WZGÓRZA

W BLASKU MIŁOSIERDZIA

53/903      -       25 grudnia 2022 r. C.

INTERNETOWE WYDANIE TYGODNIKA „WZGÓRZA W BLASKU MIŁOSIERDZIA”

„Błogosławieni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią”

Niedziela, 25

Boże Narodzenie

Boże Narodzenie

W maleńkiej stajence,

w ubogiej stajence,

Ty leżysz w żłóbeczku,

a wszyscy w podzięce

przychodzą i składają Tobie dary,

o Jezu, przyjmij je.

Maryja z Józefem stoją tuż obok,

pastuszki śpiewają, zwierzęta klękają,

a wszyscy wokoło głoszą tę radość,

żeś narodził się.

Jak cudownie, że jesteś Panie,

bo przy Tobie nic złego się nie stanie, dziękujemy,

że się narodziłeś na naszej ziemi.

Niechaj nowo narodzony Chrystus prowadzi Was przez życie do wieczności. Radosnych Świąt w gronie rodzinnym życzy...

        Redakcja

CZYTANIA

Pierwsze czytanie: Iz 52,7-10

Psalm: Ps 98

Drugie czytanie: Hbr 1,1-6

Ewangelia: J 1,1-18

Słowo stało się ciałem

J 1, 1-18

Słowa Ewangelii według Świętego Jana

Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało.

W Nim było życie, a życie było światłością ludzi, a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła.

Pojawił się człowiek posłany przez Boga, Jan mu było na imię. Przyszedł on na świadectwo, aby zaświadczyć o światłości, by wszyscy uwierzyli przez niego. Nie był on światłością, lecz został posłany, aby zaświadczyć o światłości.

Była światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi.

Na świecie było Słowo, a świat stał się przez Nie, lecz świat Go nie poznał. Przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli. Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego – którzy ani z krwi, ani z żądzy ciała, ani z woli męża, ale z Boga się narodzili.

A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas. I oglądaliśmy Jego chwałę, chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca, pełen łaski i prawdy.

Jan daje o Nim świadectwo i głośno woła w słowach: «Ten był, o którym powiedziałem: Ten, który po mnie idzie, przewyższył mnie godnością, gdyż był wcześniej ode mnie».

Z Jego pełności wszyscy otrzymaliśmy – łaskę po łasce. Podczas gdy Prawo zostało dane za pośrednictwem Mojżesza, łaska i prawda przyszły przez Jezusa Chrystusa.

Boga nikt nigdy nie widział; ten Jednorodzony Bóg, który jest w łonie Ojca, o Nim pouczył.

W dzisiejszym numerze:

- Bóg człowiekiem

- Objawienie wielkości człowieczeństwa

- Dziecię nam się narodziło...

- W swoim rytmie

- Boże Narodzenie to nie mityczne „kiedyś”, ani nieokreślone „gdzieś”

- Dwa imiona Jezusa, które wyjaśniają cud Bożego Narodzenia. Skąd się wzięły?

- Przyjdź i daj życie!

- „Czekaj, dziadu, dopadnę cię po kolędzie”.

- Boże Narodzenie

- Święci i błogosławieni w tygodniu

Bóg człowiekiem

Przepiękny w swojej teologicznej syntezie prolog Janowej Ewangelii. Czytam między innymi: „Na świecie było Słowo, a świat stał się przez Nie, lecz świat Go nie poznał. Przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli”. I stało się tak nie tylko dwa tysiące lat temu, ale dzieje się tak często i dziś. Stworzenie nie rozpoznaje swojego Stwórcy. A raczej udaje, że nie poznaje. I twierdzi, że może żyć jak chce, bo nie jest dziełem Boga, a powstało samo z siebie, z niczego, nie wiadomo czemu. Kiedy ludzie widzą budynek, most czy obraz wiedzą, że nie powstały same z siebie; że zostały wytworzone ludzkimi rękami. Gdy patrzą na siebie samych nagle podstawowa umiejętność rozumowania ich opuszcza. Jak to pisał Izajasz? „Wół rozpoznaje swego pana i osioł żłób swego właściciela, Izrael na niczym się nie zna, lud mój niczego nie rozumie”. Tak, człowiek bywa zadziwiająco nierozumny.

