W BLASKU MIŁOSIERDZIA


26/1082 – 7 czerwca 2026 r. A.


INTERNETOWE WYDANIE TYGODNIKA

 

 

1.jpg

 

 

Niedziela, 7 czerwca 2026 r.
 
 
 X NIEDZIELA ZWYKŁA (rok A)
 
 
 
 
3
 
 
 
Kolor szat liturgicznych: zielony
 
 
 
Bóg miłosierny kocha i przebacza
 
 
 
Czytania
Pierwsze czytanie: Oz 6,3–6
Psalm: Ps 50
Drugie czytanie: Rz 4,18–25
Ewangelia: Mt 9,9–13
 
Ewangelia
Powołanie Mateusza na apostoła
Mt 9, 9-13
Słowa Ewangelii według Świętego Mateusza
Jezus, wychodząc z Kafarnaum, ujrzał człowieka imieniem Mateusz, siedzącego na komorze celnej, i rzekł do niego: «Pójdź za Mną!» A on wstał i poszedł za Nim.
Gdy Jezus siedział w domu za stołem, przyszło wielu celników i grzeszników i zasiadło wraz z Jezusem i Jego uczniami. Widząc to, faryzeusze mówili do Jego uczniów: «Dlaczego wasz Nauczyciel jada wspólnie z celnikami i grzesznikami?»
On, usłyszawszy to, rzekł: «Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. Idźcie i starajcie się zrozumieć, co znaczy: Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary. Bo nie przyszedłem, aby powołać sprawiedliwych, ale grzeszników».
 
 
Komentarze do czytań
Gdzie jest nasze serce? Niestety, można w oddawaniu czci Bogu zatrzymać się na tym co powierzchowne. "Spełnić obowiązek". Widać w czym pułapka, prawda? "Obowiązek". Wcześniej czy później można dojść do wniosku, że skoro wobec Boga ma się same tylko obowiązki... Tymczasem prawda taka, że Go potrzebujemy. Nie ma zbawienia poza Chrystusem. A w kult trzeba angażować nie tylko nogi i ręce, ale serce..
Łatwo zapomnieć o wymaganiach, jakie stawia Bóg. Łatwo uznać, że jestem już (prawie) doskonały i nie potrzebuję nawrócenia. Widzieć sztukaterie i gzymsy, a nie dostrzegać problemów z fundamentami. Najważniejsze wyzwanie czytań tej niedzieli, to apel, by potrzebę nawracania się tratować serio. By nie zadowalać się odprawieniem rytuału...
 
 
 
 
 
2
 
 
 
W dzisiejwszym numerze:
- Zaproszeni do wiary Abrahama
- W czym lepsi od celników i nierządnic?
- Nie bądź sam!
-  W sercu człowieka jest głębokie pragnienie
- Dlaczego współczesny człowiek czuje pustkę?
- Czym jest szczęście? Nie jest tym, co myślisz
- Święci i błogosławieni w tygodniu
 
 
 
4
 
Zaproszeni do wiary Abrahama
 
Zaproszeni do wiary Abrahama, który wbrew nadziei uwierzył nadziei. Droga ucznia Jezusa, to jest droga wiary. Razem z Jezusem powracamy na drogę Ewangelii św. Mateusza. Powracamy do Kafarnaum.
Jezus, w domu Piotra, uzdrowił sparaliżowanego człowieka. I wychodząc z afarnaum następuje niezwykłe spotkanie spojrzeń Jezusa i Lewiego celnika Mateusza.
Jezus powołuje celnika na ucznia i zaprasza go do grona dwunastu. Mateusz z kolei, zaprasza Jezusa do swego domu.
Kogo mógł zaprosić? Swoich przyjaciół, czyli celników i grzeszników. Celnicy nie cieszyli się w Izraelu, czasów Jezusa, żadną estymą, nikt ich nie lubił, a wręcz nienawidził. Zbierali procent dla siebie, potężny, i zbierali podatki dla rzymskiego okupanta. Kto takich lubi?
My często wszystko przeliczamy. Wiemy ile co kosztuje. Ile kosztuje wykształcenie, służba zdrowia. Często mówimy: jak masz problem, licz na siebie. I zapominamy o tym, że chrześcijanin liczy na Jezusa i pokłada nadzieję w mocy Jego słowa.
Będąc na uczcie Lewiego, Jezus cytuje fragment proroka Ozeasza. Miłości pragnę, nie krwawej ofiary, bardziej poznania Boga niż całopaleń.
Poznać Boga, poznać Jego miłosierdzie, rozpoznać Jego spojrzenie i rozkoszować się Jego przebaczeniem.
ks. Wenancjusz Zmuda – „mateusz.pl”
 
