WZGÓRZA

W BLASKU MIŁOSIERDZIA

16/919       -       23 kwietnia 2023 r. A.

INTERNETOWE WYDANIE TYGODNIKA „WZGÓRZA W BLASKU MIŁOSIERDZIA”

„Błogosławieni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią”

 

1

 

Niedziela, 23 kwietnia 2023 r.

III Niedziela

Wielkanocy rok A

 

2

 

Czytania:

Pierwsze czytanie: Dz 2,14.22b–28

Psalm: Ps 16

Drugie czytanie: 1 P 1,17–21

Ewangelia: Łk 24,13–35

EWANGELIA

Poznali Chrystusa przy łamaniu chleba

Łk 24, 13-35

Słowa Ewangelii według Świętego Łukasza

W pierwszy dzień tygodnia dwaj uczniowie Jezusa byli w drodze do wsi, zwanej Emaus, oddalonej o sześćdziesiąt stadiów od Jeruzalem. Rozmawiali oni z sobą o tym wszystkim, co się wydarzyło. Gdy tak rozmawiali i rozprawiali z sobą, sam Jezus przybliżył się i szedł z nimi. Lecz oczy ich były jakby przesłonięte, tak że Go nie poznali.

On zaś ich zapytał: «Cóż to za rozmowy prowadzicie z sobą w drodze?» Zatrzymali się smutni. A jeden z nich, imieniem Kleofas, odpowiedział Mu: «Ty jesteś chyba jedynym z przebywających w Jerozolimie, który nie wie, co się tam w tych dniach stało».

Zapytał ich: «Cóż takiego?»

Odpowiedzieli Mu: «To, co się stało z Jezusem Nazarejczykiem, który był prorokiem potężnym w czynie i słowie wobec Boga i całego ludu; jak arcykapłani i nasi przywódcy wydali Go na śmierć i ukrzyżowali. A my spodziewaliśmy się, że On właśnie miał wyzwolić Izraela. Ale po tym wszystkim dziś już trzeci dzień, jak się to stało. Nadto, jeszcze niektóre z naszych kobiet przeraziły nas: były rano u grobu, a nie znalazłszy Jego ciała, wróciły i opowiedziały, że miały widzenie aniołów, którzy zapewniają, iż On żyje. Poszli niektórzy z naszych do grobu i zastali wszystko tak, jak kobiety opowiadały, ale Jego nie widzieli».

Na to On rzekł do nich: «O, nierozumni, jak nieskore są wasze serca do wierzenia we wszystko, co powiedzieli prorocy! Czyż Mesjasz nie miał tego cierpieć, aby wejść do swej chwały?» I zaczynając od Mojżesza, poprzez wszystkich proroków, wykładał im, co we wszystkich Pismach odnosiło się do Niego.

Tak przybliżyli się do wsi, do której zdążali, a On okazywał, jakoby miał iść dalej. Lecz przymusili Go, mówiąc: «Zostań z nami, gdyż ma się ku wieczorowi i dzień się już nachylił». Wszedł więc, aby zostać wraz z nimi. Gdy zajął z nimi miejsce u stołu, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał go i dawał im. Wtedy otworzyły się im oczy i poznali Go, lecz On zniknął im z oczu. I mówili między sobą: «Czy serce nie pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał?»

W tej samej godzinie zabrali się i wrócili do Jeruzalem. Tam zastali zebranych Jedenastu, a z nimi innych, którzy im oznajmili: «Pan rzeczywiście zmartwychwstał i ukazał się Szymonowi». Oni również opowiadali, co ich spotkało w drodze i jak Go poznali przy łamaniu chleba.

 

5

 

III Niedziela Wielkanocna…

Gdy rozpoznali Jezusa sprawy w Emaus przestały być ważne.

Chrystus zmartwychwstał. I co my na to? Czy dla nas to, co w Emaus jest dalej ważne czy jednak ruszymy w noc do Jerozolimy, by dzielić się wieścią o spotkaniu ze Zmartwychwstałym?

Chodzi o to, jak prawda o zmartwychwstaniu Jezusa wpływa na nasze życie. W poranek wielkanocny wołaliśmy, ze prawdziwie zmartwychwstał. Czy kiedy minął już ponad tydzień ta prawda ciągle jeszcze w nas jest? Czy gra w nas pobudzając do uwielbienia Boga? I do życia w bólu tego świata pokojem obywateli nieba? Czy tegoroczna Wielkanoc sprawiła, że staliśmy się inni, bardziej Boży, mocniej wychyleni ku wieczności?

Chrystus zmartwychwstał – słyszymy znów w liturgii tej niedzieli. I ciągle oczekuje się od nas odpowiedzi: prawdziwie zmartwychwstał. Ale nie tylko odpowiedzi danej słowem, będącej jedynie powitalnym konwenansem. Chodzi o odpowiedź całym swoim życiem. Do tego też wzywają nas Piotr i Łukasz, których fragmenty pism tej niedzieli czytamy.

Droga do Emaus... Chrystus przychodzi jako wędrowiec. Może i w naszym życiu przychodzi nieraz niezauważenie? Dopiero słuchanie Go sprawia, że mamy ochotę zaprosić Go do siebie. A potem, gdy już pozwala się rozpoznać, znika. Zostawiając wiarę, nadzieję, zostawiając radość... Bóg spotykający się z człowiekiem na drogach życia.

 

6

 

W dzisiejszym numerze:
- Zamknięte – otwarte
- O, nierozumni
- Ukochać Pismo Święte
- Modlitwa, którą o. Pio wypraszał cuda. Módl się nią, gdy potrzebujesz siły
- O rozczarowaniu Kościołem
- Księża komentują nowe zasady występowania duchownych w mediach
- Żonaty ksiądz: Kryzys Kościoła nie bierze się z tego, że celibat jest albo go nie ma
- "Ekstremalnie ekspresowa ingerencja" świętego Józefa
- Maryja objawia się także muzułmanom i hinduistom
- Papież z Aleksandrii odwiedzi papieża Franciszka
- Nie musimy ciągle kręcić się wkoło swojego smutku i niedostatku
- Święci i błogosławieni w tygodniu

 

 

3

 

Zamknięte – otwarte

Początek Wielkiego Postu zaprowadził nas do raju, w którym Adam i Ewa ulegli szatańskiej pokusie i zjedli zakazany owoc. W ten sposób sprowadzili na siebie i swoje potomstwo śmierć, a wybór zła sprawił, że życie stało się pełne trudności, chociaż wąż obiecywał, że będzie na odwrót. W tym wszystkim jednak wydarzyło się coś niezwykłego: „otworzyły się im obojgu oczy i poznali, że są nadzy” (Rdz 3,7).

