Gazetka - 1 stycznia 2011 r. PDF Drukuj Email
Wpisany przez Administrator   
środa, 28 września 2011 18:30

WZGÓRZA

W  BLASKU  MIŁOSIERDZIA

 

1/312         -     1 STYCZNIA 2011 R. A.

„Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią.”

 

 

1 stycznia 2011 r., Sobota

 

Ósmy dzień w oktawie Narodzenia Pańskiego

 

 

Uroczystość

 

Świętej Bożej Rodzicielki Maryi

 

 

 

 

 

 

         Nie można lepiej rozpocząć Nowego Roku jak wzywając imienia Świętej Bożej Rodzicielki Maryi, to Ona, Matka Syna Bożego jest obecna w sposób dyskretny, wszędzie tam, gdzie jest jej Boski Syn.

 

         W dniu dzisiejszym Kościół, patrząc na Jezusa, wzywa dla nas wszystkich wierzących Jej matczynego wstawiennictwa, u progu Nowego Roku "O Boże, daj nam doznawać orędownictwa Tej, przez którą staliśmy się godnymi otrzymać Jezusa Chrystusa, Syna Twojego, Dawcę życia".

         Na początku Nowego Roku staje przy nas i wśród nas Boża Rodzicielka Matka. I to właściwie mówi nam wszystko. Bo Matka to miłość, wybaczenie, zrozumienie i bezpieczeństwo, a Jej matczyne spojrzenie na potrzebujących pomocy jest jedyne w swoim rodzaju.

         To Matka Syna Bożego, całkowicie poświęciła samą siebie, osobie i dziełu swego Syna, pod Jej zwierzchnictwem i wespół z Nim służąc tajemnicy Odkupienia. (KK 56).                                                      

 

O. Tomasz Bajda

 

 

 

W dzisiejszym numerze:

 

- Na Nowy Rok

- Wykorzystać czas

- Uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki Maryi

- Po męsku

- 6 stycznia - Objawienie Pańskie - Trzej Królowie

- Błędne gwiazdy

- Objawienie Pańskie

- Trzej Królowie

- Polak podsekretarzem Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych

- Kardynał Nycz członkiem dwóch watykańskich kongregacji

- Rok kalendarzowy

- Dzieweczka bez rąk

- Ognisko domowe

- Program wizyty duszpasterskiej - kolędy

- Święta, święci i błogosławieni w tygodniu

- Ogłoszenia duszpasterskie - 1, 2 stycznia 2011 r.

- Z dobrej kuchni

 

 

 

 

Z Nowym Rokiem lepsze życie

rozpocznijmy wraz

Niech współpraca

z Łaską Bożą przeobraża nas.

Silni Wiarą i Nadzieją Miłość nieśmy w świat

Dni nam lepsze zajaśnieją i każdy będzie z tego rad.

 

Wszystkiego najlepszego w 2011 Nowym Roku

składają:

duszpasterze, redakcja

 

 

 

Na Nowy Rok

 

Asnyk Adam

 

 

 Słyszycie! Północ już bije, Rok stary w mgły się rozwiewa,

Jak sen przepada... Krzyczmy: Rok nowy niech żyje!

I rwijmy z przyszłości drzewa Owoc, co wiecznie dojrzewa,

A nie opada.

 

Rok stary jak ziarnko piasku Stoczył się w czasu przestrzenie;

Czyż go żałować? Niech ginie! bez łzy, oklasku,

Jak ten gladiator w arenie, Co upadł niepostrzeżenie -

Czas go pochować.

 

Bywały lata, ach! krwawsze, Z rozpaczy jękiem lecące

W przeszłości mrok; A echo powraca zawsze,

Przynosząc skargi palące... Precz z smutkiem! Życzeń tysiące

Na Nowy Rok!

 

Spod gruzów rozbitych złudzeń Wynieśmy arkę rodzinną

Na stały ląd! Duchowych żądni przebudzeń,

Potęgą stańmy się czynną, Bacząc, by w stronę nas inną

Nie uniósł prąd.

 

Rozumu, niezgiętej woli, Prawdziwej duchowej siły

I serc czystości! A Bóg nam stanąć pozwoli,

I z naszej skromnej mogiły Dzieci się będą uczyły,

Jak żyć w przyszłości.

 

W olbrzymim pokoleń trudzie Bądźmy ogniwem łańcucha,

Co się poświęca, Nie marzmy o łatwym cudzie!

Najwyższy heroizm ducha Jest walką, co nie wybucha,

Pracą bez wieńca.

 

Uderzmy w kielichy z winem I bratnie podajmy dłonie,

Wszakże już czas! Choć różni twarzą lub czynem,

Niech nas duch jeden owionie, Niech zadrży miłością w łonie

I złączy nas!

 

Bo miłość ta, która płynie Z poznania ziemskiego mętu,

Jest światłem dusz! Choć Bogu wznosi świątynie,

Potrafi zstąpić bez wstrętu I wyrwać słabych z odmętu

W pośrodku burz.

 

Niech żyją pierwsi w narodzie, Jeżeli zawsze są pierwsi

I w poświęceniu! Gdy z czasu potrzebą w zgodzie,

W szlachetnym czynie najszczersi, Swą dumę umieszczą w piersi,

A nie w imieniu!

 

I ci, co żadnej spuścizny Na grobie matki nie wzięli

Prócz łez - niech żyją! Jeżeli miłość ojczyzny

Jako synowie pojęli I na wyłomie stanęli,

Gdzie gromy biją.

 

Spełnijmy puchary do dna I życzmy sobie nawzajem

Szczęśliwych lat! Niech myśl powstanie swobodna

I światło błyśnie nad krajem! Bogu w opiekę oddajem

Przyszłości kwiat.

 

Tych naszych braci, co cierpią, Miłością naszą podnieśmy

Męczeński ród. Niech od nas pociechę czerpią,

Nadzieję w ich sercach wskrześmy, Wołając: jeszcze jesteśmy -

Niech żyje lud!

 

 

Wykorzystać czas

 

 

Często słyszymy narzekanie na brak czasu. Tysiące ludzi ciągle się usprawiedliwia brakiem czasu na modlitwę, na zajęcie się rodziną, na opiekę nad chorymi, na odpoczynek dla siebie. Podświadomie wszyscy czujemy, że tak być nie powinno. Chodzi o zbyt wielkie sprawy — modlitwa, rodzina, bliźni, ojczyzna, własne zdrowie, a jednak krótkie oświadczenie: „nie mam czasu” w oczach własnych i cudzych usprawiedliwia brak troski o te wartości. Czy jednak takie oświadczenie usprawiedliwia w oczach Boga? A czyjaż to wina, że nie mamy czasu? Czyżby Bóg stworzył za krótki dzień? Człowiek wierzący wie, że takie ustawienie sprawy nie ma sensu. Mamy dość czasu, by wykonać, i to dokładnie, wszystko, czego oczekuje od nas Bóg. On wyznaczył zadania, On zna nasze możliwości i On daje czas. U Niego wszystko jest idealnie wyliczone co do sekundy. Jeśli nam brakuje czasu, nie jest to wina Boga tylko nasza.

 

Jest rzeczą oczywistą, że nie potrafimy zrobić wszystkiego, co chcielibyśmy uczynić, nawet gdybyśmy pracowali dwadzieścia cztery godziny na dobę. Im więcej będziemy pracowali, tym więcej zadań będzie czekało na wykonanie. Praca to moloch, który może połknąć człowieka. Taka jest prawda o pracy. Tymczasem Bogu wcale nie chodzi o to, byśmy czynili dużo dobrego, ale o to, byśmy wykonali dobro, którego On od nas oczekuje.

