WZGÓRZA

W BLASKU MIŁOSIERDZIA

 

18/815                   -       25 kwietnia 2021 r. B.

INTERNETOWE WYDANIE TYGODNIKA „WZGÓRZA W BLASKU MIŁOSIERDZIA”

„Błogosławieni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią”

                                                              

3

 

 

25 kwietnia 2021 r. B.

IV Niedziela Wielkanocna

 

4

 

 

IV Niedziela Wielkanocy

     Nie, jeszcze nie wracajmy do normalności. Jeszcze trwa wielkanocna euforia. Z Bogiem człowiek może więcej, niż sam po sobie się spodziewał... To znajdujemy, gdy widzimy odważnie wyznających swoją wiarę w Jezusa Chrystusa Piotra i Jana. A Bóg... Cóż. Jawi się nam w tych czytaniach jako ten, kto chce być człowiekowi bliski, kto nas, przecież tylko Boże stworzenia, podnosi do godności Bożych dzieci. Bogu na nas zależy. Niby tak oczywiste, ale chyba ciągle zbyt łatwo odbijające się od naszych uszu, średnio dochodzące do głowy, a jeszcze słabiej do naszych serc....

     To nie jest tak, że Bóg jest tyranem domagającym się. Domagającym się od nas przemiany życia. On włącza nas w swoje życie, w miłość. I tym sposobem przemienia. No, chyba że kompletnie Jego dar i to, że nas lubi lekceważymy... Bóg nas zna i wie czego potrzebujemy. Zawsze się o nas troszczy. Przede wszystkim jednak daje nam samego siebie. Jako Ojca, Brata, mieszkającego w nas Ducha. Zapraszających nas do wspólnoty z sobą.

 

 

9

 

 

Dziś 58. Światowy Dzień Modlitw o Powołania.
Modlitwa o powołania kapłańskie i zakonne jest obowiązkiem wierzącego.
 
Usłyszał kiedyś głos niebios Pana: Jesteś stworzony do wyższych celów,
Masz przywdziać skromny ubiór kapłana, Na moje słowa czeka wielu.
Dam ci moc grzechów odpuszczenia. I chleb przemieniać w moje ciało,
Lud mój wiódł będziesz do zbawienia, Łask moich zyskasz niemało.
Pójdziesz przykazań prostą drogą. W ubóstwie, pokorze, czystości,
Żadne złe moce cię nie zmogą. Gdy wytrwasz w mojej miłości.
Zrozumiałem, Boże, powołanie. Odrzekł cicho, w pokorze.
Niechaj się Twoja wola stanie, Kapłańskie śluby chętnie złożę.
 
 
 
8
 
 
 
W dzisiejszym numerze:
- Jak Dobry Pasterz
- Znajomość Chrystusa
- Jedyna nadzieja
- Tydzień Biblijny: O monecie czynszowej i sercu
- Biskup w fartuchu
- Tysiąc lat kultu św. Wojciecha
- Święci i błogosławieni w tygodniu
 

 

 

5

 

Jak Dobry Pasterz

Czwarta Niedziela Wielkanocna nazywana jest Niedzielą Dobrego Pasterza. Rozpoczyna ona tydzień modlitw o powołania kapłańskie i zakonne. Jezus, Syn Boży, przedstawia się jako Dobry Pasterz, który troszczył się o swoją owczarnię. Posiada On władzę od Ojca, z którym stanowi jedność. Jezus odrzuca posłannictwo polityczne i ogłasza królestwo Bożego oparte o przykazanie miłości, którego granicę stanowi wiara w Niego. Natomiast do swojego królestwa zaprasza każdego, kto pragnie wypełniać wolę Ojca wyrażoną w ewangelicznej nauce.

Misję Dobrego Pasterza mają kontynuować na ziemi wyświęceni kapłani. Istnieje kapłaństwo powszechne, w którym otrzymują udział wszyscy ochrzczeni, i kapłaństwo urzędowe, zwane też służebnym, które jest przekazywane przez sakrament święceń. Kapłaństwo powszechne uzdalnia i zobowiązuje wiernych do udziału w kulcie Bożym. Kapłaństwo urzędowe udziela natomiast świętej władzy, mocą której kapłani służą ludowi Bożemu przez nauczanie, sprawowanie kultu Bożego i duszpasterstwo. Kapłaństwo zostało ustanowione dla ludzi, którzy potrzebują zbawienia.

Księża znajdują się między ziemią a niebem. Jedni są młodzi, szczupli, wysokiego wzrostu, inni zaś starzy, grubi i tak niscy, że na ambonie wspinają się na palce, żeby było ich dobrze widać. Jednak wszyscy księża przybliżają do Chrystusa, karmiąc słowem i łaską Bożą. Jako dziewięćdziesięciolatek ks. Jan Twardowski stale powtarzał: „Jestem szczęśliwym księdzem”. Kochał kapłaństwo, kochał Kościół, któremu służył tak wiernie, jak potrafił. Przede wszystkim jednak kochał Jezusa. Sam stwierdził w „Autobiografii”: „Zakochałem się w Jezusie i nie spotkałem nikogo piękniejszego niż On”. Sens życia stanowiła dla niego Eucharystia i modlitwa. Mówił: „Kapłaństwo jest łaską, trzeba zaufać tej łasce. Trzeba ufać Temu, który prowadzi. Dla mnie kapłaństwo to jakaś niezwykła fascynacja osobą Pana Jezusa”.