 
5 
 
 
W czym lepsi od celników i nierządnic?
Teraz jest, za parę godzin...
Wasza miłość podobna do chmur na świtaniu, albo do porannej rosy – mówi do Izraela prorok Ozeasz – szybko znika. Cóż więc znaczą te wasze wezwania, by poznać Boga, by się nawrócić do Niego? Gdy tylko wam pomoże, szybko znów o Nim zapomnicie....
Twoja miłość podobna do chmur na świtaniu, albo do porannej rosy – mógłby pewnie usłyszeć dziś niejeden z nas. Nie tylko kierujący się przysłowiem „jak trwoga to do Boga”. Także ten, który ładnie o Bogu potrafią mówić, którzy zawsze znajdzie temat do pouczania innych, ale sam wymagań Ewangelii nie chce tknąć palcem. Bo ona w praktyce codziennego życia trudniejsza niż w deklaracjach...
Tak, udział w modlitwach i nabożeństwach, a nawet prawienie zgranych kazań,  to jednak trochę za mało...
„wiara.pl”
 
 
 
6.jpg
 
Nie bądź sam!
W jednym z naszych klasztorów co miesiąc sprzedaję miesięcznik „W drodze”, pomagają mi w tym studenci z duszpasterstwa akademickiego. Wypytuję ich wtedy o studia i plany na najbliższe tygodnie, przysłuchuję się ich radościom i trudom. Uśmiechają się szczerze, niezależnie od godziny i zmęczenia, cieszą się drobiazgami i zarażają mnie swoim optymizmem.
Ostatnio, ze względu na majówkę, na którą wyjechali, podczas sprzedaży byłem sam. Pomijając trudności związane z koniecznością jednoczesnej obsługi dwóch terminali i odpowiadania na pytania, odczułem też zwyczajny brak wynikający z ich nieobecności. Owszem, jestem samodzielny i radzę sobie z wieloma zadaniami w pojedynkę, ale bardzo silna jest we mnie potrzeba wspólnoty.
Gdy myślę o Mateuszu, nie potrafię spojrzeć na niego, nie przejmując się jego losem. Poborca podatkowy, pogardzany przez swoich, współpracujący z okupantem – zdrajca. Wiele mógłby opowiedzieć o samotności. Ja wiedziałem, że brak studentów jest tylko chwilowy, że wkrótce wrócą ze swoimi opowieściami i uśmiechami. Mam też przecież wspólnotę braci, mam bliskich, rodzinę. Są wokół mnie ludzie, z którymi dzielę życie i wiarę.
Mateusz, gdy przechodzi obok niego Chrystus, jest sam. Jakże przejmująco brzmią odczytane w tym kluczu słowa ewangelisty, który zapisze, że Jezus, przechodząc, ujrzał człowieka. Jednego człowieka.
Może to: „Pójdź za Mną” znaczy przede wszystkim: Nie bądź już sam. Nie polegaj wyłącznie na sobie. Wejdź w relację – ze Mną, z twoim Bogiem, i z drugim człowiekiem.
Kościół rodzi się we wspólnocie i jest wspólnotą. Nie jest zbiorem samotnych powołań, lecz komunią wezwanych. Bóg nie zbawia w izolacji. Zbawia, włączając.
Każda prawdziwa odpowiedź na powołanie prowadzi ku innym. Zrozumiał to Mateusz, który zaraz potem zaprasza ludzi do swojego domu.
Nie jesteśmy stworzeni do samotności. I dobrze.
Łukasz Janik OP – „wdrodze.pl”
 
 
 
 
 
