WZGÓRZA

W BLASKU MIŁOSIERDZIA

 

29/827                   -       18 lipca 2021 r. B.

INTERNETOWE WYDANIE TYGODNIKA „WZGÓRZA W BLASKU MIŁOSIERDZIA”

„Błogosławieni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią”

                                                              

3

 

Niedziela, 18 lipca 2021 r.

XVI NIEDZIELA ZWYKŁA B

Mk 6, 30-34

Słowa Ewangelii według Świętego Marka

Apostołowie zebrali się u Jezusa i opowiedzieli Mu wszystko, co zdziałali i czego nauczali. A On rzekł do nich: «Pójdźcie wy sami osobno na pustkowie i wypocznijcie nieco». Tak wielu bowiem przychodziło i odchodziło, że nawet na posiłek nie mieli czasu.

Odpłynęli więc łodzią na pustkowie, osobno. Lecz widziano ich odpływających. Wielu zauważyło to i zbiegli się tam pieszo ze wszystkich miast, a nawet ich wyprzedzili.

Gdy Jezus wysiadł, ujrzał wielki tłum. Zlitował się nad nimi, byli bowiem jak owce niemające pasterza. I zaczął ich nauczać o wielu sprawach.

 

5

 

W dzisiejszym numerze:
- XVI niedziela zwykła
- XVI niedziela zwykła
- Boski pomocnik
- Biblijne – i nie tylko – szukania Pana
- Po chrześcijańsku czyli jak?
- Zaczynając od Ludu Bożego
- „Rybka” na klapie bagażnika – co oznacza?
- Przystań z Jezusem 2021
- Legendarny święty Aleksy
- Święci i błogosławieni w tygodniu

           

 

4

 

XVI niedziela zwykła

Boga interesują nie tylko nasze grzechy. Człowiek, jego potrzeby, jego troski i jego nadzieje, też jest dla niego ważny. A że interesuje go każdy człowiek... To chyba nie tylko my, chrześcijanie, ale i ci, którzy dziś wydają się daleko od prawdziwego Boga, nieprawdaż? Człowiek nie zawsze dorasta do wyznaczonych mu przez Boga zadań. I co? Czasem to jego wina, czasem wina tego, że nikt go odpowiednio nie pouczył. O tym i o innych prawdach o Bogu, o człowieku.

Pasterz wie, że owce nie mają tyle rozumu co on i mogą zrobić coś głupiego. Dlatego wie, że jak coś się dzieje nie może sobie leżeć na trawie i wybrzydzać na głupotę owiec. Trzeba zadziałać. Niestety, ci którzy nazywani są pasterzami ludu czasem zupełnie tego nie rozumieją. Zamiast działać czekają aż owce same zrozumieją swój błąd. Albo – co gorsze – wcale ich to nie obchodzi. Bóg jest inny. Jezusowi naprawdę na nas zależy. I dlatego nie szczędzi sił dla naszego zbawienia. I o tym zasadniczo są czytania XVI niedzieli.

 

 

10

 

Nasza troska o powołania

Do kancelarii parafialnej przychodzi młody mężczyzna, aby porozmawiać z duszpasterzem na temat gnębiących go wątpliwości. Mówi: „Moja siostra twierdzi, że ma od Boga powołanie do zakonu. Jeśli Bóg wybiera pewne osoby do takiego życia, to je dyskryminuje. Ja jednak nie wierzę w to, aby Bóg kogokolwiek dyskryminował, stąd też nie wierzę, że moja siostra otrzymała od Niego powołanie do klasztoru”.

Przedziwne są drogi Bożego powołania. W inny sposób powołuje na swe stanowiska świat, a inaczej Bóg. Świat czyni to przez współzawodnictwo, reklamę, konkursy, kampanie wyborcze, pieniądze. W świecie liczy się przede wszystkim to, co innym może zaimponować i co odpowiada interesom, zamiłowaniom czy namiętnościom ludzkim.

Bóg, który jest istotą nieskończenie mądrą, powołuje inaczej. Powołuje nie tylko ludzi, ale także stworzenia nierozumne. Powołaniem słońca jest świecić, ogrzewać, dawać energię. Powołaniem pszczoły jest robić miód, a krowy – dawać mleko. Podobnie jest z ludźmi. Jednych ludzi powołuje Bóg na lekarzy, drugich na naukowców, innych na nauczycieli.