 

Gdzie jest zatem klucz do właściwego wykorzystania czasu? Dlaczego jedni czynią wiele dobra, a nigdy nie narzekają na brak czasu, inni zaś czynią niewiele, a czasu ciągle im brakuje. Odpowiedź jest stosunkowo prosta: Czas ma ten, kto kocha.

 

Zakochani zawsze znajdą czas dla siebie, nawet w największym nawale pracy. Potrafią zorganizować spotkanie, porozmawiać, napisać list... Mąż kochający żonę zawsze znajdzie dla niej czas. Matka kochająca dzieci zawsze ma dla nich czas. Przyjaciel, mimo zajęć, zawsze zatrzyma się przy chorym przyjacielu. Pierwszym znakiem wygasającej miłości jest brak czasu dla tych, których kochamy. Miłość nigdy nie pozwoli zasypać się tysiącami doczesnych trosk, ona zawsze w pokoju i radości umie zachować właściwą hierarchię wartości.

 

Dlaczego tylko miłość potrafi właściwie wykorzystać czas? Bo tylko ona jest w stanie przekroczyć granicę czasu i zamienić go w wieczność. Ten, kto nie kocha, nie ma czasu ani dla Boga, ani dla bliźniego, ani wbrew pozorom dla siebie. Jeżeli zaś kocha, to czas rozmnaża się w jego rękach jak chleb w rękach Jezusa, gdy karmił tysiące ludzi. Ten chleb był łamany i rozdawany ręką Wiecznej Miłości. Ludzie, którzy prawdziwie kochają, potrafią jedną godziną swego życia nakarmić wielu.

 

Ta refleksja nad wykorzystaniem czasu jest szczególnie potrzebna na progu Nowego Roku. Jego godziny szybko będą przepływać przez nasze ręce i serca. Jakże wiele mamy do zrobienia. Jakże ambitne plany snują się po głowach ludzi młodych, silnych, zdrowych. Jak precyzyjnie zamierzają oszczędzać siły chorzy, słabi, w podeszłym wieku. Dwanaście nowych miesięcy to wielka szansa dla każdego z osobna i dla całego narodu. Warto pamiętać, że nie zabraknie nam czasu wyłącznie wówczas, gdy wykorzystamy go w duchu miłości. Ona jedna potrafi granice czasu przesuwać w wieczność.

 

Ks. Edward Staniek

 

 

 

 

Uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki Maryi

 

 

To najstarsze święto Maryjne w szczególny sposób podkreśla aspekt macierzyństwa Maryi i związane jest z jednym z najstarszych dogmatów Kościoła.

 

Uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki Maryi to najstarsze święto Maryjne, które w szczególny sposób podkreśla aspekt macierzyństwa Maryi i związane jest z jednym z najstarszych dogmatów Kościoła. Dogmat o Bożym Macierzyństwie Maryi został oficjalnie włączony do kanonu Kościelnego na soborze w Efezie w 431 roku.

 

Choć prawda o Boskim Macierzyństwie Maryi ma mocne potwierdzenie w tekstach Pisma Świętego oraz najdawniejszej Tradycji, w V w. za sprawą patriarchy Konstantynopola Nestoriusza rozgorzał na ten temat zacięty spór teologiczny. Nestoriusz twierdził, że w Chrystusie istnieją dwie osoby i dwie natury: ludzka i boska, a Maryja miałaby być rodzicielką tylko Chrystusa-człowieka, natomiast nie Chrystusa-Boga. Spór rozstrzygnęli biskupi zebrani w 431 roku na soborze w Efezie, którzy wykazali na podstawie Objawienia, że Chrystus jest jedną Osobą, w której istnieją dwie natury: ludzka i boska. Maryi jako Matce Osoby Chrystusa przysługuje więc tytuł Bożej Rodzicielki.

 

Święto Boskiego Macierzyństwa wprowadził do liturgii papież Pius XI w 1931 r., chcąc w ten sposób uczcić 1500. rocznicę Soboru Efeskiego (431 r.), na którym przyznano Maryi tytuł „Theotokos” (Bogarodzica).

 

Jako datę święta Papież wyznaczył dzień 11 października. Po reformie liturgicznej w 1969 r. święto to podniesiono do najwyższej rangi („święto nakazane” – nakłada obowiązek uczestnictwa we Mszy Świętej) i przesunięto na 1 stycznia, czyli na ostatni dzień oktawy Bożego Narodzenia. Podkreśla to ścisły związek między prawdą o Bożym Narodzeniu i Boskim Macierzyństwie Maryi.

 

Pierwszy dzień Nowego Roku to ósmy dzień od Narodzenia Chrystusa. Według prawa żydowskiego każdy nowonarodzony chłopiec miał być tego dnia obrzezany. Wybrano zatem bardzo stosowny, nieprzypadkowy dzień: oktawy Bożego Narodzenia, aby po wyśpiewaniu hymnów dziękczynnych Wcielonemu Słowu, złożyć odpowiedni hołd Jego Świętej Rodzicielce.

 

 

Po męsku

 

ks. Tomasz Jaklewicz

 

 

Ewangelia dzisiejsza zwraca uwagę na św. Józefa. To on organizuje przymusową emigrację Świętej Rodziny do Egiptu, on kieruje jej powrotem do ojczyzny. Ewangelia opisuje to bardzo lakonicznie. Józef słyszy głos Bożego wezwania: „Wstań, weź Dziecię i Jego Matkę…”. I co robi? „On wstał, wziął w nocy Dziecię i Jego Matkę i udał się do Egiptu (wrócił do ziemi Izraela)”. Krótko, konkretnie, po męsku. Zrobił to, co było trzeba. Bez zbędnych słów, ceregieli, marudzenia, użalania się na los. Co działo się w nim? Wyobrażam sobie, że – jak każdy, kto kocha – toczył walkę z pokusami męskiego egoizmu, wygody, małej stabilizacji, prawa do swojego szczęścia… Co by Maryja zrobiła bez Józefa?

 

Powtarzające się czterokrotnie greckie słowo, tłumaczone jako „wstań”, można również oddać jako „obudź się ze snu”. Bóg obudził w Józefie ojca, wezwał, by był silniejszy niż noc, która w Biblii jest symbolem działania mrocznych sił zła. To samo słowo oznacza również powstanie z martwych. Kiedy człowiek poddaje się słowu Boga, budzi się do życia, przeżywa swoje małe zmartwychwstanie.

Emigracja nie sprzyja rodzinie. Zwłaszcza wtedy, gdy wyjeżdża nie cała rodzina, ale sam ojciec czy matka. Wiedzą o tym dobrze ci, którzy wyjechali na dłużej za granicę. Wiele zależy od duchowej dojrzałości na miarę św. Józefa, od słuchania sumienia, które podpowiada, co jest dobre, a co złe w danych okolicznościach. Bywa, że wyjazd za chlebem czy z innych względów jest konieczny. Bywa odwrotnie, że trzeba jak najszybciej wrócić, aby się kompletnie nie pogubić. Ci, którzy doświadczyli smaku emigracji, mogą w historii Świętej Rodziny odnaleźć coś z własnej historii. Bóg, który stał się człowiekiem, doświadcza losu przymusowego emigranta. Zna smak wygnania z ojczyzny.