3
 
 
W sercu człowieka jest głębokie pragnienie
W sercu człowieka jest głębokie pragnienie, by być dobrze przyjętym, zrozumianym i kochanym przez innych. Jest to bardzo naturalne. Jednocześnie niemal każdy z nas doświadcza tego, że często budujemy swoje życie na pozorach. Uczymy się pokazywać światu to, co mocne, uporządkowane i poprawne, a ukrywamy to, co kruche, pogubione i poranione.
Także w relacji z Bogiem może pojawić się pokusa życia pozornego. Można być blisko Kościoła, praktykować religię, modlić się, a jednocześnie gdzieś głęboko żyć z dala od Boga. Można wykonywać religijne gesty, ale pozostawić serce zamknięte na Jego obecność. Można nawet przyzwyczaić się do wiary i przestać zadawać sobie pytanie: czy naprawdę żyję Ewangelią?
 Dzisiejsze Słowo Boże dotyka właśnie tego miejsca – miejsca prawdy o człowieku. I trzeba przyznać, że jest to słowo bardzo wymagające. Bóg przez proroka Ozeasza mówi dzisiaj do każdego i każdej z nas: „Miłości pragnę, nie krwawej ofiary”.
Co to oznacza dla nas? Bóg bardziej niż zewnętrznych praktyk pragnie naszego serca. Bardziej niż spełniania rytuałów pragnie relacji z nami. Bardziej niż religijnej poprawności pragnie naszego szczerego nawrócenia. Bo można wykonywać wiele czynności religijnych, a jednocześnie być człowiekiem smutnym, zamkniętym, pysznym czy pozbawionym miłosierdzia. Wtedy nasza wiara staje się martwa.
Nie oznacza to jednak, że modlitwa, liturgia czy sakramenty są czymś nieważnym albo zbędnym. Przeciwnie – są drogą spotkania z Bogiem. Eucharystia, spowiedź, modlitwa i życie Kościoła mają prowadzić człowieka do prawdziwego nawrócenia i przemiany serca. Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy człowiek zatrzymuje się jedynie na zewnętrznych praktykach, a jego serce pozostaje daleko od Boga.
 Widzimy też, jak prorok Ozeasz używa bardzo mocnego obrazu: „Miłość wasza podobna do chmur o świtaniu albo do rosy, która prędko znika”. Tak jak Izrael wracał do Boga, tak szybko od Niego odchodził. Przychodził tylko po to, aby otrzymać od Niego błogosławieństwo. Jakże podobne jest to także do naszego życia. Ile razy mieliśmy jedynie chwilowe dobre postanowienia? Ile razy człowiek wzruszał się podczas modlitwy, rekolekcji czy cierpienia, a potem wszystko wracało do dawnego rytmu? Ile razy obiecywaliśmy Bogu zmianę, ale szybko gasł w nas zapał i wierność? W takich sytuacjach stawaliśmy się podobni do Izraelitów przychodzących do Boga jedynie na chwilę.
Ale w tym wszystkim jest dla nas ogromna pociecha. Bóg mimo wszystko nie przestaje szukać człowieka. Nie rezygnuje. Nie odwraca się. Dzisiejsze czytania pokazują Boga, który nie męczy się człowiekiem.
 Psalmista przypomina nam, że Bóg nie potrzebuje naszych darów dla siebie. Nie jest Kimś, kogo można zadowolić jedynie religijnymi praktykami czy zewnętrznymi gestami. Wszystko przecież do Niego należy. Po co więc modlitwa, ofiara i Eucharystia? Po to, aby przemieniało się nasze serce. Religia nie ma zmieniać Boga wobec człowieka, lecz człowieka wobec Boga. I to jest bardzo ważne.
 I tutaj z pomocą przychodzi nam drugie czytanie oraz postać Abrahama przywołana przez św. Pawła: „Wbrew nadziei uwierzył nadziei”. Abraham miał wszelkie powody, by uznać Bożą obietnicę za niemożliwą: starość, bezsilność, zamkniętą przyszłość. A jednak potrafił zaufać.
