którego mimo trudnych wyborów życiowych wiara pozostaje kotwicą.
„Wiara daje mi siłę”
W starszych wywiadach mówił wprost, że wiara pomaga mu zachować równowagę i dystans wobec popularności. Podkreślał też znaczenie modlitwy i rodzinnego domu.
Dziś rzadziej wypowiada się na ten temat publicznie, ale trudno nie zauważyć, że religijne odniesienia nadal są obecne w rodzinie Cugowskich. W 2023 r. spore zainteresowanie wywołał fakt, że zaśpiewał podczas Pierwszej Komunii Świętej syna z drugiej związku. Dla części internautów był to po prostu rodzinny gest. Inni zwracali uwagę, że w świecie show-biznesu coraz rzadziej widzi się publicznie ludzi, którzy w otwarty sposób uczestniczą w uroczystościach religinych.
Nieidealni ludzie, prawdziwe historie
Historie znanych osób często próbuje się dziś sprowadzić do prostych etykiet: „wierzący” albo „niewierzący”, „konserwatywny” albo „postępowy”, „idealna rodzina” albo „porażka”. Życie zwykle wygląda inaczej.
Piotr Cugowski nie ukrywa, że przeszedł przez trudny etap rozpadu małżeństwa. Jednocześnie nic nie wskazuje na to, by odciął się od wiary czy rodzinnych wartości, o których mówił wcześniej. Być może właśnie dlatego jego historia nadal porusza wielu ludzi — bo przypomina, że człowiek wierzący nie staje się automatycznie człowiekiem bez błędów, kryzysów i ran
Katarzyna Szkarpetowska -  Pomponik, Goniec, wikipedia. – za: „aleteia.pl”
 