Bóg sam wybiera człowieka, a „odpowiedzieć na powołanie znaczy pozwolić wprowadzić się na drogę wiodącą do Chrystusa” – zauważa papież Franciszek. Kapłaństwo nie opiera się na naturalnych zaletach lub osobistych osiągnięciach któregokolwiek z powołanych. To przede wszystkim życie eucharystyczne. Pismo Święte mówi otwarcie o ociężałości Dwunastu, o ich chwiejności i niewierności. Ich powołanie pochodziło wyłącznie z wolnego wyboru Jezusa. Jako reprezentanci Jezusa kapłani wciąż od nowa, sprawując Eucharystię, uobecniają Jego zbawcze wydanie się na śmierć. I w ten sposób wypełniają testament Mistrza: „To czyńcie na moją pamiątkę”.

Zakończeniem refleksji dotyczącej kapłaństwa niech będą słowa modlitwy za kapłanów: Panie i Boże nasz, ześlij Twojemu ludowi świętych kapłanów, którzy będą pachnieć owcami. Niech będą podporą w trudnościach, braćmi w potrzebach, aby Ciebie słowem, czynem, miłością wprowadzali w serca ludzkie i trudy codziennego życia. Niech stają się odbiciem Twego Świętego Oblicza, niech pozostaną wierni Tobie, Twojemu Kościołowi i swojemu powołaniu, aż do ostatniej chwili swego życia.

ks. Leszek Smoliński – „wiara.pl”

 

 

10

 

Znajomość Chrystusa

Znana jest powszechnie ballada śpiewana przez polską solistkę Edytę Geppert. Utwór można nazwać modlitwą błagalną o bliskość Boga w życiu każdego człowieka.

  1. 1.Ty, Panie, tyle czasu masz – mieszkanie w chmurach i błękicie. A ja na głowie mnóstwo spraw i na to wszystko jedno życie.
  2. 2.Skoro wszystko lepiej wiesz, bo patrzysz na nas z lotu ptaka. To powiedz, czemu tak mi jest, że czasem tylko siąść i płakać...
  3. 3.Ja się nie skarżę na swój los. Potulna jestem jak baranek. I tylko mam nadzieję, że... że chyba wiesz, co robisz, Panie!
  4. 4.Ile mam grzechów, któż to wie? A do liczenia nie mam głowy. Wszystko darujesz mi i tak – nie jesteś przecież drobiazgowy.
  5. 5.Nie chcę się skarżyć na swój los. Nie proszę więcej niż dać możesz. I ciągle mam nadzieję, że... że chyba wiesz, co robisz, Boże!
  6. 6.To życie minie jak zły sen, jak tragifarsa, komediodramat. Bo gdy się zbudzę, westchnę – cóż… to wszystko było chyba – zamiast.
  7. 7.Lecz póki co w zamęcie trwam, liczę na palcach lata szare. I tylko czasem przemknie myśl: przecież nie jestem tu za karę.
  8. 8.Dziś czuję się jak mrówka, gdy czyjś but tratuje jej mrowisko. Czemu mi dałeś wiarę w cud. A potem odebrałeś wszystko....
  9. 9.Lecz czemu mnie do raju bram prowadzisz drogą taką krętą? I czemu wciąż doświadczasz tak, jak gdybyś chciał uczynić świętą?
  10. 10.Nie chcę się skarżyć na swój los, choć wiem, jak będzie jutro rano. Tyle powiedzieć chciałam Ci zamiast – pacierza na dobranoc...

Czy jednak ten tekst ukazuje w sposób wyczerpujący całą rzeczywistość dotyczącą Boga? W dzisiejszej Ewangelii Jezus mówi: „Ja jestem dobrym pasterzem i znam owce moje, a moje Mnie znają” (J 10). Każdy człowiek wierzący powinien dołożyć jak najwięcej starań, aby poznać Mistrza, który jest źródłem i kresem ludzkiego życia.

W jednej z gazet zachodnich opublikowano dość kontrowersyjny tekst, który ukazuje sposób na ucieczkę przed głębszym poznaniem Boga i całej rzeczywistości życia ludzkiego jako stworzenia:

  • Nie dostrzegać i nie kochać Boga w naszych bliźnich.
  • Nie wierzyć w Boga jako Tego, który rozstrzyga o losach świata.
  • Nie starać się wniknąć w plany Boże w tej mierze, w jakiej to jest dla nas dostępne i możliwe.
  • Nie wznosić się od kontemplacji natury i życia ludzkiego do myśli o Bogu.
  • Nie miłować braci naszych w Bogu. Nie znajdować czasu na modlitwę.
  • Modlić się szybko, chłodno i niedbale.
  • Nie widzieć w Jezusie Chrystusie najbliższego brata. Przestać wzorować się na Nim.
  • Modlić się jedynie po to, żeby o coś prosić, nigdy dla samego wielbienia Boga, dla dziękczynienia, dla przebywania z Nim ani z bezinteresownej miłości do Niego.
  • Uważać życie wewnętrzne za zobowiązanie stojące na ostatnim planie, które się wypełnia po wykonaniu wszystkich innych.