Dlatego właśnie wielu z nas może odnaleźć tutaj samego siebie i swoją sytuację życiową. Są ludzie, którzy noszą w sercu zmęczenie życiem. Są tacy, którzy już dawno stracili nadzieję na zmianę. Ktoś przestał wierzyć w uratowanie małżeństwa. Ktoś nie wierzy, że potrafi wyjść z grzechu czy uzależnienia. Ktoś nosi długoletni ból, poczucie winy albo samotność. Człowiek zaczyna wtedy żyć tak, jakby nic nowego nie mogło się już wydarzyć.
Dlatego Abraham przypomina nam: dla Boga nie ma sytuacji bez wyjścia.
I wreszcie Ewangelia. Jezus przechodzi obok komory celnej i widzi Mateusza. Dla wielu był on grzesznikiem, złodziejem, człowiekiem moralnie skompromitowanym. Ludzie już go ocenili, zaszufladkowali, przekreślili. Ale Jezus patrzy inaczej. Nie widzi tylko przeszłości Mateusza. Widzi człowieka zdolnego do przemiany. Dlaczego? Bo Jezus nie kocha nas dopiero wtedy, gdy staniemy się idealni. On przychodzi do nas właśnie wtedy, gdy jesteśmy pogubieni. Mówi: „Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają”.
I właśnie to jest niezwykłe w tej Ewangelii: Jezus powołuje Mateusza nie wtedy, gdy ten uporządkował swoje życie, ale wtedy, gdy siedzi jeszcze w komorze celnej. Nie mówi mu najpierw: „Zmień się, napraw swoje życie, a potem przyjdź”. Najpierw mówi: „Pójdź za Mną”. Chrystus widzi w Mateuszu więcej niż jego grzech, więcej niż jego słabość i przeszłość. Widzi człowieka, który może stać się świętym.
I Mateusz natychmiast wstaje. To bardzo ważny szczegół Ewangelii. On nie odkłada decyzji na później. Nie mówi: „Jeszcze nie teraz”, „muszę najpierw wszystko uporządkować”, „muszę stać się lepszy”. Wstaje taki, jaki jest. Bo czasami człowiek zbyt długo czeka, aż stanie się godny Boga, podczas gdy Bóg już dziś przychodzi i mówi: „Chodź za Mną”.
 Chrystus nie przyszedł szukać ludzi bez grzechu. Przyszedł szukać ludzi, którzy pozwolą się uleczyć. I może dlatego największym problemem człowieka nie jest sam grzech, ale przekonanie, że już nie potrzebuje Boga. Faryzeusze byli blisko religii, ale daleko od miłosierdzia. Mateusz był daleko od religijnej poprawności, ale jego serce okazało się zdolne odpowiedzieć na wezwanie Jezusa.
 Dzisiejsza Ewangelia jest ogromną nadzieją dla każdego z nas. Wszyscy jesteśmy trochę jak Mateusz. Wszyscy nosimy w sobie miejsca niedoskonałości, słabości i grzechu. Ale Jezus – tak jak do niego – mówi również do każdego z nas: „Pójdź za Mną”.
 Dlatego prośmy Boga w tę niedzielę, ale także każdego dnia naszego życia, o serce prawdziwe. Nie o religię opartą jedynie na zwyczaju, ale o żywą i prawdziwą wiarę. Prośmy o miłość, która nie będzie jak poranna rosa, lecz pozostanie wierna także wtedy, gdy przyjdą trud, zwątpienie i krzyż.
I prośmy szczególnie o jedno: abyśmy nigdy nie uciekli od stołu, przy którym chce usiąść Chrystus. Bo Mateusz nie zmienił życia przed spotkaniem Jezusa. To spotkanie zmieniło jego życie. Chrystus nie boi się stołu grzeszników – pytanie tylko, czy my pozwolimy Mu usiąść przy naszym stole i przemienić nasze serce.
o. Rafał Nowak CSsR
Redemptorysta Prowincji Warszawskiej, obecnie duszpasterz Polskiej Misji Katolickiej w Niemczech – Stuttgart
 
