W BLASKU MIŁOSIERDZIA
INTERNETOWE WYDANIE TYGODNIKA
Niedziela, 3 maja 2026
V NIEDZIELA WIELKANOCNA
(rok A)
3 maja
święto Najświętszej Maryi Panny
Królowej Polski
3 maja Kościół katolicki w Polsce obchodzi uroczystość Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski, głównej patronki kraju. Święto to ustanowione zostało, aby upamiętnić śluby króla Jana Kazimierza z 1656 roku, który zawierzył Polskę opiece Maryi, a datę 3 maja wybrano, aby podkreślić związek z Konstytucją 3 Maja.
W dzisiejszym numerze
- Pójść za Jezusem
- Nowe przykazanie
- Jak Najświętsza Maryja Panna została Królową Polski i co z tego wynika dziś?
- Matczyne królowanie
- Widać wyraźny rozdźwięk między deklaracją wiary a jej przeżywaniem
- Powieść jak awanturniczy romans
- Był świadkiem rozmowy Boga z szatanem
- Święci i błogosławieni w tygodniu
Pójść za Jezusem
Pójść za Jezusem, Dobrym Pasterzem i rozpoznać Jego głos, to odnaleźć się w realiach Wieczernika. Słowo drugiej części Wielkanocy zaprasza nas, żebyśmy odnaleźli się w jego realiach.
Jezus jest po umyciu nóg, Jezus jest już po deklaracji o największym przykazaniu. Grono dwunastu opuścił, idąc w ciemność, Judasz. Jest zapowiedź zaparcia się Piotra.
Jezus stawia pytanie uczniom: "Wierzycie w Boga i we Mnie wierzcie. W domu Ojca Mego jest mieszkań wiele."
W tejże Ewangelii padają pytania o drogę. Droga Jezusa to droga na krzyż, ale to nade wszystko droga do Ojca, bo krzyż jest bramą. Oto Jezus się przedstawia: "Ja Jestem". Tym razem mówi o sobie: "Ja Jestem Drogą". W tym miejscu warto konfrontować to oświadczenie z tym, co nam podaje Księga Dziejów Apostolskich, kiedy uczniowie Jezusa nazywani są zwolennikami drogi, zwolennikami Jezusa. Drogę można obserwować, ale po drodze się idzie, Jezusa się naśladuje. Pomocą w naśladowaniu jest prawda Jezusa, prawda Jego Ewangelii, żeby w nas było życie prawdziwe.
Jeśli chcemy sensownie przeżyć życie, to trzeba się pytać o drogę, ale także o celowość tej drogi.
Filip Apostoł stawia pytanie: "Panie, pokaż nam Ojca, to nam wystarczy". Jezus, który zakrólował z drzewa krzyża, całym sobą pokazuje nam tę niezwykłą relację do Ojca, kiedy z krzyża z Ojcem dialoguje. W pierwszym słowie rozmawia: "Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą co czynią".
Oto idziemy za Jezusem i trzeba nam pamiętać to słowo z Księgi Dziejów Apostolskich, które będziemy czytać z szóstego rozdziału, kiedy w Kościele pojawił się pierwszy kryzys, kiedy pojawiło się szemranie, pojawiła się zazdrość, kiedy ktoś miał poczucie krzywdy, że zaniedbano wdowy przy podziale chleba — te wdowy z greckiego kręgu kulturowego.
Oto apostołowie wybierają siedmiu diakonów, wszyscy noszą greckie imiona. Naprawdę chcą być transparentni, prawdziwi, wiarygodni, ale nade wszystko nie chcą zaniedbać słowa Bożego. Nie wolno zaniedbać słowa, nie wolno zaniedbać przepowiadania. I choć nie poznajemy działalności pierwszego Caritas Kościoła, nie wiemy jak diakoni się sprawdzili przy podziale chleba, ale poznajemy ich także jako głosicieli słowa — poznajemy Szczepana i tak poznajemy także Filipa. Bo to słowo się rozszerza, słowo pragnie dotrzeć aż po krańce ziemi. Ale jeśli ono ma dotrzeć, nie wolno go zaniedbać.
ks. Wenancjusz Zmuda – „mateusz.pl”
Nowe przykazanie
Trwamy w radości okresu wielkanocnego. Wciąż cieszymy się ze Zmartwychwstania Pana Jezusa. Dzisiejszy tekst Ewangelii jest jednak spojrzeniem wstecz. Słowo Boże na tę niedzielę przenosi nas do Wieczernika. Ewangelista opisuje wydarzenia, które miały miejsce zaraz po opuszczeniu przez zdrajcę Judasza Ostatniej Wieczerzy. Jezus wygłasza do swoich uczniów „ostatnie kazanie”. Właśnie teraz, w tym momencie, rozpoczynają się wydarzenia, które osiągną punkt kulminacyjny na wzgórzu Golgoty. Mówiąc metaforycznie: „kości zostały rzucone” – nie ma już odwrotu. Nadeszła „godzina” Jezusa.
Mistrz z Nazaretu mówi o swoim „uwielbieniu”, które spełni się w Jego męce, śmierci i zmartwychwstaniu. Wszystko to wyrażone jest w słowach: „Syn Człowieczy został teraz otoczony chwałą, a w Nim Bóg został chwałą otoczony” (J 13, 31). Syn Człowieczy jest uwielbiony zarówno poprzez swoją gotowość do posłuszeństwa Bogu aż do śmierci, jak i w fakcie, że Bóg uwielbi Go, czyniąc Jego ofiarę skuteczną dla zbawienia wszystkich. Oddając za nas życie, Jezus nie tylko nas zbawia, ale także daje doskonały przykład tego, czym jest miłość.
Jednak to nie koniec. Jezus jest świadomy, że już wkrótce opuści swoich uczniów, dlatego zostawia im „zadanie” do wykonania. Tym zadaniem jest „nowe przykazanie” (por. J 13,34). Uczniowie Jezusa mają od teraz miłować tak, jak On. Ale co jest „nowego” w tym przykazaniu? Prawo żydowskie, wypływające z Księgi Powtórzonego Prawa i Księgi Kapłańskiej, mówi: „Będziesz miłował Pana, Boga twojego, z całego swego serca, z całej duszy swojej, ze wszystkich swych sił” (Pwt 6, 5), oraz „Będziesz miłował bliźniego jak siebie samego” (Kpł 19, 18). Jezus dodaje do tego nowy element. Nowością jest to, że miłość staje się prawdziwa dopiero wtedy, gdy czerpie ze wzoru Jego życia. Syn Boży wyraźnie to podkreśla słowami: „Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali tak, jak Ja was umiłowałem” (por. J 13, 34).
Ewangelista Jan oddaje słowo „miłować” poprzez użycie greckiego słowa agapao, które oznacza miłość zdolną oddać życie za ukochaną osobę – najwyższy stopień miłości. Jezus z pewnością nie mówi o miłości romantycznej, lecz o „miłości ofiarnej”. Dosłowne znaczenie tego, co Jezus chce przekazać uczniom, brzmi: „abyście potrafili oddawać za siebie życie tak, jak Ja to czynię”.