Decyzja, aby zostać kapłanem, zakonnikiem lub zakonnicą, jest darem Bożym. Bóg sam wskazuje człowiekowi tę drogę, bo chce mieć tego człowieka bliżej siebie, na swą wyłączną służbę. Oczywiście każda praca zawodowa jest służbą Bogu, gdy służy ludziom. Tak jak założenie rodziny jest aktem służby człowiekowi: współmałżonkowi, dzieciom, a przez to społeczeństwu.

Powołanie do życia kapłańskiego czy zakonnego różni się od innych powołań tym, że jest skierowane bezpośrednio na istotny cel ludzkiej egzystencji, jakim jest sam Bóg. Powołany przez Boga kapłan, zakonnik czy zakonnica ma służyć Bogu i być do dyspozycji każdego człowieka, który potrzebuje pomocy.

O tym, jak wiele dobrego mogą zdziałać ludzie naprawdę oddani Bogu i przez Niego powołani, opowiada dzisiejszy fragment Ewangelii. Powołani przez Jezusa apostołowie powracają po pracowicie wypełnionej misji i opowiadają Mu o tym, co zdziałali i czego nauczali. Dumny z ich pracy Nauczyciel mówi do nich: „Pójdźcie wy sami osobno na miejsce pustynne i wypocznijcie nieco”.

Od czasów Chrystusa ludzkość zanotowała wielki postęp w wielu dziedzinach życia. Wydawać by się więc mogło, że współczesny świat nie potrzebuje już Bożych żniwiarzy. Ale czy rzeczywiście tak jest? Popatrzmy chociażby na ludzi żyjących w bogatych krajach. Ludzi przejedzonych i znudzonych komfortem i dobrobytem. Czy można o nich powiedzieć, że są szczęśliwi i że wiedzą, po co i dla kogo żyją? A o czym świadczą mnożące się jak grzyby po deszczu różnego rodzaju sekty? O czym świadczy niezwykle wysoki wskaźnik ludzi popełniających samobójstwo? Jak wielu ludzi uzależnionych jest od alkoholu, pornografii, narkomanii czy satanizmu? Czy mylił się św. Jan Paweł II, kiedy mówił, że żyjemy w „kulturze śmierci”?

Widząc dziś wielką rzeszę zagubionych ludzi, którzy zachowują się „jak owce niemające pasterza”, powinniśmy razem z Chrystusem modlić się o liczne i dobre powołania do kapłaństwa i życia zakonnego. Bardzo bowiem potrzeba współczesnemu światu takich ludzi, którzy będą przypominali o tym, kim jesteśmy i dokąd zdążamy.

Jeżeli braknie pośród nas osób powołanych i szczególnie oddanych Bogu, to kto będzie bronił świętości ludzkiego życia? Kto będzie przypominał o potrzebie zachowywania Bożych przykazań? Kto będzie bronił świętości i nierozerwalności naszych rodzin? Kto będzie bronił wartości naszego człowieczeństwa, przypominając nam o tym, kim jesteśmy i jakie jest nasze powołanie? Kto upomni się o prawo do życia dla niewinnych dzieci, ludzi upośledzonych, starszych, których straszy się aborcją i eutanazją? Kto poruszy zimne serca ludzi przejedzonych dobrobytem, tak aby starali się pomagać milionom ludzi biednych, chorych i głodnych?

            Chcemy świętych kapłanów: modlących się, mówiących dobre kazania, dobrych spowiedników, katechetów, podnoszących ludzi na duchu, pomagających im. A czy się o takich kapłanów modlimy? Czy z nimi należycie współpracujemy? Czy nie jest to często brak zrozumienia, odmowa współpracy, krytyka, obmowa, skakanie do oczu z byle powodu?

Dziękując dziś Bogu za to, że mamy wśród siebie kapłanów poświęcających się dla dobra naszych dusz, jednocześnie prośmy Chrystusa, aby z troską i miłością popatrzył na nas, aby wzbudził w sercach młodych ludzi pragnienie poświęcenia się Bogu i ludziom.

                          ks. Marian Bendyk – „Ekspres Homiletyczny”

 

 

11

 

Boski pomocnik

Piszę ten komentarz na początku czerwca, a to oznacza, że kilka dni temu zakończyły się wielkie wyścigi kolarzy we Włoszech. Jesteśmy w środku wakacji, a dzisiejsza Ewangelia zaprasza nas do tego, abyśmy „poszli i odpoczęli nieco”. Lecz wbrew temu rozleniwiającemu zaproszeniu będę pisał o wysiłku i „Boskim pomocniku”.