 
 
 
1
 
 
Dlaczego współczesny człowiek czuje pustkę?
O poszukiwaniu sensu i modlitwie serca
Niepokój, brak sensu, duchowa dezorientacja. To doświadczenia, które definiują współczesność. Człowiek zdobył świat, ale wciąż nie potrafi odnaleźć pokoju we własnym wnętrzu. Publikujemy fragment książki “Modlitwa serca”, w której o. George A. Maloney prowadzi czytelnika ku duchowości wewnętrznego pokoju, modlitwy Jezusowej i odkrywania obecności Boga w głębi własnego serca.
Tym, co odróżnia nas od innych zwierząt, jest niedające się zaspokoić dążenie do samopoznania. Dysponujemy wewnętrzną władzą refleksji, która popycha nas do nieustannego poszukiwania sensownej egzystencji. W zwierzęciu siłą napędową jest instynkt, skłaniający go do poszukiwania pokarmu, prokreacji i przedłużania gatunku oraz budowy siedlisk chroniących przed innymi, krążącymi wokół zwierzętami. Jednak tylko ludzie mają intelektualne i wolicjonalne władze, dzięki którym możemy zadać pytanie, jakiego nie zadają sobie pozostałe zwierzęta: “Dlaczego istnieję?”.
Możemy błąkać się po ziemi, podbijając oceany, góry i wszystkie dające się pomyśleć siły natury. Niemniej ostatecznie musimy powrócić do własnego wnętrza, poszukując w nim talizmanu, który otworzy przed nami ukryty skarbiec niekończącego się szczęścia. Lecz tym, czego doświadcza większość z nas przy takim “powrocie do własnego wnętrza”, jest zasadniczo duch pustki. Doktor Rollo May tak opisuje tę powszechną dolegliwość:
[…] głównym problemem ludzi żyjących w środkowej dekadzie XX wieku jest poczucie pustki. Nie chodzi mi tylko o to, że wiele osób nie wie, czego chce – często nie mają też oni jasności co do tego, co czują. Kiedy mówią o braku autonomii lub rozpaczają nad własną niezdolnością podejmowania decyzji (które to trudności są właściwe wszystkim dekadom), szybko staje się oczywiste, że kryjący się za tym problem polega na braku konkretnego doświadczenia własnych pragnień czy potrzeb. Czują się zatem miotani tu i tam, boleśnie odczuwając swoją bezradność, gdyż czują się próżni i puści.
Powszechnie panujący angst (czyli niepokój) napełnia serce współczesnego człowieka poczuciem braku ukierunkowania, braku sensu. Zanurzenie w pragmatycznym materializmie dławi naszą wspólnotę z Bogiem zamieszkującym w głębi naszego najbardziej wewnętrznego "ja". Dryfujemy po mrocznym, wzburzonym oceanie, zagrażającym samemu sensowi naszego istnienia.
Doktor Viktor E. Frankl, austriacki psychiatra, potwierdza, że współczesne społeczeństwo jest przeniknięte tym nieomal powszechnym poczuciem braku sensu. Stwierdza on: “W praktyce coraz większa liczba naszych pacjentów cierpi z powodu poczucia wewnętrznej pustki – którą określam mianem pustki egzystencjalnej – polegającej na całkowitym braku sensu własnego istnienia”. Frankl przypisuje to poczucie egzystencjalnej pustki faktowi utraty instynktu przez współczesnego człowieka – a także utraty przez nas tradycji. Nie dysponujemy już wynikającą z instynktu wiedzą o tym, co m u s i m y robić, zaś odcinając się od zakorzenienia w przeszłości, straciliśmy zdolność do rozpoznawania, co robić p o w i n n i ś m y.
