W BLASKU MIŁOSIERDZIA

24/970 – 9 czerwca 2024 r. B.      

INTERNETOWE WYDANIE TYGODNIKA

 

1

 

Niedziela, 9 czerwca 2024 r.

X niedziela zwykła (B)

Czytania:
Pierwsze czytanie: Rdz 3,9-15
Psalm: Ps 130
Drugie czytanie: 2 Kor 4,13-5,1
Ewangelia: Mk 3,20-35
 
EWANGELIA
Szatan został pokonany
Mk 3, 20-35
Słowa Ewangelii według Świętego Marka
Jezus przyszedł z uczniami swoimi do domu, a tłum znów się zbierał, tak że nawet posilić się nie mogli. Gdy to posłyszeli Jego bliscy, wybrali się, żeby Go powstrzymać. Mówiono bowiem: «Odszedł od zmysłów».
A uczeni w Piśmie, którzy przyszli z Jerozolimy, mówili: «Ma Belzebuba i mocą władcy złych duchów wyrzuca złe duchy».
Wtedy przywołał ich do siebie i mówił im w przypowieściach: «Jak może Szatan wyrzucać Szatana? Jeśli jakieś królestwo jest wewnętrznie skłócone, takie królestwo nie może się ostać. I jeśli dom wewnętrznie jest skłócony, to taki dom nie będzie mógł się ostać. Jeśli więc Szatan powstał przeciw sobie i jest z sobą skłócony, to nie może się ostać, lecz koniec z nim. Nikt nie może wejść do domu mocarza i sprzęt mu zagrabić, jeśli mocarza wpierw nie zwiąże, i dopiero wtedy dom jego ograbi.
Zaprawdę, powiadam wam: Wszystkie grzechy i bluźnierstwa, których by się ludzie dopuścili, będą im odpuszczone. Kto by jednak zbluźnił przeciw Duchowi Świętemu, nigdy nie otrzyma odpuszczenia, lecz winien jest grzechu wiecznego». Mówili bowiem: «Ma ducha nieczystego».
Tymczasem nadeszła Jego Matka i bracia i stojąc na dworze, posłali po Niego, aby Go przywołać.
A tłum ludzi siedział wokół Niego, gdy Mu powiedzieli: «Oto Twoja Matka i bracia na dworze szukają Ciebie».
Odpowiedział im: «Któż jest moją matką i którzy są moimi braćmi?» I spoglądając na siedzących dokoła Niego, rzekł: «Oto moja matka i moi bracia. Bo kto pełni wolę Bożą, ten jest Mi bratem, siostrą i matką».
 
 
Komentarz do Ewangelii
O czym są czytania X niedzieli okresu zwykłego roku B? Zarówno w pierwszym jak i w Ewangelii pojawia się diabeł. Ale to nie on jest ich głównym bohaterem. Już szybciej jest nim człowiek. Człowiek, który czasem – idąc za podszeptem diabła – nie ufa Bogu, człowiek który Go o różne złe rzeczy oskarża, który wątpi, szuka, ale też z cała ufnością Mu się powierza. Tylko to ostatnie gwarantuje wieczne szczęście. Zresztą Bogu w całej historii zbawienia chodzi chyba o to jedno: żeby człowiek, który zaczął wątpić w Jego dobroć w końcu Mu zaufał... Ale tak naprawdę głównym bohaterem tych tekstów niedzielnej liturgii jest Potomek Człowieka, który zmiażdżył głowę Węża...
Łatwo, gdy droga łatwa. Nad przepaścią to bardzo trudne. Ale kombinowanie po swojemu i tak nic dobrego nie da.
Wszystkie nieszczęścia człowieka wzięły się z tego, że nie zaufał Bogu. Drogą do szczęśliwej wieczności wiedzie w kierunku przeciwnym: zaufania. Na wzór Jezusa, który zaufał, mimo że musiał przejść przez bolesną śmierć.
Zazieleniło się. Mamy okres zwykły, czyli wrócił zielony kolor szat liturgicznych. A czytania tej niedzieli?
Od początku człowieka grzech ma przynajmniej te trzy skutki: sprawia że człowiek chowa się przed Bogiem, niszczy przyjaźń i harmonię z drugim człowiekiem i burzy wewnętrzny spokój. Ale Bóg jest większy od naszego grzechu. I zna sposób na jego pokonanie, unieważnienie: potrafi zniweczyć przebiegłość szatana. Nie w sobie mamy pokładać nadzieję, ale w Bogu, który potrafi zniszczyć zło.
 