Czytam Jana dalej: „Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego – którzy ani z krwi, ani z żądzy ciała, ani z woli męża, ale z Boga się narodzili”. Niesamowite. Ci, co wierzą w Jezusa nie są już tylko stworzeniem Bożym, ale stają się Jego dziećmi: nie sługami w domu Pana, ale rodziną Boga. Poniekąd też więc dziedzicami...

I dalej czytam: „A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas. I oglądaliśmy Jego chwałę, chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od ojca, pełen łaski i prawdy”. Tam, wtedy, w Betlejem, Bóg stał się jednym z nas. Do tego stopnia, że narodził się z człowieka, człowiecze piersi go karmiły i ludzkie ręce przewijały. A potem, choć był Bogiem, żył wśród ludzi jak człowiek: bawił się, pracował. Gdzie to obdarzenie Go chwałą? Na pewno zobaczyli ją ci, którzy Mu uwierzyli. Nie tylko ci trzej uczniowie, którzy widzieli Go przemienionego na górze Tabor. Wszyscy widzieli Go zmartwychwstałego, widzieli jak wstępuje do Ojca, by z Jego rąk otrzymać władzę, by stać się Panem Wszystkiego...

Dziś wspominamy dzień, w którym Bóg stał się człowiekiem. Ziemia nie zadrży na to stwierdzenie. Bo On przyszedł w cichości.

To taka sprawa, że im dłużej człowiek nad nią rozmyśla, tym wydaje się mniej zdatna do ogarnięcia. Bóg stał się człowiekiem. Bóg stał się swoim stworzeniem. I pozostanie nim na zawsze. Nie aniołem, nie kosmitą: człowiekiem. Dla nas, byśmy przez Niego i w Nim mogli stać się dziećmi Bożymi. Dziećmi, nie sługami. A więc niebo, choć Ojca, staje się też poniekąd nasze....

Objawienie wielkości człowieczeństwa

Przed wielu laty Stanisław Wyspiański pisał:

Bożego narodzenia

ta noc jest dla nas święta.

Niech idą w zapomnienia

niewoli gnuśne pęta.

Daj nam poczucie siły

i Polskę daj nam żywą,

by słowa się spełniły

nad ziemią tą szczęśliwą.

Jest tyle sił w narodzie,

jest tyle mnogo ludzi;

niechże w nie duch twój wstąpi

i śpiące niech pobudzi.

Te przejmujące słowa były pisane w czasie, w którym Polakom najbardziej potrzebna była nadzieja. Czym powinny być święta Bożego Narodzenia dla współczesnego Polaka? Każdy z nas potrzebuje nadziei, która pozwoli popatrzeć optymistycznie w przyszłość. Tajemnica nocy betlejemskiej jest przecież afirmacją człowieczeństwa, jego powołania do zwycięstwa. Patrząc na żłóbek, każdy powinien uświadomić sobie, że jest on wezwaniem do szukania dróg ku pełni tego człowieczeństwa. Przyjście na świat Jezusa jest niejako wezwaniem do stawania się bardziej człowiekiem. O co zatem trzeba zadbać, aby nie zaprzepaścić łaski płynącej z Bożego Narodzenia?

Najpierw w świetle tajemnicy wcielenia w żłóbku odnajdujemy swoją wielką godność. Święty Leon wzywał: „Poznaj swą godność chrześcijaninie, stałeś się uczestnikiem Boskiej natury”. W obliczu narodzenia Bożej Dzieciny potrzeba weryfikacji swoich wyborów. Wszystko, co upokarza, co stoi w sprzeczności z zasadami, które przekazał Bóg-człowiek, musi być zlikwidowane. W wielu domach nie ma, niestety, miejsca na Bożą miłość. Zawiść połączona z zawziętością naruszają godność człowieka. Święta Bożego Narodzenia muszą stać się czasem odzyskiwania tej godności. Z niej to przecież wypływa prawo do szacunku i wzajemnego zrozumienia.