Pierwsi rodzice nie widzieli nic innego poza Bogiem i dobrem – ich oczy były otwarte na Niego i Jego stworzenie. Kiedy jednak zgrzeszyli, ich oczy, choć pozornie otwarte, tak naprawdę zamknęły się i odwróciły od Boga, a na dodatek skupiły na sobie – prowadząc do ucieczki i ukrycia. W ten sposób człowiek wszedł na drogę ciągłego upadania i nawracania się; zamykania i otwierania oczu; zapominania i przypominania sobie wielkich dzieł Bożych.

Dzisiejsza niedziela wielkanocna zabiera nas w drogę do Emaus, na której spotykamy dwóch uczniów, potomków Adama i Ewy, którzy zwątpili i zamknęli swoje oczy na Boga, a otworzyli je na rozpacz i beznadzieję. Skupili się na tym, czego się spodziewali, a zapomnieli o tym, co Jezus im mówił i co robił. To sprawiło, że stali się jakby nadzy: opuszczeni i rozczarowani. Postanawiają więc uciec, schować się i szukać siebie w nowej sytuacji.

W obu tych wydarzeniach pojawia się Bóg, który szuka zagubionego, ukrytego człowieka. Po wygnaniu z raju nasze oczy zamknęły się na Boga, Jezus przychodzi je otworzyć i zwrócić je ku sobie – bo w Nim obietnice o Bożym ratunku się wypełniły. Pascha Chrystusa ostatecznie pokonała śmierć i dała nam życie. I choć ciągle nasze oczy są raz na Boga zamknięte, raz otwarte, to światło Chrystusa zajaśniało nad nami i nigdy już nie zgaśnie. Nie musimy szukać Go po omacku, bo jest realnie obecny w celebracji Eucharystii. Przez liturgię Jezus nam o sobie przypomina i pomaga przejść drogę tak, byśmy i my zmartwychwstali. W niej, „podobnie jak uczniom w Emaus, wyjaśnia nam Pisma i łamie dla nas chleb”, abyśmy stali się jak On w Jego królestwie.

Mikołaj Walczak OP – „wdrodze.pl”

 

 

7

 

„O, nierozumni”

Jakże dzisiaj nie przejąć się słowami, które wypowiedział Chrystus do uczniów: „O, nierozumni, jak nieskore są wasze serca do wierzenia we wszystko, co powiedzieli prorocy” (Łk 24). Czyż ten swoisty wyrzut sumienia, który wychodzi z ust Jezusa, nie powinien poruszyć i nas? Odczytać przesłanie proroków – oto zadanie dla współczesnego człowieka.

Niewątpliwie prorokiem przełomu drugiego i trzeciego tysiąclecia stał się Jan Paweł II. Zmarł 2 kwietnia 2005 roku, w wigilię Niedzieli Miłosierdzia Bożego, a dziś jest już świętym. Jego osobisty lekarz prof. Renato Buzzonetti, czuwający przy nim do ostatnich chwil, powiedział: „Jego ciało było wizerunkiem męki, tym wyraźniejszym tuż po Wielkanocy, w której Ojciec Święty chciał uczestniczyć mimo dręczącej go coraz bardziej z każdym dniem choroby. Lecz papież znosił ją z pogodą ducha, powiedziałbym wręcz – z ojcowską czułością i zawsze z wdzięcznością wobec tych, którzy byli przy jego łożu”. Był zatem świadkiem Chrystusa cierpiącego i ukrzyżowanego, bowiem – jak mówił prof. Buzzonetti: „Widziałem, jak cierpiał. To był wizerunek ukrzyżowanego Chrystusa. Ojciec Święty nie mógł wypowiedzieć żadnych słów, nawet tuż przed odejściem. Tak jak wcześniej nie mógł mówić, był zmuszony do milczenia. Ale można było go zrozumieć”. Medyk wyraził przekonanie, że papież przemawiał spojrzeniem i – jak to ujął: „słodyczą oczu” oraz „pogodzeniem się z wielką tajemnicą”. A to już świadectwo Chrystusa Zmartwychwstałego, który otwiera swoje ręce, aby przyjąć każdego, kto zaufał miłosierdziu Bożemu! Świadectwo całego życia, pontyfikatu oraz godnego umierania proroka naszych czasów – Jana Pawła II, nie może pozostać bez echa! Stąd też, patrząc na papieża Polaka, trzeba odczytać znaki, które od niego otrzymaliśmy. Trzeba im uwierzyć, aby nie usłyszeć od Jezusa: „o, nierozumni”. Jakie to znaki? Mają postać drogowskazów, kluczy.

Pierwszym z nich jest wskazanie na godność człowieka, którego „nie można zrozumieć bez Chrystusa”. Któż z nas nie pamięta słów pożegnania na lotnisku Okęcie: „Ducha nie gaście, to znaczy też: nie pozwólcie się zniewolić różnym odmianom materializmu, który pomniejsza pole widzenia wartości – i człowieka samego też pomniejsza. Duch Prawdy, którego przyniósł Chrystus, jest źródłem prawdziwej wolności i prawdziwej godności człowieka”. W naszych czasach coraz rzadziej tę godność zachowujemy. Grzech staje się nieodłącznym towarzyszem ludzkości. I tak pewnie musi być, ale dramatem współczesnego człowieka jest to, że na niego coraz rzadziej zwraca się uwagę. Dlatego Jan Paweł II wiele mówił o miłosierdziu. W Łagiewnikach apelował do całego świata: „Gdzie brak szacunku dla życia i godności człowieka, potrzeba miłosiernej miłości Boga, w której świetle odsłania się niewypowiedziana wartość każdego ludzkiego istnienia. Potrzeba miłosierdzia, aby wszelka niesprawiedliwość na świecie znalazła kres w blasku prawdy”. I to drugi drogowskaz, w którym trzeba rozpoznać Jezusa. Bycie miłosiernym oznacza więc swoistą wrażliwość, która powinna towarzyszyć każdemu, kto tak jak apostołowie pragnie zobaczyć pusty grób oraz Chrystusa Zmartwychwstałego.