Jeden z kapłanów ogłosił, że w następną niedzielę przyjedzie sławny mnich-asceta, który późnym wieczorem wygłosi kazanie o prawdziwej miłości. O wyznaczonej godzinie zebrała się ogromna rzesza wiernych. Nagle zgasły światła. Kościół pogrążył się w ciemnościach. W drzwiach zakrystii pojawił się nikły płomyk świecy, który oświetlał ascetyczną twarz mnicha. Mnich zbliżył się do ołtarza, gdzie stał olbrzymi krucyfiks. Najpierw przybliżył płomyk świecy do ran na nogach ukrzyżowanego Chrystusa. Następnie nikłe światło oświetliło Jego przebity bok. Po chwili płomyk ukazał rany na przybitych do krzyża rękach. A na koniec migotliwe światło świecy zatrzymało się na zakrwawionej głowie Jezusa, zranionej koroną cierniową. Po długiej i wymownej ciszy mnich zdmuchnął świeczkę. Zapanowała ciemność. Był to koniec kazania o prawdziwej miłości. Słowa nie były potrzebne. Wszyscy dobrze wiedzieli, że prawdziwa miłość gotowa jest do największej ofiary. Prawdziwa miłość szuka dobra drugiego człowieka, a wzorem takiej miłości jest Chrystus. On jest także źródłem mocy, aby iść drogą takiej miłości.
Prawdziwa miłość chrześcijańska musi być ofiarna. Jezus powiedział, że powinniśmy kochać się nawzajem tak, jak On nas umiłował. Jak nas umiłował? Przede wszystkim – umierając za nasze grzechy. Oddał za nas wszystko. Jezus nie wzywa nas do miłości wobec tych, których łatwo kochać. Mamy naśladować Jego miłość zawsze. Bo to jest „nowe przykazanie” dla każdego z nas. Czy jest wykonalne? Tak! Ilustruje to świadectwo filozofa z II wieku, Arystydesa. Pisząc do cesarza Hadriana w obronie chrześcijan, stwierdza:
„Chrześcijanie miłują się wzajemnie. Nigdy nie zaniedbują pomocy wdowom; ratują sieroty przed tymi, którzy chcieliby je skrzywdzić. Jeśli ktoś ze wspólnoty coś ma, daje hojnie tym, którzy nic nie mają… Jest w nich coś boskiego”.
Jezus kocha nas, idąc za nas na krzyż. Kocha nas, nawet gdy się Go zaparliśmy. Kocha nas, dając nam wszystkim „nowe przykazanie” (por. J 13,34). Świat pozna, że jesteśmy uczniami Jezusa, gdy będziemy się wzajemnie miłować – tak, jak On nas umiłował.
Nie wystarczy mówić o miłości. Trzeba nią żyć.
Nie wystarczy znać przykazanie Jezusa. Trzeba je wypełniać.
Prawdziwa miłość to nie emocja – to decyzja, poświęcenie, codzienna ofiara.
Świat rozpozna uczniów Chrystusa nie po słowach, ale po miłości, którą żyją. A jeśli zapytasz, skąd wziąć siłę? Spójrz na krzyż. Tam jest odpowiedź. Tam zaczyna się miłość, która naprawdę zmienia świat.
o. Łukasz Baran CSsR – „redemptor.pl”
Misjonarz Prowincji Warszawskiej Redemptorystów, Parafia Matki Bożej Królowej Polski
(Sanktuarium Matki Bożej Nieustającej Pomocy) – Elbląg
Jak Najświętsza Maryja Panna została Królową Polski i co z tego wynika dziś?
Z datą 3 maja wiąże się nie tylko święto Konstytucji 3 Maja, lecz przede wszystkim Uroczystość Najświętszej Maryi Panny, Królowej Polski. 1 kwietnia 1656 r., król Jan II Kazimierz Waza zawierzył kraj opiece Matki Bożej, obierając Ją po wsze czasy Królową Polski. Autorstwo tzw. Ślubów Lwowskich przypisuje się św. Andrzejowi Boboli. Był on również patronem Jasnogórskich Ślubów Narodu Polskiego, które Prymas Tysiąclecia – kardynał Stefan Wyszyński napisał 16 maja 1956 roku, w dniu jego święta patronalnego.
Święto Królowej Korony Polskiej, ustanowione przez św. Piusa X dla archidiecezji lwowskiej, papież Pius XI rozszerzył na całą Polskę w roku 1924. Papież Jan XXIII ogłosił Najświętszą Maryję Pannę główną patronką kraju – Królową Polski. Tytułu tego nie wymyślił jednak ani król Jan Kazimierz, ani św. Andrzej Bobola. Został on objawiony włoskiemu jezuicie, popularnemu w swoich czasach misjonarzowi i wychowawcy św. Stanisława Kostki.
Juliusz Mancinelli (1537 – 1618) był mistrzem rzymskiego nowicjatu jezuitów, gdzie kształcił się i zmarł 18-letni Stanisław Kostka, wydarzyło się to 15 sierpnia 1568 r. Ojciec Juliusz przez całe swoje dalsze życie rozpamiętywał postać Stanisława, którego uważał za świętego. Podczas modlitwy w 40. rocznicę jego śmierci objawiła mu się Maryja, z klęczącym przy niej Stanisławem. Ojciec Juliusz milczał, nie znajdując właściwych słów dla powitania Matki Chrystusa, która ukazała mu się w królewskim majestacie swojej chwały. Dlatego to Ona pierwsza przemówiła: „Dlaczego nie nazywasz Mnie Królową Polski? Ja to królestwo bardzo umiłowałam i wielkie rzeczy dla niego zamierzam, ponieważ osobliwą miłością do Mnie płoną jego synowie”. Ojciec Juliusz wtedy dopiero zawołał: „Królowo Polski Wniebowzięta módl się za Polskę!”
Tajemnicę owej nocy powierzył polskiemu jezuicie, o. Mikołajowi Łęczyckiemu, ten zaś opowiedział o tym zdarzeniu ówczesnemu królowi, Zygmuntowi III Wazie. „Pod strzechy” Maryję nazywającą się „Królową Polski” zaniósł ks. Piotr Skarga, kolejny związany z tą historią jezuita.
Kiedy 73-letni ojciec Juliusz odbył pieszą pielgrzymkę z Neapolu do Krakowa w 1610 r., w pierwszym rzędzie odprawił mszę św. w katedrze na Wawelu. Kiedy modlił się w intencji Polski ponownie ukazała mu się Maryja. „Ja jestem Królową Polski. Jestem Matką tego narodu, który jest Mi bardzo drogi, więc wstawiaj się do Mnie za nim i o pomyślność tej ziemi błagaj nieustannie, a Ja będę ci zawsze, tak jak teraz, miłościwą” – brzmiały Jej słowa. Ojciec Juliusz raz jeszcze doznał spotkania z Matką Bożą, która ponownie powtórzyła mu, by traktował Ją nie inaczej, jak Królową Polski, a dzięki temu nabożeństwu zostanie obdarzony łaską zbawienia.