 
2
 
 
W dzisiejszym numerze:
- Grzech przeciwko Duchowi Świętemu
- Odnaleźć drugiego człowieka
- Nagość
- Gdy brakuje ci nadziei, proś o nią tego anioła
- Znany matematyk nawrócił się na katolicyzm
- Święci i błogosławieni w tygodniu

 

 

3

 

Grzech przeciwko Duchowi Świętemu

Raz na jakiś czas spotykam kogoś, kto jest zaniepokojony tym, że być może popełnił grzech przeciwko Duchowi Świętemu. Żałuje, ale nie jest pewien, czy to coś pomoże, skoro Chrystus mówi dziś w Ewangelii: „Wszystkie grzechy (…) będą im odpuszczone. Kto by jednak zbluźnił przeciw Duchowi Świętemu, nigdy nie otrzyma odpuszczenia, lecz winien jest grzechu wiecznego”.

Na tym przykładzie widać wyraźnie, jak ważne jest czytanie Pisma Świętego „razem z Kościołem”, żeby móc je rozumieć we właściwy sposób. Jak zatem Kościół interpretuje te surowo brzmiące słowa Chrystusa?

Święty Jan Paweł II pisał w swojej encyklice poświęconej Duchowi Świętemu, że grzech ten „nie polega na słownym znieważeniu Ducha Świętego”, ale na „radykalnej odmowie nawrócenia”, odmowie przyjęcia zbawienia, które przychodzi do nas właśnie przez Ducha. W tym samym tekście czytamy dalej, że grzech ten: „nie pozwala człowiekowi wyjść z samozamknięcia i otworzyć się w kierunku Boskich źródeł oczyszczenia sumień i odpuszczenia grzechów” (Dominum et vivificantem, 46). Rozwijając użyty przez papieża obraz, można powiedzieć, że popełniając jakikolwiek grzech ciężki, przestajemy czerpać wodę życia z duchowego Źródła, którym jest Duch Święty. Natomiast popełniając grzech przeciwko Duchowi, człowiek jakby próbował zatamować to Źródło czy odciąć sobie raz na zawsze dostęp do niego. Święty Tomasz z Akwinu mówi, że grzech ten jest tak ciężki dlatego, że „wyklucza to, czym dokonuje się odpuszczenie grzechów” (ST II-II, q. 14, a. 3 corp.). W ten właśnie sposób można odczytywać tradycyjną listę sześciu grzechów przeciwko Duchowi Świętemu – jako „tamowanie strumienia łaski u samego źródła”.

Jeżeli tak pojmujemy grzech przeciwko Duchowi Świętemu, to fakt, że ktoś przychodzi ze skruchą i żałuje tego, co mu się wydaje takim grzechem, dowodzi, że Pan Bóg go od niego uratował. Nie ma tu bowiem „radykalnej odmowy nawrócenia”, lecz przeciwnie – jest pragnienie nawrócenia i skrucha serca, które pochodzą od Ducha Świętego.

Michał Golubiewski OP – „wdrodze.pl”

 

 

4

 

Odnaleźć drugiego człowieka

W dzisiejszej Ewangelii słyszymy słowa, na które nie można pozostać obojętnym: „kto pełni wolę Bożą, ten Mi jest bratem, siostrą i matką” (Mk 3). Jest to jednocześnie wyrzut sumienia i program życia. Słowem kluczem tego programu jest „służba”. Ze służbą związana jest zaś wrażliwość na drugiego człowieka. Pewien przykład ilustruje w sposób wymowny tę prawdę.