Z miłosierdziem związana jest jeszcze jedna rzeczywistość, o której papież mówił w prawie każdym przesłaniu skierowanym do wierzących w Boga i poszukujących Go. Jest to rzeczywistość miłości, która wynika z przymierza człowieka z Bogiem, a przejawia się w głębszym rozumieniu Bożych przykazań i kierowaniu się nimi. Tak o tym mówił Jan Paweł II do Polaków: „Przykazanie miłości ogarnia sobą wszystkie przykazania Dekalogu i doprowadza je do pełni: w nim wszystkie się zawierają, z niego wszystkie wynikają, do niego też wszystkie zmierzają. Taka jest wewnętrzna logika Przymierza Boga z człowiekiem”.

Wśród wielu wskazań, które zostawił Ojciec Święty, jest jeszcze jedno, które doskonale koresponduje z poprzednimi. W Elblągu Jan Paweł II apelował: „Im głębsza będzie świadomość łączności z Bogiem, którą umacnia życie sakramentalne człowieka i szczera modlitwa, tym bardziej wyraziste będzie poczucie grzechu. Rzeczywistość Boga odsłania i rozjaśnia tajemnicę człowieka. Czyńmy wszystko, aby uwrażliwiać nasze sumienia i strzec ich przed wypaczeniem czy znieczuleniem”. Troska o własne sumienie, bliskość z Jezusem poprzez sakramenty to fundament owocnego z Nim spotkania. Tylko wtedy będziemy mogli powiedzieć: „Pan rzeczywiście zmartwychwstał” (Łk 24).

Jan Paweł II napisał w Tryptyku rzymskim:

A przecież niecały umieram,

to, co we mnie niezniszczalne, trwa!

(..................................................)

To, co we mnie niezniszczalne,

teraz staje twarzą w twarz z Tym, który Jest!

W kontekście zmartwychwstania Jezusa i śmierci Jana Pawła II te słowa nabierają szczególnego wydźwięku. Cały pontyfikat papieża Polaka i jego świadectwo były skoncentrowane wokół życia. Wiara w pusty grób jest afirmacją życia, najwyższej wartości. Idźmy zatem wraz z uczniami do Emaus, aby spotkać Boga żywego, idźmy poznać Go przy łamaniu chleba po to, abyśmy byli pewni, że w chwili śmierci życie się nie kończy, ale zaczyna.

ks. Janusz Mastalski – „Ekspres Homiletyczny”

 

 

9

 

Ukochać Pismo Święte

Kto zna Chrystusa, umie czytać Pismo Święte. Ono bowiem mówi o Nim. Kto nie zna Chrystusa, może czytać Biblię, ale zatrzyma się jedynie na wiadomościach należących już do historii i nie odkryje głębi bogactwa zawartego w tekstach natchnionych.

Co jest ważnym wymiarem takiej lektury? Jest nim pragnienie coraz doskonalszego poznawania Boga i Jezusa, a także aktualność. Bóg bowiem mówi o wydarzeniach, w których uczestniczymy. To one zmuszają do stawiania pytań i szukania na nie odpowiedzi. Kto stawia pytania, już wędruje we właściwym kierunku. Ale muszą to być pytania dotyczące jego osobistego życia, jego decyzji.

Tata, gdy syn stawia mu pytanie, poleca mu uważnie przeczytać wskazany przez niego tekst. Syn czyta i znajduje w nim odpowiedź. Tata się uśmiecha i pyta: „Kto ci odpowiedział na pytanie?”. Syn z radością oświadcza: „Pan Bóg. Tata mi tylko wskazał, gdzie ta odpowiedź jest zawarta”. To ważne oświadczenie, bo autorytet słowa Bożego jest znacznie większy od autorytetu rodzica.

Czytanie Pisma Świętego winno być zawsze połączone z szukaniem w nim odpowiedzi na nurtujące pytania. To jest słowo Boga, który ma na uwadze nasze szczęście. Jemu zależy na coraz doskonalszym poznawaniu prawdy.

Opanowanie sztuki czytania Biblii wymaga czasu. Ale dla wytrwałych otwiera ona swe tajemnice i przelewa je w życie zmagającego się z pytaniami.

Sztuka czytania Pisma Świętego jest ważna, skoro Jezus po zmartwychwstaniu uczy jej uczniów w drodze do Emaus. Jezus posługuje się słowami Biblii i będzie to czynił do końca świata. Umiłowanie czytania Pisma Świętego jest znakiem mądrości człowieka.

ks. Edward Staniek – „Ekspres Homiletyczny”

 

 

10

 

Modlitwa, którą o. Pio wypraszał cuda.

Módl się nią, gdy potrzebujesz siły

Każdy z nas ma czasem taki dzień albo dni, kiedy potrzebuje dużo siły, by zmierzyć się z przeciwnościami codzienności. Modlitwy, który w tym pomaga, możemy uczyć się od św. ojca Pio. Ta modlitwa do Matki Bożej to jego ulubiona modlitwa, którą odmawiał codziennie.

Tą modlitwą ojciec Pio modlił się codziennie

Ten niezwykły święty każdego dnia odmawiał dwie modlitwy: Koronkę do Najświętszego Serca Pana Jezusa i Modlitwę do Matki Bożej Pośredniczki Łask. I to tymi modlitwami ogarniał wszystkich, którzy prosili go o wstawiennictwo i potrzebowali Bożej interwencji. Święty zakonnik zalecał też, by te dwie modlitwy odmawiać jako nowennę albo triduum we wszelkich potrzebach, zwłaszcza duchowych, a także w błaganiach o łaskę odzyskania zdrowia.

Modlitwa do Matki Bożej Pośredniczki Łask

- ulubiona modlitwa ojca Pio

l. O niebiańska Skarbnico wszelkich łask! Matko Boga i moja! Ty jesteś pierworodną córką wiecznego Ojca i dzierżysz w swoich rękach Jego wszechmoc, dlatego zlituj się nad moją duszą i obdarz mnie łaską, o którą Cię żarliwie błagam. Zdrowaś Maryjo...

2. O miłosierna Szafarko Bożych łask! Najświętsza Maryjo Dziewico! Ty jesteś Matką wiecznego Słowa Wcielonego, które Cię obdarzyło swoją bezmierną mądrością. Wejrzyj na wielkość mojego bólu i udziel mi łaski, której tak bardzo potrzebuję. Zdrowaś Maryjo...