Apostołowie słyszący naukę o pasterzu i owcach nie mogliby się pod przeczytanym właśnie tekstem podpisać. Wiara w Jezusa Chrystusa niejako „wymusza” na człowieku aktywność w poznawaniu, w „dokopywaniu się” do prawd ukazujących rzeczywistość Boga Trójjedynego. Dosadnie mówił o tym Jan Paweł II do młodzieży w Płowdiw (26.05.2002):

Jezus jest Przyjacielem wymagającym, który wskazuje wzniosłe cele i domaga się, byśmy zapominając o samych sobie, wychodzili Mu naprzeciw: «Kto straci swe życie z powodu Mnie i Ewangelii, zachowa je» (Mk 8,35). Ta propozycja może wydać się trudna, a niekiedy wręcz może budzić lęk. Lecz – pytam was – czy lepiej przystać na życie pozbawione ideałów, na społeczeństwo, w którym panuje niesprawiedliwość, przemoc i egoizm, czy raczej wielkodusznie dążyć do prawdy, dobra, sprawiedliwości, pracując nad budowaniem świata, który będzie odzwierciedlał piękno Boga – nawet za cenę konieczności zmierzenia się z próbami, jakie to za sobą pociąga? Przełamujcie bariery powierzchowności i lęku! Rozmawiajcie z Jezusem, modląc się i słuchając Jego słowa. Przeżywajcie radość, jaką daje pojednanie w sakramencie pokuty. Przyjmujcie Jego Ciało i Jego Krew w Eucharystii, byście później umieli Go przyjąć i służyć Mu w braciach. Nie ulegajcie łatwym pokusom i złudzeniom świata, które bardzo często prowadzą do tragicznych rozczarowań.

Można więc powiedzieć, że poznawanie Boga polega na ciągłym odkrywaniu Jego obecności w życiu, w codziennych wyborach. Być „owcą” pod pieczą Pasterza oznacza ciągłe wzrastanie i radość z przebywania z Nim. Pięknie wyraziła tę prawdę Chiara Lubich, założycielka ruchu Focolare, która pisała w swoich Rozważaniach:

Jest czymś niepojętym, niezwykłym,
czymś, co odciska coraz głębszy ślad
w mojej duszy,
to Twoje trwanie tutaj,
w ciszy tabernakulum.
Przychodzę rano do kościoła i tu Cię znajduję.
Biegnę do kościoła, bo Cię kocham,
i tu Cię znajduję.
Przychodzę przypadkiem, z przyzwyczajenia albo
z szacunku
i tu Cię znajduję.
I za każdym razem
mówisz mi jakieś słowo,
oczyszczasz jakieś uczucie;
komponując tak z różnych nut
jedną jedyną pieśń,
którą moje serce zna na pamięć
i która powtarza mi to jedno słowo:
odwieczna miłość.
Boże, nie mogłeś wynaleźć czegoś lepszego!

Obyśmy umieli w ten sposób wyrażać swoje uczucia i myśli wobec Jezusa – Dobrego Pasterza.

ks. Janusz Mastalski – „Ekspres Homiletyczny”

 

 

11

 

Pan śmierci i życia

W Biblii wielokrotnie występuje sformułowanie: „Bóg jest Panem śmierci i życia”. W oryginalnym tekście autorzy natchnieni nigdy nie przestawiają tych dwu słów. Zawsze jest na pierwszym miejscu śmierć, a na drugim życie. Jest w tym zawarta tajemnica wskrzeszenia zmarłego do życia. Ludzie, zwłaszcza niewierzący, mogą bowiem sądzić, że skoro dają dziecku życie, to mogą mu je odebrać. W wydaniu człowieka jest to możliwe, ale nigdy żadne ze stworzeń nie może zabitego przez siebie przywrócić do życia.

Dlatego też Jezus wśród wszystkich znaków, których dokonał, na pierwszy plan wysuwa znak swego zmartwychwstania, a Paweł powie, że „jeśli Chrystus nie zmartwychwstał, daremne jest nasze przepowiadanie”. Złamanie kodu śmierci decyduje o naszym zbawieniu. Jak długo podlegamy śmierci, nie jesteśmy jeszcze w pełni zbawieni.

Tylko w Jezusie jest zbawienie. On bowiem potrafił złamać kod własnej śmierci. Dlatego jasno powiada: „Mam moc życie dać i mam moc je znów odzyskać”. Jezus potrafił to uczynić w Wielkim Tygodniu i potrafi to uczynić wobec wszystkich, którzy Mu uwierzą. To otwiera przed wierzącymi perspektywy życia wiecznego, czyli pełni zbawienia.

Dobrowolna śmierć Jezusa umożliwiła Mu nabycie owiec na własność i ofiarowanie im życia wiecznego. Tajemnica to wielka. Ona stanowi o oryginalności Dobrej Nowiny. Zmartwychwstanie naszego ciała stanowi prawdę, której rozum nie kontroluje, ono bowiem należy do innego porządku rzeczy. A jednak to ta prawda niemieszcząca się w naszych głowach pozwala nam je dumnie podnieść w oczekiwaniu na cud naszego zmartwychwstania.

Święty Jan Ewangelista w swoim liście odsłania motyw, którym kieruje się Bóg, obdarzając ludzi wierzących godnością dziecka Bożego. Jest nim miłość. To z miłości On nas stworzył, z miłości też wskrzesi z martwych, tak jak to objawił w swym Synu. Miłość Boga jest bowiem pełnią życia, a na ziemi jest drogą wiodącą do tej pełni.

ks. Edward Staniek – „Ekspres Homiletyczny”

 

 

 

12

 

Ten pokarm zapewnia nieśmiertelność

Jedyna nadzieja

Niejeden myśli pewnie, że wierzyć w Jezusa to robić Mu wielką łaskę. A jest dokładnie odwrotnie.

Garść myśli do mowy eucharystycznej Jezusa cz. III.

Co w życiu warto? Osiągnąć sukces? Zdobyć sławę? Ważne stanowisko? Przecież wszystko to nie ma znaczenia. Kiedyś przecież skończy się zrównującą wszystko i wszystkich śmiercią. A może zobaczyć, zwiedzić świat, przemierzyć ileś tam górskich szlaków i zdobyć ileś tam szczytów, obcując przy tym z pięknem? Jeśli kiedyś ma się to bezpowrotnie skończyć, to pójście tą drogą tylko zwiększy ból. Lepiej byłoby nigdy tego piękna nie zaznać; lżej byłoby wtedy żegnać się z życiem. A są przecież jeszcze spotkani ludzie. Niekoniecznie zaraz przyjaciele. Piękni, ciekawi. Spotkaliśmy się, przechodnie, i pożegnali. Nieraz na zawsze. Gdzie się podziali? Kim dziś są? Jacy są? Po co było to wszystko? By bardziej bolało przemijanie?