Na Litwie żyła uboga wdowa Danuta Puotkalis. Pracowała ciężko na utrzymanie pięciorga dzieci. Nie spodziewała się, że wkrótce opuści ten świat i zostawi je sierotami. Zachorowała. Widząc zbliżający się koniec życia, poprosiła, aby posłano po notariusza. Zdziwieni sąsiedzi pomyśleli, że postradała zmysły, nie miała bowiem majątku i nie było co zapisywać w testamencie. Chora jednak twierdziła, że ma wielkie skarby, które musi rozdzielić między swoje dzieci. Posłano mimo wszystko po rejenta, a kiedy ten przybył, wdowa podyktowała mu następujący testament:

Zostawiam was, kochane dzieci, sierotami, ale jestem spokojna o waszą przyszłość, bo zapisuję wam wielkie skarby. Jest was pięcioro. A moje skarby to pięć ran ukrzyżowanego Zbawiciela. Są moje, bo za mnie wycierpiał je Pan Jezus. Wam – mówiła do najstarszych córek – zapisuję rany rąk Zbawiciela. Jako sieroty musicie ciężko pracować na kawałek chleba. Starając się o utrzymanie ziemskiego życia, nie zapominajcie o niebie, a wtedy rany rąk Chrystusa osłaniać was będą i błogosławić. Wam – zwróciła się do młodszych – zapisuję rany nóg Zbawiciela. Jako sieroty będziecie tułać się po świecie. Pamiętajcie jednak, aby nigdy nie schodzić z drogi Krzyża Świętego, którą nogi Chrystusa wam wskazały. Rany najświętsze bronić i strzec was będą. Tobie, jedyny synu, zapisuję ranę serca Jezusowego, boś najmłodszy i najbardziej potrzebujesz opieki Boga.

Nigdy dotąd nie spisano za panowania cara Aleksandra podobnego testamentu. Wieść o dziwnym testamencie rozeszła się lotem błyskawicy wśród ludzi. Osierocone dzieci szybko znalazły przybrane rodziny.

Jak więc widać, służba i poświęcenie dla drugiego człowieka pociągają za sobą następne dobro, niosą ze sobą powinność powielania dobra, likwidowania znieczulicy. Jezus w dzisiejszej scenie z Ewangelii solidaryzuje się z takimi właśnie ludźmi.

Warto w tym miejscu przytoczyć jeszcze jeden przykład, który zilustruje prawdę zawartą w dzisiejszej perykopie ewangelicznej.

Podczas wojny w 1992 roku na froncie serbsko-chorwackim zwiad przeczesywał wioskę opuszczoną poprzedniego dnia przez nieprzyjaciela. W zniszczonym domu żołnierze znaleźli kołyskę z małym dzieckiem. Zwiadowca sięgnął po dziecko. W ostatniej dosłownie chwili jego koledzy zauważyli drut przeciągnięty od kołyski do miny. Stanęli jak wryci przed okrucieństwem zdolnym poświęcić niewinne życie, aby tylko zaszkodzić wrogowi. Jeden z żołnierzy odwiózł dziecko z frontu do sierocińca w Zagrzebiu. W drodze spadła na niego hiobowa wieść – podczas bombardowania rodzinnej wioski zginęli żona i dwoje dzieci. Bezradny stał nad grobami najbliższych. Rozbity psychiczne mężczyzna nie wiedział, co ze sobą zrobić. Powrócił na front. W swoim wielkim bólu przypomniał sobie po pewnym czasie o sierocińcu, postanowił odwiedzić „znajdę”. Dziecko – o dziwo! – rozpoznało swego wybawcę. Pozwoliło się objąć, ukołysać. Mężczyzna, trzymając sierotę w ramionach, zrozumiał nagle: to dziecko nie ma nikogo na świecie, a i on jest samotny. Nie zastanawiał się długo. Zaadoptował małą dziewczynkę i powoli odnalazł spokój serca zranionego bólem po utracie najbliższych.