Wielkim orędownikiem tych objawień był św. Andrzej Bobola. Przez wiele lat nie znajdowały one jednak oficjalnego uznania. Prośbę Maryi, po raz pierwszy wypowiedzianą w 1617 r. podano do publicznej wiadomości dopiero w roku 1635. Wtedy Matka Boża zaczęła działać w sposób spektakularny, „pieczętując” swoje królowanie zwycięstwem nad Szwedami. Momentem zwrotnym szwedzkiego potopu była cudowna obrona Jasnej Góry. Król Jan Kazimierz, w katedrze lwowskiej zawierzył obronę i całe istnienie Rzeczypospolitej Maryi. Zrobił to w chwili, gdy kraj niemal pogrążył się w upadku, niszczony przez wojska Szwedów i Rosjan. Kilka dni po przysiędze, król Jan Kazimierz przybył do lwowskiego kościoła Jezuitów, gdzie nuncjusz apostolski Pietro Vidoni odprawił nabożeństwo, po raz pierwszy dodając do „Litanii Loretańskiej” inwokację: „Regina Regni Poloniae, ora pro nobis”, czyli „Królowo Królestwa Polskiego, módl się za nami”. Powtórzył tę prośbę trzykrotnie.
Na Święto Maryi Królowej Polski trzeba było czekać kilkaset lat. Dopiero po odzyskaniu przez Polskę niepodległości w 1918 r. episkopat zwrócił się do Stolicy Apostolskiej o wprowadzenie święta „Królowej Polski”. Biskupi zaproponowali dzień 3 maja, aby podkreślić łączność tego święta z uchwaloną 3 maja 1791 r. konstytucją. W części zatytułowanej „Religia panująca” w konstytucji zapisano:
„Religią narodową panującą jest i będzie wiara święta rzymska katolicka ze wszystkimi jej prawami; przejście od wiary panującej do jakiegokolwiek wyznania jest zabronione pod karami apostazji. Że zaś taż sama wiara święta przykazuje nam kochać bliźnich naszych, przeto wszystkim ludziom jakiegokolwiek bądź wyznania pokój w wierze i opiekę rządową winniśmy. I dlatego wszelkich obrządków i religii wolność w krajach polskich podług ustaw krajowych warujemy”.
„Śluby Lwowskie Jana Kazimierza” zostały odnowione na Jasnej Górze 300 lat później, 26 sierpnia 1956 r. „Jasnogórskie Śluby Narodu” napisane przez więzionego prymasa Polski kardynała Stefana Wyszyńskiego złożył przed cudownym wizerunkiem Maryi bp Michał Klepacz. „Królowo Polski, przyrzekamy” wypowiedziało chórem blisko milion pielgrzymów.
Radio BOBOLA - Londyn
Matczyne królowanie
Co oznacza, że Maryja jest Królową Polski?
Z dawna Polski Tyś Królową, Maryjo,
Ty za nami przemów słowo, Maryjo...
Jakże często śpiewamy podobne pieśni, nie zastanawiając się nawet, co oznacza sam tytuł „Królowa Polski”, ile zawiera odcieni i od jak dawna przypisywany jest Matce Bożej. I choć wiadomo, że w naszą narodową egzystencję Maryja weszła najpierw jako Theotokos (Bogurodzica), a więc bez królewskich insygniów, to Jej władza nad umysłami i sercami Polaków od początku była bezsporna.
Nieprzypadkowo najstarszy zabytek polskiej poezji — Bogurodzica — stał się hymnem polskiego rycerstwa. Historyk jednym tchem wyliczy wczesne świadectwa narastającego kultu Matki Bożej: katedry pod Jej wezwaniem w Poznaniu i Gnieźnie; kościół Mariacki w Krakowie; kolejne katedry: w Płocku, Włocławku, we Lwowie; opactwa i kolegiaty w Łęczycy, Opatowie, Sandomierzu, Kaliszu...
Prof. Stefan Sawicki w artykule Matka Boska w poezji średniowiecza i renesansu przypomina, że szczególną czcią dla Maryi odznaczali się pierwsi polscy święci, na przykład św. Jacek Odrowąż, a także wielu dawnych władców. O księciu Bolesławie Krzywoustym opowiada Gall Anonim, że podczas wyprawy na Kołobrzeg „zarządził odprawianie nabożeństwa do Maryi Świętej, co następnie z pobożności przyjął za stały zwyczaj”.
Opiekunka ludu
Stopniowo kult ten ze „sfer rządzących” zstępuje do niższych warstw społecznych. Jerzy Zawieyski w znakomitej, choć niestety trochę już zapomnianej, książce pt. Ave Maria pisze: „Lud polski, pracujący na roli, przydaje Matce Bożej nazwy związane ze zmianami pór roku i łączy w ten sposób swoje życie z Jej opiekuńczym działaniem. Mówi się wtedy o Matce Boskiej Śnieżnej, Kwietnej, Zielnej, Żniwnej, Siewnej. Te piękne nazwy, odmierzające czas, wyrastają z kultu, który przenika całość ludzkiego bytowania”.
Królowanie Maryi przejawia się zarówno w słowie, w poezji, jak i w obrazach lub rzeźbach. Jej liczne wizerunki stają się nie tylko odbiciem przebywającej gdzieś w zaświatach, abstrakcyjnie pojmowanej postaci, ale nabierają realnych, ziemskich cech. Nie czci się już jakiejś ogólnej Matki Bożej, lecz Matkę Bożą z Jasnej Góry, z Gidel, z Kodnia, z Lubaczowa, Ludźmierza... Pisząc o tej wielości, kard. Stefan Wyszyński podkreślał wyraźnie: „Właściwie jest jedna Matka rodzaju ludzkiego, która tylko mieszka w różnych miejscach. Jest jedna Matka, ale ma rozmaite dzieci — ma niemowlęta i przedszkolaki, wieśniaków i robotników, udyplomowanych i niewiedzących, ma też i tych wszystko wiedzących i wszystko rozumiejących, którym się niekiedy wydaje, że mają prawo do osądzania wszystkiego”.
Matka Boża już od zarania naszej państwowości sprawuje „rządy” nad całym narodem, jednak pojęcie: „Maryja — Królowa Polski” dość długo ewoluuje, nim osiągnie dojrzały wyraz.
Obrończyni przed wrogiem
W okresie późnego średniowiecza szerzy się coraz bardziej kult o charakterze militarnym. Pierwszy kościół w Polsce pod wezwaniem Matki Boskiej Zwycięskiej wzniesiony zostaje w Lublinie w roku 1426, za panowania Władysława Jagiełły, jako wotum za zwycięstwo pod Grunwaldem. W XVI stuleciu poeci polsko-łacińscy próbują przypisywać Maryi rolę obrończyni narodu przed najazdem tureckim, ale szczególnym symbolem Jej królowania stanie się dopiero sanktuarium na Jasnej Górze.