3. O najukochańsza Szafarko Bożych łask! Niepokalana Oblubienico wiecznego Ducha Świętego! Najświętsza Maryjo! Ty otrzymałaś od Niego serce, które jest zdolne litować się nad ludzkimi nieszczęściami i które nie może powstrzymać się od przyjścia z pociechą cierpiącemu człowiekowi, ulituj się nad moją duszą i udziel mi łaski, której się spodziewam, ufając całkowicie Twojej macierzyńskiej dobroci. Zdrowaś Maryjo...

Tak! Tak! O Matko moja. Skarbnico wszelkich łask, Ucieczko biednych grzeszników, Pocieszycielko strapionych; Nadziejo tych, którzy rozpaczają i najmożniejsza Wspomożycielko chrześcijan! W Tobie pokładam całą moją nadzieję i jestem pewny(a), że otrzymasz dla mnie od Jezusa łaskę, której tak bardzo pragnę, jeśli tylko będzie ona pożyteczna dla mojej duszy.

„deon”

 

 

11

 

O rozczarowaniu Kościołem

1. „Rozżalenie jest jedną z najbardziej niszczących sił w naszym życiu. (...) Rozżalenie tak dalece może stać się sposobem życia, że przenika nasze serca i nasze uczynki, a my nie zdajemy sobie już z tego sprawy”. To myśl ks. Henri Nouwena z jego rozważań do ewangelicznego fragmentu o uczniach idących do Emaus.

Słowa uczniów z dzisiejszej Ewangelii są wciąż obecne w naszym życiu i powtarzane przy różnych okazjach. „A myśmy się spodziewali...” Rozczarowanie było nie tylko udziałem apostołów. Ono towarzyszy również nam w codzienności życia: rozczarowanie współmałżonkiem, rozczarowanie z powodu postępowania dzieci, rozczarowanie przyjaciółmi i bliskimi nam osobami, rozczarowanie obietnicami polityków, rozczarowanie wynikami sportowców. Tę listę można uzupełniać o kolejne osobiste i społeczne doświadczenia.

2. Warto zwrócić uwagę, że opuszczający Jerozolimę to nie przypadkowi uczniowie. Jak komentuje kard. Carlo Martini, to dwaj „superwykształceni” mężczyźni, ponieważ przeszli przez szkołę Jezusa. Doświadczyli bliskości Pana, byli świadkami Jego cudów i nauczania. Teraz, jakby chcąc zapomnieć o miejscach, które kojarzą im się z przegraną ich Mistrza, uchodzą z Jerozolimy. W drodze rozprawiają „ze sobą o tym wszystkim, co się wydarzyło”. W oryginale greckim ich stan jest wyrażony jeszcze dramatyczniej: nie tyle rozmawiali ze sobą, co kłócili się, dyskutowali namiętnie. Tak więc jest w nich nie tylko rozczarowanie, ale też żal, zranienie, być może pretensje do siebie i innych, że dali się uwieść pięknu nauki Pana Jezusa.

3. Spróbujmy odnieść rozczarowanie ewangelicznych uczniów do rozczarowania Kościołem. Niektórzy hierarchowie zauważają, że jest wiele powodów rozczarowania Kościołem, a samo słowo, jak i rzeczywistość Kościoła zostały zdyskredytowane. Dlatego wydaje się, że żadna reforma nie jest w stanie niczego zmienić.

Rozczarowanie Kościołem może mieć swoje źródło w złym potraktowaniu kogoś w kancelarii parafialnej, np. przy załatwianiu pogrzebu czy chrztu dziecka. Inna sprawa, że niekiedy słuszna odmowa ze strony kapłana spotyka się z pewnego rodzaju szantażem ze strony wiernych: nie będziemy chodzić do kościoła, wypiszemy dziecko z katechezy szkolnej itp. Wśród ludzi krąży wiele opowieści na ten temat. Wpływają one na więź z Kościołem bądź też dystansowanie się od niego i jego nauczania.

Może też być rozczarowanie Kościołem przeżywane na masową skalę, choćby wywoływane skandalami w Kościele, które nierozwiązane w porę i nagłośnione jeszcze przez media przyczyniają się do decyzji o wystąpieniu z Kościoła. Z danych opublikowanych w mediach w grudniu 2010 roku wynika, że w Niemczech kilkadziesiąt tysięcy katolików zdecydowało się w tym właśnie roku na wystąpienie z Kościoła. Dla części powodem tej decyzji był skandal związany z molestowaniem seksualnym w Kościele katolickim.

4. Benedykt XVI w przemówieniu wygłoszonym 25 maja 2006 roku w archikatedrze warszawskiej podczas spotkania z duchowieństwem powiedział:

Trzeba unikać aroganckiej pozy sędziów minionych pokoleń, które żyły w innych czasach i w innych okolicznościach. Potrzeba pokornej szczerości, by nie negować grzechów przeszłości, ale też nie rzucać lekkomyślnie oskarżeń bez rzeczywistych dowodów, nie biorąc pod uwagę różnych ówczesnych uwarunkowań.

Ostatnie zdanie papieskiej wypowiedzi rzuca światło na sposób oceny zła w Kościele. Chodzi o to, by nie negować faktu zła popełnionego przez ludzi Kościoła, ale też pod pozorem fałszywej pokory nie brać na siebie win niepopełnionych. Tak więc przy określeniu win przeszłości, które należy uznać, trzeba się kierować poprawnym osądem historycznym stanowiącym podstawę oceny teologicznej. Relacja między oceną historyczną a oceną teologiczną jest złożona, ale tym bardziej konieczna i determinująca. Należy unikać postawy zmierzającej do usprawiedliwiania wszystkiego, ale też wystrzegać się postawy nakazującej przypisywać Kościołowi winy w sposób nieuzasadniony z historycznego punktu widzenia.

5. Próbując zrozumieć rozczarowanie uczniów idących do Emaus, trzeba się pochylić nad naszymi rozczarowaniami w Kościele i Kościołem. Uczniowie mieli szczęście, spotykając zmartwychwstałego Jezusa, który rozświetlił mroki ich serc. A gdzie my szukamy światła w naszych rozczarowaniach? Jak reagujemy na zło w Kościele?

Jezus na żale uczniów reaguje bardzo stanowczo, mówiąc: „O, nierozumni”. Czy my dajemy się pouczyć Jezusowi, czy też próbujemy budować wiarę na naszą ludzką miarę, przykrojoną do naszych upodobań i sympatii?

ks. Bogdan Giemza SDS – „Ekspres Homiletyczny”

 

 

4

 

Księża komentują nowe zasady występowania duchownych w mediach.