Można więc powiedzieć, że człowiek został stworzony dla drugiego człowieka. Ludzie muszą odnaleźć siebie nawzajem. Muszą na nowo odnaleźć swoich rodziców, swojego współmałżonka, swoje dzieci, a także przyjaciół. Muszą odkryć ich piękno, tak jak to uczynił autor Stabat Mater Dolorosa.

Autor pieśni Stała Matka Boleściwa był człowiekiem zamożnym, dobrze mu się wiodło, ale to powodzenie go zepsuło. Zaczął nadużywać alkoholu i przegrywać swój majątek w karty. Upomnienia żony nie skutkowały. Pewnego dnia urządzono w mieście Todi turniej rycerski. Zaproszono nań również Jakuba z żoną. Wprowadził ją na trybunę, a sam pozostał w towarzystwie rycerzy. Turniej przebiegał w najlepsze, gdy nagle... rozległ się gwałtowny trzask i trybuna legła w gruzach. Przerażony Jakub pobiegł ratować żonę. Znalazł ją jeszcze przy życiu. Rozerwał jedwabną szatę, by ułatwić oddychanie, i wtedy dostrzegł pod delikatną tkaniną szorstką włosiennicę. Jakub uświadomił sobie, że gdy przestały skutkować słowa upomnień, żona przeszła do ofiary składanej za niego. Kobieta zmarła na jego rękach, ale jej ofiara nie poszła na marne. Jakub zmienił swoje życie. Wstąpił do zakonu św. Franciszka z Asyżu.

Warto więc ciągle poznawać najbliższych, a poprzez służbę dla nich otwierać nowe pokłady dobroci i miłości. Wydaje się więc, że dzisiejsza wypowiedź Jezusa wcale nie jest kontrowersyjna. Nie jest to lekceważenie własnej matki i krewnych. Słowa te są raczej ukazaniem ludzkiego powołania, w którym bliźni staje się zawsze darem i zadaniem danym przez Stwórcę. „Kto pełni wolę Bożą, ten Mi jest bratem, siostrą i matką” (Mk 3) to program życia dla każdego, program człowieka posłusznego woli Bożej. Trzeba zatem pochylić się nad swoim postępowaniem i zapytać: Czy moje wybory sprawiają, że jestem bliski Chrystusowi?

ks. Janusz Mastalski – „Ekspres Homiletyczny”

 

 

5

 

Nagość

Bóg stworzył człowieka nagiego, ale serce jego wypełnił tak wielką miłością, że ona promieniowała jak światło z żarówki. To dlatego Adam i Ewa nie odczuwali wstydu. Gdy jednak odłączyli się od Boga, serca zgasły. Poczuli się jak zgaszone żarówki. Stracili wówczas sens swego życia. Bo sens żarówki jest w tym, by oświecała.

Dlatego świat od początku bawi się nagością i wykorzystuje ją do swoich interesów, robiąc na niej wielkie pieniądze. Ubiera i rozbiera, to jeden z wielkich biznesów świata.

Chrystus odsłonił tę prawdę i na nowo podłączył serce do miłości Boga. Przybył, aby każdy człowiek dobrej woli uczynił to samo. Świat biznesu tego nie chciał, bo wówczas jego interesy się kończą. Zapalona żarówka jest bezkonkurencyjna w zestawieniu ze zgaszonymi. One tego nie mogą znieść. Zapalona wypełnia środowisko światłem prawdy i demaskuje wszystkie interesy nastawione na ubieranie i rozbieranie człowieka.