Jeśli zatem zjawiamy się dziś z całymi rodzinami w kościele, aby oddać pokłon Jezusowi, to podzielmy się tą prawdą o ludzkiej godności z naszymi najbliższymi. Niech to będzie czas dzielenia się sobą, wzajemnej radości z siebie. Zaakceptujmy drugiego z jego pięknem oraz brzydotą przywar i przyzwyczajeń.

Oprócz swojej godności w betlejemskiej tajemnicy każdy powinien odnaleźć prawdę o wierności Boga względem człowieka. Skoro „Słowo stało się ciałem i zamieszkało między nami” (J 1,14), to znaczy, że Bóg o człowieku pamięta, nie zostawia go samego. Przez wcielenie Chrystus udowadnia, że jest wierny i wypełnia obietnice. Skoro „Bóg jest z nami”, to znaczy, że nikt z nas nie może czuć się samotny.

Jakże wzruszające są relacje żołnierzy, którzy pełnią służbę poza granicami naszego kraju. Wszyscy oni podkreślają, że najtrudniejszym dla nich czasem jest okres świąteczny. Wtedy to człowiek najbardziej odczuwa samotność i brak najbliższych osób. Ten stan jest „łagodzony” przez celebrowanie liturgii Bożego Narodzenia. Świadomość, że Pan jest blisko, że nie tylko przychodzi do żłóbka, ale także do ludzkiego serca, rozprasza ciemności smutku i rozstania. Bóg w tajemnicy wcielenia potwierdza ogromną miłość wobec człowieka. Do niej powinniśmy sięgać w chwilach zwątpień i trudności, które mogą piętrzyć się w naszym życiu. To ona daje nadzieję, która pozwala przeżyć nawet największe tragedie i rozczarowania.

Tuż przed wyborem na Stolicę Piotrową Jan Paweł II mówił: „Nadzieja to znaczy oczekiwanie. To znaczy także pewność, że przedrzemy się do Boga poprzez wszystkie przeszkody, że sprostamy przeznaczeniu człowieka, pomimo wszystkich naszych ludzkich słabości”.

Przez tajemnicę wcielenia płynie prawda o wierności Boga, który kocha i daje nadzieję. Dlatego też święta Bożego Narodzenia posiadają tak ogromny ładunek radości i pokoju. Dlatego Polacy tak bardzo je kochają.

I jest jeszcze jedna prawda, która wiąże się z celebrowaną dziś tajemnicą Bożego przyjścia. Jest nią prawda o znakach, które daje Bóg. Gwiazda przyprowadziła pasterzy do żłóbka. Stanęli oni w grocie, dlatego że potrafili odczytać znaki Opatrzności. Ich konsekwentne kroczenie za gwiazdą zostało wynagrodzone. Stali się świadkami największego cudu: wcielenia.

Wszyscy powinniśmy odczytać tę Bożą lekcję. Każdy z nas posiada swoją niepowtarzalną „gwiazdę betlejemską”, która prowadzi do Chrystusa. Trzeba ją tylko wytrwale odnajdywać na firmamencie ludzkich wydarzeń. Nie można pozwolić, aby zginęła albo została niezauważona. Ten znak Bożej obecności prowadzi każdego z nas przez meandry i labirynty ludzkich doświadczeń. Można go dostrzec zarówno w swoim sumieniu, jak i w drugim człowieku. Trzeba iść za ową „gwiazdą”, aby odkryć, że tajemnica wcielenia dokonuje się w nas samych, bowiem w każdym człowieku Chrystus rodzi się codziennie.

ks. Janusz Mastalski – „Ekspres Homiletyczny”

Dziecię nam się narodziło...

Uczeń Jezusa winien znać drogę życia człowieka od chwili poczęcia, aż do śmierci. Syn Boga tę drogę osobiście przeszedł. Możemy nią iść krok po kroku razem z Nim. Jako dziecko spoczął w ramionach matki, a także ojca, który Go adop­to­wał. Tym samym objawił, jak mają wyglądać odniesienia rodzinne względem dziecka. Jezus uświęcił cały świat dziecka i na własnym przykładzie ukazał, jak najbliższe otoczenie może się do niego odnosić.