Dekret właśnie wchodzi w życie

20 kwietnia wchodzi w życie dekret Episkopatu dotyczący m.in. występowania w mediach osób duchownych. Jak sami księża podchodzą do tych zmian? Oto kilka komentarzy, które umieścili duchowni w mediach społecznościowych.

Do tematu dekretu i nowych zasad obowiązujących kapłanów oraz sugestii, że dekret jest "cenzurą" dla księży, odniósł się krakowski biblista, ks. Wojciech Węgrzyniak. Jak zwykle zabrał głos na swoim facebookowym profilu, podkreślając, że dla niego " Kościół pozostaje nr 1 na liście organizacji wolnościowych". "Wątpię, żeby w jakiejkolwiek organizacji, firmie, partii czy rodzinie dawano ludziom tyle wolności co w Kościele" - zauważa.

"Przy ostatnim szumie na temat występowania duchownych w mediach, chciałem napisać, że przez 25 lat zawsze się czułem w Kościele wolny.

Kiedy w obecności kilkuset kapłanów stawiałem z wyrzutem kard. Macharskiemu pytanie o sens powrotu religii do szkoły. Kiedy wydałem kazania bez imprimatur, bo Kuria nie zgodziła się na moje warunki. (...) Kiedy skrytykowałem o. Szustaka. Kiedy publiczne wytknąłem błędy bp. Rysiowi. (...) Kiedy przy dwóch kardynałach mówiłem, że jak ktoś uważa, że kardynał jest ważniejszy od alkoholika przed kościołem to nic nie zrozumiał z Ewangelii. (...) Kiedy z okazji roku miłosierdzia mówiłem siedmiuset kapłanom i kilku biskupom, że warto by przynajmniej zacząć od płacenia alimentów. Oczywiście nie zawsze wszystkim to się podobało.

Czasem jeden biskup zadzwonił, żeby pochwalić a drugi, żeby za to samo ochrzanić. Czasem ktoś wylał żale w mailu a czasem za plecami. Ale skoro mnie oburza wiele cudzych wypowiedzi, to się nie dziwię, że kogoś mogą oburzać moje. Na tym polega piękno wolności i różnorodności. Wątpię, żeby w jakiejkolwiek organizacji, firmie, partii czy rodzinie dawano ludziom tyle wolności co w Kościele." - napisał. - "Tyle zaufania, co daje mi Kościół, bez kontroli i sprawdzenia, to od nikogo nie dostałem. To nie znaczy, że nie ma spraw, które mnie nie bolą. To nie znaczy, że nic nie trzeba zmienić. To dla mnie znaczy, że wciąż bardziej jest za co dziękować." - dodał.

"Ten dokument budzi we mnie mieszane uczucia"

Trochę innego zdania jest ksiądz Marek, który włączył się w dyskusję na naszym facebookowym profilu. Uważa, że media społecznościowe nie służą księżom wyłącznie do ewangelizowania, ale także do zwyczajnego podtrzymywania znajomości.

"Ten dokument budzi we mnie mieszane uczucia. Z jednej strony rozumiem jego sens - chyba powinien powstać i regulować kwestie naszej obecności w Internecie. Z drugiej strony miałem okres, w którym nie miałem zdjęcia profilowego w koloratce, i był to mój świadomy wybór. Miałem przy tym wiele zdjęć w stroju duchownym na moim profilu, więc moja tożsamość była klarowna. Niemniej miałem taki czas - potrzeby większej anonimowości i też na polu osobistym trudny czas, w którym szukałem swojej tożsamości jako człowieka i jako księdza. Dlatego nie wyobrażam sobie, żeby kogoś upominano za brak zdjęcia profilowego w koloratce.

Czy na podstawie jego braku będziemy kogoś upominać i ferować wyroki? Podstawę prawną mamy. Któż wie? Dalej, pytanie, które mi się nasuwa, brzmi, czy celem posiadania konta w mediach społecznościowych jest tylko "ewangelizacja". Może też po prostu podtrzymywanie przyjaźni i znajomości, których jako ludzie również potrzebujemy..." - napisał w komentarzu na naszym facebookowym profilu ten kapłan z 10-letnim stażem. - "Ja sam uważam noszenie stroju duchownego za ważne świadectwo i często w nim ostatnimi czasy podróżuję, szczególnie w pociągu, natomiast czynię to przede wszystkim w wyniku refleksji nad Słowem Bożym, które skłoniło mnie do takiego postępowania. Nie będę jednak oceniał księdza, który w czasie podróży chciałby na przykład być wolny od ludzkich spojrzeń, bo strój duchowny te niewątpliwie przykuwa" - dodaje.

"O nowym dekrecie dowiedziałem się z mediów"

Nieco ironicznie na temat dekretu wchodzącego właśnie w życie wypowiedział się także na swoim Facebooku ks. Jarosław Chlebda.

"O nowym dekrecie Konferencji Episkopatu Polski określającym zasady występowania m.in. duchownych w mediach dowiedziałem się z mediów. Dobrze, że je mam. Poprzeczka została postawiona wysoko. W dokumencie podkreślono, że duchowni, którzy wypowiadają się w mediach, są zobowiązani przede wszystkim do głoszenia Ewangelii. Dekret wejdzie w życie dwudziestego kwietnia. Już jestem ciekaw niektórych ewangelicznych narracji, niektórych kolegów, w niektórych mediach. Niektórych bardzo" - napisał.

"Ubiór wytwarza mikrokosmos tożsamości"

Do jednej z kwestii poruszonych w dekrecie, czyli kwestii konieczności noszenia stroju duchownego, odniósł się także ks. Andrzej Draguła. O tej konieczności mówi punkt 9. dekretu: "W środkach społecznego komunikowania duchowni oraz zakonnicy i siostry zakonne powinni występować w stroju duchownym lub zakonnym używanym w Polsce, właściwym ich przynależności diecezjalnej lub zakonnej. Obowiązek ten dotyczy również członków tych instytutów świeckich i stowarzyszeń życia apostolskiego, których normy ustanowiły noszenie stroju duchownego jako obowiązkowy" - czytamy w nowych zasadach. Co na ten temat uważa ks. Draguła?