Majowy wyścig Giro d’Italia to pierwszy z trzech wieloetapowych klasyków w kalendarzu zawodów kolarskich. W tym roku zwycięstwo odniósł Kolumbijczyk Egan Bernal. Po dwóch tygodniach się wydawało, że już nikt i nic nie zabierze mu zwycięstwa, bo pokazywał wielką formę, moc i wolę walki. Ale w trzecim tygodniu przyszedł kryzys. Na szczęście się okazało, że kolarstwo to sport drużynowy. Egan miał w swojej ekipie Daniego Martineza, który go ochraniał, pomagał mu na trudnych podjazdach, a wszystkim kibicom zapadła w pamięć scena, w której Dani na jednym z morderczych podjazdów krzyczy do Egana, żeby zacisnął zęby, mocniej nacisnął na pedały i jechał pod górę, aby nie stracić przewagi nad rywalami. Skończyło się wielkim zwycięstwem, radością na mecie, zdjęciami z płaczącym i wzruszonym tatą Egana i pocałunkiem z żoną.

Na ile powyższa opowieść może nam pomóc w zrozumieniu dzisiejszego fragmentu Ewangelii? Otóż apostołowie przychodzą do Jezusa i opowiadają Mu o trudzie głoszenia. Są zmęczeni, ale szczęśliwi. To jest pewna wskazówka dla nas. Że warto w swoim codziennym życiu, spotkaniach, rozmowach, z tym wszystkim, co nazywamy bagażem tygodnia, przyjść do Jezusa. To On jest naszym wsparciem, naszym najlepszym Boskim pomocnikiem. Jezus nie mówi, że to już koniec i od tej chwili będzie tylko miło, a my będziemy odcinać kupony od naszego sukcesu lub będziemy trwali w nieustającym smutku i poczuciu porażki. Zaprasza do wyciągnięcia wniosków i do dalszego trudu głoszenia. Można więc powiedzieć, że ważne są doświadczenia zwycięstwa i porażki. Ważne jest przyjście z tymi doświadczeniami do Pana, podzielenie się nimi. Oraz niedzielne wytchnienie, nakarmienie się Słowem i Ciałem, doświadczenie wspólnoty, która wspiera i rozumie. A potem rozpoczęcie nowego etapu od poniedziałku, aby być świadkiem. A może ktoś z nas zostanie „Boskim pomocnikiem”, który podnosi w chwili kryzysu brata bądź siostrę?

Marcin Barański OP – „wiara.pl”

 

 

12

 

Biblijne – i nie tylko – szukania Pana

Prorok Izajasz, mówiąc o szukaniu Pana, używa czasownika darasz, który nie tylko znaczy „szukać”, ale również: „pytać”, „prowadzić śledztwo”, a nawet „żebrać”.

Można więc pokusić się o następujące, nieco dalekie od dosłownego, choć uprawnione tłumaczenie: „Żebrajcie o Pana”. To sprawia, że Pan Bóg jawi się jako Ten, który pozwala się znaleźć takim żebrakom, szczerym, pokornym i ufnym, którzy szukają spraw najważniejszych.

Uprzywilejowanym miejscem spotkania z Bogiem jest świątynia w Jerozolimie. Ale Pana spotyka się również w Jego objawionym słowie, w ludziach i zdarzeniach. Spotkanie Pana Boga bardzo często zaskakuje. Okazuje się bowiem, że jest On zupełnie inny niż nasze wyobrażenia. Jak bardzo musiał być zdumiony prorok Eliasz, gdy nie spotkał Pana Boga, jak tego zapewne oczekiwał, „w gwałtownej wichurze, rozwalającej skały” oraz w „trzęsieniu ziemi i ogniu”, a „w szmerze łagodnego powiewu”.

Ale jest dziś jeszcze jedna możliwość szukania Pana Boga. Można by powiedzieć, że jest to szukanie diaboliczne. Teoretycy, szukający rozumowych argumentów za Jego istnieniem, już od wielu lat wskazują na agresywny i wojujący ateizm jako jeden z nich. Ludzie oddani takiemu światopoglądowi zdają się jakoś intuicyjnie uznawać istnienie Pana Boga, bo po co z takim zapałem i zaangażowaniem często wszystkiego, co się posiada i co się robi, walczyć z Kimś, kogo po prostu nie ma? Spełnia się tutaj pouczenie z Listu św. Jakuba: „Wierzysz, że jest jeden Bóg? Słusznie czynisz – lecz także i złe duchy wierzą i drżą”.