Właściciele gospody nie mieli ochoty przyjąć ubogiego małżeń­stwa, które spodziewało się narodzin dziecka. Zamiast otworzyć drzwi domu, wskazali dla niego miejsce w stajni. Pasterze przybyli ze swą życzliwością, spiesząc z taką pomocą, na jaką ich było stać. To oni otrzymali wiadomość o pokoju, jakim niebo obdarza ludzi dobrej woli. Mędrcy przybyli, by uświadomić lokalnym władzom, kto się im narodził i jak bardzo winni się z tego radować. Herod poczuł się zagrożony i ratował swoją władzę ostrzem miecza, a uderzając na oślep w dzieci, sądził, że ratuje siebie.

Syn Boga, rodząc się w Betlejem, potraktował odniesienie do dziecka jako wykładnik wielkości człowieka. Dziś radość rozsadza serca wszystkich, którzy kochają dziecko i nigdy nie wyrządzili mu krzywdy. Skrzywdzić dziecko to skrzywdzić samego Syna Bożego. On jako dorosły powie: „Co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”.

Izajasz pisze: „Dziecię nam się narodziło” (Iz 9,5), a także odsłania Jego wielkość, podając imiona: „Przedziwny Doradca, Bóg Mocny, Ojciec Wieków, Książę Pokoju” (Iz 9,5). Oczami wiary trzeba nam odkryć w tym dziecku naszego Brata i Zbawiciela.

Boże Narodzenie to jest wielki Dzień Dziecka! Miliony razy większy niż pierwszego czerwca, bo w tym Jezusie, dziec­ku narodzonym z Betlejem, wszystkie dzieci na ziemi odnajdują swoją godność.

          ks. Edward Staniek – „Ekspres Homiletyczny”

W swoim rytmie

Boże Narodzenie przypada na jeden z najkrótszych dni w roku. Słońce wznosi się nieznacznie, żeby po niespełna ośmiu godzinach schować się za horyzont. Jest jakby zmęczone próbami wydarcia ciemności kolejnych minut. Większość z nas tęskni w tych dniach za światłem. Między innymi dlatego Kościół wybrał na upamiętnienie narodzin Chrystusa właśnie 25 grudnia.

Odczytywany dzisiaj fragment Ewangelii według Jana identyfikuje dziecko urodzone w Betlejem ze światłością prawdziwą. Jego narodzenie nie uzupełni wprawdzie braków witaminy D3 wynikających z niedoboru słońca, ale może być odpowiedzią na inne braki. Brak sensu, brak wiary i nadziei to ciemności, które Jezus rozjaśnia przez przyjście na świat.

Czego uczy nas przesilenie zimowe o działaniu światłości prawdziwej – Jezusa? Przede wszystkim tego, że nawet najciemniejsza grudniowa noc jest rozpraszana przez najsłabszy promień światła. Warto więc chwytać się choćby najwątlejszego promyka nadziei, którą niesie Chrystus, bo może rozproszyć nawet mrok desperacji. Co więcej, dzień w roku, w którym jest najmniej światła, jest początkiem wydłużania się dnia. Światłość prawdziwa przychodzi w momencie, gdy trwamy w największej ciemności, żeby stopniowo coraz bardziej wypełnić nasze życie sensem, wiarą i nadzieją. Dlatego to, co na początku wydaje się nierealne, czyli więcej światła niż ciemności, nieuchronnie zmierza w stronę przesilenia letniego. Wtedy się wydaje, że to dzień trwa w nieskończoność, a mrok nocy jest chwilowy.

Podobnie Chrystus prowadzi nas konsekwentnie do końca czasów, gdzie znikną niewiara i beznadzieja, a wszystko będzie wypełnione Jego światłem. Jednak choć cykliczność zmian długości dnia sprawia, że przesilenie letnie rozpoczyna okres kurczenia się czasu od świtu do zmierzchu, to gdy światłość prawdziwa raz zwycięży, już nigdy się nie wycofa.

Bez względu na źródło naszej ciemności i tęsknoty za światłością prawdziwą pozwólmy działać Bogu w swoim rytmie, a zwycięży jak dzień z nocą w roku słonecznym.