Tutaj przed Cudownym Obrazem padają na kolana nawet najmożniejsi i najpotężniejsi. Ofiarowują swoje wota, trofea, insygnia władzy. Od czasu, gdy w roku 1514 król Zygmunt Stary po zwycięstwie nad księciem moskiewskim Wasylem III składa u stóp Maryi Częstochowskiej zdobyczne chorągwie, Jasna Góra staje się drugim, obok Wawelskiej Katedry, miejscem trofealnym w Polsce. Wśród przechowywanych w klasztorze narodowych pamiątek znajdziemy wiele darów królewskich, m. in. berło Zygmunta Augusta, różaniec Stefana Batorego, tzw. pacierze królowej Bony, a także złoconą gotycką monstrancję, ofiarowaną w 1542 roku przez Zygmunta Starego. To właśnie ta monstrancja używana była w czasie oblężenia Jasnej Góry w roku 1655 przez wojska szwedzkie; w niej umieszczono Najświętszy Sakrament i obnoszono w procesji po murach okalających klasztor. I to wtedy liczącej 3000 żołnierzy doskonale wyszkolonej armii generała Müllera ksiądz Augustyn Kordecki skutecznie przeciwstawił walczącą przez 40 dni garstkę obrońców, złożonych ze 170 żołnierzy, 20 szlachciców i 70 zakonników. Czy czegoś takiego można było nie uznać za cud? I czy złożenie 1 kwietnia 1656 roku uroczystych ślubów narodu przez Jana Kazimierza w katedrze lwowskiej oraz obranie Matki Bożej za Królową Polski nie było po prostu logiczną konsekwencją tamtych wydarzeń?
Ucieczka strapionych
Rodzi się jednak pytanie najważniejsze: czy przez następne stulecia byliśmy tym ślubom wierni? I co zrobiliśmy z nimi po ich odnowieniu w roku 1956? W cytowanej już książce Ave Maria Zawieyski stwierdza nie bez goryczy: „Dzieje narodu polskiego mają też swoje okresy klęsk i upadku, gdy rządzący odchodzili od nakazu Bożej sprawiedliwości. Pycha i egoizm, chciwość, ucisk ludu przez możnych doprowadziły Polskę do utraty niepodległego bytu”.
Trzeba jednak pamiętać, że również w trudnych czy wręcz tragicznych okresach dziejowych Maryja nie zaprzestaje swego królowania nad nami. Bardzo trafnie wyraził to poeta Bogdan Ostromęcki:
Królowo skazanych i bezdomnych,
Królowo narodu skrwawionego
słyszymy szelest Twoich stóp —
Królowo narodu wstającego
ta pieśń się zrywa nie dla słów,
kiedy się zrywa — płacz ogromny.
(Królowa wygnańców)
Na przestrzeni wieków swemu uwielbieniu dla Maryi dawali wyraz zarówno zwykli ludzie, jak i najwięksi nasi twórcy: Mickiewicz, Słowacki, Krasiński, Norwid, Wyspiański, Kasprowicz. Dlatego ci, którzy zżymają się na fakt, iż Maryja czczona jest jako Królowa Polski i dopatrują się w tym przejawów szowinizmu, powinni wsłuchać się uważniej w słowa Modlitwy dziękczynnej Jana Pawła II, wypowiedziane w maju 1979 roku na Jasnej Górze: „Dzięki Ci składamy za to, że mamy Królowę, która jest Matką, że mamy Matkę, która jest Królową. (...) Dzięki Ci składamy za Jej męstwo, wówczas gdy brakowało męstwa najmężniejszym. Ona była Niewiastą Mężną i była źródłem męstwa w najcięższych chwilach naszych dziejów. Dlatego też Matka jest naszą Królową, Królową naszych dusz”.
Andrzej Babuchowski - Gość Niedzielny
Widać wyraźny rozdźwięk między deklaracją wiary a jej przeżywaniem
Wielu wprawdzie mówi jeszcze "wierzę", ale ta wiara nie zawsze prowadzi do modlitwy, do życia sakramentalnego ani do wyborów, zwłaszcza moralnych, zgodnych z ewangelią...
Podczas Apelu Jasnogórskiego, rozpoczynającego uroczystości ku czci Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski, przewodniczący Konferencji Episkopatu mówił o postępującej laicyzacji polskiego społeczeństwa.
Abp Wojda skonfrontował obecną sytuację z tą z czasów Jasnogórskich Ślubów Narodu, złożonych 26 sierpnia 1956 r. na Jasnej Górze przy udziale około miliona wiernych. - Kościół w Polsce wyszedł z tamtej próby umocniony, oczyszczony i dojrzalszy. Wiara przetrwała, a nawet stała się źródłem siły, która pomogła zachować wolność ducha - przypomniał.
- Dziś jednak, 70 lat po tamtych pamiętnych "Przyrzekamy", widzimy jak bardzo zmieniła się rzeczywistość naszego życia. Coraz wyraźniej dostrzegamy rozdźwięk między deklaracją wiary, a jej codziennym przeżywaniem - stwierdził.
Arcybiskup dał przykład: - Wielu wprawdzie mówi jeszcze "wierzę", ale ta wiara nie zawsze prowadzi do modlitwy, do życia sakramentalnego ani do wyborów, zwłaszcza moralnych, zgodnych z ewangelią. W rodzinie coraz częściej wybiera się z wiary tylko to, co łatwe i wygodne, a pomija to co wymagające - stwierdził.
Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski mówił też, że miejscem przekazu wiary była zawsze rodzina i tego dziś brakuje. - Ten łańcuch w wielu miejscach został przerwany. Coraz więcej młodych nie doświadcza wiary w domu, zaś w szkole religia staje się bardziej wiedzą niż zwykłą relacją z Bogiem - wskazał.
- Człowiek o słabej wierze łatwo ulega złudzeniom przyjmuje fałszywe obietnice szczęścia proponowane przez świat, czasem media i kulturę. Lecz nie dają prawdziwego pokoju serca - powiedział abp Wojda.
W sobotę 2 maja przewodniczący KEP będzie przewodził na Jasnej Górze głównym uroczystościom ku czci Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski. Podczas sumy odpustowej o godz. 11 zostanie ponowiony Milenijny Akt Oddania Polski w Macierzyńską Niewolę Maryi, złożony po raz pierwszy 3 maja 1966 r. Autorem tekstu był kard. Stefan Wyszyński.
Jasna Góra przypomina też o dwóch innych, okrągłych jubileuszach: 60. rocznicy obchodów millenium chrztu Polski oraz 270. rocznicy ślubów lwowskich króla Jana Kazimierza.
„wiara.pl”

Sammyday Tak jedną z potyczek krzyżowców pod Antiochią ukazał francuski XIX-wieczny malarz Henri Frédéric Schopin
Powieść jak awanturniczy romans
.
To swego rodzaju wpisanie tak krzyżowców, jak i każdego człowieka w symbol drogi do Jerozolimy, drogi do zbawienia.