Jest w mowie eucharystycznej Jezusa niesamowita nadzieja: nie musisz umrzeć na wieki. Jeśli będziesz wierzył we mnie – mówi Jezus – będziesz miał życie wieczne. Choć przejedziesz przez bramę śmierci, wskrzeszę cię w dniu ostatecznym. I Jezus dodaje: żeby mieć to życie wieczne musisz zrobić też drugi krok: karmić się Moim Ciałem i Krwią. Wtedy będziesz miał życia, więc cię wskrzeszę. Niesamowita oferta, prawda? Czy można wobec niej przejść obojętnie?

Można. Tak robi pod koniec tej ewangelicznej sceny wielu słuchających Jezusa. Jaki to ma sens? Nie większy, niż gest samobójcy próbujący tym desperackim czynem zwrócić innym na coś uwagę...

A spośród Jego uczniów, którzy to usłyszeli (o konieczności uwierzenia Jezusowi i karmienia się Jego Ciałem) , wielu mówiło: «Trudna jest ta mowa. Któż jej może słuchać?» Jezus jednak świadom tego, że uczniowie Jego na to szemrali, rzekł do nich: «To was gorszy? A gdy ujrzycie Syna Człowieczego, jak będzie wstępował tam, gdzie był przedtem? Duch daje życie; ciało na nic się nie przyda. Słowa, które Ja wam powiedziałem, są duchem i są życiem. Lecz pośród was są tacy, którzy nie wierzą». Jezus bowiem na początku wiedział, którzy to są , co nie wierzą, i kto miał Go wydać. Rzekł więc: «Oto dlaczego wam powiedziałem: Nikt nie może przyjść do Mnie, jeżeli mu to nie zostało dane przez Ojca». Odtąd wielu uczniów Jego się wycofało i już z Nim nie chodziło. Rzekł więc Jezus do Dwunastu: «Czyż i wy chcecie odejść?» Odpowiedział Mu Szymon Piotr: «Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego. A myśmy uwierzyli i poznali, że Ty jesteś Świętym Boga». Na to rzekł do nich Jezus: «Czyż nie wybrałem was dwunastu? A jeden z was jest diabłem». Mówił zaś o Judaszu, synu Szymona Iskarioty. Ten bowiem - jeden z Dwunastu - miał Go wydać.

Chodzili za Jezusem, słuchali Go, ale czegoś brakło w ich sercach. Byli z Jezusem z powodu ludzkich, światowych kalkulacji. Nie pociągnął ich Ojciec. Dlatego też widzieli tylko to, co można pojąć kierując się światowymi kalkulacjami. Jeden z nich, Judasz, konkretnie 30 srebrników. Ale to, co światowe, co cielesne, nie ma żadnej wartości. Ważny jest duch. Duch daje życie. Czyli? Tylko uwzględniając to, co mówił Jezus, wierząc Mu i karmiąc się Jego Ciałem, można mieć życie. Tu, w doczesności życie w pełni, w wieczności zmartwychwstanie i życie wieczne.

Dobrze zrozumieli to ci Apostołowie, w których imieniu wypowiedział się Piotr. „Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego. A myśmy uwierzyli i poznali, że Ty jesteś Świętym Boga”.

Do kogo ma się udać człowiek XXI wieku? Jaki lekarz, naukowiec może przedłużyć ludzkie życie na choćby do 150 lat? Który, gdy przychodzi nieuleczalna choroba czy zwyczajna starość może zrobić coś więcej, niż rozłożyć bezradnie ręce? Tylko Jezus ma słowa życia wiecznego. Pokazał też, że nie rzucał słów na wiatr, gdy powstał z martwych...

Zwykła, a zarazem zawsze niezwykła Eucharystia. Sprawowana w pięknych kościołach albo na improwizowanych, polowych ołtarzach. Dla wielkich rzesz czy paru osób. Zawsze będąca uwielbieniem przez Chrystusa, z Chrystusem i w Chrystusie w jedności Ducha Świętego Boga Ojca. Niesie ze sobą tę niesamowitą nadzieję życia wiecznego. Tak, wierzę w Ciebie Jezu; karmię się Twoim ciałem. Poza Tobą nie mam innej nadziei na życie wieczne. A gdy słyszę słowa „błogosławieni którzy zostali wezwani na ucztę (godów) Baranka” myślę o tych wszystkich, których w życiu spotkałem, a których kiedyś chciałbym też spotkać w niebie. Oni, mam nadzieję, też zostali zaproszeni. Spotkamy się. W świecie, w którym przemijanie i tęsknota zamieni się w ciągłe, radosne „teraz”.

Andrzej Macura – „wiara.pl”

 

 

 

13

 

Tydzień Biblijny: O monecie czynszowej i sercu

Obraz Boga w naszym sercu może tak zajaśnieć, że rozpromieni się od niego nawet ten Cezar z monety.

Pokażcie Mi monetę czynszową, czyj ma wizerunek i napis? Odpowiedzieli Mu: Cezara (Mt 21,19–21).

Twórca zostawia swój wizerunek na dziele. Cezar zostawia go więc na monecie, a Bóg na swój obraz i podobieństwo stworzył nas. Pod pytaniem Chrystusa o wizerunek na monecie kryje się pytanie drugie, logicznie z tamtego wypływające, tylko jeszcze bardziej dla pytanego kłopotliwe: Pokaż Mi serce, czyj obraz nosi?