Dla ludzi zamieszkujących półkulę zachodnią kompromisowym rozwiązaniem jest konformizm; wśród mieszkańców półkuli wschodniej częstym wyborem jest totalitaryzm. W 1925 roku Thomas Stearns Eliot prorocko opisywał wielu żyjących dziś ludzi:
My próżni ludzie
My wypchani ludzie
Podpieramy się wzajem
Niestety w głowach słoma
Kiedy do siebie szepczemy
Ciche i bez znaczenia
Są nasze wyschłe głosy […]
Kształty bez formy cienie bez koloru
Zastygła siła i gesty bez ruchu.
Niemniej wśród wielu z nas rodzi się reakcja znajdująca wyraz w żarliwym, bardzo osobistym poszukiwaniu sensu. Niektórzy próbują znaleźć nowy cel w życiu, sięgając do parapsychologii i technik poszerzania świadomości. Lecz wielu innych stara się rozwiązywać problem sensu za pomocą religii – przyjmującej formę czy to tradycyjną, czy to nowatorską, czy to będącą eklektycznym połączeniem rozmaitych elementów z różnych tradycji. Fundamentalistyczne Kościoły protestanckie są zapełnione ludźmi (w tym młodzieżą) pragnącymi odnaleźć sens życia w Biblii. Wśród rzymskich katolików są tacy, którzy podążają za arcybiskupem Lefebvre lub innymi tradycjonalistami bądź z nimi sympatyzują. Ruch Odnowy w Duchu Świętym dał nową nadzieję wielu wyznawcom, którzy byli już gotowi porzucić chrześcijaństwo, zbyt statyczne i pozbawione sensu w kontekście ich codziennego życia.
Lecz anglikański teolog, dr John Macquarrie, podnosi uzasadniony alarm w odniesieniu do wszelkich nowych fal entuzjazmu wobec "religii", "zwłaszcza jeśli wydają się one nieomal całkowicie pozbawione jakichkolwiek intelektualnych treści. Czy żywiołowy duch uniesienia nie jest równie jednostronny, co bezbarwny sekularyzm, pod wpływem którego powstał? Jeśli tak, może się on okazać bardzo niebezpieczny".
Carl G. Jung dzieli się poważnymi zastrzeżeniami co do roztropności tych ludzi Zachodu, którzy odrzucają własne tradycje religijne, przyjmując w zamian te właściwe Wschodowi:
[moja] krytyka skierowana jest przede wszystkim przeciw zastosowaniu jogi przez człowieka Zachodu. Drogi duchowego rozwoju na Zachodzie były zupełnie inne niż na Wschodzie i wytworzyły się tu warunki nie dające dobrych podstaw do zastosowania jogi. Zachodnia cywilizacja liczy sobie ledwie tysiąc lat i musi dopiero wyzwolić się ze swej barbarzyńskiej jednostronności. Chodzi przede wszystkim o głębsze zrozumienie natury człowieka. Nie dojdzie się do zrozumienia przez ujarzmienie i ucisk, a już najmniej przez naśladowanie metod, które powstały w zupełnie innych warunkach psychologicznych. Z biegiem stuleci Zachód tworzyć będzie swoją własną jogę – na podwalinach chrześcijaństwa.
George A. Maloney SJ – „deon.pl”
 