"Zewnętrzne oznaki ubioru mają dwoją funkcję: wspomagają wewnętrzną identyfikację i definiują na zewnątrz. Ta pierwsza funkcja jest pierwotna. Ubiór wytwarza mikrokosmos tożsamości, przypomina temu, kto go wkłada, kim jest. Arabskie kobiety noszą hidżab w swoich rodzimych miejscach zamieszkania, podobnie jest z Żydami chasydzkimi - ich chałatem, kapeluszem i pejsami. Nie inaczej jest z habitem czy sutanną. Przecież mniszki w klasztorze klauzurowym nie muszą się wobec kogokolwiek wyróżniać, mogłyby nosić sukienki z kretoniku, ale jednak noszą habit, i to często dość specyficzny. W tym znaczeniu - jak pisał abp M. Lefebvre - sutanna ocali kapłaństwo.

Ale - jak wiadomo - Honorat Koźmiński wymyślił skrytki, żeńskie zgromadzenia zakonne, które habitów nie nosiły i nie noszą. Czy trudniej się wtedy wewnętrznie zidentyfikować? Nie wiem, być może tak, gdyż nie ma tego zewnętrznego znaku przypomnienia, kim jestem, znaku, który - jakby nie było - stanowi także psychologiczną (a i rzeczywistą) barierę ze światem, czasami wręcz konieczną. Funkcja zewnętrzna: wyróżniająca, świadcząca jest wtórna. To już nie jest sygnał dla mnie, kim jestem, ale dla świata. Ubiór wówczas definiuje mnie funkcjonalnie, zawodowo, wyznawczo, religijnie, kulturowo: konformistycznie czy nonkonformistycznie. Przyjęcie konkretnej strategii zależy od wielu okoliczności. W sytuacji oficjalnej zawsze występuję w koloratce, także na uczelni, na różnych debatach, spotkaniach, konferencjach i proszę mi by mi pisano ks. przed nazwiskiem. Nie wstydzę się, że jestem księdzem (teologiem) i ta tożsamość - co ciekawe! - w tych sytuacjach wpływa pozytywnie na kontakt. Może myślą sobie, co to za kuriozum ten ksiądz . Ale w bloku, gdzie mieszkam, świadomie pojawiałem się najpierw bez koloratki. Wydawało mi się ważniejsze, że jestem tutaj najpierw mieszkańcem, sąsiadem, a potem księdzem" - napisał na swoim facebookowym profilu.

Jak duchowni podejdą do obowiązku, który nakłada na nich "Dekret ogólny w sprawie występowania duchownych, członków instytutów życia

konsekrowanego, stowarzyszeń życia apostolskiego oraz niektórych wiernych świeckich w mediach"? Będziemy to widzieć w najbliższych dniach.

Święty Paweł pisał, że uczeń Chrystusa jest glinianym naczyniem (por. 2 Kor 4,7), którego wyjątkowość kryje się w tym, co ono w sobie zawiera. W przypadku sakramentu święceń skarbem, który jest zdeponowany w sercu każdego...

„deon.pl”

 

 

12

 

Żonaty ksiądz: Kryzys Kościoła nie bierze się z tego,

że celibat jest albo go nie ma

- Kryzys Kościoła nie bierze się z tego, że celibat albo jest, albo go nie ma. Bierze się z niewierności Bogu i swoim decyzjom - mówi ks. Paweł Potoczny, proboszcz greckokatolickiej parafii w Cyganku. Jest księdzem, mężem i ojcem trójki dzieci.

W rozmowie z portalem misyjne.pl ks. Potoczny, znany z Instagrama jako @zonatyksiadz, opowiada o swoim małżeństwie, kapłańskim powołaniu i pracy w parafii. Dzieli się też swoimi spostrzeżeniami na temat celibatu.

Opcjonalny celibat? "On już jest opcjonalny"

Celibat w Kościele greckokatolickim nie jest obowiązkiem przyszłych księży. Dlatego, zapytany, czy celibat powinien być opcjonalny, ks. Potoczny odpowiada: "Celibat już jest opcjonalny. W Kościele katolickim są dwadzieścia trzy Kościoły wschodnie i w niektórych z nich celibat jest opcjonalny." Jak podkreśla, nie można deprecjonować jego znaczenia.

- Celibat niewątpliwie może być ogromną wartością, jeśli jest przeżywany uczciwie i szczerze. Najważniejsze jest to, żeby być wiernym swoim wyborom – niezależnie od tego, czy jest to małżeństwo, kapłaństwo, życie w celibacie. Trzeba być wiernym sobie i Bogu w tym, do czego się zobowiązaliśmy. To jest sedno. I kryzys Kościoła nie bierze się z tego, że celibat albo jest, albo go nie ma. Bierze się z niewierności Bogu i swoim decyzjom - mówił w rozmowie z misyjne.pl.

Bez zgody żony święceń nie będzie

Jak wyjaśnia żyjący w związku małżeńskim greckokatolicki kapłan, rodzinę przyszły ksiądz może założyć wyłącznie przed sakramentem święceń. Co więcej, to żona musi wyrazić zgodę na piśmie i oznajmić, że nie będzie czyniła przeszkód w wykonywaniu posługi kapłańskiej przez męża. A jeśli żona się nie zgodzi - to nie ma święceń.

- Swoją żonę Anię poznałem na trzecim roku seminarium. Relacja przerodziła się w poważny związek. Po skończonym seminarium wzięliśmy ślub. Jakość mojego życia rodzinnego wpływa na jakość mojej posługi jako duchownego. W każdym innym zawodzie, posłudze czy służbie działa to chyba podobnie - dzieli się ks. Potoczny.

„deon.pl”

 

 

13

 

"Ekstremalnie ekspresowa ingerencja"

świętego Józefa.

Przeczytaj poruszające świadectwo

W desperacji pojechałem do kościoła i zacząłem błagać świętego Józefa o ratunek. Nigdy nie prosiłem go o pomoc, przez całe życie modliłem się do wszystkich, tylko nie do niego.

Prowadzę firmę w Wielkiej Brytanii. Z powodu presji klientów zaniżyłem ceny swoich usług, wpadłem w ogromne tarapaty finansowe i bardzo się zadłużyłem. Do tego projekt, którym się zajmowałem, wydawał się nie do skończenia, a na inną pracę nie było szans.

Nigdy nie prosiłem świętego Józefa o pomoc, przez całe życie modliłem się do wszystkich tylko nie do niego.