 

Co roku w niedzielę Świętej Rodziny pada w kościołach wiele słów o rodzinie. Powtarzają się dwa motywy: narzekanie na to, że jest źle, i przypominanie ideału życia rodzinnego, dość dalekiego od prozy życia. Nie wolno rezygnować z ideału, przydałaby się jednak bardziej praktyczna podpowiedź, jak go wprowadzać w życie.

 

Mam w pamięci ubiegłoroczne spotkanie dla rodziców z amerykańskim ewangelizatorem Joshem McDowellem w katowickim Spodku. Krótka diagnoza: mamy kryzys więzi międzyludzkich, rodzice nie potrafią budować więzi z dziećmi, nie przekażemy wiary w rodzinie, jeśli nie będzie autentycznej więzi rodzice–dzieci. Wniosek: trzeba pracować nad budowaniem tych więzi, w przeciwnym wypadku jedynymi wychowawcami będą telewizja i Internet. Jak to robić? Sześć rad dla rodziców: 1. afirmujcie, potwierdzajcie uczucia dzieci (to daje im poczucie autentyczności) 2. akceptujcie bez warunków (to daje poczucie bezpieczeństwa), 3. doceniajcie (to daje poczucie znaczenia) 4. okazujcie uczucia (to daje poczucie, że są kochani), 5. bądźcie dostępni, miejcie czas (to daje poczucie ważności) 6. uczcie zasad (to uczy odpowiedzialności), ale pamiętajcie: zasady bez więzi prowadzą do buntu i odrzucenia.

„Józef wstał, wziął Dziecię i jego Matkę…”

 

 

 

 

 

6 stycznia

- Objawienie Pańskie - Trzej Królowie

 

 

 

 

 

Błędne gwiazdy

 

Znamy dobrze metodę działania zła, którą przedstawia nam dzisiejsza Ewangelia. Herod walczył z dobrem przy pomocy miecza. Przemoc to metoda, jaką zło posługuje się na przestrzeni wieków. W ostatnich latach ofiarą tej metody był w Polsce ks. Jerzy Popiełuszko, a w Ameryce Południowej dwaj franciszkanie.

 

Obecnie zło zmienia metodę i zaczyna coraz częściej posługiwać się błędną gwiazdą. Metoda o wiele groźniejsza. Gwiazda bowiem jako światło, winna prowadzić do prawdy. A jeśli odprowadza od niej, ukazuje drogę wiodącą do tragedii. Dzisiejszy dzień jest dniem pracy i wszyscy jesteście zmęczeni, dlatego pragnę tylko wskazać na trzy błędne gwiazdy, które pojawiły się na polskim niebie i uwodzą wielu.

 

Pierwsza to sekty. Wszystkie sekty zawsze mają jeden jedyny cel: odprowadzić ludzi od Eucharystii. W żadnej sekcie nie ma Najświętszego Sakramentu. Ich twórcy chcą jak najdalej odprowadzić ludzi od Komunii Świętej. Wielu słabych katolików dziś odchodzi od ołtarza. Byliśmy przyzwyczajeni do sekt agresywnych, budzących niechęć, bazujących na krytyce Kościoła, takich jak Świadkowie Jehowy. Obecnie pojawiają się nowe sekty, o wielkim stopniu kultury, nastawione do wszystkich pozytywnie, ale ich cel jest ten sam — odprowadzić ludzi od Eucharystii.

 

Druga błędna gwiazda to religie Wschodu. Występują w najróżniejszej postaci. Przypominam, że Hindusi są najbardziej religijnym narodem świata. Oni trwają w adoracji Absolutu. Bóg jednak chcąc przekazać prawdę światu, nie wybrał Hindusów, lecz mały i nie nastawiony na kontemplację izraelski naród. Niebezpieczeństwo religii Wschodu polega na tym, że odrywają człowieka od Chrystusa. U nich Bóg nigdy nie zejdzie na ziemię, nie zamieszka wśród ludzi i nie uświęci dwudziestu czterech godzin ludzkiego życia. Wcielenie dla nich jest nie do pomyślenia. Dlatego z tak wielkim trudem do ludów Wschodu, mimo że są religijne, dociera Ewangelia. Te religie w najróżniejszej formie pojawiają się obecnie u nas, w Polsce, i pociągają zwłaszcza młodzież. Ludzie zafascynowani ideami Wschodu odchodzą od wcielonego Boga, od Chrystusa.

 

I wreszcie trzecia błędna gwiazda — psychoanaliza. Według psychoanalityka nieważne jest, czy człowiek wierzy w Boga, czy nie, ważna jest harmonia w jego środku. Nie chodź do spowiedzi, a więc nie spotykaj się z Bogiem, lecz przyjdź do psychoanalityka. On zrobi porządek w twoim wnętrzu, on przebada twoje życie przynajmniej do trzeciego pokolenia. Wyznasz grzechy twoich rodziców i dziadków, a psychoanalityk usprawiedliwi cię ze wszystkich twoich czynów, słów, myśli. Psychoanaliza odrywa człowieka nie tylko od Eucharystii, a więc Kościoła, nie tylko od Chrystusa, a więc chrześcijaństwa, lecz i od Boga. Ona koncentruje uwagę na człowieku.

 

Zachód te trzy błędne gwiazdy już rozpoznał. Na polskim niebie gwiazdy te dziś świecą ostrym blaskiem i uwodzą miliony naszych rodaków.

 

Skoro przyszliśmy za blaskiem gwiazdy wiodącej nas do Chrystusa i do Eucharystii, podziękujmy Bogu za wiarę. Prośmy Pana o mądre decyzje w obliczu tych błędnych gwiazd, jakie pojawiły się na polskim niebie.

 

Mędrcy za światłem gwiazdy dotarli do Chrystusa. Dziś ludzie za światłem błędnych gwiazd odchodzą od Chrystusa i opuszczając Betlejem szukają zbawienia tam, gdzie go znaleźć nie można.

 

Ks. Edward Staniek

 

 

 

 

 

 

Objawienie Pańskie

 

 

         Światło, które zabłysło w noc Bożego Narodzenia i rozświetliło grotę betlejemską, gdzie w milczącej adoracji trwali Maryja, Józef oraz pasterze, dzisiaj jaśnieje i objawia się wszystkim. Epifania to misterium światła - jego symbolem jest gwiazda, która prowadziła Mędrców w czasie podróży. Jednakże prawdziwym źródłem światła, «Słońcem Wschodzącym z wysoka» (por. Łk 1, 78) jest Chrystus.

         W tajemnicy Bożego Narodzenia światło Chrystusa oświetla ziemię, rozchodząc się niejako w formie koncentrycznych kręgów. Przede wszystkim ogarnia ono Świętą Rodzinę z Nazaretu - Maryję Pannę i Józefa oświeca Boża obecność Dzieciątka Jezus.

         Następnie światło Odkupiciela objawia się pasterzom betlejemskim, którzy powiadomieni przez anioła, udają się bezzwłocznie do groty i znajdują tam zapowiedziany «znak»: «Niemowlę owinięte w pieluszki i leżące w żłobie» (Łk 2, 12). Pasterze wraz Maryją i Józefem reprezentują ową resztę Izraela», ubogich - anawim, którym zwiastowana jest Dobra Nowina.

         Wreszcie blask Chrystusa dociera do Mędrców, stanowiących pierwociny narodów pogańskich. W cieniu pozostają jerozolimskie pałace władców, gdzie wiadomość o narodzeniu Mesjasza, paradoksalnie przyniesiona przez Mędrców, budzi nie radość, ale strach i wrogie reakcje.

         Taki jest tajemniczy zamysł Boga: «światło przyszło na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki» (J 3, 19).