Owo drżenie nie oznacza tylko lęku, ono także wskazuje na nienawiść. A Pan Bóg daje się poznać w czymś jeszcze, o czym dobitnie mówi inny fragment Ewangelii: Pan daje się znaleźć w miłosierdziu i miłości. „Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry?” – oto biblijne pytanie, jedno z bardziej nieobojętnych i tchnących nadzieją.

ks. Zbigniew Niemirski –„gość.pl”

 

 

13

 

Po chrześcijańsku czyli jak?

Niestety, nawet w wzywaniu do wierności Ewangelii może kryć się faryzeizm.

Kilkanaście lat temu, w dzień śmierci świętego papieża Jana Pawła, byłem na Jasnej Górze. Nie, nie skłoniło mnie do tego Jego umieranie. Tak się po prostu złożyło. Umówiłem się na pielgrzymkę z maturzystami. Atmosfera wówczas tam panująca – no, wiadomo. Nie byłem jakimś nadzwyczajnym miłośnikiem papieża – Polaka. To czego nauczał, jaki był, wydawało mi się wtedy tak naturalną i oczywistą próbą wcielania w życie Ewangelii, że nie widziałem powodu, by rozpływać się w zachwytach. Dziś, widząc jak być może, znacznie bardziej doceniam ten Jego styl. Wiedziałem jednak i wtedy, że wraz z Jego śmiercią przyjdzie inne. Jakie? Nie wiedziałem. Spodziewałem się, owszem, narastającej laicyzacji. Spodziewałem się, że z czasem będą nasilały się prześladowania i szykany wobec chrześcijan. Spodziewałem się, że w samym Kościele toczyć będą się spory. Już wtedy przecież ich nie brakowało. Także w Kościele w Polsce. Nie spodziewałem się jednak w tym polskim Kościele podziałów i sporów tak głębokich, które mogłyby przesłonić wszystko inne. A jednak...

Mam wrażenie, że owe spory to głównie pokłosie prawdy, że o ile sukces ma wielu ojców, to porażka... no, może nie zawsze jest sierotą, ale dzieckiem, do którego nikt nie chce się przyznać, na pewno :). Wiadomo, w ostatnich latach nasiliła się już nie tyle obojętność wobec wiary, co wyraźna wobec niej niechęć. Zaczęło się więc wskazywanie kto winny. Pewna krytyka jest oczywiście potrzebna. Trzeba uczyć się na błędach. Tyle że część dyskutantów zamiast zastanawiać się, co jako Kościół możemy zrobić lepiej, zaczęła pokazywać palcem: „to on, oni są winni”. I w tej krytyce innych, szukającej tak naprawdę wybielenia samego siebie, straciła już nie tylko umiar, ale i zdrowy rozsądek.

Przykładów całe pęczki. Najbardziej poruszyło mnie ostatnio to, co pisano o Kościele w Kanadzie. Media, niekoniecznie Kościołowi przychylne, relacjonowały to tak, jak gdyby Kościół w tym kraju był winny ludobójstwa na Indianach. A to nieprawda. Po pierwsze chodzi o szkoły finansowane przez państwo, które w ten sposób chciało zasymilować rdzenną ludność. Źle, że katolicy w tym uczestniczyli, ale to nie tak, że to była czysto kościelna sprawa. Nie ma też mowy o żadnych masowych grobach, tylko o dużej ilości grobów (z ponad stu lat!), z których część nie była oznaczona. Tym którzy nie widza różnicy polecam przespacerowanie się po naszych starszych cmentarzach. No i najważniejsze, sprawa nie jest nowa, bo znana jest od trzydziestu lat, tyle że dziś okazało się, że owych grobów jest więcej niż oficjalnie państwo podawało. O wszystkim tym można przeczytać w artykule Jacka Dziedziny w najnowszym Gościu Niedzielnym (tekst przez cztery tygodnie jest dostępny tylko po zapłaceniu, ale warto go przeczytać). Dlaczego o tym piszę w kontekście sporów wewnątrzkościelnych? Bo niektórzy katolicy, opierając się jedynie na tych tendencyjnych artykułach z mediów i mając mgliste pojęcia o faktycznej winie katolików z Kanady, zaczęli nakazywać Kościołowi bicie się w piersi. Tak, jest za co, ale akurat nie za to, co mają owi oskarżyciele na myśli.