Dawni greccy Ojcowie całe życie chrześcijańskie sprowadzali do starań o przywrócenie duszy tego Boskiego podobieństwa, na które została stworzona, ale które przez grzechy zamazała. Każdy człowiek był dla nich znieważonym Bożym obrazem i z tego właśnie wypływało całe zło grzechu: był on przecież świętokradczym splugawieniem podobizny Boga. Z tą tylko różnicą w stosunku do „zwykłego” świętokradztwa, że tutaj obraz sam siebie dobrowolnie plugawił; ale też sam pod wpływem łaski Bożej mógł stopniowo odzyskiwać utracone podobieństwo.

Tam jest serce, gdzie jego skarb, i wizerunek tego skarbu jest na nim odciśnięty. Jeżeli ktoś oddaje Cezarowi nie tylko podatek, ale także i serce, to oczywiście na takim sercu powoli zaciera się obraz Boga, coraz wyraźniej zaś rysuje się, jak na monecie, wizerunek Cezara. Ale Chrystus kazał nam zachować przytomność umysłu i rozróżniać, co się komu należy. Nie miejsce wizerunku cesarza na sercu i nie miejsce wizerunku Boga na monecie.

To nie znaczy, żeby życie ekonomiczne i polityczne nie miało być poddane prawu Bożemu: owszem, powinno, i niejako w dwóch fazach. Prawo państwowe powinno być w zgodzie z prawem naturalnym, i to z całym prawem naturalnym: Nie zabijaj... nie kradnij... nie mów fałszywego świadectwa... Ponadto zaś działający w polityce i ekonomii chrześcijanie powinni posuwać się dalej jeszcze, bo powinni działać zgodnie z nauką Ewangelii. Dlatego po prostu, że mają obraz Boga w sercu i nie chcą działać w sposób, który by ten obraz zamazywał. A nawet więcej, chcą działać w sposób, który by go coraz bardziej przywracał do pierwotnego podobieństwa, który by Boga w ich sercu otaczał chwałą. I tak powinni działać niezależnie od tego, czy ich sąsiedzi, wspólnicy, konkurenci i polityczni przeciwnicy uznają naukę Ewangelii, czy nie, żyją według niej, czy nie, słyszeli o niej, czy nie.

Fragment książki „Jednego potrzeba. Refleksje biblijne”

     Małgorzata (Anna) Borkowska OSB, ur. w 1939 r., benedyktynka, historyk życia zakonnego, tłumaczka. Studiowała filologię polską i filozofię na Uniwersytecie im. Mikołaja Kopernika w Toruniu, oraz teologię na KUL-u, gdzie w roku 2011 otrzymała tytuł doktora honoris causa. Autorka wielu prac teologicznych i historycznych, felietonistka. Napisała m.in. nagrodzoną (KLIO) w 1997 roku monografię „Życie codzienne polskich klasztorów żeńskich w XVII do końca XVIII wieku”. Wielką popularność zyskała wydając „Oślicę Balaama. Apel do duchownych panów” (2018). Obecnie wygłasza konferencje w ramach Weekendowych Rekolekcji Benedyktyńskich w Opactwie w Żarnowcu na Pomorzu, w którym pełni funkcję przeoryszy.

 

 

 

14

 

Biskup w fartuchu

Kościół dysponuje stułą sakramentów i fartuchem służby. Gdy czyta się różne analizy pontyfikatu papieża Franciszka można odnieść wrażenie, że od niego wszystko się zaczęło: otwartość na ubogich, dyspozycyjność, uważność słuchania, prostota życia i ubóstwo, gotowość do działania i hojne dzielenie się miłosierdziem. To wszystko jednak w Kościele już było i wciąż jest, choć może nieraz wydaje się nieco zaśniedziałe rutyną. I nawet jeśli teraz wybrzmiewa to z mocniejszym akcentem, to warto sobie uświadomić, że Franciszkowa rewolucja jest w istocie kontynuacją, tylko z charakterystycznym dla niego stylem i charyzmatem. Myślałam o tym czytając ostatnio wspomnienia o włoskim bp. Antonio Bello, którego 28. rocznica śmierci właśnie mija. Z perspektywy czasu mówi się, że był on prekursorem stylu Franciszka. Myślę, że każdy z nas w swym środowisku może wskazać wielu takich prekursorów.

Warto jednak odkryć tego „biskupa w fartuchu”, który całe życie skracał dystans używając zdrobnienia swego imienia – Antonio. Dla wszystkich był „don Tonino” i tak też podpisywał nawet oficjalne dokumenty (don po włosku znaczy ksiądz). Na jego grobie, pod prostym krzyżem, również widnieje napis – don Tonino Bello, pod nim „tercjarz franciszkański” i dopiero na końcu „biskup”. Świadectwa zbierane w czasie trwającego procesu beatyfikacyjnego mówią o jego „nadzwyczajnej normalności”. Szukał ludzi i był im bliski. Marzył o Kościele głodnym Jezusa i nietolerancyjnym wobec wszelkiej światowości. Swym przykładem uczył, jak żyć Ewangelią bez taryfy ulgowej. Pod swój dach nie bał się przyjąć przemoczonej prostytutki, która przyszła prosić go o pomoc. Drzwi swego biskupstwa zawsze sam otwierał i zapraszał biednych, chorych, księży w trudnościach, młodych szukających sensu życia, wierzących i ateistów. Namawiając kapłanów do ofiarności, do znudzenia powtarzał, że Kościół dysponuje stułą sakramentów i fartuchem służby. Gdy zmarł okazało się, że nie miał ani grosza. Wszystko przeznaczał dla ludzi.