Radosław Więcławek OP – „Ekspres Homiletyczny”

Boże Narodzenie to nie mityczne „kiedyś”, ani nieokreślone „gdzieś”! Tu mamy DNA człowieczeństwa Jezusa

Ewangeliści Mateusz i Łukasz korzystają zapewne z różnych źródeł. Perspektywa Łukasza jest „spojrzeniem Maryi” na dziejące się wydarzenia. Mateusz ukazuje przeżycia Józefa. Komplementarne, ale i różniące się w niektórych elementach opisy, mają dwa punkty stałe: Betlejem i Nazaret.

Sięgamy po ewangeliczne opisy, próbując odtworzyć okoliczności narodzin Jezusa Chrystusa. „Z narodzeniem Jezusa Chrystusa było tak…” – rozpoczyna Mateusz swoją relację. Czy możemy mieć pewność, że właśnie tak?

Przede wszystkim zwróćmy uwagę, że obydwie Ewangelie dzieciństwa mają swój ścisły związek z tekstami Starego Testamentu. Opowiadania, mające charakter żydowskich midraszy, pełne są cytatów i aluzji do Starego Testamentu.

Można wręcz powiedzieć, że opowiadają historię, która interpretuje Pismo Święte, a dzięki tej opowieści to, co Pismo chciało w wielu miejscach powiedzieć staje się oczywiste. To ważny cel ewangelicznych opowieści.

Pytając o źródła wiedzy ewangelistów, dotrzemy zapewne do przekazu tzw. „tradycji rodzinnych”. Być może do nich właśnie czyni aluzję Łukasz, ukazując Maryję jako „chowającą w sercu” i rozważającą wydarzenia, które przeżywała, często zresztą ich nie rozumiejąc (tak było np. z samowolnym pozostaniem dwunastoletniego Jezusa w Jerozolimie).

Poza tym, dlaczego mielibyśmy nie wierzyć Łukaszowi (tak rzetelnemu w swoich relacjach), gdy w adresie swego dzieła, dedykowanego „dostojnemu Teofilowi”, zaznacza, że „postanowił zbadać dokładnie wszystko od pierwszych chwil i po kolei opisać”, aby dać pewność swemu czytelnikowi?

Mateusz i Łukasz korzystają zapewne z różnych źródeł. Perspektywa Łukasza jest „spojrzeniem Maryi” na dziejące się wydarzenia. Mateusz ukazuje przeżycia Józefa. Komplementarne, ale i różniące się w niektórych elementach opisy, mają dwa punkty stałe: Betlejem i Nazaret.

Ewangeliści o narodzeniu Jezusa

Opowieści ewangelistów o narodzeniu Jezusa są dość lakoniczne. Koncentrują się na istotnych szczegółach, mających znaczenie dla teologicznego przesłania. Gdy czytamy pobożne apokryfy, pełne najrozmaitszych i przedziwnych historii, które miały jakoby towarzyszyć zbawczym wydarzeniom (choćby Protoewangelię Jakuba), widać przepaść, jaka dzieli je od kanonicznych tekstów Nowego Testamentu.

Jeśli w ewangelicznych opowieściach o narodzeniu pojawiają się detale, to przede wszystkim w celu podkreślenia zbawczego przesłania opisywanych wydarzeń. Dotyczy to także kontekstu historycznego, ukazanego w Ewangeliach.

Mateusz nadmienia, że „Jezus narodził się w Betlejem Judzkim za panowania Heroda”. Łukasz rozpoczyna swoją opowieść od podania szczegółowych informacji, że narodzenie Jezusa miało miejsce w czasie panowania Cezara Augusta, gdy prowincją Syrii rządził Kwiryniusz (jego imię związane jest ze spisem ludności, który nadzorował).

Zbawcze wydarzenia w kontekście historii powszechnej

Ewangelista jest zresztą w tym konsekwentny i kiedy będzie opisywał wydarzenia, mające miejsce trzydzieści lat później, gdy Jezus rozpocznie swoją publiczną działalność, także wymieni ówczesnego cesarza Tyberiusza, prokuratora Judei – Poncjusza Piłata, innych lokalnych władców, a nawet arcykapłanów piastujących w tamtych latach swój urząd.