 

Ale czym jest to światło? Czy jest to tylko sugestywna metafora, czy też obrazowi temu odpowiada jakaś rzeczywistość? Apostoł Jan pisze w swym Pierwszym Liście: «Bóg jest światłością, a nie ma w Nim żadnej ciemności» (1 J 1, 5); a nieco dalej dodaje: «Bóg jest miłością». Te dwa stwierdzenia, zestawione razem, pozwalają nam lepiej zrozumieć, że światło, które zajaśniało w Boże Narodzenie, a dzisiaj ukazuje się narodom, to miłość Boża objawiona w Osobie wcielonego Słowa. To światło przyciągnęło Mędrców przybyłych ze Wschodu. Tak więc w tajemnicy Objawienia Pańskiego oprócz promieniowania na zewnątrz występuje przyciąganie ku centrum, będące wypełnieniem dynamiki zapisanej już w dawnym Przymierzu. Źródłem tej dynamiki jest Bóg - Jedyny w istocie i w trzech Osobach - który wszystko i wszystkich przyciąga do siebie. Wcielona Osoba Słowa objawia się jako zasada pojednania i zjednoczenia wszystkiego (por. Ef 1, 9-10). Chrystus jest ostatecznym celem dziejów, punktem, do którego prowadziło «Wyjście», opatrznościową drogą odkupienia, osiągającą swój szczyt w Jego śmierci i zmartwychwstaniu. Dlatego też liturgia uroczystości Objawienia Pańskiego zawiera tak zwaną «Zapowiedź Paschy»: rok liturgiczny ujmuje bowiem całą parabolę historii zbawienia, w której centrum znajduje się «Triduum ukrzyżowanego, pogrzebanego i zmartwychwstałego Pana».

 

W liturgii okresu Narodzenia Pańskiego często powraca, niczym refren, werset z Psalmu 98 [97]: «Pan okazał swoje zbawienie, na oczach narodów objawił swą sprawiedliwość» (w. 2). Tymi słowami Kościół podkreśla «epifanijny» wymiar Wcielenia: fakt, że Syn Boży stał się człowiekiem i wszedł w dzieje, stanowi szczytowy moment samoobjawienia się Boga Izraelowi i wszystkim narodom. W betlejemskim Dziecięciu Bóg objawił się w pokorze, przybierając «ludzką postać», «postać sługi», a nawet ukrzyżowanego (por. Flp 2, 6-8). Oto chrześcijański paradoks. Właśnie to ukrycie stanowi najbardziej wymowne «objawienie się» Boga: pokora, ubóstwo oraz hańba Męki pozwalają nam poznać, jakim jest Bóg naprawdę. Oblicze Syna wiernie objawia oblicze Ojca. Oto dlaczego misterium Narodzenia Pańskiego jest - by tak powiedzieć - całe «epifanią». Objawienie się Mędrcom nie wnosi nic nowego do planu Bożego, ale ujawnia jego niezmienny i konstytutywny wymiar, a mianowicie, że «poganie (...) są współdziedzicami i współczłonkami Ciała, i współuczestnikami obietnicy w Chrystusie Jezusie przez Ewangelię» (Ef 3, 6).

 

Pozornie mogłoby się wydawać, że wierność Boga wobec Izraela oraz Jego objawienie się poganom to dwa różne aspekty. W rzeczywistości są one niczym dwie strony jednego medalu. Albowiem, zgodnie z Pismem Świętym, Bóg objawiając swoją chwałę również innym narodom, dochował wierności przymierzu miłości z narodem izraelskim. «Łaska i wierność» (Ps 89 [88], 2), «miłosierdzie i prawda» (Ps 85 [84], 11) składają się na chwałę Boga, stanowią Jego «imię», które ma być poznawane i uświęcane przez ludzi wszystkich języków i narodów. Jednakże «treść» jest nieodłączna od «metody», jaką Bóg wybrał, aby się objawić, to znaczy absolutnej wierności Przymierzu, osiągającemu swój szczytowy punkt w Chrystusie. Pan Jezus jest jednocześnie i nierozdzielnie «światłem na oświecenie pogan i chwałą swego ludu, Izraela» (por. Łk 2, 32), jak zawołał natchniony przez Boga starzec Symeon, biorąc na ręce Dziecię, kiedy rodzice przynieśli Je do świątyni. Światło oświecające pogan - światło Epifanii - jest odblaskiem chwały Izraela, chwały Mesjasza narodzonego, zgodnie z Pismem, w Betlejem, «mieście Dawidowym» (por. Łk 2, 4). Mędrcy oddali pokłon zwykłemu Dziecku w objęciach Jego Matki Maryi, ponieważ w Nim rozpoznali źródło dwojakiego światła, które ich prowadziło: światła gwiazdy oraz światła Pisma. Rozpoznali w Nim Króla żydowskiego, chwałę Izraela, a także Króla wszystkich narodów.

 

W liturgii Epifanii objawia się również tajemnica Kościoła i jego misyjność. Jego powołaniem jest nieść światło Chrystusa, by zajaśniało ono w świecie; ma on być jego odbiciem, podobnie jak księżyc odbija światło słońca. W Kościele wypełniły się dawne proroctwa odnoszące się do świętego miasta Jeruzalem, jak to wspaniałe proroctwo Izajasza, którego wysłuchaliśmy przed chwilą: «Powstań! Świeć, bo przyszło twe światło (...) I pójdą narody do twojego światła, królowie do blasku twojego wschodu» (Iz 60, 1. 3). To powinni czynić uczniowie Chrystusa: pouczeni przez Niego, jak żyć duchem Błogosławieństw, winni swym świadectwem miłości przyciągać wszystkich ludzi do Boga: «Tak niech wasze światło jaśnieje przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie» (Mt 5, 16). Słuchając tych słów Jezusa, my, członkowie Kościoła, nie możemy nie odczuwać całej niewystarczalności naszej ludzkiej kondycji naznaczonej grzechem. Kościół jest święty, ale składa się z ludzi mających swoje ograniczenia i popełniających błędy. Jedynie Chrystus, dając nam Ducha Świętego, może przemienić naszą nędzę i stale nas odnawiać. On jest światłością narodów, lumen gentium, i postanowił oświecić świat za pośrednictwem swego Kościoła (por. Sobór Watykański II, Konstytucja Lumen gentium, 1).

 

«Jakże się to stanie?» - również i my pytamy słowami, jakie Dziewica wypowiedziała do archanioła Gabriela. Właśnie Ona, Matka Chrystusa i Kościoła, podsuwa nam odpowiedź: swoim przykładem całkowitej dyspozycyjności wobec woli Bożej - «fiat mihi secundum verbum tuum» (Łk 1, 38) - uczy nas, jak być «epifanią» Pana przez otwarcie serca na działanie łaski i przez wierne przyjęcie słowa Jej Syna, światłości świata i ostatecznego celu dziejów.

 

Niech tak się stanie!

/Benedykt XVI, Chrystus objawia się wszystkim narodom/

 

 

 

 

 

 

TRZEJ KRÓLOWIE

 

 

Trzej Królowie, Trzej Mędrcy – w tradycji chrześcijańskiej trzej Mędrcy ze Wschodu (magowie, kapłani religii zaratusztriańskiej, astrologowie), którzy udali się do Betlejem, aby oddać pokłon narodzonemu Jezusowi. Wyruszyli oni z miejscowości Kashan,[potrzebne źródło] znajdującej się na terenie obecnego Iranu. Biblia nie wymienia ich imion; w zachodnim chrześcijaństwie popularny jest pogląd, iż ich imiona to Kacper, Melchior i Baltazar.