Ponieważ Jezusa nie dało się odłączyć od źródła Bożej miłości, postanowiono Go zgasić, a skoro tego nie dało się uczynić, postanowiono Go zniszczyć. Zabawiono się Jego nagością. Wpierw ubrano Go w kaftan bezpieczeństwa używany w szpitalach psychiatrycznych. Tak uczynił tetrarcha Herod. Następnie rozebrano Go i biczowano, ubierając nagość w szatę jego własnej krwi. To było dla nich mało. Ubrano Mu koronę cierniową, dano trzcinę zamiast berła i zarzucono szkarłatny łachman. Przebrano Go w ten sposób za króla. Na Golgocie jeszcze raz zabawiono się Jego ciałem, zrywając z Niego szaty, rzucając o nie kości. Nagiego ukrzyżowano. Wydawało się im, że żarówka Jego serca została nie tylko zgaszona, ale i zniszczona. W trzy dni później dowiedzieli się, że świeci i jest już nie do zgaszenia. Świecić będzie wiecznie i swym światłem zaleje cały świat.

Uczeń Jezusa nie bawi się nagością. Dba o to, aby być zawsze podłączonym do Bożej energii miłości i świecić. Ubranie nie jest w centrum jego zainteresowania. Energia miłości w sercu jest miliony razy ważniejsza. Musi się jednak liczyć z losem, jaki go może spotkać. Świat, w którym żyjemy, nie lubi serc promieniujących miłością.

ks. Edward Staniek – „Ekspres Homiletyczny”

 

 

6

 

Gdy brakuje ci nadziei, proś o nią tego anioła

"Człowiek postmodernistyczny nie spodziewa się zbyt wiele. Nie dowierza tęsknotom. Jest znudzony i zachowuje się często cynicznie. Właśnie dlatego musimy prosić Anioła Nadziei, by towarzyszył nam i ludziom odpowiedzialnym za gospodarkę i politykę" - pisze Anselm Grün OSB w książce "50 Aniołów. dla duszy". Benedyktyn przypomina w niej o istnieniu niezwykłych obrońców - aniołów, którzy pragną nas chronić i sprawiają, że jesteśmy pełni pokoju, nadziei i kreatywności. To właśnie oni pomagają nam przetrwać najtrudniejsze chwile, prowadzą ku zbawieniu i umacniają w dobru tak, że nasze serce nie traci swojego blasku.

Nadzieja to ufne oczekiwanie dobrej przyszłości. Święty Paweł widzi razem: wiarę, nadzieję i miłość. Na tej podstawie teologia wyprowadziła naukę o trzech cnotach boskich. Nadzieja nie jest więc czysto ludzką zdolnością. O wiele bardziej zostaje nam ona zesłana przez Boga do naszej duszy. Jest ona odblaskiem Boga w naszej duszy. Uzdalnia nas do przeciwstawienia się wszelkiej beznadziejności i rezygnacji z nadziei na powodzenie naszego życia. Teologia nazywa to nadzieją na zbawienie i wybawienie. W naszych czasach stworzone zostały nowe zarysy teologii nadziei. W roku 1964 Jürgen Moltmann napisał swoją "Teologię nadziei". Ateistyczny filozof Ernst Bloch sporządził wielkie dzieło zatytułowane "Zasada nadziei". Opisał tam, w jaki sposób człowiek przerasta we wszystkim samego siebie, sięgając w lepszą przyszłość, w krainę obiecaną, która w chrześcijańskiej tradycji nazywana jest Rajem. W tańcu, w muzyce, w architekturze, we wszystkim człowiek wyraża swoją nadzieję za lepszym światem, za większą ilością wolności, za większą ilością piękna, miłości, ostatecznie zaś za swą prawdziwą ojczyzną. Człowiek nie wystarcza sam sobie. Posiada nieuciszoną tęsknotę za szczęściem. Śni za piękniejszą przyszłością.

Nadzieja nie jest czymś wyłącznie prywatnym. Pragnie nas ona wezwać do tego, by wstawiać się za biednymi i naszą nadzieję uczynić owocną właśnie dla ludzi nie posiadających nadziei. Nadzieja umożliwia nam zaangażowanie się w ten świat i nieuleganie rezygnacji, gdy spotykają nas niepowodzenia. Dzisiaj minął już czas wielkiej nadziei. Człowiek postmodernistyczny nie spodziewa się zbyt wiele. Nie dowierza tęsknotom. Jest znudzony i zachowuje się często cynicznie. Właśnie dlatego musimy prosić Anioła Nadziei, by towarzyszył nam i ludziom odpowiedzialnym za gospodarkę i politykę.