Uogólnianie, zakładanie złej woli, brak umiaru w formułowaniu zarzutów (nie zrównuje się człowieka, który nie skasował biletu w autobusie z tym, który zażądał wielomilionowej łapówki, prawda?), brak dokładniejszego rozeznania spraw i zobaczenia ich w szerszym kontekście to częste grzechy dzisiejszych „kościelnych” krytyków. Oczywiście spory same w sobie złe nie są. Trzeba w nich jednak pamiętać, że to nie gwałtowność, ale umiarkowanie jest cnotą. I to kardynalną.

Przede wszystkim zaś trzeba pamiętać, że dla chrześcijan podstawowym kryterium oceny winna być Ewangelia. Nauczanie Jezusa jest jakie jest. I nie zmieniło się w ciągu wieków, także w wieku XXI. To wierność wobec tego nauczania powinna być wyznacznikiem tego, co dobre a co złe. I bez faryzeizmu: temu, kto mówi na przykład że cudzołóstwo jest grzechem nie zarzucajmy, że popełnia grzech braku miłosierdzia. Bo i najmiłosierniejszy Chrystus nie tylko cudzołóstwo, ale i pożądliwe spojrzenia za grzeszne uznał.

Święty Janie Pawle: dzięki Ci za tę wspaniała lekcję Twojego pontyfikatu, że trzeba trwać i w prawdzie i w miłości. Proś za nami, byśmy ich nie rozdzielali.

Andrzej Macura – „wiara.pl”

 

 

14

 

Zaczynając od Ludu Bożego

Mamy za sobą kilkadziesiąt lat traumy duszpasterskiej, a trzy zaledwie w miarę normalne dziesięciolecia to za mało, by zbudować coś nowego.

Front burzowy chyba wszystkim daje się dziś we znaki. Nieprzespana, duszna noc, z atakującymi rojami komarów. Jakim cudem przełazi toto przez siatki w oknach, trudno powiedzieć. Teraz chwila oddechu. Ale za oknem widać nadciągając znów chmury. Na szczęście włączony pod biurkiem ultradźwiękowy odstraszacz daje nadzieję, że uda się (jeśli znów nie wyłączą prądu) napisać choć krótki felieton.

Ten burzowy front ma w sobie coś wspólnego z Kościołem. A jeszcze bardziej z komarami. Przychodzi bowiem taki moment, kiedy człowiek obsesyjnie zaczyna reagować na każdy dźwięk i reakcję ciała. Rozgląda się po mieszkaniu, nasłuchuje, oczekując kolejnego ataku. Mały stwór a potrafi nas sparaliżować. Z Kościołem bywa podobnie. W gęstniejącej, burzowej atmosferze, często siedzimy sparaliżowani, czekając na kolejny atak. Kto ukąsi, z której strony, jak bardzo zaboli, co przyłożyć by znieczulić. Wszystko inne przestaje być ważne. Przetrwać…

Na szczęście pojawia się okienko pogodowe. Można odetchnąć i czekać na kolejną burzę. Można też wykorzystać twórczo. Bo przecież za kilka godzin, dni, za jakiś czas, będzie po burzy. Komary i meszki przestaną ciąć. Roztropny powinien wiedzieć co dalej. Jak zagospodarować przestrzeń życia wolną od wyładować atmosferycznych i atakujących zewsząd stworów?

Skoro tak przeglądam wiadomości. Zerkam (do czego prawdopodobnie czytelnik zdążył się już przyzwyczaić) co u naszych braci Włochów. A tam szykuje się kolejny, już siedemdziesiąty, Tydzień Duszpasterski, organizowany przez Centro di Orientamento Pastorale (odpowiednik naszej Komisji ds. Duszpasterstwa KEP). Tematem przewodnim oczywiście zbliżający się Synod, ale i mający odbyć się za pięć lat Synod Kościoła Włoskiego. Prezentując program Tygodnia, odpowiedzialny za Centrum bp Domenico Sigalini powiedział: „Papież (…) zaprosił Kościół włoski do rozpoczęcia drogi, która bezwzględnie musi zaczynać się od ludu, od ludu Bożego. Czyli nie może być działaniem jakiejkolwiek kurii, odpowiedzialnych za regiony, Konferencji Episkopatu: pasterze i Lud Boży tworzą razem Kościół czyli tworzą Synod”. Zbliżający się Tydzień pastoralny w tym kontekście ma pomóc „w stawianiu pierwszych kroków w parafiach, diecezjach, wiernym i duszpasterzom. A u podstaw wszystkiego musi leżeć przekonanie, że synodalność jest normalnym sposobem bycia Kościoła, dlatego musimy umieć rozwijać cnoty, cechy synodalne, w które musimy się wyposażyć, rozeznać niezbędne do zmiany mentalności drogi formacyjne i drogi, prowadzące do celu”.