 
17.jpg
 
Jemen to kraj uwięziony między wojną, głodem i uzależnieniem
Miodowy miesiąc brytyjskiej królowej, pierwsza telewizja na Bliskim Wschodzie i piękna architektura - to wspomnienie o dawnym Jemenie – kraju, który dziś kojarzy się niemal wyłącznie z krwawą wojną domową i głodem. J
Jakub Kharabshah, szef misji Caritas Polska w Jemenie, od lat obserwuje z bliska tragedię narodu uwięzionego w tragicznym paradoksie: kraju, gdzie ciężarówki z narkotycznym khatem mają pierwszeństwo przed transportami leków, a cena cesarskiego cięcia przekracza roczne zarobki urzędnika. W rozmowie odsłania kulisy życia w miejscu, w którym boso biega się po ruinach dawnej potęgi, a jedynym sposobem na zapomnienie o głodzie jest uzależnienie, które powoli zabija ambicje całego społeczeństwa.
ad
O Jemenie mówi się głównie w kontekście wojny, ale Jemen był przecież pięknym, dość zamożnym krajem.
Południowy Jemen przez długi czas był kolonizowany przez Anglików. Do dziś w Adenie znajduje się Park Królowej Wiktorii oraz „Little Ben”. W Londynie jest Big Ben, a w Adenie stoi jego malutka kopia. Królowa Elżbieta spędziła część swojego miodowego miesiąca właśnie w Adenie. Moi starsi znajomi stamtąd wspominają, że Aden był niegdyś jednym z najpiękniejszych miast na Półwyspie Arabskim. Kiedy w regionie nigdzie nie było prądu, w Adenie działała już pierwsza na Bliskim Wschodzie telewizja i stacja radiowa.
W Jemenie pije się specyficzną herbatę – gotowaną tak długo, że jest ciemna jak atrament, z dodatkiem skondensowanego mleka, przypraw (cynamon, kardamon, goździki) i ogromnej ilości cukru. Przypomina to trochę popularne latte. Bardzo popularne są polskie krówki z napisem „Made in Poland”. Jemeńczycy wrzucają te krówki do herbaty, żeby była jeszcze słodsza i gęstsza.
Co się stało, że sytuacja w Jemenie zaczęła się zmieniać?
Wszystko zaczęło niszczeć od lat 90., kiedy zjednoczono Jemen Południowy z Północnym. W 1994 r. wybuchła wojna domowa. Południe chciało się ponownie wydzielić, ale Północ na to nie pozwoliła. Zginęło wtedy mnóstwo ludzi. W tej wojnie zginął też brat mojego znajomego, profesora architektury, który studiował w Rosji, a w latach 80. Często bywał w Polsce, ma stąd miłe wspomnienia. Później Jemenem rządził Ali Abdullah Saleh, a od 2014 r. toczy się kolejna wojna między różnymi frakcjami i koalicją pod wodzą Arabii Saudyjskiej. W 2015 r. walki dotarły do Adenu. Były tak krwawe, że ciała przez tydzień leżały na ulicach, bo snajperzy strzelali do każdego, kto próbował podejść i je zabrać, żeby zorganizować pochówek. Ostatecznie udało się wyprzeć siły Huti na północ, ale konsekwencje tych walk trwają do dziś.
ad
Ludzie pamiętają jeszcze ten spokojny, dumny Jemen?
Ludzie powyżej 50-60 roku życia to pokolenie wychowane w komunistycznym Jemenie Południowym, gdzie po zakończeniu angielskiej okupacji rządzili zwolennicy ZSRR. Ci ludzie bardzo chwalą tamte czasy – nie dlatego, że było bogato jak w Nowym Jorku, ale dlatego, że panował porządek. Populacja była mniejsza, około 3 miliony ludzi na ogromnym obszarze bogatym w gaz i ropę. Rybołówstwo było w rozkwicie, ryby były bardzo tanie. Partia komunistyczna trzymała porządek: ludzie kończyli szkoły i od razu trafiali do pracy, a chorzy mieli zapewnioną opiekę w szpitalach. Wiem, jak to brzmi dla nas, Polaków - nam komuna kojarzy się z czymś skrajnie złym.
Jak wygląda dzisiejsze społeczeństwo?
Klasy średniej praktycznie nie ma. Ci, którzy myślą, że do niej należą, to w rzeczywistości biedni ludzie, których stać jedynie na jedzenie, bez konieczności żebrania. Większość społeczeństwa żyje w skrajnym ubóstwie. Obok tej przerażającej biedy można też zobaczyć luksusowe auta warte ćwierć miliona dolarów, ale mówimy tu o dosłownie kilku bardzo zamożnych rodzinach. Większość ludzi w Jemenie głoduje, ale to nie jest taki głód, który znamy my w tzw. cywilizowanym świecie. To są lata niedożywienia, niewyobrażalne dla nas. Te kobiety jakimś cudem zachodzą w ciążę, ale większość tych ciąż jest roniona ze względu na stan zdrowia, a jeśli uda się tę ciążę donosić (pomimo tego stanu i ogromnych ryzyk związanych z różnymi chorobami zakaźnymi) i przeżyć poród, dziecko na starcie ma dużo mniejsze szanse na przeżycie. Tam cesarka kosztuje tyle, ile wynosi roczna pensja urzędnika państwowego. Dostęp do tego typu świadczeń w państwowych placówkach jest bardzo ograniczony.
ad
Gdybyś miał opisać przeciętnego Jemeńczyka?
Jemeńczycy są bardzo chaotyczni, mają typowy słomiany zapał. Nie przepadają za ciężką pracą. Po upadku Związku Radzieckiego i zjednoczeniu kraju, khat (popularny w Jemenie lekki narkotyk) stał się dostępny codziennie, wcześniej można było “używać” tylko w czwartki. Jemeński czwartek to jak nasz piąteczek, czyli początek weekendu. To jest największy problem społeczny. Według statystyk ONZ ponad 90% mężczyzn i 70% kobiet żuje khat. Robią to też dzieci poniżej 12. roku życia, co jest porażające. Całe społeczeństwo jest uzależnione.
To jest legalne?