 

Pamiątką tej historii jest liturgiczna uroczystość Objawienia Pańskiego, w Polsce nazywana też świętem Trzech Króli. Obchodzona jest 6 stycznia, w pierwszych wiekach chrześcijaństwa wyznaczała początek roku liturgicznego. W niektórych regionach Polski czas pomiędzy Bożym Narodzeniem a świętem Trzech Króli był uważany za tak bardzo święty, że powstrzymywano się w tym czasie od ciężkich prac. Do 1960 r. Trzech Króli było w Polsce dniem wolnym od pracy.

 

Święto Trzech Króli należy do pierwszych ustanowionych przez Kościół. W kościele wschodnim znane już w III wieku, natomiast w kościele obrządku zachodniego obchodzone od schyłku IV wieku. Kościół wschodni łączył uroczystość Trzech Króli z Bożym Narodzeniem, obchodzonym jednocześnie jako uroczystość Epifanii, natomiast w kościele rzymskim Trzech Króli jest świętem niezależnym od Bożego Narodzenia.

 

Opis pokłonu Trzech Króli znajduje się w Ewangelii św. Mateusza (Mt 2, 1-12)[1]. Ma swoją symbolikę: jest pokłonem i świata pogan, i ludzi w ogóle, przed Bogiem Wcielonym. Wśród takiej rodziny ludzkiej narodził się Chrystus ze swą zbawczą misją, a ona w swych przedstawicielach przybyła z różnych stron, aby złożyć mu hołd. Dlatego w tradycji chrześcijańskiej jeden z magów jest czarnoskóry (od XIV w.). Uniwersalność zbawienia, ponad wszelkimi podziałami, zaakcentowana jest poprzez samą nazwę święta i jego wysoką rangę w kościele.

 

Ewangeliczna historia Trzech Króli opowiada o trzech cudzoziemcach, którzy, wiedzeni gwiazdą, wyruszyli w drogę do Betlejem, które wyznaczyli jako miejsce narodzin na podstawie proroctwa w Księdze Micheasza (Mi 5, 1)[2], aby złożyć pokłon narodzonemu królowi żydowskiemu. Po drodze wstąpili na dwór Heroda. Ten, usłyszawszy nowinę, w narodzonym upatrywał rywala. Mędrcy, odnalazłszy stajenkę betlejemską, ofiarowali Dzieciątku swoje dary, które należały wówczas do najcenniejszych: mirrę, złoto i kadzidło (kadzidło i mirra była wówczas w cenie złota, tę aromatyczną żywicę z rzadkich drzew palili w swoich pałacach jedynie najzamożniejsi). Otrzymawszy podczas snu wskazówkę, aby nie wracali do Heroda, trzej pielgrzymi wyruszyli z powrotem do swych krajów inną drogą.

 

Zwyczaj święcenia tego dnia złota i kadzidła wykształcił się na przełomie wieków XV i XVI. Poświęcanym kadzidłem, którym była żywica z jałowca, okadzano domy i obejście, co miało znaczenie symbolicznego zabezpieczenia go przed chorobami i nieszczęściami. W tym samym celu poświęconym złotem dotykano całej szyi. Po uroczystym obiedzie podawano ciasto z migdałem. Ten, kto go odnalazł w swoim kawałku, zostawał „królem migdałowym”. Znany był też zwyczaj chodzenia dzieci z gwiazdą, które pukając do domów, otrzymywały rogale, zwane „hrystusmi”. Śpiewano przy tym kolędy o Trzech Królach. Przy kościołach stały stragany, sprzedawano kadzidło i kredę.

 

Od XVIII wieku upowszechnił się także zwyczaj święcenia kredy, którą zwyczajowo w święto Trzech Króli na drzwiach wejściowych w wielu domach katolickich pisano litery: K+M+B+ oraz datę bieżącego roku. Zwyczaj ten, znany również w czasach obecnych, jest błędną interpretacją łacińskiej inskrypcji CMB hrystus hrystus Benedicat (Niech Chrystus błogosławi temu domowi), choć święty Augustyn tłumaczy je jako hrystus Multorum Benefactor (Chrystus dobroczyńcą wielu). Legenda o „trzech królach” pojawiła się w średniowieczu, stąd dzisiejsze błędne odczytywanie tych liter jako imion Mędrców.

 

 

 

Polak podsekretarzem

Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych

 

 

Polak podsekretarzem Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych.

 

Benedykt XVI mianował księdza Bogusława Turka, michaelitę podsekretarzem Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych. Pracuje on w tej dykasterii od 1994 roku.

 

Ks. Bogusław Turek urodził się 20 października 1964 r. w Wojtkowej (archidiecezja przemyska). W roku 1982 wstąpił do Zgromadzenia Świętego Michała Archanioła, a rok później złożył pierwsze śluby zakonne.

 

Święcenia kapłańskie przyjął 2 lipca 1989 r. w Miejscu Piastowym – domu macierzystym michaelitów. W roku 1995 uzyskał doktorat z teologii dogmatycznej na Papieskim Uniwersytecie św. Tomasza w Rzymie. Pełni odpowiedzialne funkcje w swoim zgromadzeniu i wykłada na jego studium.

 

Ks. Turek jest członkiem komisji specjalnych do spraw traktowania przypadków dyspensy od obowiązków diakonatu i kapłańskich przy Kongregacji ds. Duchowieństwa oraz Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów.

 

 

 

Kardynał Nycz

członkiem dwóch watykańskich kongregacji

 

Benedykt XVI włączył kardynałów kreowanych podczas konsystorza 20 listopada br. do poszczególnych dykasterii. Metropolita warszawski, kardynał Kazimierz Nycz został członkiem Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, oraz ds. Duchowieństwa.

 

Kongregacja ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów zajmuje się rozwijaniem i dyscypliną liturgii, a przede wszystkim sakramentów. Do jej kompetencji należy czuwanie nad przekładami ksiąg liturgicznych. Kongregacja, we współpracy z innymi dykasteriami udziela dyspens od zobowiązań wynikających ze święceń kapłańskich i święceń diakonatu oraz dyspens od małżeństwa ważnie zawartego a niedopełnionego. Ponadto nadaje tytuł bazyliki mniejszej i udziela zezwolenia na koronacje obrazów na prawach papieskich. Została utworzona w 1588 r. przez papieża Sykstusa V jako Święta Kongregacja Obrzędów. Obecnie jej prefektem jest Hiszpan, kard. Antonio Canizares Llovera.

 

 

Kongregacja ds. Duchowieństwa zajmuje się kwestiami związanymi ze świętością a także formacją kapłanów diecezjalnych i diakonów. Nadzoruje kapituły katedralne, rady duszpasterskie i kapłańskie. Stara się także o równomierne rozmieszczenie duchowieństwa w świecie. Do kompetencji tej dykasterii należą także kwestie katechetyczne oraz sprawy związane z administracją dóbr należących do kościelnych osób publicznych. Została ona utworzona w 1564 roku w czasie trwania Soboru trydenckiego przez papieża Piusa IV pod pierwotną nazwą Kongregacji Soborowej. Obecnie prefektem tej kongregacji jest Włoch, kard. Mauro Piacenza.