Brzmi ciekawie? Dodajmy tematy referatów. Jaki Kościół po pandemii?; Synodalność, mały Kościół; Synodalność drogą Kościoła wychodzącego w świetle Evangelii Gaudium.

Zastanawiam się jak z tym zaczynaniem od Ludu Bożego będzie w Polsce. Nie możemy bowiem zapominać, że mamy za sobą kilkadziesiąt lat traumy duszpasterskiej, a trzy zaledwie w miarę normalne dziesięciolecia to za mało, by zbudować coś nowego. Tym bardziej, że nie uniknęliśmy pokusy tworzenia kopii instytucji, które – co prawda – zdały egzamin w dwudziestoleciu międzywojennym, ale już niekoniecznie pasowały do nowej kulturowej rzeczywistości, w jakiej znalazł się Kościół w Polsce po roku 1989. Wspomniana trauma to przede wszystkim likwidacja po wojnie niemalże wszystkich, nie związanych z kultem organizacji, bractw, stowarzyszeń, jakie kształtowały życie naszych parafii. Ostali się ministranci, asysta, Żywy Różaniec, chóry i schole, bo te były związane z liturgią. Cała reszta, zwłaszcza angażująca się w życie społeczne, została zniszczona. Ruch Światło-Życie mógł powstać i przetrwać ten trudny czas tylko dlatego, że jego założyciel był człowiekiem bezkompromisowym, a w czasach walki z „nielegalnymi koloniami” duszpasterze byli wyposażeni w zaświadczenia, że oazy są rekolekcjami. Czyli, patrząc całościowo na ten trudny czas, laikat, z wielu powodów, czuł się zwolniony z odpowiedzialności za Kościół.

Co wcale nie znaczy, że taka sytuacja musi trwać. By ją zmienić potrzebne są inicjatywy podobne choćby do wspomnianego wyżej Tygodnia Pastoralnego. Stawiania pierwszych kroków na drodze synodalnej nie nauczymy się czytając wskazania rad i gremiów. Na początek potrzebne jest miejsce spotkania. Wyposażone w dobre odstraszacze komarów.

ks. Włodzimierz Lewandowski – „wiara.pl”

 

 

15

 

„Rybka” na klapie bagażnika – co oznacza?

Coraz częściej można zobaczyć samochody, które na klapie bagażnika mają przyklejoną naklejkę rybki. Taki znak mówi innym: jestem chrześcijaninem. Ryba to symbol chrześcijaństwa.

Znak ryby ma swoje źródło w języku starogreckim. Słowo „ryba” (ichthys – gr.) było kojarzone u pierwszych chrześcijan z krótkim wyznaniem wiary, od pierwszych liter: „Iesus Christos Theou Yios Soter” („Jezus Chrystus Syn Boży Zbawiciel”). Ryba stała się pierwszym symbolem chrześcijaństwa, wcześniej niż krzyż.

Widząc osobę jadącą samochodem ze znakiem rybki, można mieć

jedynie pozytywne skojarzenia. Możesz choć przez chwilę zastanowić się, czy warto się tak spieszyć? Znak ryby na aucie oznacza, że ludzie wierzący nie chowają się ze swoją wiarą, ale chcą pokazać, że słowa i czyny Jezusa wciąż mają dla nich wielkie znaczenie.

Rybka na samochodzie oznacza dobro, przyjaźń i wiarę w Boga. Osoby, które mają taki znak na swoim aucie, powinny ten symbol przenosić w czyn, czyli jeździć rozważnie i bezpiecznie, a innych kierowców darzyć szacunkiem i życzliwością.

To także znak, który mówi innym użytkownikom drogi: wiesz, kim jestem i na co możesz liczyć z mojej strony, na chrześcijańską życzliwość i kulturę jazdy.

Czy masz rybkę na swoim samochodzie?                           