Nadzieja sięga ponad to, co widoczne. Nie widzę jeszcze tego, co może się wydarzyć. Jednak ufam. Ufam, że poprawi się stan zdrowia chorego. Ufam, że z podróży powrócę cały i zdrowy. Ufam, że powiedzie się egzamin. Ufam, że wspólne narady prowadzą do dobrych rozwiązań. Ufam, że moje decyzje dobrze wpłyną na rozwój firmy. Jednocześnie nasza nadzieja wychodzi zawsze ponad to, co obecnie jeszcze nie jest widoczne. Nadzieja kieruje się na to, co niewidoczne: na zbawienie, jakiego Bóg ostatecznie dokona na nas w naszej śmierci.

Zarzucano chrześcijańskiej nadziei, że jest oczekiwaniem na tamten świat, bowiem w politycznej walce o lepszą przyszłość, o zdrowe środowisko naturalne, o bardziej sprawiedliwe struktury społeczne ludzie w wystarczający sposób doświadczyli, że czysto doczesna nadzieja prowadzi do rozpaczy i rezygnacji. Opowiadał mi młody mężczyzna, który zaangażował się w ochronę środowiska, że stawał się coraz bardziej niezadowolony i dla swojego otoczenia coraz bardziej nieznośny. Był ateistą. Wstąpił do klasztoru tylko dlatego, by w zaangażowaniu dla lepszego środowiska ponownie odnaleźć własny pokój. Wyczuwał, że musi spojrzeć ponad konkretnymi celami projektów ekologicznych, żeby nie rozpaczać. Nadzieja pozwala nam uspokoić się i - jak mówi święty Paweł - cierpliwie i ufnie dalej pracować dla lepszej przyszłości. Ona wie, że tutaj nigdy nie będziemy mogli urzeczywistnić Raju. Wiara w Raj po tamtej stronie odciąża nas od wszelkich kurczowych zabiegów o zdrowy świat.

Życzę ci więc, by Anioł Nadziei towarzyszył ci w twoich staraniach o stworzenie wokół ciebie lepszego świata: w twojej rodzinie, w twoim ogrodzie, w twojej wspólnocie, w twoim kraju. Potrzebujesz Anioła Nadziei, gdy wszyscy wokół ciebie poświęcają się z rezygnacją codziennym interesom. Nie pozwól się zakazić przez ich rozczarowanie. Zaufaj nadziei. Ona poszerza twoją duszę. Daje twej duszy ochotę do życia, by nastawiała się na to, czego jeszcze brakuje, a gdzie w niepojęty sposób możemy czuć się jak w domu. Święty Paweł opisuje to tak: "Czego ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć, jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy Go miłują" (1 Kor 2,9).

Fragment książki Anselma Grüna OSB "50 Aniołów. dla duszy".

 

 

7

 

Znany matematyk nawrócił się na katolicyzm.

Zaintrygował go napis "Bóg jest miłością"

Boas Erez jest żydowskiego pochodzenia matematykiem i byłym rektorem Uniwersytetu Lugano. W maju 2021 roku przyjął chrzest w Kościele katolickim. Co go do tego skłoniło?

Kim jest matematyk Boas Erez?

Urodzony w 1962 roku Boas Erez jest znanym w środowisku naukowym matematykiem. Tytuł magistra i doktora zdobył na Uniwersytecie w Genewie. Pracował m.in. na uniwersytetach w USA, Hiszpanii czy Szwajcarii.

8 maja 2021 roku matematyk przyjął chrzest w Kościele katolickim. W telewizyjnym programie "Strada Regina" opowiedział o swoim nawróceniu. Wyznał, że jego wychowaniem religijnym zajmowała się matka, lecz robiła to "jakby z instrukcją obsługi w ręce, a nie naturalnie".