 
 
 
 
 
2
 
Czym jest szczęście? Nie jest tym, co myślisz
Szczęście i eudajmonia
Każdy z nas chce być szczęśliwy i szuka szczęścia. Jak je osiągnąć? Starożytni Grecy podsuwają nam tu cenne słowo: eudajmonia.
Słowo to, jak to często bywa w języku greckim, jest złożone. Wywodzi się od słów eu (dobry) i daimon (duch lub siła przewodnia). „Posiadania dobrego ducha” oznacza właśnie dobre życie, czyli szczęście. Eudajmonia nie jest zatem jedynie stanem przemijającej przyjemności ani materialnego sukcesu. Chodzi o zrealizowanie własnego potencjału i osiągnięcie głębokiego poczucia sensu.
Pozostaje jednak pytanie: co tak naprawdę stanowi dobre życie?
Cóż to jest szczęście?
Stoicy twierdzili, że eudajmonia nie powinna być definiowana w kategoriach przyjemności, ale raczej w kategoriach życia zgodnego z naturą i rozumem. Dla nich prawdziwe szczęście osiąga się głównie poprzez kultywowanie czterech cnót: mądrości, odwagi, sprawiedliwości i umiarkowania. Stoicy uważali, że zewnętrzne dobra i przyjemności nie mają wewnętrznej wartości. Liczyło się dla nich racjonalne wykorzystanie tych zewnętrznych dóbr. Sprawując rozumną kontrolę nad swoimi pragnieniami i emocjami, jednostka może osiągnąć wewnętrzny spokój, który stanowi eudajmonię.
W przeciwieństwie do stoików Epikur utożsamiał eudajmonię z przyjemnością, ale podkreślał, że najwyższą formą przyjemności nie jest pobłażanie sobie, ale osiągnięcie ataraksji - stanu wolności od zakłóceń i bólu. Twierdził, że najprzyjemniejsze życie to takie pozbawione strachu i cielesnego dyskomfortu. Opowiadał się za prostymi przyjemnościami, intelektualnymi poszukiwaniami i kultywowaniem przyjaźni. Wszystko po to, aby zmaksymalizować długoterminową przyjemność poprzez zminimalizowanie bólu i niepotrzebnych pragnień.
Koncepcja eudajmonii Arystotelesa, przedstawiona w jego Etyce nikomachejskiej, traktuje ją jako aktywność duszy zgodną z cnotą. Ten filozof uznawał znaczenie dóbr zewnętrznych, takich jak bogactwo, zdrowie i przyjaźń, ale postrzegał je raczej jako pomocnicze niż wystarczające. Arystoteles twierdzi, że prawdziwe szczęście osiąga się poprzez kultywowanie cnót intelektualnych i moralnych, które obejmują rozum i właściwe funkcjonowanie istot ludzkich. Przyjemność jest naturalną konsekwencją cnotliwych działań, a nie ostatecznym celem.
Średniowieczny zwrot
Pomimo różnic wszystkie trzy tradycje zgadzają się, że dobrze przeżyte życie wykracza poza zwykłą hedonistyczną przyjemność, dążąc do głębszej, trwalszej formy szczęścia. Tomasz z Akwinu zgodził się z Grekami, że prawdziwe szczęście, czyli beatitudo, nie jest jedynie kwestią przyjemności. Twierdził, że ten stan szczęścia wynika z życia zgodnego z rozumem i osiągnięcia ostatecznego celu, jakim jest poznanie i kochanie Boga.
W tym miejscu perspektywa Akwinaty różni się od innych. Podczas gdy Arystoteles wierzył, że eudajmonia może zostać osiągnięta w tym życiu, Akwinata postrzegał doskonałe szczęście jako coś, co można osiągnąć jedynie w życiu pozagrobowym, w bezpośrednim zjednoczeniu z Bogiem. Niemniej jednak nie wyklucza to możliwości doświadczania „zapowiedzi” prawdziwego szczęścia w teraźniejszości.
Niedoskonałe szczęście
Akwinata twierdził, że cnotliwe życie prowadzi do pewnego rodzaju „niedoskonałego szczęścia” (felicitas). Felicitas nie jest zwykłym pocieszeniem, ale raczej głębokim poczuciem spokoju, spełnienia i osiągnięcia celu, wynikających z dostosowania się do Bożego planu. Ale znowu pojawia się pytanie: jak można kultywować to szczęście? Cóż, Akwinata zidentyfikował kilka kluczowych elementów.
1. Cnotliwe życie jest podstawą cnotliwego życia. Może się wydawać, że to „masło maślane”, ale nie do końca tak jest. Cnoty kardynalne, takie jak sprawiedliwość, roztropność, wstrzemięźliwość i męstwo, służą jako kompas moralny, prowadząc osobę do podejmowania rozsądnych decyzji - kamieni węgielnych dobrze przeżytego życia.
2. Zdolność rozumowania i rozeznawania prawdy jest cechą charakterystyczną ludzkiej kondycji. Zrozumienie własnego miejsca we wszechświecie i Bożego planu pozwala dokonywać wyborów, które przyczyniają się do ostatecznego szczęścia.
3. Pielęgnowanie relacji z Bogiem. Modlitwa, refleksja i życie zgodne z Bożą miłością ułatwiają połączenie ze źródłem wszelkiego dobra. To połączenie rodzi spokój, który wykracza poza zmienne koleje ziemskiej satysfakcji.
Doświadczanie autentycznej radości
Można zauważyć, że perspektywa Akwinaty wcale nie polega na oczekiwaniu na życie pozagrobowe. Chodzi o życie w taki sposób, który ułatwia naszą bliskość z Bogiem i pozwala nam doświadczać autentycznej radości w chwili obecnej. Takie spełnienie można osiągnąć poprzez pomaganie innym, wykorzystywanie swoich zdolności do konstruktywnych celów lub kontemplowanie piękna świata.
Dążąc do cnoty, wykorzystując rozum i wspierając relację z Bogiem, kultywujemy „niedoskonałe szczęście” Akwinaty. Ten rodzaj szczęścia pomaga nam nam być "tu i teraz", czyli ugruntowuje nas w teraźniejszości, i prowadzi nas w naszej podróży ku ostatecznemu spełnieniu. Doskonałe szczęście być może wykracza poza zakres naszego ziemskiego doświadczenia, ale Akwinata oferuje ścieżkę prowadzącą nasze życie do jego ostatecznego celu, sensu i fundamentu trwałej radości.
Daniel Esparza – „aleteia.pl”
 
 
 