Jego stuła i fartuch mogą być dla nas drogowskazem jaką drogą dalej iść, gdy z niepokojem patrzymy na pustoszejące kościoły i kolejnych młodych ludzi, którzy dokonują aktu apostazji. I tu wkracza Franciszek ze swą teologią bliskości, czułości i świadectwa. Obaj uczą, że nie ma co działać bez godzin wcześniej spędzonych przed tabernakulum. Prawdziwa rewolucja dokonuje się nie dzięki teoretykom miłości i pomocy potrzebującym, ale chrześcijanom żyjącym Ewangelią bez taryfy ulgowej. Obydwaj dają najlepszą lekcję reformy Kościoła – więcej Jezusa.                                          

         Beata Zajączkowska – „wiara.pl”

 

 

15

 

Tysiąc lat kultu św. Wojciecha

W Polsce głównymi ośrodkami kultu obok Gniezna stały się pierwsze klasztory benedyktyńskie oraz kościoły obdarzone przez księcia Bolesława Chrobrego i jego następców relikwiami Świętego w Poznaniu, Kaliszu, Krakowie, Płocku.

Gniezno, jako miejsce kultu pierwszego Patrona Polski, posiada nieprzerwaną tradycję od przeszło 1000 lat. Za pierwszy akt kultu, jaki Męczennikowi okazał książę Bolesław Chrobry i cała ówczesna Polska chrześcijańska należy uznać wykupienie zwłok biskupa Wojciecha, z wielką czcią przewiezienie ich do Gniezna i złożenie w stołecznym Kościele. Jutro 23 kwietnia Kościół w naszym kraju obchodzi uroczystość św. Wojciecha - głównego patrona Polski.

Jeśli wierzyć nieco późniejszej „Passio sancti Adalberti” z Tegernensee, książę wykupił zwłoki na wagę złota. Mimo, iż kanonizacja nastąpiła dwa lata później, książę złożył relikwie w ołtarzu, który przyozdobił w wyjątkowy sposób, wykładając antependium i oba boki złotymi płytami.

Wiadomość o męczeństwie dostojnego biskupa słowiańskiego rozeszła się szybko po szerokim świecie chrześcijańskim. Już późnym latem 997 r. dotarła do zaprzyjaźnionego ze św. Wojciechem młodego cesarza Ottona III. Cesarz do głębi przejęty nowiną, uczcił niezwłocznie pamięć Męczennika, zakładając klasztor pod jego wezwaniem w Akwizgranie (październik 997 r.) a niebawem, w czasie zbrojnej wyprawy do Włoch i Rzymu, fundując kościoły na wyspie Tybr w Rzymie i w Subiaco oraz klasztor na wyspie Perum pod Rawenną.

Na wytworzenie się i utrzymanie tego kultu w Europie zachodniej największy wpływ wywarł tzw. żywot rzymski, zaczynający się od słów: „Est locus in partibus Germaniae” (Jest kraj na pograniczu Germanii). Św. Wojciech stał się w miarę popularny także w Czechach, Niemczech, Węgrzech, Italii i Dalmacji.

Kult św. Wojciecha w Niemczech rozpoczął się wkrótce po jego męczeńskiej śmierci i był związany z osobą cesarza Ottona III, który obdarował liczne kościoły relikwiami otrzymanymi od Bolesława Chrobrego.

W Czechach kult rozpoczął się w przedziwny sposób - od kradzieży w Gnieźnie relikwii Świętego dokonanej przez księcia Brzetysława Czeskiego w 1038 r. Początkowo kultywowany był przez środowisko duchownych skupionych przy katedrze praskiej oraz benedyktynów klasztoru w Brenowie. Dopiero w drugiej połowie XIII w. zaczął zataczać szersze kręgi, by w następnym stuleciu przyjąć się na stałe.

Na Węgrzech, gdzie według tradycji św. Wojciech miał prowadzić działalność misyjną, jego kult był od początku żywy. Pod wezwaniem św. Wojciecha jest katedra metropolitalna w Ostrzyhomiu oraz szereg innych kościołów. Najstarsze zaś księgi liturgiczne posiadają formularz o św. Wojciechu. Do Zagrzebia kult św. Wojciecha dotarł pod koniec XI w. z Ostrzyhomia. W Dalmacji zaś szerzył się w metropoliach Split i Zadar.

W państwie krzyżackim ( XIII-XV w.) kult św. Biskupa Męczennika popularyzowały nie tylko legendy i modlitwy, ale przede wszystkim przekład najstarszego żywota (Vita I) na język niemiecki dokonany wierszem przez krzyżaka Mikołaja Jeroschina. W 1124 r. zostało założone ku czci św. Wojciecha biskupstwo z siedzibą w Luboszu, poddane metropolicie gnieźnieńskiemu. W tym samym czasie kult Świętego przeniosła na Pomorze Zachodnie misja biskupa brandemburskiego św. Ottona, która wyruszyła w 1124 r. od grobu św. Wojciecha w Gnieźnie.

Pierwszy kościół chrześcijański w Szczecinie, wzniesiony na wzgórzu bożka pogańskiego, otrzymał tytuł św. Wojciecha; podobnie pierwszy kościół na wyspie Wolin, zbudowany również na miejscu dawnego kultu pogańskiego.

W Polsce głównymi ośrodkami kultu obok Gniezna stały się pierwsze klasztory benedyktyńskie oraz kościoły obdarzone przez księcia Bolesława Chrobrego i jego następców relikwiami Świętego w Poznaniu, Kaliszu, Krakowie, Płocku. Księża i zakonnicy swą cześć dla św. Wojciecha propagowali w kazaniach posługując się często barwnymi i wzniosłymi opisami jego życia.