 

 

 

Rok kalendarzowy

 

 

Nasz współczesny kalendarz wywodzi się z kalendarza rzymskiego. Nawet jego nazwa ma łacińskie pochodzenie: Calendae była to w Rzymie nazwa pierwszego dnia każdego miesiąca. Kalendarz rzymski był początkowo kalendarzem słonecznym. Liczył wtedy 304 dni i dzielił się na 10 nierównych miesięcy. Ten układ miesięcy oddają ich łacińskie nazwy przejęte przez wiele języków Europy, na przykład November (listopad) to miesiąc "dziewiąty", December (grudzień) oznacza "dziesiąty". Początek roku następował w pierwszym dniu marca.

Król Numa Pompiliusz w VII wieku p.n.e. przekształcił kalendarz na księżycowy i dodał 2 miesiące (styczeń i luty). Rok rzymski liczył 355 dni i co pewien czas kapłani dodawali miesiąc przestępny. Jednak mimo tego pod koniec Republiki różnica pomiędzy datą a właściwym terminem wynosiła już 90 dni. Początkiem roku pozostał marzec - do czasu, aż w roku 153 p.n.e. pojawiła się sytuacja wymuszająca zmianę. Trwała wojna w Iberii (dzisiejszej Hiszpanii), a wojska mogli poprowadzić jedynie wybieralni konsulowie (trzeba pamiętać, że były to czasy Republiki Rzymskiej i wszelkie demokratyczne procedury były skrupulatnie przestrzegane). Ponieważ czas naglił, postanowiono przesunąć początek roku na 1 stycznia, aby po wcześniejszym objęciu stanowisk przez konsulów rozpocząć ofensywę. Później już wszyscy konsulowie obejmowali urząd 1 stycznia.

W roku 45 p.n.e. Juliusz Cezar zlecił greckiemu matematykowi i astronomowi Sozigenesowi opracowanie nowego kalendarza, który miał likwidować dotychczasowe niedogodności. Był to tak zwany kalendarz juliański. Ustalono, że rok zwrotnikowy liczy 365,25 dni. Tyle miał też liczyć rok kalendarzowy. Dodanie do roku rzymskiego 10 dni pozwoliło osiągnąć dzisiejszą liczbę dni w poszczególnych miesiącach. Dalej ustalono, że po trzech latach zwykłych będzie następował rok przestępny, liczący 366 dni, a dodatkowy dzień zostanie dopisany do lutego, formalnie jeszcze wtedy ostatniego dnia roku. Rok przestępny miał być podzielny przez cztery. Juliusz Cezar krótko po reformie został zamordowany i dopiero za panowania Oktawiana Augusta weszła ona w życie. Wtedy też formalnie pierwszym dniem roku stał się 1 stycznia.

Do wieku VI po Chrystusie nie było właściwie ustalonej, wspólnej formy liczenia czasu. Najdawniej znano rok księżycowy, ale już starożytni Egipcjanie i Babilończycy znali również dokładniejszy rok słoneczny i posługiwali się nim. Dwóch tych sposobów liczenia lat używano na różnych obszarach ziemi i przez różne narody: od Ameryki Południowej poprzez Europę, Afrykę, po daleki wschód Azji.

Większa jeszcze rozbieżność panowała w datowaniu wydarzeń historycznych. Najczęściej posługiwano się liczbą lat panowania poszczególnych dynastii czy też władców. Izraelici prowadzili chronologię od biblijnego opisu stworzenia Świata (pierwszy rok naszej ery przypadał w 5199 roku), Grecy starożytni od pierwszej olimpiady (776 przed Chr.), Rzymianie od założenia Rzymu (753 przed Chr.). Dionizy Exiguus, mnich (w. VI), wpadł na pomysł, aby lata nowej ery obliczać od narodzenia Pana Jezusa. Wyliczył on, że przypada ono 25 grudnia 753 roku od założenia Rzymu. Od czasu panowania cesarza Teodozjusza Wielkiego (379-395) religia chrześcijańska została uznana za panującą w imperium rzymskim. Nie było więc trudno w wieku VI wprowadzić datę przyjścia Chrystusa Pana na ziemię jako pierwszy rok i początek liczenia nowej ery, tym bardziej, że cesarstwo zachodnio-rzymskie przestało istnieć a faktycznymi władcami i przywódcami duchowymi zachodniej Europy byli papieże. Za cesarza Karola Wielkiego (+ 814) sposób liczenia lat ustalił się ostatecznie i tak pozostało dotąd.

Średni rok juliański miał 365,25 dnia, podczas gdy rok zwrotnikowy ma 365,242199 dnia. Rok w kalendarzu juliańskim jest zatem o ponad 11 minut dłuższy niż nasz rok. Po 128 latach daje to 1 dobę różnicy. W XVI wieku różnica urosła do 10 dni. Stanowiło to coraz większy problem. Nad jego rozwiązaniem pracowały największe umysły epoki, w tym również Mikołaj Kopernik. Ostatecznie reformy dokonał w roku 1582 Papież Grzegorz XIII, który stworzył tak zwany kalendarz gregoriański. Najpierw wydał dekret, ustalając, że po 4 października 1582 roku nastąpi 15 października, zachowując jednak następstwo dni tygodnia (po czwartku nastąpił piątek). Nie wszyscy byli zadowoleni. Wielu uważało, że zabrano im 10 dni życia. Z tego też powodu wybuchły nawet zamieszki.

Zadanie wyrównania w przyszłości roku kalendarzowego rozwiązano, zamieniając niektóre lata przestępne na zwykłe. Większość lat to lata zwykłe, ale rok o numerze podzielnym przez 4 jest rokiem przestępnym, chyba że jego numer dzieli się przez 100 - wówczas pozostaje rokiem zwykłym, pod warunkiem jednak, że nie dzieli się przez 400, gdyż wtedy jest znowu rokiem przestępnym. Np. rok 1900 był zwykły, a rok 2000 jest rokiem przestępnym. W ten sposób średni rok gregoriański ma w cyklu 400-letnim 303 lata zwykłe i 97 przestępnych, a więc liczy 356,2425 dnia.

Nowy kalendarz rozpowszechniał się szybko. Polska przyjęła go oficjalnie w roku 1586, Anglia w 1752, Japonia w 1873, a Rosja dopiero po rewolucji październikowej, która wybuchła, według naszego kalendarza, nie w październiku, a w listopadzie. Najpóźniej, bo w roku 1923, nowy kalendarz przyjęła Grecja. Kalendarz juliański nadal używany jest w Kościele prawosławnym. Stąd wielkie święta chrześcijańskie odbywają się w różnych terminach. Za naszego życia nie zaobserwujemy innych różnic pomiędzy kalendarzami. Będą widoczne dopiero w roku 2100.

 

Podstawową jednostką w każdym kalendarzu jest doba. Jest to jednostka czasu związana a obrotem Ziemi wokół własnej osi. Wyjaśnienia wymaga podział doby na 24 godziny. Zawdzięczamy go Sumerom, którzy początkowo dzielili dobę na 12 godzin (liczba 12 była powszechnie stosowana w liczeniu, czego pozostałością jest nasz tuzin). Później spadkobiercy Sumerów, mieszkający również w Mezopotamii Babilończycy, podzielili dobę na 12 godzin dziennych i 12 nocnych, co w sumie dawało 24. Długość ich trwania zmieniła się wraz z porami roku. Przy niewielkiej dokładności zegarów słonecznych było to jednak mało istotne. Później godzinę podzielono na 60 minut, tworzących 4 kwadranse po 15 minut. Minutę podzielono na 60 sekund.