To jest niestety całkowicie legalne. Łatwiej kupić khat w Jemenie niż herbatę w Polsce. To są ogromne targi. Nawet gdy na liniach frontu trwała godzina policyjna, nikt nie mógł wyjść na ulicę, ciężarówki z khatem zawsze przepuszczano. Były ważniejsze niż transporty z lekami czy żywnością. Głowa rodziny często oszczędza na jedzeniu dla dzieci, ale na khat zawsze będzie miał pieniądze. Stąd, między innymi, ogromny problem z niedożywieniem dzieci i kobiet.
W Jemenie ludzie umawiają się ze sobą, ale te spotkania polegają głównie na wspólnym żuciu khatu. To trochę jak picie wódki w Polsce w latach 80. Dzieciaki biegają boso po ulicach. Jeśli mają jakąś piłkę, to jest wielka frajda. Widziałem chłopaka, który kopał piłkę, mając buta tylko na jednej nodze – tej, którą uderzał. Druga była bosa. Czasem na ulicach stoją stoły bilardowe. Ta rzeczywistość jest nie do opisania, Europejczycy nawet nie są w stanie wyobrazić sobie tego, jak wygląda tam życie.
ad
Trzeba zrozumieć jedną rzecz – Ci ludzie stracili nadzieję, że uda się wyjść z impasu. Cywile nie mogą zrobić nic, instytucje nie działają, więc nie ma jak “zrobić rewolucji”, żeby wrócić na dobre tory - żują khat, bo dzięki temu nie czują głodu, a kiedy go żują, robią się obojętni na wszystko, co się dzieje, panuje nienaturalne rozluźnienie. To jest zamknięte koło. Jest mnóstwo zdolnych, bystrych Jemeńczyków, wielu udało się wyjechać, wykształcić, osiągają sukcesy zawodowe. Ale kraj leży w gruzach.
Świat o Jemenie zapomniał. A organizacje humanitarne?
Pojawiają się zarzuty, że organizacje humanitarne “rozleniwiają” - dostajesz za darmo to czy tamto i nie masz motywacji. Instytucje zrzucają poniekąd swoje obowiązki właśnie na nas. I być może w niektórych przypadkach tak jest, ale trzeba pamiętać, że my nie jesteśmy tam po to, żeby naprawiać państwo. Są grupy społeczne, które cierpią, choć niczemu nie zawiniły i potrzebują pomocy. Caritas Polska działa w Jemenie od sześciu lat, prowadzimy kliniki dla dzieci i kobiet. Wiele organizacji wycofało się w ciągu ostatnich trzech lat z powodu braku funduszy. Współpracujemy z Ministerstwem Zdrowia i Ministerstwem Planowania na południu kraju. Musimy podpisywać umowy na każde działanie, nie możemy pracować na własną rękę. Resorty dają nam mapę potrzeb, a my staramy się te potrzeby zabezpieczyć. Problemem jest papierologia – brak systemów elektronicznych oznacza tysiące papierów, pieczątek i podpisów. Mam pracowników, którzy cały dzień zajmują się wyłącznie przystawianiem pieczątek, jeśli akurat podpisujemy jakieś umowy - tak wygląda tam rzeczywistość.
Reklama
Jak wygląda twój dzień na misji?
Mam dwa typy dni. Pierwszy to zwykły dzień biurowy: administracja, maile i spotkania na teamsach. Papiery do podpisu – prąd, woda, naprawy, raporty, dostawy leków. Co ciekawe, w Jemenie o dwunastej życie zamiera. Wszyscy idą na obiad. W Polsce przerwa trwa pół godziny, tam to cała operacja. Między dwunastą a czternastą nic nie załatwisz. Urzędy pracują maksymalnie do trzynastej. Tydzień pracy trwa od niedzieli do czwartku. Ja część swojej pracy wykonuję w biurze Caritas w Warszawie, a część na miejscu w Jemenie. To ma swoje dobre strony. Jak jestem tam, w niedzielę nikt z Europy do mnie nie dzwoni, bo jest wolne. Gdy jestem w Polsce, piątki są spokojne, bo w Jemenie jest już weekend.
Jeśli nie załatwiam spraw administracyjnych w Jemenie, jadę na wizytację naszych przychodni - sprawdzam, jak wygląda praca, czy niczego nie brakuje, rozmawiam z personelem i z pacjentami, czyli – de facto – beneficjentami Caritas Polska. Pytam, czego potrzebują, jak oceniają pomoc, którą tu dostają.
I co mówią?
Dwie trzecie naszych beneficjentów to kobiety i dzieci. Są wdzięczni za pomoc, choć często mówią, że brakuje leków. Natomiast cieszą się, że jesteśmy i że mogą u nas otrzymać pomoc. Potrzeby są gigantyczne. Dostarczamy rocznie 9,5 tony leków, ale to kropla w morzu potrzeb. Tym bardziej, że w Jemenie jest ogromna migracja wewnętrzna - ci pacjenci cały czas się zmieniają, to nie jest stała populacja. Jeśli klinika jest przewidziana na 15 tysięcy osób, to przez napływ uchodźców z linii frontu obsługuje 30 tysięcy. Ludzie uciekają z miejsc, gdzie nie ma handlu, pracy, nawet rządowe wynagrodzenia nie są wypłacane od miesięcy. Muszą uciekać do miast, by nie głodować. Szukają bezpieczeństwa. Dzięki Caritas mogą chociaż otrzymać pomoc medyczną, co wcale nie jest takie oczywiste w Jemenie.
Ty w Jemenie czujesz się bezpieczny?
W Jemenie każdy ma broń, to element kultury. Ja jej nie noszę – jestem pracownikiem humanitarnym. Nawet gdybym miał, to przed grupą napastników by mnie nie uratowała. Mam tam ochronę, nie wolno mi wyjść na ulicę bez nich, ale oni są też głównie po to, by unikać zagrożeń. Dwa dni temu porwano Jemeńczyka, który poświęcił życie pracy w sektorze humanitarnym. Następnego dnia znaleziono jego ciało. Bywa różnie, ale jesteśmy ostrożni i staramy się nie narażać, nie krytykować zastanej rzeczywistości, tylko znaleźć sposób na to, by pomóc tym, którzy bez naszego wsparcia po prostu nie mają szans.
Caritas Polska
 