W pierwszych źródłach historycznych śladem trwającego w narodzie polskim kultu św. Patrona jest relacja najstarszej kroniki polskiej mówiąca, że w przeddzień uroczystości konsekracji katedry w 1097 r. św. Wojciech w postaci zbrojnego jeźdźca na siwym koniu uratował pewien gród od najazdu Pomorzan.

Nowy element kultu pojawił się w pierwszej połowie XII w. W czasie odbudowy katedry znaleziono prawdopodobnie część relikwii św. Wojciecha. W związku z uroczystym ich przeniesieniem w katedrze gnieźnieńskiej zaczyna być obchodzona uroczystość „Translatio sancti Adalberti”, przypadająca w Gnieźnie, a z czasem w całym Kościele polskim na dzień 20 października. Od tego czasu obserwujemy zdecydowany rozwój kultu św. Wojciecha, który trwać będzie przez całe średniowiecze i nadawać główny ton życiu duchowemu narodu. Sam Kościół przywiązywał również dużą wagę do tego kultu.

Pod koniec XIII w. metropolita gnieźnieński Jakub Świnka, polecił, „ażeby we wszystkich kościołach prowincji naszej, katedralnych i klasztornych, była na piśmie historia św. Wojciecha i ażeby przez wszystkich była używana i śpiewana”. Zgodnie z tym dwa razy w roku: w dniu śmierci św. Wojciecha (23 kwietnia) i w uroczystość „Translatio sancti Adalberti” (20 października) odczytywano życie i cuda św. Wojciecha w kościołach polskich.

Św. Patron interesował ludzi tamtych czasów nie tylko jako postać historyczna, ale również jako bohater „literacki” - stał się motywem literackim dla kilkunastu pisarzy średniowiecznych. W tym zakresie dał on nawet pobudkę do kilku różnych „interpretacji” literackich, co - gdy idzie o twórczość średniowieczną - jest zjawiskiem dość niezwykłym. Gniezno od 1000 r. staje się miejscem pielgrzymkowym. Katedra gnieźnieńska z Grobem św. Wojciecha jest w Polsce najstarszym sanktuarium chrześcijańskim, do którego przybywały i nadal przybywają rzesze pątników.

Pierwszym historycznie udokumentowanym pielgrzymem był Otton III (1000 r.). W ciągu wieków następnych pielgrzymowali do Grobu św. Wojciecha królowie, książęta, duchowieństwo i lud polski. W 1097 r. przybył do Gniezna na konsekrację katedry władca Polski Władysław Herman i tu, za wstawiennictwem obecnych biskupów i dostojników świeckich, ułaskawił swojego więziennego syna, straconego nieco później za bunt przeciwko prawowitemu władcy, swemu bratu, Bolesławowi Krzywoustemu.

Tenże Bolesław, pod presją wyrzutów sumienia za dokonane bratobójstwo, odbył w 1113 r. pielgrzymkę pokutną do Grobu św. Wojciecha. Wśród łez, modłów i hojnej jałmużny - jak barwnie opisuje kronikarz - szedł pieszo do Gniezna. Katedrze gnieźnieńskiej ofiarował bogate dary, m.in. złotą trumienkę dla relikwii św. Wojciecha, ozdobioną perłami i szlachetnymi kamieniami. Dla upamiętnienia zaś tego wydarzenia kazał wybić srebrną monetę, na której przedstawiono św. Wojciecha wkładającego rękę na głowę księcia korzącego się przed Nim w geście pokutnym. Jego syn Mieszko, książę Wielkopolski, uczestniczył w 1181 r. w uroczystościach kwietniowych ku czci św. Wojciecha w Gnieźnie.

Liczne dokumenty XIII w. datowane w Gnieźnie wśród oktawy św. Wojciecha pozwalają wnioskować, że wystawiający je książęta wielkopolscy zjeżdżali wraz z rycerstwem na te uroczystości. Szczególnie często zjawiał się w Gnieźnie jako pątnik książę Bolesław Pobożny. Według zachowanych źródeł pielgrzymował w latach 1242-1278 dziesięciokrotnie.

Podobnie Przemysł II, przed uzyskaniem korony królewskiej, pielgrzymował do grobu św. Wojciecha siedmiokrotnie.

W roku 1410 r. Władysław Jagiełło przybył do Gniezna po zwycięskiej bitwie z zakonem krzyżackim pod Grunwaldem. Drogę od Trzemeszna, odległego 18 km, przebył pieszo. U Grobu św. Wojciecha złożył, jako wotum, ołtarzyk polowy, który na pobojowisku zdjęto z piersi poległego wielkiego mistrza krzyżackiego Urlicha von Jungingena.

W 1493 r. pielgrzymował do Gniezna król Jan Olbracht. Ostatnim monarchą - pielgrzymem, który wraz z rodziną przybył w 1623 r. do relikwii św. Wojciecha, był Zygmunt III Waza. Z tej okazji ufundował dla relikwii kosztowną srebrną trumnę, którą 22 lata później, podczas najazdu na Polskę, ukradli Szwedzi.

Ostatnią w dotychczasowych dziejach, z szeregu wybitnych osobistości pielgrzymujących do Gniezna, był papież Jan Paweł II, który podczas pierwszej pielgrzymki do Ojczyzny nawiedzał grób św. Wojciecha (3.VI.1979 r.). Ponownie, dokładnie 18 lat później, Ojciec Święty przybył (3.VI.1997 r.) do Gniezna, by „znów modlić się przy relikwiach św. Wojciecha, które są największym skarbem naszego narodu” (z homilii podczas Mszy św.).