Akcja "Krzyżowców" rozpoczyna się w Polsce w 1095 r. Rycerze śląscy Strzegonie (wmieszani pośrednio w zabójstwo biskupa Szczepanowskiego) wyruszają na pokutną pielgrzymkę przez Węgry do Prowansji. Tam dowiadują się o planowanej wyprawie do Ziemi Świętej i postanawiają wziąć w niej udział.
W dalszej kolejności poznajemy okoliczności zwołania pierwszej krucjaty (działalność Piotra z Amiens, synod w Clermont) oraz tragiczny przebieg poprzedzającej ją wyprawy ludowej: pogromy żydowskie w Niemczech, straszliwy głód i rozboje podczas przejścia przez Węgry oraz pamiętną przeprawę przez Sawę, kiedy to Grecy pozabijali starców, dzieci, kobiety i kaleki.
Dopiero rok później rusza z różnych miejsc i różnymi szlakami krucjata rycerska, której członkowie, stoczywszy wiele bitew, po straszliwej przeprawie przez pustynię i po słynnych oblężeniach Nicei i Antiochii zdobywają wreszcie Jerozolimę.
Krzyżowcy dokonują wyboru króla, którym zostaje Gotfryd Lotaryński, świątobliwy i skromny, z tytułem „Strażnika Grobu Świętego”.
Druga część cyklu, "Król trędowaty", przedstawia dramatyczne próby utrzymania Jerozolimy, zakończone utratą Królestwa Jerozolimskiego w 1291 r. Stało się to z winy skłóconych możnowładców, których samowola i egoizm zdemoralizowały rycerzy, doprowadzając królestwo do upadku. Na nic zdały się rozsądne i dobre zarządzenia siedemnastoletniego, nieuleczalnie chorego króla Baldwina IV, który sam nie mógł zapanować nad walczącymi o władzę książętami. Sytuację tę wykorzystała piękna i przebiegła księżniczka Sybilla, zdobywając podstępem męża i koronę.
Wszystko to sprawia, że powieść czyta się jak awanturniczy romans, jednak na tle mrocznego świata podstępu, zbrodni i licznych tajemnic jaśnieje postać trędowatego króla, którego cierpienia fizyczne i zmagania wewnętrzne kierują myśl w inną stronę, zmuszając do refleksji nad sensem życiowych zmagań. To swego rodzaju pojedynek ciała z wypływającą z wiary wolą zwycięstwa.
W sytuacji, gdy Baldwinowi IV nie udało się obronić Jerozolimy, musiało dojść do kolejnej wyprawy, niestety tragicznej w skutkach. Mówi o tym trzecia część cyklu, zatytułowana "Bez oręża".
To jedna z ostatnich prób odzyskania Grobu Świętego: tragiczna krucjata dziecięca, do której doszło w XIII w. za pontyfikatu Innocentego III. Pojawia się na kartach powieści postać św. Franciszka z Asyżu, o którym sułtan powie, że jednego tylko widział chrześcijanina, którego „czyny nie kłamią”.
Do historii "Krzyżowców" należałoby dołączyć inne wspomniane wielkie powieści: "Legnickie pole", "Puszkarz Orbano" oraz "Warna", obejmujące niezwykle ważną dla Kościoła przestrzeń historyczną i czasową – od synodu w Clermont (1095) aż po upadek Konstantynopola (1453). Co w tej powieściowej historii u Zofii Kossak byłoby jakimś wspólnym mianownikiem? Jak sądzę, jest to walka dobra ze złem w człowieku. To swego rodzaju wpisanie tak krzyżowców, jak i każdego człowieka w symbol drogi do Jerozolimy, drogi do zbawienia. Każdy napiętnowany grzechem musi pokonać zło w sobie. Ale nikt w tej walce nie jest sam, gdyż może korzystać z łask drogi krzyżowej Chrystusa, z Jego zwycięskiej Via dolorosa.
Tego wprost dotyczy wielka trylogia o krzyżowcach.
*
Powyższy tekst jest fragmentem książki "Historia i świętość. Zofia Kossak biografia ilustrowana". Autor: Czesław Ryszka. Wydawnictwo BIAŁY KRUK
Był świadkiem rozmowy Boga z szatanem
Był świadkiem rozmowy Boga z szatanem. Asteroida nazwana na cześć autora słynnego egzorcyzmu
Poprzednik Leona XIV jest znany z wizji, jaką miał otrzymać po koniec XIX wieku. Ułożył wówczas formułę modlitwy za wstawiennictwem świętego Michała Archanioła, którą włączono do rytu egzorcyzmów i polecono odmawiać po każdej Eucharystii.
Papież Leon XIII, który odtworzył Watykańskie Obserwatorium Astronomiczne po likwidacji Państwa Kościelnego, został upamiętniony poprzez nadanie jego imienia jednej z asteroid. Decyzję podjęła Międzynarodowa Unia Astronomiczna, odpowiadająca m.in. za nadawanie nazw własnych ciałom niebieskim. Poprzednik Leona XIV jest również znany z wizji, jaką miał otrzymać po koniec XIX wieku. Ułożył wówczas formułę modlitwy za wstawiennictwem świętego Michała Archanioła, którą włączono do rytu egzorcyzmów i polecono odmawiać po każdej Eucharystii.
Leon XIII został upamiętniony przez Międzynarodową Unię Astronomiczną poprzez nadanie jego imienia asteroidzie (Gioacchinoppecci); papież wcześniej odegrał ważną rolę w odtworzeniu Watykańskiego Obserwatorium Astronomicznego.
Asteroida jest częścią szerszej praktyki nazywania ciał niebieskich - inne obiekty również upamiętniają papieży i osoby związane z nauką Kościoła, a proces ten formalnie nadzoruje Międzynarodowa Unia Astronomiczna.
Leon XIII był promotorem nauki w Kościele, podkreślając, że astronomia ma "wznosić ducha ku kontemplacji niebios" i że Kościół wspiera "prawdziwą i solidną naukę".
Papież jest również znany z modlitwy do św. Michała Archanioła, którą miał ułożyć po wizji duchowej walki Kościoła z siłami zła; tekst ten był później używany w liturgii i egzorcyzmach.
Leon XIII - dobrodziej i reformator obserwatorium
Asteroida, opatrzona dotąd numerem 858334, otrzymała nazwę Gioacchinopecci. To zbitka wyrazowa, składająca się z pierwszego imienia chrzcielnego oraz nazwiska papieża Leona XIII - Gioacchina Vincenza Raffaela Luigiego Pecciego. To z jego inicjatywy w 1891 r. zostało powołane Watykańskie Obserwatorium Astronomiczne, w miejsce zlikwidowanej wcześniej instytucji, utraconej przez Watykan wraz z likwidacją Państwa Kościelnego.
Początkowo było ono umiejscowione na terenie Watykanu, skąd w latach 30. XX w. zostało przeniesione do Castel Gandolfo, ze względu na zbyt duże oświetlenie nieba nad Rzymem. Z tego samego powodu Watykańskie Obserwatorium Astronomiczne umiejscowiło ostatecznie teleskop VATT na górze Mount Graham w Arizonie na wysokości 3221 m n.p.m.