 
18.jpg
 
Święci i błogosławieni w tygodniu

17 maja - św. Paschalis Baylon, zakonnik

17 maja - bł. Antonia Mesina, męczennica

17 maja - katedra w Elblągu

18 maja - św. Jan I, papież i męczennik

18 maja - św. Eryk IX Jedvardsson, król

18 maja - św. Stanisław Papczyński, prezbiter

18 maja - św. Feliks z Cantalice, zakonnik

19 maja - św. Urban I, papież

19 maja - św. Iwo Helory, prezbiter

19 maja - św. Piotr Celestyn, papież i pustelnik

19 maja - św. Kryspin z Viterbo, zakonnik

20 maja - św. Bernardyn ze Sieny, prezbiter

21 maja - św. Jan Nepomucen, prezbiter i męczennik

21 maja - święci Krzysztof Magallanes, prezbiter, i Towarzysze, męczennicy

21 maja - św. Eugeniusz de Mazenod, biskup

21 maja - bł. Jacek Cormier, zakonnik

21 maja - św. Iwo z Chartres, biskup

22 maja - św. Rita z Cascia, zakonnica

22 maja - św. Joachima de Vedruna, zakonnica

23 maja - św. Leoncjusz z Rostowa, biskup

23 maja - św. Jan Chrzciciel de Rossi, prezbiter

23 maja - św. Joanna-Antyda Thouret, dziewica

23 maja - rocznica poświęcenia bazyliki św. Franciszka w Asyżu

24 maja - Najświętsza Maryja Panna Wspomożycielka Wiernych

24 maja - święci Donacjan i Rogacjan, męczennicy

24 maja - rocznica przeniesienia relikwii św. Dominika

 
 

NIEDZIELNA EUCHARYSTIA W KOŚCIOŁACH W OKOLICY
Parafia Miłosierdzia Bożego, os. Na Wzgórzach
niedziele i święta: 6.30, 8.00, 9.30, 11.00, 12.30 (oprócz VII i VIII), 16.00, 19.00,
dni powszednie – 7.00, 7.30, 18.00.
Parafia Matki Bożej Pocieszenia, ul. Bulwarowa 15a
niedziele i święta: 7:00, 8:30, 10:00, 11:30, 13:00, 18:00, 20:00
dni powszednie: 7:00, 15:00, 18:00
Parafia Matki Bożej Częstochowskiej, os. Szklane Domy 7,
niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:30, 17:00 (oprócz VII i VIII),
19:00 (oprócz VII i VIII), 20:30
dni powszednie: 6:30, 8:00, 18:00
Parafia Matki Bożej Królowej Polski, Arka Pana, ul. Obrońców Krzyża 1
niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:30, 16:00, 17:30, 19:00,
dni powszednie: 6:00, 6:30, 7:00, 7:30, 8:00, 11:00, 18:00
Bazylika Krzyża św. - klasztor  (pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i św. Wacława)
niedziele i święta: 06.30, 08.00, 09.30, 11.00, 12.30, 14.00 (oprócz VII i VIII)
dni powszednie: 06.30, 07.30, 08.30, 16.00 (w piątki), 18.00.
Parafia św. Bartłomieja Apostoła, Mogiła, ul. Klasztorna 11,
niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:30, 14:00 (oprócz VII, VIII), 16:30, 18:00
dni powszednie: 6:00, 7:00 (oprócz VII i VIII), 7:30, 8:30, 18:00
Parafia Najświętszego Serca Pana Jezusa, os. Teatralne,
niedziele i święta: 7:00, 8:30, 10:00, 11:30, 13:00 (oprócz VII i VIII), 18:00, 19:30
dni powszednie: 6:30 (oprócz VII i VIII), 7:00, 18:00
Parafia św. Stanisława Biskupa Męczennika, Kantorowice 122,
niedziele i święta: 9:00, 11:00, 18:00, dni powszednie: 8:00, 17:00, (18.00- lato)
Parafia Najświętszego Serca Pana Jezusa, os. Lubocza,
niedziele i święta: 8:00, 10:30, 17:00, dni powszednie: 7:00, 17:00
Parafia Matki Bożej Wspomożenia Wiernych, Prusy,
niedziele i święta: 7:30, 9:30, 11:30,
dni powszednie: 18:00 (pon., śr., pt.), 6:30 (wt., czw., sob.)
Parafia św. Maksymiliana Marii Kolbego, Mistrzejowice,
niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 10:30, 11:00, 13:00, 17:00, 19:00
dni powszednie: 6:30, 7:00, 7:30, 18:00
NASZE STRONY INTERNETOWE I ADRESY:
strona internetowa gazetki:wzgorza-gazetka.pl