To nie tylko przejaw rzetelności literackiej. Autorowi zależy na ukazaniu zbawczych wydarzeń w kontekście historii powszechnej. Podkreśla w ten sposób ich prawdziwość historyczną (oprócz przesłania teologicznego), dając w ten sposób przesłanki do precyzyjnego określenia momentu narodzin Zbawiciela.

To nie mityczne „kiedyś”, ani nieokreślone „gdzieś”. Jezus rodzi się w czasie, który można dokładnie określić i żyje na określonym obszarze geograficznym, mając konkretne pochodzenie etniczne i narodowe.

To wszystko wpisane jest w DNA człowieczeństwa Jezusa. I to także wyznajemy, gdy mówimy, że „Słowo ciałem się stało i zamieszkało między nami”.

Dwa imiona Jezusa, które wyjaśniają cud Bożego Narodzenia. Skąd się wzięły?

  

Imion dla Dzieciątka, które miało się narodzić w Betlejem, nie wybrała ani Jego Matka - Maryja, ani Jego opiekun - święty Józef. Kto je wybrał i co oznaczają? 

Boże Narodzenie to wyjątkowy czas. Przybliżamy się w nim do tajemnicy, jaką jest wcielenie się Boga - coś, co w historii świata wydarzyło się tylko raz i wciąż dla wielu osób jest trudne do przyjęcia. Tę tajemnicę, jaką jest "pojawienie się" Boga na ziemi w taki sposób, że z wyglądu i zachowania był w pierwszym momencie brany za zwykłego człowieka, wyjaśniają dwa imiona, które podaje Ewangelia o narodzeniu Jezusa.

Dwa imiona Jezusa. Co oznaczają?

O dwóch imionach Jezusa czytamy w Ewangelii św. Mateusza. Jedno podaje Józefowi we śnie anioł, jednocześnie zapewniając go, że ma się nie bać przyjąć do siebie Maryi. Drugie dopowiada nam ewangelista, przypominając proroctwo z Księgi Izajasza.

"Porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów" - mówi anioł do Józefa. Jak wyjaśnia w komentarzu biblista, ks. prof. Mirosław Wróbel, imię Jezus (hebr. Jeszua), jest skróconą wersją imienia „Jehoszua”, a oznacza po hebrajsku "Pan zbawia". Imię „Jeszua” można też odnieść do hebrajskiego terminu „joszia”, który oznacza „on zbawi”.

Boże Narodzenie jest po to, żebyśmy z nienawiści przechodzili do miłości

Jak pisze ks. Wróbel, w imieniu Jezus zawarte jest posłannictwo Mesjasza, który przychodzi na świat, aby zbawić każdego człowieka - a zbawienie to wyprowadzanie z ciemności do światłości; z niewoli do wolności; z nienawiści do miłości; ze śmierci do życia.

Drugie imię, którym nazywa się Jezusa, często używane w kontekście właśnie Bożego Narodzenia, pochodzi z Księgi proroka Izajasza. Słowa proroka przypomina w pierwszym rozdziale swojej Ewangelii Mateusz: "A stało się to wszystko, aby się wypełniło słowo Pańskie powiedziane przez Proroka: «Oto Dziewica pocznie i porodzi Syna, któremu nadadzą imię Emmanuel», to znaczy Bóg z nami." - notuje ewangelista. 

Co znaczy Emmanuel?

Emmanuel to drugie imię określające Jezusa, które wyjaśnia nam sens Bożego Narodzenia. Jak pisze ks. Wróbel, imię „Emmanuel” (hebr. immanu El) oznacza dosłownie „Bóg z nami”. Określa ono funkcję Jezusa - Mesjasza jako tego, który zapewnia ludzkości wspólnotę z Bogiem. Jest to wspólnota Miłości, która będzie trwała na zawsze.