Najszlachetniejsza z nauk
Leon XIII napisał w Motu Proprio Ut Mysticam z 1891 r., powołującym do istnienia obserwatorium, że ma ono pomóc ukazać światu, iż współczesna i dawna postawa Kościoła wobec "prawdziwej i solidnej nauki" sprzyja promowaniu jej "z najwyższą możliwą gorliwością". W szczególności Watykańskie Obserwatorium Astronomiczne miało przyczyniać się do promowania "szlachetnej nauki, która bardziej niż jakakolwiek inna dyscyplina ludzka wznosi ducha śmiertelnych ku kontemplacji wydarzeń niebieskich".
Papieskie asteroidy
Leon XIII nie jest jedynym papieżem, którego imię nadano jednej z asteroid. Asteroida (560974) Ugoboncompagni upamiętnia papieża Grzegorza XIII i jego reformę kalendarza. Z kolei Benedykt XVI ma swoją asteroidę (8661) Ratzinger, nazwaną tak przez astronoma Lutza Schmadela w 2000 r.
Z kolei wśród ogłoszonych ostatnio przez Międzynarodową Unię Astronomiczną nowych nazw asteroid, oprócz Leona XIII, znalazły się również trzy inne upamiętniające ks. Giuseppe Laisa, jednego z zastępców dyrektora obserwatorium, kard. Pietra Massiego, arcybiskupa Pizy i zwierzchnika tej stacji badawczej w latach 1904-1931 oraz o. Florenta Bertiau SJ, belgijskiego astronoma.
Proces nazewnictwa ciał niebieskich
Proces nadawania nazw asteroidom jest zarządzany przez Working Group for Small Body Nomenclature (WGSBN) Międzynarodowej Unii Astronomicznej. Asteroidy otrzymują tymczasowe oznaczenie w chwili odkrycia. Gdy orbita asteroidy zostanie określona z wystarczającą dokładnością, a przyszłą trajektorię można wiarygodnie przewidzieć, nadaje się jej stały numer. Obecnie numer ten posiada około 850 tys. z ok. 1,3 miliona znanych asteroid. Dopiero po otrzymaniu stałego numeru odkrywcy mogą zaproponować oficjalną nazwę, która zastąpi oznaczenie tymczasowe. Proponowana nazwa jest oceniana przez Grupę Roboczą i musi spełniać określone wytyczne. Po zatwierdzeniu, nazwę asteroidy zapisuje się w następujący sposób: "(numer) Nazwa".
Świadek rozmowy Boga z szatanem
Pod koniec XIX papież Leon XIII ułożył formułę modlitwy za wstawiennictwem świętego Michała Archanioła, którą włączono do rytu egzorcyzmów i polecono odmawiać po każdej Eucharystii. Po Soborze Watykańskim II zwyczaj ten przestał formalnie obowiązywać. Nie wszędzie go jednak zarzucono, a w wielu wspólnotach nawet się odrodził. Wspomniana modlitwa odmawiana jest obecnie w wersji skróconej.
Leon XIII miał napisać swój egzorcyzm po osobistej wizji podczas odprawianej Eucharystii. Usłyszał wówczas głos Jezusa oraz głos szatana.
Tak opisuje to wydarzenie przegląd Ephemerides Liturgicae, cytowany przez portal Niedziela:
"Pewnego poranka (13 października 1884 r.) wielki papież Leon XIII zakończył Mszę świętą i uczestniczył w innej, odprawiając dziękczynienie, jak to zawsze miał zwyczaj czynić. W pewnej chwili zauważono, że energicznie podniósł głowę, a następnie utkwił swój wzrok w czymś, co się unosiło nad głową kapłana odprawiającego Mszę świętą. Wpatrywał się niewzruszenie, bez mrugnięcia okiem, ale z uczuciem przerażenia i zdziwienia, mieniąc się na twarzy. Coś dziwnego, coś nadzwyczajnego działo się z nim. Wreszcie, jakby przychodząc do siebie, dał lekkim, ale energicznym uderzeniem dłoni znak, wstał i udał się do swego prywatnego gabinetu. Na pytanie zadane przyciszonym głosem: «Czy Ojciec święty nie czuje się dobrze? Może czegoś potrzebuje?» - odpowiedział: «Nic, nic». Po upływie pół godziny kazał przywołać Sekretarza Kongregacji Rytów, dał zapisany arkusz papieru, polecił wydrukować go i rozesłać do wszystkich w świecie biskupów, ordynariuszy diecezji".
Leon XIII podczas swojej wizji miał usłyszeć rozmowę, podczas której Chrystus udzielił złemu duchowi pozwolenia na próbę zniszczenia Kościoła w około 100 lat, podkreślając, że ostatecznie i tak zwycięży wspólnota ludzi z Bogiem, a bramy piekielne nie zdołają jej przemóc.
Szorstki głos Szatana: "Mogę zniszczyć Twój Kościół!"
Łagodny głos: "Możesz? Uczyń więc to".
Szatan: "Do tego potrzeba mi więcej czasu i władzy".
Pan: "Ile czasu? Ile władzy?"
Szatan: "Od 75 do 100 lat i większą władzę nad tymi, którzy mi służą".
Pan: "Masz czas, będziesz miał władzę. Rób z tym, co zechcesz". (Szatan w życiu Ojca Pio, Tarsicio z Cevinara, Źródło: Niedziela).
Następnie papież ujrzał atak demonów na wiernych, a wreszcie świętego Michała i jego aniołów przeganiających napastników, gdy ludzie skierowali do wodza wojsk niebieskich swoje modlitwy. Zaraz po tym widzeniu Leon XIII ułożył tekst wezwania.
Pełna wersja egzorcyzmu Leona XIII
Najchwalebniejszy Książę Wojska Niebieskiego,
święty Michale Archaniele,
broń nas w walce przeciw mocom ciemności i ich duchowemu złu.
Przybądź na pomoc nam,
którzy zostaliśmy stworzeni przez Boga
i odkupieni Krwią Jezusa Chrystusa,
jego Syna, spod tyranii demona.
Święty Kościół wielbi Ciebie jako swojego stróża i patrona;
Tobie Pan powierzył dusze,
które pewnego dnia zasiądą w niebie.
Błagaj zatem Boga pokoju,
aby zgniótł szatana pod naszymi stopami,
tak żeby nie mógł on już więcej trzymać ludzi w niewoli
i szkodzić Kościołowi.
Zanieś Najwyższemu wraz z Twoimi także i nasze prośby,
aby prędko spłynęło na nas Jego Boże Miłosierdzie.
Pochwyć smoka i strąć go w czeluści,
gdzie nie będzie już mógł zwodzić dusz.
Amen.
Źródło: Vatican News / Niedziela / Biblijni / pk
Blizny Matki Bożej Częstochowskiej. Jak powstały? I czy… wydłużają się?