  Magdalena Adamczyk

 

 

16

 

Przystań z Jezusem 2021

Karolina Pawłowska /Foto Gość Uczestnicy Przystani z Jezusem korzystają z niekonwencjonalnych form podczas głoszenia Ewangelii.

Ruszyły zapisy na udział w Przystani z Jezusem. Uczestnicy jako część "żywej biblioteki" dadzą się "wypożyczyć", by dać świadectwo wiary w Boga.

Dorocznej imprezie rozrywkowej Sunrise w Kołobrzegu od lat towarzyszy akcja ewangelizacyjna pn. Przystań z Jezusem. Mimo że Sunrise 2021 przełożono na rok 2022, to jednak odbędzie się "The other side of the Sun 2021" - w Kołobrzegu w dniach 23-25 lipca. W związku z tymi koncertami Szkoła Nowej Ewangelizacji z Koszalina i Fundacja "SMS z Nieba" organizują Przystań z Jezusem 2021. Wydarzenie będzie miało nieco inną formę niż w poprzednich latach.

- W tym roku będziemy spotykać się z ludźmi i ewangelizować m.in. poprzez tzw. żywą bibliotekę - informują organizatorzy. - Idea ta znana jest już w ponad 45 krajach. Żywe biblioteki, w których zamiast książki można "wypożyczyć" człowieka i słuchać historii jego życia, staną w Kołobrzegu-Podczelu obok "The other side of the Sun 2021".

Przystań z Jezusem rozpocznie się w piątek 23 lipca o godzinie 14 Mszą św. w Kołobrzegu, zakończy zaś w niedzielę o godzinie 12 świadectwami z ewangelizacji. Po nich odbędzie się Msza św. w Kołobrzegu.

Zapisy ruszają 16 lipca o godz. 20 na stronie: https://kochaj.my/.

Katarzyna Matejek – „wiara.pl”

 

 

17

 

Legendarny święty Aleksy

Autor z XIX w. (PD) św. Aleksy Rzymski

Aleksy pochodził z bogatej rzymskiej familii. Jego rodzicami mieli być Eufemiusz i Agle – uprzywilejowani patrycjusze.

W dniu swego ślubu Aleksy - zwany także czasem Aleksym Bożym - rozdał cały swój majątek żebrakom, po czym opuścił rodzinny pałac na Awentynie, by udać się na pielgrzymkę do Ziemi Świętej. Za wszelką cenę pragnął zachować czystość, dlatego też wolał zrezygnować z nocy poślubnej, co miało się spotkać ze zrozumieniem jego dopiero co poślubionej małżonki, noszącej imię Famijana. Zresztą przeczytajmy sami poniżej, jak to opisywał anonimowy, średniowieczny autor:

„A gdy się z nią pokładał, / Tej nocy z nią gadał; / Wrocił zasię pirścień jej, / A rzekł tako do niej: / Ostawiam cię przy twym dziewstwie, / Wroć mi ji, gdy będziewa oba w niebieskim krolewstwie; / Jutroć się bierzę od ciebie / Służy(ć) temu, cożci jest w niebie”.

Ów staropolski fragment pochodzi najprawdopodobniej z 1454 roku i jest kopią syryjskiego tekstu z V wieku, który przerabiany i tłumaczony na rozmaite języki europejskie, był jedną z najpopularniejszych legend wieków średnich i sztandarowym przykładem hagiograficznego gatunku literackiego.

Wiemy, że Aleksy miał żyć w Edessie – dzisiejsze tureckie miasto Şanlıurfa - z jałmużny, a tym co udało mu się wyżebrać, dzielił się jeszcze z innymi ubogimi. Odrzucenie dóbr ziemskich, było dla niego niejako gwarancją, że dostąpi zbawienia, zaś doznawane za życia cierpienia, miały doskonalić jego duszę... Powrócił do Rzymu po siedemnastu latach tułaczki, zamieszkując w niewielkim pomieszczeniu pod schodami swego rodzinnego domu. Krewni, nie mający pojęcia, że to Aleksy, traktowali go, jak każdego innego włóczęgę. Dopiero gdy - około 417 roku - znaleziono go martwego, okazało się, iż ściska w ręku kartkę, na której zdradził swą prawdziwą tożsamość. Wtedy też rozległo się bicie wszystkich rzymskich dzwonów, które w cudowny sposób same obwieszczały jego śmierć.