W imieniu "Emmanuel" jest więc zawarta obietnica, która się spełnia właśnie w Boże Narodzenie: Bóg zaczyna mieszkać ze swoim ludem. Jest z nami, nie tylko w sposób metaforyczny, ale wprost i naprawdę uczestniczy w ludzkim życiu. W tym się właśnie zawiera sens, a także wyzwanie Bożego Narodzenia: to czas, w którym mamy szansę uwierzyć w to, że Bóg nie jest kimś odległym, oddalonym w przestrzeni dalekiego nieba, ale jest blisko, uczestniczy w naszym życiu, mieszka z nami tam, gdzie mieszkamy my.

Centrum Heschela KUL – „deon”

Przyjdź i daj życie!

Czasem myślę o tym, jak dziwnie narodził się Jezus. Z Dziewicy, w stajni, w biednej i mało znaczącej społecznie rodzinie. Nie mógł inaczej? Ależ mógł, wybrał jednak właśnie tak…

Gdy rozmawiam z ludźmi o ich planach na święta, widzę jak wiele osób cierpi, bo chciałoby inaczej. Niektórzy bardziej w zgodzie, choć rodzina od lat jest podzielona. Inni głębiej duchowo, robią co mogą, a mają wrażenie, że ich życie duchowe kona, albo w lepszym wypadku – stoi w miejscu. Jeszcze inni, w żałobie, marzą o tym by znów zasiąść do stołu z tymi, których już obok nie ma. Małżonkowie w kryzysie, chcieliby stać się rodziną bez ciągłych nieporozumień. Rodzice dzieci niepełnosprawnych marzą o świętach pełnych zdrowia i spokoju, bez bomby tykającej przy uchu… Nie mówiąc już o tej mniej metaforycznej bombie i tym co dzieje się za naszą wschodnią granicą… Gdzie w tym wszystkim świętowanie Bożego Narodzenia?

A może by tak wrócić do pierwszego akapitu tego tekstu? Może właśnie w tych „nieidealnych” w oczach świata i nas samych rodzinach, w codziennych problemach, biedzie i bólu chce się narodzić Bóg? Tak, zapewne może inaczej, ale być może On chce przyjść właśnie w takich okolicznościach? Podobnie jak zrobił przeszło 2000 lat temu.

Często jest w nas pokusa, by wziąć to, co pokazuje świat, nawet jeśli to wyidealizowany, przypudrowany zakłamaniem obraz beztroski. Tak nie wygląda prawdziwe życie. Owszem, święta to czas, gdy stajemy się dla siebie milsi, gdy cichną dawne spory i gdy dzieją się cuda. Jednak nie zawsze tak jest. Niejednokrotnie jest to czas, którego nie pokażemy na Instagramie, chyba że przez miliony nałożonych filtrów. To czas, w którym pragnienia są może i żywe, wielkie i dobre, ale często zderzają się one z prawdą. Taką która boli, bo nijak przypiąć ją na kolorową choinkę.

Czy to oznacza, że wszystko jest tak beznadziejne, że nie warto się starać? Otóż nie. To czas, w którym zamiast stawiać na „postaram się przetrwać i nie pokłócić, odpocząć, uśmiechać się” itd., można zawołać szczerze do Jezusa „przyjdź i daj życie w tych relacjach. Przyjdź i daj wytchnie. Bądź z nami przy naszym umierającym ojcu, chorym dziecku, w naszych kłótniach i zmaganiach. Przyjdź do stajni naszego życia, tam gdzie smród, głód i ubóstwo. Przyjdź!”.

Być może czas wrócić do sakramentów, bez względu na to, jak długo z nich nie korzystaliśmy. Może warto wybrać się na świąteczny spacer tak, by minąć po drodze otwarty kościół, zajrzeć do niego na chwilę i posiedzieć jakiś czas w ciszy. Złapać kilka głębszych oddechów, poczuć zapach choinek, usiąść przy żłóbku. Być może uda nam się wtedy dostrzec, że Jezus rzeczywiście mógł narodzić się inaczej, ale wybrał właśnie tak. On nie chciał rodzić się w wielkich błyszczących pałacach, wybrał żłób. Blisko „zwykłej” Rodziny, z wieloma problemami i rozterkami. Z biedą, w drodze naznaczonej milionami lęków nie tylko o cudowne narodziny, ale uciekającej przed śmiercią i rzezią niewiniątek. Bóg przyszedł do tego, co zwyczajne, by naszą zwyczajność przemieniać swoją obecnością…