Historia tajemniczych blizn na wizerunku Matki Bożej Częstochowskiej od wieków budzi emocje. Stała się przedmiotem legend, a nawet tego, co współcześnie określilibyśmy mianem fake newsów. Rozwój nauki sprawił, że ich bezpośrednią genezę możemy rozwikłać. Wciąż nie mamy jednak stuprocentowej pewności, jakie okoliczności towarzyszyły pojawieniu się tych ran.
Gdyby przeprowadzić losowy sondaż wśród przeciętnych Polaków, skąd wzięły się blizny na twarzy Matki Bożej z Jasnej Góry, najczęściej usłyszelibyśmy odpowiedź, że powstały one w wyniku średniowiecznego ataku husytów na częstochowski klasztor paulinów. Można wręcz powiedzieć, że świadomość taka stała się historycznym aksjomatem, analogicznie jak wiedza o tym, że pierwszy rozbiór naszego kraju miał miejsce w 1772 r., a ostatnim królem Polski był Stanisław August Poniatowski. Z perspektywy wieków i znajomości historii wiemy jednak, że dzieje narodów i świata nie są procesem czarno-białym, a ich opisy często powstają pod wpływem stereotypów i różnego rodzaju uwarunkowań politycznych i społecznych.
Historia Długosza i motywy
Najbardziej jednoznacznym źródłem historycznym, który pomaga nam w wyjaśnieniu obecności blizn na Obrazie Jasnogórskim i twarzy Matki Bożej jest relacja wybitnego pisarza i kronikarza staropolskiego Jana Długosza (1415-1480), kanonika krakowskiego i wychowawcy synów króla Kazimierza Jagiellończyka.
W wielotomowych Rocznikach czyli kronikach sławnego Królestwa Polskiego dość dokładnie opisał on napad na klasztor paulinów, w wyniku którego znajdujący się tam obraz Matki Bożej uległ częściowemu zniszczeniu. Długosz podał nawet datę tego tragicznego zdarzenia – 16 kwietnia 1430 r., a więc w okolicy świąt wielkanocnych.
Wątpliwości historyczne dotyczą w tym przypadku nie samego napadu na klasztor, ale jego motywów. W ataku uczestniczyła grupa husyckich rycerzy z pogranicza Czech i Moraw, jak również dwóch polskich szlachciców oraz książę z Wołynia. Sąsiadujące z Królestwem Polskim Czechy były wówczas opanowane przez ruch husycki, dążący do reformy teologicznej Kościoła rzymskokatolickiego. Ruch ten postulował m. in. przekład Biblii na języki narodowe, Komunię pod dwiema postaciami dla wiernych, sekularyzację dóbr kościelnych i przejęcie przez władze świeckie karania poddanych za ciężkie grzechy.
Gwałtowność sporu zamieniła się w długoletni konflikt polityczny i liczne wojny. Wielu husytów stało się wówczas rycerzami, do których szeregów zaciągali się nie tylko zwolennicy nauk twórcy ruchu Jana Husa, teologa i duchownego, ale też ludzie szukający przygód i chętni do wojowania, liczący na łupy wojenne i zdobycie bogactwa.
Atak na Jasną Górę
Nie da się wykluczyć, że takie motywy stały za atakiem na Jasną Górę w 1430 r. Tym bardziej, że w średniowieczu częste były przypadki napadów na klasztory. Obiektem zainteresowania rabusiów były nie tylko skarbce, kosztowności i wykonywane z drogich kruszców sprzęty liturgiczne, ale także przedmioty kultu – obrazy Matki Bożej i świętych, figury, a nawet relikwie. Często napady zlecali władcy lub magnaci, dla których posiadanie tego rodzaju dóbr stanowiło kartę przetargową w interesach i polityce.
Możliwe, że obok motywów rabunkowych, atak na Jasną Górę, w którym ucierpiał Wizerunek Jasnogórski, był również spowodowany czynnikami politycznymi. Zleceniodawcy napadu mogli usiłować pod tym pretekstem rozpętać konflikt z ówczesnym królem Polski Władysławem Jagiełłą.
Powyższe hipotezy wydają się bardziej prawdopodobne niż atak na klasztor i obraz z powodów stricte religijnych lub ideologicznych. Nie da się w tym kontekście ukryć, że opowieść o tym, że ataku na świętość na Jasnej Górze dokonali właśnie husyci miała, jakbyśmy to dzisiaj stwierdzili, swoisty wymiar PR-owski. Niemniej, krytyka kultu maryjnego była raczej postulatem bardziej radykalnych odłamów husytów i nie musiała stanowić impulsu do napadu na Częstochowę.
Blizny na twarzy Matki Bożej. Świętokradztwo i renowacja
Atak na Jasną Górę, który opisał Długosz miał jednak z pewnością charakter świętokradczy. Obraz Matki Bożej wyrwano z ołtarza i następnie próbowano pociąć mieczami. Możliwe, że szukano w nim dodatkowo ukrytych kosztowności: złota lub pieniędzy. Prawdopodobnie napastnicy rozwścieczeni małymi zdobyczami podczas napadu, po prostu wyładowali na cudownym Wizerunku całą swoją złość, później go porzucając w pobliżu klasztoru. W ten sposób na Obrazie powstały blizny i ślady cięć.
Król Władysław od razu polecił przenieść obraz do Krakowa, gdzie poddano go pierwszej renowacji, w której uczestniczyli także ikonografowie z Rusi Kijowskiej. Na deski próbowano – z różnym skutkiem – kłaść nowe farby. Blisko 10 śladów cięć mieczem pozostało jednak w różnych miejscach: m. in. sześć mało widocznych w okolicach szyi Matki Bożej i trzy większe na jej prawym policzku. Można więc powiedzieć, że ta średniowieczna konserwacja dokonała swoistego retuszu blizn, ale nie ich likwidacji.
Po zakończeniu kilkuletnich prac Obraz Jasnogórski dodatkowo ozdobiono drogimi kamieniami i kruszcami ze skarbca na Wawelu i oddano paulinom.
Blizny Matki Boskiej Częstochowskiej. Analiza
Skomplikowanym badaniom poddano Wizerunek Matki Bożej Częstochowskiej na przełomie lat 40. i 50. XX w. Zespół pod kierownictwem prof. Rudolfa Kozłowskiego dokonał m. in. prześwietlenia obrazu promieniami RTG oraz analizom mikroskopowym. Prace naukowe potwierdziły przypuszczenia, że wczesne działania konserwacyjne jeszcze bardziej uwydatniły blizny i cięcia zadane podczas napadu w XV w.
Radiogram pokazał szczegółowo, że konserwatorzy na przestrzeni wieków wygnietli rylcem rysunek obrazu w tych miejscach, gdzie farba temperowa miała graniczyć ze złoconymi lamówkami sukni i płaszcza Matki Bożej Częstochowskiej. Po namalowaniu obrazu tym samym rylcem, na farbie twarzy narysowano ślady cięć. Niektóre z nich zostały mocno wgniecione, aby ślad blizny objął większą warstwę farby.