„A gdy Bogu duszę dał, / Tu się wielki dziw stał: / Samy zwony zwoniły, / Wszytki, co w Rzymie były. / Więc tu papież z kardynały, / Cesarz z swymi kapłany / Szli są k niemu z chorągwiami; / A zwony wżdy zwonili samy”. Nie były to jedyne cudach, o jakich wspomina się w legendarnych żywotach tego świętego.

Przykładowo: pewnego razu Matka Boska interweniowała, aby wpuszczono przemarzniętego Aleksego do zamkniętego kościoła; dotknięcie jego ciała wystarczało, by uleczyć ciężko chorych; wspomniany zaś list Aleksego, w którym wyznawał kim jest naprawdę, wyciągnąć z jego martwej dłoni mogła tylko Famijana, jako że - podobnie jak jej małżonek - ona także zachowała czystość.

Aleksy jest między innymi patronem wędrowców, ubogich i pielgrzymów. Jego święto przypada na 17 lipca.

Piotr Drzyzga – „wiara.pl”

 

 

18

 

Święci i błogosławieni w tygodniu

 

18 lipca - św. Szymon z Lipnicy, prezbiter
18 lipca - św. Arnulf, męczennik
18 lipca - św. Arnulf z Metzu, biskup
18 lipca - św. Arnold Wyznawca
18 lipca - św. Fryderyk z Utrechtu, biskup i męczennik
19 lipca - św. Makryna Młodsza
19 lipca - bł. Ludwika z Sabaudii, zakonnica
19 lipca - św. Symmach, papież
19 lipca - bł. Achilles Puchała, prezbiter i męczennik
19 lipca - bł. Herman Stępień, prezbiter i męczennik
20 lipca - bł. Czesław, prezbiter
20 lipca - św. Małgorzata z Antiochii Pizydyjskiej, dziewica i męczennica
20 lipca - św. Torlak Thorhallsson, biskup
20 lipca - Eliasz, prorok
20 lipca - bł. Alojzy Novarese, prezbiter
20 lipca - św. Józef Barsaba Justus
21 lipca - św. Wawrzyniec z Brindisi, prezbiter i doktor Kościoła
21 lipca - św. Apolinary, biskup i męczennik
21 lipca - Daniel, prorok
22 lipca - św. Maria Magdalena
22 lipca - św. Maria z Betanii
22 lipca - błogosławieni męczennicy Nicefor od Jezusa i Marii Díez Tejerina, prezbiter, i Towarzysze
23 lipca - św. Brygida Szwedzka, zakonnica, patronka Europy
23 lipca - bł. Wasyl Hopko, biskup
23 lipca - św. Jan Kasjan
23 lipca - bł. Krystyn Gondek, prezbiter i męczennik
23 lipca - bł. Jan Huguet Cardona, prezbiter i męczennik
24 lipca - św. Kinga, dziewica
24 lipca - św. Krystyna z Bolseny, dziewica i męczennica
24 lipca - błogosławione dziewice i męczennice Maria Pilar, Teresa i Maria Angeles
24 lipca - bł. Maria Mercedes Prat, dziewica i męczennica
24 lipca - bł. Joanna z Orvieto, dziewica
25 lipca - św. Jakub Starszy, Apostoł
25 lipca - św. Krzysztof, męczennik
25 lipca - św. Olimpia
25 lipca - św. Maria del Carmen Sallés y Barangueras, dziewica

           

           

NIEDZIELNA EUCHARYSTIA – 6.30, 8.00, 9.30 – dla młodzieży, 11.00 – rodzinna, z dziećmi, 12.30, 16.00, 19.00, poniedziałek - sobota – 7.00, 7.30, 18.00.

Kancelaria (tel. 126452342) czynna:

(oprócz I piątku i świąt): godz. 8-9 i 16-17.15 (oprócz sobót)

Redakcja „Wzgórza w Blasku Miłosierdzia”: Władysław Wyka - red. nacz.,

Wydaje: Parafialny Oddział Akcji Katolickiej nr 1 Archidiecezji Krakowskiej

- Parafia Miłosierdzia Bożego, os. Na Wzgórzach 1a,

Nr k. bank – 08 1240 2294 1111 0000 3723 9378, tel.; 0-12-645-23-42.

NASZE STRONY INTERNETOWE I ADRESY:

strona internetowa parafii: www.wzgorza.diecezja.krakow.pl

oraz milosirdzia-parafia.pl - PO Akcji Katolickiej

adres parafii: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.,

strona internetowa gazetki:wzgorza-gazetka.pl

adres gazetki:Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.