W desperacji pojechałem do kościoła i zacząłem błagać świętego Józefa o pomoc w wyjściu z kłopotów finansowych i znalezienie nowej pracy. Gdy wyszedłem z kościoła, po niecałych 90 minutach, spojrzałem na komórkę i zobaczyłem wiadomość od starego klienta, dla którego pracowałem kilka lat wcześniej. Napisał, że ma do zrealizowania duży projekt i chce się spotkać. Okazało się, że ów projekt jest naprawdę ogromny, a on chce ze mną współpracować. Za tydzień będę w Polsce, więc odwiedzę sanktuarium świętego Józefa w Kaliszu i podziękuję za tak ekstremalnie ekspresową ingerencję. Czy to nie cud?

Boże, dziękuje Ci za świętego Józefa i jego wstawiennictwo za mną. Dziękuje Ci za ogrom łask.

„deon.pl”

 

 

14

 

Papież z Aleksandrii odwiedzi papieża Franciszka.

Przemówi też na środowej audiencji

Papież koptyjski Tawadros II zabierze głos na środowej audiencji ogólnej Franciszka i odprawi koptyjską Liturgię w bazylice św. Jana na Lateranie – katedrze biskupów Rzymu. Dojdzie do tego po raz pierwszy w historii – informuje agencja I.Media.

Papież Aleksandrii i patriarcha Stolicy św. Marka Tawadros II złoży wizytę w Rzymie w dniach 9-14 maja, 10 lat po swym pierwszym spotkaniu z Franciszkiem i 50 lat po pierwszym spotkaniu papieża (Pawła VI) i patriarchy koptyjskiego (Szenudy III).

Przełomowe wydarzenie w historii Kościoła

Będzie on obecny 10 maja na środowej audiencji ogólnej Franciszka na placu św. Piotra i zabierze na niej głos. Z kolei w niedzielę 14 maja będzie sprawował dla koptów Liturgię w bazylice św. Jana na Lateranie. O. Hyacinthe Destivelle z Dykasterii ds. Popierania Jedności Chrześcijan „po raz pierwszy niekatolik będzie odprawiał w katedrze papieża”.

Francuski dominikanin przypomniał, że po 15 wiekach rozłamu, do którego doszło na Soborze Chalcedońskim relacje między Rzymem i Aleksandrią ociepliły się na Soborze Watykańskim II, na którym byli obecni koptyjscy obserwatorzy. W 1968 r. patriarcha Cyryl VI zaprosił Pawła VI do Kairu na poświęcenie nowej katedry. Papież nie mógł tam wówczas pojechać, ale zwrócił koptom relikwie św. Marka, zabrane im w IX wieku przez kupców weneckich. Gest ten zapoczątkował nowe relacje między obu Kościołami.

To kolejny krok ku jedności

W 1973 r., na zaproszenie Pawła VI, nowy patriarcha Szenuda III przyjechał do Rzymu na obchody 1600. rocznicy śmierci św. Atanazego. Podpisano wówczas porozumienie chrystologiczne, które kładło kres teologicznej kontrowersji z Soboru Chalcedońskiego, wyrażając wspólną wiarę w Jezusa Chrystusa jako prawdziwego Boga i prawdziwego człowieka. Porozumienie to stało się wzorem porozumień z innymi Kościołami wschodnimi: syryjskim, ormiańskim, syromalankarskim itd.

Podczas wizyty nowego patriarchy Tawadrosa II u nowego papieża Franciszka w 40. rocznicę wspominanego porozumienia, ustanowiono 10 maja Dniem Przyjaźni Koptyjsko-Katolickiej. Obchodzony jest on co roku wymianą przesłań obu zwierzchników kościelnych. W 2017 roku, podczas wizyty Franciszka w Kairze, podpisano z kolei dokument o charakterze duszpasterskim, dotyczącym m.in. unikania powtarzania chrztu w przypadku zawierania małżeństw mieszanych.

Pytany o czynny udział Tawadrosa II w środowej audiencji ogólnej Franciszka, o. Destivelle przypomniał, że w 2012 roku u boku Benedykta XVI był już obecny na takiej audiencji patriarcha-katolikos ormiański Karekin II, jednak nie przemawiał obok papieża.

„deon.pl”

 

 

15

 

Maryja objawia się także muzułmanom i hinduistom.

Obserwatorium ds. objawień ma pomóc rozeznawać te sprawy

Powołane ostatnio w Rzymie obserwatorium ds. objawień i zjawisk mistycznych związanych z postacią Maryi nie będzie orzekać o ich prawdziwości – powiedział Radiu Watykańskiemu o. Stefano Cecchin OFM, prezes Papieskiej Międzynarodowej Akademii Maryjnej. - Chcemy jedynie pomóc diecezjom, biskupom, kapłanom i sanktuariom w rozumieniu takich zjawisk – dodaje włoski franciszkanin.

Podkreśla on, że brakuje dziś kompetentnych osób, które potrafią dokonać właściwego rozeznania. Papieska Akademia, powołując obserwatorium, chce wyjść naprzeciw tym potrzebom. Poprzez solidną formację teologiczną chce wspierać zdrową pobożność ludową. O. Cecchin przypomina, że objawienia maryjne to rzeczywistość bardzo złożona - tym bardziej, że Matka Boża ukazuje się nie tylko katolikom.

Prezes papieskiej akademii przywołuje m.in. przypadek Alphonse Ratisbonne’a, Żyda i zadeklarowanego antyklerykała, któremu w XIX w. w Rzymie miała się ukazać Maryja, co doprowadziło do jego nawrócenia.„Chcielibyśmy, aby odpowiednie komisje do badania takich zjawisk powstały we wszystkich krajach i kulturach, również we współpracy z muzułmanami, hinduistami i buddystami, ponieważ zdarza się to również u wyznawców innych religii. Jest to bardzo interesujące.

Na Tajwanie na przykład jest sanktuarium maryjne, w którym Maryja Panna objawiła się jedenastu taoistom. W Indiach są sanktuaria, w których Maryja objawiła się hinduistom. Oczywiście musimy pamiętać, że również tu w Rzymie Maryja objawiła się Ratisbonne’owi, który był antyklerykalnym Żydem. Widzimy, że Bóg nie ma względu na osoby, kultury, religie. Bóg chce się objawiać. Musimy zrozumieć ten wymiar” - stwierdził o. Cecchin.