Naukowiec wspomniał, że w młodości wraz z kolegami chodził na Mszę świętą do kościoła Najświętszego Serca. - W ten sposób doświadczyłem religii – przyznał Erez.

W późniejszych latach matematyk przez długi czas był daleko od Boga, jednak w pewnym sensie wiara stale mu towarzyszyła. W końcu przestał się jej opierać. - Było to coś, co zawsze istniało w moim życiu, było tam obecne, w bardzo bliskiej odległości, gdybym tylko słuchał, gdybym tylko zwracał uwagę na to, co się wokół mnie dzieje – stwierdził w programie.

W trakcie opowieści matematyk przytoczył szczególnie ważną dla siebie historię. "Podczas podróży samochodem przyjaciółka powiedziała mu, że »naprawdę ma nadzieję umrzeć przed nim«" – czytamy na gosc.pl. - To było enigmatyczne zdanie, które sugerowało chęć wstawienia się w zaświatach za niewierzącego przyjaciela – wyznał Erez.

Kiedy matematyk postanowił się nawrócić, wielu jego znajomych zupełnie się tego po nim nie spodziewało. - Niektórzy moi żydowscy przyjaciele poczuli się zdradzeni, ale ci, którzy mnie kochają, gdy zobaczyli spokój tej mojej drogi, kibicowali mi i mnie wspierali – przyznał naukowiec.

Punktem przełomowym nawrócenia Ereza była sytuacja, kiedy w niewielkiej księgarni natknął się na "Notatki do katechizmu dla wykształconych ignorantów" Pierre’a Richesa. Na okładce książeczki widniał napis "Bóg jest miłością". - To właśnie chciałem zweryfikować, bo wydawało mi się to zaskakującą definicją – przyznał matematyk.

Źródło: gosc.pl / tk

 

11

 

Święci i błogosławieni w tygodniu:

 

9 czerwca - św. Efrem Syryjczyk, diakon i doktor Kościoła
9 czerwca - św. Koluma (Starszy) z Hy (Iona), opat
9 czerwca - bł. Anna Maria Taigi, tercjarka
9 czerwca - św. Józef de Anchieta, prezbiter
9 czerwca - bł. Mikołaj z Gesturi, zakonnik
9 czerwca - kościół metropolitalny w Lublinie
9 czerwca - bazylika metropolitalna w Warszawie
10 czerwca - bł. Bogumił-Piotr, biskup
10 czerwca - bł. Jan Dominici, biskup
10 czerwca - bł. Eustachy Kugler, zakonnik
11 czerwca - św. Barnaba, Apostoł
11 czerwca - św. Paryzjusz, pustelnik
11 czerwca - św. Paula Angela Maria Frassinetti, zakonnica
11 czerwca - kościół katedralny w Radomiu
12 czerwca - błogosławionych 108 męczenników z czasów II wojny światowej
12 czerwca - św. Onufry Wielki, pustelnik
12 czerwca - św. Leon III, papież
12 czerwca - św. Kasper Bertoni, prezbiter
12 czerwca - św. Benedykt Menni, prezbiter
12 czerwca - bł. Maria Kandyda od Eucharystii, zakonnica
12 czerwca - bł. Stefan Bandelli, prezbiter
13 czerwca - św. Antoni Padewski, prezbiter i doktor Kościoła
14 czerwca - bł. Michał Kozal, biskup i męczennik
14 czerwca - św. Metody Wyznawca, patriarcha
14 czerwca - bł. Gerard z Clairvaux, mnich
14 czerwca - Elizeusz, prorok
15 czerwca - bł. Jolenta, księżna, zakonnica
15 czerwca - św. Wit, męczennik
15 czerwca - św. Bernard z Menthon, zakonnik
15 czerwca - św. Maria Michalina od Najświętszego Sakramentu, dziewica
16 czerwca - św. Benon, biskup
16 czerwca - św. Lutgarda, dziewica
16 czerwca - bł. Florida Cevoli, dziewica
16 czerwca - św. Jan Franciszek Régis, prezbiter