Mamy świętować Boże Narodzenie. Świętować również to, że Bóg widząc ludzka biedę i nędzę, zszedł na ziemię, by stać się Emmanuelem – Bogiem z nami. On wiedział gdzie i po idzie. Tylko czy my jesteśmy w stanie Go przyjąć w tym wszystkim, co nie przypudrowane i zmienione przez instagramowy filtr? Oby…

Autor: Magdalena Urbańska – „deon”

„Czekaj, dziadu, dopadnę cię po kolędzie”.

Abp Grzegorz Ryś opowiedział o swoim doświadczeniu z pierwszych lat kapłaństwa, dotyczącym katechezy i trudności, jakie miał z ujarzmieniem jednego z uczniów. Gdy poznał jego historię, wiele zrozumiał:

   Na mojej pierwszej parafii – to był czas, kiedy katecheza jeszcze była w salce przy kościele – miałem taką trudną klasę. Uczyłem czwarte i piąte klasy podstawówki: to jest jazda bez trzymanki.

   W jednej piątej klasie był taki chłopak, który jak przyszedł na religię, to był cud. Zawsze ta katecheza to było takie: zobaczymy, kto kogo… Czy klasa pójdzie za mną, czy pójdzie za nim. Zwykle przegrywałem. I narastało we mnie takie przekonanie: czekaj, dziadu, dopadnę cię po kolędzie. I wtedy sobie pogadamy, przy rodzicach! Sprawdzimy zeszycik, przepytamy, wyjdziesz na durnia… Taka zawziętość młodego katechety, który uważa, że jest genialny.

   I poszedłem do rodziny tego chłopaka po kolędzie. Była godzina 11.30. W całym domu ten chłopak był jedyną trzeźwą osobą… I mnie się wtedy oczy otwarły bardzo szeroko… Teraz sobie to przypominam, jakby mnie napadła pokusa, żeby kogoś łatwo oceniać.

Abp Grzegorz Ryś – „Alateia”

Boże Narodzenie

jaki król władca świata, wymyśliłby taką scenerię,

narodzenia swojego syna,

uboga stajenka wśród gór i Ty w żłobie

otulony siankiem małe dzieciątko Jezus

niebo się otworzylo,

gwiazdy wysypały się po horyzont

na firmamencie niebieskim,

jedna jak diament

była drogowskazem, dla spragnionych Ciebie,

jesteś drogą prawdą i miłością.

Twoje światło jest pokarmem duszy,

spragnionych Ciebie

Błądzimy, szukamy znaków na niebie,

jesteśmy cudem

stworzeni na podobieństwo Boże w sobie je znajdziemy

urodziłeś się Jezu dla nas,

Jezu ufam Tobie

Andrew – „poetyckie-zacisze”

Święci i błogosławieni w tygodniu

 

 

 

NIEDZIELNA EUCHARYSTIA – 6.30, 8.00, 9.30 – dla młodzieży, 11.00 – rodzinna, z dziećmi, 12.30, 16.00, 19.00, poniedziałek - sobota – 7.00, 7.30, 18.00.

Kancelaria (tel. 126452342) czynna: (oprócz sobót, I piątku i świąt): godz. 8-9 i 16-17.15

Redakcja „Wzgórza w Blasku Miłosierdzia”: Władysław Wyka - red. nacz.,

Wydaje: Parafialny Oddział Akcji Katolickiej nr 1 Archidiecezji Krakowskiej

- Parafia Miłosierdzia Bożego, os. Na Wzgórzach 1a,

Nr k. bank – 08 1240 2294 1111 0000 3723 9378, tel.; 0-12-645-23-42.

NASZE STRONY INTERNETOWE I ADRESY:

strona internetowa parafii: www.wzgorza.diecezja.krakow.pl

oraz milosirdzia-parafia.pl - PO Akcji Katolickiej

adres parafii: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.,

strona internetowa gazetki:wzgorza-gazetka.pl

adres gazetki:Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.