Miesiąc to jednostka oparta na obserwacji zmian oświetlenia Księżyca. Przypomnijmy, że w języku staropolskim miesiącem nazywano właśnie Księżyc. Zwykle miesiąc liczy się od nowiu do nowiu. W nowiu Księżyc zwrócony jest do obserwatora stroną nieoświetloną, czyli początek miesiąca liczy się od momentu pojawienia się na ciemnej tarczy Księżyca pierwszego błysku odbitego światła słonecznego. W ciągu roku mamy ponad 12 okresów miesięcznych.

Polskie nazwy miesięcy są odbiciem tego, co się dzieje w przyrodzie w poszczególnych okresach czasu; styczeń od styku dwóch lat - starego i nowego roku; luty, czyli srogi, bo jest to najzimniejszy miesiąc; marzec, gdyż rozmazana jest przyroda, koniec zimy, początek wiosny; kwiecień, gdyż pojawiają się kwiaty; maj, gdyż kwiaty są wszędzie; szczyt wiosenny: czerwiec - od chrząszczyka czerwca, z którego wyrabiano czerwony barwnik; lipiec, gdyż kwitną lipy; sierpień, gdyż skończono żniwa sierpami (nie znano kos); wrzesień - od kwitnącego wrzosu; październik od paździerzy, gdyż był to miesiąc obróbki lnu i konopi; listopad, opadają liście; grudzień od grudy, czyli zmarzniętej ziemi. Inne narody przyjęły nazwy miesięcy od dawnych Rzymian.

Dni tygodnia liczono od niedzieli, której znowu nazwa polska wywodzi się od słowa "nie działać", gdyż zakazana jest w niedzielę ciężka praca. Nazwy inne są jasne: poniedziałek - pierwszy dzień po niedzieli; wtorek drugi (wtórny); środa środkowy; czwartek - dzień czwarty; piątek - dzień piąty; nazwa soboty wywodzi się z hebrajskiego sabat (szabat). Tak więc i w nazwach dni tygodnia niedziela jest dniem centralnym.

 

Kościół Katolicki traktuje każdy rok, dany mu od Boga jako pamiątkę pobytu Chrystusa na naszej ziemi i dokonanego przez Niego dzieła zbawienia rodzaju ludzkiego (memoria Domini). Kościół też stara się każdym dniem, a zwłaszcza przez niedzielę i dni święte, przypomnieć swoim wiernym ważniejsze wydarzenia z dziejów Jezusa Chrystusa i przez to utrzymać wśród nich żywą wiarę w Niego (pronuntiatio Domini). Wreszcie pragnie przygotować swoich wiernych na powtórne przyjście Chrystusa Pana na ziemię, które On w sposób tak uroczysty zapowiedział, aby na wieki połączyć się z Nim w chwale wiecznej (adventus Domini).

 

 

Dzieweczka bez rąk

 

     Żyła niegdyś w mieście Betlejem dzieweczka bez rąk. Była córką człeka ważnego, przełożonego synagogi, i nazywała się Anastazja. Jej ojciec nosił natomiast imię diabła, którego lepiej sobie nie przypominać. Ludzie zaś opowiadali, że bywał na sabatach i nauczył się tam piekielnych czarów.

     Jednego wieczoru człek ten spożywał posiłek w towarzystwie innych przełożonych synagogi, kiedy usłyszał trzykrotne ciche pukanie do drzwi. Przy pierwszym stuknięciu nastawił ucho. Przy drugim zaklął jak poganin. Przy trzecim, obracając się, by wyjrzeć przez okno, skinięciem głowy zapytał natręta, czego sobie życzy.

- Nazywam się Józef - odpowiedział tamten - i jestem cieślą. Moja żona i ja nie znaleźliśmy miejsca w zajeździe. Zobaczyłem, że u ciebie się świeci, więc przyszedłem prosić o pomoc, albowiem moja żona dopiero co wydała na świat dziecko.

- Nie pomagam włóczęgom. Zmykaj, i to prędko.

- Albo jeśli wolisz - zadrwił inny - zostań tu i policz gwoździe w drzwiach, a będziesz wiedział, ile ich jest.

- Lecz strzeż się bólu zębów - dorzucił trzeci - nie ma bowiem gorszego bólu zębów niż wtedy, gdy psy dobierają ci się do łydek!

- O tak, bacz na swoje łydki! - wykrzyknęli chórem, szydząc i śmiejąc się. I żaden nie ruszył się z domu. Wyszła za to Anastazja, strapiona i zbolała z powodu tego, co usłyszała, gdyż miała serce proste i miłosierne, jak nikt inny na całym świecie.

- Hola, biedny człeku! Czegóż chcesz, czegóż ci trzeba? - Szukam pomocy dla mojej żony, która dopiero co powiła. Potrzebna nam niewiasta, która czuwałaby przy niej dzisiejszej nocy.

- Nie mam palców ni rąk. Ale chętnie zrobię wszystko, co będę mogła.

     Były tam, jakby przygotowane przez samego Boga, dwa wiadra, jedno pełne mleka, drugie - świeżej wody. Dzieweczka zaczepiła je na dwóch końcach kija i podniosła na ramiona. Potem poszła za Józefem do stajenki, gdzie tylko wół i osiołek opiekowały się Maryją i grzały Dzieciątko. Ale pośród tej ubogiej słomy i spróchniałego drewna Dzieciątko zdawało się być jak słońce. Dzieweczka padła na kolana. Jakże piękna była ta naga istota; zdawało się, że ma ukryty gdzieś w sobie kaganek, tyle światła dobywało się z różowego ciałka.

     Anastazja nie mogła się powstrzymać. Swoimi ramionami bez dłoni podniosła dziecko i przytuliła do piersi. I w tym momencie zdarzył się cud. Ledwie Go dotknęła, wyrosły jej dłonie, białe i piękne jak dłonie dobrej wróżki, zwinne, jakby miała je zawsze! Na kolanach dziękowała Dziecięciu i Jego Mamie. Potem zabrała się zręcznie do pracy. Nowymi dłońmi usługiwała Matce Boskiej, kołysała Maleństwo, wszystko uporządkowała, gdyż do stajenki mieli przybyć pasterze i trzej królowie. Zewsząd dokoła, a nie wiadomo było skąd, dochodził zgiełk jakby wiejskiego święta i rozbrzmiewała muzyka dud i kobzy. I tam w stajence, u boku Świętej Rodziny dzieweczka czuła się jakby pośród aniołów śpiewających w niebie.

 

     Kiedy przybyli pasterze ze swoimi darami, śmietanką, serem, jabłkami i orzechami, Anastazja odeszła i wróciła do domu swojego ojca w Betlejem.

- Tatusiu, tatusiu, zobacz, jakie mam białe dłonie!

- Skąd się wzięły? Jak to się stało, że wyrosły ci tak szybko? - spytał osłupiały mężczyzna.

- Dał mi je Ten, który może wszystko. Ten sam, którego oczekiwałeś ty i wszyscy dobrzy Żydzi. Urodził się tej nocy w naszym sąsiedztwie, w stajence.

- Jakaś ty głupia! - wykrzyknął ojciec. - Uważasz więc, że wiesz o tym więcej niż uczeni w Prawie! Twoje wargi są czarne od kłamstwa i bluźnierstwa!

- Nie ma w tym żadnego kłamstwa, tatusiu! Przyszłam po ciebie, żebyś i ty mógł złożyć Mu hołd.

- Ja miałbym złożyć hołd temu twojemu smarkaczowi ze stajni? Padłaś ofiarą jakiegoś wędrownego czarownika, utnę ci te ręce ostrzem miecza. Wyjąc jak opętany i krztusząc się z gniewu sięgnął po miecz. Lecz nagle poczuł, że jest spętany, wzrok mu się zmącił i znalazł się wśród wielkich ciemności.