Orędownictwu św. Wojciecha na przestrzeni wieków polecali się w obliczu wroga niejednokrotnie monarchowie. Przykładem jest król Zygmunt Stary, który wobec zagrożenia tureckiego w 1511 r., publicznie oświadczył, że zamiast liczyć na pomoc innych narodów lub szczęście wojenne, woli liczyć na orędownictwo św. Wojciecha. Podobnie czynili wielcy wodzowie, przypisując swoje zwycięstwa wstawiennictwu św. Męczennika. Na przykład hetman Jan Zamoyski przypisał swoje zwycięstwo nad Włochami, odniesione w dzień "Translationis s. Adalberti" 1600 r., jego orędownictwu i zawiesił w katedrze gnieźnieńskiej, ku czci św. Patrona, 95 zdobytych chorągwi.

Wyrazem kultu św. Wojciecha były dokonywane na przestrzeni dziejów przez arcybiskupów i kanoników gnieźnieńskich liczne drogocenne fundacje. Znaczną ich część można jeszcze dziś podziwiać w katedrze gnieźnieńskiej. Wiele można by też mówić o przejawach kultu św. Wojciecha w sztuce. Jako przykład bardzo zresztą znamienity należy wymienić XII-wieczne Drzwi Gnieźnieńskie jeden z największych zabytków romańskiej Europy. Do dnia dzisiejszego umieszczone na nich obrazy z życia Świętego wskazują w sposób nader sugestywny na „mocarza Bożego”, który może być nadal pociągającym wzorem.

Dzisiaj przejawy kultu św. Wojciecha obserwujemy m.in. w wezwaniach nowo budowanych kościołów oraz nadawaniu tego imienia dzieciom, choć już nie tak często jak to kiedyś miało miejsce. Przejawem kultu publicznego są również uroczyście obchodzone corocznie odpusty św. Wojciecha w Gnieźnie, na które przybywają pielgrzymi z całej Polski, a w ostatnich latach także z zagranicy.

W ciągu roku przez katedrę gnieźnieńską przesuwają się dziesiątki tysięcy ludzi z całego niemal świata, wśród których obok beztroskich i ciekawych wrażeń turystów są też grupy pątnicze żarliwie modlące się przy Grobie św. Wojciecha.

Przejawem kultu publicznego są również uroczyście obchodzone doroczne odpusty św. Wojciecha w Gnieźnie, na które przybywają pielgrzymi. Z okazji 1000. rocznicy śmierci św. Wojciecha do jego grobu przybyły pielgrzymki z wszystkich parafii archidiecezji gnieźnieńskiej.

Licznie do Gniezna i grobu Patrona przybywały pielgrzymki w 2016 r., kiedy obchodziliśmy 1050. rocznicę Chrztu Polski. Rok później u relikwii Męczennika celebrowano uroczyście 600-lecie prymasostwa polskiego.

„KAI”

Święci i błogosławieni w tygodniu

25 kwietnia - św. Marek, Ewangelista
26 kwietnia - św. Klet, papież
26 kwietnia - Najświętsza Maryja Panna, Matka Dobrej Rady
26 kwietnia - św. Piotr Betancur, zakonnik
26 kwietnia - błogosławieni Bonifacy i Emeryk, biskupi
26 kwietnia - św. Marcelin, papież i męczennik
27 kwietnia - św. Zyta, dziewica
27 kwietnia - bł. Aszard, biskup
27 kwietnia - św. Józef Moscati
28 kwietnia - św. Piotr Chanel, prezbiter i męczennik
28 kwietnia - św. Ludwik Maria Grignon de Montfort, prezbiter
28 kwietnia - św. Joanna Beretta Molla
28 kwietnia - bł. Luchezjusz i Buonadonna z Poggibonsi
28 kwietnia - bł. Hanna Chrzanowska
29 kwietnia - św. Katarzyna ze Sieny, dziewica i doktor Kościoła, patronka Europy
30 kwietnia - św. Pius V, papież
30 kwietnia - św. Józef Benedykt Cottolengo, prezbiter
30 kwietnia - św. Maria od Wcielenia Guyard-Martin, zakonnica
30 kwietnia - św. Gualfard
30 kwietnia - św. Aldobrand, biskup
30 kwietnia - św. Józef Marello, biskup
 
1 maja - św. Józef, Rzemieślnik
1 maja - św. August Schoeffler, męczennik
1 maja - Jeremiasz, prorok
2 maja - św. Atanazy Wielki, biskup i doktor Kościoła

2 maja - św. Zygmunt, król i męczennik

 

 

NIEDZIELNA EUCHARYSTIA – 6.30, 8.00, 9.30 – dla młodzieży, 11.00 – rodzinna, z dziećmi, 12.30, 16.00, 19.00, poniedziałek - sobota – 7.00, 7.30, 18.00.

Kancelaria (tel. 126452342) czynna:

(oprócz I piątku i świąt): godz. 8-9 i 16-17.15 (oprócz sobót)

Redakcja „Wzgórza w Blasku Miłosierdzia”: Władysław Wyka - red. nacz.,

Wydaje: Parafialny Oddział Akcji Katolickiej nr 1 Archidiecezji Krakowskiej

- Parafia Miłosierdzia Bożego, os. Na Wzgórzach 1a,

Nr k. bank – 08 1240 2294 1111 0000 3723 9378, tel.; 0-12-645-23-42.

NASZE STRONY INTERNETOWE I ADRESY:

strona internetowa parafii: www.wzgorza.diecezja.krakow.pl

oraz milosirdzia-parafia.pl - PO Akcji Katolickiej

adres parafii: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.,

strona internetowa gazetki:wzgorza-gazetka.pl

adres gazetki:Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.