„deon.pl”

 

 

16

 

Nie musimy ciągle kręcić się wkoło swojego smutku i niedostatku

   Często przeżywamy mszę, jakbyśmy byli na stypie. Gdy patrzymy na wielu katolików, nie widać po nich radości, głębi życia. Może i tak jest, ale to, jak ja reaguję na sytuacje, które mnie dotykają, zależy ode mnie, nie od świata. To ja jestem odpowiedzialna za mój kontakt z Bogiem i za to, na czy ciągle kręcę się wkoło swojego smutku i niedostatku.

Niedzielna msza święta dla rodzin. Patrzę na mojego syna stojącego z przodu, razem z resztą parafialnej scholki. Widzę jego zaangażowanie, uśmiech, to jak śpiewa i cieszy się całym sobą. Dzień później mamy ciężki poranek, w drodze do przedszkola smutek i bunt. W drzwiach wita nas jedna z nauczycielek z okrzykiem „Piotrek, jak ty wczoraj ładnie śpiewałeś! Jaka ja jestem dumna! Jaki ty jesteś odważny! Uśmiechałam się patrząc na ciebie”. Na ustach dziecka pojawia się radość, do przedszkolnej sali wchodzi w radosnych podskokach.

Niewiele trzeba, by ten mały człowiek głęboko i prawdziwie się cieszył. Odstawał tą radością od smętnych i zamyślonych twarzy ludzi w kościele. Doceniony przed przedszkolankę, szybko odnalazł się w sytuacji, która w drodze do przedszkola wydawała się tragicznie trudna. Wystarczy mu tak niewiele, by odczuć i przekazać dalej głęboką radość. Jeśli nie staniecie się jak dzieci…

My, dorośli, mamy duży problem z przeżywaniem radości. Codzienne problemy i troski, zmartwienia, długi, kredyty, inflacja, bagaż trudnych doświadczeń. W kościele też często przeżywamy mszę jakbyśmy byli na stypie, a nie na uczcie. Gdzie odnaleźć zagubioną radość? Jak nią żyć?

Dzisiejszy świat serwuje wiele „recept” na radość i szczęście. Większość skupia się na egoistycznym przeżywaniu rzeczywistości, złudnym odcinaniu problemów. Wziąć tabletkę, zapić, nie czuć, powtarzać mantry, które są jak plasterek na ropiejącą głęboką ranę. Udawać, że jest różowo, gdy dookoła śmierdzi trupem. W pewnym momencie przychodzi jednak taka chwila, że znowu zostajemy sami, niezaspokojeni, poranieni, głodni czegoś, czego sami nie potrafimy nazwać.

Jezus jest Bogiem żywych, nie umarłych. Może czasem warto spoglądać na Niego, prosić Go o głębokie i szczerze przeżywanie naszego życia z każdą jego barwą, radością i smutkiem? Brzmi jak frazes, prawda? Przecież, gdy patrzymy na wielu katolików, nie widać po nich radości, głębi życia. Może i tak jest, ale to, jak ja reaguję na sytuacje, które mnie dotykają, zależy ode mnie, nie od świata. To ja jestem odpowiedzialna za mój kontakt z Bogiem i za to, na czym skupiam na co dzień swój wzrok.

Pamiętam rozmowę z moją mamą. Dzwoniła z oddziału onkologii z informacją, ze lekarze odmawiają dalszego leczenia i że dostała skierowanie do hospicjum. Wieczorem poszłam do kościoła, uklęknęłam przed Jezusem w monstrancji i powiedziałam szczerze, że nie tak to miało wyglądać, nie tak… Zapytałam, jak ja mam przez to przejść, jak pomóc dzieciom, które są zapatrzone w babcię i ciągle wierzą w to, że ona wyzdrowieje. Wtedy pojawiły się w mojej głowie dwie osoby, psycholog mieszkająca na drugim końcu Polski i znajomy kapłan. Odebrałam to jako odpowiedź na moje modlitwy i z perspektywy czasu widzę, że tych dwoje ludzi pomogło mi się nie zatopić w żalu, buncie i smutku, a ich wsparcie dało mi siłę, żeby pożegnać się z mamą, gdy przyszedł ten najtrudniejszy moment…

Gdy kilka tygodni później odebrałam orzeczenie o niepełnosprawności jednego z moich synów, poczułam się, jakby pochłaniała mnie czarna dziura. To, co niby wiedziałam od dawna, zobaczyłam teraz czarno na białym. Po powrocie do domu usiadłam z kubkiem kawy, poprosiłam Jezusa, by mnie utulił, by był. Łzy leciały mi do kubka z kawą, ale bardzo namacalnie i głęboko czułam się utulona i wysłuchana. Potraktowałam Jezusa serio. Do dziś czuję ogromny pokój, potrafię skupiać się na wsparciu syna, a nie na tym, że przecież nie tak miało być…

Mamy wybór, możemy skupić się na tym co ludzkie i ciągle kręcić się wkoło swojego smutku i niedostatku. Możemy też tak jak mój mały przedszkolak – zaśpiewać szczerze i radośnie, że Jezus zwyciężył. Czy to usunie nasze problemy? Nie. Choć być może da życie tam, gdzie widać tylko ciemność… Być może dzień po dniu nauczy nas zaufania tam, gdzie ciągle liczymy na własne siły, choć tak bardzo pragniemy by ktoś nas głęboko utulił. Jeśli nie staniecie się jak dzieci…

Autor: Magdalena Urbańska – „deon.pl”

 

 

Święci i błogosławieni w tygodniu

NIEDZIELNA EUCHARYSTIA – 6.30, 8.00, 9.30 – dla młodzieży, 11.00 – rodzinna, z dziećmi, 12.30, 16.00, 19.00, poniedziałek - sobota – 7.00, 7.30, 18.00.

Kancelaria (tel. 126452342) czynna: (oprócz sobót, I piątku i świąt): godz. 8-9 i 16-17.15

Redakcja „Wzgórza w Blasku Miłosierdzia”: Władysław Wyka - red. nacz.,

Wydaje: Parafialny Oddział Akcji Katolickiej nr 1 Archidiecezji Krakowskiej

- Parafia Miłosierdzia Bożego, os. Na Wzgórzach 1a,

Nr k. bank – 08 1240 2294 1111 0000 3723 9378, tel.; 0-12-645-23-42.

NASZE STRONY INTERNETOWE I ADRESY:

strona internetowa parafii: www.wzgorza.diecezja.krakow.pl

oraz milosirdzia-parafia.pl - PO Akcji Katolickiej

adres parafii: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.,

strona internetowa gazetki:wzgorza-gazetka.pl

adres gazetki:Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.