- Anastazjo, gdzie jesteś? - zdołał wybełkotać. - Wyciągnij swoje cudowne dłonie! Dotknij moich oczu, gdyż straciłem wzrok.

- Tatusiu, czy przyznajesz, że Dzieciątko, które sprawiło, że wyrosły mi dłonie, jest Mesjaszem. Powiedz, że wierzysz, a dotknę cię.

- Wierzę, wierzę - wyjąkał starzec.

     Wtedy Anastazja położyła mu dłonie na oczach i jak przez czary powrócił mu wzrok. I ledwie przejrzał, chciał biec do stajenki, by zobaczyć, jak wygląda Mesjasz.

 

 

 

Ognisko domowe

 

 

Aby być szczęśliwym,

potrzebujesz ogniska domowego.

Bez niego jesteś zgubiony

w labiryncie życia.

W domu znajdujesz spokój,

gdy jesteś zmęczony.

W domu znajdujesz zrozumienie,

gdy cię przygniata zmartwienie.

W domu znajdujesz

ciepło i przywiązanie,

gdy życie stanie się twarde i bezwzględne.

Przy ognisku domowym spoczywa ciche,

zadziwiające szczęście,

którego nigdzie nie znajdziesz.

 

O dobre, przytulne ognisko domowe musisz dbać sam. Ty jesteś odpowiedzialny za wszystkich, którzy z tobą żyją w domu. Nie bądź nie udzielającą się, milczącą kłodą, niewolnikiem telewizji, ani hałasującym dręczycielem. Urządzaj swój dom nie drogimi przedmiotami, lecz dobrocią i uprzejmością, darami swojego serca. Każdy powinien być szczęśliwym u ciebie mając skrawek nieba z twojej dłoni.

 

 

 

 

Program wizyty duszpasterskiej

- kolędy

 

W dniach: 3 – 8 stycznia 2011 r.

 

 

poniedziałek – 3 stycznia

 

·        os. Na Stoku bl. 18 - od godz. 15.00

·        os. Na Stoku bl. 25 - od godz. 15.00

·        os. Na Stoku bl. 27A -od godz. 9.00 i 15.00

·        os. Na Wzgórzach bl. 14A - od godz. 14.00

 

 

wtorek – 4 stycznia

 

·        os. Na Stoku bl. 14 - od nr 1 do 60 - od godz. 9.00 i 16.00

·        os. Na Stoku bl. 22 - od godz. 15.00

·        os. Na Stoku bl. 23A - od godz. 9.00 i 15.00

·        os. Na Stoku bl. 24A - od godz. 9.00 i 15.00

·        os. Na Stoku bl. 39 - od godz. 16.00

 

 

środa – 5 stycznia

 

·        os. Na Stoku bl. 14 - od nr 61 do 105 - od godz. 16.00 i 19.00

·        os. Na Stoku bl. 31  - od godz. 15.00

·        os. Na Stoku bl. 34 - od godz. 15.00

·        os. Na Stoku bl. 38 - od godz. 15.00

·        os. Na Wzgórzach bl. 34 - od godz. 15.00

 

 

sobota – 8 stycznia

 

·        ul. Jagiełły - od godz. 8.30

·        ul. Jasia i Małgosi - od godz. 8.30

·        od ul. Leszka Białego do Kazimierza Jagiellończyka - od godz. 8.30

·        os. Na Stoku bl. 41 - od godz. 15.30

·        os. Na Wzgórzach bl. 28 - od godz. 9.00

 

 

 

 

 

 

Święta, święci i błogosławieni w tygodniu

 

 

 

1 stycznia - Święta Boża Rodzicielka Maryja

2 stycznia - św. Bazyli Wielki, biskup i doktor Kościoła

2 stycznia - św. Grzegorz z Nazjanzu, biskup i doktor Kościoła

3 stycznia - św. Genowefa, dziewica

3 stycznia - Najświętsze Imię Jezus

3 stycznia - bł. Cyriak Eliasz Chavara, prezbiter

3 stycznia - bł. Alan de Solminihac, biskup

4 stycznia - bł. Aniela z Foligno, zakonnica

5 stycznia - bł. Maria Marcelina Darowska, zakonnica

5 stycznia - bł. Dydak Józef z Kadyksu, prezbiter

5 stycznia - św. Edward Wyznawca, król

5 stycznia - św. Szymon Słupnik

5 stycznia - św. Jan Nepomucen Neumann, biskup

6 stycznia - Objawienie Pańskie - Trzej Królowie

7 stycznia - św. Rajmund z Penyafort, prezbiter

7 stycznia - św. Lucjan, prezbiter i męczennik

8 stycznia - św. Piotr Tomasz, biskup

8 stycznia - św. Wawrzyniec Iustiniani, biskup

8 stycznia - św. Seweryn z Noricum

 

 

 

Ogłoszenia duszpasterskie

1, 2 stycznia 2011 r.

 

1.     Zmianka różańcowa będzie w niedzielę, po Mszy św. o godz. 16 w intencji Róż.

 

2.     W czwartek Uroczystość Objawienia Pańskiego (Trzech Króli). Zapraszamy na Msze św. z poświęceniem kredy i kadzidła. Porządek nabożeństw niedzielny.

 

3.     W tym tygodniu przypada I piątek miesiąca. Spowiedź w godz.: 6.30 – 8.00 i godz. 15.00 – 18.00 (z przerwą o godz. 16.30).

 

4.     Kolęda w tym tygodniu:

·        poniedziałek – os. Na Stoku bl. 18 i 25 (od godz. 15), bl. 27A (od godz. 9 i 15); os. Na Wzgórzach bl. 14A (od godz. 14);

·        wtorek – os. Na Stoku bl. 14 od nr 1 do 60 (od godz. 9 i 16), bl. 22 (od godz. 15), bl. 23A i 24A (od godz. 9 i 15), bl. 39 (od godz. 16);

·        środa – os. Na Stoku bl. 14 od nr 61 do 105 (od godz. 16 i 19), bl. 31, 34 i 38 (od godz. 15); os. Na Wzgórzach bl. 34 (od godz. 15);

·        sobota – ul. Jagiełły i Jasia i Małgosi oraz od ul. Leszka Białego do Kazimierza Jagiellończyka (od godz. 8.30); os. Na Stoku 41 (od godz. 15.30); os. Na Wzgórzach bl. 28 (od godz. 9).

Program kolędy jest zamieszczony w gazetce parafialnej i na naszych stronach internetowych.

 

5.     W niedzielę, dnia 9 stycznia, zapraszamy wszystkie grupy modlitewne i stowarzyszenia działające przy naszym kościele na koncert kolęd i wspólny opłatek, po Mszy św. o godz. 16, w górnym kościele.

 

6.     „Bóg zapłać!” za ofiary przekazane na potrzeby kościoła w tym tygodniu.

 

7.     Dziękujemy mieszkańcom os. Na Wzgórzach bl. 34 i 35 za troskę o kościół i złożoną ofiarę. W Waszej intencji zostanie odprawiona Msza św. 5 stycznia, a za Waszych zmarłych  12 stycznia, o 18.00. O opiekę nad świątynią prosimy mieszkańców os. Na Wzgórzach bl. 36, 37 i 38. Kościół sprzątamy w poniedziałek po Mszy św. wieczornej i w sobotę od godz. 8.00.

 

 

 

 


Poprawiony: poniedziałek, 06 lutego 2012 09:58