Później, najprawdopodobniej podczas kolejnych konserwacji, w blizny wprowadzono farbę koloru krwi (tzw. cynober), po czym, znów po jakimś czasie, jej ślady usunięto, wprowadzając nową farbę koloru ciemnej karnacji twarzy Matki Bożej. Spowodowało to powstanie pewnej wypukłości blizn. Promienie rentgenowskie uwydatniły ten proces, gdyż cynober należy do pigmentów bardzo dobrze absorbujących wiązki RTG. Warstwa cynobru w rowku rysy, mimo że później usunięta, wciąż zostawiała jasny ślad na kliszy prześwietlenia.
Chorwacka kopia Obrazu Jasnogórskiego
Blizny na obliczu Matki Bożej Częstochowskiej stały się więc integralnym elementem wizerunku z Jasnej Góry, który powielali jego kopiści. Ciekawym przykładem może być kopia Obrazu znajdująca się w chorwackim miasteczku Lepoglava, w dawnym klasztorze paulinów. Tuż po II wojnie światowej pojawiły się hipotezy, że chorwacką kopię, wcześniej w Polsce nieznaną, wykonano jeszcze przed napadem husytów i ich wspólników. Nie posiadała więc ona blizn.
W 1971 r. polska komisja konserwatorów odwiedziła Lepoglavę i stwierdziła, że były to tylko plotki. Kopia Wizerunku jak najbardziej posiadała blizny podobne do oryginalnych. Najprawdopodobniej chorwacka kopia, nazywana w Lepoglavie „Crna Gospa” („Czarna Pani”) pochodzi z XVI w.
Blizny na twarzy Matki Boskiej wydłużają się?
Przy tej okazji warto zwrócić uwagę na długość trzech największych blizn na prawym policzku Matki Bożej. Wbrew pozorom nie jest to problem tylko i wyłącznie konserwatorów i historyków sztuki. Wielokrotnie bowiem, szczególnie w trudnych momentach polskiej historii pojawiały się opowieści i sugestie, że blizny na twarzy Matki Bożej Częstochowskiej uległy rzekomemu wydłużeniu, co miało być cudownym znakiem.
Sporo tego rodzaju plotek krążyło w stanie wojennym, chociaż pomimo zmian dziejowych, tego rodzaju urban legends wciąż wykazują zadziwiającą żywotność. W 2010 r. biuro prasowe Radia Jasna Góra wydało nawet oświadczenie, w którym podkreślono, że Obraz MB Jasnogórskiej od lat pozostaje pod stałą opieką specjalistów, którzy monitorują jego stan. I z całą odpowiedzialnością podkreślono, że żadnych tego rodzaju nadnaturalnych zjawisk na jego powierzchni nie stwierdzono.
Tego rodzaju fantastyczne opowieści mogą być jednakże odbiciem realnych, bardzo bliskich emocji, które wiążą nas z ikoną Matki Bożej Częstochowskiej. Od ponad 600 lat towarzyszy nam ona we wszystkich zakrętach historii, czuwa nad naszą wspólnotą, będąc z nami na dobre i na złe. Jak napisała Maria Pawlikowska–Jasnorzewska w wierszu „Czarny portret” z 1932 roku:
„Madonno hebanowa o dwóch pręgach na twarzy!
nazbyt piękny był owal twój święty.
Za nas, wszystkie piękności, policzek twój się żarzy,
nienawistnie pocięty - - -
I żadne serca złote, srebrne, platynowe,
żywe, czy z drogich kamieni,
nie ukoją, nie uciszą zdumienia,
które się w oczach twych mieni…”.
*Na podstawie R. Kozłowski, „Historia Obrazu Jasnogórskiego w świetle badań technologicznych i artystyczno-formalnych”, w: Roczniki Humanistyczne, tom XX, zeszyt 5, 1972.
Łukasz Kobeszko – „alateia.pl”
Święci i błogosławieni w tygodniu
|
• |
3 maja - Najświętsza Maryja Panna Królowa Polski, główna Patronka Polski |
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
8 maja - św. Stanisław ze Szczepanowa, biskup i męczennik, główny Patron Polski |
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
NIEDZIELNA EUCHARYSTIA W KOŚCIOŁACH W OKOLICY
Parafia Miłosierdzia Bożego, os. Na Wzgórzach
niedziele i święta: 6.30, 8.00, 9.30, 11.00, 12.30 (oprócz VII i VIII), 16.00, 19.00,
dni powszednie – 7.00, 7.30, 18.00.
Parafia Matki Bożej Pocieszenia, ul. Bulwarowa 15a
niedziele i święta: 7:00, 8:30, 10:00, 11:30, 13:00, 18:00, 20:00
dni powszednie: 7:00, 15:00, 18:00
Parafia Matki Bożej Częstochowskiej, os. Szklane Domy 7,
niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:30, 17:00 (oprócz VII i VIII),
19:00 (oprócz VII i VIII), 20:30
dni powszednie: 6:30, 8:00, 18:00
Parafia Matki Bożej Królowej Polski, Arka Pana, ul. Obrońców Krzyża 1
niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:30, 16:00, 17:30, 19:00,
dni powszednie: 6:00, 6:30, 7:00, 7:30, 8:00, 11:00, 18:00
Bazylika Krzyża św. - klasztor
(pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i św. Wacława)
niedziele i święta: 06.30, 08.00, 09.30, 11.00, 12.30, 14.00 (oprócz VII i VIII)
dni powszednie: 06.30, 07.30, 08.30, 16.00 (w piątki), 18.00.
Parafia św. Bartłomieja Apostoła, Mogiła, ul. Klasztorna 11,
niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:30, 14:00 (oprócz VII, VIII), 16:30, 18:00
dni powszednie: 6:00, 7:00 (oprócz VII i VIII), 7:30, 8:30, 18:00
Parafia Najświętszego Serca Pana Jezusa, os. Teatralne,
niedziele i święta: 7:00, 8:30, 10:00, 11:30, 13:00 (oprócz VII i VIII), 18:00, 19:30
dni powszednie: 6:30 (oprócz VII i VIII), 7:00, 18:00
Parafia św. Stanisława Biskupa Męczennika, Kantorowice 122,
niedziele i święta: 9:00, 11:00, 18:00, dni powszednie: 8:00, 17:00, (18.00- lato)
Parafia Najświętszego Serca Pana Jezusa, os. Lubocza,
niedziele i święta: 8:00, 10:30, 17:00, dni powszednie: 7:00, 17:00
Parafia Matki Bożej Wspomożenia Wiernych, Prusy,
niedziele i święta: 7:30, 9:30, 11:30,
dni powszednie: 18:00 (pon., śr., pt.), 6:30 (wt., czw., sob.)
Parafia św. Maksymiliana Marii Kolbego, Mistrzejowice,
niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 10:30, 11:00, 13:00, 17:00, 19:00
dni powszednie: 6:30, 7:00, 7:30, 18:00
NASZE STRONY INTERNETOWE I ADRESY:
strona internetowa gazetki:wzgorza-gazetka.pl