 
6
 
Święci i błogosławieni w tygodniu

7 czerwca - św. Robert z Newminster, opat

7 czerwca - św. Antoni Maria Gianelli, biskup

7 czerwca - bł. Anna od św. Bartłomieja, dziewica

7 czerwca - bł. Maria Teresa de Soubiran, dziewica

8 czerwca - św. Jadwiga Królowa

8 czerwca - św. Medard, biskup

8 czerwca - św. Wilhelm z Yorku, biskup

8 czerwca - błogosławione Diana i Cecylia, dziewice

8 czerwca - św. Jakub Berthieu, prezbiter i męczennik

8 czerwca - bł. Maria od Bożego Serca (Droste zu Vischering), dziewica

9 czerwca - św. Efrem Syryjczyk, diakon i doktor Kościoła

9 czerwca - św. Koluma (Starszy) z Hy (Iona), opat

9 czerwca - bł. Anna Maria Taigi, tercjarka

9 czerwca - św. Józef de Anchieta, prezbiter

9 czerwca - bł. Mikołaj z Gesturi, zakonnik

9 czerwca - kościół metropolitalny w Lublinie

9 czerwca - bazylika metropolitalna w Warszawie

10 czerwca - bł. Bogumił-Piotr, biskup

10 czerwca - bł. Jan Dominici, biskup

10 czerwca - bł. Eustachy Kugler, zakonnik

11 czerwca - św. Barnaba, Apostoł

11 czerwca - św. Paryzjusz, pustelnik

11 czerwca - św. Paula Angela Maria Frassinetti, zakonnica

11 czerwca - kościół katedralny w Radomiu

12 czerwca - błogosławionych 108 męczenników z czasów II wojny światowej

12 czerwca - św. Onufry Wielki, pustelnik

12 czerwca - św. Leon III, papież

12 czerwca - św. Kasper Bertoni, prezbiter

12 czerwca - św. Benedykt Menni, prezbiter

12 czerwca - bł. Maria Kandyda od Eucharystii, zakonnica

12 czerwca - bł. Stefan Bandelli, prezbiter

13 czerwca - św. Antoni Padewski, prezbiter i doktor Kościoła

14 czerwca - bł. Michał Kozal, biskup i męczennik

14 czerwca - św. Metody Wyznawca, patriarcha

14 czerwca - bł. Gerard z Clairvaux, mnich

14 czerwca - Elizeusz, prorok

 

 


NIEDZIELNA EUCHARYSTIA W KOŚCIOŁACH W OKOLICY
Parafia Miłosierdzia Bożego, os. Na Wzgórzach
niedziele i święta: 6.30, 8.00, 9.30, 11.00, 12.30 (oprócz VII i VIII), 16.00, 19.00,
dni powszednie – 7.00, 7.30, 18.00.
Parafia Matki Bożej Pocieszenia, ul. Bulwarowa 15a
niedziele i święta: 7:00, 8:30, 10:00, 11:30, 13:00, 18:00, 20:00
dni powszednie: 7:00, 15:00, 18:00
Parafia Matki Bożej Częstochowskiej, os. Szklane Domy 7,
niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:30, 17:00 (oprócz VII i VIII),
19:00 (oprócz VII i VIII), 20:30
dni powszednie: 6:30, 8:00, 18:00
Parafia Matki Bożej Królowej Polski, Arka Pana, ul. Obrońców Krzyża 1
niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:30, 16:00, 17:30, 19:00,
dni powszednie: 6:00, 6:30, 7:00, 7:30, 8:00, 11:00, 18:00
Bazylika Krzyża św. - klasztor (pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i św. Wacława) 
niedziele i święta: 06.30, 08.00, 09.30, 11.00, 12.30, 14.00 (oprócz VII i VIII)
dni powszednie: 06.30, 07.30, 08.30, 16.00 (w piątki), 18.00.
Parafia św. Bartłomieja Apostoła, Mogiła, ul. Klasztorna 11,
niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:30, 14:00 (oprócz VII, VIII), 16:30, 18:00
dni powszednie: 6:00, 7:00 (oprócz VII i VIII), 7:30, 8:30, 18:00
Parafia Najświętszego Serca Pana Jezusa, os. Teatralne,
niedziele i święta: 7:00, 8:30, 10:00, 11:30, 13:00 (oprócz VII i VIII), 18:00, 19:30
dni powszednie: 6:30 (oprócz VII i VIII), 7:00, 18:00
Parafia św. Stanisława Biskupa Męczennika, Kantorowice 122,
niedziele i święta: 9:00, 11:00, 18:00, dni powszednie: 8:00, 17:00, (18.00- lato)
Parafia Najświętszego Serca Pana Jezusa, os. Lubocza,
niedziele i święta: 8:00, 10:30, 17:00, dni powszednie: 7:00, 17:00
Parafia Matki Bożej Wspomożenia Wiernych, Prusy,
niedziele i święta: 7:30, 9:30, 11:30,
dni powszednie: 18:00 (pon., śr., pt.), 6:30 (wt., czw., sob.)
Parafia św. Maksymiliana Marii Kolbego, Mistrzejowice,
niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 10:30, 11:00, 13:00, 17:00, 19:00
dni powszednie: 6:30, 7:00, 7:30, 18:00
NASZE STRONY INTERNETOWE I ADRESY:
strona internetowa gazetki:wzgorza-gazetka.pl